Categories
Ekonomia

Kubanizacja Europy

Na Kubie przed 1953 zakup samochodu był prosty, o ile miało się pieniądze. Po prostu szło się do dilera i kupowało się auto. Po rewolucji posiadanie auta zaczęło być niebywałym luksusem. Dlatego obecnie po wyspie nadal jeżdżą zabytki z lat 50tych, trochę produkcji z demoludów i garstka nowoczesnych samochodów z wypożyczalni oraz w użyciu Partii.

Czy utrudnienie dostępu do aut było korzystne dla Kubańczyków? Tylko najbardziej ekstremalni marksiści odpowiedzą twierdząco. Dla Kubańczyków jest to poniżająca tortura uniemożliwiająca normalne życie.

Taką kubanizację chce nam zafundować Unia Europejska. Od 2035 nie będzie można sprzedawać samochodów spalinowych. W Europie brakuje infrastruktury dla elektryków, od elektrowni, przez sieci, do ładowarek. Nie ma czego ładować, czym, i skąd brać na to energię. Oznacza to, że samochody staną się niedostępne dla Europejczyków tak samo jak dla Kubańczyków. Będziemy sobie mogli popedałować do pracy. Nie wiadomo, co z osobami niepełnosprawnymi, co z wszelkiego rodzaju reprezentantami handlowymi, jeżdżącymi od miasta do miasta itp. Mnóstwo różnych rodzajów aktywności społecznych i gospodarczych zostanie uniemożliwiona. Cofniemy się cywilizacyjnie o 100 lat, do czasów sprzed forda T.

Szkodliwość europejskich aut dla ekologii jest znikoma w porównaniu z przemysłem i energetyką Azji, która wyrzuca do atmosfery tysiące razy więcej gazów cieplarnianych niż nasze pojazdy. Tu nie chodzi o ratowanie planety, tylko o zniszczenie gospodarek i społeczeństw Europy. Są to działania zaplanowane i opłacone przez Pekin oraz Moskwę. Zdumiewające jest to, że nikt tego nie zauważa, nikt nie reaguje. Metoda powolnego gotowania żaby działa idealnie.

Share This Post

13 replies on “Kubanizacja Europy”

Ta jasne….
A za laicyzację i islamizację Europy płacą szejkowie 😉

Autorze ! O ile diagnoza zniszczenia gospodarki UE jest trafna o tyle nadal nie widzisz kto za tym stoi ! Czy na zniszczeniu gospodarki UE zależy Rosji która dostarczała jej surowce, czy Chinom, które dostarczały jej produkty ? Ani jednym ani drugim. Na zniszczeniu gospodarki UE może zależeć komuś trzeciemu, komuś kto jest już rozwinięty i nie na rękę jest rozwijanie sie innych, bo zniszczenie UE bije też w Rosję i Chiny. Więc kto za tym stoi ? Odpowiedź prosta – USA.

A czemu przez Moskwe? Im raczej zalezy zeby Europa zuzywala jak najwiecej ropy. Poza tym Europa sama na siebie naklada embargo a Kuba sama sobie tego nie zrobila.

NIkt nie zauwaza?Bzdury-wszyscy zauwazaja tlyko tacy jak my nic nie moga a takim jak Donald Tusk to pasuje.Co moze nie?

{optr34

Jeśli prześledzi się działania rodziny Rockeffeller od lat 50-tych, widać jasno, że idea socjalizmu połączonego z presją na pseudo ochronę środowiska jest ich główną osią działania. Cały pomysł CO2, zerowego wzrostu itp. wyszła właśnie od nich. Zakładali lub/i finansowali przez ostatnie półwiecze niezliczone organizacje zajmujące się klimatem i ideologią socjalistyczną (np. Klub Rzymski, Klub Budapesztański, konferencje Kioto, potem w Brazylii, Karta Ziemi i wiele wiele innych), finansowali badania udowadniające wpływ człowieka na poziom CO2 w atmosferze, aż z początkiem XXI wieku udało im się zglobalizować i upolitycznić idee zielonych w bardzo istotnej skali. Uzyskali siłę decyzyjną ponad narodami w zakresie prawodawstwa związanego z regulacjami rynku energii. Bardzo wyczerpująco pisze o tym Jacob Nordangard.

@nikt_wazny
od lat 50-tych (…) Cały pomysł CO2, zerowego wzrostu itp. wyszła właśnie od nich

Te kretyn: zarówno wpływ spalania kopalin na stężenie CO2 atmosferze jak i cieplarniane właściwości CO2 odkryto w XIX wieku (tu recenzowana publikacja naukowa na ten temat z roku 1896: https://www.rsc.org/images/Arrhenius1896_tcm18-173546.pdf )

Koniecznie zmień źródła, bo te z których korzystasz faszerują Cię kłamstwami i to nastawionymi na totalnych debili bo sprawdzenie kiedy tę czy inną rzecz odkryto to kwestia 30-sekundowego użycia google’a, czyli te źródła są nastawione na debili za głupich by być w stanie użyć wyszukiwarki.

Dziś do pracy w pięknym słońcu jechałem rowerkiem z 6 km przez ponad 4 był korek. Minąłem kilkaset samochodów. I ciągle nie mogę uwierzyć, że ludzie tak bardzo nie szanują swojego czasu, zdrowie i pieniędzy, na dojazdy do pracy samochodem. A widać, że są nieszczęśliwi, złośliwe zachowanie kierowców są widoczne (korek, ale dostawczak celowo wjeżdża na drogę rowerową, choć metr dalej nie może pojechać, ale żebym też postał).

Zgodzę się, że samochody elektryczne to żadne rozwiązanie (bo są dobre tam, gdzie rower, czyli bez sensu z każdego względu). Do jazdy z puntu do punktu na przestrzeni kraju rzadko wygrywa z samochodem spalinowym pociąg/samolot. Bo z samochodem elektrycznym i kolejkami do ładowarek wygrać może sprawniejszy kolarz szosowy 🙂

Argument z niepełnosprawnością odrzucam – fakt, ludzie są zapuszczeni i leniwi, ale nie jesteśmy w swojej masie Amerykanami z +50 kg tłuszczu/osobę.

Ostatnio byłem na delegacji w Pradze, nie rozumiem zachwytów nad tym miastem. Wygląda jak Polska z lat 90. Wszędzie samochody, piesi mają zielone przez 3 sekundy i biegną przez przejścia, samochody stoją kilka metrów od rynku, dziwne że po moście Karela nie śmigają. Fajne parki do biegania i rzeczywiście zero prawdziwych korków, bo wszędzie są dwupasmówki a rowerzyści mają może 40 cm drogi wyznaczonych farbą na asfalcie. I znam ludzi, którzy Pragi mają dość, ja miałem po niecałym tygodniu, ale ja byłem tam trzeźwy i w pracy i pewnie tym się różnię od typowego turysty.

Moja opinia jest prosta – samochody spalinowe nie powinny zostać zakazane, bo słusznie prawi autor, to ich wytworzenie i produkcja paliw zabija planetę, a nie to co wylatuje z ich rur (bardziej to co z klocków hamulcowych i to wielokrotnie!, są na to oficjalne badania). Czyli wystarczy, żeby stały się drogie, tak samo jak paliwo (powinno być opodatkowane od chorób, które powoduje i pełnego kosztu), a służby powinny naprawde karać za nielegalne parkowanie, czy zastawianie chodników (obecnie jest to praktycznie bezkarne). I bardzo szybko ilość samochodów w MIASTACH się wyrówna do zdrowego poziomu, będą je mieć tylko osoby pracujące samochodami, entuzjaści (czyli ja, bo tak uwielbiam mój czerwony kabriolecik, nawet jeśli tankuję go raz na 3 miesiące, to każdy km jest frajdą, choćby to była wyprawa do Biedronki po zakupy za ciężkie na rower), albo osoby naprawdę niepełnosprawne.

I tu dochodzimy do WSI – nie wyobrażam sobie życia poza miastem bez samochodu. Tego nie da się rozwiązać inaczej. Fakt, że na wsiach samochód elektryczny byłby ideałem, bo i ładowanie jest wtedy bezproblemowe i dystanse przejeżdżane dziennie małe.

P.S.
A brutalna prawda jest taka, że tylko my, sieroty po PRLu, mamy nabożny stosunek do autek, nasze dzieci wychowane w dobrobycie samochody traktują jak suszarki/lodówki. Bardzo niewiele młodych się tym jara, prawo jazdy w mieście jest niepotrzebne, chyba że dla kogoś UBER to szczyt ambicji zawodowych. Nie potrzeba by było żadnego zakazu w UE, sprzedaż samochodów załamałaby się bez tego w ciągu 20 lat max.
Na wsiach wiadomo, jest inaczej, bez samochodu nie ma życia. Prawo jazdy = wolność.
P.S.S.
Nienawidzę hipokryty Muska.

Auta elektryczne mają jeszcze 2 ciekawe cechy: 1) znacznie mniejszy zasięg (przy wielokrotnie dłuższym czasie “tankowania”) i 2) znacznie wyższą cenę, która podobno ma się zwrócić na niższych kosztach jazdy (ale po kilku latach trza wymienić horrendalnie drogi akumulator). Choć podobno zwolna się to zmienia: zasięgi nieco rosną a ceny nieco spadają (ale w porównaniu do spalinowych, które też drożeją). Więc może chodzi o to, żeby znowu uczynić auta osobowe dobrem luksusowym, dostępnym dla nielicznych bogatych i uprzywilejowanych. Bedą mogli cieszyć się swobodną jazdą i parkowaniem tak jak kilkadziesiąt lat temu, gdy plebs nie urządzał korków.
Spotkałem się też z opinią, że ta odgórnie stręczona “elektromobilność” to działanie wymierzone w złych “nafciarzy”, którzy korumpują polityków (jakoś w tej sprawie nie skorumpowali). Niestety autor owej opinii nie wyjaśnił już kim są owi tajemniczy dobroczyńcy ludzkości, co to odrywają złych nafciarzy od żłoba. I kolejna sprawa: jak już puszczą nafciarzy z torbami – to spoczną na laurach, czy zamiarują jakieś dalsze przychylanie nam nieba?

Nawet jesli to beda samochody elektryczne, to nie zmieni to faktu ze samochod sie nie skaluje. Na wsi, gdzie gestosc zaludnienia jest niska, tego nie widac, ale w miastach nie ma po prostu dla nich miejsca — przy elektrykach to wybor miedzy asfaltoza a parkami, a przy spalinowych dodatkowo porecznym paliwem, a nowotworem. Cudzym.

Jazda samochodem zawsze sie bedzie odbywac na cudzy koszt.

Swoja droga nie widzialem jeszcze w centrach miast “przemyslu”, natomiast samochody i owszem. Straszenie globalnym ociepleniem, kiedy ludzie juz dzis umieraja z powodu notworow to jakas kpina.

Dlatego powinniśmy rozwijać technologię wodorową. Toyota, Hyundai i inne marki mają już elektryki, których zasięgi sięgają 700 km a samo tankowanie wodoru trwa do 5 minut. Wystarczy rozwinąć technologię wytwarzania wodoru czy też jego oczyszczania w firmach, w których jest on odpadem, rozbudować sieć stacji tankowania wodoru i cieszyć się ekologiczną jazdą. Innym wyjściem, mniej bolesnym finansowo jest dopuszczenie do dalszej eksploatacji hybryd.

Dzisiejszy korek na Wilanów, zdjęcie z TVN Warszawa:
https://tvn24.pl/najnowsze/cdn-zdjecie-7rp2q8-korek-na-czerniakowskiej-po-awarii-przy-budowie-kolektora-6221117/alternates/LANDSCAPE_840

Zwróćcie uwagę na rowerzystę po lewej, on sobie powoli jedzie i dojedzie na miejsce tak jak każdego dnia.

Jak pisałem, ludzie wsi nie mają wyboru, tylko samochód. Ale w mieście wszystko inne niż rower to głupota (chyba, że ktoś mieszka i pracuje przy metrze/SKM/tramwaju/buspasie).

@Wojtek Inżynier

To kwestia jak wygląda metro. Jak pracowałem w Berlinie (przyjeżdżałem do Berlina w poniedziałek rano pracowałem tydzień i w piątek wieczorem wracałem do Polski) to w ten poniedziałek rano zostawiałem samochód na obrzeżu miasta, wsiadałem do metra i cały tydzień jeździłem metrem – bo po prostu poza jakimiś skrajnymi przypadkami nie prześcigniesz metra samochodem.
Jak rozmawiałem z Berlińczykami to okazywało się, że większość samochodu nie ma – po mieście metrem dojedzie się prawie wszędzie szybciej więc używanie samochodu nie ma sensu, a jak czasem potrzebny jest samochód na jakiś dalszy wyjazd to można wypożyczyć z wypożyczalni.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *