Szczurownie

Inwestorzy na całym świecie są zdesperowani. Rozsądni ludzie wiedzą, że emerytur nie będzie, pomijając państwa z zasobami surowców energetycznych. Dla całej reszty będzie życie w starzejącym się społeczeństwie, z tabunami kolorowych emigrantów – nierobusiów, ze wzrastającymi składkami i malejącymi wypłatami świadczeń.

Pusty śmiech mnie ogarnia, gdy słyszę, że wobec starzenia Zachodu nadzieją jest wpuszczenie emigrantów. Tak, ci bosi murzyni z kutrów lądujących we Włoszech zastąpią inżynierów w fabrykach, lekarzy w szpitalach i całą resztę białych kołnierzyków… Jakim to trzeba być idiotą, żeby wierzyć w takie politycznie poprawne brednie. Wpuszczenie kolorowych, poza nielicznymi przyjemnymi aspektami, równa się powolnemu staczaniu danego społeczeństwa się w kierunku Afryki. Kto nie wierzy, niech jedzie na przedmieścia Paryża.

Jedyna rozsądna opcja to finansowe zabezpieczenie się, i to nie w papierowe obietnice (gotówka, obligacje, akcje, plany emerytalne), ale w rzeczy, które są namacalne i przyniosą wymierny dochód. Niestety, dochód pasywny jest Świętym Graalem inwestorów. Wielu do niech zmierza, ale prawie nikt nie dotrze. Dla prawie wszystkich jedyną opcją w zasięgu możliwości jest inwestowanie w nieruchomości pod wynajem. Do tego wniosku doszły miliony ludzi jednocześnie. W efekcie na całym świecie mamy do czynienia z puchnięciem cen nieruchomości w megamiastach, takich jak Nowy Jork, San Francisco, Los Angeles, czy Londyn. Co gorsza, tani kredyt powoduje lewarowanie się inwestorów. Swój kapitał traktują jako część inwestycji i na resztę zaciągają kredyt.

Wraz z rosnącymi cenami nieruchomości rosną także ceny ich wynajmu. To uderza w ludzi średnio i słabo zarabiających. Kto nie wie, ten może spytać znajomych jak wyglądają koszty najmu mieszkania w Londynie. Dla wielu osób łóżko w pokoju jednoosobowym pochłania całkiem sporą część dochodów. Niektórzy normalnie pracujący ludzie nocują w samochodach, w magazynach lub biurach.

Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla osób niezbyt zamożnych taka sytuacja jest przejawem patologizacji życia społecznego. Dla inwestorów jest to jedna z nielicznych szans za zabezpieczenie swoich finansów. Uniwersalnej prawdy nie ma.

Share This Post

8 thoughts on “Szczurownie

  1. A są w UE miejscówki niedaleko Polski, gdzie za 500tyś zł można kupić 5 dobrych 3 pokojowych mieszkań. Wiem bo sam kupuje:)

  2. A nie nie:) Nie w Rzeszy) U naszych południowych sąsiadów Pepików:)

  3. A propos tego świętego graala: ostatnio wyszło na jaw, że “guru” inwestowania w nieruchomości pod wynajem – Kiyosaki – wszystko sobie zmyślił, a milionerem został dziki sprzedawaniu swoich zmyślanych poradników.

  4. Też się spotkałem z opiniami, że Kiyosaki to kłamca. Jak ktoś chce się bawić w nieruchomości to najlepiej jest zostać developerem raz, że jest się wspieranym przez państwo a dwa marże podchodz spokojnie do 40 proc. Czasami nawet więcej.

    Pic na wodę w książkach Kiyosakiego to nic. Zobacz co zrobił z ludźmi pic na wodę napisany w biblii i koranie:) to dopiero majstersztyk.

  5. Panie Doxa, Londyn z 8,5 mln mieszkańców a do 2030 ma tu być ok. 10 mln ludzi.
    Ceny nieruchomości- w ostatnich 3 latach wrosły o 20%, teraz trochę wystopowały. Możliwe że to bańka, a możliwe że dalej ceny bedą rosły. Do tego dochodzi możliwość rozbudowania domu – piętro w górę – Loft, lub dobudówka z tyłu, gdzie polski budowlaniec swoją własną pracą może zwiększyc wartość nieruchomośći.
    Największe zyski przynaszą tak zwane HMO czyli wynajomowanie oddzielnych pokoi.
    Zarobki tez niczego sobie. Większość polaków oczekuje Ł10 na godzinę (ok.55zł) tyle dostają już nawet sprzątaczki. Jeśli polityka naszego kraju się nie zmieni, nadal będzie wyjeżdzać masa polaków.

  6. czy w tych cenach u pepików kupuje się mieszkania w opuszczonym mieście? bo chyba nie w Pradze…

  7. Myślę, że sytuacja cen nieruchomości jest bardzo łudząca. Kiedy przybywa mieszkań (a tak właśnie było i jest w Polsce), a ludzi ubywa to ich ceny powinny spadać. Takie jest prawo rynku. Jeśli Doxa twierdzi, że ceny są napompowane to ma całkowitą rację, ponieważ te ceny nie są realne. Powinny spadać i spadają!

    Teraz można zapytać, jak spadają skoro rosną? Rosną jedynie nominalnie, ponieważ drukarki i kredytodawcy pracują. Wzrost pieniądza jest większy niż spadek cen mieszkań, stąd nie widzimy realnych ruchów, lecz jedynie nominalne.

    Historia mówi, że kiedy podnosi się stopy procentowe, kapitał zaczyna uciekać, wierzyciele chcą kasę, długi muszą być spłacone to… pojawia się deflacja widoczna gołym okiem. Dług publiczny rośnie, ludzie są ślepi. Kiedy w końcu zakręci się kran z gotówką i kredytem to – w żaden sposób nie faworyzując autora bloga – okaże się, że on miał rację.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *