All posts by xxx

Andrzej “Kompromitująca Niewiedza” Szczęśniak, ropa 1

Po zdemaskowaniu szczęśniakowych kampanii dezinformacyjnych na temat sytuacji gospodarczej w Polsce i na temat sytuacji na międzynarodowym rynku węgla cykl moich artykułów zatoczył pełen krąg i dziś – oraz w następnym wpisie – powrócę (bogatszy o dwa lata obserwacji, zbierania materiałów i doświadczeń pisarskich) do tego od czego zacząłem, czyli do szczęśniakowej kampanii dezinformacyjnej na temat sytuacji na światowym rynku ropy. Impulsem do powrotu do tego tematu, był ten wpis na blogu Szczęśniaka w którym, nasz fałszywy ekspert zapowiedział kilka artykułów polemizujących z twierdzeniami zawartymi w The Changing Face of World Oil Markets Jamesa Hamiltona. „Między wierszami” wyczytać w tym wpisie Szczęśniaka można, że polemizować on będzie kopiując twierdzenia znalezione na stronach z teoriami spiskowymi i przeciwstawiając je temu, co pisze EIA, IEA, IMF, Statoil, Bernstein, Goldman Sachs oraz oczywiście Hamilton, który w zasadzie przedstawia kompilację tego, co w swoich raportach pisały w ostatnim 10-leciu te instytucje.

Zanim jednak przejdę do rzeczy załatwić muszę pewną sprawę – na blogu Szczęśniaka użytkownik Groch skomentował bowiem mój artykuł Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku i paliw, a Szczęśniak na ten komentarz odpowiedział. Skoro trafili oni na tamten mój artykuł, to pewnie trafią i na ten, w związku z czym skorzystam z okazji by się z nimi rozmówić (czytelnikom niezainteresowanym tą sprawą oraz wrażliwym na niewybredny język zalecam pominięcie pokolorowanego poniższego fragmentu tekstu).

@Groch w nawiązaniu do tego komentarza.
Odpowiedź na pańskie zarzuty i wątpliwości zamieściłem w
komentarzu pod tamtym tekstem, wyjaśniam tam dlaczego taka rodzina wbrew pańskim twierdzeniom nie „wyląduje pod mostem”. Wbrew pańskim podejrzeniom wszystkie komentarze pod moimi artykułami u Doxy są oryginalne (nie jestem autorem żadnego z nich), a co więcej żaden też nie został usunięty (poza jednym który składał się z jednego słowa, bodajże „test”). Też jestem zdziwiony nadmiarem pochwał i brakiem krytyki byłbym wdzięczny za kogoś, kto by się trochę po moich tekstach „przejechał”, bo w komentarzach tak mdło i cukierkowo, że się na wymioty może komuś je czytającemu zebrać. Proszę też Grocha o komentowanie moich tekstów tutaj. Widzę też z pańskiej postawy, że zbyt długie pisywanie na blogu Szczęśniaka doprowadziło do tego, że zaczęło się Panu wydawać, że chamsko-buraczane traktowanie gości z obrzucaniem ich wyzwiskami i kasowaniem wpisów, gdy tylko znajdą jakiś błąd występuje też na innych blogach – ale nie, nie występuje, blogi Szczęśniaka to niechlubny i godny pożałowania wyjątek.

@Andrzej Szczęśniak, w nawiązaniu do tego komentarza.
Słuchaj no buraku. Pomijając fakt, że zamiast na pytanie z historyjki “czy rodzina w tę sobotę zyskała czy straciła (zbiedniała czy się wzbogaciła)?” odpowiedziałeś na pytanie, którego w tekscie nie było tj. “czy można każdy dzień życia spędzać tak jak tamtą sobotę?”, to czy jesteś pewien, że chcesz się „brzydko bawić” w grę pod tytułem „kto kogo lepiej oskrży o bycie potajemnie opłacanym za pisanie tekstów”? A spodobałoby Ci się chamie jeden gdyby powstał artykuł pod tytułem „Andrzej Szczęśniak – płatny pachołek Rosji” lub podobnym, który by
wyskakiwał na pierwszej stronie google’a po wpisaniu “Szczęśniak”? Bo mogę taki napisać.
Przypominam, że mam bazę usuniętych ze szczesniak.pl komentarzy – pokażę, że usuwane były komentarze o tym ile wynoszą wskaźniki przestępczości w Rosji, o tym ile wynoszą tam wskaźniki nierówności dochodowych i że równocześnie puszczane były te, w których padają twierdzenia, że nie ma dowodów na to, że zbrodni w Katyniu dokonał ZSRR a nie Niemcy. Dorzuci się jeszcze przykłady prób sabotowania polskiej gospodarki poprzez namawianie do eksportu węgla poniżej kosztów wydobycia i dezinformowania poprzez publikowanie fałszywych informacji o kosztach wydobycia ropy na świecie i voilà – dla większości tych, którzy to przeczytają Szczęśniak będzie „płatnym pachołkiem Rosji” pewnym “jak amen w pacierzu”.
Na razie buraku dostajesz żółtą kartkę, ale jeszcze jedno podobne oskarżenie wobec mnie, Doxy czy jakiegokolwiek blogera i taki artykuł powstanie, więc się pilnuj przy rzucaniu oskarżeń, bo ja naprawdę nie chcę tego artykułu pisać – po części dlatego, że trochę czasu poświęciłem na walkę z teoriami spiskowymi i bardzo nie chcę sam takowej rozpowszechniać, a po części z lenistwa. Ale obietnicy dotrzymam.

[Czytelników jeszcze raz przepraszam za niewybredny język, ale z chamami tak trzeba – tylko taki język rozumieją – tylko takimi środkami można buraka oduczyć chamskich pomówień i nauczyć go odrobiny kultury]

A teraz do rzeczy. Generalnie w tym wpisie na blogu Szczęśniaka chodzi o spór o to, co było przyczyną tego, że w początkach XXI wieku ceny ropy na giełdach zaczęły stopniowo rosnąć i kosztująca w latach ’80 i ’90 typowo około $25 baryłka ropy w ostatnich latach typowo kosztuje $100. Użycie słowa „spór” jest tu mocno naciągane, bo wszelkie zajmujące się rynkiem ropy instytucje (odpowiednie raporty EIA, IEA, IMF, Statoil, Bernstein i Goldman Sachs na ten temat przedstawię w tej i kolejnych częściach cyklu) podają, że przyczyną tego był wzrost kosztu tzw. krańcowej baryłki ropy z okolic $25 do okolic $100 i tylko grupa pajaców od teorii spiskowych podaje alternatywne wyjaśnienie – przyczyną zdaniem tych pajaców jest to, że w wyniku zmowy spekulantów „ropa została porwana przez rynki finansowe”, na co pozwolił „chory system” funkcjonujący na giełdach commodities.

W normalnych warunkach nikt w Polsce w mainstreamowych mediach by o tej drugiej teorii nie usłyszał, gdyby nie to, że udało się w naszym kraju jednemu z takich spiskowych pajaców – Andrzejowi Szczęśniakowi (patrz następujące artykuły na blogu Szczęśniaka 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10 – ograniczyłem się do tych z ostatnich 5 lat – pod koniec artykułu czytelnik zrozumie dlaczego) – wykreować siebie na „eksperta rynku paliw”. Ten artykuł jest pierwszym z cyklu, w którym się ponaśmiewamy z tego jakimi absurdalnymi argumentami takie pajace podpierają tę swoją teorię spisku i „porwanej przez rynki finansowe ropy”.

MarginalBarrelForecast[Powyżej: fundamentalna przyczyna cen ropy bliskich $100 według prawdziwych ekspertów]

Na początek jednak wyjaśnienie jak działa mechanizm powodujący, że koszt krańcowej baryłki ropy jest najważniejszym fundamentem decydującym o cenie ropy i powodującym, że światowe ceny ropy za nim podążają – wyjaśnienie z blogu Adama Dudy :

Weźmy uproszczony model. Jest sobie 5 sąsiadów którzy mieszkają na działkach z ropą, 4 ma na swoich działkach ropę konwencjonalną, piąty ma piaski roponośne. U tych czterech koszty wydobycia baryłki wynoszą:
– u piewszego: $8,
– u drugiego: $12,
– u trzeciego: $16,
– u czwartego: $20,
– a u piątego (tego z piaskami roponośnymi): $70.
Co stanie się gdy sytuacja rynkowa pozwala na całym rynku sprzedać tylko 1 baryłkę dziennie? Sąsiad I zacznie wydobywać i ustali cenę na $12, i będzie zarabiał $4 na każdej baryłce (wiedząc, że przy wyższej sąsiad II też zacznie wydobywać i zabierze mu część rynku).
Ale powiedzmy, że po pewnym czasie rynek się powiększa i możliwe już się staje sprzedanie 2 baryłek dziennie, co się wtedy dzieje?
Sąsiadowi I przestaje przeszkadzać, że ktoś przejmie część rynku (bo sam i tak nie jest w stanie dostarczyć tyle ropy ile rynek chce), więc podnosi cenę powyżej $12, to oczywiście powoduje, że i sąsiadowi II zaczyna się opłacać wydobycie i ostatecznie cena rośnie do $16 (nie wyżej, bo I i II wiedzą, że przy wyższej sąsiad III zacznie wydobywać i zabierze im część rynku), ale co tu jest najważniejsze: !!! w tym momencie po $16 sprzedaje zarówno sąsiad I jak i sąsiad II!!!
Jeśli rynek będzie dalej rósł kolejni sąsiedzi będą rozpoczynać wydobycie, gdy rynek urośnie na tyle, że będzie możliwe sprzedanie więcej niż 4 baryłek dziennie wydobycie rozpocznie sąsiad V (ten mający piaski roponośne) i ustawi cenę na powyżej $70, a podobną cenę co on ustawią pozostali 4 sąsiedzi.
Nie ma tu znaczenia, że ten sąsiad z piaskami ma tylko minimalny (20-procentowy) udział w rynku, a 80% to ropa konwencjonalna. Cena i tak będzie powyżej $70 u wszystkich producentów.

… a na dokładkę jeszcze – wyjaśnienie istoty funkcjonowania krańcowej baryłki (marginal barrel) padające z ust samego Szczęśniaka (czas na filmie od 11:50).  W XXI wieku te krańcowe baryłki to ropa z kanadyjskich piasków roponośnych i z ultragłębokich odwiertów morskich.

Poniżej natomiast grafika z historią tego co w kwestii tego fundamentu mówili i pisali prawdziwi eksperci na tle tego co w tym samym czasie mówił (a właściwe powtarzał po stronach internetowych z teoriami spiskowymi) Andrzej „Kompromitująca Niewiedza” Szczęśniak – fałszywy ekspert:

NaftowaDezinf[kliknij na powyższym diagramie aby uaktywnić zawarte w nim linki i powiększyć]

Summa summarum, jak widać z grafiki mamy prawdziwych ekspertów twierdzących, że krańcowa baryłka ropy kosztuje obecnie gdzieś w okolicach $100 i dlatego też tyle kosztuje ropa i spiskoświrów twierdzących że krańcowa baryłka kosztuje kilka razy mniej, a za obecną cenę $100 odpowiada jakiś rodzaj „zmowy spekulantów”. Na dowód istnienia tej zmowy świry przedstawiają kilka „dowodów”. Dziś zajmę się tylko jednym – tym najczęściej przez świrów (w tym i Szczęśniaka) przytaczanym – (inne wezmę na warsztat w kolejnych częściach), czyli rzekomo niestabilnymi cenami ropy na giełdach w ostatnich latach.

Spójrzmy na przedziały w jakich trzymały się wahania cenowe kilkudziesięciu najważniejszych commodites w ostatnich 5 latach.

MinMax5y[Źródło: http://www.barchart.com/commodityfutures/All?type=hilo&cat=260d&mode=W]

Co się okazuje? Że tylko 7 z nich miało w ostatnich 5 latach stosunek najwyżej do najniższej ceny mniejszy niż 2:1, oto tch „7 wspaniałych” – warto zauważyć, że nawet złoto miało mniej stabilne ceny od poniższych:

Commodities o najstabilniejszych cenach w okresie ostatnich 5 latach
(według stosunku ceny najwyższej do najniższej w okresie 1.8.2009-1.8.2014)
Po-
zy-
cja
Nazwa commodity Jednostka do której odnosi się cena Cena w ciągu ostatnich 5 lat stosu-
nek naj-
wyższej
do naj-
niższej
ceny
Wykres
miesię-
czny z
ostat-
nich
5 lat
orygi-
nalnie
me-
trycznie
naj-
wyższa
naj-
niższa
1 Platyna uncja 0,0311 kg $1918,5 $1205,3 1,592 link
2 Ropa WTI baryłka 158,99 l $114,83 $65,05 1,765 link
3 Miedź 1 lb 0,4536 kg $4,6495 $2,6245 1,772 link
4 Olej sojowy 100 lbs 45,36 kg $60,40 $32,93 1,834 link
5 Rzepak tona 1000 kg C$691,1 C$360,0 1,920 link
6 Ryż 100 lbs 45,36 kg $18,255 $9,300 1,963 link
7 Ropa Brent baryłka 158,99 l $128,25 $64,57 1,986 link

jak widać ropa WTI spośród tych kilkudziesięciu była najstabilniejszym commodity po platynie, a ropa Brent jest na miejscu miejsce 7.

Spójrzmy na przedziały w jakich trzymały się wahania cenowe kilkudziesięciu najważniejszych commodites w ostatnich 3 latach.

MinMax3y[Źródło: http://www.barchart.com/commodityfutures/All?type=hilo&cat=100d&mode=W]

Co się tym razem okazuje? A no że tylko 7 z nich miało w ostatnich 3 latach stosunek najwyżej do najniższej ceny mniejszy niż 3:2 (czyli 1,5:1), oto znów „7 wspaniałych” (znów miały one ceny bardziej stabilne niż złoto):

Commodities o najstabilniejszych cenach w ostatnich 3 latach
(według stosunku ceny najwyższej do najniższej w okrsie 1.8.2011-1.8.2014)
Po-
zy-
cja
Nazwa commodity Jednostka do której odnosi się cena Cena w ciągu ostatnich 3 lat stosu-
nek naj-
wyższej
do naj-
niższej
ceny
Wykres
miesię-
czny z
ostat-
nich
3 lat
orygi-
nalnie
me-
trycznie
naj-
wyższa
naj-
niższa
1 Olej o./nap. US galon 3,7854 l $3,3176 $2,5100 1,322 link
2 Benzyna US galon 3,7854 l $3,4455 $2,4440 1,410 link
3 Ryż 100 lbs 45,36 kg $18,255 $12,785 1,428 link
4 Żywiec ciel. 100 lbs 45,36 kg $160,250 $112,225 1,428 link
5 Ropa Brent baryłka 158,99 l $128,25 $88,54 1,448 link
6 Platyna uncja 0,0311 kg $1918,5 $1295,4 1,481 link
7 Ropa WTI baryłka 158,99 l $112,24 $74,95 1,498 link

tu już widać totalną dominację ropy i produktów z niej wytwarzanych – bo do listy dóbr o najstabilniejszych cenach dołączyły także benzyna i paliwo do dieseli.

Ktoś może w tym momencie wpisu powiedzieć: „to nie dowodzi wysokiej stabilności cen ropy, w ostatnich latach, a co najwyżej tego, że ceny wszystkich innych commodities też zostały rozregulowane przez spekulantów! Niech taki ktoś zgadnie zatem w którym 3-letnim okresie od kiedy w marcu 1983 zaczęto notować na giełdach kontrakty terminowe na ropę jej ceny były najstabilniejsze? Dla kogoś kto naczytał się szczęśniakowych bredni skopiowanych ze stron spiskowych będzie to nie do uwierzenia, ale tym okresem są właśnie ostatnie 3 lata: w tych 3 latach (jak w powyższej tabelce widać) ropa Brent miała stosunek najwyższej do najniższej ceny poniżej 1,45 a WTI poniżej 1,5. – w żadnym wcześniejszym 3-letnim okresie w ciągu całej 31-letniej już historii notowań kontraktów terminowych na ropę ropa Brent nie miała tego wskaźnika tak niskiego. Tak niskiego tego wskaźnika nie miała też nigdy w tej historii ropa WTI, do tego WTI nie miała tak niskiego stosunku najwyższej do najniższej ceny również w żadnym wcześniejszym okresie 5-letnim.

Na wypadek gdyby ktoś nie wierzył poniżej
pełna historia notowań giełdowych kontraktów terminowych na ropę WTI (od pierwszego notowania w historii w marcu 1983)
i pełna historia giełdowych notowań kontraktów terminowych na ropę Brent

Zachęcam do próby znalezienia na powyższych wykresach 3- lub 5-letniego okresu równie stabilnych cen ropy – szukać bardzo łatwo, bo wystarczy kliknąć na przycisk 3Y (albo 5Y), co ustawi 3-letni (lub 5-letni) przedział czasu, a potem „chwycić” suwak powyżej i przesuwać go wprzód i wstecz po tym 31-letnim okresie, w którym na giełdach notowane są kontrakty terminowe na ropę w poszukiwaniu okresów o niskich stosunkach najwyższej do najniższej ceny ropy (niższych niż 1,5 w okresach 3-letnich i niższych niż 1,8 w 5-letnich).

Tak, nie jest to pomyłka – ostatnie lata charakteryzują się rekordowo stabilnymi cenami ropy w całym 31-letnim okresie handlu giełdowego kontraktami terminowymi na nią, co jest niezwykłe, bo przy tym wszystkim co się na świecie od 5 lat działo (Arabska Wiosna, a w jej ramach wojny domowe u eksporterów ropy: Libii i Syrii, obniżenie ratingu kredytowego USA przez agencje ratingowe, częściowe bankructwa w Grecji i na Cyprze, utworzenie Kalifatu przez ISIL, rozkręcająca się wojna Rosji z Ukrainą) ceny ropy powinny „jeździć” w górę i w dół jak oszalałe, a nie bić rekordy stabilności, a jednak działo i ciągle dzieje się to drugie.

Pokazuje to także do jakiego stopnia Andrzej „Kompromitująca Niewiedza” Szczęśniak robił za klauna (razem z podobnymi sobie świrami od teorii spiskowych) prezentując w latach gdy na giełdach ropa biła rekordy staliblności cen opowieści o spekulantach, przez których działalność ceny ropy straciły jakąkolwiek stabilność (jeszcze raz przytoczę 10 artykułów  1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10  na ten temat opublikowanych na blogu Szczęśniaka w ostatnich 5 latach).

CDN…

Share This Post

Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku węgla

Dziś ciąg dalszy demaskowania kampanii dezinformacyjnych prowadzonych przez Andrzeja Szczęśniaka na jego blogach http://www.prawica.net i http://www.szczesniak.pl .

Po przyjrzeniu się jego kampanii dezinformacyjnej dotyczącej sytuacji na rynku ropy i kampanii dezinformacyjnej dotyczącej sytuacji gospodarczej Polski czas przyjrzeć się szczęśniakowej kampanii dezinformacyjnej dotyczącej sytuacji na rynkach węgla.

Jak wielu się już pewnie domyśla przyjrzenie się szczęśniakowym wpisom dotyczącym węgla ukazuje przerażający poziom nieuctwa. Podstawą dużej części szczęśniakowych bredni w tym zakresie jest mylenie przez naszego fałszywego eksperta dwóch pojęć – pojęcia “rezerw” i pojęcia “zasobów”. Poniżej definicje:

Resrevdef[Źródło]

W skrócie zatem: rezerwy to to, co można wydobyć z zyskiem, a reszta która co prawda jest pod ziemią, ale z zyskiem wydobyta być nie może, to zasoby.

Szczęśniak ma ogromny problem z odróżnianiem jednych od drugich – najbardziej jaskrawy przykład to dwa artykuły prawie o tym samym – ten i ten, gdzie w pierwszym rezerwy nazywa rezerwami a w drugim dokładnie te same rezerwy nazywa zasobami. Generalnie w swoich wpisach Szczęśniak używa tych dwóch terminów tak jakby były synonimami – w wielu artykułach rezerwy nazywane są naprzemiennie “rezerwami” i “zasobami” (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10), w innych nazywane są tylko zasobami (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10) – wszystkie te artykuły w rzeczywistości traktują o rezerwach, a ani jeden z nich nie jest o zasobach.

Mylenie rezerw z zasobami to swoją drogą kompromitacja owego “eksperta” na niewyobrażalną skalę, gdyż to mniej więcej tak, jakby człowiek podający się za eksperta w dziedzinie sadownictwa mylił jabłka z jabłoniami. To świetna moim zdaniem analogia, bo jabłka to konsumowalna część jabłoni a rezerwy to konsumowalna część zasobów (jeśli ktoś tu zauważy, że można skonsumować i zasoby, tylko nie odniesie się się z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie, to odpowiem mu, że gałęzie, liście czy korzenie jabłoni też można zjeść, tyle że też nie odniesie się z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie).

Węgiel w Europie jest ciekawym przypadkiem pod tym względem, pod terytorium Europy (liczonej bez państw byłego ZSRR) znajdują się bowiem duże zasoby węgla kamiennego, ale bardzo małe jego rezerwy:

resrevquant[Źródło]

Nie zawsze jednak tak było – wielkość rezerw zależy bowiem od różnych czynników ekonomicznych (cena wydobywanego surowca na rynkach, koszty pracy robotników, koszty sprzętu i materiałów używanych przy wydobyciu, dostępne technologie, wysokość podatków od wydobycia i ewentualnych dotacji itd.) i zmienia się wraz z ich zmianami.

Najlepiej widać to na przykładzie Wielkiej Brytanii, której rezerwy węgla stopniały w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat o 99.85% – z ponad 170 mld ton do około ćwierć mld ton.

UKCoalReserveHistory[Adnotacja: dane liczbowe, z których powstał wykres są autorstwa World Energy Council, ale można znaleźć je także w corocznie od roku 1951 publikowanych przez BP Statistical Review of World Energy]

Po prostu w wyniku zmian czynników ekonomicznych ok. 170 mld ton brytyjskiego węgla przestało być rezerwami i teraz są to już tylko zasoby.

Podobny los z tych samych powodów spotkał prawie wszystkie dawne rezerwy węgla w Polsce – teraz są one już tylko zasobami:

PolandCoalReserveHistory[Adnotacja: dane liczbowe, z których powstał wykres są autorstwa World Energy Council, ale można znaleźć je także w corocznie od roku 1951 publikowanych przez BP Statistical Review of World Energy]

…a prawie wszystko z tego co zostało kwalifikuje się do rezerw wyłącznie dzięki temu, że budżet naszego kraju dotuje wydobycie węgla finansując z płaconych przez Polaków podatków emerytury górnicze, gdyby nie one ze względu na niemożliwość wydobycia z zyskiem trzeba by z rezerw do zasobów przekwalifikować te resztki węgla kamiennego, które w tej kategorii jeszcze zostały (w dalszej części tekstu więcej szczegółów na ten temat).

Zapewne uważny czytelnik zapyta w tym momencie:

“Cóż takiego się zmieniło, że setki miliardów ton europejskiego węgla z rezerw stały się jedynie zasobami?”

Parafrazując tak mu odpowiem:

“Jedno słowo, powiem Ci tylko jedno słowo: Odkrywki

Do Europy coraz szerszym strumieniem napływał węgiel kamienny z pozaeuropejskich kopalni odkrywkowych. Państwa posiadające odkrywkowe kopalnie węgla kamiennego praktycznie zmonopolizowały międzynarodowy handel tym surowcem, a zrobiły to oferując go po cenach nieosiągalnych przy wydobyciu podziemnym. Stopień zmonopolizowania międzynarodowego rynku węgla kamiennego w porównaniu z np. rynkiem ropy jest ogromny – poniżej tabelka z listami największych eksporterów i eksporterów netto węgla oraz największych eksporterów ropy w roku 2012, w milionach ton:

coal&oil[Źródła tabelek: lewej górnej, prawej górnej, lewej dolnej]

Jak widać powyżej międzynarodowy rynek węgla kamiennego jest szczelnie obstawiony przez widoczne powyżej 10 krajów, trzy pierwsze z nich kontrolują łącznie 65.1% światowego eksportu a cała 10-tka kontroluje 95.3% (patrz tabelka u góry z lewej). Dla porównania na międzynarodowym rynku ropy trójka największych eksporterów kontroluje zaledwie 35.5% światowego eksportu, a pierwsza 10-tka dopiero 69.1% (patrz tabelka z prawej).

Źródło tego zmonopolizowania staje się nader oczywiste po przyjrzeniu się metodom jakimi w omawianych 10 krajach wydobywa się węgiel:

Kraj Wydobycie węgla Eksport węgla kamiennego Przybliżony odsetek węgla wydobywany Źródło infor-
macji o
sposo-
bie wy-
dobycia
bru-
nat-
nego
w Mt
ka-
mien-
nego w Mt
Eksport netto Eksport
w Mt jako % wydo-
bycia
w Mt jako % wydo-
bycia
od-
kryw-
kowo
pod-
ziem-
nie
Indonezja 0,0 440,8 383 86,9% 384,0 87,1% 99% 1% str. 4
Australia 69,0 374,1 302 80,7% 315,5 84,3% 74% 26% str. 4
USA 71,3 850,7 106 12,5% 114,1 13,4% 69% 31% str. 4
Rosja 77,9 276,1 103 37,3% 125,2 45,3% 65% 35% str. 3
Kolumbia 0,0 89,2 82 91,9% 83,3 93,4% 92% 8% str. 6
RPA 0,0 260,0 72 27,7% 75,9 29,2% 53% 47% str. 4
Kazachstan 7,7 112,8 32 28,4% 32,8 29,1% 69% 31% str. 3
Kanada 9,5 57,0 25 43,9% 34,6 60,7% 97% 3% str. 3
Mongolia 7,5 23,6 22 93,2% 22,1 93,6% 99% 1% str. 4
Wietnam 0,0 42,4 18 42,5% 19,8 46,7% 50% 50% str. 3
Łącznie w 10-ciu ww. 242,9 2526,7 1145 45,3% 1207,3 47,8% 77% 23% wyliczo-
ne z ww
Łącznie na świecie 1105,8 6835,0 1168 17,1% 1267,0 18,5% 40% 60% wiki

[Źródła pozostałe: produkcja węgla kamiennego, produkcja węgla brunatnego]

Tabelka wyjaśnia wszystko – kraje które zmonopolizowały międzynarodowy rynek węgla, to kraje, mające duże ilości węgla kamiennego położonego płytko pod ziemią – i eksploatujące go metodą odkrywkową.

Koszt wydobycia takiego węgla jest najczęściej na poziomie kilkunastu dolarów za tonę (choć są i miejsca, gdzie węgiel kamienny wydobywany jest odkrywkowo kosztem zaledwie kilku dolarów za tonę, jak na przykład na złożach Powder River Basin ).

Wydobyty w tych krajach odkrywkowo węgiel kamienny dostarcza się potem do odpowiedniego przystosowanego do przeładunku portu (albo do terminalu kolejowego) gdzie można go sprzedać – węgiel znajdujący się w takich portach i terminalach jest bowiem notowany na giełdach, a dziś w dobie Internetu każdy w zasadzie na bieżąco może śledzić ceny po jakich w tych miejscach handluje się węglem – u wielkich eksporterów mamy więc notowany:

węgiel w Indonezji

węgiel w Australii, port Newcastle

węgiel na Wschodzie USA

węgiel na Środkowym Zachodzie USA na Powder River Basin

węgiel w RPA, port w Richards Bay

… jak widać w portach u wielkich eksporterów węgiel można kupić/sprzedać obecnie po ok. $60 za tonę fob (free on board, tj. ze wszystkimi należnymi daninami, podatkami i opłatami już opłaconymi przez dostawcę).

Potem węgiel płynie do portów odbiorców, a jego ceny u największych z nich też są notowane na giełdach, mamy tu więc notowany:

węgiel w Europie na ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia)

węgiel w Chinach, porty w Guangzhou-Guangxi-Fujian

… gdzie jest o kilka do kilkunastu dolarów drożej niż w portach producentów, bo jak łatwo się domyślić – cena rośnie o koszty transportu (uwaga! – różnic cen nie należy liczyć prostym odejmowaniem, bo węgiel notowany w poszczególnych portach i terminalach różni się wartością energetyczną, zawartością siarki i innych substancji oraz jednostką wagi: tona metryczna bądź tona amerykańska).

W kontekscie powyższego widać już chyba, model biznesowy według którego działają państwa – duzi eksporterzy węgla: wydobywają one węgiel kamienny ze swoich odkrywek kosztem najczęściej kilkunastu dolarów za tonę, kosztem kolejnych kilkunastu dowożą go do portów w Europie lub Azji Południowo-Wschodniej i tam sprzedają w chwili obecnej po ok. $70 za tonę – mniej więcej 2-, 3-krotność poniesionych kosztów (a mówię, o modelu biznesowym państw, bo z tych zysków rzędu 100-200% większość najczęściej trafia do kieszeni państwa-producenta w postaci regaliów, podatków i opłat eksportowych).

W takich oto warunkach na scenę wchodzi – Andrzej “Kompromitująca Niewiedza” Szczęśniak – i zaczyna pleść dyrdymały o tym, że Polska powinna eksportować jak najwięcej swojego węgla kamiennego na rynki międzynarodowe i zaczyna drzeć szaty, że tego (już) nie robi (1, 2, 3, 4, 5, 6). To co Szczęśniak proponuje to nic innego jak namawianie do tego, by kopać się z koniem (a właściwe z dziesięcioma końmi).

Polska nie ma bowiem odkrywkowych kopalni węgla kamiennego, mamy węgiel kamienny położony około kilometra pod ziemią i głębiej, a średnie koszty wydobycia tony węgla kamiennego w roku 2013 wyniosły 302,89 zł za tonę – czyli równe $100 (po średnim kursie z ostatniego tygodnia) w kopalniach, a to jeszcze nie wszystkie koszty – skarb państwa dopłaca bowiem ok. $20 do każdej tony węgla kamiennego finansując wcześniejsze emerytury górnicze z podatków płaconych przez Polaków (każdy łatwo to sobie może wyliczyć, jako, że ZUS publikuje szczegółowe dane o emeryturach górniczych – albo “na szybko” oszacować z informacji, że koszty płacowe wyniosły 51.2% kosztów wydobycia węgla i z ZUSowskiej informacji, że statystyczny górnik pobierał emeryturę przez 21 lat, a emerytura przysługuje mu po 25 latach pracy).

Na ARA czy w podobnym miejscu w Europie sprzedawalibyśmy ten wydobyty kosztem $120 węgiel po zaledwie nieco ponad $70 za tonę, czyli za 60% kosztu wydobycia, a tak naprawdę za mniej, bo musielibyśmy w większości przypadków pokryć jeszcze przynajmniej część kosztów transportu do odbiorców.

Dopłacalibyśmy więc do tego eksportowanego węgla potworne kwoty nie mając z tego żadnych korzyści, a wręcz przeciwnie, bo eksportując zwiększymy podaż węgla w Europie, co będzie zmniejszać jego cenę i sprawi, że tańszy węgiel będą miały gospodarki tych krajów, które opierają się na węglu importowanym (niemiecka, francuska, holenderska. brytyjska, włoska, hiszpańska, węgierska, rumuńska, turecka), a tym samym niższe koszty energii będą miały firmy działające w tych krajach, a tym samym z kolei będą miały niższe koszty wytworzenia prawie wszystkiego, co prowadzić będzie do ułatwionej konkurencji na rynku europejskim i światowym produktów z tych krajów z produktami wytwarzanymi w Polsce.

Do tego należy pamiętać, że płytko położony węgiel kiedyś się wyczerpie (tak jak wyczerpała się płytko położona ropa) i wtedy światowe ceny węgla osiągną poziom pozwalający wydobywać z zyskiem głębiej położone jego złoża – czy nie lepiej wydobyć polski węgiel wtedy – z zyskiem zamiast dziś wydobywać go ze stratą (a zauważmy, że wtedy można będzie wydobyć tylko to, od czego wydobycia powstrzymamy się dziś – dziś wydobytego węgla nie można będzie przecież w przyszłości wydobyć ponownie) w dodatku nie na własne potrzeby, a po to aby go wyeksportować, czyli ułatwić życie nie Polakom, ale kosztem Polaków mieszkańcom krajów, do których zostanie wyeksportowany? Niech czytelnik sobie na powyższe pytanie odpowie sam.

Znów zatem nieuctwo A. Szczęśniaka połączone ze skłonnością do wypowiadania się na tematy, o których nie ma on bladego pojęcia sprawiło, że nasz fałszywy ekspert nie marnuje okazji by robić z siebie pajaca postulując absurdalną politykę, będącą w istocie gospodarczym sabotażem, tym razem w zakresie wydobywania węgla kamiennego w Polsce.

Share This Post

Andrzej Szczęśniak – fałszywy ekspert rynku i paliw

Uwaga – wpis gościnny.

Ostatni mój artykuł ukazał się w dwóch częściach jako wpis gościnny na blogu Trystero i w dużej części dotyczył kampanii dezinformacyjnej prowadzonej przez wiele lat przez Andrzeja Szczęśniaka na swoich blogach (tj. www.szczesniak.pl i www.prawica.net ) i w polskich mediach na temat kosztów wydobycia ropy naftowej na świecie.

Tym razem wpis tego samego rodzaju, w którym zajmę się inną kampanią dezinformacyjną powyższego autora – tym razem dotyczącą finansów Polski.

A. Szczęśniak bardzo ułatwił mi tu zadanie, ponieważ sam sporządził listę swoich artykułów, które się na tę kampanię złożyły.

W prawie wszystkich artykułach z powyższej listy ich autor prezentuje fascynującą mieszankę nieuctwa, wyznawania absurdalnych teorii spiskowych oraz czegoś co w Internecie nazywane jest “troll economics”, a oprócz tego w komentarzach pod artykułami autor prezentuje swoje chamstwo i buractwo, bo jacyś desperaci w kilku przypadkach próbowali szczęśniakowe brednie ekonomiczne korygować, w wyniku czego zostali przez naszego fałszywego eksperta obrzuceni wyzwiskami (a ich komentarze skasowano).

W powyższej grupie artykułów w mniej więcej co czwartym nasz fałszywy ekspert głosi w mniej lub bardziej otwartym stwierdzeniu, że zysk bądź strata w firmie (lub rodzinie) to różnica pomiędzy zakupami a sprzedażą (1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14, 15, 16, 17, 18, 19, 20) lub że saldo bilansu płatniczego w państwie to odpowiednik wyniku finansowego (zysku bądź straty) w firmie, po czym z tych absurdalnych twierdzeń wysnuwa różnorakie (najczęściej jeszcze bardziej absurdalne) wnioski na temat sytuacji finansowej Polski. Te absurdalne wnioski tym razem pominę, bo zająć chcę się jedynie brednią, z której zostały wysnute [że zysk bądź strata w firmie (lub rodzinie) to różnica między zakupami a sprzedażą]. Poniżej krótka historyjka, która lepiej tę sprawę wyjaśni niż przydługie wywody.

Grzybobranie

Mąż z żoną postanowili poświęcić sobotę na zbieranie grzybów w lesie – z samego rana zabrali kosze, trochę gotówki i na piechotę poszli z nimi do lasu, w którym spodziewali się znaleźć grzyby.

Szybko okazało się, że decyzja była słuszna: w lesie było grzybów “od zatrzęsienia” i już w godzinach popołudniowych mieli 4 wielkie kosze pełne prawdziwków. A w związku z tym, że aż tylu grzybów nie potrzebowali zamiast z lasu wrócić do domu poszli na miejski targ, gdzie dzięki dobrej cenie wszystkie zebrane grzyby sprzedali w sumie za 950 zł. Po sprzedaniu grzybów – wracając z targu do domu w drodze powrotnej mijali sklep jubilera, gdzie żona zauważyła złoty pierścionek, który bardzo jej się spodobał, mąż (między innymi dzięki zauważeniu że pierścionek kosztuje niewiele więcej niż wartość giełdowa złota w nim zawartego) uznał że go kupią – i tak też zrobili kupili go za 990 zł .

Teraz kluczowe pytanie do powyższej historyjki:

Czy we wspomnianą sobotę wspomniana rodzina zyskała czy straciła (nadmienię, że żadne zmiany majątkowe poza wymienionymi w historyjce w tej rodzinie w tę sobotę nie zaszły).

Nasz fałszywy ekspert (albo podobny ekonomiczny nieuk) odpowie:

Zysk bądź strata to różnica między zakupami a sprzedażą. Rodzina sprzedała w tę sobotę tylko jedną rzecz: grzyby za 950 zł i tylko jedną rzecz kupiła: złoty pierścionek za 990 zł, czyli we wspomnianą sobotę rodzina straciła, a strata wyniosła 40 zł.

Ktoś jednak choć odrobinę inteligentny powie coś innego:

Zysk to po prostu przyrost majątku, a strata to jego ubytek. Rano rodzina miała pewien majątek X, a wieczorem miała majątek X minus 40 zł plus złoty pierścionek wart 990, majątek rodziny wieczorem był zatem o 950 zł większy niż rano, a zatem rodzina zyskała, a zysk wyniósł 950 zł

i będzie miał rację, bo zysk i starta to właśnie zmiana majątku i nie ma żadnego związku z wielkością różnicy między zakupami a sprzedażą.

Niejeden desperat próbował zresztą Szczęśniakowi to pod niektórymi z tych ignoranckich wpisów wyjaśnić, na przykład Pogromca z dyskusji poniżej:

komprZysk_html_51e4b113[Źródło: http://szczesniak.pl/2249#comment-14117]

… co skończyło się jak widać (kliknij na linku do źródła) tym, że został zwyzywany od dronów, a jego wyjaśnienia Szczęśniak skasował.

Przy okazji zaproponuję Szczęśniakowi zrobienie nowego wpisu na blogu – na wzór wpisu (w którym o dziwo prostujących błąd komentarzy nasz fałszywy ekspert nie skasował – a jedynie ograniczył się do wyśmiewania się z ich autora) Dwadzieścia lat strat operacyjnych – co to za firma proponuję analogiczny wpis pod tytułem Sto lat strat operacyjnych – co to za firma, który Szczęśniak zrobi na podstawie tego dokumentu rządu australijskiego, a w szczególności poniższego wykresu z tego dokumentu z historią australijskiego salda na rachunku obrotów bieżących od momentu powstania tego państwa (tj. od zjednoczenia australijskich kolonii w roku 1901):

komprZysk_html_c549428[Źródło: http://archive.treasury.gov.au/documents/1643/images/QUT_chart-6.gif ]

W końcu jeśli A. Szczęśniak nie może się powstrzymać od robienia z siebie pajaca, to niech chociaż robi go z siebie porządnie pokazując jaka to biedna jest dzisiejsza Australia i dzisiejsi Australijczycy w porównaniu z tymi sprzed 100 lat.

A teraz na poważnie. Zysk ma w finansach kraju swój bliski odpowiednik, jednak nie jest nim to, co Szczęśniak twierdzi w ignoranckich wpisach, do których linki podałem na początku – tym bliskim odpowiednikiem jest komponent zwany akumulacją (przyrostem majątku). Akumulacja to wartość niezwiązana z różnicą wartości eksportu i importu, ale równie jak ona ważna, gdyż obydwa te komponenty są składnikami PKB razem z komponentem trzecim i ostatnim – konsumpcją.

Co nieco na temat tego jak wyglądały te sprawy w polskim PKB w roku 2012 “Gazeta” zaprezentowała na wykresach w artykule ABC_makroekonomii___PKB , ale ja zaprezentuję to samo odnośnie Polski i kilku innych krajów świata w roku 2013 w lepiej przystosowanej do tematyki mojego artykułu formie (gdyż na wykresie “Gazety” nie pokazano na przykład co to takiego ten szary blok opisany jako “popyt zagraniczny”, a to po prostu nadwyżka eksportu dóbr i usług nad ich importem).

Na “pierwszy ogień” Polska, która od niedawna ma przyzwoite nadwyżki eksportu:

komprZysk_html_798ccb8c[Źródło: www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/pl.html część Economy]

Jako drugie – dla odmiany – państwo z nadwyżką importu nad eksportem – Wietnam, przy okazji też po to, aby rozwiać mit, że wysoki poziom eksportu to gwarancja nadwyżek eksportowych (Wietnam eksportuje w przeliczeniu na mieszkańca mniej więcej tyle co Chiny):

komprZysk_html_4a705c36[Źródło: www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/vm.html część Economy]

I jako ostatni Hong-Kong – światowy rekordzista w wymianie handlowej:

komprZysk_html_m38f05c3a[Źródło: www.cia.gov/library/publications/the-world-factbook/geos/hk.html część Economy]

Przypadek Hong Kongu przeczy kolejnej szczęśniakowej bredni systematycznie pojawiającej się w wymienionym na początku cyklu artykułów demonstrujących nieuctwo ekonomiczne autora (1, 2, 3, 4, 5), że PKB to odpowiednik wysokości sprzedaży bądź obrotu w firmie – powyższy kraj jak widać ma bowiem eksport ponaddwukrotnie wyższy niż PKB.

Na koniec ostatni, najbardziej smakowity kąsek, bowiem omówię tu przypadek, w którym naszemu fałszywemu ekspertowi “słoma wyszła z butów” w całej okazałości. Wielokrotnie bowiem w swoich wpisach (1, 2, 3) Szczęśniak mylił koszt pracy przypadający na pracownika ze wskaźnikiem ULC – “unit labour cost”, będącym kosztem pracy przypadającym na jednostkę produktu – krótko i z pominięciem szczegółów wyjaśniając – jeśli fabryka komputerowych pamięci RAM mając w ubiegłym i bieżącym roku tę samą ilość pracowników z tymi samymi zarobkami w ubiegłym roku wyprodukowała łącznie 80 mln gigabajtów pamięci, a w bieżącym łącznie 100 mln gigabajtów pamięci to znaczy, że labour unit cost w tej fabryce spadł w ciągu roku o 20% (bardziej dociekliwi mogą poczytać o tym wskaźniku w niemieckiej wikipedii).

Znaleźli się oczywiście komentujący, którzy ten błąd zauważyli i próbowali skorygować, np. Jan, a później Dan, dyskusje Szczęśniaka z którymi prezentuję poniżej – w obydwu przypadkach początkowo nasz fałszywy ekspert próbował ich twierdzenia kwestionować, ale po krótkiej wymianie komentarzy stało się jasne, że tę dyskusję sromotnie przegrywa, więc (wyzywając przedtem od trolli) wszystkie ich komentarze wykasował (również te na które sam odpowiadał):

komprZysk_html_2ec31ba5[Źródło: http://szczesniak.pl/2152]komprZysk_html_m3c7dceea[Źródło: http://szczesniak.pl/2174]

Co ciekawe prawie dokładnie ten sam błąd (pomylenie płac z ULC) w podobnym czasie popełnił inny bloger – Adam Duda. Jemu też komentujący ten błąd wskazali, na co Adam Duda zareagował jak poniżej:

komprZysk_html_90cc42a[Źródło: http://www.adamduda.pl/2012/06/23/niemiecki-zysk]

Wiele komentarza do tego chyba nie trzeba, może poza takim że mamy “na żywym przykładzie” pokazane, jak w sytuacji popełnienia niemal identycznego błędu zachowuje się normalny kulturalny właściciel bloga, a jak cham i burak.

Możemy w przypadku A. Szczęśniaka zaobserwować fatalne efekty nieuctwa (w tym przypadku akurat ekonomicznego) połączonego z wypowiadaniem się na tematy o których nie ma on bladego pojęcia, a wszystko to połączone z kolei z błędnym i narcystycznym postrzeganiem siebie jak osoby mądrzejszej od swoich rozmówców.

Share This Post