Monthly Archives: April 2019

Norma czy szaleństwo

Ludzie się łatwo przyzwyczajają. Podobno żołnierze frontowi dobrze spali w czasie ostrzału artyleryjskiego, natomiast budzili się, gdy zapadała cisza, co zwiastowało natarcie wroga. Szaleństwo, jakim w gruncie rzeczy jest wojna, stawało się dla nich normą.

Dla mnie takim szaleństwem jest to, że mogę legalnie płacić kawałkami papieru w sklepie za prawdziwe towary. Po prostu przychodzę, daję zielony papierek, dostaję jakiś produkt i czasem jeszcze jakieś kolorowe papierki. Nikt nie dzwoni na policję! Zdumiewające, że ktoś coś wydrukował i ktoś inny daje prawdziwy towar w zamian za te kawałki papieru i farby. Większość ludzi nie myśli o naturze waluty, a ci którzy myślą, liczą, że wydadzą te papierki na prawdziwe towary, zanim wartość banknotów wróci do wartości produktów, z których je wyprodukowano, czyli papieru i farby.

Innego rodzaju szaleństwem jest to, z jakim stoicyzmem i bezrefleksyjnością Polacy podchodzą do implozji demograficznej. Przykład z dzisiejszej obserwacji – małżeństwo 50 latków ma 2 dzieci w wieku 30 lat. Dla utrzymywania poziomu populacji ta dwójka powinna dobrać sobie po partnerze i mieć łącznie co najmniej 4 dzieci. A mają 1!

Matkę możesz oszukać. Ojca możesz oszukać. Ale matematyki i wynikającej z niej demografii nie oszukasz. Przewińmy szybko taśmę o 30 lat do przodu. Jak to będzie wyglądać? Małżeństwo 80 latków będzie na emeryturze i będzie wymagało opieki. Do tego ich dzieci będą właśnie przechodzić na emeryturę. I  będzie jeden człowiek w wieku 40 lat, który będzie musiał zarobić na emerytury dla tych wszystkich starych ludzi. I to nie tylko na dwójkę wspomnianych dziadków, ale również na dwójkę dziadków z “drugiej strony”. Nawet zakładając “optymistycznie”, że ktoś umrze, to łącznie do utrzymania przez osobę w wieku produkcyjnym będzie około 5 osób w wieku poprodukcyjnym!

Na co ten naród liczy, tego nie wiem. Że Polacy na emigracji będą chcieli wrócić do kraju, który ze swojej perspektywy uważają dziś za biedny i zacofany cywilizacyjnie? Że papież zniesie celibat i księża zmienią preferencje, rzucą się do zakładania rodzin? Że migranci z Ukrainy czy Afganistanu zastąpią nam Polaków? Że nagle wszystko się odwróci i 50 latkowie będą rodzić dzieci? A może że 30 latkowie będą mieć 5, 6 dzieci? Nawet gdyby tak się stało, i mielibyśmy eksplozję demograficzną, to jak damy radę istnieć jako społeczeństwo składające się z dzieci i starców, z małym odsetkiem ludzi w wieku produkcyjnym?

A może jest to myślenie takie jak w przypadku socjalizmu, czyli “rząd zabierze komuś innemu i da właśnie mi”? Czyli “ja nie będę płacił na tych wszystkich starców, to na mnie będą płacić, bo będę miał wypracowane lata i będą musieć”. Otóż najbardziej prawdopodobny jest scenariusz odwrotny do tego, co ludzie sądzą. Emerytury będą znikome, ale będą one jednocześnie gigantycznym obciążeniem dla garstki pracujących. Wynika to z prostej matematyki. Zakładając, że przy dzisiejszych cenach emerytura będzie wynosić nędzne 600 zł, to pracownik utrzymujący 5 osób będzie musiał wydać 3000 zł na składki ZUS, nie licząc składek zdrowotnych. To więcej niż dominanta wynagrodzeń Polaków. Innymi słowy, bardziej dobitnie, przeciętny pracownik będzie musiał oddać cały wypracowany dochód, a emeryci wiele razy liczniejsi niż on będą usychać z głodu.

To co nas czeka to jest katastrofa epickich rozmiarów. Nie wiem, czy będzie się chciało nawet bawić w robienie pojedynczych grobów dla zwykłych ludzi. Po co organizować pochówek, który jest drogi, jak i tak nie ma potomków, którzy by ten grób chcieli odwiedzać? Będą kopać rowy, układać trupy warstwami, między nimi wapno.

Do tego nowość – przestępczość starych ludzi, którzy cynicznie przeliczą, że lepiej zastrzelić przypadkowego przechodnia i mieć gwarancję dachu nad głową i 3 posiłków, niż umrzeć z głodu. Państwo odpowie na to pewnie równie cynicznie – warunki w więzieniach dla starców będą takie, że umrze się tam szybciej niż na wolności, przez co taka strategia szybko przestanie się opłacać.

Nie będzie też żadnego wyrafinowanego leczenia starych ludzi. I tego przedsmak mamy już dziś. Nie ma tygodnia, żeby ktoś nie umarł pod drzwiami SORu, jak pies. Po prostu lecznictwo będzie dostępne do wąskiego grona bogatych ludzi. Dla reszty będzie paracetamol, a gdy już przestanie działać, to plastry z opiatami.

Hitler planował eksterminację Polaków, jak tylko upora się z Żydami i Cyganami. Nie wyszło. Potem okupowali nas Sowieci i nie mieliśmy okazji rządzić naszym krajem. Dopiero dziś możemy wziąć sprawy w swoje ręce i sami się wymazać z mapy świata.

Share This Post

Czy należy wprowadzić euro w Polsce

Miałem możliwość posłuchania audycji w PR3 “Za, a nawet przeciw” na temat wprowadzenia euro w Polsce. Program ten jest dobrym wskaźnikiem nastrojów społecznych. Tym razem można było się dowiedzieć, że ledwie 6% respondentów popiera wprowadzenie euro.

Obiektywnie rzecz biorąc, euro jest korzystne dla gospodarki. Przede wszystkim daje nam niższe stopy procentowe, co jest prowzrostowe. Zdejmuje też ryzyko z polskich firm. Dziś duże koncerny przerzucają ryzyko kursowe na Polaków, zmuszając nas do podpisywania umów wyrażonych w euro, czyli do dokonywania transakcji po niewiadomej cenie. Szczególnie bandyckie ceny dotyczą wynajmu nieruchomości, 30 euro za metr przez pięć lat, bez możliwości wcześniejszego zakończenia umowy, czy euro będzie kosztować 4 zł czy 100 zł. Dodatkowo wszyscy ponosimy koszt przewalutowania. Każdy Polak konsumuje rzeczy importowane i płaci więcej, ponieważ w cenie każdego produktu jest bankowy koszt przewalutowania ze złotówki na euro. Działa to w obie strony, wielu Polaków eksportuje swoje produkty czy usługi, dostaje mniej ponieważ bank zjada część wypracowanego zysku.

Nieprawdą jest, że utrzymywanie własnej waluty jest lepsze w czasie kryzysu. Owszem, można swoją walutę narodową zdewaluować, zwykle robi to sam rynek, i wtedy eksport zaczyna napędzać gospodarkę. Niestety, koszty importu zaczynają powodować drożyznę w sklepach. Równocześnie rosną stopy procentowe, czasem drastycznie, w związku z czym obsługa kredytów drożeje. Znane są symulacje z których wynika, że duży krach i duże wzrosty oprocentowania kredytów hipotecznych miałyby katastrofalne efekty dla milionów rodzin. Straty wynikające z posiadania złotówki w takim scenariusz znacznie przewyższają zyski z posiadania euro.

Jest jednak pewne ryzyko w przyjęciu euro. Jeżeli kraje PIGS w końcu zbankrutują, to będzie to katastrofa. Wtedy może się okazać, że wprowadzenie euro to przywiązanie sobie kamienia do szyi.

Być może najlepszym rozwiązaniem w tej sytucji byłoby przywiązanie złotówki do euro albo nawet wprowadzenie systemu dwuwalutowego. Dało by to wszystkie zyski, a w razie kłopotów możliwość wyskoczenia z euro w ciągu doby. I nie trzeba by zmieniać konstytucji (tak jakby się władza przejmowała nietrzymaniem się ustawy zasadniczej…).

Niestety, w kwestii euro zapanowała w Polsce psychoza strachu, napędzana zręcznie przez środowiska “patriotyczne”. Podnosi się argumenty suwerenności w podejmowaniu decyzji ekonomicznych. Prawda jest taka, że tak naprawdę dziś RPP czy NBP nie ma władzy – władzę ma rynek. Stopy procentowe oraz kurs złotówki będą takie, jakie zdecyduje rynek. Glapiński ze swoimi obiema służkami-glonojadami może straszyć, błagać, zaklinać, próbować interweniować, a wobec rynku i tak jest całkowicie bezsilny.

Największa manipulacja dotyczy drożyzny związanej z wprowadzeniem euro. Podnosi się argument, że polskie sklepy są wprost plądrowane przez Litwinów i Słowaków. I zdaje się nikt nie rozumie, że nie tylko ceny wzrosły w tych krajach, ale również dochody. Dlatego z ich perspektywy ceny w Polsce spadły. Mogą kupować u siebie – tyle samo co przed wymianą pieniędzy – albo kupić w Polsce, gdzie zrobiło się taniej.

Całe te rozważania są i tak teoretyczne. Polska nie spełnia wymagań przystąpienia do euro, ponieważ brak jest dyscypliny finansowej. Obecna polityka sprowadza się do jeszcze większego socjalizmu, co oddala nas od euro, a nie przybliża.

Share This Post

Przekręt nigeryjski

Przeciętnie co tydzień ktoś do mnie dzwoni z pytaniem, czy kupie od niego złoto z Afryki, w ilości kilkuset kilogramów. Skąd się biorą takie zapytania?

Przychodzą tego typu mejle:

Cena nie jest zła. Wychodzi 30% poniżej ceny giełdowej. Interes  życia.

Na tego mejla można odpisać cokolwiek. Na przykład można poprosić o fotki tego złota. I dostanie się taką odpowiedz:

Następnym krokiem jest chęć dokonania zakupu. I otrzymuje się umowę do podpisania:

I fajowo, wszystko jest bardzo legitne, jest nawet pieczątka i podpis. Dostawa już prawie wychodzi, złoto za $240000 już niedługo będzie, trzeba tylko przelać $3500…

I co ciekawe, skoro ludzie dzwonią do mnie i tego typu mejle przychodzą, to znaczy, że ktoś się na nie nabiera.

Share This Post