Monthly Archives: February 2014

Ukraina

Rozlega się gromki rechot historii, gdy Polacy wspierają demonstrantów na Ukrainie, na głowami których powiewają flagi banderowców.

Rewolucja powoli zmierza ku końcowi. Nadal ważą się szanse Janukowicza na ocalenie głowy. Na tą chwile zaszył się gdzieś w kraju, jak szczur Ceaușescu. W swoim pałacu porzucił mnóstwo fantów, jak choćby taki przycisk do papieru zrobiony z 2 kilogramów złota:

1620944_715768711788080_1587290562_nZaistniałą sytuacją najbardziej przerażeni są politycy na Kremlu. Oczami wyobraźni widzą przedostającą się z Ukrainy epidemię leninopadu, czyli zjawisko upadania pomników Lenina. W panice rozsyłają różne śmieszne telegramy, co zawsze jest charakterystyczne dla upadków różnych reżimów. Dziś Ławrow pisze: Nielegalne grupy ekstremistów nie chcą się rozbroić i przejmują kontrolę nad Kijowem za pozwoleniem przywódców opozycji i parlamentu. Zapomina przy tym, że ‘grupy’ działające za przyzwoleniem parlamentu nie są nielegalne z samej definicji – parlament stanowi prawo i decyduje co jest legalne a co nie. A ‘ekstremizm’ to putinowskie określenie grup, które są nastawione antykremlowsko i ośmieliły się przegonić prezydenta lansowanego przez Rosję.

Cała ta rewolucja jest konsekwencją globalnego lansowania spaczonego systemu politycznego. Ameryka eksportuje swój ustrój polityczny na cały świat, co nazywa się promowaniem demokracji. Problem w tym, że z demokracją system ten ma niewiele wspólnego, oprócz nazwy.

Dziś w krajach działających w tym systemie obywatele idą do urn i głosują na partie polityczne. Po dorwaniu się przez bandę polityków do żłoba nie ma żadnych legalnych sposobów na pozbycie się ich. Dzień po wyborach mogą wyrzucić obietnice wyborcze do kosza i pokazać swoją prawdziwą twarz – trzeba czekać do następnych wyborów lub zrobić rewolucję. W prawdziwej demokracji muszą być zawarte mechanizmy odwoływania polityków przez wyborców. Na przykład 10% obywateli kraju podpisuje petycję o referendum, 50% wyborców głosuje za odwołaniem danego polityka i jest to ostatni dzień w jego biurze. No ale co to by było, gdyby ‘grupy ekstremistów’ chciały referendami odspawać polityków od koryt w takich państwach jak USA, Francja, Niemcy czy nawet Polska… Wiadomo, obywatale to nic innego niż ‘banda’ i mają służyć wyłącznie oddawaniu głosów i danin publicznych

Ciekawe, jak mało osób zauważa, jak wiele łączy polityków z duchownymi, i dotyczy to wszystkich krajów i wszystkich wyznań. Nie bez powodu są to najlepsi kumple, zawsze publicznie pokazujący się razem. Obie bandy żerują na ludzkiej naiwności, na kłamstwie i obietnicach bez pokrycia. Obie grupy są czysto pasożytnicze, roszczą sobie prawo do mówienia ludziom jak mają żyć, odcedzają ich z pieniędzy i malwersują te środki, choćby budując sobie eleganckie pałace. Są też zawsze przeciwni jakiejkoleik kontroli społecznej – to oni mają kontrolować lud a nie lud ich. Zwróćmy uwagę – w Polsce ilości regulacji obowiązujących przedsiębiorców są tysiące – regulacji obowiązujących grupy trzymające władzę polityczną i religijną – kilkanaście.

Lewacy za klasę próżniaczą mają oligarchów. To nieprawda – oligarchowi przynajmniej dostarczają kapitał i nadzorują jego możliwie sprawne wykorzystanie. Prawdziwą klasą próżniaczą i akiem na tkance społeczej są politykierzy i wszelkiej maści szamani.

Share This Post

Ubezpieczenie na życie

Dziś kolejna porcja hejtu i pochopnego rzucania oskarżeniami o oszustwa.

Przez Internet regularnie przetaczają się apele o pomoc dla osób śmiertelnie chorych, takie jak ten. Ktoś zapada na raka i nagle okazuje się, że człowiek w kwiecie wieku i z małym dzieckiem staje w obliczu rychłej śmierci. Leki innowacyjne kosztują fortunę, a że większość Polaków nie ma kompletnie żadnych oszczędności, to jedynym źródłem funduszy na zakup drogich leków jest zbiórka publiczna przez Internet.

Tu są aktualne dane epidemiologiczne o nowotworach w Polsce. 155 000 zachorowań rocznie, z czego 5 lat przeżywa tylko 37% mężczyzn i 53% kobiet. Rak to plaga w Polsce, co wynika z zasyfionego środowiska, palenia papierosów i zatrutego, taniego jedzenia. Statystyczny Krakus umiera o rok wcześniej ze względu na dym w powietrzu ! Niestety od zaistnienia czynnika kancerogennego do wystąpienia raka upływa sporo czasu, nie przypomina to natychmiastowego efektu jak przy uderzeniu młotkiem w palec. Dlatego głupcy (90% populacji) nie dostrzegają istnienia zależności: zasyfione środowisko => ludzie umierają. Tu można się zapoznać jak w komentach wypowiadają się wspomniani głupcy, dla których liczy się tylko to, żeby było ‘po taniości’. Założę się, że sporo z nich można było spotkać w okolicznych lasach, gdy wywalali tam swoje śmieci.

Przed rakiem trudno się ochronić, poza badaniami kontrolnymi, ale można się zabezpieczyć przed sytuacją braku pieniędzy, w której znalazł się p. Mariusz z linku. Mając 29 lat podpisałem umowę ubezpieczenia na życie. Polisa stanowiła, że kwota ubezpieczenia stanowi 250 000 USD, okres trwania umowy 15 lat, składka roczna 132 USD. [Dane podaję po to, aby każdy mógł sobie je porównać z ofertą dostępną w swoim kraju.] W przypadku choroby terminalnej miałbym prawo do wypłaty połowy sumy ubezpieczenia, i nie jest to żadna łaska ze strony ubezpieczyciela, tylko wynik działania wolnego rynku. W USA powstał przed wieloma laty rynek polis ubezpieczeniowych ludzi śmiertelnie chorych – inwestorzy wykupywali prawa do wypłaty odszkodowania od umierających ludzi, a ci mogli wydać te środki choćby na leczenie i próbę ratowania życia. Po pewnym czasie inwestorzy zgłaszali się po wypłatę polisy do ubezpieczyciela lub księgowali to co wydali na poczet strat, jeżeli choremu udało się jednak przeżyć. Stąd ubezpieczalnie, idąc po rozum do głowy, same zaczęły oferować wcześniejsze wypłaty ubezpieczeń.

Pan Mariusz popełnił poważny błąd nie ubezpieczając się na życie. Tłumaczyć może to niedojrzałość rynku ubezpieczeń na życie w Polsce. Podejrzewam, że ubezpieczenie tego typu w Polsce jest wielokrotnie droższe niż na Zachodzie. Aby się o tym przekonać wystarczy wejść na porównywarkę ubezpieczeń, jak ta. W Polsce takich porównywarek brak – klient nie ma przeglądu ofert, konkurencja jest mniejsza a ceny wyższe. Z drugiej strony mamy nachalne reklamy w polskiej TV, na przykład pokazujące ubezpieczenia na życie za złotówkę dziennie, ale obejmujące tylko nieszczęśliwe wypadki. Przeliczając to na dolary wychodzi, że klient płaci tyle samo co ja, ale ubezpieczenie jest na ułamek kwoty mojego ubezpieczenia, i chroni tylko od ułamka ryzyk, od którego chroni moja polisa – śmierci w wypadkach to tylko kilka procent zgonów. Cholerni oszuści, ich zawsze stać na reklamy w TV.

Może p. Mariusz nie ubezpieczył się, właśnie dlatego, że obawiał się oszustów takich jak PZU? Jak pamiętamy ta firma wymyśliła sobie swoją własną definicję zawału serca. Według nich kto nie miał ‘załamka Q’ na wydruku EKG, ten nie miał zawału serca. Sprawa oparła się o wszystkie instancje sądów w Polsce oraz o UOKiK, która ukarała PZU kwotę 3 000 000 zł. Najwyraźniej ktoś w firmie doszedł do wniosku, że bardziej opłaca się stracić paru klientów i zapłacić parę kar, niż uczciwie wypłacać kwoty odszkodowań. W normalnych okolicznościach przyrody, w normalnym społeczeństwie świadomych konsumentów, nikt u tych oszustów nic by nie ubezpieczył. A w Polsce nadal są głównym graczem na rynku. A kreatywność macherów z PZU przekracza to, co są w stanie wymyślić kabareciarze –  ‘załamek Q’ jest dużo bardziej odkrywczy niż aligator:

Inna pospolitą formą oszustwa są polisy ubezpieczeniowe z elementami inwestycyjnymi. To się nigdy nie opłaca klientowi, ale bardzo opłaca się operatorowi, który przez pierwsze parę lat całość składek ofiary przeznacza na reklamy w TV i potrzeby prezesów, takie jak kokaina, jachty czy dziwki. Stąd w Stanach takie produkty są obwarowane szeregiem regulacji, takich jak na przykład możliwość odstąpienia od umowy po spokojnym zapoznaniu się z umową i jej przemyśleniu.

Spodziewam się, że wcześniej czy później ten rynek się ucywilizuje. Oszuści zostaną wyeliminowani z rynku, pewnie prędzej przez świadomość konsumentów niż działania biurokratów. Pojawią się serwisy internetowe porównujące oferty i umożliwianie się dzieleniem komentarzami przez klientów. Firmy będą musiały oferować uczciwe, niskomarżowe produkty. Dzięki uczciwym produktom rynek znacznie się zwiększy, będzie się dało prowadzić uczciwą działalność gospodarczą. Oby tylko nie zabrało to kolejnych 25 lat.

Share This Post

Jak się rżnie frajerów na błyskotki

Wizyta w centrum handlowym zdumiewa. Każda większa galeria zawiera kilka sieciowych sklepów jubilerskich. Czynsz nie jest tani, sprzedawczynie też za darmo nie pracują, a jednocześnie nie widać tłumu kupujących – jak to jest możliwe, że ten biznes się opłaca?

Zostałem właśnie zapytany, jaką wartość ma ‘cenny pierścionek z 3 diamentami’. Parametry wyrobu – waga 2,36 g pr 585, trzy kamienie 0,12 ct, czystość SI2-P1, barwa H-I. Cena na paragonie 1400 zł, kupione w salonie na literę A.

Parametry użytych kamieni są kiepskie. To jest odrzut z produkcji porządnych kamieni na rynki zachodnie. Kamyki są maleńkie. Innymi słowy – jest to wyrób ze złota posypany czymś wielkości piachu, o jakości zbliżonej do piachu. Błyszczy się to-to tylko na wystawie, oświetlone kilowatami halogenów. Po wyjściu z salonu do realnego świata wyrób nagle zaczyna wyglądać jakby zamiast brylantami był wysadzany piaskiem.

Cena takich kamyków w hurcie to około 30 zł/szt. Wartość złota to 170 złotych. Razem 260 zł, i nawet gdy się do tego doda VAT, to nadal jest to mniej niż ćwierć ceny, na jaką został oskubany nabywca tego ‘niezwykle cennego pierścionka z prawdziwymi brylantami, stanowiącego unikalną pamiątkę zaręczyn’. Taki poziom łupienia marży może tłumaczyć, jak firmę stać na płacenie za szefowanie radzie nadzorczej kwotę 1 000 000 zł rocznie.

Alternatywą dla łże-biżuterii są precjoza wykonane przez artystę, na indywidualne zamówienie, w ilości 1 sztuka. Skromny pierścionek zaręczynowy, z brylantami, kosztuje podobnie jak chłam w sieciówkach jubilerskich.

Niestety, dużo prościej jest skorzystać z usług ‘jubilera’ w galerii. Nie trzeba szukać, zastanawiać się, wymyślać. Pokazuje się paluchem, bierze się wymiar owego palucha i gotowe. Właściciele standardowych paluchów mają szansę wyjść z wyrobem łże-jubilerskim po chwili, bez przeróbek. Tak oto konsumenci dają się kiwać i odcedzać z pieniędzy, i jeszcze latami naiwnie wierzą, że mają na dłoni drogocenne brylanty.

Share This Post

Niemieckie złoto

Media głównego nurtu nie rozpisują się za dużo na ten temat. Media drugiego obiegu cały czas wracają do tematu:

Tak jak mówi Glenn złoto można zdeponować na dwa sposoby – albo kruszec jest dorzucony do skarbca i nieoddzielony od innych depozytów (tak jak kasa banku łączy wpłacane banknoty) albo złoto od każdego właściciela jest trzymane na osobnej ‘kupce’ i z tej ‘kupki’ później wypłacane (tak jak w osobnej skrytce bankowej).

Można się domyślać, że Niemcy zdeponowali sztabki oznaczone niemieckim logo, o określonych numerach seryjnych i dokładnie tych sztabek oczekiwali z powrotem.

Okazało się, że niemieckiego złota w skarbcu nie ma. Gdzie się podziało – na razie nie wiadomo. Prawdopodobnie zostało zmalwersowane, czyli wydane komuś innemu i sprzedane. Mamy do czynienia z grubą aferą – rząd jednego państwa gwarantuje ochronę rezerw innego państwa po czym dokonuje ordynarnego przekrętu.

W tej sytuacji osoba odpowiedzialna za ten wałek postanowiła ratować sytuacje. Wzięto sztabki złota należące do jeszcze innego państwa i postanowiono je wydać Niemcom. Problem w tym, że kolejne sztabki też mają numery seryjne i logo innego państwa. Dlatego zaistniała potrzeba ich przetopienia i to jeszcze pod kontrolą USA, aby nie wyciekła informacja który kraj jest obecnie przekręcany. To okazało się procesem skomplikowanym logistycznie, zajmującym czas. Stąd właśnie opóźnienia w realizacji zwrotu złota Niemcom. Być może w skarbcu nie jest za wiele złota i operator może mieć problem ze zdobyciem kruszcu, które może być przetopiony i wysłany do Berlina.

Przy tej okazji warto rozróżnić dwie sytuacje – gdy mówi się ‘mam pieniądze’ lub stwierdza ‘mam mieć pieniądze’. To jest różnica między roszczeniem a posiadaniem. Oddając papierki do banku wcale nie ma się pieniędzy na koncie – bank bynajmniej nie odkłada wpłaconej waluty do przegródki z naszym nazwiskiem, by czekały na moment wypłaty. Wpłacone środki są natychmiast wypłacane, a to co widzimy na wyciągu to tylko nasze roszczenie wobec banku. Ba, nawet posiadanie banknotów również jest roszczeniem – mamy nadzieje, że za banknoty dostaniemy towary lub usługi, które kiedyś będziemy potrzebować. Tylko posiadanie złota ręku jest realnym posiadaniem kapitału.

Smutna konsekwencja tego wydarzenia jest taka, że Polska wcale nie posiada deklarowanych rezerw złota, natomiast posiada roszczenie wobec banku centralnego UK. Zamiast mieć złoto – ma mieć złoto. Drobna różnica czyni wielką różnicę.

Gdyby ta afera dotyczyła prywatnych posiadaczy to amerykański przekręt skończyłby się w kilka dni. Nikt nie chciałby być ostatni w kolejce po odbiór złota. W przypadku państwa ta zasada nie obowiązuje. Dla namiestników ulokowanych w państwach satelickich nie ma stresu – przecież to nie ich osobiste złoto tylko poddanych. Dlatego cały ten przekręt trwać będzie jeszcze latami i niewykluczone, że kradzież nigdy nie zostanie wyjaśniona.

Share This Post

WOŚP

Wiele razy wspominałem, że nie lubię Jurka Owsiaka. Kieruje mną taki sam powód co prawakami – zawiść. Jurek jest prostakiem, któremu charyzma zastępuje wykształcenie i któremu fuksem udało się zrobić karierę. Sława medialna powoduje, że politycy ciągają go po różnych radach społecznych. Jego – a nie mnie – stąd zawiść. [Podobnie ma Kolonko, który nie jest zaproszony do prowadzenia TV Polonia, bardzo przez to cierpi i zbiera podpisy] A ponieważ nie jestem hipokrytą jak prawacy więc mogę się szczerze przyznać, co mnie trapi.

Jurek czasem zachowuje się jak Wałęsa, jest bardzo emocjonalny. Rezygnuje, potem zmienia zdanie. Jest osobą publiczą i dziwi się, czemu ludzie zaglądają mu do portfela jak osobom publicznym. Przypomina mi to początki lat 90tych, gdy mieliśmy ‘prezydęta’. Podobnie jak Wałęsa Owsiak wstydzi się pieniędzy. Mógłby powiedzieć jasno: ‘biorę dychę miesięcznie z WOŚP, bo jestem tego wart’. Kolejnych parę dych miesięcznie mógłby wziąć firmując jakiś zarząd spółki swoim nazwiskiem lub grając w reklamie. Ale on woli ściemniać i odgrywać Matkę Teresę z Kalkuty, która też nie lubiła rozmawiać o swoich dochodach.

WOŚP mnie drażni bo puszy się a jest marną wisienką na torcie. NFZ posiada roczny budżet 60 723 000 000 PLN a WOŚP w tym roku wyżebrał ledwie 35 500 000 PLN. Innymi słowy mówiąc każdego dnia NFZ wydaje na służbę zdrowia 166 364 383 zł. Zestawmy to z WOŚP – w dniu wielkiego finału wiele godzin trwała akcja medialna, tysiące ludzi biegało z puszkami, a NFZ w tym dniu i tak zebrał i wydał prawie 5 razy więcej niż Owsiak ! Innymi słowy – NFZ wybuduje cały szpital, utrzyma całą kadrę, zapewni odpadki zwane wyżywieniem, a potem przyjdzie WOŚP, wsadzi parę maszyn, przywali nalepkę i ludzie wierzą, że system opieki zdrowotnej istnieje w Polsce tylko dzięki Owiakowi !

35 baniek to jest żenująco niska kwota, ledwie 1 złoty na łeb. Widać jak mała jest to kwota na tle innych wydatków publicznych. Weźmy choćby aktualnie dziejącą się aferę – rząd intensywnie dementuje przekazanie 6 baniek na Świątynie Opatrzności, czyli prawie 20% zebranych z takim wysiłkiem środków.,

Pamiętacie ten obrazek?

1369960931_fuhyv7_600I oto mamy news: akt oskarżenia ws. nieprawidłowości w płockiej Caritas. Jest 7 osób oskarżonych, straty ujęte w akcie oskarżenia w wysokości kilkunastu milionów, nie wiadomo do ilu milionów śledczy się nie dokopali i co się dzieje w innych oddziałach Caritasu. Być może wałki i marnotrawstwo było większe w Caritasie niż całe roczne przychody WOŚP ze zbiórki. Ale wiadomo, to dopiero akt oskarżenia a nie prawomocny wyrok. Wierzę, że po wyroku {matka kurka} napisze szereg artykułów o prawdziwym obliczu Caritasu i być może nawet spotka się z nimi w sądzie.

Podobno WOŚP jest fenomenem na skalę światową – nigdzie nie ma podobnie szerokiej akcji charytatywnej. Nie ma bo nie musi być. W innych krajach systemy opieki zdrowotnej mniej lub bardziej działają, ludzie po prostu płacą składki i korzystają z systemu. Nie ma potrzeby do podejmowania rozpaczliwych kroków jak w Polsce. To już chyba leży w naturze narodowej – gdy inne państwa budują skuteczne struktury wtedy Polacy liczą na pospolite ruszenie.

Share This Post

Jak się kręci wały w Polsce – kurtyna opada

Rzeczpospolita opublikowała materiał dotyczący dochodzenia w sprawie rzekomego wyłudzenia 317 milionów zł VAT, w które zamieszane może być spółka Mennica Metale Szlachetne [1 i prawie taki sam 2].

Fakt istnienia części bloga tylko dla subskrybentów okazuje się bardzo pomocny. Prawnicy MMS będą musieli zapłacić mi za dostęp zanim będą mogli mnie pozwać za wyrażenie mojej prywatnej opinii w tej sprawie. No i zarzut z paragrafów 212 KK par. 2 odpada, więc zawsze mniej do odsiadki – dzielę się przemyśleniami z nieliczną grupą subskrybentów, co nie jest ‘masowym komunikowaniem’. A może zamknięty blog to jednak jest ‘masową’ forma przekazu? Na podstawie takiej wątpliwości zgrabni prawnicy mogą przeprowadzić sprawę aż do Sądu Najwyższego…

Ciąg dalszy dla zarejestrowanych czytelników.

Dodaj do koszyka
Share This Post

System polityczno ekonomiczny Polski

W ostatnich dekadach stopniowo spada wiara Europejczyków w byty nadprzyrodzone. Jednocześnie rośnie wiara w skuteczność socjalizmu, czyli w to, że rząd powinien ściągać wysokie podatki i fundować obywatelom cały szereg najróżniejszych świadczeń. Najwyraźniej ludzie muszą wierzyć w cud jakiegoś rodzaju, nieważne jakiego.

W Polsce panuje powszechne przekonanie, że kraj z wysokimi podatkami jest skazany na bycie ‘skandynawskim rajem’. Jako antonim do socjalizmu podaje się neoliberalizm. Podobno neoliberalizm skutkuje tym, że głodni i chorzy ludzie umierają na ulicy, gdy tymczasem socjalizm oznacza szczęśliwych obywateli pozbawionych jakichkolwiek doczesnych trosk.

Wiele osób za problemy strukturalne Polski obwinia albo socjalizm albo neoliberalizm. I choć diagnozy są zupełnie przeciwne, to żadna z nich nie jest właściwa.

W Polsce nie ma socjalizmu, rozumianego jako wysoka redystrybucja podatków dla obywateli. Owszem, ściąga się wysokie podatki, ale są one przepalane przez aparat państwowy zatrudniający setki tysięcy urzędasów. Kto nie wierzy niech zapyta znajomych jaki jest ‘socjal’ dla rodzin na Zachodzie. Jest jeszcze jedna niespełniona przesłanka:  socjalizm to uspołecznienie środków produkcji, a tego w Polsce nie ma.

W Polsce nie ma też liberalizmu, ani neo- ani jakiegokolwiek innego. Liberalizm to wolność gospodarcza, a w Polsce takowa skończyła się na początku lat ’90. Z roku na rok gospodarka ma nakładany coraz ciaśniejszy kaganiec najróżniejszych regulacji. Żadna z głównych partii politycznych RP nie ma liberalnego programu politycznego, każda z nich obiecuje jeszcze większą redystrybucje.

Co wobec tego jest w Polsce, skoro nie socjalizm i nie liberalizm? Po prostu zwykły rabunek obywateli, czyli rabunizm. W rabunizmie obywatelowi zabiera się tyle, że ledwo zipie jak chłop na przednówku, nie dając nic w zamian. Prawie wszystkie serwisy oferowane przez państwo ‘za darmo’ nie funkcjonują i wymagają ponoszenia dodatkowych opłat. I w takiej sytuacji media zachodzą w głowę jak to możliwe, że tak mało obywateli oszczędza na emeryturę. Nie mają z czego, bo są obrabowywani na bieżąco a co bardziej przewidujący boją się konfiskaty oszczędności w stylu OFE.

System polityczny stojący za rabunizmem to oligopol. Stan podatkowo-prawny jest tak tworzony, że chroni wyłącznie przywileje oligarchów. Koszty funkcjonowania całego tego zamordyzmu chroniącego 1% najbogatszych pokrywają w podatkach najbiedniejsi, którzy nie posiadają prawników pomagających im w optymalizacji podatkowej.

Wiara nie jest racjonalna. Można dowolną ilość razy przedstawiać powyższe rozumowanie a i tak dostanie się łatkę korwinisty-oszołoma. Widać to przed każdymi wyborami – politycy zawsze obiecują więcej redystrybucji, a po wyborach zawsze serwują rabunizmu.

Społeczeństwo dzieli się na dwie grupy. Ogromna większość wierzy, że oni znajdą się wśród beneficjentów rabunizmu – będą więcej uzyskiwać z systemu niż system wyrywa z ich pieniędzy. Oczywiście tu się mylą, bo jedynymi beneficjentami systemu jest wąska grupa oligarchów. Druga grupa to ludzie szukający wolności od rabuznizmu – większość już wyjechała z Polski.

Państwa dotknięte rabunizmem wcześniej czy później zawalają się jak domek z kart. Są jak piramida finansowa – potrzebują zasysać coraz więcej zasobów by utrzymać aparat ściągania podatków oraz aparat generowania i wdrażania regulacji prawnych, a gdy nie da się grabić wystarczająco dużo – następuje krach.

Wolność przeraża większość obywateli. Wolą żyć w złudzeniu dostarczanym przez rabunizm, czyli mieć nadzieję, że w potrzebie państwo się nimi zajmie. Jak to działa wystarczy sprawdzić w dowolnej placówce zdrowia NFZ.

Share This Post

Detroizacja Polski

Pewne procesy społeczne biorą nazwę od miejsc w których się rozpoczęły. Na przykład pojęcie ‘brazylizacja’ oznacza proces zaniku klasy średniej, który był charakterystyczny dla Brazylii, a dziś dotyka wszystkie kraje zachodnie.

Oto film z 1962 roku, pokazujący Detroit jako ‘miasto przyszłości’:

A to jest film z 2012 jak ta ‘przyszłość’ się zmaterializowała:

Dla osób mających za nic prawa autorskie torrent jest tu.

‘Detroizacja’ to proces upadku przemysłu oraz załamanie populacji oraz towarzyszący im krach społeczno-ekonomiczny. Tak wygląda wykres populacji Detroit:

slide5Polska przeżyła już swoje małe Detroit. Po upadku PRL załamaniu uległ przemysł ciężki zlokalizowany na Górnym Śląsku. Miliony ludzi, którzy napłynęli ze wsi, stało się zbędne. Duża część wyjechała z powrotem w rodzinne strony lub wyemigrowała z Polski. Konsekwencje widać do dziś – ceny nieruchomości w Katowicach są najniższe spośród dużych miast Polski.

Wiele wskazuje, że obserwujemy drugą falę tego procesu – detroizację całej Polski. Upadek przemysłu i rozrost nowotworu biurokracji doprowadził do spadku poziomu życia w porównaniu do państw ościennych. W efekcie spadł przyrost naturalny i gwałtownie wzrosła emigracja. Polacy zaczęli masowo bojkotować Polskę, wyjechały miliony.

Warto zapoznać się z odpowiedzią na interpelację poselską dotyczącą sytuacji demograficznej Polski do roku 2020. Tak wygląda wykres osób w wieku produkcyjnym w przyszłości, szacowany przez rząd:

Wiemy, że wszystkie szacunki rządowe charakteryzują się tym, że są nadmiernie optymistyczne. Inflacja jest zawsze mniejsza niż wzrost cen w sklepach, a kryzys nigdy nam nie zagraża – chyba że już się zaczął i nie można zaprzeczyć faktom – wtedy rząd mówi, że kryzys skończy się już w następnym kwartale. Podobnie pobłażliwie trzeba traktować powyższy wykres – na pewno będzie gorzej niż pokazują to szacunki.

Co się stanie, gdy ilość osób pracujących spadnie, a ilość chętnych do pobierania emerytur wzrośnie? Rząd zwiększy podatki, oskładkuje ZUSem co tylko można, co zresztą widać już dziś w ramach ‘walki z umowami śmieciowymi’. Jak zareagują na to pracownicy? Zobaczymy kolejne masowe wyjazdy. Co się stanie z resztą? Będzie jeszcze mocniej oskładkowana, aż w końcu cały ten domek z kart się zawali i obsługa długu oraz świadczenia zostaną ‘tymczasowo zawieszone’.

Polska w roku 2030 to kraj, który będzie zamieszkiwało mniej więcej 25 milionów ludzi. Większość populacji będzie emerytami lub będzie bezrobotna. Większość pracodawców zamknie swoje biznesy i albo zakwalifikuje się do którejś z powyższych kategorii, albo wyemigruje, albo będzie siedzieć w więzieniu za unikanie podatków. Jak to może wyglądać widzimy dziś po zdetroizowanej Bułgarii – więcej osób pracuje za granicą niż w kraju.

Proces dotkliwie odczują kamienicznicy. Mieszkania, obecnie kupowanie tak chętnie pod wynajem, jako forma zabezpieczenia emerytalnego, będą stać puste. Już dziś właściciele mieszkań dla studentów mają problem ze znalezieniem chętnych. W 2030 nie będzie chętnych do zamieszkania w lokalach po zmarłych lub tych, którzy wyemigrowali.

Sytuacja właścicieli nieruchomości pogorszą również drakońskie podatki narzucone przez kolejne zdesperowane rządy. Pojawi się podatek katastralny i kolejne ustawy osłonowe, chroniące emerytów przed płaceniem czynszów, z emerytur na wypłatę których nie będzie państwa stać.

Proces detroizacji Polski spowoduje katastrofalne, nieodwracalne skutki społeczne i ekonomiczne. Z każdym kolejnym rokiem będziemy to coraz bardziej odczuwać.

Share This Post