Monthly Archives: February 2011

Wykluczenie

Ukazał się właśnie obszerny raport pt Polski raport Social Watch 2010. UBÓSTWO I WYKLUCZENIE SPOŁECZNE W POLSCE. Raport krajowy Polskiej Koalicji Social Watch i Polskiego Komitetu European Anti-Powerty Network.

A tu jest wywiad z redaktorem naukowym raportu.

Zresztą na stronie Kampanii Przeciw Homofobii jest wiele innych ciekawych opracowań. Niestety, nie wygra się z zalewem nienawiści ze strony kleru. Raporty mniej oddziałują niż zbiorowa histeria i propaganda lejąca się z ambon.

Temat był wielokrotnie przeze mnie poruszany na tym blogu. Dla osób ze słabym aparatem logicznym powtórzę po raz kolejny moją tezę – jedynym sposobem walki z biedą jest uprzemysłowienie kraju. Tylko i wyłącznie gospodarka oparta solidnie na przemyśle jest w stanie podnieść jakość życia obywateli. Kto w to nie wierzy, niech popatrzy na Chiny. A kto wierzy, że rozwiązaniem jest socjalizm, czyli łupienie jednych podatkami, by dać nierobom, niech przypomni sobie czym skończył się eksperyment Związku Radzieckiego.

Warto się również zapoznać z wpisem na Wiki dotyczącym marginalizacji. Ubóstwo, termin którym operujemy w ekonomii, prowadzi do wykluczenia społecznego, a to już jest termin znany z socjologii. Polska jest takim podłym miejscem na Ziemi, ponieważ mnóstwo ludzi jest wyłączonych z normalnego życia społecznego – nie stać ich na pójście do restauracji, na zakup mieszkania (bez posiłkowaniem się kredytem na 99% wartości lokalu i na 40 lat spłacania), na aktywność twórczą. Egzystencja i potrzeby przesunięte są w dół piramidy Masłowa i koncentrują się na zaspokajaniu najpotrzebniejszych potrzeb – jedzenie a potem dach nad głową. Wieczorami całe dzielnice polskich miast są jak wymarłe – większość ludzi egzystuje w domach. Aktywność na ulicach nocami bardziej przypomina Karaczi niż Berlin.

Ale oczywiście zaraz odezwą się głosy, że Polska to najpiękniejsze miejsce na planecie, a Zachód jest zgniły i znane są tam miejsca jeszcze bardziej zdewastowane społecznie niż Nowa Huta. Oczywiście, jest w tym wiele racji, ale tu mówimy o pewnych obserwacjach ogólnych a nie jednostkowych przypadkach. Tak więc patrioci-idioci proszeni są do wyjścia.

I na koniec – proszę o kontakt czytelnika o pseudonimie Gość Codzienny. Mój mejl jest po lewej stronie.

Share This Post

Dochód pasywny

Adam Duda napisał ciekawy wpis. Równie ciekawie ustosunkował się do tego jeden z komentatorów, występujący pod nickiem Gideon Gono:

Szacunki lawinowo rosnącego długu zakładają, że przyszli emeryci cokolwiek dostaną. Ale 95% z nich nie dostanie absolutnie nic. Będą pracować do 65 roku, a później oddadzą mieszkania w odwrotną hipotekę. Jeśli to nie starczy, wyprzedadzą posiadane dobra zakumulowane za życia i zamieszkają po 6 w jednym mieszkaniu (jak dziś studenci), będą grali w warcaby i jedli najtańsze możliwe żarcie. Nie będą w ogóle leczeni, więc ilość zejść śmiertelnych na banalne choroby rozwiąże sporo problemów.

Przywykliśmy do tego, że w obecnych czasach, człowiek, umierając, zostawia po sobie jakiś spadek i często mieszkanie. W przyszłości nie takiego nie będzie mieć miejsca. Już sama ta zmiana sfinansuje bardzo wiele potrzeb, jakich nie będą w stanie zasponsorować pracujący.

Na zdjęciu poniżej 100 letnia pracownica Walmartu. Pracuje jako greeter, stoi przy wejściu do sklepu i wita wchodzących ludzi. Czy tak będzie wyglądać przyszłość obecnych 20-30 latków?


Każdy człowiek dysponujący instynktem samozachowawczym musi rozumieć, że jedyny ratunek przed taką starością to wypisanie się z obecnego systemu zwanego Zakładem Utylizacji Staruszków i zabezpieczanie się we własnym zakresie.

Gdy już nabierzemy odwagi i zerwiemy łańcuch pojawia się problem znany każdemu inwestorowi – w jaki sposób zapewnić sobie pasywny dochód w odpowiedniej wysokości. Podstawowym problemem wynikającym z posiadania złota jest to, że nie przynosi ono dochodu w formie odsetek. Złoto jest co prawda najbezpieczniejszą formą przechowania czy ‘zakonserwowania’ kapitału, umożliwia utrzymanie posiadanej siły nabywczej i uchronienie się przed podatkiem inflacyjnym ale nie daje dochodu. Można wyprzedawać po trochu posiadane zasoby, ale nie można oczekiwać, że złoto będzie przynosiło nam comiesięczny zysk.

Wszelkie znane metody uzyskiwania pasywnego dochodu, rzeczy niezbędnej na starość, stoją dziś pod znakiem zapytania. Po pierwsze należy pamiętać, że wszystkie rządy stoją pod ścianą. Nie cofną się przed żadną formą rabunku by zdobyć pieniądze na wypłaty urzędniczych wynagrodzeń oraz emerytur dla ludzi, których składki zostały przeputane przez poprzedników.

Po drugie bliższe spojrzenie na znane formy uzyskiwania dochodu pasywnego pokazują poważny problem z uzyskaniem niezbędnego poziomu zwrotów z inwestycji przy akceptowalnym poziomie ryzyka. Weźmy obligacje RP – w najbliższej przyszłości inwestorzy będą się martwić o zwrot kapitału a nie zwrot Z kapitału. Jak bowiem powiedział wielki Polak Kaczyński, nie może być tak, żeby potomkowie biednych Polaków płacili potomkom bogatych Polaków. Ba, nie może być tak, żeby potomkowie niezaradnych Polaków płacili potomkom zaradnych Polaków. Zatem oszczędzanie w obligacjach na emeryturę przez jednych nie może być i nie będzie potem finansowane przez drugich – wcześniej czy później któryś kolejny rząd wywróci puste kieszenie. To będzie Prawe i Sprawiedliwe, to będzie wykonanie politycznego testamentu braci Kaczyńskich.

Lokaty bankowe dają odsetki, które pomniejszone o podatek, nie pokrywają nawet wzrostu cen żywności i energii, a więc tego, co najbardziej obciąża budżet przeciętnego człowieka. Oszczędzanie w banku daje nam każdego dnia stratę, nasz kapitał zwyczajnie wyparowuje w ramach podatku inflacyjnego. Istnieją w sieci blogi specjalizujące się w wyciskaniu paru dziesiątych punktu procentowego przerzucając kapitał z banku do banku, ale to nadal nie rozwiązuje problemu.

Zakup mieszkanie pod wynajem też wydaje się ryzykownym pomysłem, szczególnie biorąc pod uwagę wyspekulowane ceny i wymierające społeczeństwo. Któryś z kolei rząd będzie chciał położyć na tym łapę w imię walki ze złymi kamienicznikami, wyrzucającymi na ulicę matkę z dzieckiem, której jedyna wina polega na tym, że nie ma na czynsz. A co będzie jadło dziecko tego kamienicznika czy sam kamienicznik, to już nikogo nie interesuje. Posiadanie czegokolwiek w bandyckim kraju jakim jest Polska to jest wystawianie się na strzał i ryzykowanie dorobkiem życia.

A giełda to oficjalnie uznana forma hazardu, gdzie cwaniacy łoją chciwych frajerów na kasę. Oczywiście, jak w kasynie, można wygrać, ale statystycznie zawsze wygrywa kasyno insajderzy i ci, którzy są najbliżej do informacji. Nie do wiary, że są nadal ludzie, którzy wierzą, że na giełdzie, zgodnie z założeniami, wszyscy gracze mają symetryczny (jednakowy) dostęp do informacji. Co gorsza, minęły już czasy, gdy spółki płaciły dywidendy. Dziś spółki kupuje się wyłącznie w celach spekulacyjnych, licząc na wzrost cen. Inwestowanie, czyli liczenie na zysk przyniesiony przez inwestycje, przeszło do lamusa. Największe zyski osiąga się, gdy czas posiadania akcji wynosi sekundy. To jest szczyt inżynierii finansowej! I co gorsza, niektórzy ludzie wierzą w propagandę głoszącą, że HFT, czyli łojenie frajerów, jest korzystny i dla rynku i dla inwestorów poprzez ‘dostarczenie płynności’.

Na koniec można sobie wykupić rentę w jednej z instytucji, które są na rynku.  Za określoną sumę będzie się otrzymywać do końca życia rentę. Kruczek polega na tym, że instytucja może zbankrutować a renta może być niewaloryzowana i pod koniec życia wystarczać na zakup 1 opakowania zapałek miesięcznie. Nawet jeżeli jest waloryzowana, to w oparciu o fałszywe rządowe propagandę dane, które co prawda przyznają, że chleb zdrożał, ale szyny staniały, więc inflacja nie wzrosła.

Jeżeli ktoś ma jeszcze jakieś pomysły na uniknięcie dorabiania sobie żebractwem po ukończeniu 65 roku życia, proszę wpisywać się w komentarzach.

Share This Post

Libijskie S

Polacy są rozproszeni w różnych krajach świata jak nie przymierzając naród żydowski. Zdarzało mi się spotykać Polaków i na odludziu Kanady i w wielkich miastach Meksyku. W obecnych niestabilnych czasach dochodzi do sytuacji, gdy rodacy znajdują się w sytuacji gdy są w kraju ogarniętym rebelią i chaosem.

Wydarzenia w Libii są doskonałym laboratorium jak wygląda sytuacja WSHF gdy nie jest się we własnym kraju. Opcje ratunkowe bywają dużo bardziej ograniczone niż w przypadku kryzysu czy nawet wojny na swoim terenie.

Warto poddać analizie relację p. Chmieleckiego. Okazuje się, że sytuacja nagle potrafi się diametralnie odwrócić. Najpierw można być otoczonym przez miłych i spokojnych ludzi by w kilka dni później odróżniać się kolorem skóry od wściekłego tłumu. Jedyne miejsce ewakuacji może być wiele kilometrów dalej i do tego pełne ludzi w podobnie krytycznej sytuacji. Środki łączności nie będą działać a rząd w Polsce będzie twierdził, że nie ma żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Polaków. Tak naprawdę nikt dziś nie wie, ilu Polaków zginęło w czasie wydarzeń libijskich. Nikt się nawet nad tym jeszcze nie zastanawia.

Dla ludzi z ulicy możemy wyglądać na katastrofistów-oszołomów. Fakt jest jednak taki, że właśnie doszło do takiej katastrofy, do jakiej się przygotowujemy. Ryzyko podobnej sytuacji w Polsce oceniam na niskie, ale pamiętajmy o pierwszym zdaniu tego wpisu – Polacy są wszędzie i z pewnością będą znajdować się w takiej sytuacji.

W moim odczuciu w największym bagnie są obywatele RP mieszkający w USA. Ten kraj z całą pewnością będzie popadał coraz głębiej w stan chaosu i anarchii, w raz z pogłębiającym się kryzysem i Peak Oil. Pamiętać trzeba, że USA ma w historii krwawe rozruchy i w kraju jest wiele milionów sztuk broni, a murzyni i Latynosi nie słyną z pokojowego nastawienia do białych. Dodatkowo problem potęguje fakt, że Polaków są tam miliony, często w związkach mieszanych. Przewiezienie miliona ludzi do Polski może być ‘trochę trudnym’ zadaniem logistycznym, szczególnie że kryzys o tej skali w USA oznaczać musi, że w Polsce jest również niestabilnie. Być może rządowi łatwiej będzie po prostu o tym zapomnieć, tak jak po wojnie zapomniano o Polakach mieszkających za wschodnią granicą.

A na razie, dopóki nic się tam nie dzieje, możemy sobie spokojnie oglądać programy rozrywkowe w TV. Wiadomo przecież powszechnie, że zamieszki w Stanach są niemożliwe i nigdy do nich nie dojdzie. To przecież najbogatszy bankrut świata.

Share This Post

Chińska wydmuszka

Gdy dojdzie do pęknięcia bańki (a dojdzie z pewnością) na nieruchomościach na rynku chińskim będzie naprawdę ciepło. To będzie większa rzeź niż to co widzieliśmy w Stanach @2006 czy w Japonii @1991. Na tą okoliczność przedstawiam kilka skradzionych grafik:

‘Kochanie pobieramy się’

‘ceny mieszkań’ i ‘teściowa’

Zdumiewające, że jakoś nie widzi się w Polsce jakichkolwiek oznak negowania wysokich cen nieruchomości czy podawania w wątpliwość ogromnych wzrostów cen w stosunku do realiów sprzed 5 lat. Jakoś nikt specjalnie nie zwraca uwagi na ugotowanych kredytami hipotecznymi, tak jak pan powyżej.

‘zestarzałem się, a wciąż jestem niewolnikiem mieszkania’ ‘kupno mieszkania nie dorównuje wynajmowi’

A jakie jest Wasze zdanie?

Biorąc pod uwagę dzisiejsze realia wolabym:

View Results

Loading ... Loading ...

A moje zdanie na temat cen gruntów i nieruchomości najlepiej oddaje refren:

Share This Post

Skok

Niech poniższe wideo będzie przestrogą:

Policjanci, lub ktoś za nich przebrany, odwiedzili posiadacza grubszej ilości srebra,  w wyniku czego srebro to zwiększy ilość metalu na jakże głodnym rynku.

Nigdy nie należy przechwalać się posiadanym kruszcem, a jeżeli już to koniecznie musimy robić, to przynajmniej nie trzymajmy go w domu. To jest niewzruszona zasada, jakiej się trzymam. Warto pamiętać, że nasi znajomi czasem nie są aniołami, a dzieciom może przyjść do głowy wymiana żółtych monet taty na batoniki w relacji 1:1.

Skrytki bankowe są najbardziej optymalnym wyjściem. Są co prawda drogie, ale dobre ubezpieczenie też jest drogie. W Polsce z racji małej popularności zarówno złota jak i skrytek sejfowych ryzyko urzędowej rekwizycji przez państwo jest zbliżone do zera – to za mała suma, by opłacało się angażować w rabunek aparat przymusu.

Jeżeli szuka się skrytek sejfowych warto za zacząć od dzwonienia do pobliskiego PKO, Pekao, BZ WBK czy BOŚ. Zwykle osoba odbierająca telefony potrafi odpowiedzieć na pytanie który bank w mieście oferuje takie usługi.

Share This Post

Islandia

Przez media ciągle przewala się temat zwrotu Holandii i Wlk. Brytanii długu przez Islandię. Problem w tym, że podobnie jak w filmie ‘Dług’ w ogóle nie wiadomo, czy Islandia powinna jakiekolwiek pieniądze oddawać. Dokładnie jak w tym filmie Holandia i Wlk. Brytania krzyczy ‘oddawaj kasę’ a Islandia podnosi brwi w zdumieniu. Ba, sprawa nie kończy się na groźbach. Jak prawdziwi bandyci (zresztą bandyterką oba państwa parały się w przeszłości) dochodzi do ich realizacji – rzekomi wierzyciele naciskają by uwarunkować przyjęcie Islandii do UE spłatą tego długu.

Zasadniczy problem polega na tym, że Islandczycy w referendum dość stanowczo opowiedzieli się przeciw spłacie. To wiąże ręce tamtejszym politykom, ponieważ prawnie są związani wynikiem referendum i przelewu wykonać nie mogą.

Drugi problem polega na tym, że Islandia nie ma takiej kasy. Nawet gdyby najechać im tą ich wyspę, nie byłoby co rabować. Chyba tylko popiół wulkaniczny i tran z dorsza.

A ostatni problem leży między wierszami tej notatki:

[…] atak na niewielki kraj przeprowadził brytyjski rząd, który z własnego budżetu musiał zwrócić swoim obywatelom utracone oszczędności w Icesave.

Otóż nie musiał. Kodeks handlowy każdego państwa stanowi, że spółka odpowiada za zobowiązania do wysokości swojego kapitału zakładowego. W normalnych okolicznościach bank bankrutuje, instytucja gwarantująca (jeżeli jest) wypłaca pewne odszkodowania, a klientowi pozostaje lizanie ran. Socjalistyczny rząd obrabował kieszenie jednych, by napełnić kieszenie innych. Jak zwykle własne kieszenie polityków zostały najmniej naruszone. A teraz przyszedł czas na klasykę – wymachiwanie pięściami przed nosem ofiary i wykrzykiwanie ‘dawaj kasę frajerze’.

Cała ta sprawa przypomina mi Sumy Neapolitańskie, czyli kwotę jaką Polska (państwo-frajer) pożyczyło na wieczne (nie)oddanie Hiszpanii. Na dzisiejsze pieniądze byłoby to ledwie 60 000 000 papierowych łże-dolarów, kropla w wiadrze w porównaniu z 5 000 000 000 łżę-dolarami przepalonymi przez IceSave.

Co ciekawe, wychodzi na to, że najgłupsza na tej półkuli jest znowu Polska, nie pomna doświadczeń z królem Hiszpanii. Islandia pokazała palec środkowy, wyszła na tym najlepiej. Nieco gorzej wyszły na tym Niderlandy i Zjednoczone Królestwo, przynajmniej populistycznie odnieśli zysk ‘zażegnując ważki problem społeczny’. A Polacy, choć pod karabinem nie musieli, pożyczyli Islandii 200 000 000 łże dolarów. Po jaką cholerę taki biedny kraj jak Polska pcha palec w zawias drzwi, tego nikt nie może racjonalnie wyjaśnić. Ciekawe, jak by się zachował ten przeklęty kłamca wyborczy Tusk, gdyby miał pożyczyć im 199 900 000 naszych wspólnych dularków z podatków plus 100 000 swoich prywatnych dularków. To byłoby nawet ciekawe i ‘społecznie sprawiedliwe’, gdyby Kasia miała dostać posag w postaci obligacji Islandii.

Share This Post

Inwestycje zagraniczne

Wybiórcza opublikowała bardzo wyczerpujący materiał o Chińczykach w Polsce. Autor ma tak głęboką wiedzę, że wie nawet, że po chińsku ‘dzień dobry’ to ‘nihao’, zapomina tylko o takim drobiazgu jak fakt, że język chiński nie istnieje. Takie małe wpadki na początku artykułu są rękojmią wysokich wartości merytorycznych reszty materiału.

Polska potrzebuje inwestycji w infrastrukturę, fundowaną w jak największej części przez Unię Europejską. Nie dość, że Polacy potrzebują autostrad by nie ginąć w takich ilościach na drogach, to jeszcze podatnik niemiecki fundujący kanalizację w Koziej Wólce w pewien sposób zadośćuczynienia za rzeź Polaków dokonanych przez jego dziadków, a podatnik francuski i brytyjski zadośćuczynia za na to wszystko ich dziadkowie pozwolili, że sprzedali Polskę raz Hitlerowi a potem drugi raz Stalinowi. Ktoś może się roześmiać – jakie to ma dziś znaczenia. Ano ma, rzeczywistość nie spada nam z nieba. Teraźniejszość jest sumą wynikającą z wszystkich wydarzeń historycznych, z Chrztem Polski i Potopem Szwedzkim włącznie. I nie chodzi o szaleńczą postawę roszczeniową, ale o zwykłe naprawienie szkód, które zostały wyrządzone przez pokolenie, którego członkowie nadal żyją.

Bardziej jednak potrzebujemy inwestorów zagranicznych, właśnie takich jak Chińczycy opisani w Wybiórczej. Bryndza z wynagrodzeniami, o której ostatnio tyle razy pisałem, wynika nie z poziomów produktywności, jak chcieliby niektórzy. Fiat sprzedający większość produktów poza Polskę, dysponujący technologią zbliżoną w każdym z zakładów i z pracownikami mającymi również zbliżoną wydajność zarabiają mniej w Polsce niż we Włoszech tylko i wyłącznie z powodu innych realiów rynków pracy. Tym rynkiem, jak każdym innym, rządzi prawo podaży i popytu. Banany w Belize są tanie, bo jest ich dużo a kupujących nie ma zbyt wielu. Siła robocza w Polsce jest tania, bo chętnych do pracy jest dużo, a firm szukających pracowników mało. Kto wierzy, że Włosi zarabiają więcej, bo są bardziej produktywni niż Polacy, nigdy nie widział Włocha przy pracy.

Jedyna droga wyjścia społeczeństwa z powszechnej i strukturalnej nędzy to powstanie w Polsce tysięcy zagranicznych firm. Na polski biznes, nie dysponujący kapitałem i gardzący R&D, nie liczyłbym. Pozytywne jest również to, że wygasa typowy polski antysemityzm, rasizm i ksenofobia. A dla potencjalnych inwestorów Polska jest ‘złożem’ siły roboczej o wysokim stosunku wykształcenia do oczekiwań płacowych. Z czasem Polska miałaby szansę stać się ‘tygrysem’, gdy coraz lepiej wynagradzani pracownicy mogą coraz więcej konsumować, co jeszcze bardziej nakręci koniunkturę. O ile zbrodnicze działania naszych populistycznych polityków wszystkiego nie zmarnują.

Dodatkowo, Polakom przyda się trochę kontaktu z innymi kulturami. Powstaną egzotyczne restauracje, których tragicznie brakuje w Polsce, pogranicznicy dowiedzą się od znajomych sikhów, że nie należy kogoś zmuszać do zdejmowania turbanów i że sikh to nie muzułmanin, a arab to nie Pers , a dziennikarze Wybiórczej dowiedzą się od kolegów z przedszkola, że ni hao to po mandaryńsku, a po katońsku będzie to nei hou.

Adam Duda wprowadził zwyczaj zakańczania wpisów muzycznie, a ja lubię kraść dobre pomysły:

Share This Post

Back to the future czyli stoliczku, nakryj się!

Nie znamy jak na razie metod podróży w czasie. Hawking podchodzi do tematu ontologicznie, dowodząc, że podróże w czasie nie są możliwe, ponieważ nie obserwujemy turystów z przyszłości.

Jest jednak inna, ciekawa metoda przemieszczania się w czasie, ale niestety dotyczy ona wyłącznie konsumpcji. Konsumpcje można przenieść z przyszłości do teraźniejszości, a gdy podróżnikiem jest podmiot państwowy to wehikuł służący do tego celu nazywa się obligacją. (Można odbyć też podróż konsumpcji z przeszłości, wykopując krugerranda spod jabłonki – wykopywanie banknotów PRL czy carskich nie działa w ten sposób, co najwyżej może nam dostarczyć towaru do sprzedaży na allegro.)

Państwo emitując obligacje finansuje bieżące potrzeby (konsumpcję) teraz, a nabywcy wierzą, że państwo zwróci pieniądze w przyszłości, czyli sfinansuje z podatków ich przyszłą konsumpcję i to większą niż ta, na którą byłoby ich stać obecnie. Odsetki obligacji mają nie tylko pokryć spadek wartości waluty w czasie, ale również pokryć ryzyko niewypłacalności oraz dać premię za niedogodność powstrzymania się od konsumpcji.

I już na tym etapie widać zasadnicze wady w samej koncepcji obligacji. Skąd państwo ma mieć pieniądze jutro, skoro dziś ich nie ma? Właściwie każde państwo zachodnie funkcjonuje wydając powiedzmy 103% zebranych podatków a i to nie hamuje roszczeń o więcej socjału. Zbilansowanie wydatków budżetu do 100% wpływów podatkowych prowadzi do wydarzeń znanych z Grecji. Funkcjonowanie państwa przy poziomie 97 % (3% idzie na spłatę zadłużenia) jest niewyobrażalne i przenosi nas z Aten do Kairu. Widziałem naocznie funkcjonowanie takiego systemu tylko raz, w połowie lat 80tych, gdy Nicolae Ceauşescu postanowił spłacić dług zagraniczny Rumunii. To nie był miły widok.

Kilka lat temu słyszałem oszustów ‘rządowych ekspertów’ dowodzących, że można się zadłużać w nieskończoność. Załóżmy, że jakiś kraj ma średni wzrost gospodarczy rzędu 3% rocznie i średni wzrost zadłużenia również rzędu 3%. Stosunek długu do PKB jest stały w takim przypadku i może niezmiennie wynosić 50%. Muzyka wydaje się grać i impreza trwa w najlepsze w nieskończoność. Rządzącym udało się stworzyć niekończące się źródło dobrobytu, jak w bajce o nakrywającym się stoliczku. Wszystko to oparte jest jednak na założeniu o niekończącym się wzroście gospodarczym opartym o niekończące się zasoby i niekończący się potrzeby konsumpcyjne. Jak jednak wiemy, zasoby się potrafią skończyć, co już wkrótce zobaczymy na stacjach CPN Orlen.

I tu dochodzimy do kolejnej ściany. Wszystko hula fajnie, jak dług rośnie wraz z dochodami. Problem pojawia się w sytuacjach jak dziś, gdy dochody budżetowe jadą w dół a wydatki w górę. Buffet ujął to najlepiej – wszystko funkcjonowało, gdy fala była wysoka. Dziś, w czasie odpływu, widać wyraźnie, kto pływał nago. Widzimy, że nago pływali wszyscy pływacy reprezentujący ‘zachód’, od Polski do Kalifornii.

A co jeżeli przyszłość właśnie nadeszła? Może dziś jest już ‘przyszłość’ w której zaczniemy spłacać długi zbierane przez ostatnie kilkadziesiąt lat? Ba, w przypadku USA do spłaty są przecież jeszcze długi z czasów wojny secesyjnej, leżące na dnie stosu obligacji USA, od pokoleń rolowane nowymi emisjami i przysypywane nowymi emisjami?

Najbardziej prawdopodobny scenariusz, to uciekanie polityków od rozwiązania egipskiego, tak długo jak tylko będzie to możliwe. Inwestorzy nadal jeszcze dają potrzebne pieniądze, z tym że nowością są rosnące kupony. Oznacza to, że inwestorzy wycofują się (na przykład w surowce). Nie będzie inwestorów – ich rolę przejmą drukarnie (to już są realia USA). I po pewnym czasie wszystkie kraje-dłużnicy staną się Zimbabwe. Potem, gdy trylion dolarów USA zmieści się na jednym banknocie, problem zadłużenia rozwiąże się sam – wystarczające będzie (tak jak teraz to zrobiło Zimbabwe) zbilansowanie budżetu nie obciążone więcej zobowiązaniami i wymiana pieniędzy. No i cały cykl zaczniemy od zera, ze świeżą obietnicą, że to się już więcej nie powtórzy.

Ludzie są z natury zbyt optymistyczni i zbyt ufają rządom, które z natury troszczą się o swoje żołądki a nie o żołądki wyborców. Poniżej film z 1955 roku pokazujący wyobrażenie przyszłości. Akurat w tamtych latach (dokładniej w 1956r) Hubbert stworzył swoją teorię szczytu wydobycia ropy naftowej. W filmiku mamy ukazane wynalazki będące dziś rzeczami powszechnymi, na przykład Skype. Ale o kryzysie naftowym, który dziś się właśnie rozpoczyna nie ma ani słowa. Podobnie autorzy zapomnieli wspomnieć o bankructwie i niewypłacalności USA. Jakoś na tym filmie nie widać też 40 000 000 Amerykanów na kartkach żywnościowych. A przyszłość będzie dużo, dużo ciemniejsza. Jeszcze raz powtarzam płatnikom ZUS i nabywcom obligacji – trenujcie łokcie przed bitwą o dostęp do świeżych śmieci pełnych obierków, z których można ugotować smaczną kartoflankę.

Share This Post