Monthly Archives: September 2015

Wysychanie srebra

Po raz kolejny mam poważne problemy z zaspokojeniem potrzeb moich klientów na srebro inwestycyjne. Część monet już od dłuższego czasu jest niedostępna – amerykańskiego Orła musiałem wycofać z oferty kilka miesięcy temu, ponieważ sam nie mogę tej monety nabyć. W przypadku kanadyjskich Liści początkowo okres oczekiwania na dostawę wydłużył się do 4 tygodni a obecnie monety te są niedostępne. Wyprzedaję ostatnie tuby z magazynu i wycofuję ten produkt z oferty. Na Filharmonika sam czekam obecnie 4-6 tygodni.

Monety platynowe przestały być dostępne kilka miesięcy temu, nastąpiło całkowite oderwanie cen giełdowych od realnych. Teoretycznie cena platyny wynosi 3460 zł / oz, a moneta uncjowa kosztuje 5300 zł. To premium w wysokości 55%, prawie 2000 zł ! Kto mnie słuchał kilka miesięcy temu, gdy radziłem nabyć platynę, ten jest na dobrej drodze do osiągnięcia sowitego zysku.

Sytuacja na rynku wynika z następujących zdarzeń. Najpierw banki ustawiały ceny kruszców, co doprowadziło spadków ich cen. To nie jest już teoria spiskowa, tylko przedmiot dochodzenia prokuratury w Szwajcarii. W efekcie spadek cen tak pobudził popyt, że nie wyrabiają się mennice. Na koniec nie za bardzo są chętni do sprzedawania metali po oficjalnych cenach. Więcej w linku1 i linku2.

O ile nie dojdzie do wzrostu cen kruszców w najbliższym czasie to pojawią się również problemy z zaspokojeniem potrzeb na złoto inwestycyjne.

A dla tych, którzy nie dadzą się ‘nagonić’ na kruszce takimi wpisami, polecam metodę Samcika na zostanie bogaczem. Wystarczy odkładać po 200 zł miesięcznie przez 30 lat i otrzyma się 100 000 złotych. Jak zauważył jeden z komentatorów, taką metodę zastosowano w już w 1965 – to zaczął w tym roku odkładać po 200 zł uzbierał w 1995 roku 100 000 zł. Tylko, że po hiperinflacji i późniejszej denominacji zostało z tego całe 10 zł. 30 lat oszczędzania w papierze dało w tyle, by zakupić pół litra wódki i dobrze się nawalić. I to się na pewno jeszcze powtórzy, Polak przed i po szkodzie głupi.

Share This Post

Jaki scenariusz dla polskiego węgla?

Polskie kopalnie są w tragicznej sytuacji finansowej. Już sam fakt, że są państwowe sugeruje, że może tam mieć miejsce niska wydajność pracy, jak i transfer publicznych funduszy do prywatnych kieszeni. Górnictwo dobija zaczynająca się recesja w Chinach i wynikający z niej globalny spadek zapotrzebowania na węgiel kamienny. W takiej sytuacji polski węgiel wydzierany kilometr pod ziemią musi przegrać konkurencję z węglem pozyskiwanym w innych krajach metodą odkrywkową.

Miks trzech powyższych czynników zabije polskie górnictwo, niezależnie od tego, jak i czy będzie reagował polski rząd. Górnictwo w Polsce to finansowa czarna dziura, zasysająca publiczne pieniądze, które powinny być wykorzystane gdzie indziej, na przykład przy budowie budowie mieszkań czynszowych. Czy lepiej zatruwać Polskę węglowym dymem, od których choruje i umiera wiele tysięcy rodaków, czy lepiej wybudować w Polsce kilkanaście tysięcy mieszkań komunalnych rocznie?

Zabezpieczanie bezpieczeństwa energetycznego kraju poprzez utrzymywanie górnictwa węglowego to mit. To tak jakby zapewniać bezpieczeństwo komunikacyjne utrzymując fabryki dyliżansów. Czy Szwajcaria jest w niebezpieczeństwie nie posiadając kopalń węgla? Nie, bezpieczeństwo energetyczne kraju polega na posiadaniu sprawnej gospodarki, eksportującej takie dobra, bez których inne kraje nie mogą się obejść.

Czy wobec tego prawdziwe są czarne scenariusze całkowitego końca górnictwa węgla w Polsce, jak choćby ten rysowany przez Wyborczą? Oczywiście, że nie. Węgiel to niezwykle cenny surowiec i jego zwyczajne spalanie to kolosalne marnotrawstwo. W niedalekiej przyszłości świat odczuje spadek wydobycia ropy naftowej i wtedy okaże się, że nie ma z czego produkować tkanin, leków czy tworzyw sztucznych. Nie będzie czym napędzać pojazdów spalinowych, a pojazdy elektryczne okażą się dużo droższe, więc mniej dostępne. Wtedy dostrzeże się, że technologia produkcji paliw płynnych z węgla istnieje i że węgiel jest niezbędny dla istnienia gospodarki.

Share This Post

Szikagowski deficyt

Ciemne chmury zbierają się nad Chicago, drugiej największej koncentracji Polaków na świecie, po Warszawie. O sprawie głośno jest już od jakiegoś czasu w związku z obniżeniem ratingu obligacji emitowanych przez miasto Chicago na potrzeby systemu edukacji – aktualnie mają one status śmieciowych.

Miastem rządzi człowiek od lat pracujący z Obamą – Rahm Emanuel. Jakiś czas doszło między nimi do konfliktu i przyszły burmistrz odszedł z Białego Domu spróbować swoich sił w rządzeniu Chicago. A nie jest to sprawa łatwa, połowa miasta to czarne getto, nie generujące przychodów podatkowych, dosłownie czarna dziura (nomen omen) wydatków na policję i szeroko pojęty socjal.

Chicago od lat słynęło z fatalnych polityków. Korupcja była potężna już w latach prohibicji, gdy miastem rządził Al Capone. Rząd federalny musiał przysłać swoich ludzi do rozwiązania tego problemu, ponieważ cały aparat ‘sprawiedliwości’ w mieście był w kieszeni gangsterów. Teraz też jest nie dużo lepiej, przykładem niech będzie poprzedni gubernator, który dostał 15 lat paki za próbę wymuszenia łapówki za wyznaczenie senatora, który zastąpiłby Baracka Obamę po wybraniu na prezydenta. Innym przykładem może być system kamer łapiących kierowców za przejazd na czerwonym świetle. Przetarg był ustawiony, a sam system jest tak skonstruowany, aby wlepiać mandaty kierowcom nie popełniającym żadnego wykroczenia. Ba, przez jakiś czas w ogóle nie istniała droga prawna by odwołać się od mandatu i kierowcom nikt nie wierzył, że przejechali na zielonym. Nikt z władz nie poniósł żadnych konsekwencji prawnych, cyrk jak w Polsce.

Oprócz kryminalnego, drugim aspektem rozkładu lokalnych struktur władzy jest nieodpowiedzialność finansowa. Od niepamiętnych czasów politycy rozrzutnie zarządzali finansami, szczególnie w zakresie przywilejów emerytalnych i wynagrodzeń dla pracowników zrzeszonych w uniach (związkach zawodowych). To prowadziło do ogromnego zadłużenia Chicago i do ogromnych przyszłych zobowiązań emerytalnych dla pracowników zatrudnianych przez miasto.

Wobec wyczerpania możliwości dalszego zadłużania (ranking śmieciowy) Rahm stanął przed koniecznością zbilansowania budżetu. Albo cięcie usług miejskich (zwolnienie wielu tysięcy policjantów, strażaków i śmieciarzy) albo 700 000 000 dolarów podwyżek podatków, głównie od nieruchomości.

Mieszkańcy Chicago są wzburzeni. Usługi oferowane przez miasto są kiepskie, a dziury w jezdniach obrastają już w legendy (w ramach protestu Jim Bachor wypełnia wyrwy mozaikami). Podatki są bardzo mocno odczuwane, szczególnie przez klasę średnią. Normą jest to, że miesięczne podatki za dom są wyższe od miesięcznej spłaty kredytu hipotecznego.  Wyobraźmy sobie że w Polsce płaci się przykładowo 1500 zł kredytu i 2000 zł podatku katastralnego. Do tego dochodzą inne podatki, właściwie od wszystkiego, oraz mandaty nakładane bez popełnienia wykroczenia. Wyprzedano całe mienie należące do miasta, łącznie z płatnymi mostami i autostradami. Teraz proponuje się nawet wprowadzenie podatku od korzystania z wypożyczalni filmów w internecie.

Oczywiście, cokolwiek by nie zrobił Rahm, jest to tylko odwlekanie agonii. Duża część zadłużenia zależy od stóp procentowych, jest długiem zmiennoprocentowym. W tej chwili stopy procentowe są niskie, a mimo to miasto ma problemy ze znalezieniem potężnej kwoty na obsługę długu. W sytuacji dużego wzrostu stóp procentowych musi dojść do sytuacji, gdy całe przychody nie będą wystarczać do spłaty samych odsetek. Wariant Weimarski w całej okazałości – z tym, że trzeba pamiętać, że Chicago to nie jedyna jurysdykcja w Stanach z tym problemem. To raczej norma, a nie wyjątek. W każdym razie Chicago będzie w czołówce bankrutujących miast w USA.

 

Share This Post

Nazizm w Polsce

Nie lubię wypowiadać się na tematy polityczne. Blog ma się koncentrować na kwestiach ekonomicznych i ewentualnie na kwestiach z których wynikają konsekwencje makroekonomiczne. Tylko w podręcznikach polityka jest oderwana od rzeczywistości. Tak naprawdę polityka wpływa na ekonomię, a ekonomia na politykę.

Wszyscy wiemy co mówi propaganda rosyjska o sytuacji na Ukrainie, i co powtarzają cyber-tituszki w Polsce, służący im za kasę lub z głupoty. Otóż Rosjanie twierdzą, że Amerykanie dokonali przewrotu na Ukrainie i obecnie wspierają rządzących tam nazistów, a Rosja jest w takiej samej sytuacji jak w 1941 – zaatakowana musi się bronić. I jakoś zapominają przy tej okazji, że to Ukraińcy biorą Rosyjskich żołnierzy do niewoli po ukraińskiej stronie granicy, a jakoś Rosjanie nie łapią amerykańskich wojskowych pod Kurskiem.

Warto zapoznać się z wypowiedziami rosyjskiego MSZ dostępnych na stronie ambasady Rosji. Da się z nich wywieść wniosek, że podli Polacy nie doceniają krwi przelanej przez żołnierzy Armii Czerwonej przy wyzwalaniu Polski spod niemieckiej okupacji, przez co stawiają się po tej samej stronie barykady co Niemcy. Zarzuca się Polakom, że popierają faszyzm obalając pomniki generałów Armii Czerwonej.

Ostrzegam, że już wkrótce rząd w Warszawie może być przez Rosjan definiowany tak samo jako rząd w Kijowie – jako naziści i amerykańskie marionetki. A to może mieć znaczący wpływ na stan techniczny i wartość nieruchomości w Warszawie. Dziury po ruskich kulach powodują dużą przecenę.

Zdumiewa całkowita obojętność Polski i całego świata wobec rosyjskich tez o ‘wyzwalaniu Polski’. Przypomnę, że Sowieci zagrabili połowę terytorium II RP, podbili resztę kraju i włączyli doń podbite ziemie niemieckie, tak zwane ‘Ziemie Odzyskane’. Potem przez kilka lat mordowali działaczy niepodległościowych, i przez wiele dekad faktycznie sprawowali poprzez swoich ludzi władzę w PRL. Powala się na przekłamywanie historii i propagowanie ustroju totalitarnego, jakim był komunizm.

Zdumiewa całkowita tolerancja dla rosyjskiej ofensywy propagandowej. Załóżmy, że ambasada niemiecka publikowała by materiały o konieczności uhonorowania żołnierzy niemieckich, którzy zginęli w latach 1939-45. Świat by się zagotował z oburzenia. Gdy robią to Rosjanie to wszystko jest jak najbardziej w porządku.

I właśnie to budzi we mnie przekonanie, że gdyby w Polsce pojawili się ludzie w mundurach z ‘demobilu’, które można kupić w każdym rosyjskim sklepie z demobilem, potem uciekli by politycy i żołnierze do Bukaresztu lub Londynu, to świat by zareagował, ale całkowitym milczeniem lub może oburzeniem, że wydarzenia w Polsce znowu mogą zaburzyć światowy pokój.

[komentarze cyber-tituszek będą usuwane, proszę się nie wysilać, bo płatne są tylko te, które przechodzą przez moderacje]

Share This Post

Koszty przywrócenia pieniądza kruszcowego w Polsce

W Polsce pieniądz kruszcowy funkcjonował od czasów postania państwa, początkowo jako pieniądz importowany, i trwał do 1914 roku, gdy był “tymczasowo” wycofany z obiegu i zastąpiony papierem. Kruszec pozyskany w ten sposób został przeznaczony przez zaborców na pokrycie kosztów prowadzenia wojny. W tym procesie poszkodowani zostali Polacy, ponieważ wykonali jakąś pracę za którą zapłacono im kruszcem, następnie ten kruszec odebrał im zaborca dając w zamian papier, który to papier natychmiast stał się bezwartościowy. Rabunek na ogromną skalę, całkowicie legalny.

Od waluty opartej na złocie nie ma ucieczki.  Wcześniej czy później system walutowy oparty wyłącznie na kolorowych papierkach ulega erozji zaufania, dochodzi do hiperinflacji i pojawia się konieczność przywrócenia solidnych fundamentów. Takim fundamentem może być zapas obcych walut w skarbcu banku centralnego, ale jeżeli najpoważniejsze waluty świata są dziś papierowymi tygrysami, to ich także dotknie kryzys zaufania. Wtedy pozostaje oparcie całego systemu na złocie.

Okazuje się, że złotówek w formie fizycznej, poza kontami bankowymi, jest relatywnie niewiele, 143 700 300 000 zł. Suma wydaje się astronomiczna, ale jeżeli podzieli się to przez ilość mieszkańców Polski okazuje się, że na osobę przypada 3734 zł w gotówce.

W systemie złotego pieniądza równocześnie funkcjonują banknoty papierowe, które w banku można wymienić na złote monety. Przyjąć można, że ze złota trzeba by wykonać tyle monet, by połowa banknotów miała możliwość wymiany na złoto. Mówimy tu o kwocie 70 000 000 000 zł na co potrzeba około 500 ton złota.

NBP posiada odpowiednie rezerwy, które można wykorzystać do doprowadzenia do normalności polskiej złotówki. Niestety, absurdalność tej sytuacji polega na tym, że złoto posiadane rzekomo przez NBP jest poza jego kontrolą, gdzieś w UK. Jest to obietnica Wielkiej Brytanii do wydania złota. Jeżeli dojdzie do żądania wydania kruszcu przez stronę polską, to okazać się może, że jest to “chwilowo” niemożliwe z “przyczyn technicznych”. Ostatnio przerabiali to Niemcy bezskutecznie prosząc Amerykę o zwrot ich złota.

Rezerwy walutowe NBP to też fikcja. Są to obligacje emitowane przez inne kraje, a obligacje mają to do siebie, że mogą zostać niewypłacone. Skoro zdarzyło się to już wiele razy w przeszłości to może się to stać w przyszłości. Poza tym rezerwy są wyrażone i ulokowane w walutach papierowych, co do których nie ma żadnych gwarancji utrzymania siły nabywczej. Miliard dolarów USA dziś to ogromny majątek, ale z całą pewnością kiedyś będzie to cena paczki papierosów. Kiedy do tego dojdzie zależy od inflacji – przy niskiej inflacji będą to setki lat, przy hiperinflacji wystarczy raptem parę lat.

Należy sobie zadać pytanie – czy lepiej by NBP emitował pieniądz złoty, utrzymujący wartość, czy lepiej by NBP lokowało rezerwy w obligacjach emitowanych przez obce rządy, co przy stałym oprocentowaniu tych walorów wcale nie gwarantuje utrzymania ich siły nabywczej.

A oto 20 złotówka z lat 20tych. Była to próba stabilizacji złotówki w oparciu o złoto. Poniekąd to się udało, 20 złotych w banknocie jest dziś warte tyle co nic, a złota moneta kosztuje 1800 zł.

20zl.1925.rW momencie wprowadzenia systemu pieniądza kruszcowego dilerzy złota tracą rację bytu i mogą zamykać biura. Z przyjemnością zamknąłbym firmę z tego powodu.

Share This Post

Procent

Funkcjonowanie systemu walut papierowych prowadzi do dwóch zasadniczych problemów:
– ilość waluty wprowadzanej do systemu nie jest ograniczona ilością rezerw złota,
– poszczególne waluty narodowe nieustannie zmieniają kurs wymiany wobec innych walut.

Praktycznie od początku kryzysu słyszy się roszczenia przedstawicieli szkoły austriackiej aby podnosić stopy procentowe. Teraz, gdy FED od wielu miesięcy zwleka z tą decyzją, niemal codziennie słyszy się Petera Schiffa wzywającego do podniesienia stawek i wyśmiewającego fakt, że do tego nie dochodzi. Problem polega na tym, że mieliśmy już sytuację podobnego kryzysu i zaaplikowana została mieszanka w postaci systemu pieniądza złotego i podwyżek stóp procentowych. W efekcie otrzymaliśmy Wielką Depresję, Hitlera i II Wojnę Światową.

Kryzysy w jakich jesteśmy obecnie mają ogromny efekt deflacyjny. W takich sytuacjach system złoty zawodzi (ludzie zabierają pieniądz z systemu) a wysokie stopy procentowe pogarszają sytuację (czynią kredyt mniej dostępnym, powodując jeszcze mniej pieniędzy w obrocie). Jakkolwiek obecnie stosowane lekarstwo (druk pieniądza) daje efekty uboczne w postaci dynamicznego wzrostu zadłużenia to i tak jest to lepsze niż obrazki znane z Wielkiej Depresji.

Na razie nie widzimy gwałtownej inflacji, czy nawet jej zaczątków, co usprawiedliwiałaby podnoszenie stóp procentowych. Niskie ceny surowców przemysłowych i brak presji inflacyjnej ze strony wynagrodzeń daje powody wierzyć, że inflacja nie pojawi się już jutro. Niewątpliwie czas wysokiej inflacji nadejdzie, ale to nie powód by podnosić stawki już dziś. Dziś bardziej istotne jest ograniczanie deficytu budżetowego oraz deficytu w handlu zagranicznym USA.

Jednym z powodów upadku socrealizmu było to, że nie dało się określić cen produktów. Wydaje się to absurdem, by fakt czy żelazko kosztuje 100 czy 1000 złotych miało jakiekolwiek większe znaczenie. Tymczasem począwszy od cen surowców każdy kolejny produkt miał cenę narzucaną przez planistów, bez żadnego realnego związku z kosztami produkcji. Nikt nie miał pojęcia, czy sprzedawane żelazko przynosi zysk czy stratę.  Nie wiadomo było czy cała gałąź przemysłu przynosi zysk czy stratę.

W sytuacji, gdy poszczególne waluty poruszają się wobec siebie zupełnie swobodnie prowadzą do podobnego problemu. Jeżeli dolar raz kosztuje 0,80 euro a raz 1,20 euro, to jest to jakieś szaleństwo. Oznacza to, że nagle wszystkie produkty ze innej strefy walutowej przestają być konkurencyjne. Oznacza to, że towar kupiony i wysłana na inny kontynent będzie sprzedany ze stratą. No i w końcu ceny każdego produktu muszą fluktuować w czasie rzeczywistym. Proszę zwrócić uwagę na ceny AGD w serwisie ceneo. Ta branża jest równie wysoko-konkurencyjna i nisko-marżowa jak handel kruszcami. Proszę zwrócić uwagę, że ceny lodówek zmieniają się co chwilę, wraz ze zmianą kursu EUR/PLN. Taki brak stabilności jest równie zabójczy dla gospodarki jak centralne planowanie cen dla PRLu. Tu brakuje kotwicy jaką jest złoto.

Na koniec warto zastanowić się nad poglądem, że system oparty na złocie jest kagańcem nałożonym ludziom przy korycie. Otóż fakt jest taki, że nic nie powstrzyma polityków. Widać to było na przykładzie USA. System złoty został zdewaluowany w 1934, dolar spadł z 1/20 oz do 1/34 oz. I co, ktoś powstrzymał Roosevelta? Oczywiście, że nie. Potem Nixon w ogóle zerwał połączenie dolara ze złotem i również nic się nie stało. Politycy od zawsze robią co chcą, a gdy parytet złota przestaje im odpowiadać, to go zmieniają lub znoszą. A że czasem potrafi to doprowadzić do załamania systemu w stylu weimarskim, to nie jest już ich problem, tylko następnej ekipy.

Czy złoto chroni? Na pewno nie system, bo ten może być zmieniony jedną ustawą czy nawet dekretem, bez oglądania się na konstytucje. Chroni wyłącznie tych, którzy mają złoto w danej chwili w ręku, jeszcze zanim sprawy nie zaczną wyglądać źle, i nie dadzą się “odcedzić” ze złota wspomnianymi przepisami.

Być może system, w którym się obecnie znajdujemy, jest optymalny, w pewnym sensie osiągnięty w drodze naturalnego rozwoju?  Skoro system złotego pieniądza nie wytrzymuje sprawdzianu jakim są zakusy kolejnych rządów na złoto obywateli i pogarsza sytuacje w chwilach poważnego kryzysu, a system papierowy z nielegalnym posiadaniem złota uniemożliwia ochronę kapitału, to może wyjściem jest to, co mamy dziś? Dla większości ludzi są papierki, służące do codziennych płatności, a dla smart money, dla zabezpieczenia długofalowego czy nawet międzypokoleniowego – złoto.

Share This Post

Jesienny finansowy sztorm

Na horyzoncie zbierają się ciemne chmury. Wiele wskazuje na to, że czeka nas nieprzyjemny okres w gospodarce. Bardzo prawdopodobne, że dojść może jednak do ponownej globalnej recesji. Oto garść danych i wykresów pokazane z długiej perspektywy, gdzie wiele rzeczy zaczyna być lepiej widoczne.

Wszystko zaczęło się od Chin. Najpierw napuchła bańka na tamtejszej giełdzie, a potem bardzo szybko sflaczała. To był bardzo dynamiczny proces. Teraz indeks zmierza w kierunku 2000 pkt, czyli normalnego poziomu, i tego nie da się odwrócić żadnym dekretem rządu Chin. Wykres 10 letni poniżej.

1Kolejny wykres przedstawia ostatnie 10 lat amerykańskiego indeksu Dow Jones. Spadek z ostatnich tygodni jest dużo głębszy niż zwykła korekta. Zaczyna to wyglądać jak ‘wodospad’. Bardzo źle to rokuje.

2Ciekawy wskaźnik pokazujący okresy spadków przychodów największych spółek w USA. Widać wyraźną korelację z okresami recesji. Jest to wskaźnik wyprzedzający – ten ząbek który widzimy wskazuje na duże prawdopodobieństwo nadciągającej recesji.

3Wskaźnik PMI w Chinach jest najsłabszy od 77 miesięcy! Nie dziwi pomysł rządu Chin na dewaluację juana. Ma to pomóc z eksporcie towarów za granicę. W Polsce odczyt PMI też jest słaby, poniżej oczekiwań. To świadczy o tym, jak bardzo gospodarki świata są połączone.

A teraz wykres, którym posługuję się na co dzień. To ETFy surowcowe, miedź – niebieski, ropa – czerwony, złoto – żółty. Wykres za 10 lat, zaczyna się przed krachem z 2008. Widać jak surowce przemysłowe zachowują się w recesji – ich cena spada. W 2008 widzieliśmy gwałtowne załamanie odpowiadające gwałtownemu zatrzymaniu gospodarki, teraz widzimy pełzający spadek cen, oddający powoli narastającą recesję.

Na wykresie widać jak doskonale złoto poradziło poradziło sobie w ciężkich czasach. Nie ma lepszego zabezpieczenia kapitału w takich czasach w jakich przyszło nam żyć.

4

Pewien fragment dla zarejestrowanych czytelników.

Dodaj do koszyka
Share This Post

Kryzys migracyjny

Od pewnego czasu zalewają nas informacje o rzeszach emigrantów z Południa zalewających nasz kontynent. Przy tej okazji rodzi się kilka refleksji.

Ciekawe jest to, że mimo trwania wojny domowej w Syrii już od kilku lat dopiero teraz widzimy takie ilości napływających emigrantów. Tak jakby ktoś nagle otworzył jakiś kurek. Albo w Afryce zaistniały inne czynniki niż nacisk reżimu al-Asada (strach przed ISIS?), albo ktoś odkręcił ten ‘kran’. Piękne pole do wymyślania teorii spiskowych.

Zdumiewa całkowity rozkład służb mundurowych, na skalę obserwowaną chyba w czasie gdy padał Krym. Na przykład przy wlocie do Eurotunelu istnieje wielotysięczne miasteczko, w którym nikt nie ma wizy Schengen. Gdzie jest policja i straż graniczna? Przecież tych ludzi należałoby niezwłocznie zatrzymać i rozpocząć procedury prawne, udzielenia azylu bądź ekstradycji. Tymczasem aparaty wszystkich państw UE kompletnie nie funkcjonują w tym zakresie.

Państwa do których zmierzają emigranci mają jakąś określoną pojemność, wynikającą z ich obszaru i zasobów. Emigranci stopniowo wlewający się do tych państw zmieszczą się tam w jakiejś określonej ilości. Tymczasem Afryka jest w stanie wysłać nam ilość ludzi idącą w dziesiątki milionów. Nie ma żadnej szansy, żeby dało się kontynuować politykę wpuszczania wszystkich. Nie chodzi tu nawet o asymilację z lokalnymi społecznościami, do której nie dochodzi. Chodzi o pojemność ulic, mieszkań, ilość miejsc choćby najnędzniejszej pracy, ilość płodów rolnych, które mogą dać poszczególne obszary. Emigranci z Afryki po prostu zaduszą Europę Zachodnią, a potem zaczną się wlewać do nas. A gdy zaczniemy protestować, to będzie ich po prostu zbyt dużo. Wyjmą broń z rąk niefunkcjonujących służb i nam zwyczajnie odetną głowy.

Kto wie, czy kiedyś nie będziemy świadkami takiej fali, która nadejdzie z zupełnie innej strony. Jeżeli Putin w końcu zdecydowałby się na podjęcie konkretnych kroków i zajęcie całej Wschodniej Ukrainy, to w Polsce możemy zobaczyć miliony Ukraińców koczujących gdzie się da. A gdyby Putin zechciał sprawdzić, czy rzeczywiście jego czołgi są w stanie dotrzeć w dwa tygodnie do Warszawy (a osobiście uważam, że dałyby radę), to Niemcy zobaczyliby falę Polaków i Ukraińców zalewających ich kraj od wschodu.

Warto postawić się w sytuacji takiego przeciętnego Abdullaha. Pracy nie ma, dom zburzony, banki zamknięte, banknoty bez wartości. Tak może być i u nas, gdy Rosjanie zechcą nam przynieść wolność i pokój. Trzeba przemyśleć sobie to z punktu widzenia surwiwalowego, kiedy pryskać, z kim, gdzie, czym i za co. Ważne jest to, żeby nie znaleźć się koczowania gdzieś na stacji kolejowej, z kieszenią pełną bezwartościowych banknotów i z głodną rodziną.

Share This Post

Czarny scenariusz walutowy

W 2008 roku jako jedyny Polak ostrzegałem przed zbliżającym się krachem. Analitycy i pasożytujący na nich dziennikarze nie dopuszczali takiej opcji. Obecna sytuacja może prowadzić do kolejnego kryzysu kolejnej fali kryzysu, a ponieważ od poprzedniego epizodu nie minęło dużo czasu to media głównego nurtu nie dadzą się zaskoczyć. Najwidoczniej mają lepszą pamięć od przeciętnego Janusza/Iwana/Johna, który sięga pamięcią maksymalnie do tego, co jadł wczoraj na kolację. Uważam, że w przypadku mediów do resetu pamięci musi upłynąć z 10 lat. Pewnie wynika to z tego, że większość artykułów piszą darmowi stażyści, mający po 20 lat, wobec czego nie pamiętają wstrząsów z okresu gdy byli 10 letnimi dziećmi.

Oto Wyborcza ostrzega przed możliwością gwałtownego zeszmacenia się złotówki w przypadku kolejnej fali kryzysu. Czy istotnie jest się czego bać?

Pewien fragment dla zarejestrowanych czytelników.

Dodaj do koszyka

Czy w świetle powyższych danych rzeczywiście złotówka może się osłabić do 5 zł, tak jak ostrzega nas jakże troskliwa Wyborcza? Spójrzmy co się działo ostatnio na parze USD PLN.

usd

Jak widzimy w 2008 roku złotówka była bardzo mocna w stosunku do dolara. Był potencjał do gwałtownego ruchu w drugą stronę, do osłabienia naszej waluty. Dziś sytuacja jest inna, wygląda na to, że nie tylko Wyborcza, ale również światowi gracze biorą pod uwagę różne scenariusze. w konsekwencji wydaje się, że złotówka jest już zdyskontowana, czyli jej niski kurs zawiera w sobie premium za ryzyko wystąpienia krachu.

Szkoda, że wśród światłych rad stażyści w Wyborczej nie podają tej najlepszej – żeby kupić złoto. Spójrzmy jak wygląda to na wykresie.

auZ ceny 2000 zł / uncję złoto wystrzeliło w górę i przez większość czasu trzymało się ponad 4000 zł / uncję. Posiadać złoto było dużo lepiej niż dolary czy inne papierowe waluty. W przypadku zaistnienia krachu w USA liczę, że kurs złota poszybuje na poziom 6000-8000 zł / uncję.

I najważniejsza uwaga. To nie krach na giełdzie powoduje kryzys w gospodarce, tylko mizeria gospodarki objawia się krachem na giełdzie. Przed krachem 2008 roku w USA była bańka spekulacyjna na nieruchomościach – to ona spowodowała kryzys. Także i dziś gospodarka jest w tak podłym stanie (np. przerost długu na obligacjach), że może to doprowadzić do kolejnego krachu na giełdzie i załamania gospodarczego.

Share This Post

Imperializm rosyjski a dochód pasywny

Polacy popełniają błąd poznawczy, gdy próbują zrozumieć naród rosyjski*. Ekstrapolują swoją wiedzę o narodzie polskim na Rosjan – skoro my jako naród chcemy sobie w spokoju żyć i nikogo nie napadamy, to Rosjanie też tacy są. A wybryki, które im się zdarzają (nieprzerwanie od tysiąca lat) to wina chorych psychicznie ludzi, którzy przejmują tam władzę.

Tymczasem wcale tak nie jest. Rosjanie to zbiór bandytów, którzy nie szanują wolności innych ludzi ani suwerenności innych krajów. Oni napadali, napadają i będą napadać na innych tak długo, jak tylko będą mieli szansę zwyciężyć. A gdy tymczasowo są osłabieni, poszczekują tylko i szarpią się na łańcuchu, czekając na odzyskanie sił lub osłabienie reszty świata. Rozmowa z dyplomacją rosyjską to albo uleganie ich żądaniom albo bicie pięścią po twarzy ministra spraw zagranicznych – innej drogi nie ma.

W to wpisuje się to wszystko co się dzieje w Rosji – obłędna militaryzacja, zwalczanie każdej formy sprzeciwu wobec agresji władzy (w sposób rosyjski, kula w łeb), i nasilona propaganda. W rosyjskich mediach i rosyjskich głowach wydarzenia na Ukrainie to agresja faszystów z Zachodu, mająca docelowo doprowadzić do zdobycia Moskwy, natomiast Ameryka nie robi nic innego niż knucie planów jakby tu podbić Rosję. Cała Rosja to jeden wielki dom wariatów, zapełnionych przez chorych na ciężką paranoje.

Obecnie Polska jest częścią UE i NATO. Możemy się zbroić w dowolny sposób, który nie narusza porozumień międzynarodowych, na przykład układu o konwencjonalnych siłach zbrojnych w Europie czy układu o nieproliferacji broni jądrowej. Tymczasem każda próba szukania wsparcia dla naszych wątłych sił zbrojnych powoduje natychmiastowy skowyt w Moskwie. Jak donoszą media: Rosyjski ekspert wojskowy płk Musa Chamzatow porównał przerzucenie przez USA myśliwców F-22 (Raptor) do Europy i przygotowanie do ich przyjęcia różnych lotnisk w krajach NATO do postępowania hitlerowskich Niemiec przed atakiem na ZSRR w czerwcu 1941 roku. 

Jeżeli ma się wśród znajomych kogoś chodzącego do szkół na wschód od Bugu, to warto zadać parę pytań dotyczących II Wojny Światowej. Kiedy rozpoczęła się II Wojna Światowa? Nie znam takiej wojny. Kiedy rozpoczęła się Wojna Ojczyźniana? W czerwcu 1941 roku. Czym był pakt Ribbentrop-Mołotow? Nie słyszałem o takim pakcie. Co się stało 1 września 1939 roku? Niemcy napadli na Polskę.  A co zrobili Sowieci 17 września? (trzy najczęstsze odpowiedzi) Nie wiem / Ratowali bratni naród ukraiński przed sytuacją rozpadu Polski / Ratowali bratni naród ukraiński przed Niemcami.

Biedni Rosjanie (zarówno mundurowi jak i cywile) mają tak sprane mózgi, oni naprawdę wierzą, że na świecie nadal obowiązuje paradygmat anno domini 1942, czyli naziści atakują Sowietów. W tej sytuacji mogą się zachowywać nieracjonalnie, na przykład w ramach uderzenia wyprzedzającego mogą zaatakować tych paskudnych faszystów, zajmujących terytorium Polski.

Ta przykra niepewność, wisząca nad Europą Środkową, powoduje szereg konsekwencji ekonomicznych dla każdego z nas. Uzyskanie dochodu pasywnego jest trudne w każdym kraju świata, a w Polsce staje się wyjątkowo trudne. Jak inwestować w nieruchomości z perspektywą kilkudziesięciu lat, skoro w każdej chwili szaleniec z Kremla może na nie zrzucić napalm. W kraju wysokiego ryzyka jakim jest Polska, zawsze wygrywa złoto, które można włożyć do kieszeni spodni, ratując się przez czołgami ‘niosącymi wyzwolenie’.

*Disckejmer: Niemcy, Brytyjczycy czy Amerykanie wcale nie są dużo lepsi niż Rosjanie.

Share This Post