Monthly Archives: April 2010

Najem czy dzierżawa

Bliższa analiza polskiego rynku nieruchomości dostarcza wielu ciekawych refleksji. Naturalnie moje analizy są bardzo pobieżne, wykonane na odwrocie koperty i nie mają żadnej większej wartości. Należy je traktować z dużym przymrużeniem oka. Być może dyskusja w komentarzach przyniesie więcej ciekawych informacji i przemyśleń.

Wynajęcie 50 metrowego mieszkania w przykładowym mieście Z. to koszt 1000 zł miesięcznie. Z tego 800 zł do kieszeni wynajmującego i 200 zł na wspólnotę mieszkańców.

Zakup  takiego mieszkania to wydatek 200 000 zł.

Już w tym miejscu widzimy, że mamy do czynienia z banią. Mieszkanie powinno kosztować 100 czynszów czyli albo czynsz jest o połowę za mały, albo cena mieszkania dwukrotnie za wysoka.

Weźmy pod lupę spłatę kredytu. Za w/w mieszkanie zapłacimy 1200 spłaty kredytu + 200 zł na wspólnotę mieszkańców = 1400 zł. Drogo.

Wynajmując takie mieszkanie kupione na kredyt mamy ujemny cash flow na poziomie 400 zł miesięcznie, zakładając optymistycznie, że znajdziemy lokatorów i będą oni płacić na czas. Biorąc pod uwagę naprawy i niesolidnych lokatorów mamy może 600 zł z kwoty 1200 zł potrzebnej na spłaty. Bieda.

To może warto kupić mieszkanie jako inwestycję? Popatrzmy na zwrot z inwestycji przy powyższych parametrach – przy grzecznych lokatorach otrzymujemy 4,8 % i 3,6 % przy bardziej kłopotliwych. Bieda, więcej można wydusić z lokat, no chyba że liczymy na wzrost cen mieszkań w przyszłości. Biorąc jednak pod uwagę to co się dzieje na świecie, należy liczyć się z trudniejszym dostępem do kredytów, spadek popytu i spadek cen mieszkań. Można się mocno przejechać na takiej spekulacji.

Wytłumaczenie całego fenomenu jest chyba dość proste. Mały rynek nieruchomości został zalany falą łatwego kredytu. Popyt gwałtownie wzrósł, podaż ograniczana była ilością gruntów w miastach i prędkością budowania. Gdy rośnie popyt a spada podaż ceny rosną (przekonamy się o tym wkrótce na rynku złota).

Ludzie nie pytają o cenę nieruchomości lecz o miesięczną spłatę. Wolą płacić 1400 zł zamiast 1000 zł i mieć poczucie że spłacają swoje mieszkanie. To, że są winni kilkaset tysięcy jest mniej istotne, to że mieszkanie może być dużo mniej warte przy tych samych miesięcznych spłatach – również.

Tymczasem rynek mieszkań na wynajem jest specyficzny. Mocnym ograniczeniem jest siła nabywcza przeciętnego nabywcy. Przy milionach rodaków zarabiających miskę ryżu dziennie wynajęcie mieszkania za 1000 zł i opłacenie mediów pochłania całą jedną wypłatę. Samodzielnie nie sposób przeżyć, w dwójkę żyje się do momentu utracenia pracy przez  jednego z partnerów. Potem pod most.

Obawiam się, że rynek nieruchomości będzie musiał stawić czoła sytuacji dobrze znanej z USA, której w Polsce nikt się nie spodziewa. Jest wielce prawdopodobne, że ceny mocno spadną. Każdy inwestor chce być z daleka od takiej ryzykownej inwestycji. Lepiej sobie zaparkować w złocie i zagryzając popkornem obserwować krach obligacji w krajach PIIGS i Stanach.

Share This Post

Wolność w koncepcji chrześcijańskiej

Profesor Bobola był uprzejmy popełnić kolejny wpis. Temat jest tak ciekawy, że zasługuje na polemikę, wykraczający poza objętość zwykłego komentarza.

Wspomniany wyżej autor jest rzadkim przykładem szerokiego umysłu, potrafiącego poruszać się zarówno w sferze nauk ścisłych jak i w ekonomii, nauce społecznej. To duża rzadkość. Zauważyłem, że autorzy blogów piszący o ekonomii nie mają bladego pojęcia o filozofii czy etyce. I odwrotnie, współcześni filozofowie nie mają pojęcia o ekonomii. Tymczasem te dwa światy mają ze sobą wiele wspólnego i żeby dobrze zrozumieć koncepcję liberalnej ekonomii trzeba sięgnąć do korzeni chrześcijaństwa. Żeby być dobrym ekonomistą trzeba być również filozofem.

Niech przykładem będzie genialny ekonomista Adam Smith, który przez 13 lat wykładał filozofię moralną! Który ze współczesnych ekonomistów (oprócz mnie) może wylegitymować się dyplomem z filozofii i z ekonomii? A co dopiero można myśleć o przeciętnym zjadaczu chleba, który całkowicie nie ma pojęcia o niczym we wszechświecie, oprócz tego co ma w danym momencie ma na talerzu? Aparat poznawczy większości wyborców nie pozwala jakąkolwiek pracę intelektualną.

Wróćmy jednak do sedna sprawy, czyli do filozofii stojącej za każdym systemem politycznym czy ekonomicznym. Koncepcja prawdziwej partii prawicowej opiera się na chrześcijańskiej koncepcji dobra i zła, według której człowiek jest wolny i może samodzielnie podejmować decyzje co jest dobre a co złe. To szalenie ważne ! Koncepcja ta zakłada, że każdy z nas odpowie za swój wybór osobiście przed bogiem i człowiek jest bytem zbyt małym, by narzucać komuś własne normy. Stąd właśnie słynne “kto jest bez winy niechaj pierwszy rzuci kamieniem”. Dlatego właśnie prawdziwe partie prawicowe są liberalne ekonomicznie, ponieważ pozwalają każdemu na dokonanie wyboru również w kategoriach ekonomicznych.

Prawdziwy chrześcijanizm umożliwił zatem powstanie liberalizmu, co z kolei umożliwiło postanie prawdziwego kapitalizmu, gdzie każda jednostka będąc wolna podejmuje własne decyzje oparte na maksymalizacji zysku. Taki system umożliwił rewolucję przemysłową i później powstanie Imperium Amerykańskiego.

Z kolei keynesizm stanowi zaprzeczenie dla liberalnych podwalin Ameryki. Nie ma już w nim miejsca dla wolności – jednostki mają robić to, co władza uzna za stosowne. Dlatego najlepiej nie robić nic i skupić się na zdobyciu i utrzymaniu synekury w strukturze aparatu państwowego. Do tego aparat ustawodawczy przeżarty jest korupcją – to oligarchia narzuca taki stan prawny, który chroni jej interesy ponad interesami obywateli lub co gorsza drobnych przedsiębiorców, planktonu gospodarki. Cała ekonomia jest jak ocean – to właśnie zanik tego planktonu powoduje zapaść całego systemu – nawet wieloryby (oligarchia) wcześniej czy później zdechnie bez planktonu.

Tak więc ja ze swoimi poglądami jestem skazany na wspieranie chadeków. Niestety, w Polsce wszystko stoi na głowie. Etyka wyznawana przez ‘partie prawicowe’ już dawno odeszła od nauki kościoła, podejrzewam że Chrystus byłby przerażony tym co wyczyniają te partie, tak samo jak amerykańscy Ojcowie Założyciele byliby przerażeni obecnym porządkiem prawnym i konstytucyjnym USA.

Dlatego właśnie tak stanowczo przeciwny klerykalizmowi, gdzie nie ma żadnej wolności, wszyscy płacą za pałace biskupów i wszyscy obywatele muszą odbyć kilkunastoletni trening myślenia dogmatycznego w ramach lekcji religii (parafrazując Bareję – i nie mów mi że religia nie jest obowiązkowa – sprawdzić czy nie ksiądz). Księża wiedzą najlepiej co jest dobre a co złe, więc po co się męczyć myśląc? Jeszcze można zbłądzić albo się zmęczyć. Lepiej spytaj księdza, on jest twoim pasterzem, on ci powie.

Paradoksalnie jedyna nadzieją mogą być partie socjalistyczne. Prawdziwy socjalizm polegał na rabunku (opodatkowaniu) a następnie zmarnotrawieniu tych pieniędzy. Dziś partie socjalistyczne są bardziej liberalne od prawicowych – zarówno ekonomicznie jak i religijnie. Rabunek stał się domeną partii prawicowych, jako że ideały republikańskie zostały całkowicie zapomniane. Partie określające się socjalistycznymi zdają się być jedyną obroną obywateli przed wszechobecną oligarchią, robiącą ze społeczeństwem i prawem co chcą.

Dlatego właśnie tezy postawione przez autora wspomnianego wpisu nie odpowiadają prawdzie. Analizowanie składu Sejmu i porównywanie go z sytuacja sprzed 70 lat nie ma sensu – dziś prawica i lewica zamieniają się miejscami. PiS to bowiem socjaliści popadający momentami w komunizm, że zacytuje Jarosława ‘Zapasowego’ Kaczyńskiego “nie może być tak, że potomkowie biednych Polaków płacili potomkom bogatych Polaków”. W PiS nie ma wolności, jest klerykalizm i wodzostwo. Dlatego nigdy nie zagłosuję na tą partię.

Share This Post

Permanentyzm

Rzuca się w oczy, że część obserwatorów rynku czy analityków należy do grona permanentnych byków, część do grona permanentnych niedźwiedzi. Trafnie zaobserwował to w swoim wpisie kol. Trystero. Brak jednak jest jednak wniosków – dlaczego tak jest.

Permanentnymi optymistami są jednostki czerpiące korzyść z systemu. Obligacje oparte na ruinach w murzyńskim gettcie będą dla tych panów kapitalnymi produktami o klasie AAA. Czy dany papier zrujnuje jego nabywcę nie ma żadnego znaczenia – ważne jest żeby skasować swoją prowizję. Podobnie zachowują się mrówki hodujące mszyce. Dla mrówek ważny jest spadź produkowany przez podopiecznych. A że roślina oblepiona mszycami zginie – nie ma znaczenia. Najwyżej przeniesie się biznes gdzie indziej.

Permanentnymi pesymistami są ludzie posiadający szerszą perspektywę, potrafiący zrozumieć jak działa system finansowy, w którym żyjemy. Reżim waluty papierowej, system rezerw cząstkowych i zadłużenie wszystkich – od bezrobotnego na dominikanie do obligacji USA – to wielka piramida finansowa, schemat Ponziego. Nie jest możliwa spłata długu, nie jest możliwa również jego zwiększanie w nieskończoność, tym bardziej że fenomen procentu składanego powoduje wykładnicze zwiększanie zadłużenia. Musi dojść do krachu i ta perspektywa może przerażać, skłaniać do daleko posuniętego pesymizmu.

Osobiście dużo bardziej cenię sobie niedźwiedzie nastawienie, nie tylko dlatego, że sam takowe posiadam. Jest to po prostu znacznie bardziej uczciwe . Mówił o tym wielokrotnie Peter Schiff, który sam posiada licencje brokera i mógłby wciskać klientom toksyczne produkty jak wielu jego kolegów po fachu. Mam takie same nastawienie – za żadne pieniądze nie pracowałbym jako łże-doradca, wciskając klientom produkty inwestycyjne co do których sam mam wątpliwości, byle tylko wyrobić w danym miesiącu target.

Co w takiej sytuacji należy robić? Nie słuchać ludzi powtarzających się jak zdarta płyta. Rynek ciągle oscyluje, nawet w czasie Wielkiej Depresji w jakiej jesteśmy. Mamy gwałtowne spadki, gdy dochodzi do spektakularnych bankructw i gwałtowne wzrosty, gdy ludzie zaczynają wierzyć w ‘zielone pędy’. Ponadto zbliżający się Peak Oil i towarzysząca kryzysowi energetycznemu stagflacja daje okazję zarobienia na surowcach, metalach szlachetnych i firmach obracających tymi dobrami. Sedno sukcesu tkwi w zrozumieniu perspektywy najbliższej przyszłości i uchwyceniu momentu kiedy wejść / wyjść z danego rynku.

Share This Post

Się dzieje

Grecja jest w agonii, tak jak pisałem całkiem niedawno. Żadne akcje pomocowe nie pomogą, mogą tylko przedłużyć agonię i zwiększyć straty. Tak zdychanie wygląda na wykresie:

Pytanie, które powstaje brzmi – co dalej ze strefą euro? Opcji jest kilka, zobaczymy co pokaże głosowanie:

Co stanie się ze strefą euro po bankructwie Grecji?

View Results

Loading ... Loading ...

Przypominam jednak, że złoto nie przestawało być pieniądzem nawet gdy dochodziło do bankructwa państwa używającego złotych monet. Tak samo może być z euro – Grecja zawiesza spłaty ale nadal woli trzymać się euro niż wprowadzić drachmę i wpaść w spiralę inflacji.

Share This Post

SEC

Pamiętacie SEC? Nadzór, który ignorował doniesienia o przekrętach Madoffa i ostatnio próbuje rehabilitować się dobieraniem do skóry Goldmanowi?

Dlaczego SEC ma słabe wyniki? Z tego samego powodu, dla którego słabe wyniki mają polskie urzędy – nepotyzm, zatrudnianie debili, oglądanie porno, skupienie się na podrywaniu koleżanek, załatwianie własnych spraw w czasie pracy itp. Nie trzeba z tym pytaniem iść do wróżki, żeby otrzymać odpowiedź.

Warto zwrócić uwagę, że wkrótce po założeniu sprawy przeciw GS ukazuje się materiał demaskujący to co się dzieje w SEC.

DLACZEGO AKURAT TERAZ? Dlaczego nie dwa tygodnie temu ani za miesiąc?

Nic nie dzieje się w przyrodzie bez przyczyny. Wyciek ten nastąpił w ramach obrony GS, jest typowym przykładem kampanii czarnego PR i ma za zadanie:

– Przedstawienie SEC jako ludzi niekompetentnych, którzy pod wpływem porno konstruują bzdurne oskarżenia wobec porządnej, moralnej korporacji, dającej pracę tysiącom moralnych pracowników

– Ujawnienie marnowania pieniędzy podatników

– Obudzenie w obywatelach uczucia nienawiści do ludzi zarabiających krocie na synekurach

To również lekcja dla Obamy. Kolega będzie fikał, różne scenariusze są możliwe. A to wycieknie akt urodzenia z Kenii, a to kopie wpłat od skorumpowanych lobbistów, w ostateczności w powietrzu może zacząć latać ołów. Gdy w grę wchodzą interesy na setki miliardów dolarów kończy się miękka gra.

Share This Post

Riots

Kolega Trystero był uprzejmy popełnić wpis, który gotuje w żyłach krew i zasługuje na polemikę. Główna teza jest taka, że jakiś łże-naukowiec stwierdził, że młode pokolenie będzie beneficjentem budżetu federalnego i otrzyma od rządu więcej kasy na edukacje, niż wpłaci w podatkach.

To niestety nieprawda. Nie ma darmowej edukacji w USA, poza elementary school i high school. Juz collage jest płatny, nawet ‘community collage’ należący do powiatu/miasta. Studia to już jest wydatek $50000+.

Problemem w USA jest rosnący od lat koszt edukacji. Ceny rosną w oszałamiającym tempie, znacznie przewyższającym inflacje. Problem szeroko analizuje Schiff, wskazując jako powód kredyty studenckie.

Protesty studentów staja się coraz bardziej gwałtowne. Amerykańska edukacja to tworzenie generacji niewolników kredytów studenckich. Oto fotka z Kalafiornii – nie wyglądają na szczęśliwych beneficjentów, raczej na ludzi na maxa wkurzonych:

Gdyby ktoś chciał się zapoznać we własnym zakresie w tym co się w tym zakresie dzieje – tu jest link.

W ogóle to oprócz gugla polecam wszystkim wyjazd na jakieś stypendium/studia w USA, jak tow. Balcerowicz lub sp. Skrzypek. To da pewien obraz tamtejszej rzeczywistości, dużo lepszy niż czytanie najnowszych badan amerykańskich uczonych.

Zabawne, że temat wypływa na kilka dni przez ogromnymi zamieszkami w LA sprzed 18 lat. Nie tak dawno temu, będąc w LA, rozmawiałem ze świadkami tamtych wydarzeń. To było jak wojna.

Share This Post

Wyścig zbrojeń drukarni

Ameryka po raz kolejny wymienia banknoty. Jeżeli ktoś jeszcze nie widział, taki jest nowy wzór:

Sens kolejnej wymiany jest oczywisty – coraz więcej fałszywek w obiegu zmusza rząd do wprowadzania nowych zabezpieczeń. Postęp idzie szybko, nielegalni drukarze na całym świecie mają coraz lepszy sprzęt i coraz lepiej mogą konkurować z legalnymi fałszerzami. Tak, drukarni rządowych nie sposób nazwać inaczej niż legalnymi fałszerzami, skoro Konstytucja USA mówi wyraźnie, że tylko złoto i srebro są legalnym pieniądzem w Stanach.

Właśnie, dlaczego tego wyścigu zbrojeń po prostu nie przerwać, wprowadzając z powrotem złoto do obiegu? Przecież złoto bardzo prosto odróżnić od innych metali, choćby grawitacyjnie (linijka Fischa) czy przepuszczając prąd przez monetę i badając opór elektryczny. Przywrócenie złota rozwiązałoby problem po wsze czasy.  A przy okazji trudnego do sfałszowania pieniądza mielibyśmy z głowy problem inflacji.

Jest tylko jedno ale – to byłaby katastrofa dla rządu. Okazałoby się, że trzeba wydać ze skarbca do obiegu złoto, którego być może już dawno nie ma. Wiadomo również, że każdy rząd ma lepkie ręce drobnego złodziejaszka – rzecz raz zrabowana bardzo niechętnie jest oddawana – kto nie wierzy nich przypomni sobie polska reprywatyzację i zwrot zrabowanych budynków/firm w rzekomo PRAWORZĄDNEJ i WOLNEJ Polsce. Złoto raz zrabowane przykleiło się do łap i nie chce się odkleić.

Nawet gdyby złoto było w Forcie Knox, jest go za mało do pokrycia całej tej wygenerowanej kupy kasy, z czego 97% jest elektroniczna. Nawet gdyby robić studolarówki z blaszek 2-3 gramowych istnieje duża szansa, że nastąpiłby run na banki. Posiadacze bitów i bajtów zażądaliby złota, którego po prostu nie ma w takiej ilości na naszej malutkiej planetce. Banknoty da się wydrukować całymi wagonami, run na bank nie jest możliwy i nie ma sensu.

Najgorszą cechą dla rządu jest dyscyplina budżetowa. Myśl, że trzeba by zebrać w podatkach taka samą ilość złotych blaszek jaką się wydaje może zakłócić spokojny sen każdego polityka. Jaki ten świat byłby okrutny, gdyby powrócił parytet złota! Nie, trzeba uczynić wszystko, by ten czarny sen się nie ziścił!

Share This Post

Ekonomia

Końcówka tygodnia przyniosła moc nowych informacji, rzucających pewien cień na tezę o końcu Kryzysu. Padło kolejnych 9 banków dysponujących kapitałem prawie 10 miliardów dolarów. Jednak najbardziej znaczącym wydarzeniem był pozew cywilny przeciwko Goldman Sachs. Co prawda kwota roszczenia jest śmiesznie mała, ale pozew może oznaczać całe pasmo kolejnych procesów, a to już firmie może zagrozić. Cała blogosfera o tym huczy, nie ma sensu się powtarzać.

Interesujące jest, że spadek cen Goldmana pociągnął za sobą przecenę złota i wzrost dolara. Oznacza to, że płonne są nadzieje na zmianę dotychczasowego modelu, gdy spadki giełdy oznaczają umacnianie dolara. Jeżeli dojdzie do silnej korekty na giełdzie może dojść do tego, co obserwowaliśmy wcześniej, czyli osłabienia złota i umocnienia dolara. Nie znaczy to jednak, że złota nie warto kupować. Przeciwnie, umocnienie dolara skoryguje ewentualny spadek cen metali, cena w złotówkach nie powinna znacząco spaść. Docelowo, w długim terminie, fizyczne złoto i srebro są jedynymi inwestycjami godnymi uwagi.

Islandia po raz kolejny wpłynęła znacząco na gospodarkę światową. Ciekawe, że taki okruch na mapie, z populacją mieszczącą się w dwóch tramwajach, może odnieść tak duży wpływ na resztę świata. Lecz cóż, jeden koleś z zadupia jakim była Macedonia potrafił podbić cały świat, co prawie powtórzył inny facet z innego zadupia – Gruzji. Niedawno kryzys bankowy odbił się czkawką w UK i NL, dziś pył wulkaniczny zablokował ruch lotniczy nad Europą. Linie lotnicze, które i tak funkcjonują ‘na oparach’ mogą nie przeżyć przymusowego postoju – raty lizingu za samoloty trzeba płacić każdego dnia. O ile stanowczo sprzeciwiam się pomocy podatników banksterom, o tyle uważam że należy pomóc liniom lotniczym.

Tymczasem media głównego nurtu zaczynają podłapywać temat Peak Oil, i to powołują się na Goldmana. Adam Duda pisał niedawno na ten temat, z tym że w moim odczuciu korzystając z opracowania DB dał się oszukać cwaniakom. Wiadomym jest, że eksperci piszą tak, jak życzą sobie płacący za dane opracowanie. DB nie mógł pozostać obojętnym na ryzyko biznesowe jakim jest Peak Oil, czyli ‘koniec świata jaki znamy’. Wobec tego wiedza ekspertów posłużyła do opracowania uspokajającego opracowania, że wszystko będzie cacy. Goldman najwyraźniej ma jakiś interes w szortowaniu rynku czy całej ekonomii, być może ma długie pozycje w oleju i nie boi się publikowania bardziej negatywnych danych.

Share This Post

Regulacje

Wielu obserwatorów trwającej Wielkiej Depresji 2.0 zastanawia się, jak mogło do niej dojść. Winą często obciążani są regulatorzy rynku.

Na tym zdjęciu z 2003 roku widzimy ceremonię likwidowania przepisów regulujących rynek. Na zdjęciu widzimy następujące osoby: John Reich (wtedy wiceprezes FDIC), James Gilleran z Office of Thrift Supervision, James McLaughlin z American Bankers Association, Harry Doherty z America’s Community Bankers i Ken Guenther z Independent Community Bankers of America. Władza stoi ręka w rękę z oligarchią.

Przecenianie roli regulatorów jest jakże typowe dla Amerykanów. Ludzie naiwnie myślą – wprowadźmy licencje dla sprzedawców butów, to już nigdy nikt mi nie sprzeda zbyt ciasnych butów. Zabrońmy kradzieży, to kradzieże ustaną. A praktyka jest dokładnie inna – nawet groźba odcięcia ręki za kradzież nie odstrasza amatorów cudzej własności. Stwierdzić trzeba, że to szaleństwo dotarło już do Polski. Kuriozum jest licencja dla sprzedawcy nieruchomości. Oto absurdalna regulacja, która absolutnie przed niczym nie chroni, a już zupełnie nie zabezpiecza konsumenta przed jakże częstym wałkiem – zakupem tej samej nieruchomości równocześnie przez kilka osób.

Oligarchia ma doskonałą wprawę w omijaniu istniejących przepisów. Weźmy polską ustawę antylichwiarską – niby istnieje, niby nie wolno przywalać wysokich odsetek, a banki natychmiast obeszły przepisy nakładając na konsumentów ubezpieczenie kredytów. Podobnie z podatkiem Belki – niby jest, ale można nie płacić. I oto cwani radcy prawni i adwokaci (tak, kolesie śp. Agackiej – Indeckiej) śmieją się w twarz i parlamentowi i Polakom.

Regulacje są złe, powstające koszty biurokratyczne przerzucane są na klienta, wraz z kosztami prawników szukających luk w prawie. Ograniczana jest też konkurencja, co powoduje wzrost cen dla konsumenta.

Prawdziwym rozwiązaniem jest ponoszenie odpowiedzialności finansowo-prawnej. Bank jest źle zarządzany – bankrutuje a zarząd odpowiada za niegospodarność. Nie powinno być żadnej pomocy na koszt podatnika – każdy musi ponosić konsekwencje błędnych działań nawet gdy jest miliardowym bankiem.

Inna kwestia to wykorzystywanie istniejącego systemu prawnego. Ktoś dokonuje przekrętu – jest za to sądzony. Nie ma potrzeby wpisywania do prawa każdego kolejnego rodzaju wałka. Prawo jest na tyle elastyczne, że można spokojnie chronić obywateli nie posuwając się do niesłusznego oskarżenia. Ot choćby przepis mówiący o niekorzystnym rozporządzeniem mienia. Reklama mówi o kredycie 0% gdy w rzeczywistości ma on 100% – osoba odpowiedzialna za jego zatwierdzenie idzie na 100 miesięcy do pierdla. Proste.

Share This Post