Monthly Archives: February 2011

Śnieg

Przez Stany przewaliła się burza śnieżna. Jeżeli ktoś nie ogląda wiadomości w TV (jak ja), zawsze może przeczytać na wiki lub obejrzeć materiał na Youtube. Cały ten śnieg spadł w czasie jednej nocy:

Na Lake Shore Drive utworzył się zator w którym kierowcy utkwili nawet na 12 godzin. W świetle tego pakunek MRE, który zawsze mam w samochodzie, może nie być pozbawiony sensu.

Share This Post

Egipt

Gdy próbujemy ogarnąć jakieś skomplikowane zagadnienie często pomocna jest matematyka. Tak jest właśnie z sytuacją w Egipcie. To nie przez złego Mubaraka czołgi stoją na ulicach. Oto jest prawdziwy powód niepokojów społecznych:

To jest eksplozja demograficzna.

Na marginesie: interesujące jest również to, że w takim społeczeństwie piramida finansowa typu ZUS mogłaby doskonale funkcjonować. Zalew młodych ludzi przez dekady przewyższa ilość starszych obywateli. Tu widać dokładnie analogię ZUS do piramidy finansowej. Madoff funkcjonował doskonale, do czasu aż był ciągły napływ gotówki. Gdy proporcje się odwróciły nastąpił krach. Dokładnie to samo widzimy w przypadku ZUSu.

W eksplozji demograficznej Egiptu nie byłoby nic złego, gdyby nie to, że ilość dostępnej żywności na świecie nie zmienia się. Tym samym ilość żywności przypadające na gębę spada. I to jest właśnie podstawowy powód zamieszek.

Wzrost populacji Egiptu przypomina nieco przyrost bakterii na szalce Petriego.

Jest tylko jedno ale. Taki wzrost zawsze kończy się tak samo. Na wykresie jest to nazwane bardzo ładnie Death Phase:

A na to, że zbliżamy się do tej ostatniej fazy wskazuje kolejny wykres:

W 1992 roku nastąpił lokalny Peak Oil. Od tego momentu ilość dostępnej energii (więc i waluty do wymiany na żywność) zaczęła spadać. Obecnie Egipt przestał być eksporterem ropy i zużywa całość wydobycia na własne potrzeby. Oznacza to, że strumień przychodów z eksportu wysechł. Oznacza to również, że Egipt będzie musiał wkrótce zacząć importować ropę. PROBLEM POLEGA NA TYM, ŻE NA TEJ PLANECIE NIE MA JUŻ SKĄD IMPORTOWAĆ ROPY. Wysychanie ma miejsce u prawie wszystkich producentów.

Globalny Peak Oil spowoduje globalny wzrost cen. Katastrofalny wzrost cen, któremu być może będzie towarzyszyć spadek produkcji żywności.Tak się składa, że produkcja i transport żywności jest blisko powiązany z cenami żywności:

No i mamy przepis na idealny sztorm. Eksplodująca populacja, spadek wpływów z turystyki (droga ropa = drogie przeloty), spadek przychodów z eksportu i wzrost cen żywności. Nawet jak to się teraz uspokoi na rok czy dwa, to później powróci na znacznie większą skalę. Będzie krew na ulicach, bardzo dużo krwi.

HT JUBI

Share This Post

Domek

Jeden z powszechnych błędów poznawczych polega na przenoszeniu pojedynczego doświadczenia na ogół, czyli mówiąc kolokwialnie zbyt pochopne wyciąganie wniosków. Mimo to pozwolę sobie wkleić filmik rzucający pewne światło na rynek nieruchomości w USA po załamaniu spekuły.

Takie domki chodziły po 250-300 k, dziś cena od której można zaczynać negocjacje to 89k. Jeżeli ktoś jest uparty i ma gotówkę na koncie, być może wynegocjuje nawet 60 k. W tej cenie ma się 2letnią gwarancję na pękające rury i cieknący dach (o ile akurat ma się szczęście trafić na opady w Arizonie).

Bardzo zbliżony dom do pokazanego na wideo wybudowałem w Warszawie (AD 2001)  za 50k USD. Standard oczywiście niższy, co prawda skażenie Ameryką już wtedy objawiło się podwójnym garażem, ale były ‘tylko’ 1,5 łazienki zamiast 2,5. Do tego nie wykopałem basenu, który w polskim klimacie i tak przez większość roku musiałby służyć jako lodowisko. Działki (600 m kw) chodziły wówczas po max. 10 k USD. Łącznie cena wyniosła 60 k ówczesnych, czterozłotowych USD.

Ile  może kosztować dziś dom w moim dawnym warszawskim sąsiedztwie, o powierzchni zbliżonej do arizońskich 177 metrów kw, na najmniejszym możliwym kawałku działki? Szybki rzut oka na otodom i wiadomo, że przeciętna cena może wynieść około 220 k USD. Za tą cenę można kupić sobie ponad 3 domy w Stanach. Ale to Polska a nie Ameryka, tu wszystko musi być droższe, pewnie dlatego, że ludzie tak dobrze zarabiają, że nie mają co robić z kasą. Dlatego tu litr benzyny kosztuje tyle co tam pół galona, a kawalerka musi być w cenie amerykańskiego domu.

Jak to zabawnie cyferki lubią się układać, i to nawet czasem niekoniecznie bez naciągania faktów. Oto w US cena domów spadła z 250 k do 60 k. Gdybym tak mógł dostać choć jednego dolara za każdym razem, gdy słyszałem w Stanach, że nieruchomości nigdy nie stanieją, że nieruchomości nigdy nie taniały w USA (to już wtedy było ewidentne i bezczelne kłamstwo), że ilość ludzi przyrasta a Ziemia nie puchnie, że ludzie gdzieś muszą mieszkać, i tak dalej, i tak dalej … Za taką ilość kasy byłbym dziś emerytem na Florydzie.

Tymczasem w PL cena podobnego domu wzrosła z 60 k do 220 k. Ile wyniesie za kilka lat, gdy już pułapka kredytowa zmiennego oprocentowania hipotek wytnie wątłą klasę średnią? W komentarzach proszę przekonywać siebie i innych kredytobiorców, że ceny będą tylko rosnąć. Proszę być kreatywnym i podawać świeże argumenty. Zawsze czytam takie wynurzenia z szerokim uśmiechem.

Share This Post