Categories
Ekonomia Energia

Prund i wungiel

Dla zwykłego zjadacza chleba energetyka jest po prostu prądem w gniazdku. Można włożyć grzałkę do szklanki wody, wtyczkę do gniazdka, by po chwili nasypać mielonej kawy do wrzątku. Ot i cała energetyka.

Politycy biorą się u koryta mniej-więcej z kart do głosowania, które wyborcy zakreślają w pewnym miejscu. Owi politycy, podejmujący kluczowe decyzje co do rozwoju kraju, mają taki sam poziom intelektualny, jak wyborcy który na nich zagłosowali, czyli w ogromnej większości są debilami. Kompletnie nie rozumieją skomplikowania świata w którym żyją, co nie przeszkadza im w podejmowaniu kluczowych decyzji. Putin nie czyta Pudelka ani Joe Monstera, wystarczy mu prasówka o decyzjach naszego rządu.

Ilość produkowanej/zużywanej energii elektrycznej przekłada się na zaawansowanie cywilizacyjne, a wiec poziom życia na danym obszarze. Im nowocześniejsza gospodarka, tym mniej łajna zużywa na polach i kilofów w kopalniach, a tym więcej prądu. Energia to produkcja, przetwarzanie surowców, nowoczesny transport, nowoczesne ogrzewanie. Energia to podstawa wszystkiego, całej gospodarki.

Jak pamiętamy z okresów letnich, Polska produkuje tyle energii, że ledwo jej starcza na nasze potrzeby w okresach szczytowego zapotrzebowania. Gdy są upały i klimatyzatory zużywają duże ilości, to zakłady przemysłowe dostają telefony z nakazem zaprzestania poboru.

Jeżeli już dziś zdarzają się niedobory, to ja się pytam premiera Morawieckiego, czym on chce ładować ten obiecany milion samochodów elektrycznych? Ani infrastruktura przesyłowa, ani produkcyjna nie ma odpowiednich rezerw zasobów. Wszystko oparte jest na infrastrukturze zbudowanej za Gierka w/g technologii sprzed 100 lat. Ledwo to dyszy, para leci na złączach.

Jeżeli spojrzymy na listę krajów w/g zużycia energii elektrycznej to przeczytamy, że jesteśmy w otoczeniu takich mocarstw jak Ukraina, Białoruś czy Macedonia, na poziomie 3,686 kWh/łeb rocznie. Kraje rozwinięte, takie jak Francja, Holandia czy Niemcy, zużywają jakieś 6400 kWh/łeb rocznie. Widać różnicę.

Można postawić tezę, że produkcja energii elektrycznej w Polsce powinna być o jakieś 50% większa niż dziś. 5529 kWh/łeb rocznie dałoby nam miejsce między Czechami i Słowacją, Danią i Irlandią. Aspirujemy do bycia Ukrainą czy może Irlandią?

Polska nie ma potencjału do produkcji energii termalnej, jak Islandia. Nie ma rzek, które można spiętrzyć w górach, jak Norwegia. Nie ma tyle słońca co Hiszpania. Jest tylko możliwość budowania “wiatraków”, ale to jest kontrowersyjna technologia. Niemiła dla oczy i uszu, mordująca ptaki, nieekologiczna, bo pochłaniająca ogromne ilości rzadkich surowców. Energetykę “odnawialną” można włożyć między bajki, tylko kudłacze z grinshitu się na to nabierają, albo nas chcą nabrać, trudno powiedzieć.

Jedyna droga to energetyka jądrowa, zbudowana na nowoczesnych, bezpiecznych reaktorach. Zabezpieczona przed debilami (powód awarii w Czarnobylu) i poza strefami tsunami/trzęsień ziemi (awaria w Fukushimie).

Ciemny lud boi się tego, co niewidzialne. Nie boją się smogu za oknem, ale boją się duchów. Na tej samej zasadzie oparty jest strach przed atomem. Jeżeli zmieszamy to z nieufnością do państwa, które od setek lat okrada nas i oszukuje, to mamy sprawę jasną. Ludzie są przekonani, że zbudują nam elektrownie z piasku (bo cement rozkradną), która zaraz się zawali i wszystkich nas pozabija.

A każdy rząd to śmierdzące tchórze. Oni myślą tak: skoro coś działało w 2017 to czemu ma nie działać w 2018? Po co się wychylać? Nie trzeba się zmagać z oporem ludzi, z protestami ekoterrorystów z grinshitu, i wydawać hajsu. Tylko, że nie. Właśnie mamy srogi reality check, czyli zetknięcie ze ścianą.

I co rząd robi? Od jutra zaczyna budować reaktory? Nie. Adrian podpisuje ustawę, która odsunie egzekucję o 365 dni. Żeby tylko wygrać następne wybory, wtedy nasz dobry naczalnik Jarek na pewno coś wymyśli.

Reasumując, Polska to nie jest kraj dla normalnych ludzi. Dla urzędników, polityków, kleru, rolników i górników może tak, dla reszty raczej nie.

Share This Post
Categories
Ekonomia

Centrum Pieniądza NBP

Poniżej wpis gościnny – кіт

Polska to nie Wenezuela? Się dowiemy …

Dwa tygodni temu będąc w Warszawie, wśród ciekawych miejsc moją uwagę przykuł Centrum Pieniądza NBP im. Sławomira S. Skrzypka. Otwarty niemalże cały rok, wejście darmowe, miałem kilka godzin do spędzenia, czekając aż żona skończy zajęcia, no to pojechałem. Jest na terenie główniej siedziby NBP w Warszawie, więc przy wejściu do placówki edukacyjnej, którym jest CPNBP, od razu zostaniemy przeskanowani przechodząc przez bramkę, a nasza plecak czy torebka zaliczy przejazd taśmociągiem przez rentgen, aby obowiązkowo wylądować w szatni. Dostajemy mapkę obiektu i zaczynamy zwiedzanie. Tu nie będę skupiać się na tym, co warto tam zobaczyć, bo warte obejrzenia i zapoznania się jest dosłownie wszystko. Mamy całą salę poświęcona historii pieniądza muszelek i kamieni z otworem z czasów pierwotnych, potem czasy antyczne, średniowiecze aż po współczesne banknoty. Jest też dział poświęcony systemom pieniężnym ostatnich kilkuset lat, historii powstania i rozwoju banku centralnego Polski, numizmatycy będą zachwyceni zbiorem monet, sięgających czasów początków bicia monet z metalów szlachetnych.

A młode osoby na pewno będzie zadowolone z odwiedzin sal giełdy i rynkom finansowym, nowoczesnym systemom płatniczym, miedzy innymi kryptowaluty już znalazły swoje miejsce na gablotach. Osoby o zacięciu artystycznym otrzymają masę wrażeń w sali tworzenia i produkcji polskich pieniędzy, a też zapoznają się z pieniądzem w sztuce. Przyszli fałszerze będą mogły zobaczyć fałszywe banknoty, spróbować swoich sił w ich rozpoznawaniu i dowiedzą się o systemach ochrony walut papierowych. I pewnie zmienią swoje plany stać na tą ścieżkę życiową, bo taka trwa dość krotko, a jej skutki będą z nimi nawet 25 lat, jeżeli zostaną złapani.

I pewnie każdy będzie na cale życie pamiętać pobyt w skarbcu, gdzie można sobie do rąk wziąć prawdziwą sztabę złota próby 999, która waży 400 uncji trojańskich (ok. 12,5 kg). Robi to niesamowite wrażenie. Tyle wagi upchanej w sztabce o wymiarach, które łatwo chwycić dłonią, ale na pewno dużo trudniej jest to maleństwo podnieść. No tak, bo podniesienie ekwiwalentu ok. 2 mln złotych nie może być łatwym. Mam nadzieje, że nie jest to jedyna sztabka NBP, trzymana w Polsce. Bo wszyscy wiemy nastawienie banków centralnych w tym Polskiego NBP do żółtego metalu. Taka ciekawostka: z jednego z zamieszczonych zdjęć wynika, iż 1 gram złota kosztował w latach międzywojennych 5 zł. Wynagrodzenie kształtowało się w zakresie 20-80 gram złota miesięcznie. Obecnie 1 gram złota kosztuję: 153 zł. Źródło. Czyli 100 lat temu miesięczna płaca minimalna była ok. 3060 współczesnych złotych, a kwalifikowany pracownik wyciągał ok. 12200 zł/m-c. To obecnie rządząca partia ma jeszcze duże pole do poPiSu w swoich obietnicach przedwyborczych.

Będąc w pracowni produkcji pieniędzy zagadałem z pracownikiem tego centrum, najpierw był to praktykant, ale kiedy nie potrafił sensownie odpowiedzieć, dla czego Polska trzyma swoje złoto w Londynie, zawołał starszego kolegę, który cytuję powiedział:, „ale Polska zarabia na złocie”, przy czym nie potrafił wytłumaczyć, w jaki sposób metal, który leży w skarbcu, może zarabiać. Prawdopodobnie nie słyszał o leasingu złota, czyli sytuacji, że już nie jesteśmy właścicielami złota, tylko kartki, a raczej nawet nie papierowej tylko elektronicznego wpisu, że jesteśmy właścicielami złota w Banku Anglii. Czyli obietnicy, a czego warta taka obietnica, zwłaszcza dana Bankiem Anglii, wiemy z jednych z poprzednich wpisów o Wenezueli.

Znalazłem ten pomysł NBP na piśmie w broszurce „O losach polskiego złota w czasie II wojny światowej” w jednym z ostatnich rozdziałów. Generalnie przekaz NBP w tej placówce edukacyjnej wg mnie jest dość prosty: złoto to sobie możecie pogłaskać i porobić sobie z nim zdjęcia na pamiątkę, ale wszytko się kręci wokół pieniądza papierowego.

A na koniec umieściłem swoje komentarze na zdjęciach poniżej.

Share This Post
Categories
Ekonomia

Proroctwa 2019

Zwykle nie stawiałem prognoz na kolejny rok. Życie ma to do siebie, że jest pełne niespodzianek, których nie można przewidzieć. Ale w tym roku zrobię sobie na przekór i rzucę kilka moich typów. Za rok będziemy mogli się z nich pośmiać. W końcu będzie dowód czarno na białym, że się na niczym nie znam. No to lecimy.

Na giełdzie nowojorskiej Dow Jones nie pobije swojego szczytu 23254, rok 2019 będzie rokiem bessy.

Gospodarka USA zanotuje co najmniej jeden kwartał spadku gospodarczego, być może dwa, co by oznaczało wejście w recesję.

Bitcoin będzie nadal wyprzedawany, cena w pewnym momencie spadnie do $1k.

Indeks cen nieruchomości w USA zacznie spadać.

Nastąpi odwrót od rynków wschodzących, przez co złotówka się osłabi. Złoto na koniec 2019 będzie kosztować >6000 PLN.

Brytyjczycy wyjdą w Unii w scenariuszu hard exit, będzie mnóstwo perturbacji wynikających z konsekwencji wyjścia z Unii.

Wybory parlamentarne i europarlamentu wygra PIS.

Zbankrutuje duży diler złota w Polsce.

Przy okazji, składam Czytelnikom najlepsze życzenia.

Share This Post
Categories
Ekonomia

Wenezuelskie złoto

Banki w UK słyną z najgorszego poziomu obsługi klienta na świecie. Otwarcie konta jest skomplikowane i utrudniane. Wpłacanie własnych pieniędzy jest utrudniane, rzekomo w ramach walki z przestępczością. I co ciekawe, wypłacanie własnych środków jest utrudniane. Kasjer pyta po co klientowi tyle gotówki, i jeżeli odpowiedz mu się nie spodoba, to po prostu odmawia wypłaty. Co ciekawe, mimo tych szykan ludzie nadal używają systemu bankowego, zamiast używać normalnych rozwiązań, typu gotówka, krypto lub złoto.

Bank of England, czyli bank centralny, też jest śmieszny. Nie przyjmuje uszkodzonych monet. Dostałeś funta, który jest krzywy i nikt go nie chce już od ciebie przyjąć – to sobie go miej, właśnie straciłeś funta.

Oficjalnie można wymienić wszystkie stare emisje papierowych banknotów na nowe. Teoretycznie, bo w praktyce obowiązuje paragraf 22. Książkowy paragraf 22 to przepis, który dawał żołnierzowi możliwość natychmiastowego zakończenia pełnienia służby na własną prośbę z powodu choroby psychicznej, jednak ktoś, kto w trosce o uratowanie własnego życia wnosi o zwolnienie ze służby, udowadnia tym samym, że jest psychicznie zdrowy, a tym samym nie może prosić o zwolnienie z powodu choroby psychicznej. Tu jest tak samo. Bank wymienia okazicielowi stare pieniądze jeżeli uzna, że pieniądze pochodzą z uczciwego źródła, ale trzymanie dużej ilości gotówki przez wiele lat w ich odczuciu wskazuje na to, że pieniądze są z nielegalnego źródła, więc ich nie wymienia. Nikt uczciwy nie trzyma gotówki – uczciwi ludzie mają kredyty. Jest to złodziejstwo w majestacie ich prawa, w czystej postaci.

Teraz BoE stara się wejść na kolejny rynek przekręcania ludzi, tym razem nie poszczególnych obywateli, ale całych państw. Jak wiadomo, BoE przechowuje złoto różnych państw i dorabia sobie trochę na boku wypożyczając to złoto. Wenezuela zwróciła się właśnie z wnioskiem o zwrot 15 ton ich złota a BoE zwyczajnie odmówił, pytając co Wenezuela zamierza z nim zrobić. Tak samo jak pytają Kowalskiego czy Smitha o uzasadnienie wypłaty gotówki z konta osobistego, ten sam wałek, tylko milion razy większy!

Oczywiście, Wenezuelą rządzi zbrodniczy reżim, który złoto sprzeda, a pieniądze roztrwoni. Ale to jest ich złoto i jeżeli chcą, to mogą je nawet zatopić w oceanie, nic do tego Bankowi Anglii.

A tymczasem nasze orły bankowości centralnej nadal wierzą, że Londyn jest najlepszym miejscem do “trzymania” naszego złoto. “Trzymania”, bo nikt nie ukrywa, że nasze złoto jest wypożyczone i poprzez jego sprzedaż na giełdzie odgrywa swoją rolę w zbijaniu cen złota na świecie.

Share This Post
Categories
Policja

Telefony pod specjalnym nadzorem

Kolejny wpis gościnny:

Istnieje w Polsce grupa ludzi, która przemierza kraj z wykrywaczami metali. Obecnie są obiektami rządowej nagonki, jako że polityków boli, że coś można znaleźć w glebie co ma wartość i sobie zabrać. Złodzieje zawsze nienawidzą konkurencji.

Detektoryści znajdują różne rzeczy, głównie drobniaki z różnych epok, guziki, obrączki gołębi pocztowych, złom z maszyn rolniczych, destrukty broni, ale czasem również niewybuchy. Opinie, co zrobić z takim niewybuchem są podzielone. Część osób zawiadamia saperów, część zabiera je do domu, a większość zasypuje je tam gdzie je znalazło. Tu jest dyskusja w tym gronie.

Przyjęło się, że nie ściga się za zgłoszenie ani zakopanie znaleziska. Szkodliwość społeczna zakopania jest zerowa, bo skoro coś leżało w gruncie 70 lat i nie wybuchło, to raczej już nie wybuchnie bez podgrzewania w ognisku lub rozcinania tarczówką. Poza tym do ukarania niezbędne jest posiadanie zabronionego przedmiotu w danej chwili, a nie w przeszłości. Dlatego nie ściga się ludzi naćpanych, którzy mają już narkotyki w krwioobiegu, a nie w kieszeni. Inaczej mielibyśmy absurd, w którym do więzienia szli by ludzie, którzy trzymali w palcach skręta parę lat temu przez kilka sekund, albo w czasie spaceru w lecie rok temu przypadkowo podnieśli oblepioną gliną skorupę pocisku i rzucili ją w krzaki.

Polska jest w czołówce krajów, jeżeli chodzi o podsłuchy telefoniczne. Skala jest ogromna. To co robiło Stasi ze swoimi obywatelami to jest mały miki w porównaniu do tego co robi się Polakom dziś. Jaki to chichot historii, że tak zwana “wolna Polska” jest krajem dalece bardziej policyjnym niż NRD Honeckera. Właśnie w gazecie można przeczytać o owocach tej tytanicznej pracy. Dziennikarz nie do końca rozumie co się tam działo, więc już spieszę z wyjaśnieniami.

Pewna firma wygrała zlecenie budowlane. Ubecja wzięła ich na podsłuch, bo podejrzewali (może dostali donosik?), że dali w łapę aby wygrać przetarg. Liczyli, że coś chlapną przez telefon. No i wyłapali w rozmowach coś, z czego dało się ulepić zarzuty. Dalej, choć prasa o tym nie pisze, można spodziewać się standardów z podręczników Stasi: wjazd na chatę o 6, rewizja, skucie kajdankami, zastraszanie (“wsadzimy cię do pierdla, dzieci odbierzemy, podpisz co każemy”) oraz okup zwany “poręczeniem majątkowym”. Najbardziej dzieci żal. Takie metody powodują poważny uraz psychiczny, dla dziecka obecność przy skuwaniu ojca jest jak oglądanie gwałtu na matce.

W artykule jest stenogram z podsłuchów oraz całkiem ciekawa analiza prawna, na ile da się im “przyklepać paragraf”, czyli na ile da się przed sądem udowodnić, że posiadali materiały wybuchowe (oskarżony nawet nie był na miejscu wykopania niewybuchu, ani go nie widział). Pojawia się pytanie, na ile zakopując niewybuch sprowadzili niebezpieczeństwo na lud boży. W obu tych przypadkach zarzuty są dęte, ale kto wie co sąd orzeknie, w końcu Temida jest ślepa.

Z całej tej historii płynie kilka wniosków. Przede wszystkim każda osoba powinna zakładać, że jego telefon jest na podsłuchu. W szczególności przedsiębiorcy branż akcyzowych mogą być tego pewni. Nie ma w Polsce handlarza paliwami płynnymi czy tytoniem, który nie jest “słuchany”. Ponadto dotyczy to każdego członka rodziny oraz każdego kontrahenta. Z automatu rejestrowanie rozszerzane jest na te osoby.

Nie wierzę też, że nagrywanie jest litościwie wyłączone gdy jakaś osoba rozmawia ze swoim adwokatem, co teoretycznie powinno być objęte tajemnicą adwokacką. I wszystko co jest przedmiotem życia intymnego “figuranta” może być wykorzystane do jego szantażowania.

Co wobec tego robić, jak żyć? Możliwości jest kilka. Można kłapać dziobem jak dotychczas, wtedy lepiej nie zamykać drzwi na noc, przynajmniej nie będzie kosztów wymiany drzwi wyważonych o 6 nad ranem.

Dla osób z silnymi nerwami, lubiącymi żarty już od czasu psikusów robionych funkcjonariuszom ZOMO, można umówić się ze znajomymi, że przez telefon będą omawiać szczegóły dostawy kokainy albo trotylu. Ryzyko jest jednak takie, że sfrustrowani brakiem dowodów funkcjonariusze podrzucą nagrywanym figurantom trochę “towaru”. Nie wierzę, że nic sobie nie zostawiają z tego co znajdą, na handel lub własny użytek. Wtedy przed sądem będzie mocna sprawa, nagrania plus dowody rzeczowe. Zresztą to nie jest mój pomysł, widziałem generator działający pod Gmailem, doklejający stopkę z losowo generowanymi słowami związanymi z terroryzmem. Mejl był wyłapywany przez oprogramowanie rządowe USA, zarówno nadawca jak i odbiorca byli od tej chwili obserwowani. To zajmuje czas, marnuje zasoby służb, których nie wszyscy lubią.

Jednak najzdrowszą wersją jest wdrożenie zasad higieny, takich jak używanie kanałów szyfrowanych do wszystkich rozmów poważniejszych niż zapytanie o aktualną pogodę. Dla korespondencji mejlowej privnote lub PGP, dla rozmów telefonicznych whatsapp. To tylko utrudnienie pracy służb, jako że nie ma idealnego zabezpieczenia. Smutni panowie mają szereg metod na przełamanie powyższych zabezpieczeń, jeżeli sprawa w ich mniemaniu jest poważna. Mogą zainstalować oprogramowanie szpiegowskie na komputerze lub smartfonie, które będzie przechwytywać wklepywane znaki, można zdalnie uruchomić mikrofon w laptopie, można podsłuchiwać rozmowy w biurze.

Naczelnik naszego państwa wkrótce kończy 70 lat. Z każdym dniem zbliża się do momentu, w którym Wódz będzie musiał przekazać władzę komuś z przez siebie namaszczonych. Na tą chwilę obstawiam, że będzie to Zbyszek. Jeżeli tak się stanie, to do wymienionych metod zmiękczania zatrzymanych dojdzie jeszcze bicie, waterboarding i podłączanie różnych części ciała do prądu. Dlaczego by nie? Kto im zabroni?

“Wolski”

Share This Post
Categories
Ekonomia Policja

Jak nie dać się okraść?

To pytanie bardzo często zadają mi klienci i czytelnicy.

Przez legalną kradzieżą ze strony państwa nie ma ratunku, jedyną i zalecaną opcją jest wyjechanie do normalnego kraju.

Przed nielegalną kradzieżą ze strony nielicencjonowanych przestępców ze strefy prywatnej dużo łatwiej się obronić. Wcale nie trzeba kuć ścian i wmurowywać w nią sejfów z pieniędzmi, jak robił p. Escobar. Wystarczy rozmienić papier na drobne:

Proszę bardzo, 300 000 PLN o wadze 750 kg. Nie sposób tego unieść ani nawet na raz zapakować do osobówki. Duże utrudnienie dla przestępców, liczących na szybki skok.

Share This Post
Categories
Ekonomia Ważny Wpis

Wskaźnik wyprzedzający

Wraz z trwającą wiele lat dobrą koniunkturą gospodarczą pojawia się pytanie, kiedy będziemy mieli naturalny element cyklu koniunkturalnego, jakim jest spowolnienie gospodarcze. Są różne znaki świadczące o zbliżaniu się tego momentu. Na przykład rosnące przekonanie, że ceny nieruchomości nigdy nie spadną. Albo duża ilość przejęć banków, również w Polsce. Bankierzy przejmujący są lemingami wierzącymi, że słupki mogą tylko rosnąć, a bankierzy przejmowani są szczęśliwi, że się keszują.

Duże, globalne kryzysy lubią zaczynać się w USA. Czy można przewidzieć, kiedy się to stanie? Bardzo dobrym wskaźnikiem wyprzedzającym krach jest zapas domów do sprzedaży, czyli iloczyn domów oferowanych przez miesięczny poziom sprzedaży. Dla osób które zapomniały czym jest iloczyn i iloraz, wskaźnik na poziomie x oznacza, że gdyby nie pojawiły się nowe domy na rynku i sprzedaż w kolejnych miesiącach była na takim samym poziomie, to trzeba by x miesięcy na sprzedaż wszystkich domów na rynku. Im mniejsza liczba tym bardziej rozgrzany rynek nieruchomości, im większa liczba, tym tworzy się ‘glut’ na rynku, coraz więcej lokali nie może znaleźć nabywcy.

Tak wygląda wykres od roku 1963, na szaro zaznaczono recesje:

Jak widać, prawie zawsze zapas domów rośnie na wiele miesięcy przed oficjalnym wejściem w recesję. Coś się zepsuło w lipcu 2005, gdy wskaźnik zaczął dynamicznie rosnąć. Potem mieliśmy apogeum kryzysu i okres spadku zapasów. I od jakiegoś czasu wskaźnik znowu bardzo dynamicznie rośnie.

A tak wyglądają stopy procentowe w USA w tym samym okresie:

Rosnące stopy procentowe, konieczne dla przeciwdziałania inflacji, działają szkodliwie na rynek nieruchomości. Część inwestorów woli wejść w lokaty i obligacje, ucieka z rynku nieruchomości. Rosnące stopy oznaczają rosnące odsetki od kredytu hipotecznego, a to ogranicza popyt na domy. W przypadku kredytów o zmiennym oprocentowaniu, rosnące oprocentowanie prowadzi do niewypłacalności, odbierania domów przez banki i pojawieniu się ich na rynku.

Wiele osób błędnie rozumuje, że kryzys zaczął się w 2008 roku. W rzeczywistości źródło kryzysu tliło się już wiele lat wcześniej. Niskie stopy procentowe od 2000 spowodowały napęcznienie bańki hipotecznej, a rosnące od 2005 stopy procentowe spowodowały jej pęknięcie, ze szczytem kryzysu w 2008.

Wiele wskazuje na to, że sytuacja się powtarza. Jeżeli jeszcze raz spojrzymy na wykres, zobaczymy okres niskich stóp procentowych od 2008. Od 2015 oprocentowanie zaczęło rosnąć, a wraz z nim zapasy niesprzedanych domów. Jesteśmy gdzieś tak w roku 2006 lub 2007, jeżeli nałożymy obecną sytuację na poprzedni cykl. Mamy niskie bezrobocie, optymizm polityków, ekonomistów i zwykłych obywateli, ludzie są odurzeni prosperity.

Skoro już rozpatrujemy kryzys 2008 i zbliżający się krach 2019/2020, warto spojrzeć na wykres cen złota w tamtym okresie:

Cena była w miarę stabilna do końca roku 2007, gdy nagle zaczęła rosnąć. Smart money wskoczyło na ten rynek widząc zbliżający się krach. Szczyt cen miał miejsce w 2008, w chwili spektakularnych bankructw bankierów. Wraz z załamaniem giełdy ceny złota też poleciały na dół, co może zaskoczyć osoby spodziewające się, że w kryzysie ludzie rzucą się do kupowania złota. Owszem, ludzie rzucili się kreując stronę popytową, ale po stronie podażowej były wszelkiego rodzaje funduszy, dla których złoto było takim samym surowcem jak zboże czy stal. Oni za wszelką cenę potrzebowali płynności, czyli gotówki dla ludzi w panice wycofujących środki z instytucji finansowych. Menadżerowie takich instytucji zachowywali się jak załoga balonu, z którego uchodzi gorące powietrze i leci coraz niżej – wyrzucali z gondoli wszystko, by ciężar był jak najmniejszy. Dopiero gdy się wyprzedali, ceny zaczęły rosnąć, by dojść do szczytu na poziomie $1900.

Gdyby doszło do powtórzenia takiego scenariusza, to ceny złota powinny rosnąć jeszcze do krachu na giełdzie i spektakularnych bankructw, powiedzmy do poziomu $1500. Wtedy powinniśmy zobaczyć spadek na $1200 i trwających kilka lat rajd ze szczytem w pobliżu $3000. To nie prognoza, tylko jeden z wielu możliwych scenariuszy.

Jeżeli na chwile oderwiemy się od rynku amerykańskiego i pomyślimy nad rynkiem polskim, to mamy książkowe powody do rosnącej bańki hipotecznej. Niskie oprocentowanie lokat prowadzi do nieopłacalności trzymania pieniędzy w banku. Część ludzi dochodzi do wniosku, że lepiej zainwestować w mieszkanie pod wynajem. Inni ludzie dochodzą do wniosku, że niskie oprocentowanie skutkuje niską ratą kredytu. To wszystko skutkuje wzrostem cen, co przekonuje jeszcze innych ludzi, że wzrosty cen będą trwać już zawsze i wskakują w bańkę myśląc, że robią interes życia.

Ucieczka inwestorów z rynków wschodzących jest zawsze bolesna dla walut peryferyjnych. Jak pamiętamy ostatnio cena dolara czy franka wzrosła dwa razy, z 2 do 4 zł. Scenariusz, w którym w 2020 dolar będzie kosztował 8 zł wydaje się dziś całkowicie nierealny dla większości Polaków, ale niestety jest niezwykle prawdopodobny. Dla porządku dodam, że scenariusz w którym USA nie są w stanie sfinansować swoich potrzeb budżetowych i dolar się osłabi względem złotówki jest także możliwy, choć dużo mniej prawdopodobny.

Share This Post
Categories
Ekonomia

Krugerrand, podstawowe dane

Czas na kolejny wpis gościnny. Zapraszam do przewodnika po najbardziej znanych ( i nieco mniej rozpoznawalnych) mennicach świata. Wielu inwestorów, zarówno goldbugów jak i silverbugów, ma swoje preferencje dotyczące fizycznej formy kruszcu. Poniższy cykl ma na celu przybliżenie tematyki najpopularniejszych monet, dla osób jeszcze niezdecydowanych lub tych, którzy rozważają zdywersyfikowanie swoich kolekcji.

Wprowadzenie

Krugerrand to jedna z najbardziej rozpoznawalnych monet lokacyjnych na świecie. Monety produkowane są przez South African Mint Company, natomiast kruszec dostarczany jest przez Rand Refinery. Rand Refinery jest również głównym dystrybutorem Krugerrandów na rynek wewnętrzny jak i międzynarodowy.

W Polsce w czasach PRL i burzliwych przemian lat 90tych Krugerrand był, obok biżuterii i złotego „złomu”, symbolem przechowywania wartości majątku. W 1999 roku kultowa moneta trafiła nawet na afisze filmowe obrazu W. Nowaka „Krugerandy”. Motyw Krugerranda pojawiał się również w amerykańskich produkcjach między innymi w  „Zabójczej broni 2” i „Bogatych bankrutach”.

Historia

Na początku lat 60 tych XX wieku, w Republice Południowej Afryki odkryto potężne złoża złota, co z kolei dało początek historii Krugerranda. 3 lipca 1967, w South African Mint została wybita pierwsza partia monet. Od tego czasu wyprodukowano ich, w różnym rozmiarze, ponad 60 milionów. Na początku swego istnienia, Krugerrandy mogły być wymieniane na dowolną walutę. Był to zabieg marketingowy mający na celu wypromowanie południowoafrykańskiego producenta w krajach „bogatego zachodu”, gdzie, w tym okresie, panował jeszcze parytet złota. Efekt okazał się bardziej niż zadowalający a produkcja monet zwiększała się z roku na rok, osiągając, w 1976 roku całkowitą liczbę 6 milionów sztuk. Nie obyło się jednak bez kontrowersji, które wpłynęły negatywnie na ekspansje Krugerrandów na rynku złota lokacyjnego. Podstawowym powodem, dla którego moneta wzbudzała negatywne odczucia, był apartheid, panujący w RPA, w drugiej połowie XX wieku. Polityka Republiki Południowej Afryki, kontrolowana głównie przez Wielką Brytanię, zakładała segregację rasową. Wiele krajów zdelegalizowało import Krugerrandów, w proteście przeciwko kierowaniu czarnoskórej ludności do wydobycia złota. Nie zmienia to faktu, że w 1980 roku, Krugerrandy stanowiły 90% światowego rynku złotych monet. Upadek polityki apartheidu zbiegł się ze spadkiem cen złota na świecie, co przełożyło się na sukcesywne zmniejszenie produkcji do roku 1998, kiedy wybito 23 277 sztuk. W następnych latach produkcja rosła.

Informacje ogólne

Krugerrandy nie posiadają wybitej wartości nominalnej, co wyróżnia je spośród innych monet. Można by pokusić się o stwierdzenie, że w takim razie są medalami. Nic bardziej mylnego. Krugerrandy są oficjalnym środkiem płatniczym a brak nominału ma podkreślić, że wartość monety powiązana jest jednoznacznie z wartością kruszcu w niej zawartego.

Awers monety, projektu Otto Schultza, przedstawia Paula Krugera, prezydenta RPA. Polityk, żyjący w latach 1825-1904,   stał się sławny stając na czele ruchu oporu Burów (europejskich osadników z XVII i XVII wieku) przeciwko kolonialnemu imperium Wielkiej Brytanii. Rewers, którego projekt przypisuje się Coertowi Steynbergowi, przedstawia jeden z symboli narodowych RPA- Skocznika antylopiego (dawniej szpringboka).

Nazwa monety pochodzi od nazwiska wspomnianego prezydenta oraz sufiksu „rand”, będącego nazwą oficjalnej waluty RPA. Niektóre źródła podają, że nazwa waluty wywodzi się, z kolei, od nazwy łańcucha górskiego Witwatersrand, ważnego zagłębia wydobywczego złota, uranu, a także platyny srebra i diamentów.

Początkowo złote Krugerrandy były bite tylko, jako monety jednouncjowe, natomiast od 1980 roku dostępne są również monety ½, ¼ i 1/10 uncji. Obecnie w sprzedaży dostępne są zestawy (sety), z  monetami 1/20 i 1/50 uncji.

Kolejną cechą wyróżniającą Krugerrandy, spośród większości innych monet lokacyjnych, jest stosunkowo duża zawartość miedzi. Próba złota stosowana do bicia Krugerrandów to .916 (w większości przypadków monet lokacyjnych stosowana jest próba .999). Oznacza to, że w monecie znajduje się 91,67% złota oraz 8,33% miedzi. Przekłada się to na większą trwałość i wytrzymałość monety, co sprawia, że są bezpieczniejsze podczas np. transportu. Z drugiej strony istnieje pewna możliwość, że monety o mniejszej, procentowej zawartości złota są łatwiejsze do podrobienia.

Krugerrandy wykonywane są również ze srebra i platyny w formie monet jednouncjowych.

South African Mint bije złote i srebrne Krugerandy o dwóch rodzajach wykończenia powierzchni. Monety bulion, wytwarzane w większej ilości stanowią podstawową formę monet inwestycyjnych. Wykonywane są również monety z wykończeniem proof postrzegane, jako „kolekcjonerskie”, limitowana ilość, specjalne wykończenie oraz metody pakowania, wiążą się z wyższą ceną. Pozostaje otwarte pytanie, czy warto inwestować w monety proof, których ilość bitych egzemplarzy, jak na kolekcjonerskie standardy, jest stosunkowo duża. Monety proof od zwykłych bulionowych odróżnia również ilość ząbków na powierzchni bocznej. Rant Krugerrandów bulionowych posiada 160 „ząbków”, podczas gdy monety proof posiadają 220 „ząbków”. W 2017 roku do obiegu trafiła specjalna edycja monet, mająca na celu uczczenie 50 lecie wybicia pierwszego Krugerranda.

Poniżej zdjęcie złotą monetę bulionową oraz proof z edycji 50lecia Krugerranda:

Do ciekawych egzemplarzy złotych monet z Republiki Południowej Afryki należą również monety 1 i 2 Randy. Monety bite były w latach 1961-1983 i stanowiły, swego rodzaju „odpowiednik”, brytyjskich suwerenów i półsuwerenów. Podobnie jak Krugerrandy wytwarzane były ze stopu złota .916, jednak w odróżnieniu od powyższych posiadały nominał na rewersie. Awers monety przedstawia Jana van Riebeecka (1619 – 1677), podróżnika, dowódcy pierwszej, osadniczej, holenderskiej wyprawy do południowej Afryki oraz wieloletniego dowódcę placówki w Kapsztadzie. Rewers, podobnie jak w Krugerrandzie, przedstawia Skocznika antylopiego. Masa monet to odpowiednio: 7,98 g dla 2 randów oraz 3,99 g dla 1 randa. Moneta, z powodu krótszego czasu emisji jest rzadsza niż Krugerrand, tym niemniej może stanowić ciekawe uzupełnienie kolekcji, lub alternatywę dla ¼ i 1/10 uncjowych monet.

Inne produkty South African Mint oraz Rand Refinery

Mennica RPA ma w swojej ofercie liczne serie monet kolekcjonerskich oraz złote sztabki. Na szczególną uwagę zasługują monety przedstawiające faunę południowoafrykańską.

KK

Share This Post