Monthly Archives: October 2018

Dawniej MW, obecnie G, wielkie G

Jakiś czas temu pojawił się u mnie miły klient. Kupił sobie australijską srebrną monetę 10 oz.

Co robi sprytny klient, który kupuje kruszec u jednego dilera? Biegnie do jubilera, urzędu probierczego lub innego dilera, aby upewnić się, że moneta nie jest fałszywa. Tak też zrobił mój klient, poszedł do dilera G (dawniej MW, wszyscy wiedzą o kogo chodzi), a tam dwie panie w okienku powiedziały mu, że nie są pewne, ale jak dla nich to moneta jest fałszywa. Bo jak się magnesem przesunie, to się zachowuje, jakby w środku był wolfram. Najwyraźniej nie potrafią stosować się do wskazówek jak badać srebro i nie potrafią obsługiwać wag magnetycznych.

Otrzywawszy telefon o takiej treści spotkałem się z klientem, oddałem mu pieniądze, a także poprosiłem, żeby zaniósł monetę z powrotem do G z prośbą o nawiercenie pod kątem obecności metalu nieszlachetnego i pisemną opinię. Niestety, pisemnej opinii G nie wydaje. A główny technik, jak już wrócił z urlopu, to stwierdził, że moneta jest jednak oryginalna. I monetę oddali, podobno jakoś specjalnie nie przepraszając.

I teraz pojawiają się pytania. Co by było, gdyby klient zaczął się rozpisywać na forach, że został oszukany przez moją firmę? Czy firma G, której pracownice rzucają grube oskarżenia, pokryłaby powstałe wymierne szkody finansowe? A może one same są w stanie odpowiadać swoim majątkiem za spowodowane szkody?

Klienci wadliwie zakładają, że wielość oddziałów, marmury i garsonki świadczą o wysokiej jakości obsługi oraz świetnim, tanim towarze. Niestety, świadczą tylko o wysokich cenach i braku osobistej odpowiedzialności. Te panie być może wczoraj pracowały w mięsnym, a dziś, po krótkim szkoleniu, sprzedają złoto inwestycyjne i ‘doradzają’ klientom. Oraz, co gorsza, ‘testują’ czyjś towar.

Zresztą rynek zdaje się już to karze. Spółka G ma swoje problemy. Nie tak dawno UOKiK ostrzegał przed ich programem oszczedzania w złocie. I jak się przyjrzymy raportom finansowym, publikowanym przez właściciela, grupę T (str 23-25), to obraz jest dość ponury. Za 2017 strata wyniosła ponad 5 milionów zł. Za pierwsze pół roku bieżącego 2018 strata wynosi juz ponad 2 miliony. Łączna strata od początku działalności idzie w dziesiątki milionów. Ile, nie wiadomo dokładnie, poprzez mnogość spółek i spółeczek.

Jak to może się skończyć? Giełda już to wyczuwa, kurs spadł do bardzo niskiego poziomu 2 zł, a jeszcze nie tak dawno zawierał się w widełkach 7-10 zł.

Następni po akcjonariuszach obudzą się kredytodawcy, czyli banki. Po prostu wymówią linie kredytowe. I to będzie koniec. Jakoś nie wierzę, że znajdzie się chętny do finansowania tej spółki, przy tak negatywnym sentymencie do złota u inwestorów. Domyślam się, że cała koncepcja stojąca za powstaniem tej spółki to stworzyć prężną spółkę i sprzedać ja jakiemuś dużemu światowemu graczowi. Z tym, że to nie przejdzie. Nie przy wspomnianym negatywnym sentymencie, gdzie niekórzy amerykańscy dilerzy odnotowują spadki sprzedaży 80% rok do roku, i gdzie spółka przyniosła multimilionowe straty.

Spółka G oferuje ‘dostawę terminową’ w 45 dni (robocze). To jest piękna droga do typowej piramidy finansowej. Spółka przynosząca straty może się ratować oferując dostawę terminową, czyli za sprzedaż dzisiaj kupowany jest towar dostarczany klientowi, który dokonał zakupu dwa miesiące temu, a dzisiejszy klient dostanie towar w przyszłości, kupiony za pieniądze kogoś, kto zrobi zakup za dwa miesiące. Ma to szansę działać tak długo, jak jest świeży dopływ środków. Małe potknięcie, powstaje panika i okazuje się, że towar nie przychodzi na czas i że jest długa kolejka klientów czekających na kupione złoto. Takich przypadków mieliśmy już parę, mam tu na myśli Hyath i Dominusarx, przed którymi zresztą ostrzegałem.

Na zakończenie dodam, że nie czuję wrogości do spółki G. Ten wpis jest spowodowany troską, aby konsumenci nie stali się poszkodowani i aby złoto inwestycyjne nie kojarzyło się wyłącznie z kolejnymi przekrętami. Uważam, że wszyscy dilerzy jadą na tym samym wózku. Robimy dobrą robotę starając się uświadamiać ekonomicznie naszych klientów, chronić ich majątek przez zakusami rządów i podatkiem inflacyjnym. Chciałbym móc napisać coś bardziej optymistycznego o naszym polskim rynku.

Share This Post

Obligi

Inwestorzy poszukują bezpiecznej przystani dla swoich pieniędzy, co z roku na rok jest coraz trudniejsze. Ceny nieruchomości są wyspekulowane na całym świecie, również w Polsce, co wynika z obfitego dostępu do taniego kredytu. Wysokie ceny dyskwalifikują tego typu aktywa. Giełda w Polsce to są jakieś żarty, nawet nie ma sensu nie ma się o tym rozpisywać, podobnie jak obligacje korporacyjne. To wszystko jest jeden wielki wałek, ‘kotłownia’, mający na celu odcedzanie ‘ulicy’ z kapitału. Jak słyszę te brednie, że ‘w długim terminie akcje zawsze rosną’, to pusty śmiech mnie ogarnia. Nie do wiary, że są jeszcze gość głupi ludzie, żeby inwestować na GPW.

Są jeszcze lokaty straceniowe (bo poziom odsetek nie pokrywa inflacji, więc się oszczędza, a traci), oraz obligacje państwowe ‘strata, z ryzykiem’. Strata, bo odsetki są śmiesznie niskie, i ryzyko, bo zainteresowanym osobom mogę pokazać obligacje RP, których RP nie wypłaciło i nie wypłaci. Ponosi się ryzyko, że znowu zostanie się przekręconym przy okazji jakiejś politycznej rozróby czy światowego krachu.

Nie wszyscy chcą pakować się w 100% w złoto, co jest zrozumiałe. Nie wszyscy ludzie rozumieją, że warto mieć i że można kupić złoto, co już jest mniej zrozumiałe. Dlatego Polacy mają jakieś 67 miliardów zł w walutach obcych, ulokowanych w bankach.  Tylko, że tej kasy już tam nie ma, są tylko zapisem na kontach. Pieniądze nie leżą w kasie banku, czekając na właścicieli, lecz są pożyczone. W razie krachu, jak na Cyprze czy Ukrainie, możliwy jest run na bank i ze swojej lokaty będzie można wyciągnąć 100 euro dziennie, jak się odstoi swoje 8 godzin w kolejce… Albo dostać równowartość w zdewaluowanych złotówkach, na przykład po 4 zł za dolara, gdy rynkowy kurs będzie wynosił na przykład 20 zł. Niestety, ludzie nie zdają sobie z ryzyka lokowania walut obcych w bankach, nabierają się na zapewnienia o ‘gwarancji do 100 000 zł’.

Jedną w ciekawych opcji, choć mocno kontrowersyjną, jest posiadanie obligacji USA. Wykres 10 latek wygląda tak:

Nastąpiło mocne wybicie z obecnego trendu.  Jak to się dalej potoczy? Są głosy, które wieszczą początek kryzysu walutowego, krach dolara. Taki scenariusz, choć możliwy, biorąc pod uwagę skalę zadłużenia USA, uznaję za mało prawdopodobny. Bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym wzrost oprocentowania obligacji spowoduje przepływ kapitału z giełdy i uformowanie bessy, a to z kolei spowoduje dalszy spadek oprocentowania obligacji USA. Być może jesteśmy w lokalnym szczycie oprocentowania obligacji.

Zakup obligacji średniego horyzontu (5-10 lat) da zablokowanie obecnych poziomów odsetek na taki okres. To daje inwestorowi ryzyko na scenariusz krachu wartości dolara, i jednocześnie szansę wypłacania relatywnie wysokich odsetek gdyby doszło do krachu na rynku akcji i napływu kapitału na rynek obligacji. Posiadanie obligacji USA daje też zabezpieczenie przed krachem na rynkach peryferyjnych.

Nie jest łatwo uzyskać ekspozycję na obligacje USA. Kotłownie nie chcą wypuszczać ofiar ze swoich szponów. Są jednak nieliczne domy maklerskie w Polsce, które dają możliwość nabycia walorów na giełdzie w Nowym Jorku. Warto pamiętać, że konto maklerskie w Polsce wyrażone jest w złotówkach. Wobec tego w scenariuszu osłabienia złotówki wobec dolara powstanie nominalny wzrost wartości konta. Innymi słowy, od zeszmacenia złotówki trzeba płacić podatek dochodowy.

Share This Post

Wybory 2018

Większość rozsądnych ludzi jest zgodna co do tego, że demokracja w obecnej formie jest czystą kpiną. Oddaje się władzę w ręce ludzi, którzy są dobrzy tylko w jednej rzeczy – w zdobywaniu głosów wyborców. Natomiast niekoniecznie sprawnie zarządzają krajem i prowadzą go w dobrym kierunku. I niekoniecznie kierują się dobrem ogólnym, a częściej napchaniem własnej kieszeni.

Obejrzałem dzisiejsze wydanie wiadomości w telewizji reżimowej. Akurat trafiłem na doniesienia o wyprawie GITD do papieża, a zaraz z nią na falę oczerniania opozycyjnych samorządowców. Mam już swoje lata, dlatego pamiętam Dziennik Telewizyjny z czasów Jaruzelskiego. Odniosłem wstrząsające wrażenie deja vu. Ten charakterystyczny, gebelsowki, szczekający ton głosu, czytający rewelacje o pielgrzymujących funkcjonariuszach i skorumpowanych politykach… Tylko kolor mundurów nieco się zmienił, jeździ się do Watykanu, a nie do Moskwy, natomiast sama narracja jest taka sama.

Nagonka polityczna też jest niezmiernie podobna. Zamiast prezentowania powielaczy i dolarów wysłanych przez rewizjonistów z Bonn, widzimy kompromitujące materiały o samorządowcach. Ktoś z nich przeklina, inny ma kochankę, podobno coś tam sprzedali za półdarmo … wyroków za te rzekome malwersacje jeszcze nie ma, sądy są jeszcze niepokorne, ale niedługo będą.

Sam niechętnie legitymizuję władzę swoim głosem. Ale skoro tej władzy tak zależy na oczernieniu opozycji, to utwierdza mnie to na stanowisku, że warto iść zagłosować. Tak jak większość obywateli olewam stalinowsko-hitlerowski obowiązek meldunkowy, więc zarejestrowałem się zdalnie do wyborów w serwisie ePUAP. I będę skreślał jak szalony.

Share This Post

Kler

Rekord został pobity. Prawie milion ludzi poszło do kina, aby obejrzeć film pt Kler. Zapewne większość czytelników już go widziała. Opiniami i przemyśleniami należy dzielić się w komentarzach. Ilustracyjnie fotka p. Dudy, witającej się ze znajomymi.

Share This Post