Monthly Archives: July 2014

Surwiwal kulinarny

Każdy wie, że żywność bierze się ze sklepów. Idzie się tam, bierze towar z półki, podaje papierki kasjerce i można wracać do domu z pełnymi siatkami. Ani dramat dwóch wojen światowych, ani popisy tzw. władzy ludowej, ani agonia komuny w postaci junty Jaruzelskiego nic nie zmieniły w zbiorowej świadomości Polaków. Przyjmuje się za naturalne, że jedzenie zawsze będzie czekać na nas w sklepie.

Przemysł spożywczy jest niezwykle delikatnym organizmem. Jego produkty zależą w dużej mierze od kretyńskich pomysłów polityków, takich jak na przykład chęci wprowadzenia rozmaitych podatków i regulacji, pomysły na wdrożenie jakiegoś ustroju czy systemu walutowego, itp itd. Wystarczy zepsuć jedną drobną rzecz (np. wygenerować masywną inflację) i półki zaczynają świecić pustkami.

Co gorsza, produkcja spożywcza opiera się na tym, co urodzi gleba, a to zależy od pogody, która potrafi płatać figle. Ile osób wie, że było coś takiego jak “rok bez lata”, kiedy przez jeden sezon produkcja żywności spadła praktycznie do zera? Skoro zdarzyło się raz w 1816 roku, zdarzy się ponownie z całą pewności, pytanie tylko kiedy.

Wraz z postępami w obserwacji kosmosu uświadamiamy sobie, że Słońce lubi strzelać plazmą w różnych kierunkach. Chroni nas to, że Ziemia jest mała i obłoki pędzącej plazmy po prostu rzadko w nią trafiają. Ostatnio miało to miejsce w roku 1859 i na tamtym poziomie technologicznym skutkowało przepalaniem linii telegraficznych i porażaniem telegrafistów. Guardian definiuje to tak że dziś byłby to koniec wszystkiego co jest podłączone do gniazdek w ścianie. Z dnia na dzień byłby to koniec wszystkich rejestrów bankowych, karty kredytowe i płatnicze z powrotem stałyby się tylko kawałkami plastiku, cały Internet przestałby istnieć, prąd przestałby docierać do odbiorców, a wraz z nimi wszystkie media typu gaz czy woda. Cały transport przestałby istnieć, a wraz z nim handel. Gdyby stało się to w zimie, to prawie wszystkie mieszkania w Polsce stałyby się w ciągu kilku godzin jaskiniami bez światła, ciepła i wody.  Rozmiary takiej katastrofy są niewyobrażalne, a konsekwencje trudne do wyobrażenia.

Co ciekawe, takie zdarzenie bardzo osłabiłoby wszystkie państwa, a gdy państwo traci siłę sprawczą przestaje również istnieć jego waluta. Pamiętajmy, waluta to system rozliczeń narzucony ustawowo – gdy ustawy przestają obowiązywać to siła nabywcza banknotów ulega dezintegracji i stają się one pamiątką numizmatyczną. Kto nie wierzy niech spróbuje zapłacić w sklepie banknotem państwa, które już nie istnieje. W takich przypadkach stan rzeczy wraca do normy, zaczyna obowiązywać handel wymienny, pojawiają się płacidła (zwykle paliwo, alkohol, tytoń) oraz pieniądz kruszcowy.

Wygląda na to, że polskie społeczeństwo jest spolaryzowane. “Normalni ludzie” uważają, że jutro będzie takie same jak dziś, stabilne i przewidywalne. Z ich perspektywy prepersi to paranoicy. Hejt leje się strugami na takich jak ja, którzy ostrzegają o ryzyku, podsuwają możliwość nabycia żelaznej porcji żywności czy złotych monet.

Z moich obserwacji wynika, że Polska to kraj “normalnych ludzi”. Z perspektywy przeciętnego Polaka inne kraje wydają się śmieszne – Ameryka z masowym ruchem prepersów, Szwajcaria z ilością miejsc w schronach przewyższającym ilość mieszkańców, czy Niemcy z masowym posiadaniem złota inwestycyjnego i z paroma setkami firm budujących przydomowe bunkry. Polacy pukają się w głowy – po co komu bunkry w 21 wieku i paczki liofilizowanej żywności gdy mieszka się tak blisko Tesco? Warto zapytać, co na ten temat uważają dziś mieszkańcy okolic Doniecka.

Share This Post

Reklamacja

Update: teraz jest właściwa ankieta.

Uncja złota kosztuje mnóstwo pieniędzy. Odłożenie takiej kwoty wymaga wiele pracy i wyrzeczeń. Zrozumiałe jest, że gdy dokonuje się takiego zakupu ma się oczekiwania otrzymania produktu o najwyższej jakości.

Do firmy z reklamacją zwrócił się klient. Moneta, którą otrzymał ma skazę. Aby ją zobaczyć trzeba kliknąć na fotkę celem powiększenia – jest zaznaczona w czerwonym kółeczku.

nugget

Czy reklamację należy uznać?

  • Tak (69%, 385 Votes)
  • Nie (31%, 175 Votes)

Total Voters: 560

Loading ... Loading ...

 

Share This Post

ZUS czy OFE

Zbliża się termin wyboru zbieracza haraczu naszego ubezpieczyciela. Okazuje się, że naprawdę są ludzie, którzy to rozważają całkiem serio.

Wybór “ubezpieczyciela” jest zbliżony do rozwiązania zagadki typu “budynek ma trzy piętra i po osiem okien na piętrze – ile lat ma stróż?”. Ludziom powiedziano, że ileś tam ich pieniędzy może iść na giełdę, gdzie może wypracują jakieś tam zyski, a może nie, a potem kiedyś tam przejdą na emeryturkę i będą mieli wypłacane jakieś tam kwotki. Dokładnie nie wiadomo ani w jakim wieku będzie się przechodzić na emeryturę, ani jakie będą wypłacane kwoty. Nie wiadomo co zmajstrują politycy, jaką formę będzie miał system i czy OFE nie zostaną ostatecznie zlikwidowane. Jak więc można dokonać jakiegokolwiek racjonalnego wyboru?

Jedyne co wiadomo na pewno, to że system emerytalny w Polsce jest na progu bankructwa. Wszystkie wskaźniki makroekonomiczne (a także obserwacje, ile par w okolicy ma co najmniej dwójkę dzieci) wskazują na to, że z roku na rok płatników składek będzie coraz mniej, chętnych do świadczeń coraz więcej, wobec tego emeryturki będą coraz niższe, a wiek emerytalny coraz wyższy. Każdy kolejny rząd zaraz po wyborach będzie miał przykry obowiązek bolesnego zetknięcia Polakom z realiami.

Niestety Polacy nadal bujają w świecie własnych imaginacji. Powszechnie myśli się, że jakoś to będzie, że rząd się o to zatroszczy, że zanim się dojdzie do wieku emerytalnego człowiek czegoś się dorobi, albo w ogóle nic się nie myśli. Imaginacje tego typu pryskają gdzieś tak około 50tki. Młodzież z grupy “dzieci jaruzelskiego” dopiero po roku 2030 obudzi się z ręką w nocniku – wbrew oczekiwaniom nie będzie dorobiona, coraz trudniej będzie znaleźć pracę, już będzie widać rzesze głodnych emerytów … Wtedy będzie za późno na ratunek.

Co wobec tego można zrobić? Najłatwiejsze rozwiązanie do przeniesienie się do takiego kraju, w którym ten system jest dofinansowany, na przykład do Norwegii. Dla osób chcących podążyć drogą bardziej ambitną, pozostających w Polsce, jedyna opcja to unikanie bycia rabowanym, czyli wymiksowanie się zarówno z ZUS jak i z OFE. Pieniądze zaoszczędzone od przepalenia w tych instytucjach należy sprytnie zabezpieczyć, czy to w formie pozabankowej lokaty, odpornej na utajoną inflację (na przykład w grunty lub metale szlachetne) czy to w formie inwestycji przynoszącej stały dochód (na przykład dobre spółki dywidendowe z siedzibą w stabilnym kraju).

Share This Post

Korekta na giełdzie

Niemal od trzech lat trwa hossa na giełdzie nowojorskiej. Artur Hess napisał o tym krótką notatkę, pisząc o korekcie, która jest nieuchronna, ale może nie nadejść jeszcze przez wiele lat.

Uzasadnienie takiego trwałego wzrostu jest bardzo proste. Gdy odsetki z rządowych obligacji nie pokrywają kosztów inflacji to jedyną opcją jest zakup akcji. W szczególności jest to najlepsza opcja dla menadżerów zarządzających ogromnymi portfelami. Gdy dla indywidualnego inwestora opcją jest zakup domu lub mieszkania, to ulokowanie w taki sposób dziesiątek czy setek miliardów nie jest możliwe.

Interesujące pytanie jakie się pojawia brzmi – jak zachowa się złoto w sytuacji korekty, która kiedyś nadejdzie.

Ciąg dalszy dla zarejestrowanych czytelników.

Dodaj do koszyka
Share This Post

Płatność złotem

Za piękno płaci się złotem, mawiali starożytni. Okazuje się, że nie tylko za piękno. Złotem płaci się również za przychylność polityków przy żłobie.

W końcu znaleźli się cwani politycy. Wcześniej brali w dolarach i karmili kapitałem myszy w piwnicy. Złoto można zakopać w banku ziemskim i nie zgnije, w odróżnieniu od banknotów.

To, że złoto inwestycyjne jest zwolnione z VAT to nie przypadek. Minister finansów co rusz podnosi VAT na poszczególne produkty w ramach ‘tymczasowo trudnej sytuacji budżetowej’. Jak to jest, że rośnie VAT na kawę, a na złoto jest nadal zerowy? Nie chodzi przecież o pomoc najbiedniejszym, w czym zawsze chce przodować każdy rząd, bo tacy nie kupują przecież Krugerrandów. Odpowiedz jest inna – politycy po prostu zabezpieczają kupowanie złotych monet bez zbędnego podatku dla siebie, swoich rodzin i swoich sponsorów. Gdyby nie to, to złoto inwestycyjne byłoby dziś nielegalne, bo po co komu złoto nieprzynoszące odsetek, gdy można mieć obligacje państwowe ‘zysk bez ryzyka’.

Share This Post

Loose blues, Jana Hartmana zapiski nieodpowiedzialne

Od wielu lat komentatorzy żądają zaprzestania ataków na kler i w końcu jakiegoś antysemickiego wpisu. Grożą mi, że jeżeli go nie popełnię to przestaną u mnie kupować, co doprowadzi mnie do rychłego bankructwa. Stawiają tezę, że brak wpisów antysemickich oznacza, że sam jestem Żydem, albo jestem w żydowskiej kieszeni. W obliczu tych żądań i pogróżek, aby uniknąć katastrofy, w końcu muszę ulec. Nie chciałbym, żeby moje prawdziwe nazwisko znalazło się na liście prawdziwych nazwisk.

Jan Hartman jest filozofem, blogerem i kandydatem do PE partii SLD-bis Twój Ruch, która spektakularnie przerżnęła wybory, prawdopodobnie przez to, że wystawiono mnóstwo członków PZPR. Jako, że spektakularny sukces odniosła partia Korwina-Mikke, Hartman szczerze nienawidzi korwinistów. Czuje się w obowiązku ich zaatakowania co jakiś czas, jak choćby wpisem Do młodego korwinisty. Co prawda staram się unikać tematów politycznych, nie jestem już taki młody i nie do końca jestem korwinistą, ale postanowiłem odnieść się do tego artykułu. Kursywą wypowiedzi Hartmana.

Pewnie zastanawiasz się, czy Twój przywódca aby nie przegiął pały, policzkując Michała Boniego, prawda? […] Wiele lat temu, szantażowany, podpisał papier o współpracy, ale tej współpracy nie nawiązał i nikogo nie zdradził. Michał Boni to bardzo zasłużony opozycjonista w czasach PRL. 

Trudno powiedzieć czy Boni komuś zaszkodził i czy podpisał kwity pod wpływem szantażu. To jest jego linia obrony a zarazem forma jego wybielania stosowana przez Hartmana. Jako wybitny logik Hartman powinien opierać się na faktach, a fakty są takie, że Boni oczerniał Korwina i protestował przeciwko rozliczeniu agentów bezpieki takich jak on by chronić swoją komunistyczną dupę. Ogromnie obciąża go również fakt zatajenia swojej współpracy przez wiele lat. Powinien ten fakt bezzwłocznie ujawnić, wtedy byłby całkowicie ‘czysty’. A najlepiej gdyby wycofał się z polityki, jako człowiek skalany takimi kwitami.

Sprawa Boniego przypomina głośną sprawę Maleszki. Przypomnijmy – Maleszka był bardzo ambitnym agentem bezpieki, który potem został zatrudniony w Wyborczej i przez wiele lat aktywnie zwalczał koncepcję przeprowadzenia lustracji. Dlatego obecnie gdy ktoś wypowiada się w tonie Boniego lub Maleszki to od razu wiem, że musi to być osoba nierozumiejąca jak poważne szkody narodowi polskiemu wyrządzili sowieccy pachołkowie, albo jest to jeden z agentów bezpieki. Usprawiedliwiając takich ludzi Hartman przynosi hańbę swoim przodkom, którzy sporo wycierpieli z rąk komunistów.

Czy zdajesz sobie sprawę, w jakich trudnych i złożonych sytuacjach bywali ludzie, którzy mieli na pieńku z władzą, a jednocześnie chcieli jakoś normalnie żyć wraz ze swymi rodzinami?

Oczywiście. I dlatego przyzwoici ludzie albo wyjeżdżali, albo zwalczali komunę, ale przede wszystkim nie zostawali agentami SB. Ale niestety nie na przyzwoitości opiera się sukces w Polsce, ale na podłości. W imię godnego życia podli ludzie sprzedawali ubecji swoich kumpli, a po upadku komuny wykorzystali resortowe znajomości by się uwłaszczyć i żyć jeszcze lepiej. A przyzwoici ludzie gnili w ubeckich więzieniach, bywali wypędzani z własnego kraju, a na koniec są pariasami we własnym kraju, bo bogactwo zagarnęli ex-donosiciele i ich dawni oficerowie prowadzący.

Jeśli sądzisz, że całe społeczeństwo nienawidziło komuny niczym hitlerowskiego okupanta, a każdy, kto miał jakieś stanowisko, to kolaborant Imperium Zła, to znaczy, że po prostu nic nie wiesz o tych czasach i jak dziecko dajesz sobie wmówić propagandowe bajeczki. Pogadaj o tym z rodzicami.

Nie potrzebuję, bo sam pamiętam te czasy. Na przykład sąsiada, któremu SB wybiło prawie wszystkie zęby. Pamiętam też, że za komuną opowiadało się prawie całe społeczeństwo, 80-90%. Widać to było w czasie pierwszych ‘wolnych’ wyborów. Urban, który także startował w tych wyborach, wspominał, że przeciwko komunie głosowali nawet oficerowie bezpieki.

Wracając do incydentu z Bonim. Co byś sobie pomyślał, gdyby Twój własny dziadek na jakimś przyjęciu uderzył jakiegoś pana, który spokojnie powiedział mu dzień dobry? I potem był jeszcze cały dumny z siebie?

To zależy od osoby bitego. Byłbym dumny z dziadka, jeżeli byłby to na przykład Jaruzelski albo Passent (skoro to ma być wpis antysemicki, to warto tu przywołać nazwisko tego Żyda, TW John, który na donosicielstwie doskonale ustawił siebie i rodzinkę).

Jeśli takie zachowanie nie jest przejawem już to chamstwa, już to zaburzenia równowagi psychicznej, to co nim jest?

Zachowanie Korwina odbieram jako przejaw frustracji obojętności wobec dawnej agenturze, która zawłaszczyła Polskę politycznie i ekonomicznie, przy całkowitej obojętności Polaków.

Ale zostawmy już JKM. Pomówmy o polityce.

Chętnie. Najlepiej w kontekście ekonomii.

Wiesz, kiedyś, w drugiej połowie XIX wieku, w Europie było fajnie. Obowiązywał całkowicie wolny rynek i nieograniczona konkurencja. Kto potrafił, to zakładał fabryki i robił fortunę, a kto nie potrafił, uważał się za szczęściarza, jeśli mógł w nich pracować po kilkanaście godzin dziennie za głodową zapłatę. A najgłupsi byli sami sobie winni i zdychali z głodu. Ich dzieci też.

A dziś w Polsce głoduje 800 000 dzieci. Kolejne miliony dzieci i dorosłych uciekły za granicę przed bezrobociem i głodem. To bezpośredni efekt ludzi takich jak Boni, ich aktywności za komuny i po jej upadku.

Podatki były niskie, a wzrost gospodarczy zawrotny. A jakby czegoś brakowało, to Murzyni z kolonii chętnie wszystkiego dostarczali. Tylko trzeba ich było dobrze knutem do roboty pognać (bo leniwi są z natury).

A dziś murzynami są Polacy, na przysłowiowym zmywaku w Londynie i w fabrykach w Polsce, należących do zagranicznych fabrykantów. Komuna dała tylko tyle, że zniszczono polskich fabrykantów i zastąpiono ich tymi z importu.

I byłaby już pełnia szczęścia i sprawiedliwości (każdy odpowiadał za siebie i robił sobie, co chciał!), gdyby nie lewacy, którzy zaczęli urządzać te swoje pieprzone strajki i rewolucje. Wymusili podwyżki, ośmiogodzinny dzień pracy, zakaz zatrudniania dzieci, ubezpieczenia emerytalne i inne fanaberie, za które muszą do dziś płacić uczciwi ludzie.

No tak, szczególnie ubezpieczenia emerytalne są wielkim szczęściem dla Polaków. To taki przywilej, że chcą się od niego wymigać miliony rodaków. Chyba dlatego, że na ZUS płacą krocie, dostaną ochłapy, a całą śmietankę spiją uprzywilejowane typy w rodzaju górników czy rolników.

No a teraz, drogi korwinisto, pomyśl o sobie, o swojej własnej życiowej sytuacji i odpowiedz sobie na pytanie, co by się z Tobą i Twoją rodziną stało, gdyby usunąć to całe lewactwo i złodziejstwo.

Podejrzewam, że jakość mojego życia gwałtownie by wzrósł, a poziom frustracji niesprawiedliwością społeczną gwałtownie spadł. I taki stan mógłby spotkać miliony Polaków. Natomiast setki tysięcy urzędasów, polityków i uprzywilejowanych świętych krów bardzo głośny by protestował, podobnie jak Hartman.

A może i Ty, jeśli masz pracę. Za to przychodziłyby do Was nowe rachunki: za szkołę, za wizytę u lekarza, za studia. A potem, w miarę rozwoju normalnej zdrowej gospodarki, byłyby jeszcze rachunki za korzystanie z dróg, transportu publicznego (żadne tam 3,60 za bilet tramwajowy!), a wyjście do teatru kosztowałoby niezłą dniówkę.

Za te wszystkie luksusy płacili moi rodzice w podatkach, płacę i ja. Państwo nam nic nie dało, nikomu nic nie daje. Co więcej, płacimy niezależnie od tego czy z tego korzystamy czy nie, a także płacimy za to wszystko plus koszty utrzymania kasty urzędników, biorących swoją działkę za pośrednictwo i decydowanie komu i ile dać z naszych podatków. I co najgorsze, gdy trzeba z tego systemu skorzystać, to nagle się okazuje, że trzeba zapłacić raz jeszcze, jak chociażby za usługi medyczne.

Kiedyś tak już było, w Europie, w USA. Jednak jakoś wszędzie na Zachodzie (łącznie z USA!), jest teraz zupełnie inaczej. Rynkowy raj zapanował za to w Chinach…

I obecnie Chiny dostarczają dóbr do wszystkich innych krajów świata, Zachód jest bankrutem, którego obligacje posiadają Chiny.

[tu Hartman się gubi i następuje bełkotliwy wywód o gejach i wolności, do którego trudno się rzeczowo odnieść]

I jeszcze jedno. Wiesz, ja jestem nie tylko lewakiem, ale w dodatku pejsatym lewakiem. Przyjaciel Twojego idola, Stanisław Michalkiewicz, regularnie przypomina o tym miłośnikom Nowej Prawicy. Jesteś pewien, że nienawiść do „pejsatych” jest fajna? Bo chyba nienawiść do Polaków już chyba taka fajna Ci się nie wydaje?

Osobiście uważam, że fajna jest tylko nienawiść do kleru. To nas łączy. Natomiast wyrzut tego lewackiego bełkotu, przez jaki musiałem się przebić, jest odrażający.

Dziękuję Ci, jeśli przeczytałeś ten tekst do końca. Zanim odpowiesz sobie, co o tym wszystkim, co tu napisałem, sądzisz, weź trzy głębokie oddechy.

Powinienem raczej strzelić trzy setki wódki. Śliwowicy.

Share This Post

Deportowani weterani

Zabawna sytuacja – swego czasu można było służyć w armii USA z nieuregulowanym statusem emigracyjnym, wystarczyło mieć dokument ze zdjęciem. Po 2001 sytuacja się zmieniła i rekruterzy zaczęli wymagać co najmniej pozwolenia na pracę. Prawo emigracyjne stanowi, że warunkiem niezbędnym do uregulowania statusu imigracyjnego jest legalne wjechanie do USA, udokumentowane drukiem I94. Służba wojskowa nie daje żadnej szansy na uregulowanie statusu emigracyjnego, jeżeli nie posiada się wspomnianego I94. Co więcej, prawo emigracyjne stanowi, że nielegalnego emigranta należy deportować w przypadku konfliktu z prawem. Kwestia służby wojskowej nie ma tu znaczenia. No i mamy takie sytuacje:

Share This Post

Ukraina

O konflikcie mówi się sporo, ale w większości są to bzdury generowane przez sztab armii ukraińskiej, typu “dziś zabiliśmy 1000 terrorystów przy stratach własnych 2 żołnierzy”. Najwyraźniej Ukraińcy są lepsi niż McGyver i Rambo. Ciekawe, czy wydział propagandy naprawdę wierzy, że ktoś uwierzy w ich dane.

Nie za wiele pokazuje się ruchomych obrazków z tamtych stron. A po nalocie wygląda to tak:

 

Share This Post

Granice wolnosci

Pod ostatnim wpisem rozpętała się dyskusja na temat jednej z dygresji. Jeden z dyskutantów {Utech} napisał ‘Twoja wolność kończy się z zakazem obrazy moich uczuć religijnych’. To stwierdzenie jest niezwykle ciekawe z filozoficznego, ale również prawnego punktu widzenia.

Istnieje ogromna różnorodność systemów etycznych, które wyrosły na gruncie rozmaitych religii. Ewoluowały one potem już bardziej świecko i przybierały formę cywilnych kodeksów prawnych. Z całą pewnością każdy członek danej społeczności uzna, ze prawdziwy i sprawiedliwy jest tylko system w ramach którego się wychował i żyje. Niestety wiemy, ze takie przekonanie jest czysto subiektywne i bywało, że próby wzajemnego przekonania drugiej strony kończyły się elegancką wojenka.

Osobiście najbardziej odpowiada mi kantowski system etyczny, który oparty jest na genialnym w swojej prostocie założeniu, że nie należy traktować innych w taki sposób, w jaki nie chciałoby się być potraktowanym. Jest to zresztą bardzo zbliżone do biblijnego nakazu traktowania bliźniego jak brata.

Chrześcijanin może sobie zadać pytanie pospolite wśród anglosaskich protestantów: What would Jesus do? i jest to dokładnie to samo pytanie, które nieco inaczej sformalizował Kant. Widać niezwykły intelekt osoby, która ukuła to powiedzenie i przyswoiła je chrześcijaństwu, wstawiając zamiast dowolnego i mało znaczącego podmiotu autorytet Chrystusa. Genialny zabieg na poziomie św. Tomasza, który podobnie przyswajał chrześcijaństwu Arystotelesa. Jest to ogromna szkoda, że polscy katolicy nie znają i nie stosują WWJD. To byłaby walka z obrzędowością na rzecz samodzielnego myślenia o konsekwencji własnych czynów.

Stosując imperatyw moralny Kanta nie należałoby nikogo obrażać w żaden sposób, również poprzez obrazę jego uczuć religijnych, ponieważ nikt nie chce być obrażony. I tu pojawia się ogromny problem. Co z sytuacji, gdy jest osoba lub grupa osób, których uczucia religijne są obrażane, gdy słowo ‘Chrystus’ jest wypowiadane przez osobę, która nie leży krzyżem? Albo przypadek bardziej realny, który przecież prowadził do rozlewu krwi, gdzie protestanci byli oburzeni witrażami w kościołach (przedstawienie osoby to jak czczenie złotego cielca) albo są oburzeni kultem maryjnym, przeczącym monoteizmowi chrześcijaństwa? Co w przypadku kobiet bez tkaniny na głowie, które obrażają niektórych wyznawców Allacha? Idąc tym tropem dochodzimy do absurdu, że każda wypowiedz czy nawet czyn obraża czyjeś uczucia religijne.

Z prawnego punktu widzenia sytuacja jest jasna. Polski system prawny stawia wyżej uczucia religijne i chroni je bardziej niż wolność słowa. To wynika z dużej ilości fundamentalistów w społeczeństwie i z jednorodności tego społeczeństwa. Z kolei system amerykański bardziej chroni wolność słowa. Ustawodawcy zdali sobie sprawę, że w heterogenicznym społeczeństwie nie sposób penalizować tego typu czynów, bo po prostu nie sposób określić komu przyznać rację. Wygląda na to, że Amerykanie muszą potrafić zacisnąć zęby i wytrzymywać te straszne rzeczy, które wygadują heretycy.

Wracając do wypowiedzi ‘Twoja wolność kończy się z zakazem obrazy moich uczuć religijnych’ trzeba się z nią zgodzić na poziomie polskiego prawa oraz na poziomie uprzejmości i dobrych obyczajów. Natomiast należy też żądać prawa do wolnej woli, myślenia tego co się chce i wyrażania tego. Fundamentaliści nie mogą narzucać reszcie społeczeństwa tego co mają myśleć i mówić, bo to z kolei narusza ich prawo do wolności. Życie w zdrowym społeczeństwie to umiejętność poszanowania swoich wolności przez obie strony.

Share This Post