Weimar 2.0

Wszyscy ludzie interesujący się historią czy ekonomią znają doskonale poniższą fotkę. Kojarzy się z hiperinflacją 1923 w Niemczech, ale przedstawia węgierskie pengő walające się po ulicy w 1946.

Natura waluty papierowej się nie zmienia. Takie sytuacje będą się powtarzać w nieskończoność, jak długo waluta nie jest oparta o coś wymiernego i ograniczonego ilościowo, jak kruszec. A to aktualna fotka z Wenezueli:

Przepis na taką sytuację jest prosty. Należy zadłużyć kraj i posiadać budżet z dużym deficytem. Do tego należy obiecać możliwie dużo obywatelom, najlepiej darmowe usługi i sowite emerytury. Potem trzeba podatkami wypędzić przedsiębiorców i zamknąć im biznesy. I już, jest pełen sukces, pieniądze leżą na ulicy.

 

Share This Post

Demokracja

Model zakładania rodziny, który dawno już przeszedł do historii, polegał na tym, że mężczyźni molestowali seksualnie kobiety w miejscach pracy, w lokalach publicznych itp. W następstwie tego kobieta wybierała z kandydatów tego mężczyznę, który był pracowity, opiekuńczy, i mądrzejszy od niej, a następnie się mu oddawała, również w aspekcie podejmowania decyzji w rodzinie. Gdy mężczyzna mówił ‘skacz’ to kobieta miała tylko jedno pytanie – ‘z którego okna?’.

To podobno były straszne czasy. Obecnie model się zdemokratyzował. Obie osoby w związku mają takie same prawa i obowiązki i podejmują wspólne decyzje. Co jednak, gdy gdy zdania są przeciwne? Jak podjąć decyzję? Przez głosowanie? Tylko, że gdy głosy rozkładają się 1:1 to trzeba głosu przeważającego. Może należy liczyć też głoś kilkuletniego dziecka? Szczęście w nieszczęsciu większość rodzin w Polsce ma tylko jedno dziecko, więc to byłoby rozwiązaniem problemu.

Problem tyranii vs demokracji obowiązuje zarówno w najmniejszej komórce społecznej jaką jest rodzina, a także w skali całego państwa. Nad tym problemem zastanawiał się Arystoteles 2500 lat temu, pytania i argumenty w dyskusji były identyczne jak dziś. Już wtedy wiedziano, że demokracja prowadzi do bankructwa – zawsze wygrywa opcja wydawania więcej. A tyrania bardzo często prowadzi do strasznych patologii, od łagodnych w stylu naszej sanacji, po całkowicie odjechane, jak stalinizm. Dlatego wygrał pogląd, że lepiej powolne bankructwo w ramach demokracji niż prawie pewny zamordyzm. Ale bywa odwrotnie, tyran potrafi z ruin zbudować potężne państwo. Wystarczy, że do władzy dorwie się właściwa osoba, jak na przykład Mustafa Kemal Atatürk. Identycznie, jak głową rodziny jest odpowiedni mężczyzna i wspiera go oddana kobieta.

Jak to działa w praktyce widzimy dokładnie w dniu dzisiejszym. Oto mamy jeden artykuł prasowy “Putin gromadzi rezerwy finansowe. Szykuje się na wojnę czy kryzys?”. Otóż Putin jest doskonałym przywódcą państwa, szykuje się zarówno na wojnę, kryzys i całą resztę zagrożeń, jak dobry gospodarz szykuje się na niepogodę, nieurodzaj czy bezrobocie. (Warto tu zwrócić uwagę, że tych sprawności Putina zwyczajnie nikt nie rozumie, komentatorzy się z niego śmieją. Jakiś paranoik chyba, kupuje złoto zamiast świeżych, pachnących obligacji Włoch.)

A oto drugi artykuł “5 minut przemówienia, przynajmniej 35 mld zł na liczniku“. Druga strona medalu, demokracja pokazuje swoje najbardziej patologiczne oblicze – należy okraść część obywateli aby skorumpować ciemnotę, czyli największą grupę w każdym kraju.

Dlatego właśnie tak udane są rozwiązania pośrednie, na przykład monarchie konstytucyjne, gdzie król nie może w dowolny sposób okradać czy zabijać obywateli, ponieważ nie pozwala mu na to policja i sądy. Z drugiej strony monarcha nie zgadza się na zbankrutowanie kraju, bo skończy się to jego obaleniem i końcem dynastii. Innym rozwiązaniem jest ograniczenie uprawnionych do głosowania. W USA trzeba było płacić podatek od głosowania, który uniemożliwiał głosowanie ludziom z dna społecznego, którzy zawsze głosują za socjalizmem, a socjalizm zawsze kończy się upadkiem państwa i trupami na ulicach.

Niech sobie każdy dośpiewa, jak skończy się sytuacja, w którym mamy za sąsiada ogromne państwo, z potężnymi zasobami surowcowymi i sprawnym przywództwem, a my mamy przy władzy 70 letniego starucha – rozdawcę nieswoich pieniędzy.

Share This Post

Maciej Wróblewski

Linki do Gazety, które zwykle tu wrzucam, służą najczęściej do wyśmiewania redakcji. Zmyślane wywiady ze stockowymi fotkami, bez korekty, promowanie skrajnych lewaków to obecnie codzienność. Ale czasem zdarzają się wyjątki, jak choćby wywiad z p. Wróblewskim. Dobrze postawiona diagnoza, choć powiedział nieco za mało o długu publicznym. Do tego całkiem niezła recepta, choć też bez odniesienia do konieczności zbilansowania budżetów państw zachodnich. Polecam

Share This Post

Partia Wiosna okiem ekonomisty

Robert Biedroń ujawnił swój program w ramach nowo utworzonej partii Wiosna. O postulatach światopoglądowych nie będę się wypowiadać, choć te akurat popieram zdecydowanie bardziej, niż postulaty ekonomiczne. Przyjrzyjmy się bliżej temu, co proponuje Biedroń, a co ma związek z pieniędzmi. I chyba w większości przypadków będę posługiwał się copy-paste.

  • Gwarancja dostępu do lekarza w ciągu 30 dni, gwarancja dostępu do anestezjologa. Nierealne. Nie ma w Polsce tylu lekarzy, aby zapewnić darmową opiekę wszystkim potrzebującym. Nie ma w NFZ takich pieniędzy, by opłacić prywatne wizyty tym, którzy nie dostali się w ciągu 30 dni do darmowego lekarza.
  • Pokrywanie kosztów recept powyżej 200 zł miesięcznie. To jest ogromny wydatek dla budżetu, na który zwyczajnie nie ma pieniędzy.
  • Emerytura minimalna na poziomie 1600 zł. To jest ogromny wydatek dla budżetu, na który zwyczajnie nie ma pieniędzy.
  • Odejście od węgla, przejście na źródła odnawialne. Nie takie inwestycje nie będzie środków w budżecie państwa, tym bardziej, że dziura budżetowa po wydatkach społecznych będzie ogromna.
  • Podwyżka świadczeń dla osób niepełnosprawnych. Brak na to środków w budżecie.
  • Podwyżki dla nauczycieli. Brak na to środków.
  • Płaca minimalna w górę, co oznacza wzrost bezrobocia.
  • Rozszerzenie programu 500+, czyli wydawanie jeszcze większych pieniędzy, których nie mamy, na program, który jest nieskuteczny.

Reasumując mamy podane to, co wyborcy kochają – socjalizm. Ogromny program wydatków, który nawet nie jest oszołomski. Jest absurdalny i samobójczy dla budżetu i gospodarki. Dryf w stronę Wenezueli przyspiesza.

Podejmowane działania powinny być dokładnie odwrotne, skupione przede wszystkim na tworzeniu wolnej gospodarki, na wzrost przedsiębiorczości, na wzrost gospodarczy, i w końcu na wzrost bazy podatkowej.

Ale Polacy nie chcą usłyszeć ‘wstawaj o 6 rano i zasuwaj na swoim aż się zmęczysz wieczorem’. Polacy chcą opiekuńczego wujaszka, który im da to, co komuś zabierze (ale nie im). Kraj nad Wisłą jest obszarem, gdzie ciągle wierzy się w istnienie darmowego lunchu.

Wybory w Polsce zaczynają wchodzić na nowy poziom. Obietnice stają się absurdalne. Partia A proponuje 500, to partia B mowi, ze kapitalny pomysl, ale 1000, a partia C, ze oni dadza 5000, szaleństwo postępuje.

Dlatego ja nie widzę wielkiej przyszłości dla tego kraju. Za 20, 30 lat to będzie zbankrutowany kraj starych, schorowanych, roszczeniowych i rozgoryczonych ludzi.

Share This Post

Amerykańskie monety bulionowe

Zapraszam do lektury kolejnego gościnnego wpisu będącego przewodnikiem po najbardziej znanych (i nieco mniej rozpoznawalnych) mennicach świata.

Kraj: USA

Mannica:
U.S. Mint
United States Mint Headquarters
801 9th Street, N.W.
Washington, DC 20220-0012
Rok założenia: 1792

Moneta: Gold Eagle, American Buffalo, Double Eagle

Wprowadzenie

U.S. Mint powstała pod koniec XVIII wieku. W czasie panowania „gorączki złota” przeżyła swój rozkwit, tworząc potężną sieć oddziałów małych mennic, punktów skupu, oceny oraz obróbki kruszcu. Obecnie U.S. Mint posiada 6 jednostek, wliczając budynek zarządu.

Do dziś rynek złota w USA jest jednym z największych na świecie, a według oficjalnych danych Stany posiadają największe na świecie rezerwy kruszcu (8 133,5t stan na 2018 r.).

Historia

U.S. Mint została powołana do życia 2 kwietnia 1792 roku, na mocy Coinage Act. Przed wojną o niepodległość Stanów Zjednoczonych (1775-1783), na terenie USA posługiwano się walutami obcymi, ponadto popularna była wymiana barterowa. Na pierwszą siedzibę mennicy Kongres wybrał Filadelfię, a na jej czele stanął, powołany przez prezydenta Georga Waszyngtona, naukowiec David Rittenhouse. Coinage Act zakładał produkcję następujących rodzajów monet: half cent, cent wybijane z miedzi, half dime, dime, quarter, half dollar, dollar, wybijane ze srebra oraz quarter eagle ($2.50), half eagle ($5), oraz eagle ($10), wybijane ze złota. Pierwsze monety zostały wybite w 1793 roku, były to centy w ilości 11 178 sztuk.

„Gorączka złota”, która rozpoczęła się na początku XIX wieku, w Północnej Karolinie oraz Georgii sprawiły, że produkcja monet w Filadelfii osiągnęła maksimum wydajności i konieczne okazało się otworzenie nowych oddziałów. W 1835 Kongres zatwierdził otwarcie oddziałów w Charlotte (przetwarzanie złota), Dahlonega (przetwarzanie złota), oraz w Nowym Orleanie (przetwarzanie złota i srebra). Działanie wspomnianych jednostek zaburzyła Wojna Secesyjna doprowadzając do zamknięcia Dahlonega. Charlotte i Nowy Orlean działały do 1819 oraz 1842. Wraz z ekspansją poszukiwaczy złota na zachód, transport złota do Filadelfii, w celu przetwarzania kruszcu na monety, okazał się czasochłonny oraz ryzykowny, dlatego, w 1854 otwarto odział w San Francisco.

„Gorączka złota” dotarła również do Colorado, w związku, z czym, w 1862 roku, utworzono w Denver oddział mennicy. Dodatkowo mieścił się tam pierwszy urząd probierczy. Początkowo w Denver wykonywano jedynie sztabki, bicie monet rozpoczęto w 1875. Kolejne oddziały otwarto w Dallas i Carson. Koniec ery poszukiwaczy złota przypada na początek XX wieku, w tym czasie zamknięto większość, rozbudowanej w całym kraju, sieci jednostek U.S. Mint.

Przetwarzanie złota wiązało się z koniecznością jego przechowywania i zabezpieczania, dlatego w 1936 oddano do użytku legendarny Fort Knox, a w 1938 West Point Bullion Depository, w którym składowano srebro. Rola West Point, jako magazynu, skończyła się w 1973, kiedy zaczęto tam produkcje monet. Po okresie produkcji monet pensowych oraz złotych medali, West Point stało się w 1988 oficjalnym odziałem U.S. Mint.

Obecnie oddziały U.S. Mint znajdują się w:

  • Waszyngtonie (siedziba zarządu),
  • Filadelfii (produkcja monet obiegowych, numizmatycznych, pamiątkowych monet zatwierdzonych przez Kongres oraz medali),
  • Denver (produkcja monet obiegowych, numizmatycznych, pamiątkowych monet zatwierdzonych przez Kongres, składowanie metali),
  • San Francisco (produkcja pamiątkowych monet zatwierdzonych przez Kongres oraz zestawów monet platerowanych i srebrnych),
  • West Point (produkcja złotych monet American Eagle, American Buffalo oraz nieobiegowych monet złotych srebrnych i z platyny. Dodatkowo produkcja pamiątkowych monet zatwierdzonych przez Kongres, składowanie metali),
  • Fort Knox (składowanie metali).

Ciekawostka: Każda jednostka U.S. Mint – wybijająca monety ma osobny indeks, który znajduje się na monecie w niej wybitej. Monety wytwarzane w Filadelfii mają indeks „F”, San Francisco „S”, Denver „D”, West Point „W”.

Produkty U.S. Mint

Gold Eagle

Jedna z dwóch monet bulionowych bitych obecne w U.S. Mint, wykonana ze złota o próbie .916. Występuje w 4 wariantach masy, dla monet złotych oraz jednym wariancie srebrnym. Produkcję monet rozpoczęto w 1986 roku. Przez pierwsze 5 lat rok wybicia monety był przedstawiany za pomocą liczby rzymskiej, natomiast od 1991 roku- za pomocą arabskiej. Monety dostępne są, podobnie jak Krugerrandy, w dwóch wersjach wykończenia proof oraz bulion. Dostępna jest również wersja Uncirculated, czyli kolekcjonerska, w najwyższym stanie zachowania. Na rewersie znajduje się łacińska sentencja: „E pluribus unum” (jeden z wielu), tradycyjne motto Stanów Zjednoczonych.

      

American Buffalo

Złota moneta występująca tylko w odmianie 1 oz (wyjątek stanowi rok 2008, kiedy do biegu trafiły wersje ½, ¼ oraz 1/10 OZ). Pierwsze monety trafiły do sprzedaży w czerwcu 2006 roku. Produkowane są z najwyższej próby złota (99,99% Au). Awers monety przedstawia głowę Indianina, wybijaną pierwotnie na niklowych 5 centówkach. Rewers przedstawia bizona amerykańskiego zwanego Buffalo. Autorem pierwotnego projektu monety jest James Earle Fraser. Pod datą produkcji monety znajduje się litera „F”, stanowiącą „podpis” autora. Poniżej potylicy Indianina znajduje się druga litera oznaczająca miejsce wybicia monet.

American Buffalo doczekało się wielu platerowanych złotem kopii, produkowanych między innymi przez National Collector’s Mint. Powyższe monety, bite przez nieautoryzowane mennice nie mogły mieć napisów 50$ (nie były denominowane w przeciwieństwie do oryginałów). Napis ten zastąpiono napisem „COPY”.

  

Double Eagle

Double Eagle to monety wykonywane ze złota .900, bite w latach 1792- 1933. Double Eagle występowały, jako monety 20$. Dodatkowo wykonywano monety eagle, half eagle oraz quarter eagle.

Okres produkcji tych monet wiąże się z dwiema znamiennymi datami. Pierwsza, początek produkcji, to rok 1792, ogłoszenie Coinage Act oraz założenia U.S. Mint. Druga data, oficjalne zakończenie bicia monet, to rok 1933, kiedy to prezydent Franklin D. Roosevelt wprowadził Gold Reserve Act i związane z nim rozporządzeni wykonawcze 6102. Powyższe rozporządzenie zakazywało obywatelom USA gromadzenia złotych monet, złotego bulionu oraz certyfikatów. Po zakazie produkcji i sprzedaży złota prawie cały nakład Double Eagle z roku 1933 został przetopiony. Co ciekawe „zachowało się” kilka egzemplarzy z tego roku, a ich wartość kolekcjonerska, z powodów historycznych osiąga na aukcjach zawrotne kwoty. Przykładem może być moneta, sprzedana w 2002 roku, za cenę 7 590 020 USD.

Monety Double Eagle, jak i powiązane monety o mniejszych nominałach, na przestrzeni lat zmieniały swój wygląd oraz wielkość, więc weryfikację oryginałów należy wykonywać posługując się specjalistycznymi katalogami.

KK

Share This Post

Prund i wungiel

Dla zwykłego zjadacza chleba energetyka jest po prostu prądem w gniazdku. Można włożyć grzałkę do szklanki wody, wtyczkę do gniazdka, by po chwili nasypać mielonej kawy do wrzątku. Ot i cała energetyka.

Politycy biorą się u koryta mniej-więcej z kart do głosowania, które wyborcy zakreślają w pewnym miejscu. Owi politycy, podejmujący kluczowe decyzje co do rozwoju kraju, mają taki sam poziom intelektualny, jak wyborcy który na nich zagłosowali, czyli w ogromnej większości są debilami. Kompletnie nie rozumieją skomplikowania świata w którym żyją, co nie przeszkadza im w podejmowaniu kluczowych decyzji. Putin nie czyta Pudelka ani Joe Monstera, wystarczy mu prasówka o decyzjach naszego rządu.

Ilość produkowanej/zużywanej energii elektrycznej przekłada się na zaawansowanie cywilizacyjne, a wiec poziom życia na danym obszarze. Im nowocześniejsza gospodarka, tym mniej łajna zużywa na polach i kilofów w kopalniach, a tym więcej prądu. Energia to produkcja, przetwarzanie surowców, nowoczesny transport, nowoczesne ogrzewanie. Energia to podstawa wszystkiego, całej gospodarki.

Jak pamiętamy z okresów letnich, Polska produkuje tyle energii, że ledwo jej starcza na nasze potrzeby w okresach szczytowego zapotrzebowania. Gdy są upały i klimatyzatory zużywają duże ilości, to zakłady przemysłowe dostają telefony z nakazem zaprzestania poboru.

Jeżeli już dziś zdarzają się niedobory, to ja się pytam premiera Morawieckiego, czym on chce ładować ten obiecany milion samochodów elektrycznych? Ani infrastruktura przesyłowa, ani produkcyjna nie ma odpowiednich rezerw zasobów. Wszystko oparte jest na infrastrukturze zbudowanej za Gierka w/g technologii sprzed 100 lat. Ledwo to dyszy, para leci na złączach.

Jeżeli spojrzymy na listę krajów w/g zużycia energii elektrycznej to przeczytamy, że jesteśmy w otoczeniu takich mocarstw jak Ukraina, Białoruś czy Macedonia, na poziomie 3,686 kWh/łeb rocznie. Kraje rozwinięte, takie jak Francja, Holandia czy Niemcy, zużywają jakieś 6400 kWh/łeb rocznie. Widać różnicę.

Można postawić tezę, że produkcja energii elektrycznej w Polsce powinna być o jakieś 50% większa niż dziś. 5529 kWh/łeb rocznie dałoby nam miejsce między Czechami i Słowacją, Danią i Irlandią. Aspirujemy do bycia Ukrainą czy może Irlandią?

Polska nie ma potencjału do produkcji energii termalnej, jak Islandia. Nie ma rzek, które można spiętrzyć w górach, jak Norwegia. Nie ma tyle słońca co Hiszpania. Jest tylko możliwość budowania “wiatraków”, ale to jest kontrowersyjna technologia. Niemiła dla oczy i uszu, mordująca ptaki, nieekologiczna, bo pochłaniająca ogromne ilości rzadkich surowców. Energetykę “odnawialną” można włożyć między bajki, tylko kudłacze z grinshitu się na to nabierają, albo nas chcą nabrać, trudno powiedzieć.

Jedyna droga to energetyka jądrowa, zbudowana na nowoczesnych, bezpiecznych reaktorach. Zabezpieczona przed debilami (powód awarii w Czarnobylu) i poza strefami tsunami/trzęsień ziemi (awaria w Fukushimie).

Ciemny lud boi się tego, co niewidzialne. Nie boją się smogu za oknem, ale boją się duchów. Na tej samej zasadzie oparty jest strach przed atomem. Jeżeli zmieszamy to z nieufnością do państwa, które od setek lat okrada nas i oszukuje, to mamy sprawę jasną. Ludzie są przekonani, że zbudują nam elektrownie z piasku (bo cement rozkradną), która zaraz się zawali i wszystkich nas pozabija.

A każdy rząd to śmierdzące tchórze. Oni myślą tak: skoro coś działało w 2017 to czemu ma nie działać w 2018? Po co się wychylać? Nie trzeba się zmagać z oporem ludzi, z protestami ekoterrorystów z grinshitu, i wydawać hajsu. Tylko, że nie. Właśnie mamy srogi reality check, czyli zetknięcie ze ścianą.

I co rząd robi? Od jutra zaczyna budować reaktory? Nie. Adrian podpisuje ustawę, która odsunie egzekucję o 365 dni. Żeby tylko wygrać następne wybory, wtedy nasz dobry naczalnik Jarek na pewno coś wymyśli.

Reasumując, Polska to nie jest kraj dla normalnych ludzi. Dla urzędników, polityków, kleru, rolników i górników może tak, dla reszty raczej nie.

Share This Post

Centrum Pieniądza NBP

Poniżej wpis gościnny – кіт

Polska to nie Wenezuela? Się dowiemy …

Dwa tygodni temu będąc w Warszawie, wśród ciekawych miejsc moją uwagę przykuł Centrum Pieniądza NBP im. Sławomira S. Skrzypka. Otwarty niemalże cały rok, wejście darmowe, miałem kilka godzin do spędzenia, czekając aż żona skończy zajęcia, no to pojechałem. Jest na terenie główniej siedziby NBP w Warszawie, więc przy wejściu do placówki edukacyjnej, którym jest CPNBP, od razu zostaniemy przeskanowani przechodząc przez bramkę, a nasza plecak czy torebka zaliczy przejazd taśmociągiem przez rentgen, aby obowiązkowo wylądować w szatni. Dostajemy mapkę obiektu i zaczynamy zwiedzanie. Tu nie będę skupiać się na tym, co warto tam zobaczyć, bo warte obejrzenia i zapoznania się jest dosłownie wszystko. Mamy całą salę poświęcona historii pieniądza muszelek i kamieni z otworem z czasów pierwotnych, potem czasy antyczne, średniowiecze aż po współczesne banknoty. Jest też dział poświęcony systemom pieniężnym ostatnich kilkuset lat, historii powstania i rozwoju banku centralnego Polski, numizmatycy będą zachwyceni zbiorem monet, sięgających czasów początków bicia monet z metalów szlachetnych.

A młode osoby na pewno będzie zadowolone z odwiedzin sal giełdy i rynkom finansowym, nowoczesnym systemom płatniczym, miedzy innymi kryptowaluty już znalazły swoje miejsce na gablotach. Osoby o zacięciu artystycznym otrzymają masę wrażeń w sali tworzenia i produkcji polskich pieniędzy, a też zapoznają się z pieniądzem w sztuce. Przyszli fałszerze będą mogły zobaczyć fałszywe banknoty, spróbować swoich sił w ich rozpoznawaniu i dowiedzą się o systemach ochrony walut papierowych. I pewnie zmienią swoje plany stać na tą ścieżkę życiową, bo taka trwa dość krotko, a jej skutki będą z nimi nawet 25 lat, jeżeli zostaną złapani.

I pewnie każdy będzie na cale życie pamiętać pobyt w skarbcu, gdzie można sobie do rąk wziąć prawdziwą sztabę złota próby 999, która waży 400 uncji trojańskich (ok. 12,5 kg). Robi to niesamowite wrażenie. Tyle wagi upchanej w sztabce o wymiarach, które łatwo chwycić dłonią, ale na pewno dużo trudniej jest to maleństwo podnieść. No tak, bo podniesienie ekwiwalentu ok. 2 mln złotych nie może być łatwym. Mam nadzieje, że nie jest to jedyna sztabka NBP, trzymana w Polsce. Bo wszyscy wiemy nastawienie banków centralnych w tym Polskiego NBP do żółtego metalu. Taka ciekawostka: z jednego z zamieszczonych zdjęć wynika, iż 1 gram złota kosztował w latach międzywojennych 5 zł. Wynagrodzenie kształtowało się w zakresie 20-80 gram złota miesięcznie. Obecnie 1 gram złota kosztuję: 153 zł. Źródło. Czyli 100 lat temu miesięczna płaca minimalna była ok. 3060 współczesnych złotych, a kwalifikowany pracownik wyciągał ok. 12200 zł/m-c. To obecnie rządząca partia ma jeszcze duże pole do poPiSu w swoich obietnicach przedwyborczych.

Będąc w pracowni produkcji pieniędzy zagadałem z pracownikiem tego centrum, najpierw był to praktykant, ale kiedy nie potrafił sensownie odpowiedzieć, dla czego Polska trzyma swoje złoto w Londynie, zawołał starszego kolegę, który cytuję powiedział:, „ale Polska zarabia na złocie”, przy czym nie potrafił wytłumaczyć, w jaki sposób metal, który leży w skarbcu, może zarabiać. Prawdopodobnie nie słyszał o leasingu złota, czyli sytuacji, że już nie jesteśmy właścicielami złota, tylko kartki, a raczej nawet nie papierowej tylko elektronicznego wpisu, że jesteśmy właścicielami złota w Banku Anglii. Czyli obietnicy, a czego warta taka obietnica, zwłaszcza dana Bankiem Anglii, wiemy z jednych z poprzednich wpisów o Wenezueli.

Znalazłem ten pomysł NBP na piśmie w broszurce „O losach polskiego złota w czasie II wojny światowej” w jednym z ostatnich rozdziałów. Generalnie przekaz NBP w tej placówce edukacyjnej wg mnie jest dość prosty: złoto to sobie możecie pogłaskać i porobić sobie z nim zdjęcia na pamiątkę, ale wszytko się kręci wokół pieniądza papierowego.

A na koniec umieściłem swoje komentarze na zdjęciach poniżej.

Share This Post