Monthly Archives: July 2010

Grecja

Po raz kolejny doszło do protestów w Grecji. W tym kraju dzień bez protestów jest dniem straconym, ale ten akurat protest jest na tyle specyficzny, że warto o nim wspomnieć.

Policja użyła gazu łzawiącego przeciwko kierowcom cystern, którzy strajkowali pod ministerstwem transportu w Atenach. Strajk tej grupy zawodowej uderza w turystykę i przemysł Grecji. Rząd pilnym rozporządzeniem nakazuje kierowcom powrót do pracy.

Protestującym chodzi o liberalizacje przepisów dotyczących licencji zawodowych. Do tej pory żeby jeździć cysterną trzeba było zapłacić sutą łapówkę przejść szereg badań i kursów w celu zapewnienia społeczeństwu bezpieczeństwa i walce z terroryzmem. Kierowcy poczuli się oszukani – zapłacili urzędnikowi łapówę i pieniądze przepadły odbyli kurs a teraz prawie każdy będzie mógł wykonywać ten niebezpieczny zawód. To tak jakby w Polsce zliberalizować specjalizacje dla lekarzy. Państwo zachwiałoby się w  posadach, a dzieci ordynatorów byłyby niesamowicie poszkodowane.

Protesty te są specyficzne z jeszcze jednego powodu. Dobitnie widać jak kluczowym surowcem jest ropa. Mogą strajkować nauczyciele, dziennikarze czy urzędnicy i świat się nie wali. Wystarczy jednak 2-3 dni bez dostaw paliw i państwo jest w stanie totalnego chaosu. Pokazuje to, jak potężnym szokiem dla gospodarki będzie Peak Oil. Paliwo będzie co prawda mniej lub bardziej dostępne, ale po astronomicznych cenach. Każda gospodarka na świecie będzie poważnie dotknięta tym zjawiskiem.

Share This Post

Jak się łoi frajerów

W poprzednim wpisie nadmieniłem o łojeniu frajerów przez urzędy skarbowe. Jak to się odbywa…

Przyjeżdża sobie repatriant z USA, który mieszkał tam przez ostatnie 5 lat i zarabiał przeciętne $17/h. Pierwszą rzecz jaką potrzebuje jest mieszkanie. Takie mieszkanie nabywa przy czym opłaca u notariusza podatek od czynności cywilnoprawnych. Zestawienie zakupów jak co miesiąc wędruje od notariuszy do urzędów skarbowych, gdzie praktykantki wklepują numerki NIP do komputera i sprawdzają czy nabywca zadeklarował odpowiednio wysokie dochody. Oczywiście natychmiast podnosi się czerwona flaga – nabywca nie składał deklaracji. Ojej, trzeba wyjaśnić to nieporozumienie ! Wysyła się krótkie wezwanko do stawienia się we właściwym urzędzie skarbowym.

Tam repatriant wchodzi z duszą na ramieniu i oddycha z ulgą, gdy słyszy że chodzi o wykazanie dochodów. Ależ płaciło się podatki, w USA, oczywiście i naturalnie ! Tu są formularze !

Przeprowadźmy teraz rozumowanie tokiem urzędowym.

Weźmy rok 2009. $17/h daje $35360, od czego podatnik zapłacił $3160 podatku federalnego i $1000 podatku stanowego.

Polski urząd stosuje metodę proporcjonalnego odliczania. Oznacza to, że naliczy podatek według polskich stawek i odejmie podatek zapłacony obcemu fiskusowi. Dla tego przykładu mamy 109616 zł dochodu, z czego podatek wynosi 22547 zł. Od tego odejmuje się podatek zapłacony tam, czyli 12896 zł. Do zapłaty 9678 zł.

I tak razy 5 ostatnich lat, do tego kary i odsetki, czyli jakieś 70 000 zł.

Bywa też tak, że Polacy pracują ‘za kesz’ i nie składają żadnych deklaracji. Wtedy stosuje się przepisy o nieujawnionym dochodzie, za które płaci się 75% ujawnionego dochodu. Kupując mieszkanie za 200 000 zł podatek wyniesie więc 150 000 zł. Mieszkanie sprzedawane jest przez komornika, ale rzadko kiedy osiągnie cenę zakupu z której trzeba jeszcze opłacić koszty egzekucyjne. Może być i tak, że nawet po upłynnieniu nieruchomości podatnik będzie musiał nawet dopłacić pewną kwotę.

Mieszkanko zajmuje się bardzo szybko i prosto. Nie ma żadnego tłumaczenia. Jak dobrze pójdzie, to frajer nawet nie zdąży się wprowadzić. Ale hej, można przecież wyjechać na następne 5 lat za granicę.

Share This Post

Bieda z nędzą, czyli popyt wewnętrzny

Henry Ford zauważył kiedyś, że trzeba płacić robotnikowi godnie, ponieważ wyższa siła nabywcza społeczeństwa napędza biznes. Stąd dziś dość powszechnie uważa się, że popyt wewnętrzny stanowi o rozwoju gospodarczym kraju.

Ciekawe wnioski płyną z rozmów z Polakami i z czytelnictwa prasy wydawanej w Polsce. Wydaje się, że młodzież jest bardzo realistycznie nastawiona do rzeczywistości. Większość osób z jakimi rozmawiałem oblicza swoje oczekiwania płacowe (x) w następujący sposób:

x = (koszt wynajęcia pokoju) + (koszt wyżywienia) + (koszt biletu miesięcznego)

w przypadku młodego małżeństwa jest to zupełnie inne wyliczenie:

x’ = (koszt wynajęcia kawalerki) + (koszt wyżywienia 2 osób) + (koszt 2 biletów miesięcznych)

Mało kto zakłada takie ekstrawagancje jak posiadanie dziecka, fundusz wakacyjny, samochód czy oszczędzanie na emeryturę. Przypuszczam, że jakiekolwiek urodzenia należy tłumaczyć wyłącznie nieskuteczną antykoncepcją lub jej brakiem (rodziny patologiczne, rodziny talibo-katolickie).

Jest to ciekawe, biorąc pod uwagę wysoki poziom popytu wewnętrznego, który rzekomo zauważa GUS. Sądzę, że wytłumaczeniem dużej ilości nowych mieszkań i nowych samochodów są ludzie pracujący za granicą, szara/czarna strefa oraz ludzie wkręceni w którąś z legalnych mafii (np. notariusze, adwokaci, dzieci ordynatorów po specjalizacjach ograniczonych ilościowo, rodziny urzędników biorących łapówki itp).

O realiach panujących na rynku pracy niech świadczą artykuły tego typu. Dzięki recesji, atmosferze krwiożerczego 19wiecznego kapitalizmu oraz zbójeckim składkom ZUS na emerytowanych oficerów UB zabijających niegdyś AKowców, zatrudnienia na etat między Odrą a Bugiem nie prowadzi się. Środkowy palec w górę droga młodzieży.

Z rozmów z Polakami oceniam przeciętne wynagrodzenie netto w granicach 1500 – 2500 zł, w zależności od wielkości obozu pracy niewolniczej miasta. To są stawki głodowe. Oto przykład takiej oferty pracy – wyższe wykształcenie, język, doświadczenie no i stawka 1000 zł netto. Prawdopodobnie gdyby chcieć utrzymać niewolnika, koszt zakwaterowania i wyżywienia zupą z brukwi byłby wyższy. To są powody, dla których niewolnictwo zostało zakazane – było niewygodne (mała możliwość doboru kard) i drogie.

W USA płaca minimalna wynosi $7,25/h czyli około 4000 zł netto miesięcznie. Biorąc pod uwagę podobny koszt utrzymania (zakładając przeniesienie skromnego życia w Polsce na warunki amerykańskie) jest to minimalne wynagrodzenie pozwalające na godne życie. Pracownicy w Polsce powinni zarabiać 4000 lub więcej, żeby stopa życia zbliżała się do poziomu świata rozwiniętego. Co ciekawe, przy takich samych cenach w McDonaldzie kelnerka tam zarabia $7,25 a w Polsce 1 miskę ryżu i 1 kopa w dupę/h – i jakoś McDolandy dają radę przetrwać i oferować doskonałej jakości potrawy za zbliżoną, przystępną cenę.

Jako, że zwykle zadaję się z liberałami (czasem z libertynkami), zarzut jaki zwykle słyszę brzmi – ‘niech się spakują i wyjadą jak ty’. Niestety, to nie takie proste. Doskonale obrazuje to przykład pewnej znajomej projektantki mody, bezrobotnej od roku. Jak to ona określiła, woli umrzeć niż wyjechać. Strach przed głęboką wodą Irlandii jest tak duży, że całkowicie odbiera możliwość wyjazdu. Lepiej zdechnąć z głodu w ojczyźnie lub samemu odebrać sobie życie niż wsiąść do samolotu.

Nie bez znaczenia jest również fakt, że złoty okres emigracji (2004-2007) jest już odległą przeszłością. Gospodarki, które gwałtownie potrzebowały emigrantów jako pracowników nie mają pomysłu co zrobić z własnymi bezrobotnymi obywatelami.

Czasem zgubne bywają nadmierne roszczenia względem życia. Są ludzie, którzy nie chcą na obczyźnie kariery sprzątaczki ani hydraulika lecz roją o rozwijaniu się we własnym kraju. Na obudzenie repatriantów czekają już realia opisane w linkowanym artykule oraz urzędy skarbowe gotowe do naliczania podatku za pracę za granicą. Ale to łojeniu frajera przez fiskusa w kolejnym odcinku.

Share This Post

Kasia Sobczyk

Zmarła znana piosenkarka z okresu głębokiej komuny. Wspominam ja tutaj, ponieważ miałem okazję nie raz z nią tankować w polskim pubie Lura w Chicago. Słynne miejsce naprzeciw lokalnej ściany płaczu, róg Belmont & Milwaukee.

To była sympatyczna kobieta, która wolała skromne życie w wolnej Ameryce niż względny dostatek i służenie komunie. Takich ludzi niewielu spotyka się na świecie.

Share This Post

California uber alles

Pamiętacie jak niedawno kpiłem z ‘zażegnywania’ kryzysu w Kalafiorni? Że stan wcześniej czy później zbankrutuje, wytyczając drogę innym stanom takim jak na przykład znany polonii Illinois?

Oczywiście, że zbankrutuje z wielkim hukiem, razem z USA. Pytanie tylko kto pierwszy położy głowę na pieńku – któraś ze świinek, któryś ze stanów czy będziemy mieli do czynienia z jakąś niespodzianką.

Minęło parę miesięcy i mamy do czynienia z powrotem problemu w wielkim stylu.

Polecam lekturę o siatce drobnych pęknięć rysujących się na CA.

Polecam też video o utracie zaufania w obligacje USA. Takie dyskusje prowadzi się w Fox, czyli telewizji głównego nurtu.

Share This Post

Dług USA

Polecam przyjrzenie się poniższej grafice, pokazującej kto tak naprawdę kupuje obligacje USA – kliknij poniżej:

‘Tylko’ 4 z 13 trylionów wyeksportowane są za granice.

Jak widać, wbrew obiegowej opinii nie tylko same Chiny utrzymują USA. Japonia jest umoczona niewiele mniej. Sporo obligacji mają raje podatkowe, czyli Amerykanie umykający przed fiskusem na Bahamy.

Sam wuj Sam ma sporo swoich własnych obligacji. Ot, taka delikatna metoda znajdywania chętnych do zakupu bez poniżania się i proszenia. FED jest zawsze chętny do zakupów.

HT ritholtz

Share This Post

Pinkerton

Agencja Pinkertona została założona w 1850 roku. Były to czasy krwiożerczego kapitalizmu, jaki znamy ze współczesnej Rosji i jakiego mamy czasami przedsmak w Polsce. Pinkerton był używany przez ówczesnych oligarchów do tłumienia strajków, ale również przez Departament Sprawiedliwości, gdy federalni nie radzili sobie z zalewem spraw.

W Katolandzie nadal pokutuje komunistyczna mentalność, szczególnie wśród mend. Panuje niemrawość przypominająca prace na poczcie, połączona z przypadkami łamania prawa. Z drugiej strony próby niesienia pomocy polucji trafiają na obstrukcję. Rutkowski, postać równie kontrowersyjna jak Pinkerton, jest doskonałym przykładem. Toczą się wobec niego sprawy kryminalne, gdy jego największy grzech polega na tym, że próbuje pomóc ludziom olewanym przez aparat, który powinien ich chronić.

Przypadek z ostatnich dni – spektakularna sprawa, zaginęła dziewczyna. Polucja olewa sprawę, Rutkowski działa i powoduje problem – szczeka sobie w mediach i nie da się ukręcić sprawie łba. Szalenie dużo kłopotu z tym cholernym Rutkowskim, więcej niż z samym zaginięciem.

Sam byłem osobiście świadkiem takiego zajścia – do pracy ledwo dotarł sponiewierany pracownik. Wyraźnie trzeźwy, bez odoru alkoholu. Jak się okazało, jechał do pracy na rowerze i został potrącony przez samochód. Później okazało się, że przeciwko niemu toczy się sprawa karna. Mendy zostały przepłacone, powstał lewy raport w którym stwierdza się, że człowiek ten spowodował wypadek. Dobrze, że to było przed dociskaniem śruby, skończyło się tylko na grzywnie.

Kolejny przypadek, sprzed kilku miesięcy. Przyjeżdża kontrahent po towar. Po kilku godzinach dzwoni żona – facet nie żyje, miał wypadek. Facet, który z powodów zdrowotnych od lat nie pił nagłe urżnął się i spowodował wypadek. Żona dowiedziała się tylko tyle, że w związku z tym żadne odszkodowanie jej nie przysługuje.

Kiedyś miałem okazję dowiedzieć się, jak się robi ‘pijaka’. W podniebienie denata wstrzykuje się spirytus. Po paru godzinach pobiera się próbkę krwi. I już. Można robić nawet badania DNA potwierdzające, że próbki są pobrane z denata i że denat jest pijany w trupa.

W państwie prawa obowiązuje reguła – lepiej wypuścić winnego człowieka, niż gdyby niewinny miał być skazany. W Katolandzie stosuje się inna metodę – daje się taki procent kary, na ile pewna jest wina. Facet może być winny na 30 % bo akurat przechodził. 30 % z 10 lat = 3 lata. Uczciwy wyrok na podstawie czystej matematyki, która jak wiadomo nigdy nie kłamie.

I dlatego właśnie nienawidzę mend i całego tego ‘aparatu sprawiedliwości represji’ . Od gestapo różnią się tylko tym, że lepiej mówią po polsku.

Share This Post

PKWN

Bez większego echa przeszła kolejna rocznica PKWN. 21 lipca 1944 Polska straciła suwerenność, gdy Stalin ustanowił rząd marionetkowy w Lublinie. Przy tej okazji po raz kolejny nasuwa się refleksja o konsekwencje II Wojny Światowej dla Polski.

Jako konsekwencje negatywne można naturalnie wymienić utratę suwerenności, utratę sporej części społeczeństwa (w tym większość wartościowych obywateli), zniszczenie gospodarki i struktury społecznej. Przy bliższej analizie okazuje się jednak, że były pewne plusy. Aby to zrozumieć popatrzmy na dwie mapy z Wikipedii pokazujące rozkład języków używanych w II RP i poszczególnych narodowości:

Polaków było w Polsce raptem 69 %, resztę stanowiły mniejszości, versus 95,5 % dziś. Sporo rodaków mieszkało tuż za granicami kraju. Mało kto zadawał sobie pytanie – po co nam teren, na którym nie mieszkają Polacy?  Zwróćmy uwagę, że na w Polsce mieszkali Rusini, naród tak dziki, że nie posiadający żadnej świadomości narodowej. Ludzie ci w XX wieku nie wiedzieli właściwie gdzie żyją i kim są, mówiąc w swoim narzeczu rosyjsko-polskim że są ‘tutejsi’.

Oczywiście plusem II RP była różnorodność etniczna, to że można było zjeść we Lwowie smacznie w żydowskiej czy ukraińskiej knajpce. Minusem było to, że wielokulturowość doprowadziła do niesnasek w potem wzajemnego wyżynania się w czasie wojny – Ukraińcy rżnęli Polaków a Litwini Żydów. Ilość kombinacji w których się mordowano jest zresztą dużo wyższa. Wzajemna przemoc występuje zresztą w każdym kraju wielonarodowościowym – kto chce niech jedzie zobaczyć jak dziś wyglądają realia francuskie. Polska, będąc jednonarodowym ewenementem na skalę światową czerpie jednak pewne korzyści z tego, że jest skansenem. Przynajmniej muzułmanie z murzynami nie podpalają samochodów na przedmieściach Warszawy.

Tak więc Polska straciła obszary, na których mieszkało niewielu Polaków i zyskała granice, w których udało się umieścić większość rodaków. Oczywiście nie wszystkich, to w jaki sposób pozbawiono obywatelstwa Polaków za wschodnią granicą do dzisiaj jest hańbą dla wszystkich rządów – od wspomnianego PKWN do Tuska.

Wielce kontrowersyjna jest kwestia wymordowania mniejszości żydowskiej. Cześć Żydów prowokująco twierdzi, że holocaust był powodem dla którego mógł powstać Izrael (wypowiedz pod koniec wywiadu). Bez przelanej krwi naród ten nadal nie miałby swojego państwa. Czytając materiały źródłowe z czasów II RP wyczuwa się wyraźnie napięcie. Żydzi byli zjednoczoną mniejszością, potrafiącą walczyć o swoje prawa. Co gorsza byli konkurencją dla Polaków, zarówno jeżeli chodzi o prowadzenie biznesów jak i wolne zawody. To właśnie prowadziło do niesnasek, które do dziś wylatują z niektórych katolickich ryjów mimo, że Żydów już w Polsce dawno nie ma. Jak dla mnie jednak utrata mniejszości żydowskiej jest ogromną stratą dla Polski.

Kręcę z niedowierzaniem głową, gdy słyszę czasem nawoływania rewizjonistyczne. Sam w żartach wyrażam się czasem o Lwowie, że jest miastem pod ‘tymczasowym zarządem ukraińskim’. Realnie patrząc, po co nam Lwów, w którym Polaków jest tylko  4,1 %? Żeby okupować obce miasto czy może żeby wymordować tubylców i zasiedlić miasto przesiedleńcami z Polski? Absurd. Lepiej kolonizować bogate kraje pokojowo niż zbrojnie podbijać kraje biedne.

Kolejnym absurdem jest powoływanie się na misję dziejową, w której to Polacy mają ogarnąć wschodnią dzicz. Fakty są inne – Polacy nie potrafią ogarnąć dziczy na swoim własnym terytorium, przez co życie w Polsce każdego dnia prowadzi do pytań jakim cudem to państwo jeszcze działa. Polacy nie mają żadnego moralnego prawa do narzucania władzy innym narodom, szczególnie jeżeli nie potrafią ich chronić. A fakty historyczne są takie, że nasza tradycją narodową jest przegrywanie wojen i ciągłe tracenie niepodległości.

Share This Post