Monthly Archives: January 2011

Najniezbędniejszy sprzęt surwiwalowy

Fajnie jest czytać serwisy surwiwalowe. Darzę je naprawdę dużą sympatią, ci ludzie jako jedyni zdają sobie sprawę z metastabilności tej cywilizacji i starają się zwiększyć swoje szanse przeżycia. Zabawne jest jednak w jaki sposób się do tego przygotowują, kolekcjonując najróżniejsze przedmioty w ciężkich plecakach, na przykład:

1. Puszka po jakiś kuleczkach z magnesami
2. Zestaw medyczny (plastry, tabletki, chusteczki alkoholowe itp.)
3. Światełko Inova
wtedy gdy wracamy nie oświetloną drogą do domu)
4. Zapalniczka Bic
5. Lupa
6. Zestaw do szycia (nici, igła, żyłki itp.)
7. Pęseta
8. Dwa kawałki kartki od drukarki z klejem
9. Malutkie nożyczki

Taaak, na pewno pęseta, lupa, puszka, magnesy i zestaw do szydełkowania będą bardzo potrzebne w sytuacji WSHTF.

Najpierw dokonajmy rozróżnienia – na sytuację która wystąpiła nagle (klęska żywiołowa czy epidemia) oraz na sytuację trwającą dłuższy czas (kryzys finansowy, stan wojenny, Peak Oil).

Ludzie zwyczajnie robią sobie sami krzywdę obciążając się plecakiem z toną zbędnych gratów i przygotowując się tylko do tego pierwszego rodzaju kataklizmu. W moim odczuciu należy podzielić sprzęt na dwie grupy:

– wyposażenie domowe, gdzie możemy trzymać wszelkiego rodzaju gadżety od generatorów spalinowych po lupy, należy też mieć zapas jedzenia na co najmniej pół roku

– wyposażenie plecaka, które powinno składać się w podstawowej wersji z:

– noża

– broni palnej

– kilku/nastu sztuk monet srebrnych/złotych

– jedzenia, najlepiej w postaci MRE

– butelki na wodę

To jest wersja podstawowa, do której dobieramy niezbędne przedmioty z półki. Jeżeli jesteśmy chorzy – dobieramy leki z naszej apteczki. Jeżeli spodziewamy się zatrucia źródeł wody – zabieramy filtr do wody. Pamiętamy, że wypchany plecak ogranicza nam ruchy i zachęca innych do sprawdzenia cóż tam fajnego przenosimy. Po drodze należy zdobywać wszelkie potrzebne przedmioty – spać i żywić można się ‘u chłopa’ płacąc srebrem, a jeżeli będą niezbędnie potrzebne inne przedmioty – po prostu wyjmuje się broń i się je zabiera.

Z drugiej strony nie jesteśmy też ‘białymi charakterami’ z westernu. Jeżeli ktoś w tłumie ma rozwolnienie to jest to jego własny problem. Wypakowywanie całego plecaka celem dotarcia do apteczki to gwarantowane kłopoty. A my nie chcemy strzelać się tylko chcemy spokojnie przejść z miejsca A do B. Życie jest bezwzględne i jeżeli ktoś ma problemy w takiej ekstremalnej sytuacji to jest to jego problem – trzeba było przygotować się zawczasu zamiast oglądać ‘taniec z gwiazdami’.

Nie chciałbym być źle zrozumiany. Po prostu nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych rozwiązań. Tak właśnie toczyły się losy ludzi w sytuacjach nadzwyczajnych – albo byli w stanie zdobyć żywność albo umierali. Albo byli w stanie się obronić albo byli grabieni. Życie to nie bajka – ta prawda jest widoczna właśnie w takich momentach.

Gdy już wyjaśniliśmy kwestię pierwszego rodzaju zagrożeń przejdźmy teraz do rodzaju drugiego – przewlekłej katastrofy. Literatura surwiwalowa to zwykle bajki wyssane z palca, dotyczące tylko i wyłącznie zdarzeń nagłych. Lepiej czytać wspomnienia z czasu wojny – jak wyglądały realia, jak ludzie się adaptowali, jaka strategia przynosiła największe szanse przeżycia, jak działał system walutowy, na czym się dorabiano itd itp. To jest najbardziej cenna wiedza.

Z mojej perspektywy SHTF (typu drugiego) miało miejsce już dawno temu. Owszem, że bomby nie spadają nam na głowę, ale dla milionów bezrobotnych ludzi świat jaki znają wali się w posadach – nie mają co jeść i gdzie mieszkać. I tu nie pomoże żaden plecak z zestawem ewakuacyjnym, trzeba znaleźć się w rzeczywistości świata o coraz mniejszej produkcji energii i mniejszej dostępności dóbr konsumpcyjnych, ba, żywności.

Odnalezienie się w tych realiach i przeżycie najbliższych lat – to jest prawdziwy surwiwal.

Share This Post

Greenspan cz.1

Dość dawno temu otrzymałem w prezencie książkę Alana Greenspana ‘Era zawirowań’. Wiele razy słyszałem niepochlebne opinie na temat tej książki – miałaby to być próba wybielenia się i wytłumaczenia decyzji, które doprowadziły do obecnej Wielkiej Depresji 2.0. Czytelnik ma mieć również wrażenie, że decyzje FED są podejmowane gremialnie i ‘demokratycznie’, wpływów lobbistów zatrudnianych przez oligarchów nie widać.

Mimo dość krytycznego nastawienia apriori książkę przeczytałem z dużą przyjemnością, niejednokrotnie głośno się śmiejąc. Śmiech nie jest zbyt częstym zjawiskiem towarzyszącym czytaniu ekonomicznej ‘cegły’, lecz trafiając na cytaty jawnie przeczące obowiązującej doktrynie tylko tak można reagować.

Poniżej przedstawiam pierwszą część cytatów zaczerpniętych z książki:

Powiedziałem zgromadzonym, że powinniśmy podjąć kroki stawiające czoła problemom i nadszedł właśnie czas na zaaplikowanie gospodarce ograniczonych działań stymulujących. Pakiet na kwotę 100 miliardów dolarów wydawał się rozsądny – wystarczający, choć nie na tyle duży, by spowodować przegrzanie gospodarki i wzrost stóp procentowych. Kongresmani zdawali się podzielać mój pogląd.

Opisywane wydarzenia dotyczą krachu 1987 roku. Ciekawe, że w czasie ostatniego stymulowania gospodarki kwota była kilkadziesiąt razy większa i nikt jakoś nie podnosił argumentów stóp procentowych i inflacji, szczególnie w FED.

Pod koniec 2006 roku ‘Economist’ pisał: Rosnąca od roku 2000 w rocznym tempie 3,2% per capita światowa gospodarka przebyła już połowę drogi do osiągnięcia najlepszej dekady w swej historii. Jeśli zdoła utrzymać to tempo, pobije rzekomo sielankowe lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte. Wydaje się, że kapitalizm rynkowy, w dużej mierze napędzający światową gospodarkę, nieźle spełnia swą rolę’.

Dziś już wiemy, że końcówka dekady przyniosła sporą korektę czyniąc z tej dziesięciolatki jedną z najgorszych dekad w historii. Warto zwrócić też uwagę, że światowa gospodarka nie do końca jest w rzeczywistości rynkową. Jest cały szereg ograniczeń i patologii, jak na przykład ogromne korporacje dominujące światowy biznes, licencje i zezwolenia torpedujące działalność małych firm i system pieniądza papierowego, jawnie okradający miliardy ludzi ukrytym podatkiem inflacyjnym.

Ta [depresja] z lat 30tych doprowadziła do wybuchu II Wojny Światowej, więc żyliśmy w przekonaniu, że nie możemy pozwolić, by taka tragedia wydarzyła się ponownie.

Oceniam, że 99% Polaków nie zna prawdziwego powodu wybuchu wojny. Ludzie zwykle myślą, że chodziło o jakieś szaleństwo Hitlera czy może o racjonalne zdobywanie terenów życiowych. Prawie nikt nie jest w stanie zdobyć się na refleksie dlaczego Hitler w ogóle doszedł do władzy.

Obecna depresja oraz Peak Oil spowodują wojny, o jakich się mało komu śniło i jakich chyba nikt się nie spodziewa. A nasze nieszczęsne położenie między wielkimi drapieżnikami Europy oraz głupota polskich polityków powodują, że możemy się wpakować w niezłe szambo.

Burns uwielbiał prowokować konflikty wśród doktorantów. Któregoś dnia przechadzając się po sali w trakcie zająć poświęconych korozyjnym wpływom inflacji na poziom bogactwa narodowego zapytał; ‘Co jest przyczyną inflacji?’. Nikt z nas nie potrafił odpowiedzieć. Wtedy to profesor Burns zaciągnął się fajką, po czym wyjął ją z ust i stwierdził: ‘Nadmierne wydatki rządowe są przyczyną inflacji’.

Doktoranci, którzy nie wiedzą, skąd się bierze inflacja!!!! To się po prostu w głowie nie mieści. Można zrozumieć polityków, którzy z natury są debilami, nierobami i populistami, ale ekonomiści?! Jakiż mierny musiał być poziom kursu, skoro nie wiedzieli tego podstawowego faktu. Być może była też kwestia skażenia keynesizmem, w myśl którego nadmierne wydatki rządowe nie powodują inflacji lecz stymulują gospodarkę.

Byłem w tak dużym szoku, że w pierwszej chwili nie zwróciłem uwagi na fakt palenia tytoniu w czasie wykładów. Dziś za taką niepoprawność groziłoby więzienie. (Sam jestem przeciwnikiem palenia tytoniu w miejscach publicznych).

Modele gospodarcze Keynesa nie potrafiły jednak wyjaśnić przypadku, kiedy bezrobocie i inflacja rosną w tym samym okresie. Zjawisko to, nazwane później stagflacją, było wielkim rozczarowaniem dla politycznych decydentów.

Stagflacja wystąpiła w czasie kryzysów naftowych lat 70tych i jest to dokładnie to samo zjawisko, które czeka nas w najbliżej przyszłości. Spodziewam się, że jeżeli Stany nie podniosą stóp procentowych i nie zbilansują budżetu czeka nas hiperstagflacja.

Artur Okun, za prezydentury Johnsona przewodniczący Rady Doradców Ekonomicznych i znany z ironicznego poczucia humoru, opisał istniejący dylemat za pomocą ‘indeksu dyskomfortu’, stanowiącego po prostu sumę stopy bezrobocia i inflacji. Wynosił on wówczas 10,6% i od 1965 stale rósł.

Shadow Stats wskazuje, że bezrobocie wynosi 22% a inflacja 4%, co daje nam indeks dyskomfortu na poziomie 26%. Nawet opierając się na kłamstwach statystykach rządowych otrzymujemy jakieś 12%, co jest wysoką liczbą. Ciekawe, ile trzeba w USA by pojawiły się pierwsze barykady – 40% ? 60% ? 100%? Czas pokaże.

Arabskie embargo na ropę z października 1973 jedynie spotęgowało problem inflacji i bezrobocia, nie mówiąc już o tym, że uderzyło w amerykańskie poczucie pewności oraz godność. Indeks cen konsumpcyjnych eksplodował: w 1974 roku podskoczył do szokującego poziomu 11%, dając początek pojęciu ‘inflacja dwucyfrowa’. Stopa bezrobocia utrzymywała się na poziomie 5,6%, na giełdzie dominowały silne spadki, gospodarka miała właśnie wkroczyć w najpoważniejszą od lat 30tych recesję, a ponury cień na wszystko rzucała afera Watergate.

Dziś sytuacja ma się podobnie tragicznie. Na giełdzie mamy sytuację znaną jako ‘lost decade‘ – indeks giełdowy ostatnio był n tym samym poziomie, co 10 lat wcześniej, nie biorąc pod uwagę tragicznego spadku siły nabywczej dolara w którym wyrażony jest indeks (zbiór wybranych akcji). Inflacja realnie jest na tym samym poziomie. Dane o bezrobociu oficjalnie kłamią mówią o prawie 10%, nieoficjalnie jest to ponad 20%. A kryzys paliwowy jeszcze nawet się nie zaczął i będzie nas czekać dopiero od tego roku. Jesteśmy w szambie prawie po nos, a sytuacja jest tylko dlatego taka optymistyczna, że stoimy na palcach.

Pod koniec 1981 roku Reagan poprosił mnie, bym zajął się olbrzymim, narastającym od lat problemem: w systemie ubezpieczeń społecznych zaczynało brakować pieniędzy.

Skąd my to znamy …

W trakcie kampanii wyborczej Reagan unikał szczegółowego omawiania tej kwestii – pytany o nią, obiecywał jedynie utrzymanie całego systemu.

I to też brzmi znajomo, przypominają się bajdurzenia polskich polityków jakie to cudowne rozmnożenie nas czeka. Szczególnie Bucek utknął mi w pamięci ze swymi kłamstwami dotyczącymi czekających nas na emeryturze fruktów. Nie dalej niż wczoraj obecny reżim oznajmił nam, że dzięki rabunkowi naszych pieniędzy z II filara będziemy na emeryturze mieć ich więcej!

[…] wszyscy zdawali sobie sprawę, że bez względu na to jakich zmian się dokona, jedynym ostatecznym rozwiązaniem będzie albo podniesienie podatków, albo zmniejszenie świadczeń dla potężnej grupy wyborców, albo i jedno i drugie.

No i właśnie to mamy w Polsce – świadczenia będą coraz mniejsze a podatki już coraz wyższe. Każdy kolejny rząd usilnie pracuje tylko nad jednym – jak sprawić, żeby kolaps nie nastąpił jeszcze w czasie obecnej kadencji lecz po oddaniu rządów opozycji.

Tak więc pierwszą decyzją Cheneya po objęciu stanowiska było stworzenie zespołu roboczego zajmującego się polityką energetyczną. Ja zaś przedstawiłem mu własną analizę roli ropy w gospodarce oraz ewolucji międzynarodowych rynków ropy i gazu ziemnego. Rozmawialiśmy o energetyce jądrowej, LNG i innych alternatywnych źródłach energii.

Z energią jest podobnie jak z emeryturami – są to problemy, w których nie ma łatwych rozwiązań. Po prostu nie ma obecnie znanej alternatywy do paliw kopalnych, a jako te się kończą ilość dostępnej nam energii będzie spadać, powodując nieakceptowalny spadek jakości życia. A to jak wiadomo zawsze kończy się tak samo – wojną i wyrzynaniem się narodów. To nie zła wola ani spisek koncernów energetycznych – gdyby alternatywa istniała, koncerny już dawno byłyby obecne kapitałowo w nowych technologiach energetycznych.

Share This Post

Subprime

Wydaje się, że nie ma takiego produktu czy usługi, którego bankowcy nie potrafią spaprać.

Spójrzmy bliżej na osławione pożyczki hipoteczne podwyższonego ryzyka, znane jako subprime. Amerykańscy bankowcy otworzyli puszkę Pandory tworząc model biznesowy polegający na pobieraniu prowizji za pośrednictwo w załatwianiu takich pożyczek. Zanikł stary system polegający na udzieleniu pożyczki a potem trzymaniu jej w księgach przez kilkadziesiąt lat. Pokusa nadużycia była ogromna, banki jednoczyły się z klientem w dążeniu by wyrwać pieniądze od końcowego fundatora kredytu i przejmowały się tylko tym, by zapłacone były pierwsze raty – od tego uzależniona była wypłata prowizji. Z ich punktu widzenia kredytobiorca mógł zaprzestać spłacać pożyczkę już następnego dnia.

Tymczasem pożyczki subprime są tak naprawdę żyłą złota. Szczególnie w Polsce jest to niedostrzegane, co zupełnie mnie nie dziwi, jako że w Polsce w ogóle system bankowy jest niedojrzały i wiele dochodowych produktów jest ignorowanych (np. skrytki bankowe, doskonały przykład innej ignorowanej żyła złota). Jest przecież wielu ludzi, których stać na spłatę kredytu i którzy chcieliby nabyć nieruchomość, lecz odpadają w procesie przyznawania kredytu nie mogąc wykazać dochodu (szara strefa, freelancerzy, pracujący za granica i wiele innych przypadków). Podnosi się argument stałości dochodów, rodem z głębokiego PRLu, gdy przecież osoba pracująca na bezterminowej umowie o pracę nie ma żadnej pewności, czy jutro nie będzie wyrzucona na zbitą twarz wprost na bruk. W dzisiejszych czasach dochód freelancera jest nawet pewniejszy niż kogoś na umowie o pracę, ponieważ zwykle pochodzi z kilku różnych źródeł.

Rozwiązanie problemu i uniknięcie patologii znanej z USA jest dziecinnie proste. Kredyt subprime powinien być oprocentowany nieco wyżej niż klasyczna pożyczka hipoteczna celem pokrycia większego ryzyka i złupienia klienta, który nie może pójść do konkurencji. A ryzyka unika się w ten banalny sposób, że należy wymagać co najmniej 30% wpłaty własnej. W ten sposób bank jest w sytuacji win-win – jeżeli klient płaci bank zarabia, jeżeli nie płaci odbiera się nieruchomość i bank co najmniej wychodzi z interesu na czysto.

Na rynku istnieją regulatorzy i pewne wymogi formalne udzielenia kredytu. Nie w tym jednak sedno problemu – obserwacja mechanizmów pokazuje, że to raczej bankierzy trzęsą regulatorami niż odwrotnie (przykład1: ustawa o bankructwie konsumenckim, tak napisana przez lobby bankowe, że uniemożliwia bankructwa, przykład2: egzekucja bankowa i niesamowity zakres przywilejów jakimi w procesie windykacji cieszą się banki).

Bank zachowują się jak dzieci w piaskownicy – najpowszechniejszym zachowaniem jest małpowanie, czyli naśladowanie. Gdy jeden bank wprowadza opcje ‘wakacji’ czyli zawieszenia spłaty przez jeden miesiąc w roku – zaraz czynią to wszystkie inne. Gdy tymczasem można zrobić prawdziwą kasę – strach zaciska pośladki.

Share This Post

Technologia

Kilka dni temu poruszałem na blogu kwestię technologii, starając zwalczać się przesąd jakoby USA już po wsze czasy posiadały przewagę technologiczną ponad resztą świata. Dziś życie dopisało zakończenie tej opowieści. W ramach obowiązków służbowych miałem zakupić urządzenie analityczne – spektrograf rentgenowski. To dość wyrafinowana maszyna i droga maszyna. Cena urządzenia w USA – 40 000$. Cena nowocześniejszego, bardziej przenośnego urządzenia w Indiach – 7000$.

Taki spektrograf nigdy nie będzie produkowany w USA – można przypuszczać, że jego konstrukcja narusza kilkadziesiąt patentów. Nie będzie też produkowany w Polsce – brak odpowiedniej kultury technicznej, niezbędnej przedsiębiorczości, kapitału inwestycyjnego. W Polsce jest jednak przedstawiciel handlowy, który ma następujące warunki – wpłać 60% zaliczki (za to kupuje sprzęt w Indiach), poczekaj 4 tygodnie na dostawę, dopłać 40% marży. Podejrzewam, że ten pan przerzucił się z dżinsów na spektrografy. Taniej wsiąść w samolot i za 590$ polecieć z Berlina do New Delhi. Polski handlarz jest tak niepoważny, że nie posiada nawet jednej sztuki urządzenia na półce, tak by można było przyjść i je zobaczyć. W zamian proponuje obejrzenie filmiku na Youtube.

Jeszcze raz warto powtórzyć sobie wnioski – przewaga technologiczna Stanów maleje z dnia na dzień, gdy Polacy drepczą w miejscu skupiając się na handelku. USA staje się skansenem, w którym nadmierna ochrona wynalazczości blokuje samą wynalazczość, w wyniku czego postęp zwyczajnie się nie dokonuje. A nawet jeżeli jakieś urządzenie jest zbudowane, to przegrywa konkurencję z tańszymi konkurentami z Azji. Tymczasem Polska nadal jest skansenem, dzięki temu, że brak kapitału i absurdalna  biurokracja blokują powstanie większych firm produkcyjnych, które mogłyby tworzyć postęp techniczny. Pomijając firmy zagraniczne, które po prostu przywożą linie technologiczne do Polski i wdrażają tubylców do jej obsługiwania, największe osiągnięcie polskiej myśli technicznej do energooszczędny samochód rodzinny i kapsuła lądownika statku kosmicznego (zabezpieczona łańcuchem przed kradzieżą).

Share This Post

Do przeczytania

Kolega z bloga obok popełnił interesujący wpis dotyczący spadającej jakości życia towarzyszący kryzysowi. W bardzo ciekawy sposób opisał przedsmak tego, co nas czeka przy okazji Peak Oil.

Rozwój społeczno-ekonomiczny polega na wzrastającej specjalizacji poszczególnych jego członków i coraz większym podziale pracy. Przez to gospodarka staje się coraz bardziej wydajna i wzrasta ilość dóbr wytworzonych w przeliczeniu na mieszkańca. Rośnie przez to ilość dóbr możliwych do konsumpcji, rośnie też poziom życia. Warunkiem koniecznym jest jednak wzrost zużyciai rud i surowców energetycznych.

Pamiętać należy, że z rudami jest podobnie jak z ropa – można określić analogiczny wskaźnik do znanego z wydobycia ropy ERoEI (energia uzyskana z ropy w stosunku do energii zainwestowanej w wydobycie i przerób). Z każdym dniem jakość rud pogarsza się i trzeba coraz więcej wysiłku wkładać w wyprodukowanie tony stali, miedzi czy aluminium. W konsekwencji ilość dostępnej dla społeczeństwa energii i surowców spada.

Nie przez przypadek najwyższą konsumpcję kojarzymy ze Stanami z przełomu lat 60 i 70. Wtedy samotnie pracujący mężczyzna był w stanie wyżywić rodzinę, kupić dom na przedmieściach i utrzymać dwa samochody. To było możliwe dzięki temu, że pozyskiwanie surowców i energii było dużo łatwiejsze niż dziś i udział poszczególnych obywateli w tym ‘torcie’ był większy niż kiedykolwiek później. Po 1970 roku, gdy w USA wystąpił lokalny Peak Oil, jakość życia zaczęła ciągle i nieodwracalnie spadać.

Upadek społeczeństwa jaki obserwujemy to właśnie spadek jakości życia. Mamy też do czynienia z upraszczaniem się społeczeństwa, co widzimy choćby po strukturze zatrudnienia w Polsce. Nie raz wspominałem, że jedyną szansą ratunku na rynku pracy dla młodego człowieka jest wybór ścisłego zawodu – po prostu ta cywilizacja nie jest już w stanie zasymilować i utrzymać socjologów czy filozofów. Ba, problemy ze znalezieniem pracy mają inżynierowie czy architekci. Niedługo nawet lekarze mogą zostać bez pracy.

Na co dzień upadek systemu obserwujemy choćby po tym, że pracowników przestaje być stać na to co sami wytwarzają. Recepcjonistki nie  stać na nocleg w hotelu w którym pracuje, kelnerka w kawiarni zarabia kilka kaw dziennie, murarz nigdy nie zarobi dość, by kupić sobie mieszkanie które buduje, a monter z linii produkcyjnej nie może sobie pozwolić na zakup wyprodukowanego przez siebie samochodu. Właściwie ich życie to wegetacja i służenie tej drobnej części społeczeństwa, którą jeszcze na coś stać.

Trzeba zrozumieć, że jeżeli stopa życiowa ma rosnąć, ilość produkowanej energii musi rosnąć. Jeżeli ludzkość nie znajdzie nowych źródeł energii to źródła kopalne będą się wyczerpywać, ilość energii będzie spadać aż wrócimy do poziomu życia znanego ze średniowiecza, z tym, że świat będzie liczył nie kilkadziesiąt milionów ludzi lecz dziesięć miliardów złych i głodnych ludzi.

A na koniec parę linków na tematy powiązane z nieruchomościami:

S&P 500 wzrósł o 90% licząc od dna … ale nieruchomości w tym czasie spadły o 30%

Czy ulgi podatkowe zwiększają inwestycje?

W 2010 banki odebrały milion (1 000 000) domów – w Newadzie 1 odebrany dom na każde 11 domów

Ilość odebrań domów może wzrosnąć jeszcze o 20%

Przyszłość rynku nieruchomości niezbyt różowa

Dlaczego w Kanadzie nie ma takiego problemu jak w USA

Nieruchomości w starzejącym się społeczeństwie

Jak zarobić na centach

Share This Post

Galera

PZ Cussons na swojej stronie internetowej pisze o firmie, że ‘od kilkunastu lat jest obecna na rynku polskim. Nasza misja to: zapewniać produkty wysokiej jakości dostępne dla każdego konsumenta’.

Tą misję realizuje się zmuszając pracowników do pracy ponad siły, z tym że zbieranie bawełny zostało zastąpione biurkiem i kolor skóry niewolnika jest tym razem biały.

Zwykle słyszy się argument, że jeżeli molestowanie seksualne lub łamanie praw pracowniczych nie podoba się ofierze to może ona odejść z pracy i ewentualnie dochodzić swoich praw przed sądem. Tak się właśnie stało – była pracownica PZ Cussons wygrała właśnie sprawę w sądzie o 200 000 PLN tytułem nadgodzin. Dzięki temu spółka uzyskała należną im sławę medialną i przy okazji mamy również możliwość dowiedzieć się jak wygląda współczesny kapitalizm. Normalnie trzeba zatrudnić pracowników na 3 zmiany, gdy chce się mieć firmę funkcjonującą całą dobę, tu wystarczyła jedna i to jeszcze można jej obniżyć pensję.

Trzeba pamiętać, że dzisiaj bardzo łatwo przeprowadzić stronę dowodową takiej sprawy. Są billingi telefoniczne pokazujące godziny i numery rozmówców, można wydrukować mejle z wieczora z poleceniem ‘ma to być do rana na moim biurku’ itp.

Sam upór zarządu prowadzący aż do sporu przed Sądem Najwyższym daje ciekawe świadectwo o samym Piotrze Sucharskim, prezesie zarządu. Facet musi mieć niezły tupet i szczerze gardzić swoimi pracownikami. Pewnie się wściekł na wieść, że jakiś ‘śmieć’ odważył się go pozwać i zmuszał swoich prawników, żeby odwoływali się do samego końca.

Share This Post

Szranki

‘Najlepsze z wszystkiego’ ma miejsce wtedy, gdy polityk rzuca wyzwanie logice i matematyce. Na przykład propaguje zmniejszenie podatków i zwiększenie wydatków przy takim samym deficycie budżetowym (taka magia cudownego rozmnożenia jest zresztą obiecywana przed każdymi wyborami). Są też inne przypadki, choćby walka z prawami geologii:

Oto w minucie 1:50 prezydent dekretuje, że odtąd Ameryka nie będzie już zwiększać ilości kupowanej ropy za granica i całość przyrostu zużycia musi być pokryta krajowym wzrostem wydobycia.

Jak zwykle w takich sytuacjach, gdy polityk ściera się z przedmiotami ścisłymi ma miejsce pewien dylemat –  albo jest idiotą, albo uważa, że idiotami są słuchacze. Carter po prostu nie wiedział lub liczył, że my nie wiemy, że USA osiągneło szczyt wydobycia ropy naftowej w 1970 roku (lokalny Peak Oil)  i choćby prezydent przemawiał każdego ranka w każdyn kanale telewizyjnym, produkcja będzie spadać, aż osiągnie zero. Tak to wygląda na wykresie:

To co się stało lokalnie stanie się pewnie kiedyś w skali globu, być może już się stało. Prawdopodobnie tylko dzięki kryzysowi powodującego spadek popytu zawdzięczamy to, że Peak Oil nie doprowadził jeszcze do eksplozji cen, jakiej przedsmak mieliśmy w 2006 r. Ropa jest dziś po $90, co za kilka lat będzie ceną śmieszną.

Oto zjawisko w formie wykresu, czyli to co zaistniało lokalnie w USA po roku 1970 (pierwsze dwa kryzysy naftowe) oraz globalnie prawdopodobnie około roku 2006, czego skutki dopiero odczujemy:

W tych lakonicznych słowach ‘braki i wzrost cen’, które opisują naszą przyszłość, mieści się wiele zjawisk. Wojny o zasoby, załamanie gospodarek uzależnionych od ropy, koszmarnie wysokie bezrobocie, spadek siły nabywczej ludności i spadek jakości życia, gigantyczną przestępczość, głód, dojście do władzy populistów (którzy jak Carter powtarzać będą, że od teraz nie pozwolą już na braki w zaopatrzeniu w ropę), destrukcje pieniądza papierowego, obozy pracy dla reedukacji twierdzących że istnieje zjawisko ‘Peak Oil’ oraz wiele, wiele innych.

Share This Post

Erewań

Opublikowano raport o przyczynach katastrofy w Smoleńsku. Miałem racje w komentowaniu sytuacji zaraz po katastrofie – zawinili piloci, którzy zlekceważyli wiele przepisów oraz spektakularnie olali komputer krzyczący ‘teren z przodu, podciągnij!’.

Stary piernik natychmiast się zapienił. Gdy czytam co ten buc wygaduje, to aż mnie wstrząsa. Jak to, przecież raport powinien opisywać bohatersko ginących polityków, najlepiej broniących krzyża czy ojczyzny przez Rosjanami. Umierać z powodu niekompetentnego i zastraszonego pilota jest znacznie mniej sensownie. Szkoda, że Rosjanie nie napisali całej prawdy i nie przyznali się do tego, że chcieli bestialsko zamordować elitę naszego narodu, z Przemkiem ‘Peronem’ Gosiewskim na czele.

Szkoda, że samoloty rządowe są takie małe. Do Smoleńska prezydent powinien zabrać brachola, Maciarewicza oraz jeszcze paru posłów prawicowych.

Share This Post

Realia

Dla zainteresowanych filmik ukazujący realia amerykańskie roku 2011:

Arizona jest obszarem, gdzie bańka spekulacyjna była szczególnie mocno napuchnięta. Całe osiedla powstawały w znacznej odległości od cywilizacji. Właściwie można powiedzieć, że są to osiedla wybudowane pośrodku pustyni.

Ile z tych domów stoi dziś pustych można przekonać się w powyższym materiale. W sytuacji rozwijającego się kryzysu paliwowego (PeakOil) sytuacja może się tylko dramatycznie pogorszyć. Koszt paliwa potrzebnego do przejechania 100 mil dziennie do pracy może przekroczyć jakiekolwiek poziomy możliwe do udźwignięcia. Cała koncepcja mieszkania na przedmieściach jest całkowicie i nieodwołalnie skazana na porażkę! Praktycznie cała infrastruktura mieszkaniowa USA nadaje się dziś do zaorania.

Jak widać dokonała się dość znacząca przecena – z 300 000 $ do 100 000 $. Uwielbiam słuchać wypowiedzi dowodzących, że do tego nie może dojść w Polsce. Mieszkania mogą tylko drożeć, prawda?

Share This Post

Bankowy

Policja w końcu zabrała się do roboty. Nic mnie tak nie cieszy jak to, że nie muszę pisać kolejnego krytycznego tekstu.

Na szczęście (albo na nieszczęście) debile dostarczają nam nowych atrakcji. Teraz nie tylko piracenie softu to kradzież, również czytanie książki w księgarni. Nie ma to jak chce się być bardziej amerykańskim niż Amerykanie, którzy jak wiadomo bardzo proszą rządy wszystkich krajów świata o walkę z przestępstwami ‘przeciw własności intelektualnej’.

Na zdjęciu poniżej księgarnia Barnes&Noble. Przy każdej placówce tego typu znajduje się kawiarnia, gdzie ludzie masowo kradną czyjąś własność intelektualną i zaczytują książki tak, że nadają się do wyrzucenia. Wpuścić im Polaków, nich ich pozamykają do więzień!

Nie bójmy się męskich twardych słów. Murzyn to murzyn a nie afroamerykanin, jak zwrócił mi uwagę pewien czytelnik. Debil to debil, a nie człowiek inteligentny inaczej.

Ciekawe, kiedy debile z Empiku zrozumieją, że na sprzedaży kawy można zarabiać tyle, że pokrywa to koszt zniszczonych książek i jeszcze zostaje pewien zysk a klient jest znacznie bardziej zadowolony i nikt go nie nazywa złodziejem.

Share This Post