Taki trochę Waimar

Ostatnio handel złotem inwestycyjnym przypomina nieco sprzedawanie żywności za czasów Republiki Weimarskiej. Ceny w ciągu dnia zmieniają się tak szybko, że nie wiadomo, jaką cenę ustalać za oferowane produkty i czy na koniec dnia sprzeda się za mniej, niż trzeba wydać na odkupienie towaru.

W przypadku większości dilerów działalność od strony technicznej polega na zbieraniu pakietu zamówień i przesyłaniu zbiorczego zamówienia u producenta.  W większości wypadków obowiązują minimalne kwoty zamówienia, na przykład 10 000 eur oraz pewne godziny przyjmowania zamówień. W sytuacji jaką mamy na rynku, dilerzy nie nadążają ze składaniem zamówień – zanim uzbiera się im paczka zamówień od klientów, cena rośnie ponad marżę. Większość dobrych dilerów stosuje marżę 1-2%, wobec czego wzrost cen o więcej niż te 1-2% powoduje, że ich marża staje się ujemna…

Podobnie przy sprzedaży gotówkowej. Okazuje się, że zanim klient wyjdzie ze sklepu odkupienie złota może kosztować więcej niż zapłacił klient.

Co gorsza prawie wszyscy dilerzy na całym świecie robią taki większy lub mniejszy zakład spekulacyjny. Wyprzedają zapasy magazynowe, licząc na spadek cen i odkupienie się w dołku. Wobec tego półki są puste, klienci mają problem z dokonaniem zakupów.

Naszą polską specjalnością są dostawy w odroczonej płatności. Nie ma tego w żadnym znanym mi kraju, ponieważ jest to proceder ścigany przez prawo cywilizowanych krajów. Polska jest jak wiadomo krajem z tektury i żaden prokurator nie ściga takich łże-dilerów z art 171 Prawa Bankowego, bo go nie rozumie.

W każdym razie przypomnę, że w takim schemacie klient kupuje złoto, płaci od razu, a dostawa jest po 2 czy 3 miesiącach. Albo nigdy. Setki razy ostrzegałem przed tym procederem publiczność, ale niestety każdego dnia rodzą się nowi głupi ludzie. 

W czasach, gdy złoto było w trendzie bocznym wszystko mogło być OK. Taki model biznesowy niekoniecznie musiał być oszustwem. Dało się na tym zarobić. Ale dziś, gdy mamy takie dynamiczne wzrosty dochodzi do sytuacji, gdy diler musi kupić i dostarczyć każdą uncję złota o 500 czy 600 złotych więcej niż wziął od klienta. To mogą być straty, które wywrócą nawet dużego gracza. I znowu w gazeta będą pisać o nowym Amber Gold, o tym, że złoto = oszustwo, i że trzeba było kupić obligacje skarbowe.

Czekam na podziękowania od klientów, którzy w oparciu o moje wskazówki zabezpieczyli kapitał w złocie, a może nawet osiągnęli jakieś zyski, ale jakoś nie mogę się doczekać.

Share This Post

Sytuacja na rynku złota

Ostatnimi dniami cena złota bardzo mocno wyskoczyła. Zaskoczyła mnie, a także wiele innych osób na rynku swoją dynamiką.

Z rozmów przeprowadzanych z kolegami z Polski i Niemiec wynika, że w branży jest bardzo duży ruch. Jest sporo kupujących, ale znacząco przeważają sprzedający, którzy korzystają z okazji aby się skeszować. To ciekawe, przeważa podaż, a cena rośnie. Wyraźna poszlaka na ruch cen napędzany przez transakcje giełdowe.

Moim zdaniem wzrost wynika wyłącznie z manipulacji rynkiem przez dużych graczy i pewnego grona posiadaczy krótkich pozycji, którym brokerzy zamknęli pozycje w ramach short squeeze. Pół roku temu mieliśmy gwałtowny dołek i 2 letnie minimum, a teraz mamy ceny 2 letnie maksimum. Dlatego bardzo cieszą mnie klienci, którzy wykorzystują okazję do skeszowania. Ich zarobek jest na koszt spekulantów liczących, że dorobią się na czyjejś krzywdzie. Czy może być coś przyjemniejszego?

O spekulacyjnej naturze tego wzrostu świadczy też zachowanie srebra. Przy wystrzale złota srebro rosło bardzo słabo. Kolejna poszlaka jest taka, że umacniała się złotówka. Gdyby ten ruch w górę miał być spowodowany jakimś zbliżającym się krachem, to następowałaby też ucieczka z rynków wschodzących, więc również od złotówki.

A skoro wzrost jest spekulacyjny, to jest nietrwały i zakończy się spadkiem.

Bardzo ciekawy jest wykres długookresowy złota.

Wygląda na to, że złoto trafiło na opór, testowany już wiele razy. Powinno się od niego odbić i ruszyć w kierunku wsparcia. Jeżeli tak się stanie i odbije się również od wsparcia to jesteśmy w jakiejś ogromnej, wieloletniej konsolidacji. Zakończy się ona gdzieś za 2 lata gigantycznym wystrzałem w kierunku $2000.

Share This Post

Jak niemiecki fiskus złapał Ebaya za jaja

W Niemczech wchodzi za kilka miesięcy coroczna nowelizacja ustawy o VAT. Jest w niej nowy, ciekawy zapis. Otóż Ebay będzie odpowiedzialny za nieściągnięty VATu od sprzedawców wystawiajacych się na ebay.de. Innymi słowy, jeżeli urząd skarbowy stwierdzi, że sprzedawca nie odprowadził tego podatku, to zapłacić będzie musiał Ebay.

To mniej więcej tak, jakby wynająć komuś pomieszczenie na sklep lub siedzibę spółki i po pewnym czasie odebrać korespondencję od Urzędu Skarbowego, że wynajmujący nie zapłacił podatku, wobec czego należy go zapłacić w jego imieniu jako właściciel miejsca, gdzie doszło do zarzucanego nieodprowadzenia podatku. Absurd? W przypadku prawa nie istnieje argumentacja “to prawo nie powinno obowiązywać, ponieważ jest absurdalne”.

Przypomnieć wypada, że również w Niemczech istnieje kwota wolna od podatku VAT. Jeżeli przedsiębiorca sprzedaje za mniej niż 17500 EUR rocznie, to nie musi się rejestrować do VAT i płacić tego podatku. Niestety, Ebay poczuł żelazny chwyt za jaja i jest w stanie paniki, jak koń na rodeo. Dlatego żąda zaświadczenia o zarejestrowaniu do niemieckiego VAT od każdego sprzedawcy na ebay.de, a ci, którzy tego nie zrobią, nie będą mogli sprzedawać na tej platformie. Po prostu stara się zminimalizować ryzyko, że beknie za swoich użytkowników. Wchodząc jeszcze dalej w niuanse tego serwisu, Ebay zmuszał niskimi limitami do zamiany rodzaju konta z prywatnego na firmowy, i jest to krok jednokierunkowy, nie można później wrócić do bycia sprzedawcą prywatnym. Można sobie otworzyć nowe konto, bez ocen, z limitem 10 przedmiotów/500 euro.

Tak właśnie aparat państwowy szuka kasy. Idzie zawsze tam, gdzie jest duża kasa, gdzie opór społeczny jest najmniejszy i gdzie koszty ściągnięcia pieniędzy są małe.

I tu dochodzimy do szeregu ciekawych zagadnień. Czy działania niemieckiego fiskusa są legalne? Oczywiście. Logiczne jest, że prawodawca (lobby urzędnicze) zwykle nie łamie prawa, on je tworzy. Warto przypomnieć, że wszystkie osoby osadzone w niemieckich obozach zagłady były tam na podstawie całkowicie legalnych wyroków. Ich uwolnienie przez żołnierzy było oczywiście nielegalne.

Jak wygląda warstwa moralna takiego zapisu prawnego? To pewnie zależy od oceniającego. Dla lewaków (80% społeczeństwa) jest to pewnie nie tylko w porządku, ale nawet bardzo sprawiedliwe. Przecież to, że ktoś nie płaci podatku oznacza, że nie ma w budżecie państwa pieniędzy na głodne dzieci i chorych staruszków.

Moim zdaniem, USA popełniła duży błąd, że udostępniła technologię Internetu za granicę. Europa, Rosja i Chiny powinny być otoczone kordonem informatycznym i dalej orać pola wołami. W USA nie byłoby problemu z zagranicznymi hakerami i manipulowaniem wyborami. Nie byłoby problemu z wyrokami sądów i regulacji europejskich wobec amerykańskich firm. We Francji nie byłoby problemu z zanieczyszczaniem ich pięknego języka anglicyzmami, z paskudnym fejsbukiem zbierającym dane o mieszkańcach tego pięknego kraju, i żaden ebay by nie zarabiał na sprzedaży. Zresztą Francja nigdy nie potrzebowała Internetu, miała swój Minitel. Najwyższy czas, by Unia Europejska do niego wróciła.

Share This Post

Libra, czyli bitcoin killer

Krystalizują się plany stworzenia facebookowej waluty, nazwanej libra. W przedsięwzięcie udało się zaangażować sporo różnych firm, co świadczy o tym, że libra będzie szeroko zaadaptowana:

Więcej o historii i założeniach technicznych w Wiki.  A jeszcze przystępniej opisuje to FT i obrazuje sytuację na takim oto szkicu:

Od razu rozległ się skowyt polityków. Nie przesadzam z użytym słowem. Jest to skowyt, jakby psu ktoś na ogon nadepnął. Z tego skowytu ma się takie wrażenie, że politycy sobie siedzą i myślą tylko o jednym: żeby bron boże nic się nie stało konsumentowi. Oczywiście, nie martwią się w ogóle co się stanie bansterom i politykom. Ich jedyne zmartwienie to biedni konsumenci. Ci konsumenci są tacy jak dzieci we mgle. Nie wiedzą co dla nich dobre (regulacje, politycy), a co śmiertelnie niebezpieczne (wolność, libra). Nie potrafią dokonać wyboru, dlatego każdy aspekt ich życia, szczególnie dotyczący finansów, trzeba skrupulatnie regulować. I na skutek tej niewiedzy i braku regulacji konsumenci mogą zostać strasznie skrzywdzeni przez librę. Przez banksterów i polityków generujących inflację / deficyty budżetowe na pewno nie. Ale przez librę tak. Boże, dziękujmy za polityków z Francji! I za szkolących się u nich polityków z partii Demokratycznej ze stanów NY i CA!

Równie dużo hejtu leje się na fejsbukowych forach dla fanbojów krytpowalut. Lecą naprawdę ostre przekleństwa pod adresem libry i samego Zuckenberga. Ci ludzie są zapakowani po uszy w bitcoina, liczyli na ‘bitcoina po milion (tu wstaw nazwę dowolnej lokalnej waluty)’ a tu grunt im się usuwa spod nóg.

Na szczęście Facebook i pozostałe spółki mają dużo pieniędzy. Czyli dużo władzy. I jakoś sobie poradzą. Postęp i zmiany są nie do zatrzymania. Jasne, są banki i inne instytucje, które będą się stawiać i walczyć. Ale sytuacja jest prosta: albo ktoś się przyłączy i będzie się rozwijał w nowym środowisku, albo się nie przyłączy i jego biznes będzie malał lub zniknie. I dlatego ja już wkrótce zacznę akceptować librę przy zakupach złota.

Sytuacja z librą jest właśnie tym powodem, dla którego jestem przeciwnikiem kryptowalut jako medium długotrwałego przechowywania kapitału. Do zakupu porno albo spekulacji w piwnicy są OK, ale nie mogą się one równać ze złotem. Złoto jest jedynym pierwiastkiem o takich właściwościach, nic nie przewodzi ciepła i prądu lepiej niż złoto. Nic nie nadaje się na biżuterię lepiej niż złoto. Ilość złota możliwego do wydobycia jest ograniczona. Nie da się zrobić hardforka złota, w miejsce 1 uncji złota nie pojawi się 1 uncja złota cash i 1 uncja złota core.

Bitcoin jest po prostu pierwszą implementacją technologii blockchain. Jego siła polega na tym, że był pierwszy. Całkowicie uzasadnione jest porównanie bitcoina do VHS. Owszem, przez wiele lat Beta i Super8 nie mogły stać się standardem, bo pozycję dominującą miał VHS. A potem przyszła przełomowa technologia CD/DVD i było pozamiatane.

W USA mówi się, że trzeba być ahead of the wave, czyli na przedzie zmian. Kto kupił bitcoina za $10-$100 ten zarobił. Kto inwestował w produkcję taśmy magnetycznej i kineskopów wkrótce po wojnie, ten przez dekady zbierał piękne żniwa. A kto dziś kupuje bitcoina jest jak osoba z 1988 inwestująca w produkcję magnetowidów i faxów.

Share This Post

Naganiacze na nieruchy

Rok 2005 wraca w wielkim stylu! Pamiętacie te czasy, gdy w USA naganiano na inwestowanie w nieruchomości? Po co pracować, skoro można kupić dom za $100k i sprzedać później za $200k? Przecież ceny nieruchomości nigdy nie spadają, prawda?

W Stanach sprawa jest o tyle prosta, że w razie czego można odesłać klucze do banku i sprawa zamknięta. Albo zrobić short sale – bank zgadza się sprzedać dom za sumę mniejszą niż kwota kredytu i stratę bierze na klatę. Proponuję zaproponować takie rozwiązania działowi windykacji w polskim banku.

Jak więc postawić na szali całe swoje życie, zaryzykować całym dorobkiem życia pod sam koniec cyklu koniunkturalnego, czyli mówiąc inaczej najpewniej przegrać wszystko? Bardzo łatwo. Trzeba chodzić na seminaria naganiaczy takich jak ’26 letni milioner’ Paweł Albrecht:

Już tłumaczę na czym polega katastrofalny błąd w założeniach. Proszę spojrzeć na zestawienie z 14:40, które Albrecht nazywa ‘magią kredytów’ a ja ‘pułapką dźwigni finansowej’:

Kredyt jest zawierany na 15-30 lat. W sytuacji, gdy w tym czasie dojdzie do kryzysu gospodarczego, to na rynkach wschodzących dojdzie do wzrostu stóp procentowych. Takich sytuacji w ostatnich latach było mnóstwo, na przykład w Turcji czy na Ukrainie. W takim przypadku oprocentowanie kredytu rośnie z owych 5% z przykładu do wartości dużo większych. I wraz z oprocentowaniem rośnie miesięczna rata kredytu, być może nawet więcej niż czynsz, jaki daje nieruchomość.

Kolejną cechą krachu jest to, że spadają ceny nieruchomości. I kredytobiorca znajduje się w pułapce – musi płacić więcej niż otrzymuje z czynszu i nie może się pozbyć nieruchomości bo musiałby pokryć bankowi różnicę pomiędzy pozostającym saldem kredytu a ceną sprzedaży. A w Polsce zbankrutować się nie da…

Jest w powyższym przykładzie jeszcze jedna manipulacja, te 10% po lewej stronie. Nie ma obecnie na rynku nieruchomości, które dają takie zwroty. Jeżeli znajdzie się coś, co pokrywa choćby koszty kredytu, miesiące bez najemców i inne straty, to jest dobrze. W takim wypadku zysk może polegać na tym, że po wielu latach spłacenia kredytu i użerania się z najemcami mamy spłacone mieszkanie.

Skończy się jak zwykle. Ludzie będą odcedzeni przez cwaniaków na grube miliony i już niedługo zobaczymy ich na ulicach proszących o pomoc prezydenta, premiera i wszystkich świętych.

Share This Post

Staty

W codziennym życiu nie operuje się statystykami. Dla większości ludzi ekonomia jest prosta – jeżeli nie ma bezrobocia i zarabia się lepiej niż w przeszłości, to jest OK. Ale staty są niestety nieubłagane. Na przykład taki wykres:

Disklejmer: jasne, znam wszystkie wady i zafałszowania tego wskaźnika, oraz fakt, że PKB nie przekłada się wprost na jakość i zadowolenie z życia. Ten wykres jest jak czytanie historii Ziemi z osadów i skamieniałości.

Starzy ludzie być może pamiętają świat z lat 80tych. Japończycy wygrali wówczas gospodarczą rywalizację z USA, zalewając świat wszystkim, szczególnie zegarkami, samochodami, statkami, RTV, komputerami, etc. Stąd wziął się taki PR, że Polska ma się stać drugą Japonią. Stąd wiele odniesień w popkulturze z tamtych lat, jak choćby scenariusz filmu “Szklana pułapka”, którego akcja dzieje się w wieżowcu wykupionym przez Japończyków. Trudno tłumaczyć kiepskie wyniki Japonii ostatnimi laty w inny sposób niż starzenie społeczeństwa.

Jak wytłumaczyć przewagę Szwecji nad Niemcami? Może do dziś Niemcy płacą rachunek za głupotę rozpętania obu wojen światowych, koszt odbudowy kraju po wojnie, koszt reparacji, koszt zjednoczenia?

A gdyby się ktoś zastanawiał nad tym, czy Chiny przeskoczą gospodarczo w najbliższym czasie USA, to odpowiedź jest na wykresie. Są szanse, tylko USA muszą dopuścić komuchów w rodzaju Sanders i Ortez do władzy, wywołać II Wojnę Secesyjną albo odpalić kilka bomb atomowych w głównych miastach. Wtedy tak.

Kto potrafi wyjaśnić różnicę między Czechami a Polską? Takie podobne dwa kraje, tak niewiele różnic w światopoglądzie, a jaka różnica w efektach. Jak to się dzieje?

A Polska? Od upadku komuny do wejścia do UE powolny rozwój. Potem gigantyczny kop w górę: otwarcie rynku UE, wyjazd milionów bezrobotnych, których nieudacznicy politycy nie potrafili zorganizować do pracy, transfery walutowe od nich, ogromne projekty infrastrukturalne i ogromne dotacje z UE. Pamiętam, jak prawacy byli sceptyczni przy wstępowaniu do UE, jaki to był skowyt i płacz, coś jak dzisiaj robią brexitowcy. Oba te stronnictwa powinny się rozpędzić i z całej siły walnąć łbem o ścianę. Choć sam nie wiem, czy mózgom wielkości orzeszka laskowego coś się stanie.

I na koniec jeszcze jedna obserwacja. Od końca ostatniego kryzysu Polska, Czechy czy Niemcy są w stagnacji. Na tle Chin czy zwłaszcza USA wygląda to bardzo kiepsko. Gospodarki są cykliczne, wobec tego wcześniej czy później przyjdzie jakiś kryzys, a wraz z nim pogorszenie wskaźników. Brak odpowiedniego wzrostu powoduje, że nie ma z czego spadać. To także przełoży się na ceny aktywów w Polsce, również na jakość życia.

Share This Post

Linki

Już bardzo dawno nie były uaktualniane linki w zakładce blogroll. Jak słusznie zauważył jeden z czytelników, sporo z nich już nie działa.

Zwracam się z prośbą do czytelników o podsyłanie linków wartych upublicznienia. Ważne jest, że w przypadku blogów link do mojego bloga musi być opublikowany na zasadzie wzajemności. I materiały nie mogą być oszołomskie, typu Braun, Michałkiewicz, Legutko.

Share This Post

Czyste zło

Przez ostatnie wiele lat ostrzegałem czytelników mojego bloga przed różnymi zagrożeniami. Od kryzysu roku 2008, przez Ambergold do PMI czy Hyath. Część jeszcze się nie spełniła i jest przed nami, jak bankructwo zadłużonych krajów Zachodu, upadek systemu walut papierowych i peakoil.

Moje ostrzeżenia sprowadzały na mnie wiele krytyki. Najwięcej wtedy, gdy ostrzegałem przed największym zagrożeniem dla Polski, jakim jest Kościół. Powtarzam raz jeszcze, dobitnie: Kościół nie jest obecnie ostoją polskości, wolności, czy jakichkolwiek cnót. Kościół jest czystym złem. Jeżeli Szatan istnieje, to właśnie w Kościele należy go szukać.

Jeżeli ktoś do dziś miał jakieś wątpliwości, to znikną one w trakcie oglądania dokumentu.

Zróbmy małą ankietę:

Czy jesteś, lub znasz kogoś, kto jest ofiarą klerykalnego pedofila?

View Results

Loading ... Loading ...

Są istotne podobieństwa schyłkowego PRL do chwili, w której się znajdujemy. Dzisiejsza premiera jest puntem zwrotnym tak samo, jak w czasie PRL była sprawa morderstwa Popiełuszki. Tak samo jak wtedy, dziś miliony Polaków przekonały się, że system pochodzi wprost z Piekła.

Przyjrzałem się reakcjom publiki. Część nadal nie wierzy w to co widzi. Bajdurzy coś w stylu “w każdej grupie są pedofile” czy “miejcie odwagę i zróbcie materiał o islamistach” lub “a w kibucach też gwałcą”. To są takie same zabiegi propagandowe, jak słynna sowiecka odpowiedz na każdą krytykę ZSRR: “W Rosji głód? A w Ameryce biją murzynów”. Trzymając się porównania z poprzedniego akapitu, są dziś ludzie, którzy nie wierzą w zgniliznę Kościoła. Są też tacy, którzy do dziś uważają, że w Katyniu strzelali Niemcy.

Przez wiele lat pozwolono Rydzykowi działać. Jego uczelnia wypuściła na rynek pracy tysiące absolwentów kierunków medialnych. Dlaczego Rydzyk prowadzi szkołę politruków a nie lekarzy? Kogo Polska bardziej potrzebuje, jakich fachowców, medyków czy dziennikarzy?

To nie przypadek. Po ostatnich wyborach stało się tak, że jakiej by stacji publicznej nie puścić, to ma się nieodparte wrażenie, że słucha się klona Radia Maryja. Nawet schemat audycji jest identyczny – prowadzący dzwoni do różnych osób z tytułami naukowymi i gaworzą sobie na tematy zgodne z tzw. nauką Kościoła. Ale to ich nie uratuje. Komuna wygenerowała dziesiątki tysięcy politruków i też jej to nie uratowało. Zło zawsze przegrywa.

Ciekawe, co w tej sytuacji zrobi Ziobro i Brudziński? Czy przesuną policjantów ze sprawy o tęczę nad Maryją, do sprawy aresztowania pedofili ujawnionych w filmie? Na razie reżim poszczekuje, że kary będą surowsze, nawet do 30 lat mamra. Nie mówią natomiast nic o nieuchronności kary, o wyłapywaniu pedofili. Oni chyba nie rozumieją powagi sytuacji, tak samo jak nie rozumiał Kiszczak i Jaruzelski. Skazanie Piotrowskiego nie uratowało komuny, ono przypieczętowało upadek PRL. Tak samo ten film przypieczętuje upadek władzy Kościoła w Polsce.

Share This Post

Auta z Polski

Czasami efekty procesów ekonomicznych są zaskakujące. Tak jest właśnie z handlem samochodami używanymi w Polsce. Powstał paradoks, w którym taniej i lepiej jest kupić używany samochód z Europy Zachodniej w Polsce niż u źródła, w Europie Zachodniej.

Żeby nie było zarzutów, że się nie znam (i tak na pewno takie będą). Dla rozrywki zajmuję się remontem samochodów. Po prostu przy okazji wymiany auta co kilka lat wolę kupić coś na aukcji Copart w USA i ściągnąć do Europy. Chętnie biorę też autka lekko przytarte w Europie. W sumie szacuję, że przez moje ręce przeszło 40 samochodów, głównie na potrzeby własne, ponieważ nie mam siły szarpać się z januszami chcącymi coś ode mnie kupić. Ostatnie wyniki moich działań są następujące: Nissan Leaf, 2 roczny, z Colorado, po gradobiciu, po podatkach i transporcie, naprawiony i gotowy do jazdy za $10000 czy roczny Renault Megane, z przebiegiem 6000km, po przytarciu boku, naprawiony i gotowy do jazdy za 40 000 zł – taka sama konfiguracja u dilera wyceniona na 82 000 zł. Tak więc może nie wyglądam, ale coś tam trochę znam się.

Początki handlu autami w Polsce są znane i tak głęboko zapadły w zbiorową świadomość Polaków, że uważają, że tak jest nadal. Oto po upadku komuny jakiś anonimowy janusz zaczął ściągać fury z Niemiec Zachodnich. Różne numery wtedy odchodziły. A to auto się rozbierało i ściągało w częściach, bo cło było bandyckie, a to robiono przeszczepy, a to składano auto z dwóch części, no i klasyka – cofano liczniki.

Te numery powoli i stopniowo odchodziły do historii. Najwięcej zmieniło się przy okazji wejścia do UE. Bandyckie cła zniknęły. Dużo przestępców wyjechało, okazało się, że bardziej im się opłaca normalnie pracować w UK niż kraść. Albo bardziej opłaca się kraść w UK niż w DE. Fachowcy od napraw też wyjechali, a ci co zostali, podrożeli. Przestało się opłacać dokonywanie dużych prac blacharskich. Proszę przyjrzeć się, co jedzie na lawetach na A2 i A4 – w większości 1 lub 2 elementy blacharskie do robienia. I jeszcze jedno, o czym mało kto zdaje sobie sprawę – mając dwa auta mocno rozbite bardziej opłaca się je rozebrać na części, niż złożyć z niego jeden pojazd. Robocizna w Polsce jest zbyt droga.

Handel autami był od początku bardzo konkurencyjnym rynkiem. Mała bariera wejścia i wiele osób, uważających, że się zna, chcących zarobić. Najpierw grano nieczysto, skoro janusz A wystawiał 10 letniego passata z przebiegiem 200 000 km, to janusz B, żeby sprzedać swojego 10 letniego passata cofał licznik do 150 000 km.

Coraz więcej krajów zachodnich wprowadza publiczny dostęp do informacji o historii pojazdu. Pierwsza była Ameryka z systemem Carfax, wprowadzonym w 1984. Każdy przegląd i stłuczka jest zarejestrowana. Każdy konsument i handlowiec ma dostęp do systemu, kiedyś faxem (stąd nazwa), dziś przez Internet. W tą stronę idą wszystkie kraje zachodnie, mając dziś VIN można dowiedzieć się historii pojazdu w coraz większej ilości krajów. Cofanie liczników staje się coraz trudniejsze. Do tego wreszcie wchodzi w Polsce penalizacja tego procederu.

Tak więc z czasem rynek zaczął się coraz bardziej cywilizować, dojrzewać. Skoro nie dało się już zarabiać na przekrętach, handlowcy musieli nauczyć się zarabiać uczciwie. Z moich obserwacji wynika, że najbardziej liczą się ‘dojścia’, które wyrobili sobie polscy handlarze, i to jest na dziś ich przewaga konkurencyjna. W USA rozbite i przytarte samochody lądują na Copart. W UE rynek aut uszkodzonych jest nieprzejrzysty, auta idą po znajomościach. I są często przejmowane do dalszego handlu przez zespół turecko-polski. Do tego dochodzą handlarze, non stop przeszukujący rynek aut prywatnych, wystawionych na sprzedaż. Dlatego od pewnego czasu nie szukam aut poza Polską i USA. Nie opłaca się tracić czasu. Cały risercz i transport z UE odwalają za mnie janusze. Czasem tylko trzeba jechać po furę aż do Siematycz, jak ostatnio. Taniej i lepiej mam na otomoto niz na autoscoucie.

Zresztą nie tylko ja to zauważyłem. Niedawno pomagałem na drodze Estończykowi, który przyjechał po auto do Polski i przed długą drogą powrotną szukał opon. Swoją drogą kupił całkiem fajną Toyotę hybrydę plug in, za bardzo atrakcyjną cenę.

W używaniu uszkodzonych aut nie widzę nic złego. Zupełnie nie przeszkadza mi fakt, że pojazd, którym jeżdżę był naprawiany, przynajmniej wiem co i jak było zrobione. Lubię za to fakt, że kupiłem pojazd za połowę ceny.

Z przykrością obserwuję, jaką bandycką, krecią robotę robi lobby dilerów aut nowych. To są dopiero janusze biznesu. Nieustannie karmią dziennikarzy bzdurami o bardzo wysokim wieku aut importowanych, o ich podłym stanie technicznym, o procederze składania aut z dwóch połówek, itp. Z mojego doświadczenia wynika, że w większości to kłamstwa. Już sam średni wiek pojazdów w Polsce podawany w oparciu o Cepik jest nieprawdziwy, jako że w bazie danych jest mnóstwo starych pojazdów, które już dawno nie istnieją, ale nikt ich nie wykreślił. One zawyżają średnią. A legendy o składaniu auta z dwóch można samemu zweryfikować, jak wspomniałem wystarczy przejechać się po polskich autostradach i spojrzeć na lawety.

Share This Post