Granice wolnosci

Pod ostatnim wpisem rozpętała się dyskusja na temat jednej z dygresji. Jeden z dyskutantów {Utech} napisał ‘Twoja wolność kończy się z zakazem obrazy moich uczuć religijnych’. To stwierdzenie jest niezwykle ciekawe z filozoficznego, ale również prawnego punktu widzenia.

Istnieje ogromna różnorodność systemów etycznych, które wyrosły na gruncie rozmaitych religii. Ewoluowały one potem już bardziej świecko i przybierały formę cywilnych kodeksów prawnych. Z całą pewnością każdy członek danej społeczności uzna, ze prawdziwy i sprawiedliwy jest tylko system w ramach którego się wychował i żyje. Niestety wiemy, ze takie przekonanie jest czysto subiektywne i bywało, że próby wzajemnego przekonania drugiej strony kończyły się elegancką wojenka.

Osobiście najbardziej odpowiada mi kantowski system etyczny, który oparty jest na genialnym w swojej prostocie założeniu, że nie należy traktować innych w taki sposób, w jaki nie chciałoby się być potraktowanym. Jest to zresztą bardzo zbliżone do biblijnego nakazu traktowania bliźniego jak brata.

Chrześcijanin może sobie zadać pytanie pospolite wśród anglosaskich protestantów: What would Jesus do? i jest to dokładnie to samo pytanie, które nieco inaczej sformalizował Kant. Widać niezwykły intelekt osoby, która ukuła to powiedzenie i przyswoiła je chrześcijaństwu, wstawiając zamiast dowolnego i mało znaczącego podmiotu autorytet Chrystusa. Genialny zabieg na poziomie św. Tomasza, który podobnie przyswajał chrześcijaństwu Arystotelesa. Jest to ogromna szkoda, że polscy katolicy nie znają i nie stosują WWJD. To byłaby walka z obrzędowością na rzecz samodzielnego myślenia o konsekwencji własnych czynów.

Stosując imperatyw moralny Kanta nie należałoby nikogo obrażać w żaden sposób, również poprzez obrazę jego uczuć religijnych, ponieważ nikt nie chce być obrażony. I tu pojawia się ogromny problem. Co z sytuacji, gdy jest osoba lub grupa osób, których uczucia religijne są obrażane, gdy słowo ‘Chrystus’ jest wypowiadane przez osobę, która nie leży krzyżem? Albo przypadek bardziej realny, który przecież prowadził do rozlewu krwi, gdzie protestanci byli oburzeni witrażami w kościołach (przedstawienie osoby to jak czczenie złotego cielca) albo są oburzeni kultem maryjnym, przeczącym monoteizmowi chrześcijaństwa? Co w przypadku kobiet bez tkaniny na głowie, które obrażają niektórych wyznawców Allacha? Idąc tym tropem dochodzimy do absurdu, że każda wypowiedz czy nawet czyn obraża czyjeś uczucia religijne.

Z prawnego punktu widzenia sytuacja jest jasna. Polski system prawny stawia wyżej uczucia religijne i chroni je bardziej niż wolność słowa. To wynika z dużej ilości fundamentalistów w społeczeństwie i z jednorodności tego społeczeństwa. Z kolei system amerykański bardziej chroni wolność słowa. Ustawodawcy zdali sobie sprawę, że w heterogenicznym społeczeństwie nie sposób penalizować tego typu czynów, bo po prostu nie sposób określić komu przyznać rację. Wygląda na to, że Amerykanie muszą potrafić zacisnąć zęby i wytrzymywać te straszne rzeczy, które wygadują heretycy.

Wracając do wypowiedzi ‘Twoja wolność kończy się z zakazem obrazy moich uczuć religijnych’ trzeba się z nią zgodzić na poziomie polskiego prawa oraz na poziomie uprzejmości i dobrych obyczajów. Natomiast należy też żądać prawa do wolnej woli, myślenia tego co się chce i wyrażania tego. Fundamentaliści nie mogą narzucać reszcie społeczeństwa tego co mają myśleć i mówić, bo to z kolei narusza ich prawo do wolności. Życie w zdrowym społeczeństwie to umiejętność poszanowania swoich wolności przez obie strony.

Share This Post

17 thoughts on “Granice wolnosci

  1. Widzisz, mylisz się w każdym akapicie. Rola Kanta była zupełnie inna niż opisujesz. Kant był państwowym lizusem, który przenosił akcenty z wolnej woli, dobra i prawdy na relatywizm czyli “to co jest dobre dla oświeconego władcy protestanckiego”. Jego filozofia jest uważana także za fundament dla Hegla i Marksa. Tacy oświeceni władcy jak Fryderyk, Lenin, Stalin czy współcześnie Banana pełnymi garściami czerpali z prostej obserwacji, że to czym jest prawda decyduje władca (dyktator, czy lud – nieważne…) – prawo moralne we mnie…
    Owszem Chrystus powiedział, abyśmy go naśladowali, ale to nie znaczy, że współcześni chrześcijanie w swojej masie naśladują Chrystusa. Nawet pierwsi Chrześcijanie mieli z tym problem o czym mamy liczne informacje w listach apostołów z napomnieniami dla gmin…
    Widzisz chrześcijanie są realistami. Przynajmniej katolicy. Dla nich sprawy tego świata są obiektywne. Kiedy Chrystus wzywa do nawracania pogan to nie dlatego żeby poganom przekazywać “subiektywny chrześcijański światopogląd” ale aby ratować ich przed śmiercią wieczną, także tych którzy w to nie wierzą…

  2. @Utech moja religia nakazuje nasrać Ci na głowę, jeśli ci się to nie podoba i się sprzeciwisz to obrazisz moje uczucia religijne

  3. W zasadzie chciałem zakończyć czytanie po zdaniu “Co z sytuacji, gdy jest osoba lub grupa osób, których uczucia religijne są obrażane, gdy słowo ‘Chrystus’ jest wypowiadane przez osobę, która nie leży krzyżem?”, ale doczytałem.
    Widzisz, ja nie oczekuję od Ciebie wyznania wiary w Chrystusa, Ty oczekujesz, że zaakceptuję to, że chcesz rzucić w figurę Chrystusa na krzyżu gównem, jak w jednym z francuskich teatrów.

    Cieszę się, że dostrzegłeś racje poparte kodeksem i liczę, że je uszanujesz.
    Dzięki też za osobną notkę 😉

  4. Zacznę od tego, że nie zgadzam się z Pana oceną problemu “fundamentalistów katolickich”. W Polsce niekatolicy mogą czuć się “prześladowani” jak chcą zrobić zakupy w święto kościelne, albo jak im w Boże Ciało śpiewają pod oknem. Innych “prześladowań” nie widzę. Za to katolicy są często obrażani przez współczesną tzw. sztukę. I nie mam tu na myśli poczynań Nergala bo kto idzie na jego koncert wie czego się spodziewać, ale m.in. promocje sztuk teatralnych, ewidentnie skierowanych na wywołanie bólu i upokorzenia, na publicznych festiwalach teatralnych, albo ekspozycje antychrześcijańskich “instalacji” w finansowanych z publicznych czyli głównie katolickich (ponad 90% podatników jest ochrzczonych, z czego ponad połowa jest faktycznymi katolikami) pieniędzy.

    Druga sprawa to polski system prawny. On nie wynika z żadnych przekonań w społeczeństwie, tylko z tego co sobie wymyśliły sitwy rządzące III RP. Kara śmierci? Większość ludności za, Polska przeciw. Komisja majątkowa? Większość ludności (w tym katolickiej) przeciw, Polska za. Stalinowskie przepisy o prokuraturze? A kogo obchodzi co ludność o tym myśli, przecież musi być sposób żeby dowolnego Kluskę czy Filipiaka przeczołgać jak się narazi rządzącej klice. Ustawa hazardowa? Panie Przemysławie, czy Pan żyje na Księżycu?

  5. Tak czy inaczej porównanie katolików w Polsce do fundamentalistów islamskich w Iraku w poprzednim wpisie wyklucza Pana z grona osób racjonalnie myślących. Szkoda, niektóre notki były ciekawe, złoto też czasami miało dobre ceny ale w ramach uszanowania Pańskiej wolności ateistycznego fundamentalisty pójdę sobie gdzie indziej.

  6. @Nikifor

    Ja bym nikogo nie wykluczał tak jak to Doxa robi. W zasadzie jak sobie pomyślę o tych fundamentalistach jako osobach, które budują swe fundamenty na skale a nie piasku to nawet podoba mi się ta definicja.

  7. Zdaje się że w momencie gdy przyjął Pan stanowisko jednej ze stron (tych zabetonowanych). Stracił Pan możliwośc właściwego (niewypaczonego) wypowiadania sie na te tematy ;-). Większośc dyskutantów (w tym ja) jest “zabetonowana” przy swoim zdaniu stąd potrzebny jest gostek z zewnątrz bez pogladów na te tematy. Który wejdzie na bloga i zdziwi się – co sa ciekawy nigdy nie widziany przeze mnie temat. Spróbuje sie wypowiedzieć… ;-).
    pozdrówka

  8. A ja mam takie spostrzeżenie, że wbrew pozorom katolików w Polsce coraz trudniej obrazić. Gdzie tam nam do lat ’90-tych, kiedy byle film czy artykuł w prasie był powodem do protestów. Polscy katolicy mają na to wszystko coraz bardziej wyj*bane. I bardzo dobrze, bo “obrażaniem uczuć religijnych” zajmują się zwyczajni prowokatorzy, dla których jest to forma zarobku lub też promocji swojej “twórczości”.

    Prowokacje religijne, o których w ostatnich latach było głośno, to taki real-life’owy odpowiednik trollingu. Jedni na forach internetowych umieszczają obrazki organów płciowych umazanych krwią i odchodami z wetkniętymi weń symbolami religijnymi, inni to samo robią w świecie rzeczywistym. Na jednych i drugich sposób jest ten sam – zbanować.

    Ten cały Golgota Pickick mógłby sobie zrobić to przedstawienie po cichu, tak jak inni po cichu robią sobie wieczorki literackie. Mógłby wystawić to przedstawienie w piwnicy, żeby nikt nie słyszał, tak samo jak ja w piwnicy słucham sobie post-edge-screamo-metal-deathcore’u. I chociaż bardzo lubię ten typ muzyki, to rozumiem, że moi sąsiedzi mogą mieć w tej kwestii inne zdanie, dlatego staram się postępować tak, żebym i ja był zadowolony i żeby nikomu dookoła nie przeszkadzać.

    Tymczasem prowokatorzy religijno-obyczajowi celowo robią tak, żeby nie żyć z innymi w zgodzie. Celowo prowokują negatywne emocje, chociaż mogliby wykazywać więcej woli dialogu. Wszystko z prostego powodu, że jest to dla nich forma promocji, reklamy, zdobycia rozgłosu. A w dzisiejszej Europie pełno jest potencjalnych klientów na ten typ akwizycji, przechodzących od razu do prostej konkluzji, że jak coś jest antykatolickie, to musi być Wielką Sztuką, chociaż w rzeczywistości może być zwykły g*wnem (dosłownie).

    Ale dopiero blady strach na prowokatorów padnie, kiedy wymrze stare pokolenie, na które jeszcze takie sztuczki działają, i nastanie pokolenie internetu, które na trolli znalazło genialny sposób – ignorować. Wtedy to będzie dopiero darcie szat i bul dópy, że nikt się już na prowokacje nie wkurza. Kiedyś wystarczało wytarzać świętą figurę w psich odchodach, żeby przed teatrem ustawiały się legiony moherów zapewniających darmową promocję, dzisiaj nawet zakonnica ze złamaną nogą się nie obejrzy. Oj, ciężkie czasy idą dla prowokatorów, oj ciężkie.

  9. What would Jesus do? – i tu się trzeba zastanowić…
    Bo Mistrz całkiem sprawnie operował słowem: „Oddajcie cezarowi co cesarskie, a Bogu co Boskie”, „Kto jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamień”, dobrowolnie poszedł na śmierć haniebną i nie wahał się używać bata – szczególnie przeciw bagsterce…

  10. Ja jestem po stronie wolności słowa i ekspresji, ale także – odpowiedzialności za nie (włącznie z gotowością na to, że ktoś użyje swojej wolności słowa, aby poddać mnie ostrej krytyce); przede wszystkim zaś jestem za wyznawaniem wolności słowa KONSEKWENTNIE. W tej chwili tzw. walka o wolność słowa, szczególnie skonfrontowana z walką o równość, szczęście, tolerancję i prawo do samostanowienia, nawet dla mnie – antyklerykała – przyjmuje groteskowe formy. Jak można wytłumaczyć te histeryczne akcje wojowników o wolność ekspresji, gdy rzecz dotyczy jednej religii/kultury i kompletnie przeciwne reakcje, gdy rzecz dotyczy innej kwestii, np. holocaustu i Żydów albo homoseksualizmu? Gdzie jest środowisko pseudoliberałów, tych obecnie rozjazgotanych “ludzi kultury”, którzy teraz, zatroskani strasznie, kruszą kopie o wolność słowa, kiedy w Europie coraz więcej jest bredni o penalizacji “mowy nienawiści”? Dlaczego żaden z tych płomiennych wojowników nie stanął w obronie Dieudonné M’bala M’bala, którego francuskie sądy ścigają za jego skecze, w których nabija się z holocaustu? http://en.wikipedia.org/wiki/Dieudonn%C3%A9_M'bala_M'bala
    Gdzie ta wolność ekspresji?

    Wolność słowa jest dla mnie wartością ogromnie ważną, ale pojęta tak, jak to wyraził Chomsky:
    “Jeśli wierzysz w wolność słowa, to wierzysz w wolność głoszenia poglądów, które ci się nie podobają. Goebbels był zwolennikiem wolności wygłaszania poglądów, które mu się podobały. Stalin też. A jeśli ty jesteś za wolnością słowa, to znaczy to, że jesteś za wolnością wygłaszania dokładnie tych poglądów, których nienawidzisz.”

    To stwierdziwszy uważam, że ludzie mają prawo do oglądania bzdurnych przedstawień, jakby nie były obrazoburcze, za własne fundusze i jeżeli tylko nie narażają innych, nie godzących się na to, na ekspozycję na treści dla nich obraźliwe.

    Regulacje w tym przypadku – jak zakazy, nakazy, więzienia, grzywny, czy groźby fizycznej przemocy to bzdury. Każdy ma prawo wystawiać co mu się podoba, tak samo jak każdy ma prawo do nie oglądania tego przedstawienia oraz wygłaszania na jego temat dowolnych opinii. Tylko czy obecni wojownicy o wolność ekspresji i słowa rzeczywiście są gotowi na wszelkie konsekwencje, przede wszystkim te, o których pisze Chomsky? Wątpię – praktyka pokazuje, że większość tych ludzi jest za wolnością tylko wtedy, gdy dotyczy ona ich samych, tak samo jak są za tolerancją tylko do momentu, gdy o tolerancję upominają się osoby przez nich nietolerowane.

  11. Podobnie jak @Paradoks jest wielkim zwolennikiem wolności słowa i mam takie same konkluzje, że obrońcy często są jedno stroni. Przykład Ameryki nie jest też za dobry, np. używanie przez nie-czarnych słowa czarnuch.

    Każdy kij ma dwa końca i czasem trzeba uważać żeby sobie oka nie wykolić.

  12. A ja tylko zacytuję jednego z wykładowców filozofii na UW, który kiedyś przedstawiając swoje stanowisko na temat kościoła w rozmowie ze studentami musiał zmierzyć się z zarzutem “Pan obraża moje uczucia religijne”…

    Riposta była natychmiastowa: “A może mi Pan wytłumaczyć jak można w ogóle obrazić uczucia?”

    Póki nie mamy precyzyjnego języka lub metod do posługiwania się nim to zgody w komentarzach i życiu ogólnie, nigdy nie będzie.

    Prostym tego przykładem jest odmienne rozumienie tego samego słowa, np. “patriotyzm”. Dla jednych prawdziwymi patriotami są ludzie z prawicy, dla innych tzw. liberałowie, dla innych postkomunopaczka, itd. Wreszcie, być może największym patriotą jest Doxa…

    Jakim probierzem mamy mierzyć rzeczywistość skoro nie mówimy nawet w tym samym języku?

  13. A ja od siebie dołożę, że wszystkie te akcje typu krzyż pod sejmem, palenie tęczy, gadanie latami o katastrofie smoleńskiej a ostatnio afera taśmowa i całe zamieszanie wokół tego jest bardzo na rękę naszym kochanym władcom, którzy śmieją się z ignorancji gawiedzi w sprawach o wiele ważniejszych i rzeczywiście w istotny sposób wpływających na życie przeciętnego Kowalskiego. Mam tu na myśli takie sprawy jak gospodarka, zadłużenie kraju, służba zdrowia itp. A reszta to teatrzyk dla debili. Niech się kłócą, w wiadomościach jest o czym gadać, nikt nie protestuje jak podatki podnosimy i najważniejsze, że możemy w spokoju kontynuować swoje przekręty. Zapytajcie się np. gdzie się podziało 40 mld pln z programu ładnie zatytuowanego “inwestycje polskie”? Co ma większy wpływ na wasze życie: jak ktoś usunie symbol religijny z sejmu czy jak premieru Tusku zadłuży was i wasze dzieci po same uszy do 10-tego pokolenia?

  14. Chrześcijaństwo to chyba jedyna wiara na świecie która jest normalna, bardzo tolerancyjna i kierująca się realizmem i etykom. Niestety dziś tego nie ma. Chrześcijaństwo jest likwidowane na naszych oczach (w sumie mam teorię że i może zostało zlikwidowane już kilkaset lat temu), a ta cała nagonka na katoli jest po to bo żydzi i inne ciemne masy z pod latarni się go obawiają. (Czy czasami nie zaczęliśmy już żydom wypłacać odszkodowania w postaci rent? Jednościanie przyznając się jako ofiary 2 WŚ do tego że jesteśmy współodpowiedzialni za nią?)

    Po drugie zauważcie mały bardzo ważny fakt, korzeniem każdej religi jest śmierć, gdyby nie to małe wydarzenie kończące nasze życie, to nie potrzebowalibyśmy religii.

  15. Dyskutowanie z osobą religijną przy użyciu jakiejkolwiek logiki mija się z celem. W końcu wiara opiera się właśnie na nie używaniu rozumu.

    Wsadziłem kij w mrowisko? Oto przykład:

    Niech ktoś w sposób logiczny wytłumaczy mi – jeśli kościół jest domem bożym to po co na kościołach instaluje się piorunochrony? Czy nie jest to akt niewiary w Boga?

  16. @Johnny a skąd wiesz że Bóg ma nas ochraniać, nie jeden kościół spłoną. Teraz buduje się świątynie za miliony, dla mnie niech się zawalą. Religia nie jest pozbawiona logiki jest bardziej filozofią i szukaniem odwiecznych odpowiedzi. I czy chcemy czy nie możemy tuptać nóżkami ale Polska jest katolickim krajem. Przez atak na kocioł Polacy są odcinani od korzeni i nie ważne że kościołowi się należny czy kościół to wielka mafia i sekta pedofilii, ludzie tego sami nie zmienili, a zamiast tego poddali się i łykają tą nagonkę, bo bezradność serwują wan na każdym kroku. A ludzie bez korzeni są narodem słabym i przeznaczonym do likwidacji – co ciągle się dzieje na naszych oczach.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *