Ostrawa

Czechy są doskonałym laboratorium, pokazującym w pewnym sensie alternatywną rzeczywistość – Polskę jaką mogłaby być, gdyby nie kilka zwrotnych momentów w historii.

Tak się składa, że musiałem jakiś czas spędzić w Ostrawie. Polecam ten kierunek zwiedzania i obserwacje pod takim kątem o jakim wspomniałem – jaka Polska mogłaby być. Oto kilka dostrzeżonych różnic:

– Miasto, osobliwie starówka, wypełnione jest pięknymi budynkami. Widać, że przez miasto nie przechodził żaden front, nie było ostrzału artyleryjskiego Niemców i Rosjan, a potem byle jakiej komunistycznej odbudowy.

– Budynki są zadbane i odmalowane. Piękna starówka, pełna ciekawych knajpek. Nie zauważyłem ani jednego graffiti na ścianach. Prawdopodobnie zdziczenie społeczeństwa jest dużo mniejsze, jednak Germanie cywilizowali ten obszar dłuższy czas, a elity nie leżą w Katyniu tylko pilnują hołoty.

– Widać dużo Cyganów na ulicach, ale zupełnie nie przenosi się to na wzrost poziomu syfozy. Najwyraźniej wiele racji jest w tezie, że można tych ludzi jakoś wdrożyć do społeczeństwa, trzeba tylko chcieć i mieć na to środki. Pracowałem z polskimi Cyganami w USA, też dają sobie tam radę. Tylko w biednych krajach jest problem, ale tam jest problem ze wszystkim.

– Alko w sklepie jest w dobrej cenie (w promocji można kupić _dobre_ wino za 6 zł, które w PL kosztowałoby co najmniej dwa razy więcej) – po prostu fiskus nie jest tak zachłanny. Są też w sprzedaży dobre, ciemne piwa – stouty i pale ale.  Zdumiewające jest to, że w całej Europie można kupić ciemne piwo, tylko nie w Polsce (nie dotyczy Guinessa, który rzeczywiście jest, ale chyba wyłącznie dlatego, że to flagowy produkt który ma być sprzedawany na całym świecie).

– Miasto jest zielone i przyjazne środowisku. Jeżdżą tramwaje i trolejbusy, smog jest znacznie mniejszy niż w Polsce. Są autostrady, czego jak wiadomo ze świecą szukać u północnego sąsiada.

– Ludzie wydają się pogodniejsi i milsi, choć różnie z tym bywa. Zdarzyło się, że sprzedawczyni przekręciła mnie na 100 koron, skubana. Widać dużo policji pilnującej porządku, prawdopodobnie mniej ich jest na komisariatach, stukających jednym palcem w zabytkowe maszyny do pisania.

– Broń jest bardziej dostępna, władza mniej boi się obywatela. Aby zakupić broń gazową trzeba posiadać pieniądze, a nie osobistą zgodę prababki wraz z jej zaświadczeniem z chrztu oraz opinią psychiatry, gwarantującą że nie zachoruje się na żadną chorobę psychiczną w ciągu najbliższego półwiecza.

– Nie ma biegunki legislacyjnej ani miliardów zbędnych urzędników. Nie ma potrzeby tworzenia specjalnych Wysokich Urzędów z Jeszcze Wyższymi Prezesami, prywatnie znajomymi i rodziną rządzącej kliki. Na przykład nie ma Głównego Urzędu Miar – legalizacją wag zajmuje się w wolnych chwilach Český Metrologický Institut.

– W Czechach dokonano sprawiedliwej prywatyzacji obywatelskiej oraz dokonano reprywatyzacji mienia zagrabionego przez komunistów. W Polsce kradzione nieruchomości przykleiły się do łap urzędniczym mendom, a prywatyzacje robiło się najchętniej tak, by coś z tego skubnąć.

– Nie ma zajoba kleryklalizmu, tej jakże polskiej specyfiki. Dla Czechów kler był synonimem germanizacji i okupacji, dla Polaków ostoją narodowości (to uliczne przekonanie – sprawdź, co Watykan sądził o zaborach i kogo popierał). W konsekwencji w Katolandzie mamy zwierzęcy klerykalizm, w Czechach panuje normalność i można spokojnie wysłać dziecko do szkoły – nie będzie ani zerżnięte ani zindoktrynowane.

Reasumując, gdybym miał wybór czy mieszkać po polskiej stronie granicy czy po czeskiej, nie zastanawiałbym się więcej niż kilka sekund.

Share This Post