Większość skandali obyczajowych zupełnie mnie nie interesuje. Sprawa Gonciarza również jest mi zasadniczo obojętna. Sprawia on jednak wrażenie osoby głęboko niespójnej, kogoś, kto kreuje się na feministę i człowieka o lewicowych poglądach, a jednocześnie zachowuje się wobec kobiet w sposób trudny do obrony. Negatywnie oceniam również sytuacje związane z częstowaniem kobiet substancjami odurzającymi.
We wrześniu 2023 roku opublikowano materiał nagrany przez Darię Dąbrowską, byłą partnerkę Gonciarza. Zawierał on oskarżenia zarówno z jej strony, jak i dwóch innych jego byłych partnerek, dotyczące agresywnego i seksistowskiego traktowania. Wkrótce podobne zarzuty wysunęła także modelka Hanna Koczewska, a z czasem zaczęły pojawiać się kolejne relacje.
Gonciarz dysponował jednak obszernym archiwum korespondencji z tymi osobami. Publikowane stopniowo w serwisie YouTube materiały, mające stanowić dowody jego niewinności, są trudne do jednoznacznego podważenia. W efekcie można odnieść wrażenie, że mimo budzącego zastrzeżenia stylu życia nie dopuścił się czynów, o które jest oskarżany.
Najciekawsza wydaje się jednak dynamika całego zjawiska, która przypomina mechanizmy znane z ruchu #MeToo. W Stanach Zjednoczonych wielokrotnie pojawiały się sytuacje, w których zamożny mężczyzna o wysokiej pozycji społecznej, prowadzący intensywne życie seksualne, był nagle oskarżany przez grupę kobiet o poważne przestępstwa seksualne. Zdarzało się, że zarzuty te pojawiały się po wielu latach, a relacje obejmowały powtarzające się kontakty między stronami, które wcześniej nie zostały zgłoszone organom ścigania.
Sprawa Gonciarza skłoniła mnie do zmiany spojrzenia na część zjawisk kojarzonych z #MeToo. Wcześniej zastanawiało mnie przede wszystkim, dlaczego domniemane ofiary nie zgłaszały takich sytuacji od razu. Obecnie dopuszczam możliwość, że część tego typu spraw może mieć bardziej złożony, niejednoznaczny charakter. Część po prostu fałszywymi oskarżeniami.
Pojawia się więc pytanie o motywacje osób formułujących tego rodzaju nieuzasadnione oskarżenia.
Można wskazać kilka potencjalnych mechanizmów. Pierwszym z nich jest efekt zbiorowej eskalacji oskarżeń, przypominający historyczne zjawiska paniki moralnej, sytuacje, w których kolejne osoby dołączają do narracji, wzmacniając jej siłę. Współcześnie proces ten bywa dodatkowo wzmacniany przez środowiska aktywistyczne, dla których tego typu sprawy mają duże znaczenie ideowe. Nie ma lepszej ofiary niż stary, bogaty burżuj vs biedna, młoda proletariuszka.
Drugim czynnikiem mogą być kwestie finansowe. W niektórych przypadkach udział w sprawach o charakterze zbiorowym wiąże się z możliwością uzyskania odszkodowania, co może wpływać na decyzje części osób.
Trzecim elementem są emocje i rozczarowania wynikające z relacji osobistych. Jeśli jedna ze stron traktowała relację instrumentalnie, a druga wiązała z nią określone oczekiwania, może to prowadzić do silnych reakcji po jej zakończeniu. Pojawia się pytanie, gdzie przebiega granica między moralnie nagannym zachowaniem a czynem zabronionym w rozumieniu prawa i czy w każdym przypadku została ona przekroczona.
Wydaje się, że sprawy związane z #MeToo obejmują bardzo szerokie spektrum, od poważnych przestępstw po sytuacje znacznie bardziej niejednoznaczne, wynikające z relacji między dorosłymi ludźmi.
Niezależnie od oceny konkretnego przypadku, warto wyciągnąć z tego pewne wnioski. Przede wszystkim unikać zachowań nachalnych i przekraczających granice drugiej osoby. Dbać o jasną komunikację i ostrożność w relacjach z nieznajomymi. A także pamiętać, że w dzisiejszych realiach dokumentowanie kontaktów może mieć znaczenie ochronne. Są mężczyźni włączający w sytuacjach intymnych dyktafon w telefonie.