Jen czyli szmacenie waluty

Proszę przeczytać ten materiał prasowy.

Teraz proszę pomyśleć o co chodzi tak naprawdę.

Otóż to jest początek wojny walutowej, którą jakiś czas temu zapowiadałem. Każde z państw (oraz strefa euro) chce mieć nieco słabszą walutę niż konkurenci na światowym rynku – celem jest oczywiście wspomaganie eksportu. I każda ze stron stara się troszeczkę obniżyć wartość swojej waluty by wspomóc swoją gospodarkę.

Zabawnym aspektem całego zamieszania są pretensje Zachodu. Niby dlaczego Japonia ma się konsultować z kimkolwiek w sprawie swoich interwencji? To jest wolny kraj i może robić co chce ze swoją walutą a wszelkie zarzuty wobec nich są dziecinnie śmieszne. Jakoś nikt nie ma pretensji wobec UE że bejlałtuje grecką świnie kosztem polskiego podatnika, czy wobec USA że bankrutując dolara (walutę światową) ściąga na głowę całego świata potężny kryzys walutowo-ekonomiczny.

Efektem końcowym będzie pogrążanie wszystkich walut uczestniczących w tej grze. Wykładnikiem będzie cena surowców i metali. Żadne manipulacje tu nie pomogą, gdy będzie się pogrążać swoją walutę, cena złota wyrażona w tej walucie będzie rosnąć. Wszystkie rzeczy z importu będą drożeć.

Na dłuższą metę osłabianie własnej waluty nie ma sensu, pojawia się inflacja, obywatele okradani są z oszczędności (spadek wartości waluty) a bank centralny posiada nadmiar walut obcych, które skupiono w czasie interwencji.

Niestety, jako że politycy nie myślą kategoriami uczciwości i czy długofalowej korzyści, erozję walut mamy jak w banku. Tymczasem rozwój organiczny nie odbywa się dzięki szmaceniu waluty, a dzięki pracy i innowacyjności.

Share This Post