Category Archives: Ekonomia

Wyrok TSUE

Banki w Polsce słyną z tego, że ich relacje z klientami są “asymetryczne”. To znaczy, że wykorzystują swoją przewagę nad klientem, narzucając mu niekorzystne warunki umowy lub też przerzucając wszystkie ryzyka na klientów. Widać to na przykład porównując ofertę kredytów hipotecznych w USA, gdzie oprocentowanie kredytów jest stałe i klient ma prawo w każdej chwili odesłać klucze i zrezygnować z dalszych spłat rat kredytu. W Polsce jest dokładnie odwrotnie, a do niedawna dług wobec banku nie tylko nigdy nie ulegał przedawnieniu (trik z wznawianiem postępowania egzekucyjnego), a nawet był dziedziczony (trik z niezrzeczeniem się spadku). Ba, przy Bankowym Tytule Egzekucyjnym banki nie musiały nawet udowadniać, że ktoś zawarł umowę i pożyczył pieniądze. Wystarczył “wyciąg z ksiąg banku” czyli pismo, w którym bank mówi, że tak było. Stawiało to Polskę w czołówce krajów bananowych czy wręcz niewolniczych. Jestem zwolennikiem dotrzymywania zobowiązań, ale skazywanie obywateli na dożywotnią pracę na czarno czy emigrację, a także robienie z dzieci dłużników jest zwyczajnie głupie.

Rozbestwione swoją pozycją banki przeginały coraz mocniej, czego apogeum sięgnęło końcówki ostatniej prosperity. Jakiś cwaniak wymyślił wówczas, że można udzielać ludziom kredyty korzystając z nieskooprocentowanych kapitałów nominowanych w CHF. Koncepcja była taka, żeby zarabiać nie tylko na samych kredytach, ale również na absurdalnych spreadach. I na oprocentowaniu nie rynkowym, ale ustalanym przez prezesa banku.

Stoję na stanowisku, że biznes należy prowadzić uczciwie. Kieruję się tym nawet podczas ostatnich wzrostów cen kruszców, ostrzegając klientów, że można się spodziewać korekty i spadku cen. Naganiałem na zakupy wtedy, gdy cena była o 20% niższa, teraz apeluję o rozwagę. Kieruje mną przekonanie, że w długim terminie opłaci się to znacznie bardziej.

Tymczasem w bankach w czasach franka przekonanie było zupełnie inaczej. Cynicznie naganiano na kredyty opowiadając jakieś farmazony o stabilności CHF, gdy to przecież nie o stabilność franka wobec innych walut chodzi, tylko o stabilność złotówki wobec CHF. A stabilność PLN była i nadal jest bardzo wątpliwa. I teraz cały ten złodziejski schemat okazał się być granatem, który po wyroku TSUE wybuchł oszustom prosto w twarz. Parafrazując PISs, wystarczyło tylko nie okradać klientów i traktować ich jak ludzi.

Chorobliwi antysemici, jakich mamy w Polsce miliony, bardzo się podniecają zestawiając ze sobą słowa “kapitał” oraz “żydowski”. Fakty są takie, że rozpatrując słowo “Żyd” w odniesieniu do kraju pochodzenia kapitału, w Polsce nie mamy banków żydowskich, czyli takich w których siedziba mieści się w Izraelu. Generalnie Izrael nie ma zbyt dużej bankowości. Taki Hapoalim group, największy bank Izraela, ma $78 mld kapitału a Industrial and Commercial Bank of China ma owego kapitału $4027 mld. O czym my tu w ogóle mówimy, jaka to skala.

Natomiast w odniesieniu do wyznania właścicieli danego kapitału, to obawiam się, że w większości normalnych krajów większość osób jest ateistami lub agnostykami. W zarządach normalnych ponadnarodowych korporacjach mają totalnie wywalone na to jakiegoś ktoś jest pochodzenia. A to z tego prostego powodu, że gdyby opierać się na wyznaniu/pochodzeniu a nie kwalifikacjach, to firma stała by się klubem towarzyskim a nie biznesem. Opieranie się na takim nepotyzmie prowadzi do niskich kompetencji i do braku przewagi na rynku, czyli spadku udziału w rynku.

Zarzucanie komuś, że jest “żydowskim bankierem” bo miał jakiegoś przodka żyda jest tak samo absurdalne, jak zarzucanie Merkel że jest polską agentką, bo miała dziadka Polaka. W Niemczech nie ma ludzi na tyle zaburzonych, by rzucać takie oskarżenia, a po aferze “dziadka z Wermahtu” jestem przekonany, że u nas jest odwrotnie.

Oczywiście żadnego oszołoma do niczego nie przekonam, skoro cała rodzina tkwi w tych przekonaniach od pokoleń, ale jak jest naprawdę z pochodzeniem kapitału można się przekonać na tej grafice (choć już trochę nieaktualnej):

Socjalistyczny rząd PISs nie ma niestety wielkiego pola manewru z ustawą frankową, czyli z systemowym rozwiązaniem problemu. Lobby banksterskie ma ogromne wpływy, wliczając w to również media, a nawet dyplomację. Jestem przekonany, że w gabinetach padają konkretne argumenty o tym co wam zrobimy, jak to będziecie forsować w Sejmie, albo czego wam nie zrobimy, jeżeli odpuścicie. I to są argumenty z pewnością niezwykle przekonujące. Choć w moim odczuciu podejście banksterów jest głupie. Lepiej byłoby to załatwić poprzez jakiś kompromis, rzucić jakiś miliard złoty na pożarcie, niż ryzykować dużo większymi stratami w sądach, tym bardziej, że zapadł taki wyrok TSUE.

Dlatego właśnie stoję po stronie frankowiczów. Skoro dało się wypłacać dywidendy zebrane z oskubanych Polaków, to teraz trzeba będzie poprowadzić proces odwrotny, zrzucić się na dokapitalizowanie banków albo ich wartość spadnie poniżej 0. Jak to mówią, karma wraca. I śmiać mi się chce z tych argumentów, że frankowicze wiedzieli, czym ryzykują. Pamiętam te czasy i narrację o “stabilności franka”. I na pewno nie wiedzieli o tym, czym jest spread i że prezes banku będzie decydował o oprocentowaniu kredytu, jeżeli akurat rynkowe stawki spadną za bardzo. Zazdroszczenie frankowiczom ewentualnych wygranych w sądach jest czymś takim, jak zazdroszczenie dzieciom zmarłego na atak serca, którym PZU odmówił wypłaty polisy na życie powołując się na “brak załamka Q”, co wymagało wielu lat sądowych walk.

A tymczasem brak starań banków nad wprowadzaniem kredytów o stałym oprocentowaniu jest tworzeniem kolejnego granatu, który za jakiś czas może im znowu wybuchnąć w twarz. Nic się nie uczą z obecnej sytuacji, że gdy ktoś nie płaci kredytu to ma problem, ale jeżeli kredyt przestaje spłacać milion osób, to kłopot ma i bank, i politycy. Sytuacja jest podobna jak w demokracji liczą się słupki poparcia przed kolejnymi wyborami i słupki zysków w danym kwartale. Angole ładnie to ujęli w metaforze: “to kick a can down the road”. Co będzie za rok czy dziesięć lat, niech się inni martwią.

Share This Post

Utylizacja

Świnie są inteligentnymi zwierzętami. Z pewnością są przekonane, że bycie zwierzętami hodowanymi przez ludzi to najlepsze, co mogło im się zdarzyć. Jest dach nad łbem, codziennie solidna porcja darmowej żywności, w razie problemu przyjeżdża weterynarz. Świńska społeczność ignoruje zwolenników teorii spiskowej, że pewnego dnia sielanka się skończy i ludzie okażą się bezwzględnymi mordercami, jako absurdalną i niemożliwą.

Podobnie jest z ZUS. Wyznaję pogląd, że jest to Zakład Utylizacji Staruszków, a wcześniej organizacja do odcedzania młodych ludzi z połowy dochodu. Większość ludzi mi nie wierzy i nawet jest zadowolona z “gwarancji” skromnej, ale pewnej emeryturki “od państwa”. Podobnie z NFZ, który “za darmo” leczy ludzi, tak że nie nie umierają w krzakach przed szpitalem, bo ich nie stać, jak w USA. Tylko, że nie, bo właśnie u nas umierają w krzakach przed szpitalem, a w tym strasznym amerykańskim kapitalizmie nie.

Czasem prawdy nie da się utrzymywać w nieskończoność w tajemnicy. Tu można sobie poczytać, że instytucje państwowe cynicznie starają się, aby staruszkowie jak najszybciej umarli, bo ich egzystencja pochłania cenne zasoby finansowe.

To potwierdza moje przekonanie, że socjalizm zawsze kończy się głodem, emigracją, zrujnowanym życiem i trupami na ulicach.

Share This Post

Podrygi Argentyny

Argentyna zachowuje się tak jak można oczekiwać po tym kraju – przechodzi przez konwulsje kolejnego załamania gospodarczego. W ostatnich dniach wyceny spółek spadły na giełdzie o połowę, przy czym wartość lokalnych dudków spadła również o połowę. Wyrażając się bardziej ściśle, lokalny indeks giełdowy Merval spadł z 1760$ (szczyt w styczniu 2018) do 500$ (dziś). Przecena o 72%.

Turyści mogą się cieszyć spadkami cen hoteli i restauracji, w przeliczeniu na EUR czy USD, tylko że nie. Jak wiele osób wie z pobytu w Turcji, osłabienie waluty jest natychmiast  kompensowane wzrostami cen. Jeżeli obiad kosztował w knajpie rok temu 500 dudków, czyli 70 zł, to dziś kosztuje 1000 dudków, czyli 70 zł. Nie ma wygranych, są tylko przegrani. Jeżeli ktoś z Argentyńczyków był na tyle głupi, żeby trzymać kapitał w dudkach, to może sobie kupić połowę tego, co rok temu. A za rok będzie to ćwierć. Za kolejnych parę lat 1/10000 i będzie kolejna wymiana pieniędzy. Tymczasem większość wynagrodzeń nie nadąża za dewaluacją waluty, ludzi stać na coraz mniej.

Zresztą widać to i u nas, choć proces jest znacznie powolniejszy. Uncjowy krugerrand kosztował 10 lat temu 2800 złotych, a dziś kosztuje 6000 złotych. A teraz zagadka matematyczna. Gdyby umieścić 2800 złotych na lokacie w banku na 10 lat, to jakie oprocentowanie musielibyśmy dostać, aby po tych 10 latach wyjąć z banku 6000 złotych? Odpowiedź: z uwzględnieniem podatku Belki, z roczną kapitalizacją odsetek, bank musiałby nam płacić 10% rocznie.

I jeszcze jedna zagadka, również matematyczna: kiedy krugerrand będzie kosztował 10 000 złotych? Odpowiedź: posługując się tym samym wyliczeniem, 10% rocznie, z uwzględnieniem podatku Belki, z roczną kapitalizacją odsetek, za 72 miesiące, czyli w połowie 2025 roku.

Można sobie zadać pytanie o powód kolejnego kryzysu argentyńskiego. Sprawa jest oczywista i nie trzeba pisać doktoratu o fundamentalnych wadach koncepcji ekonomicznych prezentowanych przez peronistów. Po prostu Argentyńczycy są kretynami, którzy nie dysponują odpowiednim kapitałem intelektualnym, aby być w stanie wybrać polityków, którzy wyciągną ich z głębokiego gówna, w którym tkwią od dekad. To by wymagało ciężkiej pracy od całego społeczeństwa, a tam nikt nie chce ciężko pracować. Ba, nikt nawet nie chce słyszeć, że trzeba ciężko pracować. Ci co chcą, już dawno mieszkają i mają swój biznes w Ameryce albo Urugwaju. Każdy kto został liczy, że coś dostanie za darmo, na kosz państwa, czyli innych obywateli. Tak więc wybierają sobie takich polityków, którzy im obiecają co tylko się da i finansują to pożyczkami wyżebranymi gdzie tylko się da, a także dodrukiem waluty.

I teraz niech każdy sobie pomyśli, czy są jakieś podobieństwa pomiędzy Argentyną i Polską. Farmazony o wielkiej Argentyny/Polski bez żadnego pokrycia w realnym potencjale kraju? Wstawanie z kolan? Kolejne farmazony o rzekomej “trzeciej drodze” pomiędzy socjalizmem i wolnym rynkiem? Gnojenie prywatnych przedsiębiorców? Pielęgnowanie państwowych przedsiębiorstw i robienie z nich obfitego koryta dla polityków? Eksportowanie głównie prostych produktów rolnych? Emigrowanie pracowitych ludzi z kraju? Zadłużanie kraju? Rozdawnictwo? Uprzywilejowanie grupy społeczne?

Kraje takie jak Argentyna byłyby idealnymi laboratoriami, do których można by wysyłać młodzież, aby zobaczyłą jak owocuje socjalizm. Tylko, że nie. Podstawowe prawo epistemologii mówi, że nikt nigdy niczego się nie uczy. W szczególności dotyczy to społeczeństw. Przecież widząc przykład Argentyny tzw. “społeczność międzynarodowa” powinna sparafrazować slogan Fidela Castro “Socialismo o muerte! ” i zakrzyknąć “El socialismo es muerte!“. Ale tak się nie dzieje. Jaki procent Polaków uważa, że powinniśmy mieć zbilansowany budżet państwa? Mniej czy więcej niż 1%? A ile uważa, że powinniśmy stopniowo spłacić długi państwa i nie wchodzić w nowe? Według mnie tylko ekstremiści tak uważają. A cała reszta od zawsze głosuje tak, aby zrobić z naszego kraju Argentynę.

Share This Post

Taki trochę Waimar

Ostatnio handel złotem inwestycyjnym przypomina nieco sprzedawanie żywności za czasów Republiki Weimarskiej. Ceny w ciągu dnia zmieniają się tak szybko, że nie wiadomo, jaką cenę ustalać za oferowane produkty i czy na koniec dnia sprzeda się za mniej, niż trzeba wydać na odkupienie towaru.

W przypadku większości dilerów działalność od strony technicznej polega na zbieraniu pakietu zamówień i przesyłaniu zbiorczego zamówienia u producenta.  W większości wypadków obowiązują minimalne kwoty zamówienia, na przykład 10 000 eur oraz pewne godziny przyjmowania zamówień. W sytuacji jaką mamy na rynku, dilerzy nie nadążają ze składaniem zamówień – zanim uzbiera się im paczka zamówień od klientów, cena rośnie ponad marżę. Większość dobrych dilerów stosuje marżę 1-2%, wobec czego wzrost cen o więcej niż te 1-2% powoduje, że ich marża staje się ujemna…

Podobnie przy sprzedaży gotówkowej. Okazuje się, że zanim klient wyjdzie ze sklepu odkupienie złota może kosztować więcej niż zapłacił klient.

Co gorsza prawie wszyscy dilerzy na całym świecie robią taki większy lub mniejszy zakład spekulacyjny. Wyprzedają zapasy magazynowe, licząc na spadek cen i odkupienie się w dołku. Wobec tego półki są puste, klienci mają problem z dokonaniem zakupów.

Naszą polską specjalnością są dostawy w odroczonej płatności. Nie ma tego w żadnym znanym mi kraju, ponieważ jest to proceder ścigany przez prawo cywilizowanych krajów. Polska jest jak wiadomo krajem z tektury i żaden prokurator nie ściga takich łże-dilerów z art 171 Prawa Bankowego, bo go nie rozumie.

W każdym razie przypomnę, że w takim schemacie klient kupuje złoto, płaci od razu, a dostawa jest po 2 czy 3 miesiącach. Albo nigdy. Setki razy ostrzegałem przed tym procederem publiczność, ale niestety każdego dnia rodzą się nowi głupi ludzie. 

W czasach, gdy złoto było w trendzie bocznym wszystko mogło być OK. Taki model biznesowy niekoniecznie musiał być oszustwem. Dało się na tym zarobić. Ale dziś, gdy mamy takie dynamiczne wzrosty dochodzi do sytuacji, gdy diler musi kupić i dostarczyć każdą uncję złota o 500 czy 600 złotych więcej niż wziął od klienta. To mogą być straty, które wywrócą nawet dużego gracza. I znowu w gazeta będą pisać o nowym Amber Gold, o tym, że złoto = oszustwo, i że trzeba było kupić obligacje skarbowe.

Czekam na podziękowania od klientów, którzy w oparciu o moje wskazówki zabezpieczyli kapitał w złocie, a może nawet osiągnęli jakieś zyski, ale jakoś nie mogę się doczekać.

Share This Post

Sytuacja na rynku złota

Ostatnimi dniami cena złota bardzo mocno wyskoczyła. Zaskoczyła mnie, a także wiele innych osób na rynku swoją dynamiką.

Z rozmów przeprowadzanych z kolegami z Polski i Niemiec wynika, że w branży jest bardzo duży ruch. Jest sporo kupujących, ale znacząco przeważają sprzedający, którzy korzystają z okazji aby się skeszować. To ciekawe, przeważa podaż, a cena rośnie. Wyraźna poszlaka na ruch cen napędzany przez transakcje giełdowe.

Moim zdaniem wzrost wynika wyłącznie z manipulacji rynkiem przez dużych graczy i pewnego grona posiadaczy krótkich pozycji, którym brokerzy zamknęli pozycje w ramach short squeeze. Pół roku temu mieliśmy gwałtowny dołek i 2 letnie minimum, a teraz mamy ceny 2 letnie maksimum. Dlatego bardzo cieszą mnie klienci, którzy wykorzystują okazję do skeszowania. Ich zarobek jest na koszt spekulantów liczących, że dorobią się na czyjejś krzywdzie. Czy może być coś przyjemniejszego?

O spekulacyjnej naturze tego wzrostu świadczy też zachowanie srebra. Przy wystrzale złota srebro rosło bardzo słabo. Kolejna poszlaka jest taka, że umacniała się złotówka. Gdyby ten ruch w górę miał być spowodowany jakimś zbliżającym się krachem, to następowałaby też ucieczka z rynków wschodzących, więc również od złotówki.

A skoro wzrost jest spekulacyjny, to jest nietrwały i zakończy się spadkiem.

Bardzo ciekawy jest wykres długookresowy złota.

Wygląda na to, że złoto trafiło na opór, testowany już wiele razy. Powinno się od niego odbić i ruszyć w kierunku wsparcia. Jeżeli tak się stanie i odbije się również od wsparcia to jesteśmy w jakiejś ogromnej, wieloletniej konsolidacji. Zakończy się ona gdzieś za 2 lata gigantycznym wystrzałem w kierunku $2000.

Share This Post

Jak niemiecki fiskus złapał Ebaya za jaja

W Niemczech wchodzi za kilka miesięcy coroczna nowelizacja ustawy o VAT. Jest w niej nowy, ciekawy zapis. Otóż Ebay będzie odpowiedzialny za nieściągnięty VATu od sprzedawców wystawiajacych się na ebay.de. Innymi słowy, jeżeli urząd skarbowy stwierdzi, że sprzedawca nie odprowadził tego podatku, to zapłacić będzie musiał Ebay.

To mniej więcej tak, jakby wynająć komuś pomieszczenie na sklep lub siedzibę spółki i po pewnym czasie odebrać korespondencję od Urzędu Skarbowego, że wynajmujący nie zapłacił podatku, wobec czego należy go zapłacić w jego imieniu jako właściciel miejsca, gdzie doszło do zarzucanego nieodprowadzenia podatku. Absurd? W przypadku prawa nie istnieje argumentacja “to prawo nie powinno obowiązywać, ponieważ jest absurdalne”.

Przypomnieć wypada, że również w Niemczech istnieje kwota wolna od podatku VAT. Jeżeli przedsiębiorca sprzedaje za mniej niż 17500 EUR rocznie, to nie musi się rejestrować do VAT i płacić tego podatku. Niestety, Ebay poczuł żelazny chwyt za jaja i jest w stanie paniki, jak koń na rodeo. Dlatego żąda zaświadczenia o zarejestrowaniu do niemieckiego VAT od każdego sprzedawcy na ebay.de, a ci, którzy tego nie zrobią, nie będą mogli sprzedawać na tej platformie. Po prostu stara się zminimalizować ryzyko, że beknie za swoich użytkowników. Wchodząc jeszcze dalej w niuanse tego serwisu, Ebay zmuszał niskimi limitami do zamiany rodzaju konta z prywatnego na firmowy, i jest to krok jednokierunkowy, nie można później wrócić do bycia sprzedawcą prywatnym. Można sobie otworzyć nowe konto, bez ocen, z limitem 10 przedmiotów/500 euro.

Tak właśnie aparat państwowy szuka kasy. Idzie zawsze tam, gdzie jest duża kasa, gdzie opór społeczny jest najmniejszy i gdzie koszty ściągnięcia pieniędzy są małe.

I tu dochodzimy do szeregu ciekawych zagadnień. Czy działania niemieckiego fiskusa są legalne? Oczywiście. Logiczne jest, że prawodawca (lobby urzędnicze) zwykle nie łamie prawa, on je tworzy. Warto przypomnieć, że wszystkie osoby osadzone w niemieckich obozach zagłady były tam na podstawie całkowicie legalnych wyroków. Ich uwolnienie przez żołnierzy było oczywiście nielegalne.

Jak wygląda warstwa moralna takiego zapisu prawnego? To pewnie zależy od oceniającego. Dla lewaków (80% społeczeństwa) jest to pewnie nie tylko w porządku, ale nawet bardzo sprawiedliwe. Przecież to, że ktoś nie płaci podatku oznacza, że nie ma w budżecie państwa pieniędzy na głodne dzieci i chorych staruszków.

Moim zdaniem, USA popełniła duży błąd, że udostępniła technologię Internetu za granicę. Europa, Rosja i Chiny powinny być otoczone kordonem informatycznym i dalej orać pola wołami. W USA nie byłoby problemu z zagranicznymi hakerami i manipulowaniem wyborami. Nie byłoby problemu z wyrokami sądów i regulacji europejskich wobec amerykańskich firm. We Francji nie byłoby problemu z zanieczyszczaniem ich pięknego języka anglicyzmami, z paskudnym fejsbukiem zbierającym dane o mieszkańcach tego pięknego kraju, i żaden ebay by nie zarabiał na sprzedaży. Zresztą Francja nigdy nie potrzebowała Internetu, miała swój Minitel. Najwyższy czas, by Unia Europejska do niego wróciła.

Share This Post

Libra, czyli bitcoin killer

Krystalizują się plany stworzenia facebookowej waluty, nazwanej libra. W przedsięwzięcie udało się zaangażować sporo różnych firm, co świadczy o tym, że libra będzie szeroko zaadaptowana:

Więcej o historii i założeniach technicznych w Wiki.  A jeszcze przystępniej opisuje to FT i obrazuje sytuację na takim oto szkicu:

Od razu rozległ się skowyt polityków. Nie przesadzam z użytym słowem. Jest to skowyt, jakby psu ktoś na ogon nadepnął. Z tego skowytu ma się takie wrażenie, że politycy sobie siedzą i myślą tylko o jednym: żeby bron boże nic się nie stało konsumentowi. Oczywiście, nie martwią się w ogóle co się stanie bansterom i politykom. Ich jedyne zmartwienie to biedni konsumenci. Ci konsumenci są tacy jak dzieci we mgle. Nie wiedzą co dla nich dobre (regulacje, politycy), a co śmiertelnie niebezpieczne (wolność, libra). Nie potrafią dokonać wyboru, dlatego każdy aspekt ich życia, szczególnie dotyczący finansów, trzeba skrupulatnie regulować. I na skutek tej niewiedzy i braku regulacji konsumenci mogą zostać strasznie skrzywdzeni przez librę. Przez banksterów i polityków generujących inflację / deficyty budżetowe na pewno nie. Ale przez librę tak. Boże, dziękujmy za polityków z Francji! I za szkolących się u nich polityków z partii Demokratycznej ze stanów NY i CA!

Równie dużo hejtu leje się na fejsbukowych forach dla fanbojów krytpowalut. Lecą naprawdę ostre przekleństwa pod adresem libry i samego Zuckenberga. Ci ludzie są zapakowani po uszy w bitcoina, liczyli na ‘bitcoina po milion (tu wstaw nazwę dowolnej lokalnej waluty)’ a tu grunt im się usuwa spod nóg.

Na szczęście Facebook i pozostałe spółki mają dużo pieniędzy. Czyli dużo władzy. I jakoś sobie poradzą. Postęp i zmiany są nie do zatrzymania. Jasne, są banki i inne instytucje, które będą się stawiać i walczyć. Ale sytuacja jest prosta: albo ktoś się przyłączy i będzie się rozwijał w nowym środowisku, albo się nie przyłączy i jego biznes będzie malał lub zniknie. I dlatego ja już wkrótce zacznę akceptować librę przy zakupach złota.

Sytuacja z librą jest właśnie tym powodem, dla którego jestem przeciwnikiem kryptowalut jako medium długotrwałego przechowywania kapitału. Do zakupu porno albo spekulacji w piwnicy są OK, ale nie mogą się one równać ze złotem. Złoto jest jedynym pierwiastkiem o takich właściwościach, nic nie przewodzi ciepła i prądu lepiej niż złoto. Nic nie nadaje się na biżuterię lepiej niż złoto. Ilość złota możliwego do wydobycia jest ograniczona. Nie da się zrobić hardforka złota, w miejsce 1 uncji złota nie pojawi się 1 uncja złota cash i 1 uncja złota core.

Bitcoin jest po prostu pierwszą implementacją technologii blockchain. Jego siła polega na tym, że był pierwszy. Całkowicie uzasadnione jest porównanie bitcoina do VHS. Owszem, przez wiele lat Beta i Super8 nie mogły stać się standardem, bo pozycję dominującą miał VHS. A potem przyszła przełomowa technologia CD/DVD i było pozamiatane.

W USA mówi się, że trzeba być ahead of the wave, czyli na przedzie zmian. Kto kupił bitcoina za $10-$100 ten zarobił. Kto inwestował w produkcję taśmy magnetycznej i kineskopów wkrótce po wojnie, ten przez dekady zbierał piękne żniwa. A kto dziś kupuje bitcoina jest jak osoba z 1988 inwestująca w produkcję magnetowidów i faxów.

Share This Post

Naganiacze na nieruchy

Rok 2005 wraca w wielkim stylu! Pamiętacie te czasy, gdy w USA naganiano na inwestowanie w nieruchomości? Po co pracować, skoro można kupić dom za $100k i sprzedać później za $200k? Przecież ceny nieruchomości nigdy nie spadają, prawda?

W Stanach sprawa jest o tyle prosta, że w razie czego można odesłać klucze do banku i sprawa zamknięta. Albo zrobić short sale – bank zgadza się sprzedać dom za sumę mniejszą niż kwota kredytu i stratę bierze na klatę. Proponuję zaproponować takie rozwiązania działowi windykacji w polskim banku.

Jak więc postawić na szali całe swoje życie, zaryzykować całym dorobkiem życia pod sam koniec cyklu koniunkturalnego, czyli mówiąc inaczej najpewniej przegrać wszystko? Bardzo łatwo. Trzeba chodzić na seminaria naganiaczy takich jak ’26 letni milioner’ Paweł Albrecht:

Już tłumaczę na czym polega katastrofalny błąd w założeniach. Proszę spojrzeć na zestawienie z 14:40, które Albrecht nazywa ‘magią kredytów’ a ja ‘pułapką dźwigni finansowej’:

Kredyt jest zawierany na 15-30 lat. W sytuacji, gdy w tym czasie dojdzie do kryzysu gospodarczego, to na rynkach wschodzących dojdzie do wzrostu stóp procentowych. Takich sytuacji w ostatnich latach było mnóstwo, na przykład w Turcji czy na Ukrainie. W takim przypadku oprocentowanie kredytu rośnie z owych 5% z przykładu do wartości dużo większych. I wraz z oprocentowaniem rośnie miesięczna rata kredytu, być może nawet więcej niż czynsz, jaki daje nieruchomość.

Kolejną cechą krachu jest to, że spadają ceny nieruchomości. I kredytobiorca znajduje się w pułapce – musi płacić więcej niż otrzymuje z czynszu i nie może się pozbyć nieruchomości bo musiałby pokryć bankowi różnicę pomiędzy pozostającym saldem kredytu a ceną sprzedaży. A w Polsce zbankrutować się nie da…

Jest w powyższym przykładzie jeszcze jedna manipulacja, te 10% po lewej stronie. Nie ma obecnie na rynku nieruchomości, które dają takie zwroty. Jeżeli znajdzie się coś, co pokrywa choćby koszty kredytu, miesiące bez najemców i inne straty, to jest dobrze. W takim wypadku zysk może polegać na tym, że po wielu latach spłacenia kredytu i użerania się z najemcami mamy spłacone mieszkanie.

Skończy się jak zwykle. Ludzie będą odcedzeni przez cwaniaków na grube miliony i już niedługo zobaczymy ich na ulicach proszących o pomoc prezydenta, premiera i wszystkich świętych.

Share This Post

Staty

W codziennym życiu nie operuje się statystykami. Dla większości ludzi ekonomia jest prosta – jeżeli nie ma bezrobocia i zarabia się lepiej niż w przeszłości, to jest OK. Ale staty są niestety nieubłagane. Na przykład taki wykres:

Disklejmer: jasne, znam wszystkie wady i zafałszowania tego wskaźnika, oraz fakt, że PKB nie przekłada się wprost na jakość i zadowolenie z życia. Ten wykres jest jak czytanie historii Ziemi z osadów i skamieniałości.

Starzy ludzie być może pamiętają świat z lat 80tych. Japończycy wygrali wówczas gospodarczą rywalizację z USA, zalewając świat wszystkim, szczególnie zegarkami, samochodami, statkami, RTV, komputerami, etc. Stąd wziął się taki PR, że Polska ma się stać drugą Japonią. Stąd wiele odniesień w popkulturze z tamtych lat, jak choćby scenariusz filmu “Szklana pułapka”, którego akcja dzieje się w wieżowcu wykupionym przez Japończyków. Trudno tłumaczyć kiepskie wyniki Japonii ostatnimi laty w inny sposób niż starzenie społeczeństwa.

Jak wytłumaczyć przewagę Szwecji nad Niemcami? Może do dziś Niemcy płacą rachunek za głupotę rozpętania obu wojen światowych, koszt odbudowy kraju po wojnie, koszt reparacji, koszt zjednoczenia?

A gdyby się ktoś zastanawiał nad tym, czy Chiny przeskoczą gospodarczo w najbliższym czasie USA, to odpowiedź jest na wykresie. Są szanse, tylko USA muszą dopuścić komuchów w rodzaju Sanders i Ortez do władzy, wywołać II Wojnę Secesyjną albo odpalić kilka bomb atomowych w głównych miastach. Wtedy tak.

Kto potrafi wyjaśnić różnicę między Czechami a Polską? Takie podobne dwa kraje, tak niewiele różnic w światopoglądzie, a jaka różnica w efektach. Jak to się dzieje?

A Polska? Od upadku komuny do wejścia do UE powolny rozwój. Potem gigantyczny kop w górę: otwarcie rynku UE, wyjazd milionów bezrobotnych, których nieudacznicy politycy nie potrafili zorganizować do pracy, transfery walutowe od nich, ogromne projekty infrastrukturalne i ogromne dotacje z UE. Pamiętam, jak prawacy byli sceptyczni przy wstępowaniu do UE, jaki to był skowyt i płacz, coś jak dzisiaj robią brexitowcy. Oba te stronnictwa powinny się rozpędzić i z całej siły walnąć łbem o ścianę. Choć sam nie wiem, czy mózgom wielkości orzeszka laskowego coś się stanie.

I na koniec jeszcze jedna obserwacja. Od końca ostatniego kryzysu Polska, Czechy czy Niemcy są w stagnacji. Na tle Chin czy zwłaszcza USA wygląda to bardzo kiepsko. Gospodarki są cykliczne, wobec tego wcześniej czy później przyjdzie jakiś kryzys, a wraz z nim pogorszenie wskaźników. Brak odpowiedniego wzrostu powoduje, że nie ma z czego spadać. To także przełoży się na ceny aktywów w Polsce, również na jakość życia.

Share This Post