Categories
Ekonomia

Nawis dolarowy

Co starsi czytelnicy pamiętają przewlekłą agonię komuny i atrakcje, które temu towarzyszyły. Jedną z nich był tzw. nawis inflacyjny. Junta drukowała pieniądze, które nie miały pokrycia w produkowanych dobrach. W efekcie ludzie pozostawali z gotówką w ręku, nawet po wykupieniu wszystkiego co było dostępne w handlu. Twórcy tego zjawiska bardzo energicznie z nim walczyli. Przyjmowano wpłaty na drogie produkty z odbiorem za nieokreśloną ilość lat (mieszkania, samochody). Sprzedawano też polisy posagowe i obligacje premiowe. Wszelkie tak składane obietnice rządu okazały się bez pokrycia – żadnych dóbr za przedpłaty nie wydano.

Podobne zjawisko ma miejsce obecnie w obrocie dolarami. Ogromna ilość dolarów jest zamrożona w postaci oszczędności, czy to gotówkowych czy lokat. Zarówno potężni oligarchowie jak i drobni ciułacze emerytalni posiadają udziały w USA sp z oo, czyli w obligacjach. Gdyby uruchomić te środki, dolarowe tsunami wymiotłoby wszystkie dobra z rynku – od wykałaczek przez zboże do 300 uncjowych sztab złota. Potop trwałoby do momentu, gdy sprzedawcy przyjmowaliby dolary, czyli względnie niedługo. Szybko zdaliby sobie sprawę z braku wartości waluty papierowej. Wtedy zera na koniec ceny dodawane byłyby bardzo sprawnie.

Taki scenariusz jest nieodwracalny. Rząd amerykański może wprowadzić kontrolę cen, co zjawiska nie zahamuje, lecz spowoduje wyczyszczenie półek sklepowych. W odpowiednio długim horyzoncie czasowym nastąpi taki moment, w którym zjawisko zostanie wyzwolone, a proces raz uruchomiony nie jest możliwy do zatrzymania. Zjawisko osłabiania dolara, jakie obserwujemy, przypomina trzeszczącą tamę z wieloma potężniejącymi strumykami wody.

Share This Post