Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku węgla

Inne moje artykuły o zbliżonej tematyce:

Fałszywki Andrzeja Szczęśniaka – polski bilans handlowy

Fałszywka spadku ilości kilometrów przemierzanych przez Polaków

Andrzej “Kompromitująca niewiedza” Szczęśniak – ropa

Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku i paliw

Sytuacja na światowym rynku paliw

Dziś ciąg dalszy demaskowania kampanii dezinformacyjnych prowadzonych przez Andrzeja Szczęśniaka na jego blogach http://www.prawica.net i http://www.szczesniak.pl .

Po przyjrzeniu się jego kampanii dezinformacyjnej dotyczącej sytuacji na rynku ropy i kampanii dezinformacyjnej dotyczącej sytuacji gospodarczej Polski czas przyjrzeć się szczęśniakowej kampanii dezinformacyjnej dotyczącej sytuacji na rynkach węgla.

Jak wielu się już pewnie domyśla przyjrzenie się szczęśniakowym wpisom dotyczącym węgla ukazuje przerażający poziom nieuctwa. Podstawą dużej części szczęśniakowych bredni w tym zakresie jest mylenie przez naszego fałszywego eksperta dwóch pojęć – pojęcia “rezerw” i pojęcia “zasobów”. Poniżej definicje:

Resrevdef[Źródło]

W skrócie zatem: rezerwy to to, co można wydobyć z zyskiem, a reszta która co prawda jest pod ziemią, ale z zyskiem wydobyta być nie może, to zasoby.

Szczęśniak ma ogromny problem z odróżnianiem jednych od drugich – najbardziej jaskrawy przykład to dwa artykuły prawie o tym samym – ten i ten, gdzie w pierwszym rezerwy nazywa rezerwami a w drugim dokładnie te same rezerwy nazywa zasobami. Generalnie w swoich wpisach Szczęśniak używa tych dwóch terminów tak jakby były synonimami – w wielu artykułach rezerwy nazywane są naprzemiennie “rezerwami” i “zasobami” (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10), w innych nazywane są tylko zasobami (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10) – wszystkie te artykuły w rzeczywistości traktują o rezerwach, a ani jeden z nich nie jest o zasobach.

Mylenie rezerw z zasobami to swoją drogą kompromitacja owego “eksperta” na niewyobrażalną skalę, gdyż to mniej więcej tak, jakby człowiek podający się za eksperta w dziedzinie sadownictwa mylił jabłka z jabłoniami. To świetna moim zdaniem analogia, bo jabłka to konsumowalna część jabłoni a rezerwy to konsumowalna część zasobów (jeśli ktoś tu zauważy, że można skonsumować i zasoby, tylko nie odniesie się się z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie, to odpowiem mu, że gałęzie, liście czy korzenie jabłoni też można zjeść, tyle że też nie odniesie się z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie).

Węgiel w Europie jest ciekawym przypadkiem pod tym względem, pod terytorium Europy (liczonej bez państw byłego ZSRR) znajdują się bowiem duże zasoby węgla kamiennego, ale bardzo małe jego rezerwy:

resrevquant[Źródło]

Nie zawsze jednak tak było – wielkość rezerw zależy bowiem od różnych czynników ekonomicznych (cena wydobywanego surowca na rynkach, koszty pracy robotników, koszty sprzętu i materiałów używanych przy wydobyciu, dostępne technologie, wysokość podatków od wydobycia i ewentualnych dotacji itd.) i zmienia się wraz z ich zmianami.

Najlepiej widać to na przykładzie Wielkiej Brytanii, której rezerwy węgla stopniały w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat o 99.85% – z ponad 170 mld ton do około ćwierć mld ton.

UKCoalReserveHistory[Adnotacja: dane liczbowe, z których powstał wykres są autorstwa World Energy Council, ale można znaleźć je także w corocznie od roku 1951 publikowanych przez BP Statistical Review of World Energy]

Po prostu w wyniku zmian czynników ekonomicznych ok. 170 mld ton brytyjskiego węgla przestało być rezerwami i teraz są to już tylko zasoby.

Podobny los z tych samych powodów spotkał prawie wszystkie dawne rezerwy węgla w Polsce – teraz są one już tylko zasobami:

PolandCoalReserveHistory[Adnotacja: dane liczbowe, z których powstał wykres są autorstwa World Energy Council, ale można znaleźć je także w corocznie od roku 1951 publikowanych przez BP Statistical Review of World Energy]

…a prawie wszystko z tego co zostało kwalifikuje się do rezerw wyłącznie dzięki temu, że budżet naszego kraju dotuje wydobycie węgla finansując z płaconych przez Polaków podatków emerytury górnicze, gdyby nie one ze względu na niemożliwość wydobycia z zyskiem trzeba by z rezerw do zasobów przekwalifikować te resztki węgla kamiennego, które w tej kategorii jeszcze zostały (w dalszej części tekstu więcej szczegółów na ten temat).

Zapewne uważny czytelnik zapyta w tym momencie:

“Cóż takiego się zmieniło, że setki miliardów ton europejskiego węgla z rezerw stały się jedynie zasobami?”

Parafrazując tak mu odpowiem:

“Jedno słowo, powiem Ci tylko jedno słowo: Odkrywki

Do Europy coraz szerszym strumieniem napływał węgiel kamienny z pozaeuropejskich kopalni odkrywkowych. Państwa posiadające odkrywkowe kopalnie węgla kamiennego praktycznie zmonopolizowały międzynarodowy handel tym surowcem, a zrobiły to oferując go po cenach nieosiągalnych przy wydobyciu podziemnym. Stopień zmonopolizowania międzynarodowego rynku węgla kamiennego w porównaniu z np. rynkiem ropy jest ogromny – poniżej tabelka z listami największych eksporterów i eksporterów netto węgla oraz największych eksporterów ropy w roku 2012, w milionach ton:

coal&oil[Źródła tabelek: lewej górnej, prawej górnej, lewej dolnej]

Jak widać powyżej międzynarodowy rynek węgla kamiennego jest szczelnie obstawiony przez widoczne powyżej 10 krajów, trzy pierwsze z nich kontrolują łącznie 65.1% światowego eksportu a cała 10-tka kontroluje 95.3% (patrz tabelka u góry z lewej). Dla porównania na międzynarodowym rynku ropy trójka największych eksporterów kontroluje zaledwie 35.5% światowego eksportu, a pierwsza 10-tka dopiero 69.1% (patrz tabelka z prawej).

Źródło tego zmonopolizowania staje się nader oczywiste po przyjrzeniu się metodom jakimi w omawianych 10 krajach wydobywa się węgiel:

Kraj Wydobycie węgla Eksport węgla kamiennego Przybliżony odsetek węgla wydobywany Źródło infor-
macji o
sposo-
bie wy-
dobycia
bru-
nat-
nego
w Mt
ka-
mien-
nego w Mt
Eksport netto Eksport
w Mt jako % wydo-
bycia
w Mt jako % wydo-
bycia
od-
kryw-
kowo
pod-
ziem-
nie
Indonezja 0,0 440,8 383 86,9% 384,0 87,1% 99% 1% str. 4
Australia 69,0 374,1 302 80,7% 315,5 84,3% 74% 26% str. 4
USA 71,3 850,7 106 12,5% 114,1 13,4% 69% 31% str. 4
Rosja 77,9 276,1 103 37,3% 125,2 45,3% 65% 35% str. 3
Kolumbia 0,0 89,2 82 91,9% 83,3 93,4% 92% 8% str. 6
RPA 0,0 260,0 72 27,7% 75,9 29,2% 53% 47% str. 4
Kazachstan 7,7 112,8 32 28,4% 32,8 29,1% 69% 31% str. 3
Kanada 9,5 57,0 25 43,9% 34,6 60,7% 97% 3% str. 3
Mongolia 7,5 23,6 22 93,2% 22,1 93,6% 99% 1% str. 4
Wietnam 0,0 42,4 18 42,5% 19,8 46,7% 50% 50% str. 3
Łącznie w 10-ciu ww. 242,9 2526,7 1145 45,3% 1207,3 47,8% 77% 23% wyliczo-
ne z ww
Łącznie na świecie 1105,8 6835,0 1168 17,1% 1267,0 18,5% 40% 60% wiki

[Źródła pozostałe: produkcja węgla kamiennego, produkcja węgla brunatnego]

Tabelka wyjaśnia wszystko – kraje które zmonopolizowały międzynarodowy rynek węgla, to kraje, mające duże ilości węgla kamiennego położonego płytko pod ziemią – i eksploatujące go metodą odkrywkową.

Koszt wydobycia takiego węgla jest najczęściej na poziomie kilkunastu dolarów za tonę (choć są i miejsca, gdzie węgiel kamienny wydobywany jest odkrywkowo kosztem zaledwie kilku dolarów za tonę, jak na przykład na złożach Powder River Basin ).

Wydobyty w tych krajach odkrywkowo węgiel kamienny dostarcza się potem do odpowiedniego przystosowanego do przeładunku portu (albo do terminalu kolejowego) gdzie można go sprzedać – węgiel znajdujący się w takich portach i terminalach jest bowiem notowany na giełdach, a dziś w dobie Internetu każdy w zasadzie na bieżąco może śledzić ceny po jakich w tych miejscach handluje się węglem – u wielkich eksporterów mamy więc notowany:

węgiel w Indonezji

węgiel w Australii, port Newcastle

węgiel na Wschodzie USA

węgiel na Północy USA w na Illinois Basin

węgiel na Środkowym Zachodzie USA na Powder River Basin

węgiel w RPA, port w Richards Bay

… jak widać w portach u wielkich eksporterów węgiel można kupić/sprzedać obecnie po ok. $60 za tonę fob (free on board, tj. ze wszystkimi należnymi daninami, podatkami i opłatami już opłaconymi przez dostawcę).

Potem węgiel płynie do portów odbiorców, a jego ceny u największych z nich też są notowane na giełdach, mamy tu więc notowany:

węgiel w Europie na ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia)

węgiel w Chinach, porty w Guangzhou-Guangxi-Fujian

… gdzie jest o kilka do kilkunastu dolarów drożej niż w portach producentów, bo jak łatwo się domyślić – cena rośnie o koszty transportu (uwaga! – różnic cen nie należy liczyć prostym odejmowaniem, bo węgiel notowany w poszczególnych portach i terminalach różni się wartością energetyczną, zawartością siarki i innych substancji oraz jednostką wagi: tona metryczna bądź tona amerykańska).

W kontekscie powyższego widać już chyba, model biznesowy według którego działają państwa – duzi eksporterzy węgla: wydobywają one węgiel kamienny ze swoich odkrywek kosztem najczęściej kilkunastu dolarów za tonę, kosztem kolejnych kilkunastu dowożą go do portów w Europie lub Azji Południowo-Wschodniej i tam sprzedają w chwili obecnej po ok. $70 za tonę – mniej więcej 2-, 3-krotność poniesionych kosztów (a mówię, o modelu biznesowym państw, bo z tych zysków rzędu 100-200% większość najczęściej trafia do kieszeni państwa-producenta w postaci regaliów, podatków i opłat eksportowych).

W takich oto warunkach na scenę wchodzi – Andrzej “Kompromitująca Niewiedza” Szczęśniak – i zaczyna pleść dyrdymały o tym, że Polska powinna eksportować jak najwięcej swojego węgla kamiennego na rynki międzynarodowe i zaczyna drzeć szaty, że tego (już) nie robi (1, 2, 3, 4, 5, 6). To co Szczęśniak proponuje to nic innego jak namawianie do tego, by kopać się z koniem (a właściwe z dziesięcioma końmi).

Polska nie ma bowiem odkrywkowych kopalni węgla kamiennego, mamy węgiel kamienny położony około kilometra pod ziemią i głębiej, a średnie koszty wydobycia tony węgla kamiennego w roku 2013 wyniosły 302,89 zł za tonę – czyli równe $100 (po średnim kursie z ostatniego tygodnia) w kopalniach, a to jeszcze nie wszystkie koszty – skarb państwa dopłaca bowiem ok. $20 do każdej tony węgla kamiennego finansując wcześniejsze emerytury górnicze z podatków płaconych przez Polaków (każdy łatwo to sobie może wyliczyć, jako, że ZUS publikuje szczegółowe dane o emeryturach górniczych – albo “na szybko” oszacować z informacji, że koszty płacowe wyniosły 51.2% kosztów wydobycia węgla i z ZUSowskiej informacji, że statystyczny górnik pobierał emeryturę przez 21 lat, a emerytura przysługuje mu po 25 latach pracy).

Na ARA czy w podobnym miejscu w Europie sprzedawalibyśmy ten wydobyty kosztem $120 węgiel po zaledwie nieco ponad $70 za tonę, czyli za 60% kosztu wydobycia, a tak naprawdę za mniej, bo musielibyśmy w większości przypadków pokryć jeszcze przynajmniej część kosztów transportu do odbiorców.

Dopłacalibyśmy więc do tego eksportowanego węgla potworne kwoty nie mając z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie, bo eksportując zwiększymy podaż węgla w Europie, co będzie zmniejszać jego cenę i sprawi, że tańszy węgiel będą miały gospodarki tych krajów, które opierają się na węglu importowanym (niemiecka, francuska, holenderska. brytyjska, włoska, hiszpańska, węgierska, rumuńska, turecka), a tym samym niższe koszty energii będą miały firmy działające w tych krajach, a tym samym z kolei będą miały niższe koszty wytworzenia prawie wszystkiego, co prowadzić będzie do ułatwionej konkurencji na rynku europejskim i światowym produktów z tych krajów z produktami wytwarzanymi w Polsce.

Do tego należy pamiętać, że płytko położony węgiel kiedyś się wyczerpie (tak jak wyczerpała się płytko położona ropa) i wtedy światowe ceny węgla osiągną poziom pozwalający wydobywać z zyskiem głębiej położone jego złoża – czy nie lepiej wydobyć polski węgiel wtedy – z zyskiem zamiast dziś wydobywać go ze stratą (a zauważmy, że wtedy można będzie wydobyć tylko to, od czego wydobycia powstrzymamy się dziś – dziś wydobytego węgla nie można będzie przecież w przyszłości wydobyć ponownie) w dodatku nie na własne potrzeby, a po to aby go wyeksportować, czyli ułatwić życie nie Polakom, ale kosztem Polaków mieszkańcom krajów, do których zostanie wyeksportowany? Niech czytelnik sobie na powyższe pytanie odpowie sam.

Znów zatem nieuctwo A. Szczęśniaka połączone ze skłonnością do wypowiadania się na tematy, o których nie ma on bladego pojęcia sprawiło, że nasz fałszywy ekspert nie marnuje okazji by robić z siebie pajaca postulując absurdalną politykę, będącą w istocie gospodarczym sabotażem, tym razem w zakresie wydobywania węgla kamiennego w Polsce.

Share This Post

24 thoughts on “Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku węgla

  1. Od dłuższego czasu uważałem, że surowców energetycznych powinniśmy kopać jak najmniej, a zamiast tego importować je skąd się da. Przydadzą się za 100 czy 200 lat.

    Ale nie, bo przecież zamknięcie kopalń zarżnie całą polską gospodarkę.

    Czyżby?

  2. @Krzysztof Lis
    Na blogu Szczęśniaka prawica.net ktoś wrzucił wykres z historią wydobycia węgla w UK:
    http://prawica.net/38455#comment-626225
    Jak widać wydobycie w brytyjskich kopalniach głębinowych spadło z ok. 136 mln ton w 1970 do 6 mln ton w roku 2012 – generalnie zastąpione importem. Czy “zarżnęło” to brytyjską gospodarkę? Jeśli tak, to czemu dziś miliony ludzi wyjeżdżają ze swoich krajów by w tej “zarżniętej” gospodarce pracować?

  3. @Krzysztof Lis
    Dość dziwny pomysł, by przekonywać pracowników nierentownej firmy do tego, że firmę należy zamknąć. W zwykłych nierentownych firmach nikomu by do głowy nie przyszedł taki absurd.

  4. bodajże najlepszy post na stronie od dawien dawna… żal, ze nie autora strony, który zdecydowanie spoczął na laurach ( duża szkoda dla polskiego blogerstwa ), aczkolwiek szacunek za ogromną rzetelność xxx, oby więcej takich wpisów, a strona powróci do dawnej świetności.

  5. @Vicarious
    Będą dalsze moje wpisy, aczkolwiek nie częściej niż co kilka miesięcy – znalezienie materiałów sporo trwa, obróbka też – głównie dlatego, że zajmuję się tym wtedy, gdy akurat mi się zachce, czyli nieczęsto.
    W każdym razie dzięki za uznanie.

  6. Oczywista oczywistość – miło, że inni to również zauważają. To samo z gazem łupkowym: towarzystwo się podnieca, że wydobycie nadal leży, a wg mnie – to dobrze. Pomału, tak jak proponował poprzedni Główny Geolog Kraju (tak, jeszcze ten pisowski), udostępnić kilka-kilkanaście procent złóż, zacząć wydobycie na niewielką skalę, obserwować wpływ na środowisko (przede wszystkim wody gruntowe)i dopiero gdy światowe ceny pójdą w górę – ruszyć na większą skalę. No ale nasi politycy chcą mieć frukta medialne (uruchomiłem, wydałem zgodę) i finansowe tu i teraz – i to jest wielka bolączka.

  7. Czapka z głowy. Wiem ile wymaga solidnej roboty przygotowanie czegoś takiego. Zwłaszcza rubryk i wykresów, których ja wyjątkowo nie lubię robić 🙂
    Ale z ubocznie poruszonego tematu- masowe zamykania kopalń całego zagłębia jest problemem społecznym i przez to z dziedziny poprawnego rządzenia państwem. Bo za tym leci kilka innych okolicznych gałęzi, a w rzeczywistości stacza się lub upada cały okręg przemysłowy. Rozsądne wyjście z sytuacji, zwłaszcza ze zgodą pracowników zupełnie zmienia obraz społeczeństwa, akceptację dla władzy, siłę gospodarki, itp. Stąd bardzo mi się podoba pomysł gdzieś wykonany w zagłębiu Ruhry, gdzie kopalnię przerobiono na elektrownie szczytowo pompową, a hałdy są rekultywowane przez uprawę roślin energetycznych. Pracuje mniej osób, ale w większości byłych górników.

  8. Fajny artykuł. Ale właściwie, ciągnąc to nieco dalej, ponieważ węgiel można aktualnie kupić dużo taniej niż go wydobywać w Polsce, to należało by zacząć go kupować gdzie się da a następnie wkładać pod ziemię, do polskich kopalni. Będzie można wtedy wydobywać go odkrywkowo, dużo taniej i łatwiej, gdy już zrobi się to opłacalne.

  9. @dolly
    Aż tak daleko iść nie należy z kilku powodów:
    1. Rozwój technologii może sprawić, że za 100 lat odkrywki będą już co prawda na wyczerpaniu, ale licząc w dzisiejszych cenach wydobycie odkrywkowe będzie wtedy kosztować np. $1 za tonę, a głębinowe $10 (np. dlatego, że i jeden i drugi typ wydobycia będą wykonywać roboty), czyli i tak sprzedamy wtedy węgiel za ułamek ceny zakupu
    2. Nawet jeśli nie zdarzy się (1) to zostaje problem wartości pieniędza w czasie
    3. Nawej jeśli nie zdarzy się (1) i pomimo (2) kiedyś odkopie się węgiel warty realnie więcej, to może to być np. za 300 lat, czyli odkopią go ludzie których nie zanmy i nigdy nie poznamy ani nawet nigdy żadnego z nich nie zobaczymy

    Oczywiście warto się zastanowić, czy nie przestawiać własnej gospordarki na węgiel importowany, a swojego nie zostawić sobie “na czarną godzinę” – jak zrobili prawie wszyscy w Europie. W końcu może lepiej zapewnić gospodarce węgiel kosztujący $70 (zamist $120) i mieć dzięki temu niższe koszty energii i tym samym wytworzenia prawie wszystkiego w gospodarce i korzystając z tego faktu móc więcej eksportować.
    Ale to już temat na inną dyskusję.

  10. Fajnie, że trafiłem na tego bloga bo czytuję czasem Szczesniaka i jako człowiek nie wyrobiony światopoglądowo w tych dziedzinach przyjmowałem jego tezy dość bezkrytycznie. Ale tu widzę logiczne wyjasnienia potknięc mojego wczesniejszego mentora.

  11. wraz z rozwojem technologii wszystkie zasoby prędzej czy później staną się rezerwami

  12. @zenek
    Tylko przy założeniu, że technologie i cywilizacja będą się rozwijać wystarczająco szybko i wystarczająco długo, które to założenie niekoniecznie okaże się prawdziwe.

  13. Już widzę te okręty płynace z węglem do Polski… To się dopiero nie opłaca! Ściąganie węgla z obcych portów. Poza tym, czy czasami nie zostanie nałożone cło na ten towar? Płacone są przez dostawcę? (szczerze nie wiem, pytam)

    Wybieraną obecnie przez rząd opcją, jest ściągnie węgla z Rosji. Jest to poważny bład, ponieważ znowu uzależniamy swoją energetykę od Moskwy… Węgiel moze zrównać się z gazem ziemnym.

    Jakoś Czesi i Niemcy inwestuja w kopalnie na Śląśku. Modernizują je, ale użytkują! Czy to oznacza, że nie przynoszą zysków?

    Poza tym autor nie wspomina tu w ogóle o kaloryczności węgla, czyli o ilości energii wydobywanej ze spalania np. tony węgla. To bardzo ważne!! Jeśłi tona odkrywkowego węgla z Indonezii kosztuje $60, ale potrzeba więcej ton by wyprodukować taką samą ilość energii jak w przypadku spalania tony Polskiego węgla, to co się wtedy bardziej opłaca?

    Rewitalizacja lub prywatyzacja!

  14. @Kontrybucjonista
    No facet, teraz Cię załatwię kilkoma snajperskimi strzałami

    Już widzę te okręty płynace z węglem do Polski… To się dopiero nie opłaca! Ściąganie węgla z obcych portów.

    Całej Europie się opłaca a jednej Polsce się opłacać nie będzie – we współczesnym świecie – świecie o rekordowo niskich kosztach transportu (ostatnie linijki na stronie 111 w dokumentcie z powyższego linku, to średnie ceny stransportu tony węgla do Europy z RPA, Wschodniego wybrzeża USA, Australii i z Kolumbii) – jak widać cena za transport tony węgla do Europy z Australii to w ostatnich latach poniżej $20, a z RPA, USA i Kolumbii ok. $10.

    Poza tym, czy czasami nie zostanie nałożone cło na ten towar? Płacone są przez dostawcę? (szczerze nie wiem, pytam)

    Proponuję czytać uważniej.
    To są ceny fob (free on board), czyli ze wszystkimi należnymi daninami (cło, podatki, różne opłaty) już opłaconymi przez dostawcę, co z resztą jest napisane w nagłówkach wykresów z cenami i przeze mnie w tekscie.

    Wybieraną obecnie przez rząd opcją, jest ściągnie węgla z Rosji. Jest to poważny bład, ponieważ znowu uzależniamy swoją energetykę od Moskwy… Węgiel moze zrównać się z gazem ziemnym.

    Można zrównać co najwyżej z ropą albo uranem, bo węgiel tak samo jak ropę albo uran możemy niskim kosztem przetransportować do Polski z dowolnego miejsca na Ziemi (jak już wspomniałem ok. $10 za transport tony z USA, RPA albo Kolumbii).
    I zauważ, że Rosjanie straszą odcięciem dostaw gazu, ale odcięciem dostaw ropy już nie, choć np. Polska ponad 90% konsumowanej ropy sprowadza z Rosji, a gazu z Rosji sprowadza tylko 65%. Dlaczego? Bo gdyby Rosjanie zażądali za wysokiej ceny za ropę (albo w ogóle jej nie chcieli sprzedać) to po prostu kupilibyśmy ją od kogoś innego i przywieźli sobie tankowcami, gazu kupionego od kogoś innego Polska dostarczyć sobie nie ma jak.

    Jakoś Czesi i Niemcy inwestuja w kopalnie na Śląśku. Modernizują je, ale użytkują! Czy to oznacza, że nie przynoszą zysków?

    W ogólnym rozrachunku – nie przynoszą. Ale polski budżet (czyli polski podatnik) płaci na wcześniejsze emerytury pracujących w tych kopalniach górników, a nie Czesi i Niemcy, więc Czechom i Niemcom te kopalnie zyski przynosić mogą.

    Poza tym autor nie wspomina tu w ogóle o kaloryczności węgla, czyli o ilości energii wydobywanej ze spalania np. tony węgla. To bardzo ważne!! Jeśłi tona odkrywkowego węgla z Indonezii kosztuje $60, ale potrzeba więcej ton by wyprodukować taką samą ilość energii jak w przypadku spalania tony Polskiego węgla, to co się wtedy bardziej opłaca?

    * Notowania ARA i węgla z RPA dotyczą węgla o wartości energetycznej 6000kcal/kg (czyli sporo większej od średniej kaloryczności węgla kamiennego wydobywanego w Polsce)
    * węgiel z Australii i w Południowcych Chinach: 5500 kcal/kg
    * węgiel z Indonezji 4900 kcal/kg (ale ten kosztuje w chwili obecnej $45 za tonę )

  15. Cały artykuł opiera się na błędnym zrozumieniu przez autora fachowych terminów.

    Polskie “rezerwy”/”zasoby” absolutnie nie pokrywają się z angielskim “resources”/”reserves”. Jeżeli już, to resources=zasoby geologiczne, a reserves = zasoby operatywne , ale to tylko w dużym uproszczeniu. Cała terminologia i klasyfikacja jest dużo bardziej złożona.

    Proszę sobie poszukać np. dokument “Międzynarodowe klasyfikacje zasobów złóż kopalin” i się zapoznać.

  16. @wiaziu
    Cały artykuł opiera się na błędnym zrozumieniu przez autora fachowych terminów
    Polskie “rezerwy”/”zasoby” absolutnie nie pokrywają się z angielskim “resources”/”reserves”

    Przecież żaden z materiałów, które przedstawiam nie jest polski, wszystko co przedstawiłem w artykule pochodzi z materiałów “angielskich”.
    Jakim więc sposobem niepokrywanie się polskiego “rezerwy”/”zasoby” z angielskim “resources”/”reserves” mogłoby prowadzić do jakichkolwiek błędów poza błędami w tłumaczneniu tych dwóch terminów?

    Proszę sobie poszukać np. dokument “Międzynarodowe klasyfikacje zasobów złóż kopalin” i się zapoznać.
    Ja tę międzynarodową klasyfikację w języku angielskim znam. Popełnia pan błąd przyjmując, że to co jest w tamtym dokumencie to jedyne poprawne tłumaczenie, a każde od niego się różniące jest błędne. Google “wyrzuca” masę dokumentów i artykułów prasowych, w których przetłumaczono “reserves”->rezerwy i “resources”->zasoby, w tym w całkiem poważnych źródłach: dokumentach z uczelni wyższych czy z portalu cire.pl, więc abym uznał błędność takiego tłumacznia potrzebuję czegoś więcej niż udowodnienia, że istnieją inne tłumaczenia niż to, uznałbym np. w tej sprawie opinię Rady Języka Polskiego.

    Głównym motywem tego artykułu jest polemika z A. Szczęśniakiem, a Szczęśniak też używa tego kwestionowanego przez Pana tłumaczenia tj. “resources”->zasoby “reserves”->rezerwy (systematycznie przy tym myląc jedne z drugimi).

    I myślę, że dobrze w artykule naświetliłem główny problem z powyższym osobnikiem, który mogę tak oto streścić

    Szczęśniak, Ziemkiewicz, Michałkiewicz i reszta tego środowiska to odrażające truchła skrajnej prawicy, których jedyną ideologią jest kłamstwo, chamstwo i posunięta go poziomu groteski ignorancja

    *) dowód kłamstwa, chamstwa i ignorancji Szczęśniaka (lewa strona dyskusja przed moderacją prawa po niej)
    **) dowód kłamstwa, chamstwa i ignorancji Ziemkiewicza

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *