Do przeczytania

Kolega z bloga obok popełnił interesujący wpis dotyczący spadającej jakości życia towarzyszący kryzysowi. W bardzo ciekawy sposób opisał przedsmak tego, co nas czeka przy okazji Peak Oil.

Rozwój społeczno-ekonomiczny polega na wzrastającej specjalizacji poszczególnych jego członków i coraz większym podziale pracy. Przez to gospodarka staje się coraz bardziej wydajna i wzrasta ilość dóbr wytworzonych w przeliczeniu na mieszkańca. Rośnie przez to ilość dóbr możliwych do konsumpcji, rośnie też poziom życia. Warunkiem koniecznym jest jednak wzrost zużyciai rud i surowców energetycznych.

Pamiętać należy, że z rudami jest podobnie jak z ropa – można określić analogiczny wskaźnik do znanego z wydobycia ropy ERoEI (energia uzyskana z ropy w stosunku do energii zainwestowanej w wydobycie i przerób). Z każdym dniem jakość rud pogarsza się i trzeba coraz więcej wysiłku wkładać w wyprodukowanie tony stali, miedzi czy aluminium. W konsekwencji ilość dostępnej dla społeczeństwa energii i surowców spada.

Nie przez przypadek najwyższą konsumpcję kojarzymy ze Stanami z przełomu lat 60 i 70. Wtedy samotnie pracujący mężczyzna był w stanie wyżywić rodzinę, kupić dom na przedmieściach i utrzymać dwa samochody. To było możliwe dzięki temu, że pozyskiwanie surowców i energii było dużo łatwiejsze niż dziś i udział poszczególnych obywateli w tym ‘torcie’ był większy niż kiedykolwiek później. Po 1970 roku, gdy w USA wystąpił lokalny Peak Oil, jakość życia zaczęła ciągle i nieodwracalnie spadać.

Upadek społeczeństwa jaki obserwujemy to właśnie spadek jakości życia. Mamy też do czynienia z upraszczaniem się społeczeństwa, co widzimy choćby po strukturze zatrudnienia w Polsce. Nie raz wspominałem, że jedyną szansą ratunku na rynku pracy dla młodego człowieka jest wybór ścisłego zawodu – po prostu ta cywilizacja nie jest już w stanie zasymilować i utrzymać socjologów czy filozofów. Ba, problemy ze znalezieniem pracy mają inżynierowie czy architekci. Niedługo nawet lekarze mogą zostać bez pracy.

Na co dzień upadek systemu obserwujemy choćby po tym, że pracowników przestaje być stać na to co sami wytwarzają. Recepcjonistki nie  stać na nocleg w hotelu w którym pracuje, kelnerka w kawiarni zarabia kilka kaw dziennie, murarz nigdy nie zarobi dość, by kupić sobie mieszkanie które buduje, a monter z linii produkcyjnej nie może sobie pozwolić na zakup wyprodukowanego przez siebie samochodu. Właściwie ich życie to wegetacja i służenie tej drobnej części społeczeństwa, którą jeszcze na coś stać.

Trzeba zrozumieć, że jeżeli stopa życiowa ma rosnąć, ilość produkowanej energii musi rosnąć. Jeżeli ludzkość nie znajdzie nowych źródeł energii to źródła kopalne będą się wyczerpywać, ilość energii będzie spadać aż wrócimy do poziomu życia znanego ze średniowiecza, z tym, że świat będzie liczył nie kilkadziesiąt milionów ludzi lecz dziesięć miliardów złych i głodnych ludzi.

A na koniec parę linków na tematy powiązane z nieruchomościami:

S&P 500 wzrósł o 90% licząc od dna … ale nieruchomości w tym czasie spadły o 30%

Czy ulgi podatkowe zwiększają inwestycje?

W 2010 banki odebrały milion (1 000 000) domów – w Newadzie 1 odebrany dom na każde 11 domów

Ilość odebrań domów może wzrosnąć jeszcze o 20%

Przyszłość rynku nieruchomości niezbyt różowa

Dlaczego w Kanadzie nie ma takiego problemu jak w USA

Nieruchomości w starzejącym się społeczeństwie

Jak zarobić na centach

Share This Post

54 thoughts on “Do przeczytania

  1. Mnie tam ten spadek cen nieruchomości bardzo cieszy, choć działki w mojej okolicy nie bardzo chcą spaść, bo ludziom się dolary w oczach zaświeciły i wolą czekać kilka lat na frajera niż sprzedać za rzeczywistą wartość…

  2. Twierdzi Pan że”po prostu ta cywilizacja nie jest już w stanie zasymilować i utrzymać socjologów czy filozofów”a ja uważam że bez tych nauk nie zajdziecie daleko(jeśli jest Pan członkiem tej cywilizacji).
    Nie kto inny bowiem jak Pan-antyklerykał powinien zinterpretować za co nienawidzi kościół katolicki.Czyż nie chodzi o fałsz,obłudę,hipokryzję,materializm i świadomą dyskryminację wiedzy!Toż to przecież hedonizm materialny,zwyczajowe tu i teraz,jutra może nie być…Filozofia mówi jednak od czasów Platona że obok pierwiastka materialnego jest także duchowy,nieśmiertelny z jakąkolwiek ideologią(w tym religią)niemający nic wspólnego.Tam gdzie zaczyna się filozofia zaczyna się też budzić rozum a przez to myślenie.Myślenie tworzy wolne idee-a to już zbyt ryzykowne dla tego świata.

  3. Dwie sprawy: 1) duża część surowców kopalnych jest w bardzo dużym stopniu recyklowalna, więc odcięcie podaży świeżych kopalin nie będzie oznaczać spadku standardu życia ceteris paribus 2) świat bez ropy (bo mowa o peak oil, a nie globalnej zagładzie termojądrowej, tak?) może najprawdopodobniej utrzymać przy życiu na dość sensownym standardzie minimum półtora miliarda ludzi. Fakt z 7 miliardami będzie ciężko, ale spadku do poziomu parudziesięciu milionów (nota bene znanego raczej z czasów wczesnej starożytności niż średniowiecza; samo imperium rzymskie już na przełomie er, długo przed pikiem demograficznym liczyło, w zależności kogo pytać, 40-60 milionów mieszkańców) bym raczej bez tej wojny termojądrowej nie liczył 😉

  4. @kunta kinte
    Jestem zmeczony takimi komentarzami. Jakis czas temu udowadnialem, ze kazdy ekonomista powinien dobrze znac filozofie, bo inaczej jest krucho. Wczesniej pisalem, ze filozofia jest fundamentem kazdego systemu, czy to politycznego czy ekonomicznego.
    Piszac, ze spoleczenstwo nie moze utrzymac humanistow bynajmniej nie czerpie z tego przyjemnosci. Wrecz przeciwnie, to przerazajace, ze w starozytnej Grecji bylo wiecej mozliwosci pracy tworczej filozofow niz w obecnej ktorejs tam RP.
    Proponuje zapoznawac sie z wpisami historycznymi przed popelnianiem pochopnych komentarzy.

  5. Odnosnie przedostatniego akapitu to dodam jeszcze, ze nie tylko pracownikow hotelu czy kelnerow nie stac na wykupienie uslug, na ktore pracuja. W podobnej sytuacji sa rowniez przedstawiciele scislych zawodow. Czy architekt moze postawic sobie dom w krotkim czasie? Nie, przy obecnym housing bubble nie stac go na wylozenie z kieszeni 200tys-1 mln PLN. Obsluga biura projektowego jest obecnie niewyobrazalnie kosztowna, jezeli jeszcze klienci spozniaja sie z platnosciami, to ciezko pokryc biezace wydatki, a o budowie domu mozna na razie zapomniec. Czesto klienci architektow sa bogatsi od nich samych. Owszem, sa architekci, ktorzy nawet w Polsce wybudowali sobie okazale domy z ogrodami na przedmiesciach, ale nalezy wziac pod uwage fakt, ze bylo to najczesciej 10-20 lat temu, a wiec przy innych cenach rynkowych nieruchomosci i mniejszej natarczywosci inspekcji budowlanych. Jesli jakis architekt wybudowal ostatnio dom dla siebie, to najczesciej w wieku ok. 50-60 lat, uprzednio oszczedzajac przez wiekszosc zycia zawodowego, albo z finansowa pomoca rodziny.
    Mozliwosc zdobycia pracy oraz godnego zarobkowania na utrzymanie zaleza obecnie nie tyle od wyksztalcenia, co od sprzyjajacych okolicznosci. Kiedy kilka lat temu do Irlandii zjechali masowo inzynierowie oraz architekci z Polski, w slad za nimi ruszyli ludzie bez konkretnych kwalifikacji, ktorzy mogli zadowolic sie praca za najnizsze wynagrodzenie w supermarketach, sprzataniu, na zmywaku, etc. Kiedy trzy lata temu wysoko wykwalifikowani specjalisci w Irlandii zaczeli tracic prace w zawodach, musieli przyjac prace zupelnie nie zwiazana z kwalifikacjami za najnizsze wynagrodzenie, doraznie zadowolic sie zasilkiem, albo wyjechac z Irlandii, podczas gdy polskie kelnerki czy ekspedientki w Lidlu pracuja tam do dzisiaj, a za godzine pracy moga sobie obecnie kupic 2-3 kawy, nawet pomimo niedawnego obciecia placy minimalnej w Irlandii.

  6. Witam! Z końcem zeszłego roku obroniłem dyplom inż. budownictwa. No i ten, co tu dużo pisać jest kiepsko z pracą, do tego stopnia, że za dwa miesiące wybijam na nidersaksy -prawdopodobnie na stałe – taplać się w błocie i smażyć w upale – przynajmniej za sensowne pieniądze. Mam tyle szczęścia, że dostałem podwójne obywatelstwo i mogę się tam jakoś zahaczyć. Praca fizyczna sama w sobie mnie nie odstrasza – w czasie studiów (dziennych) pracowałem już na polach, rusztowaniach czy nawet 1200 m. pod ziemią. Jedyne co mnie wkurwia to to, że mogłem sobie darować te studia i 5 lat temu zarabiać w ten sam sposób, przynajmniej miałbym już fajny kapitał i opanowany język. A tak, mam kubeł zimnej wody na rozbuchane ambicje. Pierdolić, kto powiedział, że życie jest sprawiedliwe. :)Właściwie nie wiem po co to napisałem, być może chciałem wyładować frustrację. Generalnie to czytam Pana od jakiegoś roku, nie ujawniam się bo i tak nie miałbym nic sensownego do powiedzenia. Pozdrawiam i dziękuję za tego bloga – otworzył mi oczy na wiele spraw!

  7. Bardzo przepraszam lecz nie czytałem Pana archiwum!
    Sugerowałem się,iż nie zna Pan filozoficznej logiki zdań na podstawie:
    “Na co dzień upadek systemu obserwujemy choćby po tym, że pracowników przestaje być stać na to co sami wytwarzają.”

    bo jasne jest że w ustroju kapitalistycznym pracowników nigdy nie może być stać na dobra,które wytwarzają(zysk właściciela).Np.w fabryce obuwia fundusz pensji nigdy nie starczy na zakup wyprodukowanych par butów nawet po odliczeniu kosztów materiałowych i innych gdyż zyski czerpie jeszcze właściciel zakładu.To z czym dzisiaj mamy do czynienia to krach milionów takich fabryk objawiający się brakiem siły nabywczej klasy produkującej rozmaite dobra.Takie zdarzenia zdarzały się i zdarzać będą regularnie, kończąc się wymianą pieniądza lub i wojną.Każde Państwa inne tłumaczenia obecnego stanu rzeczy są jedynie tłem do faktu:W kapitaliżmie pieniądz w czasie dociera do coraz węższej grupy obywateli wywołując jego załamanie.Obligacje,TARPY i inne przeciągają tylko nieuchronny koniec.
    Muszę dodać:nie jestem ani socjalistą ani komunistą(chociaż Marksa przeczytać musiałem) jedynie wolnomyślicielem.Najbliżej mi dzisiaj do starego Gemba Kaizen czyli rodzinnych firm w które były bardzo efektywne a jednocześnie wypracowane dobra szeroko i w miarę równomiernie rozkładały między siebie.

  8. Ale co to jest w ogóle za pomysł, że robola ma być stać na tworzony produkt? WTF? Że co, sprzątaczka u Bentleya ma też sobie móc pozwolić na Continentala? No i jeszcze pytanie co znaczy “pozwolić sobie” – po roku pracy? 5 latach? po całym życiu – na emeryturze?

    “Czesto klienci architektow sa bogatsi od nich samych” – szok. Normalnie szok. Równie szokujące, jak to, że klienci Bentleya są z reguły bogatsi, niż inżynierowie projektujący Bentleye.

  9. Oj, Panikarz, te zle dobrane analogie …. pamietasz moze H. Forda i przypisywane mu slowa o tym, ze pracownikom chce godnie placic, zeby kupowali samochody ktore produkowane sa w fabryce? Nie rozumiesz koncepcji zdrowego spoleczenstwa, gdzie ludzie czerpia owoce ze swojej pracy … Dla Ciebie kapitalizm ma nadal miec forme 19wieczna, gdzie ludzie maja byc szczesliwi, ze maja prace. Sama praca, bez czerpania owocow, spelnia definicje niewolnictwa. Przemysl to.

  10. Czy Ford płacił pracownikom tyle, że było ich stać na model T? Po ilu latach pracy i ile % tygodniówki musieli odkładać?

  11. Poza tym to, że w tej chwili dostępność samochodów dla pracowników fabryk jest niższa, jest niestety mitem nie mającym odbicia w faktach. W 1914, już po rozkręceniu produkcji Fordów T na b. dużą skalę i znacznym spadku cen, przeciętny pracownik fabryki mógł kupić sobie tenże model T za równoważność 4 miesięcznych wypłat (za: Georgano, G. N. (1985), Cars: Early and Vintage); jak to wygląda dziś? Przeciętnie pracownik fabryki samochodów zarabia circa 50k$ rocznie lub trochę więcej (ach, te związki zawodowe). Na 4 miesiące wychodzi 16600 zielonych… Corolla w amerykańskiej wersji LE (trochę lepiej, niż goła) kosztuje za wielką wodą 17300 benjaminów, Focus w najtańszej konfiguracji $16600… jakże niewiele się zmieniło, prawda? Jakże przesadzone są opinie o ultrawyzysku i wynikającym z niego załamaniu i biedzie w tej niedomagającej hameryce…

  12. @panika,

    2-3 miesiace temu pisales, ze uslugi architektow sa za drogie, a teraz oburzasz sie na mnie za to, ze opisalam prawdziwe realia wykonywania tego zawodu. Zeby budynek byl trwaly i bezpieczny, projekt wymaga pewnego wysilku, ktory musi byc odpowiednio wynagrodzony. Mam wrazenie, ze (przynajmniej w Polsce) ludzie traktuja projekt architektoniczny jak sterte swistkow, ktora powinna kosztowac 50 zlotych, a jednoczesnie powszechne sa mity o wysokich zarobkach architektow. Tylko skad te wysokie zarobki maja sie wziac, jezeli klienci placa za projekt domu tyle samo, co 10 lat temu, przy czym przy obecnych cenach energii, paliwa, kosztow wynajmu lokalu, kosztow zatrudnienia daje w sumie mniej pieniedzy. Architekci sa ta grupa zawodowa, ktora bardzo dlugo nie zbiera owocow swojej pracy. Ze wzgledu na terminy i wysoka odpowiedzialnosc zawodowa pracuja kilkanascie godzin dziennie, najczesciej bez zaplaconych nadgodzin. Kiedy kilka lat temu wyjechalam za granice, to jeszcze w 2007 roku spotykalam tam nowoprzyjezdnych architektow z Polski, ktorzy w kraju ledwo wiazali koniec z koncem, a przeciez w 2007 sytuacja w Polsce miala sie rzekomo poprawic.

  13. K.J., nie miałem na myśli tego, że w jakimkolwiek obiektywnym sensie usługi architektów są za drogie. A niechże tam sobie liczą nawet milion dolarów za godzinę konsultacji, niech zarabiają na jeleniach i na zdrowie im idzie! Ja zwracałem uwagę na opinie, potwierdzane również w samym środowisku architektów, że są tańsze alternatywy… Że wysiłek przy projektowaniu, wiedza i fachowość być muszą – to oczywiste. Ale nie ma nic złego w tym, żeby ten wysiłek, wiedza i fachowość były włożone w 1 projekt per 100 inwestycji, prawda?

    Poza tym skoro to jest taka katorżnicza, nieludzka praca – bo tak to opisujesz, te kilkanaście godzin męczarni, niepłacący klienci, ogromne koszty itd – to może po prostu czas się przebranżowić?

    @doxa: mam wrażenie, że w 1914 było dokładnie tak samo, hahahaha. Polska to jednak Polska. Nie USA 😀

  14. Troche dziwne, ze nie mozesz znaleźć pracy jako inżynier budowlaniec. Tak się składa, ze mam dużo znajomych, którzy właśnie skończyli studia w tym politechnike (PW) i z praca nie ma żadnych problemów. Owszem nie zarabiają kokosów(niektórzy myśleli, ze jak jest niedobór inżynierów to 5k na rękę od razu) ale praca jest.

  15. Co do samochodów jeszcze, to należy dodać, że różnica między dzisiejszą Corollą czy Focusem a tamtejszym Fordem T jest taka, jak między Fordem T a bryczką zaprzęganą w 2 konie – kolosalna, współczesne, nawet tanie auto, to w istocie połączenie w jednym produkcie kilku-kilkunastu skomplikowanych maszyn, dających funkcje i komfort nieznane na początku XX wieku (klimatyzacja, audio, wszystkie systemy poprawiające bezpieczeństwo…). Także w terminach, powiedzmy, realnych, robotnicy z fabryk samochodów w USA mają dziś dużo lepiej, niż tak niby ozłacani przez Mr Forda jego robole – za 4 miesiące pracy mogą sobie kupić takie cudeńko…

  16. @Robert

    Widzisz, u mnie praca się by znalazła ale płaca, którą oferują jest jak dla mnie zatrważająca. W moim mieście (Rybnik) zarobki na start to przedział 700 – 1500 zł – cześciej 1000 zł. Oczywiście mógłbym zmienić adres na K-ce, G-ce – tutaj kasa lepsza ale zjadłyby mnie koszta zamieszkania i życia. Nie żebym oczekiwał kokosów ale sorry, życie jest krótkie. Jako robotnik fizyczny w DE zarobie co najmniej dwukrotnie więcej. Nauczę się języka, otrzaskam z realiami, uzbieram fajny budżet i uderzam na studia uzupełniające w zakresie fizyki budowli – interesują mnie budynki pasywne. Tak więc wyjazd jest częścią większego planu, który w przypadku polskich realiów potrwałby dużo dłużej, a sama dostępność know how – odnośnie budownictwa pasywnego – dopiero raczkuje. Zresztą nawet bez wspomnianych widoków, wizja odbębnienia 8h i zarobków w okolicach 4 k, jako zwyczajny pracownik fizyczny jest dużo bardziej kuszącą perspektywą – przynajmniej jak dla mnie, w przypadku najbliższych 2-3 lat życia. Pozdrawiam!

  17. @K.J.
    “Tylko skad te wysokie zarobki maja sie wziac, jezeli klienci placa za projekt domu tyle samo, co 10 lat temu”
    Bez żartów. 10 lat temu projekt domu jednorodzinnego kosztował 500-800zł. Teraz 1500-2000zł. Kupowałem projekt i 10 lat temu, i teraz.

  18. “Poza tym skoro to jest taka katorżnicza, nieludzka praca – bo tak to opisujesz, te kilkanaście godzin męczarni, niepłacący klienci, ogromne koszty itd – to może po prostu czas się przebranżowić?”

    Panika, jestes beszczelny.
    Powiedz 50-letniemu architektowi, aby sie przebranzowil…
    To, co opisalam powyzej, to sa polskie warunki pracy architekta, w zachodnich owszem, ze wzgledu na recesje pracuje sie rownie ciezko, ale nikt tam nie bedzie zmuszal pracownika, aby siedzial po godzinach za darmo. Nie dziwie sie wcale, ze ci z polskich architektow, ktorzy stracili prace w Irlandii, preferuja siedziec na irlandzkim zasilku i sie doszkalac np. w zakresie energooszczednosci budynku, niz wracac do Polski i byc pomiatanymi przez szefow albo przez klientow.

  19. “Także w terminach, powiedzmy, realnych, robotnicy z fabryk samochodów w USA mają dziś dużo lepiej, niż tak niby ozłacani przez Mr Forda jego robole – za 4 miesiące pracy mogą sobie kupić takie cudeńko…”

    Kupic samochod za 4 pensje? Chyba uzywany.

  20. Panika2008

    Musze ci powiedzieć jedno i chyba do tej pory nie było takiej osoby na żadnym blogu.

    Czasami twoje komentarze wqrwiaja mnie nieziemsko (i śmiem podejrzewać, że nie tylko mnie), pierd…sz takie głupoty i ten ton osoby wszystko wiedzącej. Rozejrzyj się za jakimś p.o. Boga (dowolnego).

    Ty mi pokaż które surowce i w jakim stopniu są poddane recyklingowi ; aluminium? stal? może… ale są surowce o znacznie większym znaczeniu, to że od kilku lat jet bum na zbierani m.in. baterii i odzysk litu jeszcze o niczym nie świadczy. Zresztą gdyby tak było to po co szukali by nowych złoży – dla tych kilku milionów nowych osób rocznie są wymagane inwestycje wielomilionowe a nawet miliardowe. Nie pewnie, że nie po prostu odzysk niektórych surowców jest praktycznie niemożliwy – np srebro z starych klisz filmowych albo części, które po użyciu nie nadają się do recyklingu. Ale to jest ta piękna teoria pokroju ropa spada z nieba…

    Kwestia PeakOil, ja wiem, że temat ten wymaga dosyć znacznej wyobraźni, bo nawet filmy katastroficzne nie są wstanie ukazać tego co się może dziać. Ludzie postrzegają PeakOil jako problem nalania benzynki do samochodu, zawsze jak to słyszę lub ktoś to sugeruje opadają mi ręce, uśmiecham się pod nosem i kończę temat.

    Zapewniam cię, że praca architekta wcale taka prosta nie jest i wymaga dosyć znacznej wiedzy inżynierskiej. Architekt samym rysunkiem nie żyje a po drugie do tego tematu masz domy modelowe i projekty dla nich, które możesz kupić za grosze (jeśli weźmie się pod uwagę całkowity koszt budowy).

  21. Panika ty pieprzysz jak potluczony. Kupowales kiedys samochod w usa? Nie? To zamknij morde. Cena wystawiona przez dealera nie jest cena jaka klijent placi. Bo jest cos takiego jak rabaty i negocjacje. Wejdz sobie na KBB albo eemunds.com i zobacz jak ksztaltuja sie ceny, coto jest invoice it. Sredni upust wynosi ok 12%, poza tym za czasow H. Forda place pracownikow nie byly tak obciazane social security, medicare, medicaid, fedtax, state tax i chuj wie co jeszcze.

  22. @Panika:
    jak zwykle twoj komentarz realia ma wziete z ksiezyca.
    Jeszcze w latach 60-tych pracownika fabryki w Detroit stac bylo z jednej pensji na maly domek ORAZ utrzymanie niepracujacej zony i dziecka. Dzis jest to niemozliwe, nawet jesli ktos JESCZE ma prace – a tych niewielu, bo przeciez produkcja zostala przeniesiona tam gdzie tansza sila robocza. Cale dzielnice Detroit i Flint strasza domami pozabijanymi deskami i przejetymi przez bank. Trzeba byc slepym i gluchym zeby tego nie widziec.
    Mozesz sie wyklocac, zamykac oczy na rzeczywistosc albo brac przyklady z ksiezyca, ale fakty sa jakie sa.

  23. Pracownik fabryki samochodow 40 lat temu mogl przepracowac w jednym miejscu co najmniej kilkanascie, jesli nie wiecej lat, obecnie coraz trudniej utrzymac sie nawet przez kilka miesiecy w pracy. Posiadanie konkretnego wyksztalcenia bylo przydatne 20 lat temu, obecnie chociaz nadal zwieksza szanse, to jednak nie gwarantuje niczego. Jesli teraz jest zapotrzebowanie na konkretnych specjalistow w jakims miejscu, za jakis czas to miejsce moze sie stac kompletna pustynia i specjalisci beda musieli poszukac innej niszy. Kiedys nie do pomyslenia bylo, aby lekarz nie mial pracy w swoim miejscu zamieszkania, obecnie coraz czesciej lekarze dojezdzaja do pracy nawet 100km w jedna strone. Wczoraj czytalam o tym, jak mlodzi dentysci wchodza w zycie zawodowe w Polsce. Ciezko jest znalezc staz podyplomowy, trzeba niekiedy szukac kilka miesiecy po studiach. Osoba po stomatologii, aby wypracowac staz na pelen etat, pracuje w dwoch odleglych miejscach na Mazowszu: w Gorze Kalwarii oraz na warszawskim Tarchominie. Przejazd spod Warszawy przez centrum na kolejne obrzeza stolicy zzera duzo czasu, pieniedzy i nerwow. Inni mlodzi dentysci pracuja nawet w czterech roznych miejscach, w kazdym majac niepelny etat.

  24. Haha, ja nie wiem kto robi takich jak Ty. Zdajesz sobie w ogóle sprawę, że wspominając o rabatach u dealerów (o jaaaa, no ja o tym nie wiem, przecież w Polsce się kupuje samochody WYŁĄCZNIE u mafii to nie ma upustów) pogrążasz się i umacniasz moją tezę, impotencie intelektualny? Amerykańskie wieśmaki mózg Ci wyżarły?

  25. M., no przykro mi że boisz się pogodzić z faktami dookoła Ciebie, które przytoczyłem. Jasne, lepiej się zamknąć w swoim doomerskim kokoniku. Pogadamy za 10 lat.

    futrzak, w jakim sensie przykłady pracownika fabryki z zarobkami takie, jakie są teraz, zestawiony z ceną samochodu taką, jaka jest teraz (a nawet, jak mnie wielce oświecony Haha uświadomił – zawyżoną!) jest wzięty z Księżyca? Co, na Księżycu są dealerzy sprzedający te Corolle po 17k$ (a raczej mniej, jak przypomina świadomy rewolucyjnie Haha)? Na Księżycu są pracownicy fabryk zarabiający 50k$?

  26. K.J., przepraszam, jeśli poczułaś się urażona – ale nie było w mojej sugestii złych intencji (chociaż może i – tradycyjnie – ciut zbyt zgryźliwie to sformułowałem). Tak na serio to znam wielu ludzi, którzy zmienili branże i sobie chwalą nie tylko finansowo, ale też… hmm… psychicznie? komfortowo? No ale rzeczywiście czasami zmiana branży może być trudna, nie ulega to wąpliwości. Mimo wszystko trudno mi uwierzyć, że jako architekt masz ciężko…. a może Twój pracodawca to jakiś wyzyskiwacz? A może czas “iść na swoje”? Wiem np., że rzeczoznawcy majątkowi (no wiem, dla architekta z wykształceniem i uprawnieniami to trochę jakby nie honor, hihi) dość dobrze ostatnio zarabiają, interes trochę się bardziej znowu zaczął kręcić.

  27. Czy w ogole jest cos takiego jak ‘godziwa placa’?
    Po zapewnieniu podstawowych potrzeb (jedzenie, ubranie i dach nad glowa) ‘godziwa placa’ jest wysnaczana subiektywnie przez otoczenie i ambicje. Kazdy chce miec przynajmniej to samo co sasiad lub szwagier. Dlatego zawsze beda sfrustrowani bo np. musza chodzic pieszo, podczas gdy ‘normalni’ jezdza wlasnymi autami.
    Z drugiej strony ‘norma’ i ‘standard’ sa czesto celowo wysrubowane:
    Futrzak & “maly domek w latach 60-tych”.
    W USA nie buduje sie juz malych domkow. W Europie czy Japoni domek ma srednio 100m2, a w USA nowe domy maja po 250m2 – przy coraz mniejszych rodzinach.

    Prywatna firma zawsze bedzie placic jak najmniej, tyle tylko aby zatrzymac dobrych pracownikow. Gdybym zatrudnial, robilbym to samo.

  28. …ilość dostępnej dla społeczeństwa energii i surowców spada. Szkoda, że energii nie daje się odzyskiwać. Co do surowców zaś, to tak jak z pieniedzmi, one tylko zmieniły swe dotychczasowe miejsce i wystarczy sie postarać. Przemysł surowców wtórnych już funkcjonuje, nie wszedzie, w RP jednak juz raczkuje. Co innego z ropą, gazem, weglem te są nie do odzyskania.

  29. PeakOil – czy z dnia na dzień zabraknie paliw ? Jeśli niedobory będą się zwiększać stopniowo (np 10-15 lat) i w związku z tym ceny będą rosły to technologia wytworzenia innej energii – to tej pory bardzo droga – może okazać się konkurencyjna. Prawdą jest, że na przełomie zmiany źródeł energii może być drogo i w związku z tym stopa życia ludzi może spaść, ale świat lubi równowagę i jestem prawie pewny, (o ile będziemy mieć wolny rynek) że na ropie świat się nie skończy.

  30. Nie rozumiem najeżdżania na Panikę. Przecież robi dokładnie to samo co inni, bierze dane z internetu, analizuje i wyciąga wnioski.

  31. Robert
    “Nie rozumiem najeżdżania na Panikę.”

    To proste.. Panika ze swoimi uwagami nie pasuje do doomerskiego kokona w którym wszyscy sie umartwiają i biczują po własnych plecach i przekonują jeden drugiego, ze jest tak źle że sie lepiej zastrzelić… No i szkoda że nie pracują w Fabryce forda 100 lat temu gdzie za kilkanaście godzin dziennie pracy w oparach ołowiu i rtęci mogło sie kupić po pół roku samochód bedący w zasadzie drewanina skrzynką z silnikiem od dzisiejszej kosiarki. Dlatego są od czapy najazdy.

  32. Pleciesz drogi Adamie. Najezdzane na Panike to przede wszystkim najezdzanie na jego wymadrzanie sie pod kazdym postem – co gorsza wnioski ktore ‘wyciaga’ sa zwykle bledne. Poczytaj troche jego komentarze to lepiej zrozumiesz co mam na mysli – plecenie glupstw i obrona ich do samego konca, jak krzyza na krakowskim przedmiesiu, gdzie wlasnie teraz siedze 😉 Podalbym przyklady, ale nie chce babrac sie w lajnie intelektualnym.
    Co do doomerstwa to czekam az zaczniesz naganiac na obligacje USA. Dobrze wiesz, ze zyjemy w swiecie pieniadza papierowego, ktory dotkniety jest powaznymi problemami strukturalnymi. To eufemizm, tak naprawde system chwieje sie w posadach. Wiekszosc panstw ‘rozwinietych’ jest bankrutami, drogi Adamie. To, ze nikt jeszcze nie krzyczy, ze krol jest nagi, nie znaczy, ze sytuacja taka trwac bedzie wiecznie. Wczesniej czy pozniej USA, PIIGS i wiele innych krajow bedzie musialo zbankrutowac. To prosta metematyka – jezeli ktos jest zadluzony i wciaz sie zadluza, to wczesniej czy pozniej osiagnie kres mozliwosci zadluzania sie. Dziwne, ze tego nie lapiesz.
    Twierdzenie, ze ludzie ktorzy przed tym ostrzegaja jak ja sa doomerami, to stawianie sie na pozycji ten paniusi z Angory, ktora o nas niedawno cos tam nasmarowala.

  33. No przecież sam pisze u siebie że wiele z tych państw to bankruci, także o co Ci chodzi??

    mówimy o sile nabywczej teraz a nie o bankructwie i obligacjach.

  34. ok, pomowmy o sile nabywczej

    USA, rok 1980. polacy zarabiaja 5$/h, pracuja 10h dziennie, biora wiec 50$ dniowki.

    Za 50$ mozna wtedy bylo wynajac pokoj, w sam raz dla poczatkujacego emigranta.

    Drugie 50$ kosztowalo Cie miesieczne wyzywienie.

    Dziennie zarabiales tyle, co w PRL w 2 miesiace. 60 x.

    Dzis wynajecie pokoju w USA kosztuje $400, jakies 5 dniowek. Wyzywienie to kolejne 5 dniowek.

    Widzisz juz roznice w sile nabywczej?

  35. I co mam się opierać na tej wyliczance?

    juz lepiej przywołaj coś co jest wynikiem jakiś badań.

    chociażby to

    http://www.cbpp.org/images/cms/6-20-06mw-f2.jpg

    Choć i tak mam wątpliwości co do tego… Dziś ludzie o wiele więcej konsumują i uwazają to za pewnik..

    Chociażby kupując auto. kiedys (ford T) konsumowałeś tylko silniki koła i owiewki od wiatru… bo z tego sie ford T skąłdał..

    Dziś masz w aucie radio, klimatyzacje poduszki powietrzne, pasy bezpieczeństwa, strefę zgniotu, lepsze spalanie, szybszą jazdę i wuchtę innych systemów o których nawet nie wiesz… To wszystko konsumujesz ekstra, ale nikomu nie przeszkadza porównywanie siły nabywczej przy pomocy forda T do forda focusa 🙂

  36. Nie ma co odnosic sie do Forda T. Postep technologiczny sprawil, ze nie ma zadnego sensu wyliczac ile kiedys moglismy kupic mega flopsow a ile dzis.

    Jezeli nie przekonuja Cie takie fakty, ze 40 lat temu w USA mozna bylo utrzymac dom i rodzine z jednej wyplaty oraz te wyliczanki ktore podalem, to nic Cie nie przekona.

    Po prostu chce powiedziec, ze z wiedzy jaka dysponuje wynika, ze jakosc zycia spada w USA. To sa moje wlasne obserwacje.

  37. Spada w stosunku do tego, co było 20-40 lat temu, to dość widoczne (choć też nie tak bardzo, jak twierdzisz – różne rzeczy staniały od tego czasu, akurat wynajem podrożał sporo z tego co widać w danych), ale NIE w stosunku do tego, co było 100-60 lat temu…

  38. doxa
    “jezeli nie przekonuja Cie takie fakty”

    no właśnie próbuje ustalić te fakty, bo narazie to widzę tylko jakieś przeświadczenia wyciągnięte z filmu cudowne lata 🙂

    zmuszasz mnie do linkowania do trystera 🙂 A co tam.. mam go w zanadrzu i nie zawacham się go uzyć:

    http://blogi.ifin24.pl/trystero/2010/05/26/zagadka-na-co-wydawali-i-wydaja-pieniadze-amerykanie/

    A tutaj w drugiej częsci wpisu ile można kupić za pensyję jedną w 1964 i w 2010 🙂
    http://blogi.ifin24.pl/trystero/2010/07/01/kronika-finansowego-analfabetyzmu-co-z-ta-inflacja/

    Aha jeżeli nie intreresują Cie teraflopy to przecież jest coś takiego jak samochód tata nano za 3000 dolców a i tak jest o niebo lepiej wyposażony od forda T 🙂 I chyba nawet polski pracownik za 4 miesiące może go sobie kupić 🙂

  39. Doxa
    “Postep technologiczny sprawil, ze nie ma zadnego sensu wyliczac ”

    ten postęp technologiczny to właśnie wzrost produktywności który przekłada się na wzrost siły nabywczej pensji.. Nic innego.

  40. Postep techniczny to tylko jeden z aspektow. Inny – wazniejszy – to tania energia. To wlasnie tania ropa umozliwila realizacje American Dream. I jeszcze nie zapomnij o globalizacji, ktora ma dzialanie antyinflacyjne i dostarcza duzo dobr na rynki krajow rozwinietych za psie pieniadze (niszczac przy okazji rynki pracy na ‘zachodzie’).

  41. “K.J., przepraszam, jeśli poczułaś się urażona – ale nie było w mojej sugestii złych intencji (chociaż może i – tradycyjnie – ciut zbyt zgryźliwie to sformułowałem). Tak na serio to znam wielu ludzi, którzy zmienili branże i sobie chwalą nie tylko finansowo, ale też… hmm… psychicznie? komfortowo? No ale rzeczywiście czasami zmiana branży może być trudna, nie ulega to wąpliwości. Mimo wszystko trudno mi uwierzyć, że jako architekt masz ciężko…. a może Twój pracodawca to jakiś wyzyskiwacz?”

    @panika,
    Daj spokój z tymi przeprosinami, ponieważ się ośmieszasz. Napisałeś bzdury o mojej sytuacji zawodowej, zamiast się mnie wcześniej zapytać: “Masz szefa nad sobą?”
    Tak się składa, ze nie mam nad sobą szefa, pracuje dla siebie i na razie daje rade wyżyć.
    Niemniej jednak, problem współczesnego neoniewolnictwa znam na wylot i owszem, obchodzi mnie, jak inni są traktowani w pracy. Neoniewolnik nie kupi żadnego produktu ani nie zamówi usługi.
    Lepiej, żebyś najpierw się mnie zapytał, zanim zaczniesz pisać głupoty. Jak na razie to uprawiasz trolling na tym blogu.

  42. @doxa, ad “niszczac przy okazji rynki pracy na ‘zachodzie’”, nie zauważyłem żeby niemiecki rynek pracy był jakoś wyjątkowo zniszczony, nie mówiąc o np. austriackim czy norweskim.

  43. Pierwszy raz ktoś mnie oskarża o trolling z powodu… przeprosin. No tego to jeszcze nie było. Jak by to nie było żałosne, to by nawet było śmieszne.

  44. Dziwne Niemcy ostro w tyłek dostali. Bezrobocie rośnie i sami emigrują jak mogą.
    Panika nie ma pojęcia o niemieckim rynku, tak samo w kryzysie jak gdzie indziej. Być może mniej ale zmiany są widoczne i postępują.

    Przerób surowców wymaga gigantycznej energii i w wielu przypadkach jest nieopłacalny.
    Jak nie zostanie wynalezione nowe źródło energii to cała cywilizacja mocno się skurczy, delikatnie mówiąc.
    Nie jest możliwe wyżywienie 7 mld ludzi przy rosnących cenach ropy, na której stoi całe nowoczesne rolnictwo.
    Zresztą nie tylko ropa się kończy, a wszystkie nieodnawialne surowce. Ziemia jest już na krańcu wytrzymałości. Spada nawet poziom tlenu, wycinka połaci lasów zrobiła swoje. Dalsza degradacja ekosystemu doprowadzi do takich zmian klimatycznych, że powodzie jak w Australii to będzie danie na śniadanie.

  45. … I “panika 2008″ – który zdesperowanym ludziom będzie wciskał kit w stylu: ” a przecież mówiłem, że tak będzie… A wy nie rozumieliście, jakie ważne przesłanie do was kieruję…” I tak – konformista panika może przeżyje… O ile mnie nie będzie w pobliżu miejsca zamieszkania tego pana.

    Rufus

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *