Staty

W codziennym życiu nie operuje się statystykami. Dla większości ludzi ekonomia jest prosta – jeżeli nie ma bezrobocia i zarabia się lepiej niż w przeszłości, to jest OK. Ale staty są niestety nieubłagane. Na przykład taki wykres:

Disklejmer: jasne, znam wszystkie wady i zafałszowania tego wskaźnika, oraz fakt, że PKB nie przekłada się wprost na jakość i zadowolenie z życia. Ten wykres jest jak czytanie historii Ziemi z osadów i skamieniałości.

Starzy ludzie być może pamiętają świat z lat 80tych. Japończycy wygrali wówczas gospodarczą rywalizację z USA, zalewając świat wszystkim, szczególnie zegarkami, samochodami, statkami, RTV, komputerami, etc. Stąd wziął się taki PR, że Polska ma się stać drugą Japonią. Stąd wiele odniesień w popkulturze z tamtych lat, jak choćby scenariusz filmu “Szklana pułapka”, którego akcja dzieje się w wieżowcu wykupionym przez Japończyków. Trudno tłumaczyć kiepskie wyniki Japonii ostatnimi laty w inny sposób niż starzenie społeczeństwa.

Jak wytłumaczyć przewagę Szwecji nad Niemcami? Może do dziś Niemcy płacą rachunek za głupotę rozpętania obu wojen światowych, koszt odbudowy kraju po wojnie, koszt reparacji, koszt zjednoczenia?

A gdyby się ktoś zastanawiał nad tym, czy Chiny przeskoczą gospodarczo w najbliższym czasie USA, to odpowiedź jest na wykresie. Są szanse, tylko USA muszą dopuścić komuchów w rodzaju Sanders i Ortez do władzy, wywołać II Wojnę Secesyjną albo odpalić kilka bomb atomowych w głównych miastach. Wtedy tak.

Kto potrafi wyjaśnić różnicę między Czechami a Polską? Takie podobne dwa kraje, tak niewiele różnic w światopoglądzie, a jaka różnica w efektach. Jak to się dzieje?

A Polska? Od upadku komuny do wejścia do UE powolny rozwój. Potem gigantyczny kop w górę: otwarcie rynku UE, wyjazd milionów bezrobotnych, których nieudacznicy politycy nie potrafili zorganizować do pracy, transfery walutowe od nich, ogromne projekty infrastrukturalne i ogromne dotacje z UE. Pamiętam, jak prawacy byli sceptyczni przy wstępowaniu do UE, jaki to był skowyt i płacz, coś jak dzisiaj robią brexitowcy. Oba te stronnictwa powinny się rozpędzić i z całej siły walnąć łbem o ścianę. Choć sam nie wiem, czy mózgom wielkości orzeszka laskowego coś się stanie.

I na koniec jeszcze jedna obserwacja. Od końca ostatniego kryzysu Polska, Czechy czy Niemcy są w stagnacji. Na tle Chin czy zwłaszcza USA wygląda to bardzo kiepsko. Gospodarki są cykliczne, wobec tego wcześniej czy później przyjdzie jakiś kryzys, a wraz z nim pogorszenie wskaźników. Brak odpowiedniego wzrostu powoduje, że nie ma z czego spadać. To także przełoży się na ceny aktywów w Polsce, również na jakość życia.

Share This Post

Linki

Już bardzo dawno nie były uaktualniane linki w zakładce blogroll. Jak słusznie zauważył jeden z czytelników, sporo z nich już nie działa.

Zwracam się z prośbą do czytelników o podsyłanie linków wartych upublicznienia. Ważne jest, że w przypadku blogów link do mojego bloga musi być opublikowany na zasadzie wzajemności. I materiały nie mogą być oszołomskie, typu Braun, Michałkiewicz, Legutko.

Share This Post

Czyste zło

Przez ostatnie wiele lat ostrzegałem czytelników mojego bloga przed różnymi zagrożeniami. Od kryzysu roku 2008, przez Ambergold do PMI czy Hyath. Część jeszcze się nie spełniła i jest przed nami, jak bankructwo zadłużonych krajów Zachodu, upadek systemu walut papierowych i peakoil.

Moje ostrzeżenia sprowadzały na mnie wiele krytyki. Najwięcej wtedy, gdy ostrzegałem przed największym zagrożeniem dla Polski, jakim jest Kościół. Powtarzam raz jeszcze, dobitnie: Kościół nie jest obecnie ostoją polskości, wolności, czy jakichkolwiek cnót. Kościół jest czystym złem. Jeżeli Szatan istnieje, to właśnie w Kościele należy go szukać.

Jeżeli ktoś do dziś miał jakieś wątpliwości, to znikną one w trakcie oglądania dokumentu.

Zróbmy małą ankietę:

Czy jesteś, lub znasz kogoś, kto jest ofiarą klerykalnego pedofila?

View Results

Loading ... Loading ...

Są istotne podobieństwa schyłkowego PRL do chwili, w której się znajdujemy. Dzisiejsza premiera jest puntem zwrotnym tak samo, jak w czasie PRL była sprawa morderstwa Popiełuszki. Tak samo jak wtedy, dziś miliony Polaków przekonały się, że system pochodzi wprost z Piekła.

Przyjrzałem się reakcjom publiki. Część nadal nie wierzy w to co widzi. Bajdurzy coś w stylu “w każdej grupie są pedofile” czy “miejcie odwagę i zróbcie materiał o islamistach” lub “a w kibucach też gwałcą”. To są takie same zabiegi propagandowe, jak słynna sowiecka odpowiedz na każdą krytykę ZSRR: “W Rosji głód? A w Ameryce biją murzynów”. Trzymając się porównania z poprzedniego akapitu, są dziś ludzie, którzy nie wierzą w zgniliznę Kościoła. Są też tacy, którzy do dziś uważają, że w Katyniu strzelali Niemcy.

Przez wiele lat pozwolono Rydzykowi działać. Jego uczelnia wypuściła na rynek pracy tysiące absolwentów kierunków medialnych. Dlaczego Rydzyk prowadzi szkołę politruków a nie lekarzy? Kogo Polska bardziej potrzebuje, jakich fachowców, medyków czy dziennikarzy?

To nie przypadek. Po ostatnich wyborach stało się tak, że jakiej by stacji publicznej nie puścić, to ma się nieodparte wrażenie, że słucha się klona Radia Maryja. Nawet schemat audycji jest identyczny – prowadzący dzwoni do różnych osób z tytułami naukowymi i gaworzą sobie na tematy zgodne z tzw. nauką Kościoła. Ale to ich nie uratuje. Komuna wygenerowała dziesiątki tysięcy politruków i też jej to nie uratowało. Zło zawsze przegrywa.

Ciekawe, co w tej sytuacji zrobi Ziobro i Brudziński? Czy przesuną policjantów ze sprawy o tęczę nad Maryją, do sprawy aresztowania pedofili ujawnionych w filmie? Na razie reżim poszczekuje, że kary będą surowsze, nawet do 30 lat mamra. Nie mówią natomiast nic o nieuchronności kary, o wyłapywaniu pedofili. Oni chyba nie rozumieją powagi sytuacji, tak samo jak nie rozumiał Kiszczak i Jaruzelski. Skazanie Piotrowskiego nie uratowało komuny, ono przypieczętowało upadek PRL. Tak samo ten film przypieczętuje upadek władzy Kościoła w Polsce.

Share This Post

Auta z Polski

Czasami efekty procesów ekonomicznych są zaskakujące. Tak jest właśnie z handlem samochodami używanymi w Polsce. Powstał paradoks, w którym taniej i lepiej jest kupić używany samochód z Europy Zachodniej w Polsce niż u źródła, w Europie Zachodniej.

Żeby nie było zarzutów, że się nie znam (i tak na pewno takie będą). Dla rozrywki zajmuję się remontem samochodów. Po prostu przy okazji wymiany auta co kilka lat wolę kupić coś na aukcji Copart w USA i ściągnąć do Europy. Chętnie biorę też autka lekko przytarte w Europie. W sumie szacuję, że przez moje ręce przeszło 40 samochodów, głównie na potrzeby własne, ponieważ nie mam siły szarpać się z januszami chcącymi coś ode mnie kupić. Ostatnie wyniki moich działań są następujące: Nissan Leaf, 2 roczny, z Colorado, po gradobiciu, po podatkach i transporcie, naprawiony i gotowy do jazdy za $10000 czy roczny Renault Megane, z przebiegiem 6000km, po przytarciu boku, naprawiony i gotowy do jazdy za 40 000 zł – taka sama konfiguracja u dilera wyceniona na 82 000 zł. Tak więc może nie wyglądam, ale coś tam trochę znam się.

Początki handlu autami w Polsce są znane i tak głęboko zapadły w zbiorową świadomość Polaków, że uważają, że tak jest nadal. Oto po upadku komuny jakiś anonimowy janusz zaczął ściągać fury z Niemiec Zachodnich. Różne numery wtedy odchodziły. A to auto się rozbierało i ściągało w częściach, bo cło było bandyckie, a to robiono przeszczepy, a to składano auto z dwóch części, no i klasyka – cofano liczniki.

Te numery powoli i stopniowo odchodziły do historii. Najwięcej zmieniło się przy okazji wejścia do UE. Bandyckie cła zniknęły. Dużo przestępców wyjechało, okazało się, że bardziej im się opłaca normalnie pracować w UK niż kraść. Albo bardziej opłaca się kraść w UK niż w DE. Fachowcy od napraw też wyjechali, a ci co zostali, podrożeli. Przestało się opłacać dokonywanie dużych prac blacharskich. Proszę przyjrzeć się, co jedzie na lawetach na A2 i A4 – w większości 1 lub 2 elementy blacharskie do robienia. I jeszcze jedno, o czym mało kto zdaje sobie sprawę – mając dwa auta mocno rozbite bardziej opłaca się je rozebrać na części, niż złożyć z niego jeden pojazd. Robocizna w Polsce jest zbyt droga.

Handel autami był od początku bardzo konkurencyjnym rynkiem. Mała bariera wejścia i wiele osób, uważających, że się zna, chcących zarobić. Najpierw grano nieczysto, skoro janusz A wystawiał 10 letniego passata z przebiegiem 200 000 km, to janusz B, żeby sprzedać swojego 10 letniego passata cofał licznik do 150 000 km.

Coraz więcej krajów zachodnich wprowadza publiczny dostęp do informacji o historii pojazdu. Pierwsza była Ameryka z systemem Carfax, wprowadzonym w 1984. Każdy przegląd i stłuczka jest zarejestrowana. Każdy konsument i handlowiec ma dostęp do systemu, kiedyś faxem (stąd nazwa), dziś przez Internet. W tą stronę idą wszystkie kraje zachodnie, mając dziś VIN można dowiedzieć się historii pojazdu w coraz większej ilości krajów. Cofanie liczników staje się coraz trudniejsze. Do tego wreszcie wchodzi w Polsce penalizacja tego procederu.

Tak więc z czasem rynek zaczął się coraz bardziej cywilizować, dojrzewać. Skoro nie dało się już zarabiać na przekrętach, handlowcy musieli nauczyć się zarabiać uczciwie. Z moich obserwacji wynika, że najbardziej liczą się ‘dojścia’, które wyrobili sobie polscy handlarze, i to jest na dziś ich przewaga konkurencyjna. W USA rozbite i przytarte samochody lądują na Copart. W UE rynek aut uszkodzonych jest nieprzejrzysty, auta idą po znajomościach. I są często przejmowane do dalszego handlu przez zespół turecko-polski. Do tego dochodzą handlarze, non stop przeszukujący rynek aut prywatnych, wystawionych na sprzedaż. Dlatego od pewnego czasu nie szukam aut poza Polską i USA. Nie opłaca się tracić czasu. Cały risercz i transport z UE odwalają za mnie janusze. Czasem tylko trzeba jechać po furę aż do Siematycz, jak ostatnio. Taniej i lepiej mam na otomoto niz na autoscoucie.

Zresztą nie tylko ja to zauważyłem. Niedawno pomagałem na drodze Estończykowi, który przyjechał po auto do Polski i przed długą drogą powrotną szukał opon. Swoją drogą kupił całkiem fajną Toyotę hybrydę plug in, za bardzo atrakcyjną cenę.

W używaniu uszkodzonych aut nie widzę nic złego. Zupełnie nie przeszkadza mi fakt, że pojazd, którym jeżdżę był naprawiany, przynajmniej wiem co i jak było zrobione. Lubię za to fakt, że kupiłem pojazd za połowę ceny.

Z przykrością obserwuję, jaką bandycką, krecią robotę robi lobby dilerów aut nowych. To są dopiero janusze biznesu. Nieustannie karmią dziennikarzy bzdurami o bardzo wysokim wieku aut importowanych, o ich podłym stanie technicznym, o procederze składania aut z dwóch połówek, itp. Z mojego doświadczenia wynika, że w większości to kłamstwa. Już sam średni wiek pojazdów w Polsce podawany w oparciu o Cepik jest nieprawdziwy, jako że w bazie danych jest mnóstwo starych pojazdów, które już dawno nie istnieją, ale nikt ich nie wykreślił. One zawyżają średnią. A legendy o składaniu auta z dwóch można samemu zweryfikować, jak wspomniałem wystarczy przejechać się po polskich autostradach i spojrzeć na lawety.

Share This Post

Ropa

Bez większego rozgłosu przeszła awaria w ropociągach przesyłających surowiec z Rosji do UE, w tym do Polski.

Ropociągi działają trochę jak mleczarnie. Zbierają mleko od pojedynczych gospodarstw, także od wielkich spółdzielni produkcyjnych, mieszają razem i traktują jako jednolity surowiec do produkcji nabiału. Gdy mleko od chorej krowy trafi do głównej kadzi zanieczyszcza cały surowiec. Dlatego bardzo ważne jest dbanie o kontrolę jakości na każdym etapie pozyskania i transportu mleka.

Z ropą coś takiego właśnie się stało. Jacyś głupcy wpuścili do systemu transportowego (ropociągu) zanieczyszczoną ropę, a inni głupcy tego nie wychwycili. Rafinerie to bardzo delikatne konstrukcje, wrażliwe na zanieczyszczenia. Pojawienie się związków chloru spowodowało korozję instalacji nie przewidzianych na kontakt z tego typu substancją. Wyobraźcie sobie dziesiątki kilometrów orurowania, do wycięcia i odtworzenia. Zawiodła kontrola jakości, zarówno na etapie dopuszczania ropy do ropociągu, na etapie jej przesyłu i na etapie dopuszczania do przetwarzania.

W Rosji jak to w Rosji, szukają sabotażystów. Najchętniej szpiegów polskich i japońskich, jak za Stalina. Albo amerykańskich. Specjalistów powinni rekrutować w Polsce, mamy tu wielu paranoików, potrafiących zobaczyć rękę Ameryki w wydarzeniach w Wenezueli, na Ukrainie i we Francji. To takie typowe stanisławy, gdzie tylko urodzi się dwugłowe ciele, tam od razu palą flagi amerykańskie. Osobiście jestem głęboko przekonany, że typowe stanisławy są inspirowane i opłacane prosto z Kremla. To taki paradoks, że jestem w tym aspekcie paranoiczny jak typowy stanisław.

W każdym razie problemy są poważne. Są uszkodzone rafinerie, najpewniej te na wschód od Polski, gdzie szkody mogą iść w dziesiątki, a może setki milionów dolarów. Setki tysięcy ton ropy jest skażonej, zarówno już w zbiornikach u klientów, jak w całym systemie ropociągów. Być może korozja dotknie ropociągi i jego stacje przepompowywania. Nie wiadomo, co z tą skażoną ropą zrobić, pomysł jej mieszania z surowcem czystej jakości jest tak dobry, jak dodawanie do jogurtu odrobiny wody z kanalizacji, na tyle niedużo, że ilość bakterii w mililitrze jogurtu nie jest przekroczona. Zapewne trzeba będzie przepchać ropę z powrotem do Rosji i przepłukać ropociąg, używając ropy z europejskich rezerw strategicznych, i zmagazynować skażoną ropę w Rosji. Następnie będzie tam trzeba zbudować instalację do usunięcia syfu z ropy.

Dla Polski problem jest poważny. Zdaje się, że same instalacje rafineryjne nie są uszkodzone, pewnie odcieli zasilanie w ropę, jak tylko zadzwonił telefon z rafinerii, do której wcześniej dotarł skażony surowiec. Większym problemem jest fakt, że import ropy z Rosji jest odcięty na nieznaną ilość miesięcy i tak jak wspomniałem, trzeba będzie użyć zapasów ropy, żeby przepchać ropę z powrotem do Rosji i przepłukać ropociąg. Już konieczne było uruchomienie rezerw strategicznych. A mamy tych zapasów tylko na 90 dni normalnego zużycia, czyli na mniej, niż potrwa awaria. Możliwości zakupu na Bliskim Wschodzie też są ograniczone, między innymi logistycznie. Tak więc może nie być łatwo zaopatrzyć kraj w ropopochodne.

Share This Post

Norma czy szaleństwo

Ludzie się łatwo przyzwyczajają. Podobno żołnierze frontowi dobrze spali w czasie ostrzału artyleryjskiego, natomiast budzili się, gdy zapadała cisza, co zwiastowało natarcie wroga. Szaleństwo, jakim w gruncie rzeczy jest wojna, stawało się dla nich normą.

Dla mnie takim szaleństwem jest to, że mogę legalnie płacić kawałkami papieru w sklepie za prawdziwe towary. Po prostu przychodzę, daję zielony papierek, dostaję jakiś produkt i czasem jeszcze jakieś kolorowe papierki. Nikt nie dzwoni na policję! Zdumiewające, że ktoś coś wydrukował i ktoś inny daje prawdziwy towar w zamian za te kawałki papieru i farby. Większość ludzi nie myśli o naturze waluty, a ci którzy myślą, liczą, że wydadzą te papierki na prawdziwe towary, zanim wartość banknotów wróci do wartości produktów, z których je wyprodukowano, czyli papieru i farby.

Innego rodzaju szaleństwem jest to, z jakim stoicyzmem i bezrefleksyjnością Polacy podchodzą do implozji demograficznej. Przykład z dzisiejszej obserwacji – małżeństwo 50 latków ma 2 dzieci w wieku 30 lat. Dla utrzymywania poziomu populacji ta dwójka powinna dobrać sobie po partnerze i mieć łącznie co najmniej 4 dzieci. A mają 1!

Matkę możesz oszukać. Ojca możesz oszukać. Ale matematyki i wynikającej z niej demografii nie oszukasz. Przewińmy szybko taśmę o 30 lat do przodu. Jak to będzie wyglądać? Małżeństwo 80 latków będzie na emeryturze i będzie wymagało opieki. Do tego ich dzieci będą właśnie przechodzić na emeryturę. I  będzie jeden człowiek w wieku 40 lat, który będzie musiał zarobić na emerytury dla tych wszystkich starych ludzi. I to nie tylko na dwójkę wspomnianych dziadków, ale również na dwójkę dziadków z “drugiej strony”. Nawet zakładając “optymistycznie”, że ktoś umrze, to łącznie do utrzymania przez osobę w wieku produkcyjnym będzie około 5 osób w wieku poprodukcyjnym!

Na co ten naród liczy, tego nie wiem. Że Polacy na emigracji będą chcieli wrócić do kraju, który ze swojej perspektywy uważają dziś za biedny i zacofany cywilizacyjnie? Że papież zniesie celibat i księża zmienią preferencje, rzucą się do zakładania rodzin? Że migranci z Ukrainy czy Afganistanu zastąpią nam Polaków? Że nagle wszystko się odwróci i 50 latkowie będą rodzić dzieci? A może że 30 latkowie będą mieć 5, 6 dzieci? Nawet gdyby tak się stało, i mielibyśmy eksplozję demograficzną, to jak damy radę istnieć jako społeczeństwo składające się z dzieci i starców, z małym odsetkiem ludzi w wieku produkcyjnym?

A może jest to myślenie takie jak w przypadku socjalizmu, czyli “rząd zabierze komuś innemu i da właśnie mi”? Czyli “ja nie będę płacił na tych wszystkich starców, to na mnie będą płacić, bo będę miał wypracowane lata i będą musieć”. Otóż najbardziej prawdopodobny jest scenariusz odwrotny do tego, co ludzie sądzą. Emerytury będą znikome, ale będą one jednocześnie gigantycznym obciążeniem dla garstki pracujących. Wynika to z prostej matematyki. Zakładając, że przy dzisiejszych cenach emerytura będzie wynosić nędzne 600 zł, to pracownik utrzymujący 5 osób będzie musiał wydać 3000 zł na składki ZUS, nie licząc składek zdrowotnych. To więcej niż dominanta wynagrodzeń Polaków. Innymi słowy, bardziej dobitnie, przeciętny pracownik będzie musiał oddać cały wypracowany dochód, a emeryci wiele razy liczniejsi niż on będą usychać z głodu.

To co nas czeka to jest katastrofa epickich rozmiarów. Nie wiem, czy będzie się chciało nawet bawić w robienie pojedynczych grobów dla zwykłych ludzi. Po co organizować pochówek, który jest drogi, jak i tak nie ma potomków, którzy by ten grób chcieli odwiedzać? Będą kopać rowy, układać trupy warstwami, między nimi wapno.

Do tego nowość – przestępczość starych ludzi, którzy cynicznie przeliczą, że lepiej zastrzelić przypadkowego przechodnia i mieć gwarancję dachu nad głową i 3 posiłków, niż umrzeć z głodu. Państwo odpowie na to pewnie równie cynicznie – warunki w więzieniach dla starców będą takie, że umrze się tam szybciej niż na wolności, przez co taka strategia szybko przestanie się opłacać.

Nie będzie też żadnego wyrafinowanego leczenia starych ludzi. I tego przedsmak mamy już dziś. Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie umarł pod drzwiami SORu, jak pies. Po prostu lecznictwo będzie dostępne do wąskiego grona bogatych ludzi. Dla reszty będzie paracetamol, a gdy już przestanie działać, to plastry z opiatami.

Hitler planował eksterminację Polaków, jak tylko upora się z Żydami i Cyganami. Nie wyszło. Potem okupowali nas Sowieci i nie mieliśmy okazji rządzić naszym krajem. Dopiero dziś możemy wziąć sprawy w swoje ręce i sami się wymazać z mapy świata.

Share This Post

Czy należy wprowadzić euro w Polsce

Miałem możliwość posłuchania audycji w PR3 “Za, a nawet przeciw” na temat wprowadzenia euro w Polsce. Program ten jest dobrym wskaźnikiem nastrojów społecznych. Tym razem można było się dowiedzieć, że ledwie 6% respondentów popiera wprowadzenie euro.

Obiektywnie rzecz biorąc, euro jest korzystne dla gospodarki. Przede wszystkim daje nam niższe stopy procentowe, co jest prowzrostowe. Zdejmuje też ryzyko z polskich firm. Dziś duże koncerny przerzucają ryzyko kursowe na Polaków, zmuszając nas do podpisywania umów wyrażonych w euro, czyli do dokonywania transakcji po niewiadomej cenie. Szczególnie bandyckie ceny dotyczą wynajmu nieruchomości, 30 euro za metr przez pięć lat, bez możliwości wcześniejszego zakończenia umowy, czy euro będzie kosztować 4 zł czy 100 zł. Dodatkowo wszyscy ponosimy koszt przewalutowania. Każdy Polak konsumuje rzeczy importowane i płaci więcej, ponieważ w cenie każdego produktu jest bankowy koszt przewalutowania ze złotówki na euro. Działa to w obie strony, wielu Polaków eksportuje swoje produkty czy usługi, dostaje mniej ponieważ bank zjada część wypracowanego zysku.

Nieprawdą jest, że utrzymywanie własnej waluty jest lepsze w czasie kryzysu. Owszem, można swoją walutę narodową zdewaluować, zwykle robi to sam rynek, i wtedy eksport zaczyna napędzać gospodarkę. Niestety, koszty importu zaczynają powodować drożyznę w sklepach. Równocześnie rosną stopy procentowe, czasem drastycznie, w związku z czym obsługa kredytów drożeje. Znane są symulacje z których wynika, że duży krach i duże wzrosty oprocentowania kredytów hipotecznych miałyby katastrofalne efekty dla milionów rodzin. Straty wynikające z posiadania złotówki w takim scenariusz znacznie przewyższają zyski z posiadania euro.

Jest jednak pewne ryzyko w przyjęciu euro. Jeżeli kraje PIGS w końcu zbankrutują, to będzie to katastrofa. Wtedy może się okazać, że wprowadzenie euro to przywiązanie sobie kamienia do szyi.

Być może najlepszym rozwiązaniem w tej sytucji byłoby przywiązanie złotówki do euro albo nawet wprowadzenie systemu dwuwalutowego. Dało by to wszystkie zyski, a w razie kłopotów możliwość wyskoczenia z euro w ciągu doby. I nie trzeba by zmieniać konstytucji (tak jakby się władza przejmowała nietrzymaniem się ustawy zasadniczej…).

Niestety, w kwestii euro zapanowała w Polsce psychoza strachu, napędzana zręcznie przez środowiska “patriotyczne”. Podnosi się argumenty suwerenności w podejmowaniu decyzji ekonomicznych. Prawda jest taka, że tak naprawdę dziś RPP czy NBP nie ma władzy – władzę ma rynek. Stopy procentowe oraz kurs złotówki będą takie, jakie zdecyduje rynek. Glapiński ze swoimi obiema służkami-glonojadami może straszyć, błagać, zaklinać, próbować interweniować, a wobec rynku i tak jest całkowicie bezsilny.

Największa manipulacja dotyczy drożyzny związanej z wprowadzeniem euro. Podnosi się argument, że polskie sklepy są wprost plądrowane przez Litwinów i Słowaków. I zdaje się nikt nie rozumie, że nie tylko ceny wzrosły w tych krajach, ale również dochody. Dlatego z ich perspektywy ceny w Polsce spadły. Mogą kupować u siebie – tyle samo co przed wymianą pieniędzy – albo kupić w Polsce, gdzie zrobiło się taniej.

Całe te rozważania są i tak teoretyczne. Polska nie spełnia wymagań przystąpienia do euro, ponieważ brak jest dyscypliny finansowej. Obecna polityka sprowadza się do jeszcze większego socjalizmu, co oddala nas od euro, a nie przybliża.

Share This Post

Przekręt nigeryjski

Przeciętnie co tydzień ktoś do mnie dzwoni z pytaniem, czy kupie od niego złoto z Afryki, w ilości kilkuset kilogramów. Skąd się biorą takie zapytania?

Przychodzą tego typu mejle:

Cena nie jest zła. Wychodzi 30% poniżej ceny giełdowej. Interes  życia.

Na tego mejla można odpisać cokolwiek. Na przykład można poprosić o fotki tego złota. I dostanie się taką odpowiedz:

Następnym krokiem jest chęć dokonania zakupu. I otrzymuje się umowę do podpisania:

I fajowo, wszystko jest bardzo legitne, jest nawet pieczątka i podpis. Dostawa już prawie wychodzi, złoto za $240000 już niedługo będzie, trzeba tylko przelać $3500…

I co ciekawe, skoro ludzie dzwonią do mnie i tego typu mejle przychodzą, to znaczy, że ktoś się na nie nabiera.

Share This Post

Łapaj Żyda

1. Znam cały cykl życia socjalizmu, wszystkie jego kolejne stadia, od pierwszych nieśmiałych obietnic, do upadku państwa, głodu i trupów na ulicach. Dlatego mam spuchnięty brzuch, na razie nie z głodu, ale z przejedzenia popkornem. Teraz trwa bowiem kolejny epizod, jakim jest typowanie kolejnych ‘żydów’ i ich golenie.

Tym razem ‘żydami’ nie są posiadacze złota. Po prostu Polacy mają za mało krugerrandów i koszt ich zrabowania jest zbyt wysoki w stosunku do zrabowanej kwoty. ‘Żydami’ nie są jeszcze, wbrew temu co się spodziewałem, posiadacze nieruchomości, których można dojechać podatkiem katastralnym. Jest tak dlatego, że większość posiadaczy to starcy, którzy z wiekiem nabyli paskudne cechy charakteru, między innymi stadnie głosują. Ich nie można golić, ich trzeba korumpować.

Wobec tego kto jeszcze ma kasę, jest ich mało i nie liczą się w kalkulacjach wyborczych? Prywaciarze! Ach, ci paskudni prywaciarze! Paskudne ‘żydy’, co to całymi dniami siedzą przed tymi komputerami, nic nie robią, zarabiają krocie i nie chcą się dzielić z potrzebującymi! Tak, najgorsi są ci w okularach, którzy powinni być goleni podatkowo jak etaciarze a pouciekali na własny niby-biznes. Im trzeba dojebać!

Skala ich zbrodni jest tak potężna, jak zbrodnie januszy w passatach, co to leją opał bez akcyzy, zamiast płacić haracz przy dystrybutorze. Tylko, że ci pierwsi popełniają zbrodnię PITowsko-ZUSowską, a ci drudzy zbrodnię VATowską.

Tak więc wdrożony będzie specjalny test. Kiedyś sprawdzano napletki w bramach kamienic (to nie żart, gimbaza niech doczyta o tej procedurze), teraz będzie się sprawdzać czy rzeczywiście ktoś prowadzi firmę, czy jest ‘popełnia zbrodnię PIT’. Jeden klient, praca u niego w biurze? Pstrykasz w klawiaturę i nie pracujesz na prawdę, na przykład łopatą lub kielnią? Won na etat, i to pewnie z naliczeniem podatków 5 lat wstecz.

Różnica będzie rzędu paru tysięcy złotych plus być może konieczność uregulowania zaległych podatków. I koniec z leasingami fur do wożenia dzieci do szkół.

2. Jak wspomniałem jestem ekspertem od socjalizmu. Jednym z powodów dla których socjalizm zawsze kończy się trupami jest to, że ma w sobie ukryte wady konstrukcyjne. Socjalizm jest jak źle zaprojektowany wieżowiec, który po wybudowaniu musi się zawalić. W przypadku socjalizmu jest to fakt, że wyrównywanie biednych i bogatych nigdy się nie udawało i nigdy się nie uda. A to dlatego, że jeżeli ktoś pracuje i zbyt dużo owoców jego pracy jest mu odbierane, to przestaje pracować albo ucieka. A ci, którzy dostają za nie robienie niczego przestają mieć ochotę, żeby jednak zacząć coś robić. Tych drugich zawsze jest więcej, tych pierwszych zaczyna być coraz mniej, więc w ramach demokracji grupa roszczeniowa rośnie w siłę i wszystko toczy się coraz szybciej w stronę PRL/ZSRR/Wenezueli.

Dobrobyt państw nie bierze się z wyrównywania w dół przez zabieranie i trwonienie. Ani z coraz większej ilości dni wolnych od pracy. Bogactwo i potęga każdego kraju bierze się z tego, że każdy może i chce pracować, że cały naród rano wstaje do pracy i ciężko zasuwa do zmroku.

3. No i część jakże typowa dla socjalizmu – trupy. Już są. Praktycznie nie ma tygodnia, by media nie donosiły o kimś, kto umarł przed drzwiami SORu. A dzieje się tak dlatego, że w związku z przeciążeniem i niewydolnością (socjalistycznego) systemu opieki zdrowotnej SORy działają w trybie wojennym. To znaczy biorą na stół tych, co mają najsilniejsze łokcie, znajomych, szczęście albo krew z nich leci. Reszta dogorywa na krzesełkach w poczekalni. Umrzeć możesz w ten sposób także ty, drogi czytelniku, twoje dzieci lub rodzice.

I tu widać wyraźnie ten proces ucieczki od socjalizmu, który wspomniałem. Lekarze już uciekli, mamy ich najmniej w całej UE! Ten sam proces ucieczki spowoduje, że niedługo nie będzie też informatyków. Po prostu mając uniwersalne umiejętności, które można sprzedać na rynku pracy w dowolnym kraju, jedzie się tam, gdzie warunki życia i płacy są lepsze.  A Polska przegrywa tę światową konkurencję, nie tylko setkami drobiazgów jak smog i psie gówna na trawnikach, ale również bijąc za mocno po kieszeni.

Zachowanie polskich polityków trudno nazwać inaczej niż samobójczym obłędem. Zamiast tworzyć ramy przyjaznego kraju, w których Polacy będą chcieli żyć, tworzy się państwo opresyjne, z którego każdy chce wyjechać. Co ci politycy myślą? Że obywatele nie są krajowi potrzebni? Że to jest PRL, gdzie wszystkie granice pilnowano z bronią? Że Polaków mogą zastąpić Ukraińcy, którzy są szczęśliwi już z tego faktu, że nie głodują i nie są pod ostrzałem rosyjskiej artylerii?

Socjaliści nie rozumieją podstawowych praw ekonomii. Gdyby rozumieli, nie byliby socjalistami.

Share This Post