Category Archives: Ekonomia

Rozliczenie z proroctw

Rok temu wrzuciłem wpis z prognozami na 2019. Czas się uczciwie rozliczyć:

Na giełdzie nowojorskiej Dow Jones nie pobije swojego szczytu 23254, rok 2019 będzie rokiem bessy. – Nie trafiłem.

Gospodarka USA zanotuje co najmniej jeden kwartał spadku gospodarczego, być może dwa, co by oznaczało wejście w recesję. – Nie trafiłem.

Bitcoin będzie nadal wyprzedawany, cena w pewnym momencie spadnie do $1k. – Cały czas trwa wyprzedaż BTC, szukamy dołka. Nadal uważam, że dojdzie do $1k.

Indeks cen nieruchomości w USA zacznie spadać. – Trafiłem.

Nastąpi odwrót od rynków wschodzących, przez co złotówka się osłabi. Złoto na koniec 2019 będzie kosztować >6000 PLN. Trafiłem. Krugerrand kosztuje dziś u mnie dokładnie 6000 PLN.

Brytyjczycy wyjdą w Unii w scenariuszu hard exit, będzie mnóstwo perturbacji wynikających z konsekwencji wyjścia z Unii. – Chyba trafiłem, wybory w UK i poważne problemy w tym kraju.

Wybory parlamentarne i europarlamentu wygra PIS. Trafiłem

Zbankrutuje duży diler złota w Polsce. Nie trafiłem, czekam.

Share This Post

Kupno złota: za gotówkę czy przelewem

W świetle niedawnego wpisu o docelowym likwidowaniu anonimowego zakupu złota oraz przy okazji publikacji filmu o poprawnej procedurze otwierania przesyłki ze złotem, postanowiłem opisać argumenty za zakupem za gotówkę i za zakupem płatnym przelewem.

Za gotówkę:

– transakcja z ręki do ręki, bez rujnującego nerwy wyczekiwania na upragniony towar

– brak ryzyka kradzieży / utraty w transporcie

– możliwość sprawdzenia monet przy odbiorze

– zachowanie anonimowości

Przelewem:

– wygodne, gdy mieszka się daleko od biur 79element (Wrocław, Warszawa)

– nie trzeba zamawiać gotówki w banku, chodzić po mieście z gotówką, a potem wracać do domu ze złotem

– przy wyższych kwotach transakcje przelewami są wygodniejsze dla późniejszego wytłumaczenia pochodzenia środków – najpierw z konta schodzi płatność za złoto, po paru/nastu latach przychodzi przelew za sprzedaż złota

Jak uniknąć stresu i problemów?

Przy zakupie przelewem zakupy powinny być jak najmniejsze, na przykład po 1 oz złota. Kupujesz, płacisz, towar przychodzi – kupujesz kolejną uncję. Nie ma stresu, że wysłało się kilkadziesiąt tysięcy złotych. Ponadto użycie kodu SLOMSKI przy zakupie daje zniżkę od kosztów wysyłki.

Nigdy, ale to nigdy, nie należy kupować złota z odroczoną dostawą. Takie ‘tanie złoto z dostawą za 45 dni (roboczych)’ już wiele razy skończyło się zwinięciem interesu i wyparowaniem kasy. Przykład 1 i przykład 2.

Nie warto dla kilku złotych oszczędności kupować kruszców z niewiadomego źródła (OLX, facebook itp). Można odpowiedzieć karnie o paserstwo i stracić złoto, albo kupić falsa i stracić pieniądze. Lepiej kupować w firmie z co najmniej 10 letnim doświadczeniem, takim jak 79element.

 

Share This Post

Prawo do broni

Źli ludzie zawsze znajdą sposób, żeby mieć broń. Jak pokazuje przykład UK, nawet jeżeli zabierze się im broń palną, to wezmą noże. Jak zabierzemy im noże, to wezmą siekiery. Jak zabierzemy siekiery, to wezmą kamienie.

Dlatego właśnie każdy uczciwy, zdrowy psychicznie obywatel powinien nosić przy sobie broń. Dowód sprzed paru dni: Polak z UK musiał uzywać kła narwala do obrony. Dowód z dziś:

Również kara śmierci powinna być wdrożona i stosowana za poważne przestępstwa przeciwko życiu.

Share This Post

Koniec złota

Za kilka dni w Niemczech wchodzą w życie nowe procedury AML, które zmniejszają limit zakupu anonimowego złota z 10 000 EUR do 2 000 EUR. To w praktyce jest ban na zakup złota za gotówkę.

Ostatnia zmiana limitu, z 15 000 EUR do 10 000 EUR, miała miejsce w Niemczech w lecie 2017. Taka sama zmiana limitu miała miejsce w Polsce w lecie 2018. Gdyby to miała być reguła, to zmniejszenie limitu do 2000 EUR mógłby wejść w życie w Polsce z początkiem 2021 roku.

Zmiany te są krajowymi implementacjami dyrektyw unijnych, wobec tego nie rozważamy tu “czy” lecz “kiedy”. Do tego mamy taki a nie inny rząd, które podejmuje wszelkie możliwe działania w kierunku delegalizacji obrotu gotówkowego i uszczelniania systemu podatkowego.

I dodam od razu, że odejście do zakupu złota na rzecz kryptowalut nie jest rozwiązaniem. Dopóki system walutowy funkcjonuje, to głównym środkiem płatniczym jest urzędowa waluta. Wobec tego zawsze pojawia się problem wymiany złota lub kryptowaluty z i na walutę. Posiadanie kryptowaluty nie jest żadną przewagą nad złotem w kontekście wejścia i wyjścia z inwestycji. Tak czy inaczej pojawia się problem jak dokonać wymiany i co dalej zrobić z gotówką. Powolne wymienianie po jednym krugerrandzie w ramach emerytury jest bezpieczne, tak ludzie sprzedawali “świnki” pod Pewexami za komuny. Ale sprzedaż 100 krugerrandów i pojawienie się w banku z 600 000 zł w gotówce skończy się źle. Pojawia się pojęcie gotówki “niewydawalnej”, kiedyś równowartość mieszkania lub samochodu, dziś 2000 EUR.

Z rozmów z klientami wyciągam wniosek, że mamy do czynienia z całym spektrum reakcji na rosnący zamordyzm. Na jednym końcu mamy klientów, którzy nie czują nic niestosownego w tym, że władzuchna wie o nich wszystko. Dla nich nic się nie zmienia. Po drugiej stronie mamy klientów, którzy o złocie inwestycyjnym dowiedzieli się od swoich dziadków, którzy w czasie wojny lub komuny byli w stanie uchronić swój kapitał przed totalitaryzmem. Tacy ludzie wolą kupować za gotówkę, anonimowo. Trzeba postawić sprawę jasno – tacy klienci znikną. Można postawić tezę, że legalnie działające firmy boleśnie odczują utratę tych klientów. Szczególnie te “mennice”, które mają sieć fizycznych sklepów. Z drugiej strony będzie krótki boom. W okresie przejściowym w Polsce pojawią się niemieccy klienci, chcący w parę dni wymienić 100k EUR.

Moje podejście do problemu jest takie, że jako diler złota po prostu nie chce zbierać wrażliwych danych. Nie chcę ryzykować wycieku tych danych. Nie chcę być posądzony o to, że zlecam włamanie, wiedząc, że jakiś klient ma złoto w domu. Nie interesuje mnie darmowa praca inspektora skarbowego. Nie chcę wydawać pieniędzy na wdrażanie procedur AML i UODO – dla laika może się to wydawać banalne, ale koszty wynoszą dziesiątki tysięcy złotych rocznie. Nie mam też zamiaru prowadzić biznesu w szarej strefie, ponieważ formalnie będzie to przestępstwo, a każde przestępstwo wcześniej czy później jest wychwytywane przez organy. Wystarczy jeden zadowolony klient na forum, lub jeden niezadowolony klient, któremu może się wydawać, że dostał porysowaną monetę.

Natura nie znosi próżni i na pewno znajdą się chętni do prowadzenia biznesu w szarej strefie. Dla klientów gotówkowych będzie to oznaczać konieczność dokonywania zakupów ryzykując mieniem i życiem w przysłowiowych “ciemnych bramach”. Będzie się kupować to co akurat jest, a nie to, na co klient ma ochotę. No i ceny będą znacznie wyższe, ponieważ delegalizacja nie powoduje przecież spadku cen, lecz ich wzrost (vide: narkotyki).

Wnioski są nie za wesołe. Mamy za sobą 30 lat względnej wolności, lecz coraz głębiej osuwamy się w totalitaryzm znany z czasów głębokiej komuny.

Share This Post

Notoryczni przekręciarze

Nie wiem czy Państwo zauważyli, ale sporo przekręciarzy jest aktywnych całe życie. Taki Najmrocki albo Plichta – całe życie w jednym i tym samym fachu. Podobnie jest z przekrętami, niektóre funkcjonują latami. Na przykład słynny przekręt nigeryjski jest z nami praktycznie od pojawienia się Internetu w Afryce i nadal działa.

Są też przekręty funkcjonujące od setek lat, takie jak powszechne w średniowieczu wymiany monet przy okazji koronacji nowego króla, a czasem nawet częściej. Nowy władca nakazywał wymianę monet będących w obiegu, trzeba było zdać stare monety o wyższej próbie kruszcu, by w zamian dostać nowe monety o zawartości cennego metalu. Identyczny przekręt odbywa się dziś w Wielkiej Brytanii i Szwecji, gdzie przez krótki czas można wymienić stare banknoty na nowe, ci którzy to przegapili mają duże trudności z wymianą oszczędności lub nawet ich pieniądze są rekwirowane, co jest czystym zyskiem emitenta. Przy okazji można przypiąć sobie order za walkę z praniem brudnych pieniędzy i walkę z unikaniem opodatkowania, bo jak wiadomo posiadacz większej gotówki to na pewno groźny przestępca, uczciwi ludzie mają wyłącznie kredyty.

Przykładem starego przekrętu wracającego w wielkim stylu jest pomysł Gierka jakim był Premiowy Bon Oszczędnościowy PKO. Tak to wyglądało:

I ten pomysł pojawił się dzisiaj!  Dokładnie taki sam, mają to być nieoprocentowane obligacje z puli których będą prowadzone losowania. Nie zdziwię się, jeżeli skopiują nawet tabelę z rewersu. Po co liczyć coś, co już ktoś kiedyś policzył.

Obligacje te mają służyć dokładnie temu samemu celowi, co 48 lat temu. Chodzi o ściągnięcie z rynku tego, co nazywano wtedy “nawisem inflacyjnym”, czyli części z nadrukowanej góry złotówek, których wydanie przez obywateli groziło wzrostem inflacji i wzrostem cen walut.

Wtedy przekręt skończył się w taki sposób, że w pewnym momencie zaczęła się gwałtownie rozpędzać inflacja. W roku 1971 za taki bon można było kupić 142 litry benzyny, a w 1991, gdy bony te były wymieniane na gotówkę, 0,25 litra, czyli inwestor został odcedzony z 99,8% pieniędzy. I jestem się w stanie założyć, że za 20 lat sytuacja się powtórzy, nie zostanie nic z siły nabywczej tak zainwestowanych środków, a zwycięzców loterii będzie garstka.

Straszne jest to, że Damian Słomski, zawodowy dziennikarz ekonomiczny, kompromituje się brakiem wiedzy, pisząc “Takiego rozwiązania w naszym kraju jeszcze nie było” Właśnie stąd biorą się ofiary przekrętów – z braku wiedzy. 99% Polaków nie wie o istnieniu tych bonów, bo albo wtedy ich na świecie nie było, albo mózgi im zeżarła skleroza i nie rozumieją, że cały ten cudowny sukces Gierka był sfinansowany miedzy innymi pieniędzmi, na które ich przekręcono.

Co będzie dalej? Może rekwirowanie walut na rachunkach bankowych Polaków i wydawanie im zamiast tego bonów Pekao, z którymi będą mogli iść po wódkę do Peweksu?

Share This Post

Efekt Hunta

Od 50 lat mamy eksperyment, którego nigdy wcześniej nie było w historii ludzkości – walutą światową jest papier. Wcześniej, od tysięcy lat, pieniądzem światowym było złoto, formowane w monety przez kolejne imperia.

Ten eksperyment doprowadził do ciekawego zjawiska, które zdaje się umknęło akademickiemu opisowi.  Mam tu na myśli coś, co nazywam efektem Hunta, od nazwiska braci Hunt, sprawców wielkiej spekulacji na rynku srebra.

W reżimie waluty papierowej mamy do sytuacji, w których waluty są generowane w wielkich ilościach. Prowadzi to do następujących konsekwencji:

1. Możliwe jest gigantyczne zadłużenie wielu państw, co będzie prowadzić do spektakularnych bankructw. W przypadku reżimu złota taka sytuacja nie mogła by mieć miejsca z racji zbyt małej ilości złota na planecie. Do bankructwa doszłoby znacznie wcześniej, co byłoby mniej bolesne. No i niemożliwy byłby żaden bailout, żadna międzynarodowa instytucja nie oddałaby prawdziwego złotego pieniądza dla ratowania jakiś Greków.

2. Dochodzi do niezwykle łatwej bańki na wszystkim. To tzw. bubble everything. Waluta generowana w dużej ilości szuka spekulacyjnego ujścia i podnosi równocześnie cenę wielu różnych aktywów. Oczywiście bańki spekulacyjne zdarzają się od zawsze, jednak obecnie mamy do czynienia na wielu różnych rynkach jednocześnie, przez długi okres czasu i niekiedy na ogromną skalę.

3. Nawet w trakcie bańki na wszystkim są wybrane rynki, które mogą być zalane walutą. Przykładem mogą być kryptowaluty, które zdrożały w sposób astronomiczny. Drożeją aktywa, które mają w nazwie lub biznesplanie słowo ‘crypto’, co jest charakterystyczne dla euforii bańki spekulacyjnej. Wzrosty na niektórych rynkach prowadzą nie tylko do wzrostu cen, ale również do niedostępności towaru. Obserwuję to ostatnio na rynku kruszców.

Żadne z tych efektów nie są korzystne dla ludności. Zadłużanie państw jest niezwykle groźne i prowadzi do katastrofy gospodarczej. Pojawiające się bańki wzbogacają niewielką część społeczeństwa, konsekwencje ponosi większość. Przykładem może być bańka na nieruchomościach w wielu miejscach świata – drożyzna powoduje wysokie koszty spłaty kredytu i wysokie koszty najmu.

Share This Post

Wyrok TSUE

Banki w Polsce słyną z tego, że ich relacje z klientami są “asymetryczne”. To znaczy, że wykorzystują swoją przewagę nad klientem, narzucając mu niekorzystne warunki umowy lub też przerzucając wszystkie ryzyka na klientów. Widać to na przykład porównując ofertę kredytów hipotecznych w USA, gdzie oprocentowanie kredytów jest stałe i klient ma prawo w każdej chwili odesłać klucze i zrezygnować z dalszych spłat rat kredytu. W Polsce jest dokładnie odwrotnie, a do niedawna dług wobec banku nie tylko nigdy nie ulegał przedawnieniu (trik z wznawianiem postępowania egzekucyjnego), a nawet był dziedziczony (trik z niezrzeczeniem się spadku). Ba, przy Bankowym Tytule Egzekucyjnym banki nie musiały nawet udowadniać, że ktoś zawarł umowę i pożyczył pieniądze. Wystarczył “wyciąg z ksiąg banku” czyli pismo, w którym bank mówi, że tak było. Stawiało to Polskę w czołówce krajów bananowych czy wręcz niewolniczych. Jestem zwolennikiem dotrzymywania zobowiązań, ale skazywanie obywateli na dożywotnią pracę na czarno czy emigrację, a także robienie z dzieci dłużników jest zwyczajnie głupie.

Rozbestwione swoją pozycją banki przeginały coraz mocniej, czego apogeum sięgnęło końcówki ostatniej prosperity. Jakiś cwaniak wymyślił wówczas, że można udzielać ludziom kredyty korzystając z nieskooprocentowanych kapitałów nominowanych w CHF. Koncepcja była taka, żeby zarabiać nie tylko na samych kredytach, ale również na absurdalnych spreadach. I na oprocentowaniu nie rynkowym, ale ustalanym przez prezesa banku.

Stoję na stanowisku, że biznes należy prowadzić uczciwie. Kieruję się tym nawet podczas ostatnich wzrostów cen kruszców, ostrzegając klientów, że można się spodziewać korekty i spadku cen. Naganiałem na zakupy wtedy, gdy cena była o 20% niższa, teraz apeluję o rozwagę. Kieruje mną przekonanie, że w długim terminie opłaci się to znacznie bardziej.

Tymczasem w bankach w czasach franka przekonanie było zupełnie inaczej. Cynicznie naganiano na kredyty opowiadając jakieś farmazony o stabilności CHF, gdy to przecież nie o stabilność franka wobec innych walut chodzi, tylko o stabilność złotówki wobec CHF. A stabilność PLN była i nadal jest bardzo wątpliwa. I teraz cały ten złodziejski schemat okazał się być granatem, który po wyroku TSUE wybuchł oszustom prosto w twarz. Parafrazując PISs, wystarczyło tylko nie okradać klientów i traktować ich jak ludzi.

Chorobliwi antysemici, jakich mamy w Polsce miliony, bardzo się podniecają zestawiając ze sobą słowa “kapitał” oraz “żydowski”. Fakty są takie, że rozpatrując słowo “Żyd” w odniesieniu do kraju pochodzenia kapitału, w Polsce nie mamy banków żydowskich, czyli takich w których siedziba mieści się w Izraelu. Generalnie Izrael nie ma zbyt dużej bankowości. Taki Hapoalim group, największy bank Izraela, ma $78 mld kapitału a Industrial and Commercial Bank of China ma owego kapitału $4027 mld. O czym my tu w ogóle mówimy, jaka to skala.

Natomiast w odniesieniu do wyznania właścicieli danego kapitału, to obawiam się, że w większości normalnych krajów większość osób jest ateistami lub agnostykami. W zarządach normalnych ponadnarodowych korporacjach mają totalnie wywalone na to jakiegoś ktoś jest pochodzenia. A to z tego prostego powodu, że gdyby opierać się na wyznaniu/pochodzeniu a nie kwalifikacjach, to firma stała by się klubem towarzyskim a nie biznesem. Opieranie się na takim nepotyzmie prowadzi do niskich kompetencji i do braku przewagi na rynku, czyli spadku udziału w rynku.

Zarzucanie komuś, że jest “żydowskim bankierem” bo miał jakiegoś przodka żyda jest tak samo absurdalne, jak zarzucanie Merkel że jest polską agentką, bo miała dziadka Polaka. W Niemczech nie ma ludzi na tyle zaburzonych, by rzucać takie oskarżenia, a po aferze “dziadka z Wermahtu” jestem przekonany, że u nas jest odwrotnie.

Oczywiście żadnego oszołoma do niczego nie przekonam, skoro cała rodzina tkwi w tych przekonaniach od pokoleń, ale jak jest naprawdę z pochodzeniem kapitału można się przekonać na tej grafice (choć już trochę nieaktualnej):

Socjalistyczny rząd PISs nie ma niestety wielkiego pola manewru z ustawą frankową, czyli z systemowym rozwiązaniem problemu. Lobby banksterskie ma ogromne wpływy, wliczając w to również media, a nawet dyplomację. Jestem przekonany, że w gabinetach padają konkretne argumenty o tym co wam zrobimy, jak to będziecie forsować w Sejmie, albo czego wam nie zrobimy, jeżeli odpuścicie. I to są argumenty z pewnością niezwykle przekonujące. Choć w moim odczuciu podejście banksterów jest głupie. Lepiej byłoby to załatwić poprzez jakiś kompromis, rzucić jakiś miliard złoty na pożarcie, niż ryzykować dużo większymi stratami w sądach, tym bardziej, że zapadł taki wyrok TSUE.

Dlatego właśnie stoję po stronie frankowiczów. Skoro dało się wypłacać dywidendy zebrane z oskubanych Polaków, to teraz trzeba będzie poprowadzić proces odwrotny, zrzucić się na dokapitalizowanie banków albo ich wartość spadnie poniżej 0. Jak to mówią, karma wraca. I śmiać mi się chce z tych argumentów, że frankowicze wiedzieli, czym ryzykują. Pamiętam te czasy i narrację o “stabilności franka”. I na pewno nie wiedzieli o tym, czym jest spread i że prezes banku będzie decydował o oprocentowaniu kredytu, jeżeli akurat rynkowe stawki spadną za bardzo. Zazdroszczenie frankowiczom ewentualnych wygranych w sądach jest czymś takim, jak zazdroszczenie dzieciom zmarłego na atak serca, którym PZU odmówił wypłaty polisy na życie powołując się na “brak załamka Q”, co wymagało wielu lat sądowych walk.

A tymczasem brak starań banków nad wprowadzaniem kredytów o stałym oprocentowaniu jest tworzeniem kolejnego granatu, który za jakiś czas może im znowu wybuchnąć w twarz. Nic się nie uczą z obecnej sytuacji, że gdy ktoś nie płaci kredytu to ma problem, ale jeżeli kredyt przestaje spłacać milion osób, to kłopot ma i bank, i politycy. Sytuacja jest podobna jak w demokracji liczą się słupki poparcia przed kolejnymi wyborami i słupki zysków w danym kwartale. Angole ładnie to ujęli w metaforze: “to kick a can down the road”. Co będzie za rok czy dziesięć lat, niech się inni martwią.

Share This Post

Utylizacja

Świnie są inteligentnymi zwierzętami. Z pewnością są przekonane, że bycie zwierzętami hodowanymi przez ludzi to najlepsze, co mogło im się zdarzyć. Jest dach nad łbem, codziennie solidna porcja darmowej żywności, w razie problemu przyjeżdża weterynarz. Świńska społeczność ignoruje zwolenników teorii spiskowej, że pewnego dnia sielanka się skończy i ludzie okażą się bezwzględnymi mordercami, jako absurdalną i niemożliwą.

Podobnie jest z ZUS. Wyznaję pogląd, że jest to Zakład Utylizacji Staruszków, a wcześniej organizacja do odcedzania młodych ludzi z połowy dochodu. Większość ludzi mi nie wierzy i nawet jest zadowolona z “gwarancji” skromnej, ale pewnej emeryturki “od państwa”. Podobnie z NFZ, który “za darmo” leczy ludzi, tak że nie nie umierają w krzakach przed szpitalem, bo ich nie stać, jak w USA. Tylko, że nie, bo właśnie u nas umierają w krzakach przed szpitalem, a w tym strasznym amerykańskim kapitalizmie nie.

Czasem prawdy nie da się utrzymywać w nieskończoność w tajemnicy. Tu można sobie poczytać, że instytucje państwowe cynicznie starają się, aby staruszkowie jak najszybciej umarli, bo ich egzystencja pochłania cenne zasoby finansowe.

To potwierdza moje przekonanie, że socjalizm zawsze kończy się głodem, emigracją, zrujnowanym życiem i trupami na ulicach.

Share This Post

Podrygi Argentyny

Argentyna zachowuje się tak jak można oczekiwać po tym kraju – przechodzi przez konwulsje kolejnego załamania gospodarczego. W ostatnich dniach wyceny spółek spadły na giełdzie o połowę, przy czym wartość lokalnych dudków spadła również o połowę. Wyrażając się bardziej ściśle, lokalny indeks giełdowy Merval spadł z 1760$ (szczyt w styczniu 2018) do 500$ (dziś). Przecena o 72%.

Turyści mogą się cieszyć spadkami cen hoteli i restauracji, w przeliczeniu na EUR czy USD, tylko że nie. Jak wiele osób wie z pobytu w Turcji, osłabienie waluty jest natychmiast  kompensowane wzrostami cen. Jeżeli obiad kosztował w knajpie rok temu 500 dudków, czyli 70 zł, to dziś kosztuje 1000 dudków, czyli 70 zł. Nie ma wygranych, są tylko przegrani. Jeżeli ktoś z Argentyńczyków był na tyle głupi, żeby trzymać kapitał w dudkach, to może sobie kupić połowę tego, co rok temu. A za rok będzie to ćwierć. Za kolejnych parę lat 1/10000 i będzie kolejna wymiana pieniędzy. Tymczasem większość wynagrodzeń nie nadąża za dewaluacją waluty, ludzi stać na coraz mniej.

Zresztą widać to i u nas, choć proces jest znacznie powolniejszy. Uncjowy krugerrand kosztował 10 lat temu 2800 złotych, a dziś kosztuje 6000 złotych. A teraz zagadka matematyczna. Gdyby umieścić 2800 złotych na lokacie w banku na 10 lat, to jakie oprocentowanie musielibyśmy dostać, aby po tych 10 latach wyjąć z banku 6000 złotych? Odpowiedź: z uwzględnieniem podatku Belki, z roczną kapitalizacją odsetek, bank musiałby nam płacić 10% rocznie.

I jeszcze jedna zagadka, również matematyczna: kiedy krugerrand będzie kosztował 10 000 złotych? Odpowiedź: posługując się tym samym wyliczeniem, 10% rocznie, z uwzględnieniem podatku Belki, z roczną kapitalizacją odsetek, za 72 miesiące, czyli w połowie 2025 roku.

Można sobie zadać pytanie o powód kolejnego kryzysu argentyńskiego. Sprawa jest oczywista i nie trzeba pisać doktoratu o fundamentalnych wadach koncepcji ekonomicznych prezentowanych przez peronistów. Po prostu Argentyńczycy są kretynami, którzy nie dysponują odpowiednim kapitałem intelektualnym, aby być w stanie wybrać polityków, którzy wyciągną ich z głębokiego gówna, w którym tkwią od dekad. To by wymagało ciężkiej pracy od całego społeczeństwa, a tam nikt nie chce ciężko pracować. Ba, nikt nawet nie chce słyszeć, że trzeba ciężko pracować. Ci co chcą, już dawno mieszkają i mają swój biznes w Ameryce albo Urugwaju. Każdy kto został liczy, że coś dostanie za darmo, na kosz państwa, czyli innych obywateli. Tak więc wybierają sobie takich polityków, którzy im obiecają co tylko się da i finansują to pożyczkami wyżebranymi gdzie tylko się da, a także dodrukiem waluty.

I teraz niech każdy sobie pomyśli, czy są jakieś podobieństwa pomiędzy Argentyną i Polską. Farmazony o wielkiej Argentyny/Polski bez żadnego pokrycia w realnym potencjale kraju? Wstawanie z kolan? Kolejne farmazony o rzekomej “trzeciej drodze” pomiędzy socjalizmem i wolnym rynkiem? Gnojenie prywatnych przedsiębiorców? Pielęgnowanie państwowych przedsiębiorstw i robienie z nich obfitego koryta dla polityków? Eksportowanie głównie prostych produktów rolnych? Emigrowanie pracowitych ludzi z kraju? Zadłużanie kraju? Rozdawnictwo? Uprzywilejowanie grupy społeczne?

Kraje takie jak Argentyna byłyby idealnymi laboratoriami, do których można by wysyłać młodzież, aby zobaczyłą jak owocuje socjalizm. Tylko, że nie. Podstawowe prawo epistemologii mówi, że nikt nigdy niczego się nie uczy. W szczególności dotyczy to społeczeństw. Przecież widząc przykład Argentyny tzw. “społeczność międzynarodowa” powinna sparafrazować slogan Fidela Castro “Socialismo o muerte! ” i zakrzyknąć “El socialismo es muerte!“. Ale tak się nie dzieje. Jaki procent Polaków uważa, że powinniśmy mieć zbilansowany budżet państwa? Mniej czy więcej niż 1%? A ile uważa, że powinniśmy stopniowo spłacić długi państwa i nie wchodzić w nowe? Według mnie tylko ekstremiści tak uważają. A cała reszta od zawsze głosuje tak, aby zrobić z naszego kraju Argentynę.

Share This Post

Taki trochę Waimar

Ostatnio handel złotem inwestycyjnym przypomina nieco sprzedawanie żywności za czasów Republiki Weimarskiej. Ceny w ciągu dnia zmieniają się tak szybko, że nie wiadomo, jaką cenę ustalać za oferowane produkty i czy na koniec dnia sprzeda się za mniej, niż trzeba wydać na odkupienie towaru.

W przypadku większości dilerów działalność od strony technicznej polega na zbieraniu pakietu zamówień i przesyłaniu zbiorczego zamówienia u producenta.  W większości wypadków obowiązują minimalne kwoty zamówienia, na przykład 10 000 eur oraz pewne godziny przyjmowania zamówień. W sytuacji jaką mamy na rynku, dilerzy nie nadążają ze składaniem zamówień – zanim uzbiera się im paczka zamówień od klientów, cena rośnie ponad marżę. Większość dobrych dilerów stosuje marżę 1-2%, wobec czego wzrost cen o więcej niż te 1-2% powoduje, że ich marża staje się ujemna…

Podobnie przy sprzedaży gotówkowej. Okazuje się, że zanim klient wyjdzie ze sklepu odkupienie złota może kosztować więcej niż zapłacił klient.

Co gorsza prawie wszyscy dilerzy na całym świecie robią taki większy lub mniejszy zakład spekulacyjny. Wyprzedają zapasy magazynowe, licząc na spadek cen i odkupienie się w dołku. Wobec tego półki są puste, klienci mają problem z dokonaniem zakupów.

Naszą polską specjalnością są dostawy w odroczonej płatności. Nie ma tego w żadnym znanym mi kraju, ponieważ jest to proceder ścigany przez prawo cywilizowanych krajów. Polska jest jak wiadomo krajem z tektury i żaden prokurator nie ściga takich łże-dilerów z art 171 Prawa Bankowego, bo go nie rozumie.

W każdym razie przypomnę, że w takim schemacie klient kupuje złoto, płaci od razu, a dostawa jest po 2 czy 3 miesiącach. Albo nigdy. Setki razy ostrzegałem przed tym procederem publiczność, ale niestety każdego dnia rodzą się nowi głupi ludzie. 

W czasach, gdy złoto było w trendzie bocznym wszystko mogło być OK. Taki model biznesowy niekoniecznie musiał być oszustwem. Dało się na tym zarobić. Ale dziś, gdy mamy takie dynamiczne wzrosty dochodzi do sytuacji, gdy diler musi kupić i dostarczyć każdą uncję złota o 500 czy 600 złotych więcej niż wziął od klienta. To mogą być straty, które wywrócą nawet dużego gracza. I znowu w gazeta będą pisać o nowym Amber Gold, o tym, że złoto = oszustwo, i że trzeba było kupić obligacje skarbowe.

Czekam na podziękowania od klientów, którzy w oparciu o moje wskazówki zabezpieczyli kapitał w złocie, a może nawet osiągnęli jakieś zyski, ale jakoś nie mogę się doczekać.

Share This Post