Media załamują ręce nad spadkiem dzietności w Polsce, która w kolejnych latach osiąga kolejne minima, utrzymując się nieco ponad 1.
W mediach często jest pokazywany wykres dzietności w Polsce po roku 1945. Widać dwie fale wyżu demograficznego i ostatni spadek. Nie oddaje to jednak pełnego obrazu sytuacji, który widać na dłuższym wykresie:

Polska, podobnie jak inne kraje, znajduje się w bardzo długim trendzie spadku dzietności. Wcale nie jest powiedziane, że odbiliśmy się od dna i dzietność będzie utrzymywać się na poziomie 1 lub wzrośnie. Wręcz przeciwnie – stawiam tezę, że dzietność nadal będzie spadać w kierunku 0,5. Moje przekonanie wynika z obserwacji – obecnie zaczyna dominować model, w którym praktycznie całkowicie zniknęły rodziny z 2 dzieci i więcej. Połowa kobiet ma dziecko – tylko jedno dziecko.
Tak wygląda symulacja populacji Polski, a bardziej precyzyjniej, ilości Polaków w Polsce:

Do końca 21 wieku będzie prawdopodobnie kilka milionów Polaków.
Dużo mówi się o ściąganiu polonii i cudzoziemców do Polski. Wiele krajów jest w podobnej sytuacji jak Polska. O produktywne rodziny z dziećmi, chcące się osiedlić w danym kraju będzie zażarta konkurencja. Skoro Polska dziś przegrywa w zakresie ściągania do Polski inwestorów to jak wygra konkurencję w ściąganiu ludności? Trzeba pamiętać, że Polska ma kiepską ochronę zdrowia, kiepskie szkolnictwo, niewydolne sądownictwo i agresywny system ściągania podatków, to czym przekona tych ludzi do zamieszkania w Polsce? I na ile ci ludzie spolszczą się? Może nawet nasilać się proces odwrotny, to naze rodziny z dziećmi będą wyjeżdżać do innych, bardziej atrakcyjnych krajów.
To wszystko ma znaczenie dla naszych finansów. Przy zmniejszonej populacji, składającej się głównie ze staruszek (mężczyźni umierają wcześniej), spadnie baza podatkowa i niemożliwe będzie obsługiwanie zadłużenia. Obligacje RP “zysk bez ryzyka” znowu okażą się bezwartościowymi śmieciami. Nieruchomości będą tanieć, oczywiście nie nominalnie, w inflacyjnej walucie, ale realnie, na przykład w złocie czy baryłkach ropy. Akcje, które już dziś służą w Polsce do odcedzania naiwnych inwestorów z gotówki, będą sobie słabo rodzić. Stan rynku akcyjnego jest pochodną ze stanu całej gospodarki, a ta jak już wspomniałem będzie w kiepski stanie z racji małego popytu wewnętrznego i małej ilości rąk do pracy. Jedyną bezpieczną przystanią jest złoto. Nawet jeżeli staruszki będą go więcej wyprzedawać niż kupować, to dilerzy mogą złoto eksportować, czego nie da się zrobić z polskimi akcjami czy nieruchomościami. Arabia czy Azja wchłonie każdą ilość kruszcu.
Groucho Marx powiedział “Nie chciałbym należeć do klubu, który przyjąłby mnie na członka.” Możemy powiedzieć, że nie chcemy w Polsce ludzi, którzy się tu pchają. Stwierdzenie, że jadą do nas “inżynierowie i lekarze” został już dawno wyśmiany – wśród nich jest więcej gwałcicieli i morderców niż inżynierów i lekarzy.
Trwa walka spindoktorów, pojawiają się propagandowe wrzuty pokazujące przestępstwa dokonywane przez etnicznych Polaków – “to Polacy zabijają, a nie migranci”. Jest to manipulacja, na którą nabiera się część populacji. Oczywiście, Polacy dopuszczają się poważnych przestępstw, ale chodzi o to, aby kolejnych zbrodni nie popełniali migranci.
Niedawno przejeżdżałem przez kraje Beneluksu. Tam w dużym stopniu nastąpiła już wymiana ludności. W porównianiu do kraju sprzed 50 lat widać zupełnie inny skład etniczny, używa się innych języków. Czy tego chcemy czy nie, za kilka pokoleń Polskę będzie zamieszkiwać zupełnie inna ludność. Katastrofy nie da się już uniknąć. W tej chwili chodzi tylko o ograniczenie jej rozmiarów.
38 replies on “Dno demografii”
Zamiast narzekać na demografię nad którą kontrola jest tak sprawna jak nad klimatem, lepiej zająć się uniezależnianiem systemu od niej. Gospodarka sobie poradzi. Socjal – nie.
Gospodarka sobie nie poradzi, w tym problem
To co takiego przykładowy Kuba Midel zrobi ze swoimi kawalerkami na wynajem w wielkiej płycie?
Uwaga, pojadę teoriami spiskowymi, foliowe czapeczki włóż:
Cóż… Przez większość historii to ZAWSZE malutkie “elity” organizowały sobie społeczeństwo, tak aby móc z niego odcedzać nadwyżki w możliwie najstabilniejszy sposób, przy jak najmniejszym zaangażowaniu zasobów własnych oraz tak, aby nie wyczerpać “łowiska”.
M.in. dlatego w tradycyjnych społeczeństwach wszystkie mechanizmy społeczne, wszystkie wyobrażenia o relacjach płciowych, o rodzinie i związkach, o religi i kulturze były nakierowane na to, żeby zmusić ludzi (zarówno mężczyzn jak i kobiety) do wysiłku płodzenia i mnożenia się.
Chodziło przede wszystkim o takie ustawienie schematu uzupełniania ludności, żeby – jak wyżej – “elity” mogły w sposób stabilny z tego korzystać. Z punktu widzenia “elit” najlepiej jest, jak “niewolnicy” swoją niewolę afirmują (religia? ideologia? inne?
https://aghisladraws.wordpress.com/wp-content/uploads/2024/02/oglaf-lions-herbivore-school.jpeg
) i przekazują tę postawę następnym pokoleniom. C’nie?
Ale nadeszła zmiana tego schematu uzupełniania ludności, zwana przejściem demograficznym,
https://phavi.umcs.pl/at/attachments/2015/1203/135004-04-rewolucja-przemyslowa-i-teoria-i-przejscia-demograficznego.pdf
która to zmiana zaczęła się pod koniec 18go wieku i w skali planety jeszcze się nie zakończyła.
Jest to przejście od równowagi dużej śmiertelności kompensowanej dużą rozrodczością, do stanu nowej równowagi niskiej śmiertelności i niskiego wskaźnika rozrodczości.
I tak, przjście do społeczeńśtwa industrialnego, a później postindustrialnego, z jego przełomami w obszarze medycyny, poziomie życia, polepszeniem warunków życia, poszerzeniem nowych wyobrażeń o higienie, itd itp doprowadziło do niebywałego w historii człowieczeństwa zmniejszenia poziomu śmiertelności i wzrostu długości życia.
W takich warunkach tworzony i pielęgnowany od tysięcy lat system praw i norm społecznych, ukierunkowany na wysoki poziom rozrodczości, utracił sens, a w niektórych aspektach wręcz okazał się szkodliwy.
Więc ludzkość nieuniknienie zaczęła od niego odchodzić.
Pisząc ludzkość, mam oczywiście na myśli rządzące “elity”, które stwierdziły, że trzeba wszelkimi dostępnymi środkami przestawić społeczeństwa na nowy model pozwalający im dalej w sposób stabilny korzystać z nowo-ukształtowanego equilibrium “łowiska społecznego”.
To dlatego, w mojej optyce, pod koniec 18go wieku pojawiło się tak wiele różnych “narzędzi” (różnych skrajnych ruchów politycznych, ideologicznych itp) służących do sterowania i przestawienia społeczeństwa (przesuwania okna Overtona ^^). A, że w sterowaniu potrzebne są zarówno narzędzia, które wzmacniają, jak i takie, które osłabiają wynik, to mamy zarówno skrajności na prawo jak i na lewo, jako dostępne narzędzia. Oraz oczywiście sprawujący władzę nad starymi narzędziami sterowania społeczeństwem nie chcą tej władzy tak szybko oddać… Ale jak dla mnie, to wszystko są klawisze tej samej klawiatury użytkowanej przez warstwę uprzywilejowaną. / Swoją drogą, to ten przysłowiowy 1% to już w skali planety jakoś z 80 milionów ludzi – spora liczba “drapieżników” jak na takie “łowisko” jak planeta ziemia 😉 / Dlatego tak ewidentna jest konkurencja pomiędzy nimi, ale to generalnie jest – z mojej perspektywy – różnica w formie zastosowania narzędzi, a nie o docelowy efekt.
Dlatego staram się ani nie wartościować, ani nie moralizować ludzi, którzy przez swoją osobitą sytuację wpadają w sieć konkretnego narzędzia/ideologii/prądu myślowego. Konstatuje po prostu, “ta osoba jest podatna na ten zestaw narzędzi wpływu”. Skoro tak jest, to owszem… mogę sobie z nią dyskutować, wymieniać myśli, ale nie spodziewam się ją bardzo zmienić. Co najwyżej mogę sam się czegoś nauczyć (nie przeczę, tu uczę się sporo rzeczy), więc warto czasem sprowokować tę osobę do głębszych wypowiedzi po swojej lini. Czasami odkrywam, że dana osoba jest nie tylko tubą powtarzającą jakichś zestaw memów, ale sobie pewien zestaw przemyśleń sama w jakiś sposób poukładała.
I z drugiej strony czasami irytuje mnie postawa na krańcach spektrum politycznego, że “przecwiną stronę” malują jako diabła.
Owszem, akceptuję, że te moje centrystyczne (a może i trochę egocentryczne) poglądy działają zarówno na prawej stronie, jak i na lewej stronie, dosłownie jak płachta na byka, ale jakoś z tym będę żył. 🙂
Natomiast wracając do wpisu, to uważam, że to darcie szat przez elity nad spadkiem populacji, to jest trochę takie wylewanie krokodylich łez. Że niby się tym martwimy, że niby coś z tym robimy, ale faktycznie na każdym kroku bezdzietność jest wspierana wszystkimi sygnałami, jakie do młodych ludzi docierają.
Wręcz trzeba mieć bardzo dużo samozaparcia, aby w dzisiejszych czasach chcieć zostać rodzicem. Sam, będąc takim rodzicem dwóch brzdąców, widzę jak wiele możliwości, wolności i elastyczności znika, jeżeli chce być się dobrym rodzicem.
Natomiast majętni i sterujący całym systemem któregoś dnia zapewne zdecydują, że nie da się utrzymać pewnych elementów systemu i po prostu porzucą je bezpowrotnie.
W Chinach ale i w Polsce ma to już postać umierających samotnie w swych mieszkaniach bezdzietnych starców.
To trzeba będzie wymyślić inną gospodarkę.
Żywność powinna być dostępna w miarę kurczenia się populacji (rolnictwo udało się zmechanizować), infrastruktura będzie sporo nadmiarowa… problem będzie z opieką zdrowotną i świadczeniami dla niezdolnych do pracy.
Demokracja albo na śmietnik (albo przynajmniej zmiany, że prawo głosu mają tylko pracujący) albo kryzys.
Co do emigracji, poza Afryką na południe od Sahary za kilka lat nie będzie kogo brać.
A tak w ogóle, zbyt zgrubny model statystyczny… ktoś się jeszcze chce rozmnażać, ciągle widzę 3-4 dzieci (5 i więcej NIE) w rodzinach; więc może być wymiana populacji pod względem światopoglądowym – coś jak pod koniec IR.
P.S. Ciekawą analizę, uwzględniającą zapaść demograficzną na świecie, można znaleźć tu:
https://www.ai-supremacy.com/p/will-ai-agents-really-automate-jobs
Miłej lektury!
Nie ma czegoś takiego jak jednolite elity. Są ludzie przy władzy politycznej i przy władzy finansowej. I oni reprezentują swoje prywatne interesy i ambicje. Zwykle poszczególne osoby mają sprzeczne cele.
@Przemysław Słomski
Nie ma czegoś takiego jak jednolite elity.
Nie musi być. Wystarczy, że wśród tych ludzi, “ludzi przy władzy politycznej i przy władzy finansowej“, istnieje pewien wspólny sposób myślenia o ludziach niebędących przy władzy. Oni wtedy nawet nie muszą się ze sobą umawiać, ale ich działania będą przybierały określony kształt. Coś jak wśród wyznawców jakiejś religii.
P.S. Dla przykładu, Bezos i Jack Ma to ludzie z różnych krajów, systemów politycznych itp. itd. ale równie wyżymający swoich pracowników, c’nie?
Nie ma czegoś takiego. Mielismy taka sytuację w jakiejś tam izbie gospodarczej. Dilerzy złota chcieli promowania gotówki, a część innych przedsiębiorców chciała promowania tanich płatności kartami.
Katastrofy? A ja myślałem naiwnie, że to nie katastrofa, a spełnienie mokrego snu antyklerykałów…
@Przemysław Słomski
Nie ma czegoś takiego. Mielismy taka sytuację w jakiejś tam izbie gospodarczej. Dilerzy złota chcieli promowania gotówki, a część innych przedsiębiorców chciała promowania tanich płatności kartami.
Przecież to jest przykład jednostkowy mikro odnośnie taktyki, a nie mówi nic ani o strategii, ani o meta-sytuacji. Czyli nie da się na podstawie tei informacji wyciągać żadnych dalekosiężnych wniosków.
Przecież nawet księża są różni, ale służą temu samemu Watykanowi.
Da się 😉 Inny przykład: Musk chce ratować USA przed bankructwem kraju poprzez ograniczanie importu, a Bezoz chce dalej sprzedawać towar z Chin. To jest elita elit, ale mają przeciwne interesy.
W każdej organizacji tak jest. Na przykład w PZPR też były różne koterie. Nic nie działa jak monolit. Zawsze działanie grupy to ścieranie się poglądów i interesów.
Spróbuj to skumać.
Da się Inny przykład: Musk chce ratować USA przed bankructwem kraju poprzez ograniczanie importu, a Bezoz chce dalej sprzedawać towar z Chin. To jest elita elit, ale mają przeciwne interesy.
W każdej organizacji tak jest. Na przykład w PZPR też były różne koterie. Nic nie działa jak monolit. Zawsze działanie grupy to ścieranie się poglądów i interesów.
Spróbuj to skumać.
@Przemysław Słomski
Dobra, wróćmy do tego co napisałem. “istnieje pewien wspólny sposób myślenia o ludziach niebędących przy władzy.”
Czyli, że elity, nazwijmy ich dla jasności drapieżnikami (lub dla niektórych pasożytami), są wszystkie tego samego zdania, że chcą na ludzie pospolitym żerować/pasożytować, w ten czy inny sposób.
W tym oni prawie wszyscy są zgodni. I z tego powodu ustawiają system tak, aby pasożytowanie/żerowanie było możliwe i ułatwione.
To o czym Ty piszesz, że między sobą konkurują o łowiska/paśniki itp., to jest zupełnie inna kwestia.
Rewelacyjnie opisane jest to tutaj
https://www.oftwominds.com/blogjun25/parasites-host6-25.html
A obrazem naturalistycznym pokazane tutaj:
https://www.youtube.com/watch?v=6zOarcL1BSc
Ale przez to, że drapieżniki ze sobą koknkurują, nie wynika wiele z punktu widzenia „zdobyczy”. C’nie?
“Czy tego chcemy czy nie, za kilka pokoleń Polskę będzie zamieszkiwać zupełnie inna ludność. ” A czy naprawde ma to jakies znaczenie? Czy nasza generacja ma gdzies sie zglosic z reklamacja, ze krol naszych przodkow sciagnal do Polski Krzyzakow? Przyszle pokolenia tez nie beda od nas dochodzic swoich pretensji, moga nas tylko oceniac. Do czego zmierzam, zamiast napinac sie i “walczyc o przyszle pokolenia” moze warto zrobic cos dla obecnych, ktore jeszcze zyja. Ot chociazby, dlaczego Polacy sa tak wrodzy w stosunku do osob niepelnosprawnych? Kierowca samochodu musi miec wygodny podjazd, nachylony, wyprofilowany, zeby bron boze amortyzator sie za bardzo nie zmeczyl. A niepelnosprawny? Osoba zniedolezniala? A niech spada na drzewo, buja sie na krzywym, ciasnym, nierownym chodniku. Najlepiej niech umrze i bedzie klopot z glowy. No, ale to kwestia niemodna, niszowa, ale przyszle pokolenia, demografia, hoho, to tematy jak rzeka. OGOLNOKRAJOWE. A wiadomo, ze wielcy ludzie zajmuja sie przynajmniej tematami ogolnokrajowymi, a najlepiej ogolnoswiatowymi.
To wszystko problemy które powstają jak się chce mieć ciastko i zjeść ciastko. Niestety, jak lordowskie mości chcą utrzymać status quo to potrzebują plebsu, i to dużo plebsu. Lokalny plebs już się chyba zorientował że nie chce do końca życia robić na czynsz dla jaśnie pana, a dokładnie w tym kierunku poszła cała Europa. Plebs się chyba już zorientował że ta cała ‘dzietność’ to bynajmniej nie z troski o ich dobro, tylko jeszcze jedna metoda na to żeby lordowie rośli w siłę.
Śmierdzi mi tu lewactwem.
Przedsiębiorcy nie żerują na pracownikach. Przypomnij sobie lata 90. Przedsiębiorców prawie nie było. Miliony ludzi nie miały pracy, bo nie miał ich kto zatrudnić, ale nie było też dróg i nowych domów, które były tym pracownikom potrzebne. Zarówno pracodawcy jak i pracownicy są potrzebni.
Przecież piszę o drapieżnikach/pasożytach wskazując górną półkę różnych korpo i miliarderów, a nie średnią klasę z ich MiŚiami organizującymi społeczeństwo na dole.
Bo to właśnie te górne elity też pasożytują na klasie średniej.
Równie dobrze można by powiedzieć, że to ty jesteś pasożytem
Ja bym sobie życzył, żeby w Polsce było dużo miliarderów, a lewactwa nie znoszę
@Przemysław Słomski
Akurat skrajne lewactwo, jak je określasz, faktycznie uważa, że ludzie sami w sobie są pasożytami na ziemi. Bez wyjątku. Trochę schizofreniczna jest ta lewica, c’nie?
Ja natomiast mam podejście centrystyczne, o czym wyżej rozleglej napisałem.
Z tej perspektywy stwierdzam po prostu (zresztą nie tylko ja), że są ludzie, którzy swoją przedsiębiorczością, pomysłowością, zaradnością i talentami organizacyjnymi dostarczają innym ludziom faktycznie potrzebnych im produktów i usług. Tworzą organizacje i firmy służące rzeczywistym potrzebom ludzkości. I chwała im za to i więcej mocy dla nich. Sam mam przywilej działać w takich firmach/organizacjach przez prawie całe moje życie zawodowe.
Ale są również ludzie, którzy zdobywają i wykorzystują wiedzę o ludzkich słabościach/ułomnościach oraz asymetrię informacji i tworzą pod to “produkty”, “usługi” i organizacje, które starają się ludzi uzależnić w ten czy inny sposób. Niczym dilerzy narkotyków. To nie jest wiedza oświecona, ale konstatacja zastanej rzeczywistości.
I to są dla mnie pasożyty/drapieżniki. Na szczęście podobnie widzi to coraz większa rzesza ludzi o centrowym punkcie widzenia.
Ludzi, którzy nie dają się zwariować progresywną, lewicową, prawicową czy libertariańską narracją i nie dający się zapędzić do danego plemienia wyznawców tej czy innej ideologii.
Już tyle ludzi przejechało się wierząc że będzie tylko rosło – pensje, dochody, biznesy, akcje… Wszystko działa pięknie gdy wykresy idą w górę. I nieodmiennie się sypie gdy nagle kierunek się odwróci. Ale państwo nie powinno opierać swojej gospodarki na tym że ludzi będzie ciągle przybywać – w końcu podobno rząd zatrudnia fachowców, ekonomistów, którzy chyba powinni być w stanie wyjaśnić błędy takiej strategii?
PS w Rosji jest dużo miliarderów. Ale nie przekonuje mnie to o zaletach oligarchii.
Jeden z rodzimych miliarderów: trend jest taki, że za 10-15 lat biznes mennicy będzie schyłkowy, nie będą bite już monety. Czyli co, kompletny brak popytu na bulion?
Od 45s
https://www.money.pl/pieniadze/znany-miliarder-bez-cenzury-o-analitykach-w-zyciu-niewiele-widzial-7138177710175873v.html
Czy Szanowny Gospodarz zgadza się z oceną i dostrzega taki sam trend?
Nie
Historia się nie powtarza, ale się rymuje?
W przeszłości, gdy gospodarka hamowała, rosło bezrobocie i narastały nierówności, do głosu dochodzili populiści. Potem często wybuchały rewolty albo wojny – o zasoby, wpływy, przetrwanie. Dziś znowu mamy recesyjne symptomy: stagnację, polaryzację społeczną, napięcia geopolityczne, dług!
Ale tym razem świat wygląda inaczej. Kluczową zmienną jest – demografia! starzejące się społeczeństwa, malejąca liczba osób w wieku produkcyjnym, spadający popyt. Czy to powstrzyma wielkie konflikty? Może dzięki automatyzacji jednak nie..?
Jednocześnie pojawia się pytanie, czy przy kurczącym się potencjale ludzkim zdołamy utrzymać infrastrukturę, systemy energetyczne, transportowe, opiekę zdrowotną. To nie tylko wyzwanie ekonomiczne, ale też egzystencjalne – bo bez ludzi nie ma kto tego świata dźwigać.
W takim krajobrazie rywalizacja może się przenieść z frontu militarnego na gospodarczy: o miejsca pracy, o lokalizację produkcji, o przepływy kapitału. I tu decydujące będą trzy rzeczy: tania energia, dostęp do surowców, brak przeregulowania! i wykwalifikowana kadra. Kto to zapewni, ten będzie przyciągał inwestycje i utrzyma względną stabilność.
Wg mnie jesli USA uporają się ze swoimi problemami wewnętrznymi (co nie będzie łatwe..) to obstawiam ich na prymusa gospodarczego przyszłych dziesięcioleci.
Rzeczywiście, sporo zmieniło się w świecie w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Mam wrażenie, że za dobrobyt przyszło nam zapłacić zasadami moralnymi i rodziną.
Ja mam taką teorię, że dobre czasy tworzą słabych ludzi. Niekoniecznie wierzę w teorie o celowej inżynierii społecznej, choć jest to możliwe.
Mamy po prostu kolejną belle epoque, po której przyszło rozwiązanie moralne, po którym przyjdzie kolejna wojna i wyczyszczenie sporej części ludności. Może być też tak że jesteśmy w większej części zwierzętami, niż ludźmi i dalej rządzą nami, rzekomo latającymi w kosmos, zasady natury, w tym wymieranie po rozkwicie populacji.
@MCK JWR i inni
Rzeczywiście, sporo zmieniło się w świecie w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu lat. Mam wrażenie, że za dobrobyt przyszło nam zapłacić zasadami moralnymi i rodziną.
Mam wrażenie, że chyba nikt tutaj nie załapał. Choć uczą tego na biologii w podstawóce:
“Im mniejsza szansa przeżycia, tym liczniejsze potomstwo”
Ludzi też ta biologiczna reguła dotyczy. Im statystycznie ludzie biedniejsi (biedniejszy ma z definicji mniejsze szanse przeżycia niż bogatszy), tym więcej mają dzieci. To dotyczy zarówno całych krajów (bogaty kraj->mało dzieci, biedny kraj->dużo dzieci), jak i wnętrza tego samego kraju (biedni mieszkańcy kraju->dużo dzieci, bogaci mieszkańcy tego samego kraju->mało dzieci).
Tu grafika która wszystko pokazuje:
https://slomski.us/wp-content/uploads/2025/08/FertilityRates.png
…zauważcie, że krajach rasy Żółtej jest już z dzietnością gorzej niż u Białych. Regionalnie powyżej progu zastępowalności (2.1 dziecka na kobietę) są już tak naprawdę tylko Murzyni i Arabowie, a i tak ci ostatni są niewiele powyżej niego (Middle East + North Africa ma 2.4 dziecka na kobietę), raczej już tylko kwestią czasu jest kiedy poniżej progu zastępowalności spadną też Arabowie.
Bezpieczeństwo, świetna opieka medyczna, jedzenia pod korek – pomimo tego albo raczej w związku z tym dzietność spada. Tak jest w każdym ogrodzie zoologicznym. Widocznie ludzie zmieniają swoją strategię przetrwania w ten sam sposób co zwierzęta. Mnie przekonuje odpowiedź Pilastra, że obecnie na dzieci decydują się ludzie, którzy lubią dzieci (stawia na gen “lubienia dzieci”). Za kilka pokoleń zostaną tylko ludzie z tym genem, więc TFR wzrośnie. Ale co z gospodarką, to nie wiem. Z jednej strony “dark factories” a z drugiej co? Czytam sobie teraz książkę “Jak kompostować zwłoki” i tam jest rozdział o Japonii. Po jego przeczytanie uśmiecham się tylko, gdy słyszę polskie porady, by iść na pielęgniarstwo, bo społeczeństwo się starzeje. Tam 90cio latkami opiekują się 75 latkowie, wiec te porady są niezawinienie spóźnione 🙂
@xxx
Choć uczą tego na biologii w podstawóce:
“Im mniejsza szansa przeżycia, tym liczniejsze potomstwo”
Nigdzie tego na biologii nie uczą. Uczą o zaobserwowanych strategiach rozmnażania.
Czyli też nie załapałeś
Ludzi też ta biologiczna reguła dotyczy. Im statystycznie ludzie biedniejsi (biedniejszy ma z definicji mniejsze szanse przeżycia niż bogatszy), tym więcej mają dzieci.
Też nie. Bo:
1. Obecnie badania antropologiczne wskazują na to, że ludzie przed rewolucją neolityczną i powstaniem rolnictwa stosowali strategię K (czyli wydawanie małej liczby potomstwa, otaczanego troskliwą opieką).
Dopiero wraz z rozwojem rewolucji neolitycznej i po zwiększeniu zapotrzebowania na ręce do pracy na roli powstały religie, które mnożenie się na potęgę wspierały (“mnóżcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną”).
Wiele wskazuje na to, że historia Kaina (rolnika) zabijającego Abla (pasterza) to symboliczne przedstawienie tego, jak osiadłe rolnictwo wyparło nomadzkie pasterstwo jako sposób życia.
2. Trendy wskazują jednak, że to bogatsi mają więcej dzieci, a nie biedni.
Tu grafika która wszystko pokazuje
Ta grafika pokazuje jedynie stan zastany, nie wyjaśniając tego, jak do niego doszło i dlaczego.
zauważcie, że krajach rasy Żółtej jest już z dzietnością gorzej niż u Białych
W Chinach olbrzymią dzietność zbito w bardzo krótkim czasie bezwzględną przemocą (na przykład przymusowe aborcje, ale i wiele innych). W pokoleniu dziadków mojej ślubnej było tak, że był jeden ojciec, miał dwie żony i z każdą 5kę dzieci. Ale już w pokoleniu rodziców mojej ślubnej każdy miał TYLKO jedno dziecko, bo więcej nie było wolno.
Dopiero od kilku lat w Chinach wolno mieć więcej niż jedno dziecko.
@PawelW
W Chinach olbrzymią dzietność zbito w bardzo krótkim czasie bezwzględną przemocą
NIE, NIE, NIE
W chwili zniesienia polityki jednego dziecka (2016) wskaźnik dzietności w Chinach wynosił 1.7
Do spadku z 1.7 do 1.0 doszło w ostatnich 10 latach, w warunkach zachęt by mieć dwójkę lub trójkę dzieci. To wzrost zamożności jaki następił w ostatniej dekadzie dramatycznie zbił dzietność. Patrz wykres:
https://slomski.us/wp-content/uploads/2025/08/BabyBust.png
@xxx
Jesteś pewien, że właściwie odczytujesz dane z zalinkowanego przez Ciebie wykresu?
Bo wynika z niego, że pomiędzy 1970 a 1980 zbito w ChRL dzietność z ponad 6 na około 3, pomiędzy 1980, a 1990 zbito z 3 na ok 1,7
Wszystko to polityką jednego dziecka!
Przez ok. 25 lat (1990 – 2015) pozostawało to stabilnie.
W 2016 zniesiono bezwzględne egzekwowanie polityki 1go dziecka.
Pomiędzy 2015 a 2025 nastąpił spadek z 1,7 na 1 dziecko na kobietę.
I tu pytania.
1. Naprawdę uważasz, że spadek z 6+ na 3 a potem na 1,7 to mniej niż spadek z 1,7 na 1?
2. Jak sądzisz, co by było gdyby wcześniej nie zrobiono redukcji z ponad 6 dzieci na kobietę do 1,7 przy pomocy bezwzględnej polityki 1go dziecka?
Do spadku z 1.7 do 1.0 doszło w ostatnich 10 latach, w warunkach zachęt by mieć dwójkę lub trójkę dzieci.
Ty byłeś może w Chinach?
Bo ja mam małżonkę Chinkę od czasu do czasu do Chin latam i trochę wiem, co się tam dzieje. Wiesz jak życie w Chinach wygląda? Jak ten wzrost zamożności w praktyce wygląda?
Tam głównym problemem nie jest wzrost zamożności, a upakowanie milionów ludzi jak mrówki w mrowiskach. Kto by chciał swoje dzieci w takie coś pakować?
Kiedyś miałem zajawkę, żeby tam mieszkać, ale jak zobaczyłem jak to wygląda i z czym się je, to mi radykalnie przeszło i uwierzyłęm małżence, w to co mi opowiadała.
Tak, czy siak, czeka nas katastrofa demograficzna i skutki: import opalonych, a co za tym idzie, spadek średniego poziomu inteligencji w społeczeństwie polskim, import “rozwiniętych” religii i ideologii z królestw pustynnych… ale będziemy dobrze grać w piłkę.
panem et circenses
Politykę jednago dziecka wprowadzono w 1979, więc ten spadek to jeszcze sprzed jej wprowadzenia. Co prawda już wcześniej były działania na rzecz zmniejszenia dzietności – bodajże darmowe środki antykoncepcyjne na przykład, ale do 1979 nie było zakazu posiadania drugiego dziecka.
No i tu już bym upatrywał bardziej wzrostu zamożności – w okresie 1980-1990 średni wzrost PKB Chin wynosił 11% rocznie.
W 2016 zwiększono dozwoloną ilość dzieci do 2. Dopiero posiadanie trzeciego stało się nielegalne (no – jeśli dwie pierwsze były dziewczynki to chyba wolno było mieć trzecie).
Obok są Indie – kraj o podobnej populacji, ale w którym nigdy żadnej “polityki x dzieci” nie prowadzono. Podejrzewam, że spadek dzietności przebiegałby podobnie jak w Indiach w relacji do PKB. Czyli jako że Indie są obecnie na poziomie na jakim Chiny były w 2010 roku, to Chiny miałyby TFR 2.0 w roku 2010.
Ależ “upakowanie ludzi” to skutek wzrostu zamożności właśnie. Wzrost zamożności skutkuje wzrostem upakowania.
Biedny kraj wygląda tak:
~70% ludności żyje na wsiach, zarabiają na życie pracując na polu i przy zwięrzętach – ręcznie, większość tego co wyhodują zjadają sami z rodziną – przeważnie jest jakaś niewielka nadwyżka którą można sprzedać. Następne dziecko nie wiąża się z prawie żadnymi dodatkowymi kosztami. Młodsze dzieci i tak biegają gdzieś wokół pola czy obory w której rodzice i starsze dzieci pracują. Tak generalnie 8-latek jest już w stanie wytworzyć więcej żywności niż sam zjada
Tak właśnie wyglądały Chiny z 50 lat temu.
FAST FORWARD o 50 lat, biedny kraj stał się w miarę bogaty.
Rolnikami jest 10% populacji. Typowe gospodarstwo rolne wytwarza kilkanaście razy więcej żywności niż jego członkowie zjadają. Na polach pracują wielkie maszyny, kombajny, traktory, snopowiązałki, pługi 10-skibowe itd. nikt przy zdrowych zmysłach nie pozwoli plątać się wśród nich dzieciom, ani nie posadzi 8-latka za kierownicę kombajnu.
A pozostałe 90% ludności żyje w miastach, w początkowej fazie z małych ciasnych mieszkaniach – bo na większe mało kogo stać. Do tego duża część kobiet opuściła wsie, bo jednak i tak w mieście życie jest lżejsze.
@xxx
Ok. Po przemyśleniu Twoich argumentów, pogrzebaniu w paru miejscach oraz zapytaniu kilku osób z CN skłaniam się do zgody, że polityka 1go dziecka miała bardzo ograniczony wpływ na spadek TFR.
Duuuużoooo większy wpływ miała radykalna emancypacja kobiet, wzrost poziomu ich wykształcenia, zmiany kulturalne oraz społeczne, przy akompaniamencie rozwoju gospodarczego.
Polityka jednego dziecka nie była skierowana na to, aby ograniczyć TFR, ale na to by ograniczyć wzrost bezwzględnej ilości ludzi w Chinach.
@PawelW
Logika polityki 1 dziecka była taka, że należy zatrzymać wzrost populacji, bo jeśli populacja Chin wzrośnie jeszcze bardziej to zabraknie ziemi uprawnej, dla następnego pokolenia.
Do tego jasne było, że nie ma możliwości zdobycia większej ilości ziemi na drodze wojny, bo sąsiedzi posiadający sensowną ilość takowej (Indie i ZSRR) mają bombę atomową.
Nikomu w pale się nie mieściło w roku 1979, że przez następne 40 lat średni wzrost gospodarczy wyniesie 10% rocznie i że w związku z tym dla następnego pokolenia będzie tyle miejsc pracy w miastach, że więcej ziemi uprawnej będzie zbędne, a Chiny już w począkach XXI wieku będzie stać na to by kupować duże ilości żywności na rynkach międzynarodowych za dolary.
Pewnie gdyby o tym w Chinach wiedziano, to wybranoby drogę Indii, w których żadnej “polityki x dzieci” nigdy nie było a dzietność i tak zeszła poniżej progu odnawialności pokoleń (poniżej 2.1) w wyniku samego wzrostu gospodarczego.
@xxx
Ok, wydaje mi się, że jesteśmy na tej samej stronie.
Jedyne co dla mnie pozostaje ciekawą zagadką, to ile dziś wynosiłaby populacja Chin bez polityki 1go dziecka?
Bez problemu może sobie sprzedać wszystko i pójdzie na emeryturę. Te zmiany nie będą dotyczyć jego życia bo kilka milionów Polaków w Polsce to nie jest perspektywa 10 lub 20 lat a Midel nie będzie robił biznesów w wieku 130 lat.
Masz rację, sytuacja demograficzna wygląda coraz gorzej. Coraz mniej młodych ludzi i coraz więcej starszych to duże wyzwanie dla kraju. Trzeba coś zmienić, bo inaczej przyszłość może być trudna.
Natrafiłem na taką, bardzo szczegółową mapkę ze wskaźnikami dzietności, pokazuje trochę więcej niż ta którą dałem wczesniej.
https://slomski.us/wp-content/uploads/2025/10/DetailTFR.jpeg