Monthly Archives: April 2013

OFE

Czasem jeden obrazek jest trafniejszy niż cały wpis:

Fajny jest postulat likwidacji obowiązkowych składek na ZUS. Od razu, w jednym akcie prawnym, można wyznaczać miejsca w których mają się gromadzić emeryci, by tak z godnością umrzeć z głodu.

Można się tylko zastanowić, czy ktoś osądzi Buzka za ograbienie Polaków z miliardów złotych, jakie w postaci prowizji przeżarły OFE.

Biorąc pod uwagę jak Polacy łatwo odpuszczają swoim oprawcom oraz to, że historycy nie mają bladego pojęcia o ekonomii, która jest fundamentem wydarzeń historycznych, oceniam że bardziej prawdopodobne jest szybkie wdrożenie taniej syntezy złota z błota oraz metanolu z gazolu (metoda profesorów Oszołomka-Nazimka).

Share This Post

CPN

Ostatnimi czasy spędzam dni jeżdżąc sobie po różnych krajach, próbując kupić produkty inwestycyjne z metali szlachetnych. Weryfikuję w ten sposób tezę, że złota i srebra jest mnóstwo, zbierając przy okazji mnóstwo ciekawych opowieści dilerów. Stąd i brak czasu na kolejne wpisy.

Przy okazji mam dużo czasu na prowadzenie badań porównawczych dotyczących jakości produktów w Polsce i Niemczech. Polacy nie dość że są rąbani na wynagrodzeniach, to jeszcze konsumują badziewne produkty, które wcale niekoniecznie są tańsze niż te na Zachodzie. Nieoficjalny import chemii do Polski wcale nie jest efektem snobizmu czy miejskich legend. Warto samemu pobawić się w testowanie tamtejszych proszków. Albo po prostu iść na lody – zaręczam, że i na tym rynku jest wyczuwalna różnica.

Jakiś czas temu zauważyłem dziwne zjawisko. Często pokonuję trasę z polskiej granicy do miasta X leżącego w centralnych Niemczech, a następnie wracam tą samą trasą i z tą samą prędkością do punktu startowego. Tak się składa, że miasto to leży na granicy mojego zasięgu – tankując w Polsce dojeżdżam do celu na rezerwie, tam tankuję i wracam … i tu materia czasoprzestrzeni zaczyna się zaginać. Otóż docierając do niemieckiego miasta X zapalam rezerwę, natomiast dojeżdżając do stacji benzynowej w Polsce mam jeszcze co najmniej z 10% paliwa w baku. Cudowne rozmnożenie ropopochodnych.

Gdyby sytuacja miała miejsce raz można by to wytłumaczyć przypadkowym zrządzeniem okoliczności, na przykład niesprzyjającym wiatrem. Ale gdy sytuacja powtarza się wielokrotnie jest okazja do przemyślenia problemu.

Z pozoru każde paliwo lejące się z dystrybutora jest takie samo. Ma spełniać normy co do liczby centanowej lub oktanowej, nie zawierać za dużo siarki, i to mniej więcej tyle. Tymczasem sprawa nie jest taka prosta. Każde paliwo posiada pewną wartość opałową, która decyduje o tym, jak dużo da się przejechać spalając jednostkę paliwa. Komputer decyduje ile paliwa zaaplikować do cylindra w każdym cyklu spalania. Na podstawie składu spalin określa, że paliwo ma duża wartość opałową i dozuje go mniej, a gdy kaloryczność jest niższa wtryskuje go więcej. Paliwa wysokoenergetycznego, o dobrej jakości, zużywa się mniej niż paliwa badziewnego.

Otwartą kwestią jest to, w jaki sposób uzyskuje się niską jakość. Widzę kilka opcji. Do paliwa może być ordynarnie dodawana woda, która w niewielkiej ilości dysperguje w paliwie. Inna opcja to biopaliwa, które choć poprawiają smarność i obniżają zawartość siarki, to powodują obniżenie kaloryczności paliwa. No i w końcu sam stosunek ilościowy różnych węglowodorów. Rafineria może w procesie produkcyjnym kontrolować ile jakich destylatów ropy znajdzie się w produkcie końcowym. Na rynku każdy węglowodór ma swoją cenę – w interesie rafinerii jest by mieszanka spełniała normy przy jednoczesnym zastosowaniu jak najtańszych składników.

Można domyślać się, że albo normy kaloryczności w Niemczech są bardziej wyśrubowane, albo rafinerie nie mają tak dużej presji na oszczędzanie i pozwalają sobie na trzymanie się środka normy niż dołu. Być może producentom bardziej zależy na swojej marce, a klienci nie są tak wrażliwi na cenę by przejechać całe miasto dla kilku centów oszczędności, bo przecież paliwo to paliwo i po co przepłacać …

A na koniec pajacyk. Tak Sępen wita kierowców – możesz wygrać 300 000 zł na paliwo i wymyć sobie szyby błotem:

Share This Post

Zwała na złocie

Alternatywny obieg informacji, jakim jest blogosfera, huczy o bezprecedensowej obsuwie notowań metali szlachetnych. Niestety nie jestem w stanie odpowiedzieć na zalewające mnie pytania, czy złoto będzie tanieć czy drożeć. Nie lubię odpowiadać na głupie pytania, a przecież nie jest mądre zadawanie tego typu pytań dilerowi kruszców.

Wiadomo natomiast z całą pewnością, że wartość nabywcza każdej waluty papierowej dąży do zera, wobec tego nieważne jak nisko spadnie cena złota, to i tak w dłuższych horyzoncie czasu musi znowu przyjść faza szmacenia walut. Nasilające się wojny walutowe (Japonia) na pewno to przyspieszą.

Warto też zwrócić uwagę na DOW wyrażony w Au. Ten wskaźnik mówi o wiele więcej niż cena Au w USD czy EUR. Dolar jest niczym, to jednostka długu, tymczasem DOW odnosi się do realnie istniejących biznesów. Obecnie za jednostkę DOW trzeba dać niemal 10 uncji złota. Górna granica trendu wynosi około 11 oz i wydaje się niezwykle mało prawdopodobne, by linia trendu została przekroczona.

Nie chciałbym wypowiadać się na temat przyczyn tej sytuacji. Być może jest to ruch zupełnie przypadkowy jak to bywa na giełdach, a może był to ukartowany plan zniechęcenia obywateli do posiadania kruszców. Nie mam żadnych możliwości zweryfikowania która z tych opcji jest prawdziwa, więc najlepiej powstrzymać się od dywagacji i zostawić tą kwestię dziennikarzom śledczym czy może nawet historykom.

Odwiedziłem kilku dilerów na Zachodzie. Można sobie wmawiać, że złota jest mnóstwo, ale sam na własne oczy (dziś) widziałem ludzi odchodzących z kwitkiem po próbie zakupu Krugerrandów. Inwestorzy na całym świecie pchają się drzwiami i oknami by powiększyć portfolio. Nie widzę przejawów panicznej sprzedaży w obawie przed kolejnymi spadkami, raczej zadowolenie z obniżki cen umożliwiające większe zakupy. Jestem tym zaskoczony, myślałem że będą większe narzekania.

Wygląda na to, że jedyną niezadowoloną grupą nabywców są ci, którzy dopiero kupili kruszce, niekiedy nawet nie zdążyli ich odebrać. W takich przypadkach nic nie da się zrobić. Odpowiedzialny diler nie bawi się w spekulację nieswoimi pieniędzmi, tylko od razu dokonuje zakupów u swoich dostawców. Są hurtownicy, którzy umożliwiają połączenie systemów informatycznych, więc diler nie tylko nie ponosi ryzyka kursowego, ale nie musi nawet wklepywać zamówienia. Takiego zakupu nie da się cofnąć.

Jeżeli nawet spadki są wynikiem spisku, to efekt jest przeciwny do zamierzonego. Być może posiadacze złota papierowego zostali wyrzuceni z rynku przez ustawione stoplossy. W przypadku realnego kruszcu dzieje się dokładnie inaczej i zamiast wytrząsania kieszeni zauważam ich napełnianie. O ile istniał plan przedłużenia funkcjonowania fiat currency to efekt jest dokładnie odwrotny.

Share This Post

Czy grozi nam niedobór złota?

Przez blogosferę przetacza się list ABN AMRO dotyczący wycofania się banku z obrotu złotem inwestycyjnym. Warto naświetlić tą sprawę i spróbować wyjaśnić ją rzeczowo z punku widzenia dilera złota. Dilerzy zwykle trzymają dzioby na kłódkę i nie wypowiadają się publicznie, natomiast wiele gadają blogerzy i dziennikarze, którzy nie mają pojęcia co się dzieje, ale lubią rozgłos i sensację.

Dostępność i cena danego dobra na wolnym rynku są regulowane relacją podaży i popytu. Weźmy taki chleb. Jeżeli ustalimy odgórnie cenę chleba na 100 złotych to będzie bardzo niewielu kupujących – ludzie zaczną spożywać inne węglowodany, produkować chleb we własnym zakresie, ewentualnie wzniecą rewolucję – chleba po 100 zł za wiele się nie sprzeda. Jeżeli cenę chleba ustalimy na 1 grosz – chleba nie będzie w sklepach. Za grosz nie opłaca się go produkować, więc podaż spadnie do zera, natomiast chętnych do zakupu znajdzie się wielu – jeżeli nie zjedzą całej kupionej ilości, to zużyją go na inne cele, chociażby na karmę dla zwierząt – popyt przebije sufit. Tak więc wolny rynek (czyli relacja podaży do popytu) ustala właściwą cenę, a właściwa cena z jednej strony zachęca producentów do zapełnienia półek, a z drugiej strony zbija ceny do najniższych możliwych do wytrzymania przez producentów. Wszelkie manipulacje rynkiem zawsze źle się kończą, na przykład pustymi półkami w sklepach PRL albo wygórowanymi cenami ubezpieczeń czy usług lekarskich w USA.

Ostatnimi czasy widzimy dwa zjawiska – po pierwsze złoto tanieje. Po drugie rośnie popyt, stymulowany wydarzeniami cypryjskimi i okazyjną ceną złota. To przeczy prawom rynku. Na normalnym wolnym rynku zwiększony popyt (zjawisko 2) spowodowałby wzrost cen, czyli zjawisko przeciwne do obserwowanego zjawiska 1. Są dwa wytłumaczenia tego zjawiska – albo rynek jest totalnie zmanipulowany, albo ceną na rynku nie rządzi popyt mniejszych i większych inwestorów, ale ogromne transakcje złotem na giełdach towarowych. Jak jest nie wiem – na to pytanie może odpowiedzieć tylko insider, ktoś pracujący na COMEXie.

W każdym razie jako diler mam bezpośrednie kontakty z wieloma innymi dilerami oraz mennicami na Zachodzie, gdzie jak wiadomo obrót złotem jest setki razy większy niż w Polsce. Wszyscy mówią to samo – nie mamy kruszców, jesteśmy wyprzedani, szukamy gdzie możemy się zaopatrzyć. Trzeba pamiętać, że dilerzy mają mikroskopijne zapasy kruszców w stosunku do obrotów, nie mówiąc już o stosunku zapasów do całej ilości waluty papierowej w obiegu.

Pojawia się następne pytanie, na które nie znam odpowiedzi – czy puste półki wynikają z ograniczeń produkcyjno – logistycznych czy z powodu niemożności zakupu złota przez mennice. Na ten temat docierają do mnie rozbieżne informacje. Niewykluczone, że spadek cen wynika z wyprzedaży papierowego złota, a bitów i papieru mennica nie jest w stanie przerobić na monety.

Dodatkową komplikacją są wysokie oczekiwania ze strony klientów. Produktów inwestycyjnych na rynku są setki – każdy klient chce coś innego i potrafi argumentować za swoim wyborem. To znacząco utrudnia logistykę. Ponadto rynek jest bardzo konkurencyjny i wrażliwy na ceny. Gdyby spread był większy, ilość towaru na magazynie mogłaby być większa i rzadziej dochodziłoby do problemu pustych półek. Większy spread to także mniejsze ryzyko kursowe dilera, co oznaczałoby łatwiejsze prowadzenie działalności. Niestety, przy cenie uncji ponad 1200 EUR klienci zabiją się o kilka-kilkanaście EUR różnicy między dilerami i spread jest minimalny.

Przypadek ABN AMRO wygląda na splot kilku czynników. Dla banku handel złotem to ‘zabawa’, mnóstwo z tym zachodu, a zyski są groszowe. Lepiej posiadane zasoby ludzkie i kapitałowe przeznaczyć na naprawdę dochodowe produkty, typu karty kredytowe czy struktury, o ile przekręty stosowane na Polakach są legalne w Danii. Ponadto bank ma mniej więcej ten sam problem jaki mają dilerzy – wysyła zamówienia do mennic, a te odpisują aby grzecznie czekali w kolejce na realizację zamówienia. Prawdopodobnie z tego wynikł ów mejl – po prosty bankowi znudziło się bycie dilerem. Dla klientów sytuacja nie jest najgorsza – po prostu wezmą swoją gotówkę i pójdą do innego operatora – mogą też nabyć znakomite produkty inwestycyjne oferowane prze ABN AMRO, na pewno otrzymają mnóstwo doskonałych ofert inwestycyjnych. Ten przypadek to nie jest koniec świata.

Cała sytuacja jest jednak dzwonkiem ostrzegawczym. Niedobory kruszców to nie pierwszy i nie ostatni tego typu przypadek. Z pewnością z czasem problemy będą się powtarzać. Nasza firma jest do tego przygotowana, ale trzeba będzie liczyć się z bardzo ograniczoną ofertą produktową. Premium może być wyższe niż dziś, niewykluczone też, że cena ‘giełdowa’ złota oderwie się od ceny ‘ulicznej’.

Share This Post

Słomski Live

W dniu 18 kwietnia wezmę udział w debacie zorganizowanie przez KASE Poznań. Będzie to wykład zbliżony do tego, który niedawno upubliczniłem na blogu. Wstęp wolny, zapraszam na godzinę 18.30, Budynek „BR” WSB sala 109, ul. Powstańców Wielkopolskich 2a, Poznań. Informacji udziela organizator jakwoloszyn (at) gmail.com.

Dzień później, 19 kwietnia, będę brał udział w konferencji ‘Bitcoin a wolność gospodarcza‘, organizowanej na UMK Toruń, Wydział Nauk Ekonomicznych i Zarządzania, ul. Gagarina 13a. Wstęp również wolny. Impreza zaczyna się o 12.00, a oprócz mnie wystąpi również Adam Golański i Patrick L Young. Więcej informacji udziela organizator dostępny pod adresem blogsatoshi (at) gmail.com.

Share This Post

Kamerka

Zachowania obywateli są rejestrowane w coraz większym stopniu. Rozmowy telefoniczne są nagrywane, niektóre nawet po kilka razy jednocześnie. Na przykład dzwoniąc na infolinię do USA można być nagrywanym przez call center, przez służby specjalne USA (które analizują wszystkie rozmowy w/do/z USA), przez policję w Polsce (jeżeli akurat władza poczuje taką potrzebę, a często czuje) oraz przez oprogramowanie, które warto zainstalować na swoim telefonie. Miasta wypełniają kamery CCTV, a coraz więcej kierowców używa kamer na deskę rozdzielczą, dzięki czemu mogliśmy zobaczyć meteoryt nad Czelabińskiem i mnóstwo innych śmiesznych wypadków drogowych.

Rejestrowanie przez obywateli wszystkiego co się wokół dzieje to dziś najlepsza strategia przetrwania w społeczeństwie, gdzie każda aktywność jest regulowana prawnie, i w systemie, który chroni przestępców bardziej niż obywateli. Właśnie stąd taka wielka kariera kamerek w Rosji, jako ochrona obywatela przez pomówieniem ze strony policji czy innych uczestników ruchu.

Konflikty typu moje słowo – czyjeś słowo nie ograniczają się tylko do Rosji, nie tylko do sporu z policja i nie tylko do prowadzenia pojazdów mechanicznych. Są tysiące sytuacji w których kamerka może mieć kolosalne znaczenie. Posiadanie kamerki na sobie może oznaczać różnicę między skrajnie różnymi tytułami prasowymi – ‘szaleniec strzela do czterech nastolatków – znowu odebrano młode życie – dlaczego policja znowu nie zapobiegła fali przemocy – matki ofiar płaczą przed kamerami‘ oraz ‘film na youtube ukazuje atak grupy chuliganów i skuteczne zastosowanie obrony koniecznej‘.

O sensowności stosowanie osobistego rejestratora najlepiej wiedzą prawnicy zatrudniani przez policje. Zarzuty o pobicia z pewnością stanowią większość ich pracy, przy czym trzeba uczciwie przyznać, że pewnie większość zarzutów jest wyssana z palca. Pewnie z tego wynikają namowy prawników do nagrywania obowiązków przez policjantów. Co znamienne to policja chce nagrywać, natomiast szczerze nienawidzi bycia nagrywanymi. To chyba podobny mechanizm jak ten w którym księża zalecają ubóstwo, ale sami jakoś nie lubią być ubodzy. Tak wygląda przykładowy sprzęt rejestrujący stosowany przez policje w USA:

Rzecz nie jest tania, kosztuje 900 dolarów, czyli jakieś 3000 zł. Za takie pieniądze można mieć przyzwoitą lustrzankę. Cena wynika z tego, że sprzętu nie kupują ludzie z ulicy, tylko budżetówka – ‘niczyje’ pieniądze wydaje się dużo lżej niż swoje własne.

Jeżeli ktoś ma uszy mocno trzymające się czaszki i nie nosi okularów może rozważyć zakup zestawu blutucza, w którym słuchawka zintegrowana jest z kamerką. Cena 129 dolców oznacza, że wyrób jest przeznaczony dla cywili:

Bycie nagrywanym nie lubią jeszcze inne grupy, na przykład dziewice. Strasznie się wstydzą ‘skamerowania’. Do dziewic podobni są lekarze, którzy są też bardzo nieśmiali. Kilka dni temu skomleli w Wybiórczej jak to są strasznie szykanowani przez rodziny pacjentów i jaki straszny lęk odczuwają. Drżą im ręce i to bynajmniej nie jako efekt choroby alkoholowej. To takie biedne owieczki. Pracują w czystych szpitalach, w których pacjenci są przyjmowani od ręki i z szacunkiem, bez dawania kopert, za to z pełnym dwudaniowym obiadem. Po to, żeby zobaczyć jak wyglądają szpitalne realia nie trzeba wychodzić z domu i ukradkiem ‘kamerować’ lekarzy. Przecież można sobie obejrzeć prawie-dokument w telewizji.

Share This Post