Drakońskie umowy

Kluczowym punktem umowy abonenckiej na telewizję satelitarną jest punkt mówiący o lokalizacji odbiornika. Jednym z warunków korzystania z usług jest przebywanie na terenie RP. Powodem istnienia takiego przepisu są ograniczenia licencyjne – właściciel praw autorskich sprzedając prawo do emisji danego materiału szacuje ile mieszkańców ma dane państwo i ilu abonentów ma dana telewizja. W ten sposób określa się cenę za prawo do emisji. Będzie to inna kwota dla telewizji lokalnej w jednym kantonie szwajcarskim a inna dla programu nadawanego nad całym terytorium USA. W ten sposób unika się również konkurowania ze sobą różnych platform satelitarnych na terenie jednego kraju.

Polacy mieszkający poza granicami Polski są w trudnym położeniu, jako że telewizje lokalne nie nadają programów w języku polskim. Rozwiązaniem jest przywiezienie ze sobą anteny satelitarnej, co jest równoznaczne z łamaniem umowy abonenckiej. Nie odstrasza to naszych rodaków, proceder stał się masowy i powstały nawet firmy specjalizujące się w pomocy w instalacji anteny. Ma to swój zabawny aspekt – firma chwali się swoimi klientami na swojej stronie internetowej. Z listy wynika, że umowy są naruszane nie tylko przez osoby prywatne, ale także przez takie poważne instytucje jak BBC, Dziennik Polski czy Instytut Kultury Polskiej.

Warto spojrzeć na ten problem z pewnej perspektywy. Ograniczanie funkcjonalności jest absurdalne i przez to nie powinno być stosowane. Wyobraźmy sobie żelazko, które ma wbudowane GPS, blokujące działanie urządzenia poza Warszawa, z tego powodu że producent chce stosować inne praktyki cenowe w Krakowie i osiągać większy zysk. Głupie, absurdalne i szkodliwe. Wyobraźmy sobie telewizor, który nie pozwala przełączyć się w czasie reklam – a takie próby widzimy w internetowych odtwarzaczach plików wideo. Równie głupie, absurdalne i szkodliwe. Technologia VHS była blokowana przez właścicieli praw autorskich, żeby przypadkiem ktoś sobie nie nagrał filmu i nie próbował go potem jeszcze raz obejrzeć. Słynne nakładanie simlocków stało się dziś tak wyśmiane i nieskuteczne, że coraz rzadziej stosowane.

Można postawić odwrotną tezę, że to nie konsumenci naruszają umowę, lecz sprzedawcy tworzą umowy naruszające zasady współżycia społecznego i próbują wykorzystywać swoją przewagę nad konsumentem. Nie jest prawdą, że konsument ma wolną wolę, jak nie chce korzystać z danej usługi to nie musi. Konsument jest skazany na korzystanie z usług monopolistycznego dostarczyciela gazu, ciepła, wody, elektryczności na swoim terenie. Dostarczycieli telewizji satelitarnej jest 3 – każdy ma podobną umowę i w rzeczywistości konsument nie ma żadnego wyboru. Podobnie z Allegro, praktycznie monopolizującym handel internetowy w Polsce.

Rolą ustawodawcy jest chronienie konsumenta przed dominującą pozycją korporacji. W tym właśnie celu powstał UOKiK, który naprawdę się stara poprawiać sytuację. Państwo zawsze musi stać po słabszej stronie i chronić pokrzywdzonego. Nie można też dopuszczać do propagandowych akcji koncernów, starających się przedstawić się w pozycji ofiary, cynicznie okradanej przez cwaniackich konsumentów. Prawda jest dokładnie przeciwna, to koncerny tworzą takie sytuacje, by wycisnąć jak najwięcej z konsumenta i postawić go w sytuacji bez wyjścia – np. bez dostępu do polskiej telewizji poza granicami RP. Ludzie próbujący obejść te przepisy nazywani są złodziejami, okradającymi biednych artystów.

Share This Post

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *