Nagrałem bardzo ważny film na temat zbliżającego się bankructwa USA, zachęcam do obejrzenia
Trafiłem ostatnio na ciekawą nową apkę do monitorowania wartości swoich kruszców bez konieczności wykopywania ich spod starego dębu.
Po wprowadzeniu w nią swoich precjozów podaje aktualną wartość całego portfela albo poszczególnych pozycji, wzrost procentowy i we fiatach. Można podejrzeć szybko aktualne ceny giełdowe w różnych walutach, skorzystać z kalkulatora metali i marży aby sprawdzić który diler jest w miarę uczciwy. Plus parę innych wygodnych funkcjonalności (wykresy itp).
Wszystkie dane pozostają na urządzeniu, można je eksportować do pliku lub chmury więc każdy może wybrać formę backupu jaka odpowiada stopniowi osobistej paranoi 😉 w myśl przysłowia. Ciszej jedziesz , dalej zajedziesz.
Poszukujemy pracownika do oddziału warszawskiego naszej mennicy, link do ogłoszenia
Hej brygada!
A pamiętacie, jak nasi propagandziści kpili z Rosjan, że biorą do armii więźniów i starców, a następnie bez żadnego przeszkolenia rzucają ich na front?
Pamiętacie, jak zamiast hełmów mieli zabawkowe kaski, zamiast opasek uciskowych mieli kawał gumy, jak do pobierania krwi? Nadal mają.
A naszych mediach, jak w 1939, dokumentowana jest potęga naszych Sił Zbrojnych. Będziemy mieli nowoczesne wyposażenie i będziemy pod pancerzami nowoczesnych czołgów, prawda? Prawda?
Obejrzyjcie sobie filmik, który rzuca światło na nasze Siły Zbrojne, które na wzór i podobieństwo Państwa Polskiego, są zrobione z gówna i patyków:
I co, wychodzi na to, że miałem rację, gdy przez wiele lat na blogu drwiłem z polskiej obrony cywilnej i zdolności bojowej Wojska Polskiego?
Powtarzam po raz setny, w razie wojny z Rosją (lub Niemcami gdy AfD poradzi sobie z najeźdźcami) systemowo będzie tak samo jak w Rosji – pijacy i starcy bez przeszkolenia pójdą na rzeź. W mundurach, w których przechodzili służbę wojskową w 1988.
Jedyna różnica jest taka, że Rosjanie (i Ukraińcy) nauczyli się wojować, a nasi mundurowi widzieli wojnę wyłącznie na Youtube.
Większość skandali obyczajowych zupełnie mnie nie interesuje. Sprawa Gonciarza również jest mi zasadniczo obojętna. Sprawia on jednak wrażenie osoby głęboko niespójnej, kogoś, kto kreuje się na feministę i człowieka o lewicowych poglądach, a jednocześnie zachowuje się wobec kobiet w sposób trudny do obrony. Negatywnie oceniam również sytuacje związane z częstowaniem kobiet substancjami odurzającymi.
We wrześniu 2023 roku opublikowano materiał nagrany przez Darię Dąbrowską, byłą partnerkę Gonciarza. Zawierał on oskarżenia zarówno z jej strony, jak i dwóch innych jego byłych partnerek, dotyczące agresywnego i seksistowskiego traktowania. Wkrótce podobne zarzuty wysunęła także modelka Hanna Koczewska, a z czasem zaczęły pojawiać się kolejne relacje.
Gonciarz dysponował jednak obszernym archiwum korespondencji z tymi osobami. Publikowane stopniowo w serwisie YouTube materiały, mające stanowić dowody jego niewinności, są trudne do jednoznacznego podważenia. W efekcie można odnieść wrażenie, że mimo budzącego zastrzeżenia stylu życia nie dopuścił się czynów, o które jest oskarżany.
Najciekawsza wydaje się jednak dynamika całego zjawiska, która przypomina mechanizmy znane z ruchu #MeToo. W Stanach Zjednoczonych wielokrotnie pojawiały się sytuacje, w których zamożny mężczyzna o wysokiej pozycji społecznej, prowadzący intensywne życie seksualne, był nagle oskarżany przez grupę kobiet o poważne przestępstwa seksualne. Zdarzało się, że zarzuty te pojawiały się po wielu latach, a relacje obejmowały powtarzające się kontakty między stronami, które wcześniej nie zostały zgłoszone organom ścigania.
Sprawa Gonciarza skłoniła mnie do zmiany spojrzenia na część zjawisk kojarzonych z #MeToo. Wcześniej zastanawiało mnie przede wszystkim, dlaczego domniemane ofiary nie zgłaszały takich sytuacji od razu. Obecnie dopuszczam możliwość, że część tego typu spraw może mieć bardziej złożony, niejednoznaczny charakter. Część po prostu fałszywymi oskarżeniami.
Pojawia się więc pytanie o motywacje osób formułujących tego rodzaju nieuzasadnione oskarżenia.
Można wskazać kilka potencjalnych mechanizmów. Pierwszym z nich jest efekt zbiorowej eskalacji oskarżeń, przypominający historyczne zjawiska paniki moralnej, sytuacje, w których kolejne osoby dołączają do narracji, wzmacniając jej siłę. Współcześnie proces ten bywa dodatkowo wzmacniany przez środowiska aktywistyczne, dla których tego typu sprawy mają duże znaczenie ideowe. Nie ma lepszej ofiary niż stary, bogaty burżuj vs biedna, młoda proletariuszka.
Drugim czynnikiem mogą być kwestie finansowe. W niektórych przypadkach udział w sprawach o charakterze zbiorowym wiąże się z możliwością uzyskania odszkodowania, co może wpływać na decyzje części osób.
Trzecim elementem są emocje i rozczarowania wynikające z relacji osobistych. Jeśli jedna ze stron traktowała relację instrumentalnie, a druga wiązała z nią określone oczekiwania, może to prowadzić do silnych reakcji po jej zakończeniu. Pojawia się pytanie, gdzie przebiega granica między moralnie nagannym zachowaniem a czynem zabronionym w rozumieniu prawa i czy w każdym przypadku została ona przekroczona.
Wydaje się, że sprawy związane z #MeToo obejmują bardzo szerokie spektrum, od poważnych przestępstw po sytuacje znacznie bardziej niejednoznaczne, wynikające z relacji między dorosłymi ludźmi.
Niezależnie od oceny konkretnego przypadku, warto wyciągnąć z tego pewne wnioski. Przede wszystkim unikać zachowań nachalnych i przekraczających granice drugiej osoby. Dbać o jasną komunikację i ostrożność w relacjach z nieznajomymi. A także pamiętać, że w dzisiejszych realiach dokumentowanie kontaktów może mieć znaczenie ochronne. Są mężczyźni włączający w sytuacjach intymnych dyktafon w telefonie.
Prezydent postanowił zawetować ustawę o SAFE.
Postawiona została zasłona dymna. Prezydent postawił kontrpropozycję sfinansowania zbrojeń przez NBP. Wiadomo, że ta propozycja była nierealna i bez sensu. Porównanie do rodziny finansującej swoje wydatki tym, że wzrosła im wycena ich mieszkania pokazuje absurd sytuacji i zamyka dyskusję. Jedyny cel tego ruchu jest taki, że udało się prezydentowi udowodnić, że jego decyzją nie jest zwyczajne “nie”, lecz że “ma kontrpropozycję”.
Ja bym zrobił dokładnie odwrotnie, ustawę bym podpisał.
Po pierwsze dlatego, że Tuskowi bardzo na tym zależało. Można było to wykorzystać, żeby poniżyć tego mitomana. Można go było przeczołgać tak jak Henryka IV Salickiego przed papieżem Grzegorzem VII w styczniu 1077 roku i przy okazji może coś wynegocjować.
Po drugie te pieniądze trafiły by do polskiej gospodarki, która ledwo dyszy zarzynana wysokimi cenami paliw, energii i nadregulacjami. Owszem, bardziej potrzebujemy w Polsce finansowania ochrony zdrowia i budownictwa mieszkaniowego, ale pieniądze wpakowane w budowę uzbrojenia w dużej części wróciłyby do budżetu państwa.
Po trzecie pożyczka miałaby być zawarta w euro i spłacana do 2070. Bóg jedyny raczy wiedzieć, jaki kształt będzie miała Europa w 2070, kto ją będzie zamieszkiwał i jakim językiem będzie się posługiwał. Z całą pewnością waluta euro nie będzie już istnieć, projekt zdechnie do tego czasu. Ten dług zostałby tak samo spłacony jak nasze przedwojenne obligacje obronne.
Na koniec, po czwarte, piarowo prezydent wyglądałby lepiej po publicznym wynegocjowaniu i podpisaniu ustawy. Nie dałoby się mu przyczepić gęby rusofila. Nie dałoby się go oskarżyć o bycie prezydentem konfliktowym.