Pisanie dla Investing.com, czyli jak się szuka frajerów w sieci

Dwa tygodnie temu otrzymałem następujący mejl od p. Katarzyny Plewy z serwisu Investing.com:

Witam serdecznie Panie Przemysławie, Bardzo miło jest mi Pana poznać. Gratuluję strony, którą Pan tworzy i merytorycznych treści. Nazywam się Katarzyna Plewa i jestem opiekunem polskiej edycji Investing.com. Chciałabym zapytać, czy nie byłby Pan zainteresowany współpracą z w zakresie gościnnej publikacji artykułów na portalu pl.investing.com ? Ekspozycja jest znaczna – polską edycję odwiedza miesięcznie ponad 500 tys.użytkowników, generując 28 mln wyświetleń. Z naszej strony możemy zaproponować szereg narzędzi dla webmasterów, które mogłyby być interesujące dla Pana strony: Kalendarz Ekonomiczny, Kursy Walut w czasie rzeczywistym i wiele innych. Aktualna sytuacja powoduje, że wszystkie edycje portalu Investing.com notują jedne z najwyższych w historii statystyki. Jest to więc bardzo dobry moment, aby rozpocząć publikacje i zyskać nowych czytelników. Zakres współpracy i treści jest elastyczny, nie oczekujemy wyłączności, oczywiście wszystkie materiały publikowane pod nazwiskiem/ i linkiem. Na chwilę obecną publikują u nas poza analitykami wewnętrznymi, m.in. dziennikarze Comparic.pl, Tomasz Trela, Tomasz Hońdo, Daniel Kostecki. Link>>https://pl.investing.com/analysis/ Dodam tylko, że wszystkim zajmuje się nasza redakcja bez nakładu po Pana stronie. Chętnie odpowiem na wszelkie pytania. Udanego popołudnia!

Pisanie artykułów wymaga pracy. Trzeba mieć pomysł, zrobić risercz, w końcu napisać sam materiał. Dobry artykuł to kilka godzin żmudnej pracy. Zdarzało mi się zatrudniać kopyrajterów, i okazuje się, że napisanie dobrego artykułu to koszt od kilkuset złotych w górę. W przypadku autorów, którzy są znani, koszt napisania wynosi tysiące złotych / artykuł.

Wobec tego zapytałem p. Plewy, czy chociaż istnieje możliwość uzyskania z ich strony czegoś w zamian, na przykład linków w napisanym artykule, które mogą budować nam pozycjonowanie serwisów. I tu zapadła cisza, mimo podbijania tematu kolejnymi mejlami.

Wynika z tego, że p. Plewa proponuje pracę za friko. To takie typowo polskie przekonanie, że jeżeli ktoś nie macha łopatą tylko klawiaturą, to nie jest to praca i można mu nie zapłacić.

Nie wiem jaki jest powód tego, że ktoś tam jednak pisze. Może nie ma co ze swoim życiem robić? Może się ludziom nudzi? Może myślą, że skoro siedzą 8h w robo, to jak machną jakiś artykuł, to czas im szybciej zleci i na dodatek trochę się wypromują? A może p. Plewa innym osobom coś płaci, tylko uznała, że jako handlarz złota i tam mam już za dużo kasy? Nie wiem.

Artykuł ten napisałem dlatego, żebyście jako czytelnicy zobaczyli, że ‘darmowe staże’ są oferowane nie tylko studentom, ale każdemu komu się da, nawet blogerom, prywaciarzom, kucharzom i muzykom.

Share This Post

35 thoughts on “Pisanie dla Investing.com, czyli jak się szuka frajerów w sieci

  1. “To takie typowo polskie przekonanie, że jeżeli ktoś nie macha łopatą tylko klawiaturą, to nie jest to praca i można mu nie zapłacić.”

    Jak ja to dobrze znam!!!Jak przychodzi do mnie elektryk czy gosciu od gazu to liczy gruba kase za robote-jak ten sam typ potrzebuje pozniej zebym mu cos zalatwil w urzedzie/banku/u prawnika bo sam spie….lil sprawe/nie dotrzymal terminow/cos zle wpisal-“to wiesz po znajomosci postawie ci piwo/kupie butelke wina”.
    A najgorzej jak jakiejs lebiedze raz czy dwa cos zalatwilem( a czasem zajelo mi to 2-3 dni i pare godzin na telefonach do roznych instytucji i pisania pism urzedowych)za friko bo mi durnia bylo szkoda(a najczesciej jego dzieci)to pozniej z byle gow…nem przylatywal co chwile.
    A juz moja zona to pewnym momencie to robila niemal za biuro pomocy dla polowy Polakow w okolicy….oczywiscie najczesciej za friko albo max za czekolade-juz normalnie czasu dla rodziny nie miala bo ciagle komus cos zalatwiala.
    W koncu sie “zbuntowalem” i nic nie robie a i swoja zone po paru awanturach i pokazaniu jej ze ci sami ludzie jak cos od nich potrzeba to “wlasnie sa zajeci” tez oduczylem-teraz za friko nic nie robie-jak drobna sprawa)to jeszcze czasem cos podpowiem co trzeba zrobic ale grube sprawy to albo mowimy ze nie wiemy albo jak juz ktos sie upiera to za konkretna kase.
    Bo tak wlasnie jest jak piszesz ze dla Polaka praca to machanie lopata,ewentualnie polozenia plytek z lazience ale juz pare godzin wiszenia na telefonie w obcym jezyku,konferowania z prawnikiem i pisania pism urzedowych zeby mu dupe ogonic to nie praca “bo to kazdy moze zrobic”(szkoda tylko ze sam zainteresowany ani nikt z jego otoczenia jakos nie bardzo).

    Piotr34

  2. Jestem mechanikiem ciezkiego sprzetu.
    Szok, niedowierzanie, bulwersacja i niekontrolowane upuszczanie moczu kiedy mowie, ze oplata za zdiagnozowanie problemu wynosi 500PLN “NO ALE NIE MOZESZ PO PROSTU RZUCIC OKIEM CO JEST NIE TAK?
    W sensie ze dojazd do klienta 3h(x2), 200km w jedna strone (x2) ma byc za friko a jak juz uzyje 15 lat doswiadczena zawodowego i powiem im co sie popsulo to oni sobie juz zamowia czesci 😉
    Niestety januszexy same se kreca bata na siebie – mentalnosc ze wszystko ma byc za darmo i charytatywnie powoduje ze ja i koledzy po fachu nawet nie odbieramy telefonow.
    Milo (smutno) widziec ze nie tylko w mojej branzy jest padaka

  3. ” To takie typowo polskie przekonanie, że jeżeli ktoś nie macha łopatą tylko klawiaturą, to nie jest to praca”

    Z tym wiaze sie zreszta jeszcze jeden problem wystepujacy szczegolnie w Polsce.Otoz tej “pracy przy klawiaturze”/w biurze nie traktuje powazenie nawet duza czesc owa prace wykonujacych.
    To powoduje ze glownym zajeciem urzedasow w Polsce nie jest praca urzednika tylko picie kawy w godzinach pracy,puszenie sie na prawo i lewo “wlasna waznoscia” i branie w lape,glownym zajeciem zarzadow firm prywatnych nie jest zarzadzanie powierzonym majatkiem i budowanie brandu tylko robienie przekretow na prywatne konto a glownym zajeciem politykow nie jest prowadzenie jakiejkolwiek polityki tylko podczepianie sie pod miedzynarodowe instytujce dla forsy i wciskanie rodziny na stanowiska gdzie sie tylko da.
    Pewnie ze te zjawiska wystepuja i gdzie indziej(takze i w UK)a czesc zdaje sie miec wrecz podstawy biologiczne ale w Polsce owo uwielbienie dla lopaty i lekcewazenie dla kazdej innej pracy(i pasozytowanie na niej)zdaje sie byc szczegolnie silne-co zwyczajnie widac po tym jak beznadziejnie zarzadzane jest panstwo polskie czy polskie firmy na praktycznie kazdym szczeblu.

    Piotr34

  4. @Piotr34
    I tylko mi tak jakoś przelatuje przez głowę pytanie:
    Skoro jest tak źle, to czemu jest tak dobrze

    (1) https://twitter.com/xxx70889423/status/1384819420397293568

    (2) https://twitter.com/xxx70889423/status/1388449665255972866

    (3) https://twitter.com/xxx70889423/status/1388471058945224705

    Bo powiedzmy sobie szczerze – jeśli nie dojdzie do jakiejś gwałtownej zmiany trendów, to do roku 2030 Polska prześcignie w PKB PPP/mieszkańca Włochy i Hiszpanię, a do 2040: Francję

  5. Nie ma sensu porównywać się do tych krajów. Przecież Francja to jest kraj na granicy wojny domowej, co bylo widac wyraznie zarowno w czasie protestow Kamizelek jak i przy zadymach z kolorowymi.
    Czy mozesz porownac jak bedzie wygladala sytuacja ekonomiczna i demograficzna Polski na tle Korei Pld w 2030 i 2040?

  6. @xxxx

    Jak zwykle po lini rzadowej propagandy.Pamietam juz takie teksty z poznej komuny a pozniej z lat 90-tych-juz zaraz za 5 -10 lat mielismy byc druga Jponia,Hiszpania,Irlandia.Jakos jak na razie to nikogo nie przescignelismy i bardzo watpie aby sie to udalo.Pewnie nawet Francja czy inne kalifaty beda mialy problemy(o czym pisze od lat) ale to nie znaczy ze w Polsce sie poprawi.

    Piotr34

  7. Piotr34

    “Pamietam juz takie teksty z poznej komuny a pozniej z lat 90-tych-juz zaraz za 5 -10 lat”

    No i? Ojciec mi opowiadał że komunistyczna propaganda w latach ’60 mówiła, że “już za parę lat” będzie się latało samolotami, telewizor będzie sterowany głosem, a pranie, zmywanie sprządanie będzie wykonywać automaty…
    Nie stało się to “za parę lat” jak ta propaganda mówiła ale w końcu się stało

    “mielismy byc druga Jponia,Hiszpania,Irlandia.Jakos jak na razie to nikogo nie przescignelismy”
    Nie bzdurz – prześcignęliśmy Grecję i Portugalię w PKB PPP/mieszkańca
    Już proponowałem tu zakład, że do 2030 prześcigniemy Włochy, nie znalazł się nikt chętny do jego przyjęcia.

    Pewnie nawet Francja czy inne kalifaty beda mialy problemy(o czym pisze od lat) ale to nie znaczy ze w Polsce sie poprawi

    Przecież systematycznie się w Polsce poprawia. Coś musiałoby zatrzymać ten proces. Na razie nie widać na horyzoncie nic co mogłoby to zrobić.

    Doxa
    Coż Korea wydaje się iść podobnie do Polski, tylko ok. 10 lat przed nią.
    Krótko przed 2020 Korea prześcignęła Włochy, a do 2030 prześcignie Francję.
    W 2040 wydaje się, że będzie nadal te same 10 lat przed Polską

  8. Tak jak pisałem, prześciganie upadających krajów PIGS jest takim samym wyczynem jak wygranie w szachy z arcymistrzem, który dzień wcześniej upił się w trupa i spał łącznie 90 minut.

  9. @Doxa

    “Tak jak pisałem, prześciganie upadających krajów…”

    Ekhm… a czy przypadkiem zawsze w historii nie było tak, że nowe potęgi wyrastały na tym, że stare stawały się “upadającymi krajami”?

    Francja ~250 lat temu nie wyrosła na potęgę przypadkiem przez to, że wcześniejsza potęga – Hiszpania zaczęła podupadać?
    A Wielka Brytania 200 lat temu nie wyrosła przypadkiem na potęgę na tym, że owa Francja zaczęła podupadać?
    A USA 100 lat temu nie wyrosły przypadkiem na potęgę na tym, ża zaczęło podupadać Imperium Brytyjskie?

    …A ogólnie Europa i USA nie wyrosły na dominujące części świata przez upadek Chin jakieś 500 lat temu?

  10. Co do prognozowania PKB i podobnych parametrów – chyba na Wysokim Napięciu lub podobnym portalu są wykresy jak prognozowano w Polsce produkcję i zużycie energii elektrycznej od lat 20-tych XX w. A potem jaka była produkcja rzeczywista. Owszem m. in. wojna była po drodze lecz okupantowi na energii też zależało. Podsumowując – chciejstwo.

    W temacie: w spolaryzowanym świecie mediów pozory pluralizmu (publikują różne osoby) może być przedstawiane jako atut. A portalowi się wydaje, że samo pojawienie się nazwiska jest zapłatą w postaci reklamy… Wydawać się może bo są osoby piszące do różnych publikatorów. Właściwie ten sam artykuł, tu nieco skrócony, tam nieco dostosowany do linii pisma, w sumie na blogu podobny wpis. Cecha wspólna: mają inne zajęcia, publikacje to dodatek, autoreklama bądź chęć wpływania na rzeczywistość. Zapewne nie biorą dużo, niewykluczone, że w ogóle więc i portal liczy na kolejnego “darmowego blogera”.

  11. To takie typowo polskie przekonanie, że jeżeli ktoś nie macha łopatą tylko klawiaturą,

    Kitujesz. W 2005 roku bylem wspolautorem rozdzialu w ksiazce naukowej. W szanowanym wydawnictwie naukowym o oglnoswiatowym zasiegu. Jak przyszlo do placenia, to dostalismy email od pana o grecko brzmiacym nazwisku, ze zamiast zgodnie z umowa dostac X GBP mozemy dostac najwyzej 0.5*X EUR. Jak odpowiedzielismy, ze prosimy o zaplacenie X GBP zgodnie z umowa, to pan o greckim nazwisku odpowiedzial, ze mozemy dostac najwyzej 0.5*X USD (USD stalo wtedy nizej niz EUR). Zostalismy przy swoim i zadnej kasy nigdy nie zobaczylismy na oczy.

    W 2018 roku bylem wspolautorem calej ksiazki naukowej. Wydanej rowniez w wydawnictwie o ogolnoswiatowym zasiegu (oddzial, ktory z nami podpisal umowe ma siedzibe w Szwajcarii). Tym razem nawet nie silili sie na targowanie. Po prostu nie zaplacili i czesc. Zaplacili natomiast symboliczne tantiemy w 2018 za pierwszy rok sprzedazy. W 2019 roku sprzedaz byla juz we wrzesniu tak z 5 razy wyzsza od roku 2018 (wedlug ich wlasnego systemu liczacego, ktory podawal ilosc sprzedanych rozdzialow ksiazki na stronie internetowej poswieconej tej ksiazce). Szykowalem sie wiec na tantiemy przynajmniej 5 razy wyzsze, a tymczasem w pazdzierniku 2019 na internetowej stronie naszej ksiazki zniknal system podajacy sprzedaz. Tantiemy za caly rok dostalismy wielokrotnie mniejsze niz za 2018, a wydawnictwo do tej pory nie przyslalo nam informacji o ilosci sprzedanych egzemplarzy mimo wyraznej prosby jednego z nas.

    Jak wiec widzisz niechec do placenia za ciezka prace nie jest typowo polskim wynalazkiem, tylko przyszla do nas ze Szwajcarii. A moze nawet z bliskiego wschodu? A ty w zwiazku z tym jestes chyba polonofobem, bo to juz nie pierwszy Twoj tego typu szczeniacki komentarz.

  12. @Doxa

    Opisaną przez Ciebie sytuacje dobrze opisuje to co powiedział w swoim wystąpieniu podczas TED Nick Hanauer:
    https://www.ted.com/talks/nick_hanauer_the_dirty_secret_of_capitalism_and_a_new_way_forward/
    Interesujący fragment poniżej, pogrubienia ode mnie:

    (…)The second assumption (faulty) is that the price of something is always equal to its value, which basically means that if you earn 50,000 dollars a year and I earn 50 million dollars a year, that’s because I produce a thousand times as much value as you. Now, it will not surprise you to learn that this is a very comforting assumption if you’re a CEO paying yourself 50 million dollars a year but paying your workers poverty wages. But please, take it from somebody who has run dozens of businesses: this is nonsense. People are not paid what they are worth. They are paid what they have the power to negotiate, and wages’ falling share of GDP is not because workers have become less productive but because employers have become more powerful.(…)

    i w wolnym tłumaczeniu:

    (…)Drugie (błędne) założenie jest takie, że cena czegoś jest zawsze równa tego wartości, co w zasadzie oznacza, że jeśli zarabiasz 50 000 dolarów rocznie, a ja zarabiam 50 milionów dolarów, to dlatego, że wytwarzam tysiąc razy więcej wartości niż ty. Zatem teraz nie zdziwi cię gdy dowiesz się, że jest to bardzo pocieszające założenie, jeśli jesteś dyrektorem generalnym, który płaci sobie 50 milionów dolarów rocznie, ale płaci swoim pracownikom ubogie pensje. Ale proszę, przyjmijcie to od kogoś, kto prowadził dziesiątki firm: to jest nonsens. Ludzie nie otrzymują takiej zapłaty, jakiej są warci. Płaci im się tyle, ile mają oni realnej siły by wynegocjować, a malejący udział płac w PKB nie wynika z tego, że pracownicy stali się mniej produktywni, ale z tego, że pracodawcy stali się potężniejsi.(…)

    Czyli ze swojej pozycji nie jesteś w stanie wymusić lepszych warunków, jedyne co możesz zrobić, to podziękować za współpracę.

    Ja doskonale wiem, że jako pracobiorca (obojętnie na umowie o pracę czy freelancer) jestem praktycznie ZAWSZE na gorszej pozycji negocjacyjnej w stosunku do zatrudniającego mnie przedsiębiorstwa (są wyjątki, ale to są właśnie tylko wyjątki potwierdzające regułę). Dlatego cieszę się, że pracuję na regulowanym rynku pracy, a kwestię moich zarobków oraz innych okołopracowych warunków reguluje umowa/układ zbiorowy wypracowana przez jeden z najsilniejszych związków zawodowych.
    Polecam to wszystkim dymanym pracobiorcom czy freelancerom!

  13. >Takie Jeden Łoś

    Nie nadałeś sprawie biegu prawnego? Rozumiem, duża firma, ale skoro masz w ręku umowę to sprawa raczej oczywista.

  14. Do PawelW,
    Firmy nie powstają po to, aby tworzyć miejsca pracy. Jeżeli pozycja pracownika jest gorsza niż pracodawcy to należy zostać pracodawca. To podpowiada logika. A doświadczenie życiowe pokazuje, że jest jednak więcej pracowników niż pracodawców. Jaki z tego wniosek?

  15. @Przemax

    To sa za male pieniadze, zeby od globalnej korporacji zarejestrowanej w CH dochodzic czegokolwiek. Nie jestem przeciez jedyny, ktorego zrobiono w bambuko. Mysle, ze sporo ludzi sie pieklilo, skoro firma usunela ze stron internetowych poswieconych poszczegolnym ksiazkom liczniki kupionych egzemplarzy, ale pewnie malo kto dochodzil swego. Musialoby sie zebrac kilkuset autorow i razem dochodzic swego, ale to malo realne jest, a nawet wtedy wiekszosc kasy zjedliby prawnicy.

    To zreszta nie sa jedyne watpliwe praktyki wydawnictw na rynku publikacji naukowych i mysle, ze sprawa powoli dojrzewa do tego, zeby nastapilo jakies rozwiazanie systemowe. Bo jak do tej pory to badania naukowe sa finansowane glownie przez rzady, potem przy publikacji prawa autorskie sa przekazywane przez uczonych wydawnictwom, a potem rzady z publicznej kasy placa wydawnictwom za prawo rzadowych jednostek naukowych do korzystania z tych publikacji, ktore same za rzadowa kase wyprodukowly. To moze mialo cien sensu, kiedy wydawnictwa tworzyly jakas wartosc dodana i cos naprawde drukowaly, ale w tej chwili nie tworza, bo cala robote zwalily na autorow, ktorzy de facto przygotowuja juz finalna wersje pracy wymagajaca niewielkiego nakladu srodkow, zeby ja opublikowac. A ze publikacja odbywa sie w wersji elektronicznej, to wydawnictwo de facto tylko zgarnia kase za watpliwej jakosci posrednictwo. Recenzje prac naukowych robia oczywiscie tez uczeni oplacani przez rzad za przyslowiowe “dziekuje” ze strony wydawnictwa.

  16. @Takie Jeden Łoś.

    Zagadka – kto jest autorem:
    “nauka, od kiedy przestala byc jedynie dociekaniem prawdy przez pasjonatow, a stala sie dochodowym biznesem dla karierowiczow nie jest juz w wiekszosci wiarygodna i na dodatek nie ma prostych sposobow na sprawdzenie, co jest prawda, a co klamstwem”

    I jeśli byłoby tak jak autor powyższego cytatu twierdzi, to tylko należałoby się cieszyć że oszuści-wydawcy oszukują oszustów-autorów prac naukowych. Czyż nie?
    Niech się oszuści oszukują nawzajem – im więcej tym dla uczciwych lepiej…

  17. @Limak

    No właśnie jaki wniosek? Proszę mowiedz mi bo ciekaw jestem. 🙂

  18. @Limak

    Owszem, firmy nie powstają do tworzenia miejsc pracy. Jednakże zatrudniają ludzi. A cywilizowane państwa dbają o to, aby wszyscy ludzie – w tym i uczestnicy rynku pracy – mieli wyrównane możliwości realizowania swoich praw 😉

  19. Do PawelW,
    Nie tworzymy państw aby wyrównywać możliwości realizowania swoich celów. Swoje cele realizuje jednostka w oparciu o swój potencjał a Państwo ma w tym nie przeszkadzać. Np. w Polsce nie ma zakazu otwierania firm i zatrudniania pracowników. Również w Polsce nie ma płacy maksymalnej i każdy pracownik może oczekiwać dowolnie wielkiego wynagrodzenia. Do tego edukacja na wszystkich poziomach jest darmowa i każdy może podnoście swoje kwalifikacje, za darmo. W Polsce można pracować, nie pracować, być pracodawcą. Co stoi na przeszkodzie abyś samodzielnie kierował swoim życiem?

  20. Przemysław i PawelW,
    I z preambuly to wynika. Stanowimy prawa i na straży praw tych stoimy aby jednostka mogła się samodzielnie rozwijać i żyć tak szczęśliwie jak potrafi. O wyrównywaniu szans słowa tam nie ma.
    Co do wniosków z postu pierwszego, No cóż, można to wyjaśnić w sposób następujący. Doświadczenie życiowe pokazuje, że zawsze jest więcej biedniejszych niż bogatszych, brzydkich kobiet niż ładnych, otyłych niż szczupłych, głupszych niż mądrzejszych. Jak to wyjaśnić? Łatwo, większość po prostu nie chce i liczy na socjalistów, którzy te różnice będą wyrównywać dekretami. Trudniej być przedsiębiorca niż pracownikiem. Może być?

  21. Obawiam się, że rozumienie preambuły oraz oczekiwania obywateli są wręcz przeciwne do tego co piszesz. Polacy nienawidzą wolności, natomiast kochają socjalizm. Takie państwo, co się nad nimi pochyli, przytuli, da mieszkanie, pracę i emeryturę. Rozejrzyj się, pogadaj z ludzmi, zobacz co jest w programach polityków.

  22. @Limak
    Powiedzmy tak, to nie wniosek a obserwacja. Że w świecie wszystko mniej więcej rozkłada się zgodnie z rozkładem normalnym Gaussa, niektóre rzeczy z rozkładem Pareta.

    Co natomiast my rozumne istoty z tą obserwacją zrobimy, jakie wnioski z tego wyciągniemy… to już inna sprawa.
    Pisząc z Tobą mam wrażenie jak bym rozmawiał z samym sobą, tylko tak 15 lat młodszym 😉
    Pozdrawiam i życzę miłego odkrywania rzeczywistości.

  23. TJŁ
    “Musialoby sie zebrac kilkuset autorow i razem dochodzic swego, ale to malo realne jest, a nawet wtedy wiekszosc kasy zjedliby prawnicy.”

    Kitujesz.

    8zł 99gr + koszty upomnienia zwrócił mi zarząd Impost Paczkomaty sp. z o.o. po oficjalnym pisemnym WEZWANIU DO ZAPŁATY po tym, jak odmówił, pomimo wielokrotnych interwencji (zarchwizowanych, żeby była tutaj jasność) zwrotu opłaty za “niewykorzystaną etykietę”.

    Żeby ślizgać (lub usiłować), nie trzeba jechać do CH. Naprawdę. Wystarczy odrobina konsekwencji.

  24. “Polacy nienawidzą wolności, natomiast kochają socjalizm.”… i najwyraźniej przyzwalają na kradzież, vide zajumanych 150 mld z OFE, w biały dzień. Ktoś zadyndał z tego powodu ? Nie. Ktoś wyszedł na ulicę ? Tak. Ale w obronie – to nie żart – tzw. “wolnych sądów” które… potwierdziły “lagalność” wyślizgania z oszczędności. Region Wisły zatem, to taki europejski Schaperplatz. Na własne życzenie tambylców.

  25. Przemysław,
    Przeciętny wyborca ani nie czytał preambuly ani konstytucji. Zna sie za to dobrze na gazetkach w Lidlu. I niech tak zostanie, natomiast co pewien czas wyskoczy taki ochoczy młody socjalista, który ma oczekiwania. Trzeba mu otworzyć oczęta.

  26. @Limak
    Wydaje mi się, że nie załapałeś sensu posta @Doxy/Przemysława Słomskiego pt. “Pisanie dla Investing.com, czyli jak się szuka frajerów w sieci”
    Ani tam, ani w moich wpisach nie chodzi o socjalizm.
    Dziwi się on w swoim wpisie, że oferuje się mu – przedsiębiorcy – pracę za darmo i przypisuje jakąś szczególną właściwość polakom.
    “(…)To takie typowo polskie przekonanie, że jeżeli ktoś nie macha łopatą tylko klawiaturą, to nie jest to praca i można mu nie zapłacić.(…)”

    Tymczasem faktem jest to, że to nie jest typowo polskie podejście. To jest rosnący problem na całym świecie, że duzi bezpardonowo żerują na, wykorzystują i zjadają małych, a sami zostają zjedzeni przez jeszcze większych.
    O tym jest ten poemat:
    https://www.youtube.com/watch?v=kiaxHUFAWew
    (dla niewładających angielskim, są napisy automatyczne na polski – dają radę).

    I o tym mówił cytowany przeze mnie powyżej miliarder Nick Hanauer. Duzi pracodawcy mają – często wbrew prawu – coraz więcej władzy.

    I są na tej ziemi społeczeństwa, które bezwolnie dają się dymać, ale liczą że wzniosą ręce do nieba i im coś to pomoże.
    Jednakże są też i społeczeństwa, które wykształciły mechanizmy kontrolne dla tych dużych i wtedy dobrze jest nie tylko tym najbogatszym, ale i spora inna część społeczeństwa partycypuje we wspólnym torcie. Czyli da się. I korona nikomu z tego powodu z głowy nie spada.

    Jeszcze z 15 lat temu, jako nabuzowany 25-latek nie rozumiałem tych mechanizmów i byłem korwinistą pełną gębą. Porozmawiamy za 15 lat, zobaczymy gdzie będziemy wtedy.

  27. Nie moglbym sie zgodzic bardziej z trescia postu Doxy. Obecnie pracuje – dosc wysoko w strukturze – jako programista dla jednej z najwiekszych instytucji finansowych na swiecie. Dla tej pracy “ucieklem z Polski”. Przed rozpoczeciem “kariery” po roznych korpo, probowalem wykorzystac jakis tam swoj talent tworzac roznego rodzaju systemy informatyczne w Polsce. Zawsze konczylo sie tak samo… roznego rodzaju partnerzy, wspolnicy i kooperanci dochodzili do wniosku ze w pewnym momencie jestem im zbedny, bo “sami dalej beda rozwijac sprzedaz”, a produkt juz jest. Pewnie mialem zly model biznesowy, bo zawsze szukalem ludzi ktorzy by zajeli sie rozwojem rynku/sprzedaza a ja produktem. Podzial mial zwykle byc 50/50 lub czasem nawet 34/66 (mniej dla mnie). Produkty zwykle bazowaly na subskrypcjach lub roznego rodzaju malych ale stalych oplat, ktore w zalozeniu mialy w dlugim okresie zapewnic mi dochod. Zdecydowanie przyslowiowe 50 zl za pojedyncza sprzedaz nie pokrywaly ani promila moich kosztow na rozwoj, R&D, etc. Zwykle po roku-dwoch wspolpracy zawsze okazywalo sie ze partnerzy jakos np. wprowadzaja swoj wlasny produkt i przejmuja klientow… Raz nawet tak sie wk****lem ze oddalem sprawe do sadu – o kradziez pomyslu, bazy danych, klientow, etc. I wiecie co? Sad dal wiare pozwanym, ze cytuje “recznie przepisalismy dane klientow z raportow ktore oni nam udostepnili i w zadnym przypadku nie uzywalismy danych z bazy pozywajacego”. Moje dowody: logi z adresem IP i kwerendy z bazy danych. Pozwanych tlumaczenie “recznie wprowadzilismy do ‘naszego od podstaw napisanego systemu’ dane klientow”…. Tak ponad 3 miliony rekordów w jeden wieczor…. 🙂 Gratuluje sadowi naiwnosci / lub poczucia humoru….

    Dlaczego to pisze? Tylko po to, zeby pokazac ze Polska (przynajmniej z mojego doswiadczenia) nie jest krajem przyjaznym dla nikogo wykonujacego prace bardziej zlozona niz prowadzenie wykladow (kafelkow w kiblu). Po wyjechaniu za granice – jakos udalo mi sie:
    – osiagnac rozsadna stabilnosc finansowa z mojej pracy (pensja + equity)
    – osiagnac rozsadne zadowolenie z mojej pracy i jakies tam uznanie (kilka patentow)
    – mozliwosci rozwoju ktorych bym nie mial w polsce
    – lepsze perspektywy dla swoich dzieci (samo to ze angielski jest w zasadzie dla nich pierwszym jezykiem obecnie jest juz duzym plusem w stosunku do ich “kolegow z Polski”, do tego szkola gramatyczna)
    – zyc w rozsadnym otoczeniu prawno-ekonomicznym. Np. ostatnio minister finansow zapowiedzial ze mu przykro i bedzie w zwiazku z COVID-19 musial podniesc CIT. I prosi zebym sie przygotowal na to od 2023 roku…. W polce by to ogloszono na tydzien przed nowym rokiem.
    – moja emerytura JEST MOJA. Nie publiczna i nie panstwowa. Moge sobie kupic albo Apple albo Amazon albo zloto albo trzymac w gotowce. I jak na nia wplacam to wplacam brutto (rzad oddaje podatek).

    Sorry, nie moglem sie powstrzymac i nie skomentowac wpisu Przemka. Pozdrawiam z zagranicy. Do Polski nie wracam, nie jestem od dawna polskim rezydentem podatkowym, a jak rzad sprobuje cos pokombinowac w celu okradzenia polskiej diaspory na swiecie to odesle paszport na adres dlugopisa w palacu prezedenckim.

  28. @Emigrant
    Tak miałeś zły model.
    I nie nie tylko w Polsce tak jest.

    Na zachodzie jest identycznie, np. że autorzy map prowadzają do nich nieistniejące wyspy – wtedy mają dowód, że ktoś skopiował i zarabia na ich mapie.
    Jakiś serwis sprzedający opony zamieścił w swojej bazie kilka nieistniejących ich modeli – potem bez problemu wygrał w sądzie z firmą która na swojej stronie użyła kopii jego bazy.

    Jeśli nie jesteś w stanie zrobić tego rodzaju zabezpieczenia, to Twój model biznesowy nie zadziała – i to nie tylko w Polsce.

  29. Cieszę się, że poruszył pan ten temat. Bo w przyrodzie pojawił się nowy gatunek, czyli “jelenie polujące na jeleni”. Występuje on na terenie RP gromadnie, ale na szczęście nie podlega ochronie w żadnym miesiącu. Również miałem sporo tego typu propozycji, ale na wszystkie odpowiadam bezpośrednio “Nie macie kasy na wynagrodzenia, to spadajcie na szczaw i mirabelki”. Najbardziej w pracy za darmo wkurza mnie maskowanie, gdzie używa się zwrotów “stażyści”, “okres próbny”, “praktykanci”, “zdobywanie doświadczenia”, “chwilowo za darmo” itp. Jeden zwrot wywołuje u mnie alergię i spazmatyczną irytację – “wolontariat”! Sami biorą nieprawdopodobną kasę, dostają dotacje, itp., a wykorzystują młodzież i dzieci do cna. jak np. podczas Mistrzostw Europy w piłce nożnej.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *