All posts by Przemysław Słomski

Ustawa 447, czyli trup w szafie

W szafie polskiej polityki znajduje się trup, który zaczyna coraz gorzej pachnieć i wyleci z tej szafy z wielkim hukiem zaraz po wyborach. Mowa o żydowskich roszczeniach za nieruchomości należące do zamordowanych Polakach-żydach, przejęte przez PRL po wojnie i w dużej mierze od razu przekazane Polakom-katolikom.

Z punktu widzenia prawnego, sprawa jest jasna. Obywatele Polscy dowolnego wyznania, którzy zginęli w czasie wojny, mogli mieć spadkobierców lub nie. Jeżeli mieli spadkobierców, to mieli oni prawo ubiegać się o spadek. Jeżeli nie mieli spadkobierców, to ich mienie przechodziło na rzecz Skarbu Państwa. W przypadku obywateli III Rzeszy, żywych czy martwych, żydów lub wyznawców innej religii, ich majątek był konfiskowany.

W punktu widzenia moralnego, sprawa nie do końca jest jasna. Faktem jest, że Państwo Polskie i jego obywatele wzbogacili się na Holocauście. Ale z drugiej strony, równie niesprawiedliwe byłoby przekazywanie tych nieruchomości czy odszkodowań za nie żydom innej narodowości.

I tutaj dochodzimy do “twistu”, który polega na tym, że większość żydów, którzy przeżyli wojnę była narodowości niemieckiej, austriackiej, a także francuskiej, angielskiej czy rosyjskiej. Mieli czas na ucieczkę za ocean albo znajdowali się poza frontem. Polscy żydzi nie mieli tego czasu. Większość ofiar Holocaustu stanowili Polacy. I mamy taki oto “twist”, że potomkowie Niemców czy Austriaków, czyli narodu mordującego, najprawdopodobniej wzbogacą się na Polakach, potomkach ofiar ich ziomków.

I tak na marginesie, to właśnie pochodzenie narodowe tłumaczy nienawiść żydów wobec Polaków. Generalnie Niemcy, Austriacy i Rosjanie, niezależnie czy żydzi czy chrześcijanie, nienawidzą Polaków. Tak więc ich potomkowie mieszkający z USA czy Izraelu kultywują nienawiść do Polaków, tak jak Polacy kultywują nienawiść do żydów, choć nie widzieli się nawzajem już od 2 pokoleń.

Skąd takie przekonanie, że żydom się uda? Z case banków szwajcarskich, do której przygrywka była taka sama jak dziś widzimy w ustawie 447. W 1995 żydzi złapali za jaja Szwajcarów tak mocno, że ci wypłacili 1,45 mld USD. Nie ma powodu sądzić, że żydzi będą się cackać z Polakami bardziej niż ze Szwajcarami. Jest wiele narzędzi prawnych i medialnych, żeby rzucić rząd RP na kolana. Tak więc apeluję do premiera Morawieckiego, o zorganizowanie rezerwy w budżecie na wypłatę tych odszkodowań. A może każda nieruchomość w Polsce powinna zostać sprawdzona w księgach wieczystych, i jeżeli nagle magicznie w 1946 roku znika z niej żydowskie nazwisko a pojawia się katolickie, to powinien zostać wystawiony rachunek obecnym właścicielom?

Share This Post

Kolektor, czyli czego nie powie ci Trzaskowski

W ostatnich dniach media obiegła informacja o awarii kolektora ścieków, łączącego lewobrzeżną część Warszawy z oczyszczalnią ścieków po prawej stronie.

Nigdzie nie mówi się o tym, czym ta awaria w rzeczywistości jest, jaka jest jej natura. Mowa jest o tym, że awaria może potrwać miesiącami i że nie wiadomo, co się stało. Skoro nie wiadomo, co się stało, to skąd wiadomo, że usuwanie awarii potrwa miesiącami?

Czym jest kolektor ścieków? Otóż jest to tunel o średnicy 4,5 metra, znajdujący się 10 metrów pod dnem rzeki. W tunelu tym leżą sobie dwie rury o średnicy 1,6 m każda, którymi są przepompowywane ścieki.

O awarii wiemy tyle, że najpierw ustał przepływ w jednej z nitek, a wkrótce potem w drugiej. Jest tylko jedno wytłumaczenie zaistniałej sytuacji – nastąpiło przemieszczenie gruntu, tunel się zawalił a kolektor został zgnieciony. W świetle tego racjonalnym wydaje się termin wielu miesięcy potrzebnych na usunięcie awarii. Trzeba będzie spróbować odpompować wodę, jeżeli to okaże się niewykonalne, konieczne będzie interweniowanie od góry, poprzez zrzucanie piasku i betonu na miejsce zawalenia kolektora i przecieku. Potem trzeba będzie stabilizować miejsce uszkodzenia, usunąć materiał skalny, odbudować tunel i obie rury. Jest to ogromny problem inżynieryjny.

Może być tak, że awaria wystąpiła z powodów naturalnych, trudnych do uniknięcia. W roku 2012, w czasie budowy II linii metra na Powiślu miał miejsce podobny incydent. Może był to błąd projektanta lub wykonawcy. Tak czy inaczej, dla PO jest skrajnie nie na rękę taka sytuacja 6 tygodni przed wyborami. Wyborcy mogą obciążać polityków PO odpowiedzialnością za katastrofę, niezależnie od tego, czy jest to czyjaś wina, czy efekt parszywej struktury geologicznej. Zagadką pozostaje tylko to, w jaki sposób UM/PO zamierza utrzymywać w tajemnicy rozmiary katastrofy przez kolejne 6 tygodni. A dla PiS jest to dar od niebios, jak opłaca się trzymanie sztamy z Rydzykiem i opłacanie jego modłów. Tymczasem następuje obrzucanie przeciwników z PO nomen-omen gównem. Prokuratura i urzędy centralne pod władaniem PiS rzuciły się jak sępy na padlinę. Nie chodzi o to, że udowodnić, że ktoś popełnił jakieś przestępstwo, na przykład informując świat o awarii o 12 a nie o 8. Chodzi o robienie hałasu i hałas w mediach. Zawsze jak się kogoś obrzuca gównem, to coś się przyklei.

W całej sytuacji najbardziej zabawne jest to, że UM używa określenia ‘nastąpił kontrolowany zrzut do Wisły”. Otóż nie do końca jest on kontrolowany. Właściwie wcale nie jest kontrolowany, przecież UM nie może w żaden sposób zatrzymać tego wypływu.

Rozmiary całej tej awarii nie są aż tak tragiczne. Przez dekady ścieki spływały do Wisły i świat się kręcił. Ba, mieliśmy nawet Wyspę Pomidorową, która była zarośnięta krzakami pomidorów. Trafiały one w to miejsce w ten sposób, że pomidory były konsumowane przez Warszawiaków, następnie niestrawione pestki były wysrywane, i wraz z surowymi ściekami wędrowały z nurtem Wisły, aż trafiały na łachę piachu, gdzie masowo kiełkowały.

Do dziś sporo ludzi w górę od Warszawy sra bezpośrednio do Wisły i Warszawiacy piją to, co do nich spłynie i co przecedzą przez piasek na Filtrach. Nie wiadomo, przez ilu nieszczęśników przejdzie jedna kropla wody, od momentu gdy spadnie w Tatrach, aż do momentu gdy ktoś wysika się stojąc w Bałtyku. W każdym razie w najgorszej sytuacji jest Płock, który pobiera połowę wody spod Wisły, i który pewnie będzie chciał więcej czerpać ze studni głębinowych. Reszta miast w dole Wisły ma swoje studnie.

Edit: ktoś wpadł na zgrabny pomysł, aby przerzucić most pontonowy przez rzekę i położyć na nim tymczasowy rurociąg.

Share This Post

Podrygi Argentyny

Argentyna zachowuje się tak jak można oczekiwać po tym kraju – przechodzi przez konwulsje kolejnego załamania gospodarczego. W ostatnich dniach wyceny spółek spadły na giełdzie o połowę, przy czym wartość lokalnych dudków spadła również o połowę. Wyrażając się bardziej ściśle, lokalny indeks giełdowy Merval spadł z 1760$ (szczyt w styczniu 2018) do 500$ (dziś). Przecena o 72%.

Turyści mogą się cieszyć spadkami cen hoteli i restauracji, w przeliczeniu na EUR czy USD, tylko że nie. Jak wiele osób wie z pobytu w Turcji, osłabienie waluty jest natychmiast  kompensowane wzrostami cen. Jeżeli obiad kosztował w knajpie rok temu 500 dudków, czyli 70 zł, to dziś kosztuje 1000 dudków, czyli 70 zł. Nie ma wygranych, są tylko przegrani. Jeżeli ktoś z Argentyńczyków był na tyle głupi, żeby trzymać kapitał w dudkach, to może sobie kupić połowę tego, co rok temu. A za rok będzie to ćwierć. Za kolejnych parę lat 1/10000 i będzie kolejna wymiana pieniędzy. Tymczasem większość wynagrodzeń nie nadąża za dewaluacją waluty, ludzi stać na coraz mniej.

Zresztą widać to i u nas, choć proces jest znacznie powolniejszy. Uncjowy krugerrand kosztował 10 lat temu 2800 złotych, a dziś kosztuje 6000 złotych. A teraz zagadka matematyczna. Gdyby umieścić 2800 złotych na lokacie w banku na 10 lat, to jakie oprocentowanie musielibyśmy dostać, aby po tych 10 latach wyjąć z banku 6000 złotych? Odpowiedź: z uwzględnieniem podatku Belki, z roczną kapitalizacją odsetek, bank musiałby nam płacić 10% rocznie.

I jeszcze jedna zagadka, również matematyczna: kiedy krugerrand będzie kosztował 10 000 złotych? Odpowiedź: posługując się tym samym wyliczeniem, 10% rocznie, z uwzględnieniem podatku Belki, z roczną kapitalizacją odsetek, za 72 miesiące, czyli w połowie 2025 roku.

Można sobie zadać pytanie o powód kolejnego kryzysu argentyńskiego. Sprawa jest oczywista i nie trzeba pisać doktoratu o fundamentalnych wadach koncepcji ekonomicznych prezentowanych przez peronistów. Po prostu Argentyńczycy są kretynami, którzy nie dysponują odpowiednim kapitałem intelektualnym, aby być w stanie wybrać polityków, którzy wyciągną ich z głębokiego gówna, w którym tkwią od dekad. To by wymagało ciężkiej pracy od całego społeczeństwa, a tam nikt nie chce ciężko pracować. Ba, nikt nawet nie chce słyszeć, że trzeba ciężko pracować. Ci co chcą, już dawno mieszkają i mają swój biznes w Ameryce albo Urugwaju. Każdy kto został liczy, że coś dostanie za darmo, na kosz państwa, czyli innych obywateli. Tak więc wybierają sobie takich polityków, którzy im obiecają co tylko się da i finansują to pożyczkami wyżebranymi gdzie tylko się da, a także dodrukiem waluty.

I teraz niech każdy sobie pomyśli, czy są jakieś podobieństwa pomiędzy Argentyną i Polską. Farmazony o wielkiej Argentyny/Polski bez żadnego pokrycia w realnym potencjale kraju? Wstawanie z kolan? Kolejne farmazony o rzekomej “trzeciej drodze” pomiędzy socjalizmem i wolnym rynkiem? Gnojenie prywatnych przedsiębiorców? Pielęgnowanie państwowych przedsiębiorstw i robienie z nich obfitego koryta dla polityków? Eksportowanie głównie prostych produktów rolnych? Emigrowanie pracowitych ludzi z kraju? Zadłużanie kraju? Rozdawnictwo? Uprzywilejowanie grupy społeczne?

Kraje takie jak Argentyna byłyby idealnymi laboratoriami, do których można by wysyłać młodzież, aby zobaczyłą jak owocuje socjalizm. Tylko, że nie. Podstawowe prawo epistemologii mówi, że nikt nigdy niczego się nie uczy. W szczególności dotyczy to społeczeństw. Przecież widząc przykład Argentyny tzw. “społeczność międzynarodowa” powinna sparafrazować slogan Fidela Castro “Socialismo o muerte! ” i zakrzyknąć “El socialismo es muerte!“. Ale tak się nie dzieje. Jaki procent Polaków uważa, że powinniśmy mieć zbilansowany budżet państwa? Mniej czy więcej niż 1%? A ile uważa, że powinniśmy stopniowo spłacić długi państwa i nie wchodzić w nowe? Według mnie tylko ekstremiści tak uważają. A cała reszta od zawsze głosuje tak, aby zrobić z naszego kraju Argentynę.

Share This Post

Taki trochę Waimar

Ostatnio handel złotem inwestycyjnym przypomina nieco sprzedawanie żywności za czasów Republiki Weimarskiej. Ceny w ciągu dnia zmieniają się tak szybko, że nie wiadomo, jaką cenę ustalać za oferowane produkty i czy na koniec dnia sprzeda się za mniej, niż trzeba wydać na odkupienie towaru.

W przypadku większości dilerów działalność od strony technicznej polega na zbieraniu pakietu zamówień i przesyłaniu zbiorczego zamówienia u producenta.  W większości wypadków obowiązują minimalne kwoty zamówienia, na przykład 10 000 eur oraz pewne godziny przyjmowania zamówień. W sytuacji jaką mamy na rynku, dilerzy nie nadążają ze składaniem zamówień – zanim uzbiera się im paczka zamówień od klientów, cena rośnie ponad marżę. Większość dobrych dilerów stosuje marżę 1-2%, wobec czego wzrost cen o więcej niż te 1-2% powoduje, że ich marża staje się ujemna…

Podobnie przy sprzedaży gotówkowej. Okazuje się, że zanim klient wyjdzie ze sklepu odkupienie złota może kosztować więcej niż zapłacił klient.

Co gorsza prawie wszyscy dilerzy na całym świecie robią taki większy lub mniejszy zakład spekulacyjny. Wyprzedają zapasy magazynowe, licząc na spadek cen i odkupienie się w dołku. Wobec tego półki są puste, klienci mają problem z dokonaniem zakupów.

Naszą polską specjalnością są dostawy w odroczonej płatności. Nie ma tego w żadnym znanym mi kraju, ponieważ jest to proceder ścigany przez prawo cywilizowanych krajów. Polska jest jak wiadomo krajem z tektury i żaden prokurator nie ściga takich łże-dilerów z art 171 Prawa Bankowego, bo go nie rozumie.

W każdym razie przypomnę, że w takim schemacie klient kupuje złoto, płaci od razu, a dostawa jest po 2 czy 3 miesiącach. Albo nigdy. Setki razy ostrzegałem przed tym procederem publiczność, ale niestety każdego dnia rodzą się nowi głupi ludzie. 

W czasach, gdy złoto było w trendzie bocznym wszystko mogło być OK. Taki model biznesowy niekoniecznie musiał być oszustwem. Dało się na tym zarobić. Ale dziś, gdy mamy takie dynamiczne wzrosty dochodzi do sytuacji, gdy diler musi kupić i dostarczyć każdą uncję złota o 500 czy 600 złotych więcej niż wziął od klienta. To mogą być straty, które wywrócą nawet dużego gracza. I znowu w gazeta będą pisać o nowym Amber Gold, o tym, że złoto = oszustwo, i że trzeba było kupić obligacje skarbowe.

Czekam na podziękowania od klientów, którzy w oparciu o moje wskazówki zabezpieczyli kapitał w złocie, a może nawet osiągnęli jakieś zyski, ale jakoś nie mogę się doczekać.

Share This Post

Sytuacja na rynku złota

Ostatnimi dniami cena złota bardzo mocno wyskoczyła. Zaskoczyła mnie, a także wiele innych osób na rynku swoją dynamiką.

Z rozmów przeprowadzanych z kolegami z Polski i Niemiec wynika, że w branży jest bardzo duży ruch. Jest sporo kupujących, ale znacząco przeważają sprzedający, którzy korzystają z okazji aby się skeszować. To ciekawe, przeważa podaż, a cena rośnie. Wyraźna poszlaka na ruch cen napędzany przez transakcje giełdowe.

Moim zdaniem wzrost wynika wyłącznie z manipulacji rynkiem przez dużych graczy i pewnego grona posiadaczy krótkich pozycji, którym brokerzy zamknęli pozycje w ramach short squeeze. Pół roku temu mieliśmy gwałtowny dołek i 2 letnie minimum, a teraz mamy ceny 2 letnie maksimum. Dlatego bardzo cieszą mnie klienci, którzy wykorzystują okazję do skeszowania. Ich zarobek jest na koszt spekulantów liczących, że dorobią się na czyjejś krzywdzie. Czy może być coś przyjemniejszego?

O spekulacyjnej naturze tego wzrostu świadczy też zachowanie srebra. Przy wystrzale złota srebro rosło bardzo słabo. Kolejna poszlaka jest taka, że umacniała się złotówka. Gdyby ten ruch w górę miał być spowodowany jakimś zbliżającym się krachem, to następowałaby też ucieczka z rynków wschodzących, więc również od złotówki.

A skoro wzrost jest spekulacyjny, to jest nietrwały i zakończy się spadkiem.

Bardzo ciekawy jest wykres długookresowy złota.

Wygląda na to, że złoto trafiło na opór, testowany już wiele razy. Powinno się od niego odbić i ruszyć w kierunku wsparcia. Jeżeli tak się stanie i odbije się również od wsparcia to jesteśmy w jakiejś ogromnej, wieloletniej konsolidacji. Zakończy się ona gdzieś za 2 lata gigantycznym wystrzałem w kierunku $2000.

Share This Post

Jak niemiecki fiskus złapał Ebaya za jaja

W Niemczech wchodzi za kilka miesięcy coroczna nowelizacja ustawy o VAT. Jest w niej nowy, ciekawy zapis. Otóż Ebay będzie odpowiedzialny za nieściągnięty VATu od sprzedawców wystawiajacych się na ebay.de. Innymi słowy, jeżeli urząd skarbowy stwierdzi, że sprzedawca nie odprowadził tego podatku, to zapłacić będzie musiał Ebay.

To mniej więcej tak, jakby wynająć komuś pomieszczenie na sklep lub siedzibę spółki i po pewnym czasie odebrać korespondencję od Urzędu Skarbowego, że wynajmujący nie zapłacił podatku, wobec czego należy go zapłacić w jego imieniu jako właściciel miejsca, gdzie doszło do zarzucanego nieodprowadzenia podatku. Absurd? W przypadku prawa nie istnieje argumentacja “to prawo nie powinno obowiązywać, ponieważ jest absurdalne”.

Przypomnieć wypada, że również w Niemczech istnieje kwota wolna od podatku VAT. Jeżeli przedsiębiorca sprzedaje za mniej niż 17500 EUR rocznie, to nie musi się rejestrować do VAT i płacić tego podatku. Niestety, Ebay poczuł żelazny chwyt za jaja i jest w stanie paniki, jak koń na rodeo. Dlatego żąda zaświadczenia o zarejestrowaniu do niemieckiego VAT od każdego sprzedawcy na ebay.de, a ci, którzy tego nie zrobią, nie będą mogli sprzedawać na tej platformie. Po prostu stara się zminimalizować ryzyko, że beknie za swoich użytkowników. Wchodząc jeszcze dalej w niuanse tego serwisu, Ebay zmuszał niskimi limitami do zamiany rodzaju konta z prywatnego na firmowy, i jest to krok jednokierunkowy, nie można później wrócić do bycia sprzedawcą prywatnym. Można sobie otworzyć nowe konto, bez ocen, z limitem 10 przedmiotów/500 euro.

Tak właśnie aparat państwowy szuka kasy. Idzie zawsze tam, gdzie jest duża kasa, gdzie opór społeczny jest najmniejszy i gdzie koszty ściągnięcia pieniędzy są małe.

I tu dochodzimy do szeregu ciekawych zagadnień. Czy działania niemieckiego fiskusa są legalne? Oczywiście. Logiczne jest, że prawodawca (lobby urzędnicze) zwykle nie łamie prawa, on je tworzy. Warto przypomnieć, że wszystkie osoby osadzone w niemieckich obozach zagłady były tam na podstawie całkowicie legalnych wyroków. Ich uwolnienie przez żołnierzy było oczywiście nielegalne.

Jak wygląda warstwa moralna takiego zapisu prawnego? To pewnie zależy od oceniającego. Dla lewaków (80% społeczeństwa) jest to pewnie nie tylko w porządku, ale nawet bardzo sprawiedliwe. Przecież to, że ktoś nie płaci podatku oznacza, że nie ma w budżecie państwa pieniędzy na głodne dzieci i chorych staruszków.

Moim zdaniem, USA popełniła duży błąd, że udostępniła technologię Internetu za granicę. Europa, Rosja i Chiny powinny być otoczone kordonem informatycznym i dalej orać pola wołami. W USA nie byłoby problemu z zagranicznymi hakerami i manipulowaniem wyborami. Nie byłoby problemu z wyrokami sądów i regulacji europejskich wobec amerykańskich firm. We Francji nie byłoby problemu z zanieczyszczaniem ich pięknego języka anglicyzmami, z paskudnym fejsbukiem zbierającym dane o mieszkańcach tego pięknego kraju, i żaden ebay by nie zarabiał na sprzedaży. Zresztą Francja nigdy nie potrzebowała Internetu, miała swój Minitel. Najwyższy czas, by Unia Europejska do niego wróciła.

Share This Post

Libra, czyli bitcoin killer

Krystalizują się plany stworzenia facebookowej waluty, nazwanej libra. W przedsięwzięcie udało się zaangażować sporo różnych firm, co świadczy o tym, że libra będzie szeroko zaadaptowana:

Więcej o historii i założeniach technicznych w Wiki.  A jeszcze przystępniej opisuje to FT i obrazuje sytuację na takim oto szkicu:

Od razu rozległ się skowyt polityków. Nie przesadzam z użytym słowem. Jest to skowyt, jakby psu ktoś na ogon nadepnął. Z tego skowytu ma się takie wrażenie, że politycy sobie siedzą i myślą tylko o jednym: żeby bron boże nic się nie stało konsumentowi. Oczywiście, nie martwią się w ogóle co się stanie bansterom i politykom. Ich jedyne zmartwienie to biedni konsumenci. Ci konsumenci są tacy jak dzieci we mgle. Nie wiedzą co dla nich dobre (regulacje, politycy), a co śmiertelnie niebezpieczne (wolność, libra). Nie potrafią dokonać wyboru, dlatego każdy aspekt ich życia, szczególnie dotyczący finansów, trzeba skrupulatnie regulować. I na skutek tej niewiedzy i braku regulacji konsumenci mogą zostać strasznie skrzywdzeni przez librę. Przez banksterów i polityków generujących inflację / deficyty budżetowe na pewno nie. Ale przez librę tak. Boże, dziękujmy za polityków z Francji! I za szkolących się u nich polityków z partii Demokratycznej ze stanów NY i CA!

Równie dużo hejtu leje się na fejsbukowych forach dla fanbojów krytpowalut. Lecą naprawdę ostre przekleństwa pod adresem libry i samego Zuckenberga. Ci ludzie są zapakowani po uszy w bitcoina, liczyli na ‘bitcoina po milion (tu wstaw nazwę dowolnej lokalnej waluty)’ a tu grunt im się usuwa spod nóg.

Na szczęście Facebook i pozostałe spółki mają dużo pieniędzy. Czyli dużo władzy. I jakoś sobie poradzą. Postęp i zmiany są nie do zatrzymania. Jasne, są banki i inne instytucje, które będą się stawiać i walczyć. Ale sytuacja jest prosta: albo ktoś się przyłączy i będzie się rozwijał w nowym środowisku, albo się nie przyłączy i jego biznes będzie malał lub zniknie. I dlatego ja już wkrótce zacznę akceptować librę przy zakupach złota.

Sytuacja z librą jest właśnie tym powodem, dla którego jestem przeciwnikiem kryptowalut jako medium długotrwałego przechowywania kapitału. Do zakupu porno albo spekulacji w piwnicy są OK, ale nie mogą się one równać ze złotem. Złoto jest jedynym pierwiastkiem o takich właściwościach, nic nie przewodzi ciepła i prądu lepiej niż złoto. Nic nie nadaje się na biżuterię lepiej niż złoto. Ilość złota możliwego do wydobycia jest ograniczona. Nie da się zrobić hardforka złota, w miejsce 1 uncji złota nie pojawi się 1 uncja złota cash i 1 uncja złota core.

Bitcoin jest po prostu pierwszą implementacją technologii blockchain. Jego siła polega na tym, że był pierwszy. Całkowicie uzasadnione jest porównanie bitcoina do VHS. Owszem, przez wiele lat Beta i Super8 nie mogły stać się standardem, bo pozycję dominującą miał VHS. A potem przyszła przełomowa technologia CD/DVD i było pozamiatane.

W USA mówi się, że trzeba być ahead of the wave, czyli na przedzie zmian. Kto kupił bitcoina za $10-$100 ten zarobił. Kto inwestował w produkcję taśmy magnetycznej i kineskopów wkrótce po wojnie, ten przez dekady zbierał piękne żniwa. A kto dziś kupuje bitcoina jest jak osoba z 1988 inwestująca w produkcję magnetowidów i faxów.

Share This Post

Naganiacze na nieruchy

Rok 2005 wraca w wielkim stylu! Pamiętacie te czasy, gdy w USA naganiano na inwestowanie w nieruchomości? Po co pracować, skoro można kupić dom za $100k i sprzedać później za $200k? Przecież ceny nieruchomości nigdy nie spadają, prawda?

W Stanach sprawa jest o tyle prosta, że w razie czego można odesłać klucze do banku i sprawa zamknięta. Albo zrobić short sale – bank zgadza się sprzedać dom za sumę mniejszą niż kwota kredytu i stratę bierze na klatę. Proponuję zaproponować takie rozwiązania działowi windykacji w polskim banku.

Jak więc postawić na szali całe swoje życie, zaryzykować całym dorobkiem życia pod sam koniec cyklu koniunkturalnego, czyli mówiąc inaczej najpewniej przegrać wszystko? Bardzo łatwo. Trzeba chodzić na seminaria naganiaczy takich jak ’26 letni milioner’ Paweł Albrecht:

Już tłumaczę na czym polega katastrofalny błąd w założeniach. Proszę spojrzeć na zestawienie z 14:40, które Albrecht nazywa ‘magią kredytów’ a ja ‘pułapką dźwigni finansowej’:

Kredyt jest zawierany na 15-30 lat. W sytuacji, gdy w tym czasie dojdzie do kryzysu gospodarczego, to na rynkach wschodzących dojdzie do wzrostu stóp procentowych. Takich sytuacji w ostatnich latach było mnóstwo, na przykład w Turcji czy na Ukrainie. W takim przypadku oprocentowanie kredytu rośnie z owych 5% z przykładu do wartości dużo większych. I wraz z oprocentowaniem rośnie miesięczna rata kredytu, być może nawet więcej niż czynsz, jaki daje nieruchomość.

Kolejną cechą krachu jest to, że spadają ceny nieruchomości. I kredytobiorca znajduje się w pułapce – musi płacić więcej niż otrzymuje z czynszu i nie może się pozbyć nieruchomości bo musiałby pokryć bankowi różnicę pomiędzy pozostającym saldem kredytu a ceną sprzedaży. A w Polsce zbankrutować się nie da…

Jest w powyższym przykładzie jeszcze jedna manipulacja, te 10% po lewej stronie. Nie ma obecnie na rynku nieruchomości, które dają takie zwroty. Jeżeli znajdzie się coś, co pokrywa choćby koszty kredytu, miesiące bez najemców i inne straty, to jest dobrze. W takim wypadku zysk może polegać na tym, że po wielu latach spłacenia kredytu i użerania się z najemcami mamy spłacone mieszkanie.

Skończy się jak zwykle. Ludzie będą odcedzeni przez cwaniaków na grube miliony i już niedługo zobaczymy ich na ulicach proszących o pomoc prezydenta, premiera i wszystkich świętych.

Share This Post

Staty

W codziennym życiu nie operuje się statystykami. Dla większości ludzi ekonomia jest prosta – jeżeli nie ma bezrobocia i zarabia się lepiej niż w przeszłości, to jest OK. Ale staty są niestety nieubłagane. Na przykład taki wykres:

Disklejmer: jasne, znam wszystkie wady i zafałszowania tego wskaźnika, oraz fakt, że PKB nie przekłada się wprost na jakość i zadowolenie z życia. Ten wykres jest jak czytanie historii Ziemi z osadów i skamieniałości.

Starzy ludzie być może pamiętają świat z lat 80tych. Japończycy wygrali wówczas gospodarczą rywalizację z USA, zalewając świat wszystkim, szczególnie zegarkami, samochodami, statkami, RTV, komputerami, etc. Stąd wziął się taki PR, że Polska ma się stać drugą Japonią. Stąd wiele odniesień w popkulturze z tamtych lat, jak choćby scenariusz filmu “Szklana pułapka”, którego akcja dzieje się w wieżowcu wykupionym przez Japończyków. Trudno tłumaczyć kiepskie wyniki Japonii ostatnimi laty w inny sposób niż starzenie społeczeństwa.

Jak wytłumaczyć przewagę Szwecji nad Niemcami? Może do dziś Niemcy płacą rachunek za głupotę rozpętania obu wojen światowych, koszt odbudowy kraju po wojnie, koszt reparacji, koszt zjednoczenia?

A gdyby się ktoś zastanawiał nad tym, czy Chiny przeskoczą gospodarczo w najbliższym czasie USA, to odpowiedź jest na wykresie. Są szanse, tylko USA muszą dopuścić komuchów w rodzaju Sanders i Ortez do władzy, wywołać II Wojnę Secesyjną albo odpalić kilka bomb atomowych w głównych miastach. Wtedy tak.

Kto potrafi wyjaśnić różnicę między Czechami a Polską? Takie podobne dwa kraje, tak niewiele różnic w światopoglądzie, a jaka różnica w efektach. Jak to się dzieje?

A Polska? Od upadku komuny do wejścia do UE powolny rozwój. Potem gigantyczny kop w górę: otwarcie rynku UE, wyjazd milionów bezrobotnych, których nieudacznicy politycy nie potrafili zorganizować do pracy, transfery walutowe od nich, ogromne projekty infrastrukturalne i ogromne dotacje z UE. Pamiętam, jak prawacy byli sceptyczni przy wstępowaniu do UE, jaki to był skowyt i płacz, coś jak dzisiaj robią brexitowcy. Oba te stronnictwa powinny się rozpędzić i z całej siły walnąć łbem o ścianę. Choć sam nie wiem, czy mózgom wielkości orzeszka laskowego coś się stanie.

I na koniec jeszcze jedna obserwacja. Od końca ostatniego kryzysu Polska, Czechy czy Niemcy są w stagnacji. Na tle Chin czy zwłaszcza USA wygląda to bardzo kiepsko. Gospodarki są cykliczne, wobec tego wcześniej czy później przyjdzie jakiś kryzys, a wraz z nim pogorszenie wskaźników. Brak odpowiedniego wzrostu powoduje, że nie ma z czego spadać. To także przełoży się na ceny aktywów w Polsce, również na jakość życia.

Share This Post

Linki

Już bardzo dawno nie były uaktualniane linki w zakładce blogroll. Jak słusznie zauważył jeden z czytelników, sporo z nich już nie działa.

Zwracam się z prośbą do czytelników o podsyłanie linków wartych upublicznienia. Ważne jest, że w przypadku blogów link do mojego bloga musi być opublikowany na zasadzie wzajemności. I materiały nie mogą być oszołomskie, typu Braun, Michałkiewicz, Legutko.

Share This Post