All posts by Przemysław Słomski

Turcja

Przykład Turcji może być interesujący jako casus kraju, który swój rozwój oparł w znacznej mierze na zadłużeniu zagranicznym. Turcja jest krajem rozwijającym się o silnie rosnącej populacji (w 1960 ludność Turcji wynosiła 28 mln w 2017 już 81 mln pomimo dużej emigracji). Młode, coraz bardziej liczne społeczeństwo z jednej strony oznacza rosnący rynek wewnętrzny z drugiej zaś rodzi problemy związane z napięciami na rynku pracy i koniecznymi dużymi inwestycjami w nowe miejsca pracy oraz całą infrastrukturę .

Przy niedostatku oszczędności wewnętrznych akcja kredytowa oraz pośrednio cały wzrost gospodarczy Turcji był przez wiele lat finansowany przez kapitał zagraniczny. Turcja notowała jednocześnie od lat deficyt na rachunku obrotów bieżących finansowany napływem kapitału zagranicznego. Dużo kosztuje Turków utrzymywanie potężnej armii, jako że cały czas nierozwiązany jest problem kurdyjski. Strumień publicznych pieniędzy płynął szerokim strumieniem wspierając poprzez konsumpcje i państwowe inwestycje wzrost PKB. Banki strefy euro chętnie finansowały poprzez swoje filie lub też bezpośrednio turecki system bankowy skuszone atrakcyjnymi stopami zwrotu na szybko rosnącym rynku. Rynek tureckich obligacji rządowych wydawał się atrakcyjnym miejscem dla inwestorów zagranicznych do lokowania środków na relatywnie bezpiecznym a jednocześnie dochodowym rynku. Najbardziej zaangażowane na rynku tureckim wg danych BIS są banki z Hiszpanii 82,mld$, Francji 38 mld $ oraz Włoch -17 mld $.

Zaangażowanie  inwestorów ze strefy euro w Turcji w mld USD wg kraju pochodzenia wygląda tak:

Kryzysy mają to do siebie, że często wybuchają dość gwałtownie. Kurs walutowy waluty lokalnej do stabilnej waluty jaki USD czy CHF dobrze to obrazuje , niewielkie wahania występują przez długi okres czasu a potem następuje nagły ruch kiedy zagranica gwałtownie próbuje upłynnić aktywa w lokalnej walucie – mamy pożar w kinie. W 2018 nastąpiła dość gwałtowna zmiana postrzegania Turcji przez inwestorów zagranicznych z przyczyn politycznych, ale także na skutek rosnących obaw o zdolność do finansowania zadłużenia podmiotów tureckich w sytuacji rosnących stóp procentowych w USA i umocnienia dolara. W pewnym momencie dynamika umacniania się dolara do liry tureckiej wymusiła na inwestorach portfelowych działających w Turcji zamykanie pozycji i przyłączenie się do trendu. Dochodzi wtedy do klasycznej sytuacji sprzężenia zwrotnego wielokrotnie występującego w przypadku kryzysów walutowych. Sprzedaż obligacji i ucieczka inwestorów zagranicznych z lokalnego rynku obligacji jest ściśle powiązana z załamaniem kursu lokalnej waluty. Masowa wyprzedaż obligacji powoduje gwałtowny wzrost rentowności papierów oraz spadek cen. Skala spadku cen obligacji rządowych w przypadku kryzysu w Turcji była znaczna. Przykładowo obligacja rządu Turcji wyemitowana w marcu 2018 po cenie 99,65 za 100 z terminem wykupu we wrześniu 2027 o stałej stopie procentowej (kupon 12,40%) notowana była po 71 za 100. Oznacza to kilkudziesięcioprocentowy spadek ceny rynkowej wyrażony w walucie lokalnej. Załamanie kursu waluty spowodowało oczywiście wzrost cen towarów importowanych oraz wzrost inflacji). Zmusiło to turecki bank centralny do podniesienia stóp procentowych. Rosnące stopy procentowe w połączeniu z rosnącym kursem walutowym przełoży się z pewnością na sytuację kredytobiorców (zwłaszcza zadłużonych w USD). Problemy kredytobiorców w połączeniu z załamaniem cen obligacji spowodują z pewnością w niedługim czasie pogorszenie wyników tureckiego sektora bankowego co wywoła recesje w gospodarce.

Gospodarka Turcji uzyska ostatecznie równowagę ( kraj ten stał się bardzo tani dla turystów zagranicznych oraz inwestorów) ale proces dostosowania do nowych warunków na rynku finansowym będzie długotrwały. Rząd Turcji walcząc z kryzysem walutowym podjął szereg niekonwencjonalnych działań mających na celu zmniejszenie skali dolaryzacji gospodarki i ucieczki obywateli do dewiz. Prezydent wezwał obywateli Turcji do sprzedaży zagranicznych walut i złota. Depozyty walutowe obywateli zostały obłożone dodatkowym podatkiem. Wprowadzony został także zakaz zawierania umów dotyczących obrotu nieruchomościami oraz najmu w walutach obcych celem ograniczenia znaczenia walut zagranicznych w lokalnym obrocie gospodarczym. Przykład turecki wskazuje, że postrzeganie danego kraju przez inwestorów może się bardzo szybko zmienić. Nie jest bezpieczne dla gospodarki uzależnienie się od finansowania zagranicznego i długotrwałe utrzymywanie ujemnego salda w obrotach z zagranicą.

W warunkach kryzysowych dynamika zmian cen rynkowych i podstawowych wskaźników ekonomicznych jest bardzo szybka. Skala ruchu cen jest również bardzo duża – w krótkim czasie sięgająca kilkudziesięciu procent nawet na rynku o wydawałoby się dużej płynności. Kryzys walutowy relatywnie szybko może przekształcić się w kryzys sektora bankowego oraz ogólnokrajowe załamanie gospodarcze. Władze w sytuacji kryzysowej mogą bardzo szybko przeprocedować i wprowadzić w życie dotkliwe dla obywateli rozwiązania. Jako że cała władza jest skoncentrowana w rękach Erdogana , jego zięć jest ministrem finansów, pojęcie niezależności banku centralnego w Turcji nie istnieje to dla tureckich obywateli i przedsiębiorców szykują się ciekawe czasy zgodnie z chińskim przysłowiem . Zaczyna się walka ze spekulantami, została wystosowana prośba o obniżki cen w celu obniżenia inflacji. Erdogan ma jednak taki atut w rękawie, że może zagrać kartą uchodźców . Unia a a zwłaszcza Niemcy nie za bardzo mogą sobie pozwolić na upadek Turcji – kolejny milion uchodźców to nie jest to czego potrzebuje Unia. W przypadku kompletnego załamania Turcji miliony Kurdów tureckich mogą zupełnie spokojnie udawać uchodźców z północnej Syrii czy Iraku . Sto lat temu emigrant z Polski mógł być obywatelem trzech różnych państw i był nierozróżnialny dla urzędnika imigracyjnego np. w USA – tak teraz jest z Kurdami . Dlatego uważam, że Unia będzie holować Turcję i nie dopuści do upadku tego kraju. Do tego dochodzi sytuacja w Syrii i Iraku -Turcja jest tam bardzo aktywna , przede wszystkim ze względu na Kurdów. Stąd wielostronne spotkania na szczycie , uśmiechy i wspólne zdjęcia.

Nasi decydenci przyglądają się rozwojowi sytuacji w Turcji i wyciągają wnioski. Członkowie RPP już teraz opowiadają ciekawe rzeczy, Eryk Łon powiada: „Z uwagą będę obserwował dalszy rozwój sytuacji w Turcji. Dynamiczne, nacechowane bardzo wysokim poziomem dumy narodowej wypowiedzi prezydenta R. T. Erdogana przyczyniły się do ukształtowania się kursu liry tureckiej na poziomie korzystnym dla tureckiego eksportu oraz tureckiej turystyki. Na tym przykładzie widzimy, w jaki sposób możliwe jest sprytne wykorzystanie suwerenności monetarnej, czyli prawa do prowadzenia własnej polityki pieniężnej oraz faktu posiadania własnej waluty” .

Dlatego warto zapoznać się z przykładem tureckim – w razie problemów nasi rządzący nie będą wahać się przed przykręceniem śruby: zobaczymy osłabienie złotówki ,cuda na oficjalnym wskaźniku inflacji, nowe podatki i walkę ze spekulacją ( być może przymus sprzedaży ze stratą na większą skalę ) i dużo innych ciekawych rzeczy.

Krak Anonim

Share This Post

Dzień wolny 12 listopada

Towarzysz Gierek postanowił wprowadzić wolne soboty od 1973 roku. Wcześniej pracowało się sześć dni w tygodniu. Pierwsza wolna sobota przypadła 21 lipca 1973 roku, dzień przed wielkim patriotycznym świętem 22 lipca. Już tu widzimy pewne podobieństwo do wolnego wprowadzonego 12 listopada 2018, dzień po wielkim patriotycznym święcie 11 listopada.

Jakie konsekwencje miało stopniowe wprowadzanie wolnych sobót w PRL? Wydajność tzw. “gospodarki uspołecznionej” spadła o 16%, ponieważ o tyle czasu mniej pracowano. A że gospodarka była i tak niewydajna i rachityczna, to był to poważny cios. Jednym z efektów były podwyżki, konieczne do zrównoważenia spadku wydajności, co z kolei doprowadziło do strajków. Strajki to jeszcze mniej godzin przepracowanych, kolejny spadek wydajności, płacenie robotnikom banknotami bez pokrycia w wyrobach w sklepach, kolejne strajki. Następuje sprzężenie zwrotne, doszło do hiperinflacji i załamania systemu. Zupak Jaruzelski nigdy nie mógł pojąć tego mechanizmu.

Dziś mamy około 250 dni roboczych w roku. Wprowadzenie każdego dodatkowego święta zmniejsza naszą gospodarkę o 0,4%, ponieważ tyle produkuje się towarów i usług każdego dnia roboczego. Niby nic, co to jest 0,4%, ktoś mógłby powiedzieć. To jednak całkiem sporo, jeżeli pomnoży się to przez całkowity produkt krajowy. I całkiem sporo, jeżeli policzy się wzrost gospodarczy. Można mieć 2,0% wzrostu gospodarczego, albo wprowadzić dodatkowy dzień wolny i mieć 1,6%.

Są dwa zasadnicze i sprzeczne ze sobą poglądy na to, skąd się bierze bogactwo danego kraju. Kapitaliści uważają, że dochód bierze się z wolności gospodarczej oraz ciężkiej pracy wszystkich mieszkańców kraju, często trwającej dłużej niż 40 godzin tygodniowo. Socjaliści uważają, że bogactwo bierze się z wprowadzania szeregu regulacji prawnych, opodatkowywania jednych obywateli i dawania innym. Większość Polaków od zawsze znajduje się w tej drugiej grupie i licząc na darmowy lunch głosuje na polityków socjalistycznych (choć nie używa się tego terminu). A rządy tych, co są obecnie przy żłobie skończy się tak samo, jak rządy tych, którzy byli przy żłobie w latach 70tych – gospodarczą klapą.

Share This Post

RMC

Złoto wrze w temperaturze 2856 st C. A jednak złoto posiada tą ciekawą właściwość, że sublimuje intensywnie już w temperaturze pokojowej. Podobnie zachowuje się suchy lód, czyli zestalony CO2 – wystarczy położyć grudkę na stole i dosłownie w oczach znika. Złoto wystarczy położyć, nawet w szczelnie zamkniętym magazynie, a po jakimś czasie złoto znika. Znam przypadki błyskawicznych zjawisk tego typu – kładzie się monetę z czystego złota, obraca na kilka sekund i moneta sublimuje do stanu gazowego, co dla niewprawnego oka może przypominać znikanie.

Tego typu zjawisko fizyczne zaistniało właśnie w ogromnej amerykańskiej rafinerii metali szlachetnych RMC. Rachu ciachu i nagle okazało się, że brakuje towaru na pół miliarda złotych i poszkodowanych może być nawet kilka tysięcy osób i firm, które tam rafinowały kruszce, a następnie trzymały surowiec w ich magazynach.

Zarząd RMC próbował ratować sytuację sprzedażą całej firmy, ale deal z Valcambi nie doszedł do skutku. Cała sytuacja i wiedza na tą chwilę została omówiona w tym filmiku.

Ten przypadek potwierdza moją filozofię zarządzania firmą z branży metali szlachetnych, której staram się trzymać konsekwentnie od lat. Choć ta perspektywa bardzo mnie kusi, to staram się nie rozwijać firmy i nie tworzyć oddziałów. Dokładam starań by samodzielnie zajmować się wszystkim co jest związane z finansami i metalem. Oczywiście muszę stwierdzić, że w firmie mam grono fantastycznych współpracowników, ale w razie mojej pomyłki czy jakiejkolwiek innej straty surowcowo-finansowej mogę mieć pretensje tylko i wyłącznie do siebie.

A teraz, na pamiątkę, zostały nam piękne filmy reklamowe RMC na Youtube.

Share This Post

Ersatz demokracji

W krajach peryferyjnych jakość produktów i usług jest znacząco niższa. Powietrze, grunt i woda są skażone. Jedzenie jest dużo bardziej kiepskie. Proszek do prania mniej pierze. Paliwa silnikowe mają mniejszą kaloryczność. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Nawet papier toaletowy jest węższy i łatwiej go przebić palcem – wtedy można się dosłownie przekonać o gównianej jakości w kraju II świata.

Demokracja dostarczana w Polsce też jest drugiej jakości. Istnienie list krajowych powoduje, że wybory ograniczają się tylko i wyłącznie do wyłonienia wygrywającej partii, na czele której stoi jakiś tam kacyk, Kaczyński, Miller czy inny Tusk. Jasna sprawa, przywódcy I świata w ten sposób upraszczają sobie robotę. Nie trzeba dogadywać się z grupą polityków, tylko z jednym politykiem, który wdroży zawarte ustalenia.

Znamienne jest również unikanie referendum. W oczach polityków Polacy są dość mądrzy by ich wybierać, ale natychmiast okazują się debilami, jeżeli mieliby sami podejmować decyzje. Słyszałem wypowiedz jakiegoś polityka, że Polacy są tak głupi, że gdyby pozwolić im na referendum, to całkowicie znieśli by podatki. Za to polscy politycy są tak mądrzy, że co rok generują nam deficyt budżetowy i nie są w stanie stworzyć sprawnie działającej służby zdrowia czy systemu emerytalnego.

Zbliżają się wybory uzupełniające w USA, w związku z czym na mejla przyszła karta wyborcza, żeby można się było z nią spokojnie zapoznać w domu. Tu ją wrzucam.  Czy jako wyborca w RP dostajesz kartę wyborczą w mejlu? Dlaczego?

Pytań referendalnych jest 17. Pytania dotyczące zmian lokalnej konstytucji omówione są szerzej tu. Nie są to jakieś ogromnie ważne tematy, takie rzeczy głosuje się w czasie pełnych wyborów parlamentarnych. Ale jednak jakieś pytania są. Dlaczego w Polsce takich pytań w ogóle się nie zadaje?

I ostatnie pytanie. Jest tak dużo różnych mediów w Polsce. Niektóre reklamują się jako bardzo narodowe i bardzo patriotyczne. Dlaczego tak dużo straszy się ludzi zamordyzmem w Korei czy w Rosji, a nikt nie pokazuje przykładów pozytywnych, jak się żyje w normalnym kraju, tak jak właśnie to zrobiłem w tym wpisie?

Domyślam się, że część polityków musi mieć w nocy koszmary. Na przykład takie, że ktoś nie wyłączy mikrofonu. Albo ktoś ich kiedyś osądzi. Że wyborcy będą mogli łatwo tworzyć referenda w sieci i na nie głosować, wynajmując polityków nie do decydowania za nas, ale do wdrażania podjętych przez nas decyzji. Albo system się zmieni na “płynne wybory”, czyli wyborca loguje się na swoje konto w necie i jednym kliknięciem zmienia polityka, którego popiera. Co miesiąc głosy są zliczane, skompromitowanym politykom się dziękuje, na ich miejsce wskakują inni.

Share This Post

Współpraca

Ostatnimi czasy zalew nowych obowiązków powoduje, że nie mam czasu rozpisywać się na blogu. Z drugiej strony nie chcę dopuścić do całkowitego “zarośnięcia perzem” bloga, ponieważ na horyzoncie mamy kolejny duży kryzys finansowy. Zresztą, kto wie, czy on się już zresztą nie zaczął. Wygląda na to, że NYSE osiągnęła szczyt i zaczyna lot w dół, a złoto osiągnęło dołek i zaczyna lot w górę.

Obserwując blogi pisane w różnych krajach i na różne tematy zauważam trend ewoluowania serwisów z całkowicie amatorskich do pół- czy całkiem profesjonalnych. To wymaga dużo pracy, więcej niż jest w stanie wykrzesać z siebie jedna osoba.

Dlatego właśnie poszukuje osoby zainteresowanej współpracą nad redagowaniem tego bloga. Wymagania nie są wygórowane, wystarczą właściwe (czyli zbliżone do moich) poglądy ekonomiczne, chęć do pisania i elementarna umiejętność prowadzenia “riserczu”.

Nie uznaje wykonywania pracy za darmo. Jestem przekonany, że z odpowiednią osobą na pewno się uda współnie zarobić pieniądze.

Share This Post

Dawniej MW, obecnie G, wielkie G

Jakiś czas temu pojawił się u mnie miły klient. Kupił sobie australijską srebrną monetę 10 oz.

Co robi sprytny klient, który kupuje kruszec u jednego dilera? Biegnie do jubilera, urzędu probierczego lub innego dilera, aby upewnić się, że moneta nie jest fałszywa. Tak też zrobił mój klient, poszedł do dilera G (dawniej MW, wszyscy wiedzą o kogo chodzi), a tam dwie panie w okienku powiedziały mu, że nie są pewne, ale jak dla nich to moneta jest fałszywa. Bo jak się magnesem przesunie, to się zachowuje, jakby w środku był wolfram. Najwyraźniej nie potrafią stosować się do wskazówek jak badać srebro i nie potrafią obsługiwać wag magnetycznych.

Otrzywawszy telefon o takiej treści spotkałem się z klientem, oddałem mu pieniądze, a także poprosiłem, żeby zaniósł monetę z powrotem do G z prośbą o nawiercenie pod kątem obecności metalu nieszlachetnego i pisemną opinię. Niestety, pisemnej opinii G nie wydaje. A główny technik, jak już wrócił z urlopu, to stwierdził, że moneta jest jednak oryginalna. I monetę oddali, podobno jakoś specjalnie nie przepraszając.

I teraz pojawiają się pytania. Co by było, gdyby klient zaczął się rozpisywać na forach, że został oszukany przez moją firmę? Czy firma G, której pracownice rzucają grube oskarżenia, pokryłaby powstałe wymierne szkody finansowe? A może one same są w stanie odpowiadać swoim majątkiem za spowodowane szkody?

Klienci wadliwie zakładają, że wielość oddziałów, marmury i garsonki świadczą o wysokiej jakości obsługi oraz świetnim, tanim towarze. Niestety, świadczą tylko o wysokich cenach i braku osobistej odpowiedzialności. Te panie być może wczoraj pracowały w mięsnym, a dziś, po krótkim szkoleniu, sprzedają złoto inwestycyjne i ‘doradzają’ klientom. Oraz, co gorsza, ‘testują’ czyjś towar.

Zresztą rynek zdaje się już to karze. Spółka G ma swoje problemy. Nie tak dawno UOKiK ostrzegał przed ich programem oszczedzania w złocie. I jak się przyjrzymy raportom finansowym, publikowanym przez właściciela, grupę T (str 23-25), to obraz jest dość ponury. Za 2017 strata wyniosła ponad 5 milionów zł. Za pierwsze pół roku bieżącego 2018 strata wynosi juz ponad 2 miliony. Łączna strata od początku działalności idzie w dziesiątki milionów. Ile, nie wiadomo dokładnie, poprzez mnogość spółek i spółeczek.

Jak to może się skończyć? Giełda już to wyczuwa, kurs spadł do bardzo niskiego poziomu 2 zł, a jeszcze nie tak dawno zawierał się w widełkach 7-10 zł.

Następni po akcjonariuszach obudzą się kredytodawcy, czyli banki. Po prostu wymówią linie kredytowe. I to będzie koniec. Jakoś nie wierzę, że znajdzie się chętny do finansowania tej spółki, przy tak negatywnym sentymencie do złota u inwestorów. Domyślam się, że cała koncepcja stojąca za powstaniem tej spółki to stworzyć prężną spółkę i sprzedać ja jakiemuś dużemu światowemu graczowi. Z tym, że to nie przejdzie. Nie przy wspomnianym negatywnym sentymencie, gdzie niekórzy amerykańscy dilerzy odnotowują spadki sprzedaży 80% rok do roku, i gdzie spółka przyniosła multimilionowe straty.

Spółka G oferuje ‘dostawę terminową’ w 45 dni (robocze). To jest piękna droga do typowej piramidy finansowej. Spółka przynosząca straty może się ratować oferując dostawę terminową, czyli za sprzedaż dzisiaj kupowany jest towar dostarczany klientowi, który dokonał zakupu dwa miesiące temu, a dzisiejszy klient dostanie towar w przyszłości, kupiony za pieniądze kogoś, kto zrobi zakup za dwa miesiące. Ma to szansę działać tak długo, jak jest świeży dopływ środków. Małe potknięcie, powstaje panika i okazuje się, że towar nie przychodzi na czas i że jest długa kolejka klientów czekających na kupione złoto. Takich przypadków mieliśmy już parę, mam tu na myśli Hyath i Dominusarx, przed którymi zresztą ostrzegałem.

Na zakończenie dodam, że nie czuję wrogości do spółki G. Ten wpis jest spowodowany troską, aby konsumenci nie stali się poszkodowani i aby złoto inwestycyjne nie kojarzyło się wyłącznie z kolejnymi przekrętami. Uważam, że wszyscy dilerzy jadą na tym samym wózku. Robimy dobrą robotę starając się uświadamiać ekonomicznie naszych klientów, chronić ich majątek przez zakusami rządów i podatkiem inflacyjnym. Chciałbym móc napisać coś bardziej optymistycznego o naszym polskim rynku.

Share This Post

Obligi

Inwestorzy poszukują bezpiecznej przystani dla swoich pieniędzy, co z roku na rok jest coraz trudniejsze. Ceny nieruchomości są wyspekulowane na całym świecie, również w Polsce, co wynika z obfitego dostępu do taniego kredytu. Wysokie ceny dyskwalifikują tego typu aktywa. Giełda w Polsce to są jakieś żarty, nawet nie ma sensu nie ma się o tym rozpisywać, podobnie jak obligacje korporacyjne. To wszystko jest jeden wielki wałek, ‘kotłownia’, mający na celu odcedzanie ‘ulicy’ z kapitału. Jak słyszę te brednie, że ‘w długim terminie akcje zawsze rosną’, to pusty śmiech mnie ogarnia. Nie do wiary, że są jeszcze gość głupi ludzie, żeby inwestować na GPW.

Są jeszcze lokaty straceniowe (bo poziom odsetek nie pokrywa inflacji, więc się oszczędza, a traci), oraz obligacje państwowe ‘strata, z ryzykiem’. Strata, bo odsetki są śmiesznie niskie, i ryzyko, bo zainteresowanym osobom mogę pokazać obligacje RP, których RP nie wypłaciło i nie wypłaci. Ponosi się ryzyko, że znowu zostanie się przekręconym przy okazji jakiejś politycznej rozróby czy światowego krachu.

Nie wszyscy chcą pakować się w 100% w złoto, co jest zrozumiałe. Nie wszyscy ludzie rozumieją, że warto mieć i że można kupić złoto, co już jest mniej zrozumiałe. Dlatego Polacy mają jakieś 67 miliardów zł w walutach obcych, ulokowanych w bankach.  Tylko, że tej kasy już tam nie ma, są tylko zapisem na kontach. Pieniądze nie leżą w kasie banku, czekając na właścicieli, lecz są pożyczone. W razie krachu, jak na Cyprze czy Ukrainie, możliwy jest run na bank i ze swojej lokaty będzie można wyciągnąć 100 euro dziennie, jak się odstoi swoje 8 godzin w kolejce… Albo dostać równowartość w zdewaluowanych złotówkach, na przykład po 4 zł za dolara, gdy rynkowy kurs będzie wynosił na przykład 20 zł. Niestety, ludzie nie zdają sobie z ryzyka lokowania walut obcych w bankach, nabierają się na zapewnienia o ‘gwarancji do 100 000 zł’.

Jedną w ciekawych opcji, choć mocno kontrowersyjną, jest posiadanie obligacji USA. Wykres 10 latek wygląda tak:

Nastąpiło mocne wybicie z obecnego trendu.  Jak to się dalej potoczy? Są głosy, które wieszczą początek kryzysu walutowego, krach dolara. Taki scenariusz, choć możliwy, biorąc pod uwagę skalę zadłużenia USA, uznaję za mało prawdopodobny. Bardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz, w którym wzrost oprocentowania obligacji spowoduje przepływ kapitału z giełdy i uformowanie bessy, a to z kolei spowoduje dalszy spadek oprocentowania obligacji USA. Być może jesteśmy w lokalnym szczycie oprocentowania obligacji.

Zakup obligacji średniego horyzontu (5-10 lat) da zablokowanie obecnych poziomów odsetek na taki okres. To daje inwestorowi ryzyko na scenariusz krachu wartości dolara, i jednocześnie szansę wypłacania relatywnie wysokich odsetek gdyby doszło do krachu na rynku akcji i napływu kapitału na rynek obligacji. Posiadanie obligacji USA daje też zabezpieczenie przed krachem na rynkach peryferyjnych.

Nie jest łatwo uzyskać ekspozycję na obligacje USA. Kotłownie nie chcą wypuszczać ofiar ze swoich szponów. Są jednak nieliczne domy maklerskie w Polsce, które dają możliwość nabycia walorów na giełdzie w Nowym Jorku. Warto pamiętać, że konto maklerskie w Polsce wyrażone jest w złotówkach. Wobec tego w scenariuszu osłabienia złotówki wobec dolara powstanie nominalny wzrost wartości konta. Innymi słowy, od zeszmacenia złotówki trzeba płacić podatek dochodowy.

Share This Post

Wybory 2018

Większość rozsądnych ludzi jest zgodna co do tego, że demokracja w obecnej formie jest czystą kpiną. Oddaje się władzę w ręce ludzi, którzy są dobrzy tylko w jednej rzeczy – w zdobywaniu głosów wyborców. Natomiast niekoniecznie sprawnie zarządzają krajem i prowadzą go w dobrym kierunku. I niekoniecznie kierują się dobrem ogólnym, a częściej napchaniem własnej kieszeni.

Obejrzałem dzisiejsze wydanie wiadomości w telewizji reżimowej. Akurat trafiłem na doniesienia o wyprawie GITD do papieża, a zaraz z nią na falę oczerniania opozycyjnych samorządowców. Mam już swoje lata, dlatego pamiętam Dziennik Telewizyjny z czasów Jaruzelskiego. Odniosłem wstrząsające wrażenie deja vu. Ten charakterystyczny, gebelsowki, szczekający ton głosu, czytający rewelacje o pielgrzymujących funkcjonariuszach i skorumpowanych politykach… Tylko kolor mundurów nieco się zmienił, jeździ się do Watykanu, a nie do Moskwy, natomiast sama narracja jest taka sama.

Nagonka polityczna też jest niezmiernie podobna. Zamiast prezentowania powielaczy i dolarów wysłanych przez rewizjonistów z Bonn, widzimy kompromitujące materiały o samorządowcach. Ktoś z nich przeklina, inny ma kochankę, podobno coś tam sprzedali za półdarmo … wyroków za te rzekome malwersacje jeszcze nie ma, sądy są jeszcze niepokorne, ale niedługo będą.

Sam niechętnie legitymizuję władzę swoim głosem. Ale skoro tej władzy tak zależy na oczernieniu opozycji, to utwierdza mnie to na stanowisku, że warto iść zagłosować. Tak jak większość obywateli olewam stalinowsko-hitlerowski obowiązek meldunkowy, więc zarejestrowałem się zdalnie do wyborów w serwisie ePUAP. I będę skreślał jak szalony.

Share This Post