Monthly Archives: May 2011

Słodka naiwność

Kilka razy zastanawiałem się, jaką emeryturę będę pobierał. Intuicja podpowiada mi, że żadna, bo system jest zwyczajnie zbankrutowany. Niemniej tonący chwyta się brzytwy, łudziłem się, że do znikomej ilości przepracowanych lat łaskawy ZUS doliczy mi czas przepity na studiach. I właśnie się dowiedziałem, że na łaskawość nie ma tu co liczyć.

Trudno dziś powiedzieć, jaki będzie system emerytalny w momencie, gdy mój rocznik będzie przechodził na emeryturę. Być może będzie nam dane przeżyć jeszcze kilka reform, które ‘na zawsze’ poprawią system, bowiem jak stwierdził kiedyś premier Buzek  stabilność i niezmienność systemu emerytalnego ma znaczenie fundamentalne.

Natomiast to co moi rówieśnicy (po 15 latach ciężkiej tyrki za biurkiem w sztabie) zdążą pobrać z systemu do momentu jego ostatecznej plajty w stylu greckim – to ich.

Share This Post

Filmik

Jakby się komuś nudziło, może sobie pooglądać, jakim przekrętem jest wyższa edukacja w USA:

I gdzie ta ‘niewidzialna ręka rynku’, która zachwycają się niektórzy ekonomiści? Skoro ceny edukacji rosną, powinny powstawać masowo nowe szkoły wyższe. Jakoś z niewiadomych przyczyn nie powstają, nie ma żadnej presji na spychanie cen w dół większą podażą usług.

Share This Post

Galicja

Niedzielna wyprawa do Wiednia jest ciekawym doswiadczeniem, szczegolnie gdy jedzie sie samochodem po zachodzie slonca. Jest sie w jednym z tysiecy samochodow z polskimi tablicami, ciagnacych na poludnie. Pojazdow z rejestracjami z innych krajow jest znikomy procent, pewnie z jakis wzglegow podatkowo ubezieczeniowych oplaca sie trzymac w Austrii woz na polskich blachach.

Ten sznurek samochodow jest wyprezonym palcem srodkowym – w strone bezplatnych praktyk, wyplat w wysokosci 1500 zl i wysylania setek CV bez zadnego odzewu.

Podroze ksztalca. Podczas tej nauczylem sie, ze warto odznaczyc opcje ‘promy’ w GPS. Dzieki temu uniknie sie sytuacji, gdy w srodku nocy nie mozna przedostac sie z jednego brzegu na drugi i trzeba nadlozyc 30 km.

Share This Post

V Kolumna

Wielkimi krokami zbliżają się wybory parlamentarne. Partie polityczne coraz bardziej zaczynają zwracać uwagę na wyniki sondaży. PSL wypada w nich nadzwyczaj blado, co cieszy, ponieważ jest to partia reprezentująca wyłącznie interesy wąskiej grupy ludzi mieszkających na wsi. PSL zwykle wypada blado w sondażach, ponieważ ludzie wstydzą się przyznać do zakreślania nazwiska ‘Pawlak’, lecz później okazuje się, że próg wyborczy został znów przekroczony. Szkoda, chłopstwu przydałoby się trochę zderzenia z rzeczywistością, obcięcia przywilejów i tego smaku płacenia co miesiąc prawie 1000 zł na ZUS. Gdyby PSL znalazł by się poza Sejmem, przykręcanie śrubki nastąpiłoby błyskawicznie.

O miejsce w Sejmie walczyć będzie również mniejszość niemiecka. 153 000 osób zamieszkujących Polskę deklaruję się jako Niemcy, a jest to 0,4% mieszkańców kraju. Będą chcieli zająć 1 lub 2 spośród 460 miejsc w Sejmie, co odpowiada 0,2 – 0,4% izby. Niemcy mają ten przywilej, że nie obowiązuje ich próg wyborczy, tak jak inne partii politycznych.

Tymczasem Polaków w Niemczech może być nawet 2 miliony, czyli jakieś 2,5% populacji. Przywilejów nie ma. Jest jedna deputowana do Bundestagu, o której wiadomo, że mówi po polsku. Agnieszka Malczak co prawda przebija swoją klasą wszelkie dewoty z Sejmu, ale nie znalazła się w Bundestagu dlatego, że jest pochodzenia polskiego. Po prostu elektorat Zielonych lubi ciekawe osobowości.

Przywileje jednej grupy nad drugą zawsze budzą mój opór, niezależnie czy jest to przewaga KRUSowców nad ZUSowcami, Amerykanów wjeżdżających bez wizy do Polski nad Polakami poniżającymi się w ambasadzie USA, czy Niemców w Polsce nad Polakami w Niemczech. Albo Niemcy w Polsce nie powinni mieć tylnego wejścia do Sejmu, albo takie wejście powinni mieć również Polacy w Niemczech.

O Ślązakach deklarujących się jako Niemcy mam bardzo złe zdanie, jako że na Śląsku przemieszkałem równo ćwierć wieku. Najgorsze jest to, że Ślązaków charakteryzuje potworna ksenofobia, z którą spotkałem się może tylko u Czarnych w gettach Chicago. Oni nienawidzą innych (tzw. Goroli)  nie zdając sobie sprawy, że stuprocentowi Ślązacy nie istnieją – wśród przodków każdego z nich znajdują się Polacy. Ale to nic nowego, antysemici miewają żydowskich przodków, a badania DNA amerykańskich murzynów wskazują, że niemal wszyscy mają wśród przodków Białych, nawet ci którzy najbardziej Białych nienawidzą. (Kto nie wierzy niech spojrzy na szerokość nosów i odcień skóry murzynów w USA i murzynów w Afryce.)

Poziom intelektualny Ślązaków zwykle też nie jest zbyt wysoki, co widać po trudności w nauczeniu się języka polskiego. Dzieci z mieszanych małżeństw międzyrasowych potrafią opanować co najmniej dwa języki, a dzieci śląskie często opanowują tylko gwarę. Na brak znajomości języka polskiego nie ma innego wytłumaczenia niż wrodzona tępota lub wrodzone lenistwo, tym bardziej jeżeli ma się ciągły kontakt z językiem polskim w mediach i szkole, a gwara śląska jest przecież tylko prymitywną odmianą języka polskiego, z wtrąceniami z języka niemieckiego.

Oficjalna propaganda czyni ze Ślązaków wielkich patriotów, walczących o przyłączenie Śląska do Polski. To nieprawda, czysta propaganda, która jest wtłaczana ludziom do głów od pokoleń. Ślązacy są jak chorągiewki, wyciągają właściwy paszport w zależności od sytuacji. 90 lat temu nie opłacało się być w Niemczech, kraju zniszczonym I Wojną Światową. Polacy obiecali Ślązakom autonomię, własny sejm i skarb, i wielu Ślązaków dało się skusić. A potem przyszła komuna i zaczęło się poszukiwanie w szufladach papierów dających możliwość pryśnięcia do Raichu. Wielcy Polacy nagle okazywali się pierwsi w kolejce do opuszczenia jakże ukochanego kraju.

Mit o rzekomym patriotyzmie Ślązaków pryska bardzo szybko gdy bliżej spojrzymy na tragiczny życiorys Franciszka Honioka. Facet walczył w III Powstaniu Śląskim i w latach 23-26 mieszkał po polskiej stronie granicy. Potem w Polsce było ciężej z pracą, więc przypomniał sobie o swoich ‘niemieckich korzeniach’ i przeniósł na stronę niemiecką. Niestety, Gestapo miało niemiecki porządek w papierach i w konsekwencji został porwany i zamordowany przed radiostacją w Gliwicach, w ramach słynnej prowokacji. Wymachiwanie dwiema różnymi flagami okazało się mieć katastrofalne konsekwencje.

Politycy każdej partii politycznej to faceci pchający się do władzy celem zaleczenia swoich kompleksów dotyczących małego penisa, przy pomocy władzy nad innymi. (Z podobnych względów do posiadania dostępu do broni rwą się policjanci). O ile brzydzę się politykami (i policjantami) jako całą grupą zawodową, to potrafię przyznać gdy ktoś ma rację. PO ma pewne zasługi, ale to Kaczyński potrafił ukręcić łeb mafii prawniczej, przypomniał sobie o Polonii na Wschodzie i w USA (Kwachu ani razu nie pojawił się w Chicago) czy w końcu powiedział prawdę o Ślązakach.

Share This Post

Walka

Czasem zastanawiam się, co dziś robi Stefan Kozłowski. Czy odniósł sukces w walce ze spekulacją? Czy ostatecznie rozgromił podziemie na Żoliborzu? Ile pobiera dziś emerytury związanej z długimi latami swojej ciężkiej i ryzykownej pracy polegającej na służbie Ojczyźnie Ludowej?

Pomoc pana Kozłowskiego może być nieodzowna panu Schultzowi, który obecnie walczy ze spekulacją kawą z ramienia firmy Sturbucks. Pan Kozłowski jest jeszcze w sile wieku, ma dopiero 53 lata, mógłby wsiąść w samolot i służyć swoim doświadczeniem w USA. A problem jest poważny:

– Na rynku towarów obserwujemy teraz bardzo dziwny i trudny do wyjaśnienia fenomen. Bez żadnych zmian w zapotrzebowaniu i podaży ceny płodów rolnych osiągają rekordowe poziomy, a kawa jest najdroższa od 34 lat.

Zrozumieć tego nie może Howard Schultz, prezes multimiliardowego biznesu, może dlatego, że nie mieszkał w PRL, gdzie obserwowano podobne zjawisko. Zdumiewające, dwa zupełnie inne systemy, a zjawisko niekontrolowanego wzrostu cen takie samo. Przecież wzrost cen peerelowskiej szynki nie był związany z funduszami hedge, bo takowe wtedy nie istniały. Czyżby to miało jakieś powiązanie z drukiem pieniądza? Nie, to chyba niemożliwe, żeby drukowanie dolarów miało przełożenie na wzrost cen kawy, tak jak kawa drożała w PRL wraz z drukiem złotówki. Obawiam się, że tylko pan Kozłowski może rzucić jakieś światło na te wydarzenia.

Jak dodaje, potrzebna jest większa jawność na rynku, bo – jak przyznaje – w USA nie ma możliwości, by dowiedzieć się, kto kupuje duże ilości kawy i manipuluje jej ceną.

Tak, i tu z powrotem wracamy do pana Kozłowiskiego. On by się tym już mógł zająć. Wszystko by zaraz wyśledził i wkroczył do pomieszczeń, o których nabierze podejrzenia, że zbierają się tam spekulanci i prostytutki.

Mimo postępującej drożyzny Starbucks notuje świetne wyniki finansowe – w kwietniu podał dane za drugi kwartał obecnego roku fiskalnego. Wynika z nich, że sprzedaż wzrosła o 10 proc., do poziomu 2,8 mld dol.

Czyli gdyby nie podwyżki cen kawy, to miliard dolarów więcej zostałby w kieszeni Starfucka, a o miliard dolarów mniej trafiłby do spekulantów i producentów kawy. Straszne. Na szczęście pan Kozłowski wykazał już swoją pełną dyspozycyjność za parę srebrników. Tylko pozwolić mu działać i kolejny kryzys zostanie zażegnany.

Share This Post

Łowienie leszcza

Na Allegro ostatnio można było obserwować dziesiątki podobnych aukcji, zawierających bardzo zbliżone opis, poniżej cytaty z kilku z nich:

Cena srebra czystego w tej chwili wynosi około 4300 zł za kilogram i nadal wzrasta.

Można przetopić lub trzymać jako lokatę.

Gorąco Państwu polecam przy zwyżkującej cenie szlachetnych kruszców.

Srebro idzie w gore bądź szybki :)!!!!!

Chciałoby się powiedzieć ‘czyżby?’

Pierwsze zasadnicze pytanie – czy złom srebra można uważać za sposób lokowania kapitału? Osobiście wątpię. Dużo wygodniejsze i łatwiejsze do odsprzedania są monety i sztabki 1 oz. Przeciętny człowiek nie ma żadnej możliwości zweryfikowania czy przysłany złom trzyma zadeklarowaną próbę, a późniejsza próba odsprzedaży polega na znalezieniu chętnego do uwierzenia w tą samą rzecz – zawartość srebra w srebrze.

Sam złom srebra średnio nadaje się do trzymania go z przeznaczeniem na barter w sytuacji WSHF. Doświadczenia wielu krachów i kryzysów uczą, że w ulicznej wymianie barterowej otrzymuje się towar o dużo mniejszej wartości niż wymieniany kruszec. Duże lepiej posiadać zaprzyjaźnionego dilera, do którego można w każdej chwili wrócić z metalem w formie monet/sztabek i dostać godziwe pieniądze, dużo większe niż w bramie. Nawet krach ma swoją określoną siłę i dilerzy metali nie zamkną swoich firm tylko dlatego, że na przykład na ulicach wojsko strzela do demonstrantów. Oczywiście istnieje scenariusz zderzenia się z planetoidą, ale wtedy i tak nie będzie nikogo żywego by wymieniać konserwy za pierścionki.

Jedyny wygrany to Allegro, i to podwójnie. Raz przy zakupie srebra, potem przy jego odsprzedaży. Sam inwestor wcale zarobiony być nie musi. Ale w sumie może to być niewielka cena za możliwość podniecania się posiadaniem czegoś błyszczącego i bycie ‘przygotowanym’ na WSHF.

Share This Post

Panika

Jeszcze kilka słów uzupełnienia w odniesieniu do przedostatniego wpisu o Grecji.

Wiemy już, że najrozsądniejszym, czy nawet jedynym wyjściem rządu greckiego jest ogłoszenie wymiany euro na drachmy. Problem w tym, że taki krok musi być dokonany z zaskoczenia. Co się stanie, jeżeli poinformujemy Greków, że za tydzień wszystkie depozyty bankowe będą przeliczone na nowe drachmy, o których wiadomo, że od razu stracą połowę wartości? Ludzie rzucą się do banków by wypłacać depozyty. Podobnie mało kto odpowie na apel rządu, by stawić się w banku z niepotrzebnymi już euro celem wymiany na nowe drachmy. Kto nie potrzebuje w danej chwili drachm by zapłacić coś w tej walucie, ten po dobroci nie pozbędzie się euro.

Bardzo prawdopodobne, że jeżeli dojdzie do restytucji drachmy, powstanie system bimonetarny, w którym niektóre ceny będą wyrażone w euro a niektóre w drachmach. Grecja jako kraj żyjący z turystów nie wyrzeknie się ich dojenia. System bimonetarny pamiętamy jeszcze sprzed kilkunastu lat, gdy ceny nieruchomości Polacy nadal określali w walucie obcej. Zresztą do dziś ma się w Polsce posmak życia w dzikim kraju dzięki ostatniemu szczątkowi bimonetaryzmu w postaci kredytów walutowych oraz skłonności naiwnych staruszków do oszczędzania w dolarach.

Gdybym to ja był Grekiem, już dawno opróżniłbym swoje konto bankowe z oszczędności. Wcale bym się nie zdziwił, gdyby nowe (lepsze) drachmy były już gdzieś drukowane. Wtedy tylko krótka ustawa o wymianie, kilka dni zamkniętych banków i któregoś dnia obudzimy się w nowych realiach.

Share This Post

Strajk

W policji wrze. Bez mandatów dla sprawców wykroczeń i strajk włoski:

– To nie znaczy, że nie będziemy w ogóle karać. Ale przy drobniejszych gdy ktoś będzie jechał bez włączonych świateł, rozmawiał w trakcie jazdy przez komórkę, czy przejdzie na czerwonym świetle – to może liczyć na pouczenie – mówił nam jeden z policjantów częstochowskiej drogówki.

Czyli w przypadku przewinień, za które sprawca powinien liczyć na łagodne traktowanie, w normalnych okolicznościach przyrody łagodnie traktowany nie jest. Dopiero teraz, dzięki strajkowi, sprawca małych wykroczeń będzie traktowany łagodnie, tak jak powinno być. Nic tylko winszować, aby takie strajki były codziennie.
Już w tym roku ci policjanci pokazali swoje niezadowolenie. 8 marca przed południem na ulice Częstochowy nie wyjechał ani jeden patrol drogówki, nie było też obsady w tzw. ogniwie wypadkowym.

Czy nie było intencją ustawodawcy uniemożliwienie strajku policjantom po to właśnie, by nie dochodziło do takich sytuacji?
Funkcjonariusze nie godzą się też na rządowe pomysły kontynuacji zamrożenia wynagrodzeń funkcjonariuszy w roku 2012, wprowadzenia 80% wynagrodzenia za czas przebywania na zwolnieniu lekarskim, likwidacji możliwości łączenia emerytury z rentą należną za utracone w służbie zdrowie, wprowadzenia niekorzystnych – zdaniem środowiska policyjnego – zapisów w projekcie ustawy o zaopatrzeniu emerytalnym.

Niestety, na więcej Państwa Polskiego nie stać. Będzie oszczędniej lub tak jak w Grecji.
Share This Post