Monthly Archives: October 2019

Namaszczenie

W ramach zbliżających się wyborów kilka razy zapytano mnie na kogo bym zagłosował. Otóż jest to Klaudia Jachira, startująca z warszawskiej listy KO. Powody są proste. Jest to jedyna kandydatka o poglądach wolnościowych, zarówno ekonomicznych jak i światopoglądowych. Cała reszta to socjaliści.

Dodatkowo Klaudia ma poglądy antyklerykalne. Mam wrażenie, że jest to jedyna osoba w tym kraju, która widzi jak destrukcyjny wpływ na kraj mają watykańskie pasożyty. Z przyjemnością obserwuję przerażenie PISsu, przejawiające się w skowycie telewizyjnym, w szczuciu i nawoływaniu do wycofania się z wyborów. Moja kandydatka premierem pewnie nie zostanie (w tym sejmie), ale ma szansę punktować na sali sejmu oszołomów z tej socjalistyczno-klerykalnej bandy.

Share This Post

Wyrok TSUE

Banki w Polsce słyną z tego, że ich relacje z klientami są “asymetryczne”. To znaczy, że wykorzystują swoją przewagę nad klientem, narzucając mu niekorzystne warunki umowy lub też przerzucając wszystkie ryzyka na klientów. Widać to na przykład porównując ofertę kredytów hipotecznych w USA, gdzie oprocentowanie kredytów jest stałe i klient ma prawo w każdej chwili odesłać klucze i zrezygnować z dalszych spłat rat kredytu. W Polsce jest dokładnie odwrotnie, a do niedawna dług wobec banku nie tylko nigdy nie ulegał przedawnieniu (trik z wznawianiem postępowania egzekucyjnego), a nawet był dziedziczony (trik z niezrzeczeniem się spadku). Ba, przy Bankowym Tytule Egzekucyjnym banki nie musiały nawet udowadniać, że ktoś zawarł umowę i pożyczył pieniądze. Wystarczył “wyciąg z ksiąg banku” czyli pismo, w którym bank mówi, że tak było. Stawiało to Polskę w czołówce krajów bananowych czy wręcz niewolniczych. Jestem zwolennikiem dotrzymywania zobowiązań, ale skazywanie obywateli na dożywotnią pracę na czarno czy emigrację, a także robienie z dzieci dłużników jest zwyczajnie głupie.

Rozbestwione swoją pozycją banki przeginały coraz mocniej, czego apogeum sięgnęło końcówki ostatniej prosperity. Jakiś cwaniak wymyślił wówczas, że można udzielać ludziom kredyty korzystając z nieskooprocentowanych kapitałów nominowanych w CHF. Koncepcja była taka, żeby zarabiać nie tylko na samych kredytach, ale również na absurdalnych spreadach. I na oprocentowaniu nie rynkowym, ale ustalanym przez prezesa banku.

Stoję na stanowisku, że biznes należy prowadzić uczciwie. Kieruję się tym nawet podczas ostatnich wzrostów cen kruszców, ostrzegając klientów, że można się spodziewać korekty i spadku cen. Naganiałem na zakupy wtedy, gdy cena była o 20% niższa, teraz apeluję o rozwagę. Kieruje mną przekonanie, że w długim terminie opłaci się to znacznie bardziej.

Tymczasem w bankach w czasach franka przekonanie było zupełnie inaczej. Cynicznie naganiano na kredyty opowiadając jakieś farmazony o stabilności CHF, gdy to przecież nie o stabilność franka wobec innych walut chodzi, tylko o stabilność złotówki wobec CHF. A stabilność PLN była i nadal jest bardzo wątpliwa. I teraz cały ten złodziejski schemat okazał się być granatem, który po wyroku TSUE wybuchł oszustom prosto w twarz. Parafrazując PISs, wystarczyło tylko nie okradać klientów i traktować ich jak ludzi.

Chorobliwi antysemici, jakich mamy w Polsce miliony, bardzo się podniecają zestawiając ze sobą słowa “kapitał” oraz “żydowski”. Fakty są takie, że rozpatrując słowo “Żyd” w odniesieniu do kraju pochodzenia kapitału, w Polsce nie mamy banków żydowskich, czyli takich w których siedziba mieści się w Izraelu. Generalnie Izrael nie ma zbyt dużej bankowości. Taki Hapoalim group, największy bank Izraela, ma $78 mld kapitału a Industrial and Commercial Bank of China ma owego kapitału $4027 mld. O czym my tu w ogóle mówimy, jaka to skala.

Natomiast w odniesieniu do wyznania właścicieli danego kapitału, to obawiam się, że w większości normalnych krajów większość osób jest ateistami lub agnostykami. W zarządach normalnych ponadnarodowych korporacjach mają totalnie wywalone na to jakiegoś ktoś jest pochodzenia. A to z tego prostego powodu, że gdyby opierać się na wyznaniu/pochodzeniu a nie kwalifikacjach, to firma stała by się klubem towarzyskim a nie biznesem. Opieranie się na takim nepotyzmie prowadzi do niskich kompetencji i do braku przewagi na rynku, czyli spadku udziału w rynku.

Zarzucanie komuś, że jest “żydowskim bankierem” bo miał jakiegoś przodka żyda jest tak samo absurdalne, jak zarzucanie Merkel że jest polską agentką, bo miała dziadka Polaka. W Niemczech nie ma ludzi na tyle zaburzonych, by rzucać takie oskarżenia, a po aferze “dziadka z Wermahtu” jestem przekonany, że u nas jest odwrotnie.

Oczywiście żadnego oszołoma do niczego nie przekonam, skoro cała rodzina tkwi w tych przekonaniach od pokoleń, ale jak jest naprawdę z pochodzeniem kapitału można się przekonać na tej grafice (choć już trochę nieaktualnej):

Socjalistyczny rząd PISs nie ma niestety wielkiego pola manewru z ustawą frankową, czyli z systemowym rozwiązaniem problemu. Lobby banksterskie ma ogromne wpływy, wliczając w to również media, a nawet dyplomację. Jestem przekonany, że w gabinetach padają konkretne argumenty o tym co wam zrobimy, jak to będziecie forsować w Sejmie, albo czego wam nie zrobimy, jeżeli odpuścicie. I to są argumenty z pewnością niezwykle przekonujące. Choć w moim odczuciu podejście banksterów jest głupie. Lepiej byłoby to załatwić poprzez jakiś kompromis, rzucić jakiś miliard złoty na pożarcie, niż ryzykować dużo większymi stratami w sądach, tym bardziej, że zapadł taki wyrok TSUE.

Dlatego właśnie stoję po stronie frankowiczów. Skoro dało się wypłacać dywidendy zebrane z oskubanych Polaków, to teraz trzeba będzie poprowadzić proces odwrotny, zrzucić się na dokapitalizowanie banków albo ich wartość spadnie poniżej 0. Jak to mówią, karma wraca. I śmiać mi się chce z tych argumentów, że frankowicze wiedzieli, czym ryzykują. Pamiętam te czasy i narrację o “stabilności franka”. I na pewno nie wiedzieli o tym, czym jest spread i że prezes banku będzie decydował o oprocentowaniu kredytu, jeżeli akurat rynkowe stawki spadną za bardzo. Zazdroszczenie frankowiczom ewentualnych wygranych w sądach jest czymś takim, jak zazdroszczenie dzieciom zmarłego na atak serca, którym PZU odmówił wypłaty polisy na życie powołując się na “brak załamka Q”, co wymagało wielu lat sądowych walk.

A tymczasem brak starań banków nad wprowadzaniem kredytów o stałym oprocentowaniu jest tworzeniem kolejnego granatu, który za jakiś czas może im znowu wybuchnąć w twarz. Nic się nie uczą z obecnej sytuacji, że gdy ktoś nie płaci kredytu to ma problem, ale jeżeli kredyt przestaje spłacać milion osób, to kłopot ma i bank, i politycy. Sytuacja jest podobna jak w demokracji liczą się słupki poparcia przed kolejnymi wyborami i słupki zysków w danym kwartale. Angole ładnie to ujęli w metaforze: “to kick a can down the road”. Co będzie za rok czy dziesięć lat, niech się inni martwią.

Share This Post