Kupić czy wynająć nieruchomość

Jest to podstawowy dylemat każdego singla lub rodziny, którzy nie posiadają jeszcze własnego kredytu hipotecznego. Zwykle takich osób nie przekonuje moja chłopska mundrość typu ‘jak mieszkanie jest tańsze od 80 czynszów to okazja do kupna, jeżeli droższe od 120 czynszów to mamy bańkę‘ albo ‘warto kupować takie mieszkania, z których czynsz pokrywa spłatę kredytu na jego zakup‘.

Zasada ‘Nikt nie narzeka na swój poziom IQ, każdy narzeka na swój poziom PLN’ powoduje, że powyższe argumenty są zwykłym marnowaniem śliny. Bardziej przemawia do wyobraźni ‘nie będę płacił jakiemuś Żydowi czynszu, wole spłacać swój 30 letni kredyt‘ niż ‘w przypadku braku pracy będę mógł zakończyć najem w mieście A i szukać pracy w innych miejscach kraju czy świata‘.

Na podstawie danych dostarczonych przez zaprzyjaźnionego blogera dokonałem kilku ciekawych obliczeń. Niestety, musiałem też dokonać kilku uproszczeń, na przykład mówiąc o mieszkaniu mam na myśli 2 pokojowe mieszkanie we Wrocławiu, które statystycznie ma powierzchnię 50 m kw. Biorąc pod uwagę spłatę kredytu brałem pod uwagę kredyt złotowy na 20 lat z ratami równymi. Proszę się nie czepiać szacunków liczbowych, są umowne. Takie komentarze nie będą przechodzić.

Oto juma, która w ogóle powinna zamykać dywagacje o tym czy bańka jest czy nie i jakie będą losy cen nieruchomości w Polsce.

 

Mój wykres pokazuje jednak coś innego. Oto porównanie miesięcznej spłaty kredytu za przeciętne mieszkanie 2pokojowe we Wrocławiu z miesięcznym czynszem najmu.

A tak wyglądają powyższe dane skorygowane o oficjalnie dane o inflacji:

Ma się wrażenie, że szczycie bańki czynsze realne wzrosły nawet o 50% i spadły już do normalnego poziomu. Spłaty kredytów momentami były nawet 250% wyższe niż przed bańką i nadal są w fazie powolnego powrotu do normalności.

Ważne jest zrozumienie faktu, że nabywcy przede wszystkim patrzą na miesięczne spłaty. Jeżeli dojdzie do wzrostu inflacji i oprocentowanie hipotek wzrośnie, to ceny nieruchomości będą musiały spaść, aby skompensować rosnące miesięczne raty kredytów. Dlatego wrażliwość cen nieruchomości na stopy procentowe i Libor/Wibor jest ogromna i jednocześnie zupełnie lekceważona i niezrozumiana przez publikę.

Czas teraz na rozważenie następującego scenariusza – co stanie się z rodziną kupującą mieszkanie teraz lub czekającą z zakupem 5 lat, w tym czasie korzystającą z najmu.

W przypadku kupna szacuję, że ciągu pierwszych 5 lat bank otrzyma 32 610 zł odsetek i 13 830 zł kapitału zasadniczego, łącznie 46 440 zł . Po pięciu latach cena nieruchomości wziętej w kredyt spadnie nominalnie z 331 100 zł do 218 221 zł. Zakładając, że po 5 latach dojdzie do sprzedaży mieszkania kredytobiorca będzie musiał dopłacić 112 879 zł, z zapłaconymi ratami całkowity koszt wyniesie 159 319 zł czyli 2 655 zł miesięcznie. W przypadku decyzji ‘nigdy nie sprzedam za tą cenę‘ strata będzie miała charakter tak zwanej straty księgowej – tak jak w przypadku zakupu akcji, które stanieją, lecz są nadal trzymane w portfelu inwestora.

W przypadku najmu kalkulacja jest prostsza, łączne czynsze wyniosą 97 489 zł czyli 1 624 zł miesięcznie. Wystarczy wziąć przeciętny czynsz za przeciętne mieszkanie, w tej chwili w wysokości 1 515 zł i pomnożyć razy 60, pamiętając o corocznej waloryzacji czynszu.

Kolejna zabawa polega na założeniu, że zamiast marnować pieniądze na kredyt, można je wydawać mądrze. Załóżmy, że wynajmujemy mieszkanie, ale wydajemy tyle, co zakredytowani. Przeciętnie 1 624 zł idzie na czynsz, a przeciętnie 1 031 zł odkładamy czekając na spadki cen nieruchomości, na przykład lokując w złoto.  Łącznie uskładamy około 9 uncji złota, zakładając wzrost ceny kruszcu o 15% rocznie będzie ono warte około 83 417 zł. Oszczędzając po pół uncji miesięcznie po 5 latach uzbieramy 30 uncji (prawie kilogram!) warte około 278 056 zł, co stanowić będzie nie tylko samo mieszkanie, ale również jego wyposażenie.

Innymi słowy, korzystając z najmu i czekając na sflaczenie bani na nieruchomościach można postawić się w dużo lepszej sytuacji niż jakikolwiek kredytobiorca. Oszczędzając po pół uncji złota miesięcznie można dojść do własnego mieszkania w ciągu niecałych 5 lat. Dlatego właśnie od lat “naganiam” na złoto, co wzbudza taką nienawiść u zakredytowanych komentatorów.

Swoją drogą nie do wiary, że znów muszę przechodzić przez to samo, przez co przechodziłem w USA w latach 2003-2006, gdy musiałem tłumaczyć lemingom co się stanie z cenami ich nieruchomości. Dokładnie to samo co dziś, te same mętne oczka, nie kumające buźki i stwierdzenia ‘ale przecież pan w banku powiedział, że ceny będą rosnąć‘ oraz ‘przecież my mamy taki duży kredyt, ceny na pewno nie mogą spadać‘. No i wspomniane już nieśmiertelne ‘lepiej nabijać kabzę banksterowi niż Żydowi’.

Share This Post

76 thoughts on “Kupić czy wynająć nieruchomość

  1. Z calym wpisem sie zgadzam (jak wiesz) mam tylko jedna uwage do nastepujacego zdania:

    “w przypadku braku pracy będę mógł zakończyć najem w mieście A i szukać pracy w innych miejscach kraju czy świata”

    W innych miejscach swiata tak – pod warunkiem, ze ma sie zaoszczedzona kase na bilet i pierwszy miesiac-dwa (albo pracodawca sponsoruje przeprowadzke).
    Natomiast inne miejsca kraju wygladaja w tej chwili wyjatkowo malo atrakcyjnie dla kogos nie bedacego wysoko wykwalifikowanym pracownikiem rzadkiego a dobrze oplacanego zawodu.
    Ponoc w Wawie ciagle jest praca – ale jesli wezmie sie pod uwage, ze rzadko kiedy dostanie sie wiecej niz srednia krajowa i ze wynajem zje wiecej niz polowe tej wyplaty, to robi sie slabo.
    Dla singli zostaje zawsze wspolne wynajecie wiekszego mieszkania w pare osob, ale dla rodziny odpada.
    Slysze czesto komentarze, ze Polacy nie sa tacy mobilni jak Amerykanie. Prawda, ale tez Polacy nie maja do dyspozycji takiego rynku nieruchomosci pod wynajem jak Amerykanie. Najczescie sa przywiazani do jednego miejsca mieszkaniem/domem. Bo albo odziedziczony, albo to mieszkanie komunalne, albo po jakiejs znajomosci, albo wynajmuja za pol ceny od rodziny, albo mieszkaja z rodzina i tak dalej.
    Stosunek cen wynajmu do sredniej placy w Polsce jest zabojczy (co oczywiscie nie zmienia faktu, ze kredyt jest jeszcze bardziej zabojczy).

  2. Wszystko super, ale złoto nie będzie rosło 15% przez 5 lat z rzędu przy niskiej inflacji, która jest konieczna do flaczenia bani. I żadna inna inwestycja też nie.

  3. “ale przecież pan w banku powiedział, że ceny będą rosnąć”
    “przecież my mamy taki duży kredyt, ceny na pewno nie mogą spadać”.
    “lepiej nabijać kabzę banksterowi niż Żydowi”

    ja jeszcze dodaję, ze pamiętam jak ludzie latali za kredytem i w polskim zwyczaju „załatwiali go sobie po znajomości”. Bo ktoś tam znajomy pracował jako doradca kredytowy.
    W jednym ze wpisów polecałem zgłosić takie przypadki do Nagrody Darwina 😀

    No to korzystając z okazji przypomnę własny tekst, w którym dumam nieco nad sprawami wynajmu i paru pochodnych:
    http://contracoach.wordpress.com/2012/06/13/lenie-i-cwaniaki/

    Dobrze widzieć, że moje wczorajsze zbieranie danych po nocy i przeklejanie do Excella – przyniosło takie “wunderwaffe” jak powyższy wpis 😉

  4. Jeszcze sobie pozwolę – skoro temat jest w szerszej publice – wkleić fragment z trzeciej części ekonomicznego fiflaka.

    Odnośnie problemu zakup vs wynajem – oraz specyficznej awersji do wynajmu wśród młodych ludzi. Napisałem (oprócz tego co powyżej w linku) tak:

    Przez kogo wolisz być DOJONYM ?
    1. Czy wolisz być dojonym przez landlorda ?
    2. Czy może wolisz być dojonym przez bankierów i deweloperów ?

    Ludziom się zdaje, że pazerny landlord to jakaś straszna kanalia, a bankier i deweloper to są przyjaciele, zbawcy, cudotwórcy i w ogóle….
    Znów ta ludzka psychika 🙂 pogada człowiek z jednym czy drugim właścicielem mieszkania na wynajem i widzi chama/buraka oraz czasem niezbyt piękne wizualnie lokum…
    A pogada z bankierem/deweloperem – i od razu cały w skowronkach 🙂 Ą Ę, kultura, miły uśmiech, przystojni doradcy, ładne panie po drugiej stronie stolika, kawusia…
    A ja się pytam:
    Czy nie lepiej być dojonym przez landlorda ?
    Z landlordem można negocjować. Z landlordem można się wódki napić. Jak nie teraz – to później spuści z ceny…. jak studentów z rynku wynajmu ubędzie, jak go inni landlordzi wystrasza opowieściami o niesolidnych lokatorach rozwalających mieszkania. landlord zmięknie.
    Landlord w czasie kryzysu zrozumie człowieka i spuści z ceny…
    A bankier w czasie kryzysu jeszcze mocniej DOI !

  5. do Seba:
    przestaj wklejac linki do swojego bloga i cytowac sam siebie u Doxy, Cynika i innych blogerow bo robi sie to pomalu zenujace

  6. Zgadzam się całkowicie z tym, co napisał Doxa. Nie będzie elegancko, jeśli zacytuję tu wpisy na swoim blogu, ale też pisałem o tym wielokrotnie u siebie. Argumenty ludzi, że:

    “A jednak tanieje, nie ma co dyskutować, trzeba kupować”

    “Wojtek, własne mieszkanie to nie tylko inwestycja finansowa :)”

    To są autentyczne cytaty.

    Skoro chcą w to wierzyć i są z tym szczęśliwi…

  7. Seba, ktoś musi to powiedzieć: jesteś Toudi, a Doxa to taki Ictorn. Tylko Toudi był chociaż sympatyczny i bezinteresowany w swojej służalczości…są lepsze sposoby na zwiększenie popularności bloga, np. pisanie tekstów, które ktoś chce czytać z innego powodu niż jako zagryzke do wódki serwowanej przez Słomskiego czy Cynika9.

  8. Tak jak pisze Nina. Są tereny w Polsce jak Wa-wa gdzie ceny “nie chcą” spadać, no i nasze przywiązanie do ziemi, domu.
    Mieszkam na terenie zagłębia miedźiowego(KGHM). Wysoka średnia zarobków powoduje nastepstwa takie jak np. mamy ciepło do centralnego ogrzewania w mieście z huty jako odpad po schłodzeniu pieców czyli koszty jedne z najniższych w Polsce, jak nie najniższe (bo jak nie na miasto to para idzie “w gwizdek”)… ale zakład miejski gospodarki cieplnej sprzedaje nam CO w cenie jednej z nadroższych w Polsce. I tak tutaj jest ze wszystkim.
    Ja wynajmuje lokum, znajomi przy każdej okazji mnie pouczają, że na swoim to zawsze lepiej…. a ja czytam takie blogi ja ten, i kolekcjonuje Krugerrandy, Filharmoniki…
    Człowiek ma krótką pamięć. Kiedyś KGHMowcy cienko piszczeli, że zyski tylko 100mln, teraz 8mld i popuszczają aby pasa…( bo od tamtego czasu zaczęto w hucie wytapiać własne Au i Ag, zlikwidowano znieczyszczenia więc kary praktycznie żadne, a metale kolorowe ostro w górę)
    Tutaj kryzys może przejść obok. Bo gdy spadnie miedź to mamy jeszcze sporo Ag(2/3 producent na świecie), trochę Au, Renu . Mało kto wie, że mamy tutaj olbrzymie pokłady soli kopalnianej (jest kopalnia) oraz węgla brunatnego -ale to ciekawostka taka. Według badań geologicznych Cu (ok.2% w rudzie) powina raczej być traktowana podrzędnie, na tle bogactwa innych pierwiastków (podobno jest prawie cała tablica Mendelejewa, ale może to takie marzenia podnieconego Wyżykowskiego- inż. geolog lat 60tych a teraz ludzie mówią taaaka ryba!)

  9. O, a skoro jestesmy przy nieruchomosciach to dorzuce jeszcze jeden skutek uboczny flaczenia rynku i pozniejszych nastepstw dla ludzi, ktorym komornik zapuka do drzwi.

    Otoz.
    Obserwuje to na przykladzie Doliny Krzemowej teraz.
    Co sie dzieje z ludzmi, ktorym zlicytowano dom/mieszkanie? Z powodu w/w mentalnosci sklonni sa raczej wydac wszystkie oszczednosci na jak najdluzsze splacanie kredytu z nadzieja, ze MOZE wreszcie znajda prace i wszystko wroci do normy.
    Kiedy NIE wraca, bank zabiera dom, a oni ląduja na bruku zwykle juz bez zadnych oszczesdnosci.
    Co dalej? Jesli maja jakas rodzine i jakas prace w okolicy rodziny, to zwykle zaczynaja sie gniezdzic pod jednym dachem jak w czasach przed-kredytowych. Jesli nie…. coz…. przykra sprawa.
    Tak rodza sie slumsy, bo niby ktory landlord odnajmie mieszkanie komus, kto nie ma pracy czy nie ma stalej pracy, nie ma zdolnosci kredytowej, a w razie czego jak przestanie placic to ciezko go wyrzucic???

    W Kalifornii przynajmniej temperatura w zimie nie spada ponizej zera (za wyjatkiem wysokich gor), wiec mozna koczowac w samochodzie albo namiocie. No i proces eksmisji (eviction) jest blyskawiczny w porownaniu z Polska.
    A MIMO TO ceny wynajmu strzelily w gore zabojczo: kmpel wprowadzil sie do kawalerki (absolutne minimum, wyposarzenie standard nic nadzwyczajnego) w Mountain View w 2010 r i placil wtedy 1000USD/mies (plus media). Dzis placi juz 1400USD/mies….
    Czemu? Bo przybywa domow zajetych przez banki, nie ma komu ich kupowac (banki juz nie udzielaja kredytow hipotecznych chyba ze ktos ma 1/3 w gotowce wartosci nieruchomosci), a z drugiej strony przybywa ludzi szukajacych wynajmu – no gdzies mieszkac musza.
    I kolko sie zamyka…

  10. Nikt nie jest w stanie przewidzieć jak kształtować się będą przyszłe stopy procentowe, kursy walut ani stawki najmu. Ile trzeba będzie wydać kasy wiedzą tylko ci, którzy mają kredyt o stałej stopie w lokalnej walucie. Wszelkie analizy oparte na stanie obecnym dają dokładnie takie wyniki jakie przyjęło się założenia (kurs/stopy spadną/wzrosną). Można je tworzyć na zamówienie zależnie co się chce udowodnić. Dane przeszłe są prawdziwe ale co najwyżej pokazują jak było w przeszłości przy pewnych stanach kursów, stóp etc.

    Co do samego dylematu wynajmować/kupić. Zakładając, że wynajem kosztuje tyle samo co kredyt, po X latach wynajmujący nie ma nadal nic, spłacający ma własne lokum, niekoniecznie warte tyle ile wyniosła suma spłat rat ale jednak je ma.

    W lokalu wynajmowanym się tylko czasowo przebywa. Nie ma sensu w niego inwestować (ulepszać – np ocieplając czy wymieniając okna – chyba że rozliczy się to z właścicielem w czynszu) ani nie można go przekształcać po swojemu (np wywalić ścianę by zrobić jeden pokój z dwóch małych kiszek albo wykuć sobie dziurę między pokojami na przestrzał i wstawić wielgachne akwarium – co zrobiłem u siebie). Gdy sprawa dotyczy domu, mogę sobie kopać gdzie chcę, sadzić co mi się podoba, ściąć wstrętne drzewo (po zgłoszeniu), urządzić basen czy położyć kostkę. Własność ma te swoje plusy.

    Gdy skończy się kasa, nie stać nas ani na spłaty rat ani na czynsze. Tak się siak lądujemy na ulicy, przy czym prędzej wylecimy za niepłacenie czynszu. Każdy kij ma dwa końce. W przedmiotowej sprawie wynajmować/kupić większe znaczenie ma nasza pozycja zawodowa, pewność zatrudnienia (wąska specjalizacja albo szerokie plecy), stabilność związku partnerskiego (trudno dzielić dom na pół po rozwodzie), posiadanie dzieci czy zwierząt domowych. Ja wybrałem kredyt ale tylko na wykończenie, raptem 100 tys PLN spłaciłem w 10 lat. Sam dom postawiłem za bieżące środki (kosztowało to też jakieś 100 tys PLN i trwało kilka lat ale w latach giełdowej prosperity lat 90-tych gdzie nawet idiota mógł zarobić) głównie “własnemi ręcami”. Nie zdecydowałbym na pewno na kupno takiego samego domu od dewelopera, jeśli miałbym go przepłacić 100%, a w szczycie bani takie były przebitki.

  11. wszystko okey ale lekkim przegięciem jest założenie iż złoto będzie rosło 15%, iż nieruchomości będą z roku na rok spadać, ponadto tu są polskie realia a nie życie made in juesej, kupując kawalerkę mam gdzie mieszkać i żaden żyd nie wywali mnie na zbity pysk bo takie akurat będzie miał widzimisię albo będzie mi dźwigał czynsz a jak stracę pracę i będę zmuszony wyjechać do miasta B zawsze ową kawalerkę mogę również wynająć aby przynajmniej pokryć koszty kredytu

  12. Doxa wiesz ze w 2000 roku oprocentowanie kredytu hipo w Polsce bylo 20%? Dlatego mam watpliwosci czy Twoje wykresy sa rzetelne…

  13. Wejdzie kataster to zrobi się gorąco. Ja sam już od 2 lat mieszkam w M4 znajomego bo stało puste. Razem z mediamii 800zł (można? można..).
    Tego zysku KGHM to ma teraz 11,3mld oczywiście (błąd poprzednim wpisie). Sprzedany Dialog (teraz Netia), polkomtel czyli PlusGSM (teraz Z.Solorz). Strategie się zmieniają w takt upolitycznionego Zarządu KGHM (Skarb P. 53% akcji to i dewidenda nie może być mała). A chwalono te inwestycje bo dywersyfikacja zysków na gorsze czasy …Dla ciekawskich struktura macek korporacji http://www.kghm.pl/index.dhtml?category_id=189

    Ale zgodnie z zasadą: prywatyzować zyski (czyli dla wybranych), nacjonalizować straty (na garb społeczeństwa). Ostatni pomysł Pawlaka z firmami budowlanymi potwierdza taką polityke.

  14. HAHA, ale gadka naganiacza, pół uncji miesięcznie – to prawie 3000 kto tyle da radę odłożyć MIESIĘCZNIE ?

  15. @ForexFox i podobni – zakładam, ze jako Polak jesteś katolikiem lub z rodziny katolickiej, więc nie wiem skąd nienawiśc do Żydów, skoro do co najmniej jednego z nich się modlisz…
    Druga sprawa – mylicie się panowie, nawet z “własnego” mieszkania mogą cię wywalić. Spróbuj trochę pozalegać z opłatami na części wspólne i zarządzanie, a wspólnota na pewno nie będzie długo czekać..
    Trochę lepiej jest z domem, tutaj wywalą cię tylko gdy nie zapłacisz stosownych podatków.
    Trzecia sprawa – bank za niepłacenie wywali cię szybciej, niż wszyscy Żydzi razem wzięci. Zresztą wcale nie musisz zalegać ze spłatami, wystarczy podejrzenie że będziesz mógł.
    Tyle to “wasze” jest warte.

    Do meritum – dobry post, ciekawa sprawa ze takie proste nawet wyliczenia nie trafiają często do ludzi. Niby liczyć umieją, ale…chyba tylko ile piw potrzeba na grilla.

    Zgadzam się z tezą, ze kupno mieszkania w bloku (bo o takim mówimy) jest trochę bez sensu obecnie. Inna trochę sytuacja jest z domem, ale tutaj kluczem jest pytanie, po co nam dom? jeżeli tylko do mieszkania i trawki przed nim, to nie różni się od mieszkania. Inna sprawa, jeżeli np. zamiast wynajmować pomieszczenia na firmę, wprowadzamy ją do własnego domu. Tak ze zależy od sytuacji, ale nie zmienia to faktu że wniosku są IMO słuszne.

    Jak zawsze – przydatny jest zdrowy rozsądek, kalkulator, ołówek i kawałek kartki.

    Przy okazji – czy w US argument o niepłaceniu zydom (bo jak widać tutaj taki się jednak pojawił!) też istnieje?

  16. @ForexFox – tak jeszcze mi się nasunęło, czy nie uważasz, ze wynajmując swoją kawalerkę sam zostajesz tym “żydem”? Teraz sobie wyobraż, że szukasz najemcy, i trafiasz na samego siebie. A wtedy usłyszysz że nie bo nie będą płacić żydowi. Masz ogolnie prze…e.
    Im więcej bedzie takich jak ty, tym trudniej będziesz miał wynając “swoją” kawalerkę.
    Dziwna sprawa, taki brak wyobraźni. Ogólnie w stylu Kalego i wg “bujać to my, ale nie nas”

  17. Co po stracie pracy i wywaleniu z mieszkania ma wynajmujący? Nic. Może zacząć od nowa.

    Co po stracie pracy i odebraniu mieszkania przez bank ma kupujący? Zadłużenie na resztę życia, swojego i dzieci… zadłużenie, na którym całe życie będzie wisiał komornik i co ma taki człowiek począć jak każde zarobione oficjalnie pieniądze mu się zabierze? Niewolnik…

  18. Ok, nie kupowac, nie oplaca sie, banka, zloto lepsze.
    A co z tymi ktorzy juz kupili? Jak ktos kupil, dajmy na to, to dwupokojowe mieszkanie we Wroclawiu, powiedzmy rok czy dwa lata temu. To co, teraz ma sprzedac (pewnie ze strata) i wynajac mieszkanie za podobna cene ktora placil za kredyt?

  19. @ForexFox
    “kupując kawalerkę mam gdzie mieszkać i żaden żyd nie wywali mnie na zbity pysk bo takie akurat będzie miał widzimisię”

    Seriously?!?
    Wywali cię bank (bo, np. stracisz pracę=zdolność kredytową), a przecież wiadomo do kogo należą te wszystkie banki… 🙂

  20. Drogi Panie Slomski,

    Panskie wyliczenia sa jak dla mnie zbyt ogolnikowe i ewidentnie skrzywione na korzysc posiadaczy zlota. Przeciez aprecjacja zlota 15% w skali roku to takie “wishful thinking” a nie rzeczowe dane. Wiec nie ma sensu popadac w przesade.

    Nie mam nic przeciwko Goldbugom, bo prezentuja inny punkt widzenia na wiele spraw. Ale niestety z przykroscia zauwazam, ze traca dystans do opisywanej reczywistosci. Fiat money jest zawsze zle a PM jest zawsze dobre. To taka naiwnosc, jak wiara w to, ze Tytanic nie zatonie.

    Sam stoje gdzies posrodku, bo mam i kredyt na mieszkanie, a mieszkam w wynajmowanym, a do tego oszczednosci podzielone 70/30 miedzy gotowke i zloto. Zobaczymy, czy wyjde na tym dobrze, czy zle. Ale wiem jedno – nie ma ludzi nieomylnych. Nawet Cynik9, Doxa i inni moga sie czasami mylic. Nie wierzycie – to spojrzcie co sie dzieje ze srebrem.

    Cena zlota w fiat currency zacznie spadac, ale dopiero wtedy jak ludzie odzyskaja wiare w rzady. Wiec nalezy sledzic uwaznie co dzieje sie po drugiej stronie atlantyku i reagowac odpowiednio wczesnie. Ja zloto kupilem jeszcze jak bylo po 1200. Ale jak osiagnie pulap 2000 (o ile osiagnie), to je sprzedam i zainwestuje w cos innego.

    A zapowiadany przez libertanian koniec swiata jakos jeszcze nie nastapil i raczej sie nie zapowiada. Wiec blogerzy na Zerohedge i polskich odpowiednikach tylko pisza, a w miedzyczasie gruba kase robia banksterzy i ludzie pokroju Sorosa i Buffeta.

    Slepa wiara w zloto jest rownie nierozsadna jak wiara np. w nieruchomosci. Zadna ze stron nie zaklada, ze moga sie mylic.

    Mimo wszystko, chcialem Panu podziekowac za tego bloga, bo widac, ze ma Pan glowe nie od parady i przyjemnie sie czyta Pana teksty.

    P.S. Bardzo prosze o zaprzestanie uzywania slowa “lemming”, bo jest to domena ludzi pokroju Pawla Jusia i innych prostakow, patrzacych na innych z gory.

  21. @Doxa

    >Oszczędzając po pół uncji miesięcznie po 5 latach…

    Przeciętna polska rodzina nie oszczędzi 2,5 tys. miesięcznie.
    1500 wynajem
    2500 pół uncji
    1000 wyżywienie
    1000 rachunki, bilety, paliwo, OC
    ————
    6000

    Nie znam takiej pary czy małżeństwa, która zarabia łacznie 6 tysięcy.
    A gdzie koszty utrzymania dzieci??

    >zakładając wzrost ceny kruszcu o 15% rocznie

    Skoro Amber Gold daje 12% zwrotu z inwestycji (a podobno inwestują w złoto), to dlaczego mieliby upaść? Nawiązuję do poprzedniego wpisu…

  22. @Adam:
    argumentu o nieplaceniu Zydom w USA nie ma. Jest argument o nieplaceniu banksterom. Logiczne o tyle, ze nie kazdy bankster jest Zydem.

    @Karol:
    “A co z tymi ktorzy juz kupili? Jak ktos kupil, dajmy na to, to dwupokojowe mieszkanie we Wroclawiu, powiedzmy rok czy dwa lata temu. To co, teraz ma sprzedac (pewnie ze strata) i wynajac mieszkanie za podobna cene ktora placil za kredyt?”

    Powiedzmy sobie szczerze, ze w Polsce sytuacja takich ludzi jest wyjatkowo ch*owa. Wlascicie najlepsze wyjscie to rzucic wszystko w diably, wyjechac do nrmalnego kraju i przestac sie martwic ratami oraz komornikiem 🙂

    W USA, w wiekszosci stanow (to zalezne jest od prawa stanowego) jesli ktos przestaje splacac kredyt hipoteczny zaciagniety na mieszkanie wlasne (lokal nie moze stanowic zrodla dochodu), to odpowiada tylko nieruchomoscia. Czyli, bank nieruchomosc sobie zabierze, ale nie ma prawa scigac juz innych srodkow.

    W Polsce nie dosc, ze odpowiada sie calym majatkiem, to jeszcze prywatne bankructwo wlasciwie nie istnieje (zeby go dokonac sądownie trzeba miec dosc duzo szmalu uhm…) no i wiekszosc kredytow ma raty adjustable.
    Przy takich warunkach to prawde mowiac niezaleznie od tego jaki jest stosunek ceny wynajmu do raty kredytu trzeba byc idiota zeby kredyt brac.

  23. Tak, i ja byłem jak najbardziej za wynajmem… Do czasu aż wynajmowałem i okazało się, że mamy 3 miesiące na wyprowadzkę, bo siostrzenica będzie w mieszkaniu mieszkać. Stało się to w wakacje (w Warszawie), kiedy zamiast w wolnych chwilach odpoczywać, uporczywie szukaliśmy kolejnego mieszkania na wynajem. W końcu się udało, ale naprawdę 90% mieszkań na wynajem była w beznadziejnym stanie, a właściciele życzyli sobie jak za złoto. Rekord pobił pewien Pan, który za niewyposażone mieszkanie znajdujące się na 4 piętrze w bloku z wąską klatką bez schodów, z zasranym przez gołębie balkonem, chciał od nas chyba z 2500zł plus 300-400zł opłaty co miesiąc. To wszystko zmieniło moje spojrzenie na rynek wynajmu w Polsce. Może i za granicą jest inaczej, ale w Polsce na rynku nie ma rozwiniętego wynajmu długoterminowego. Wynajmujesz, przyzwyczajasz się i nagle… sorry, musisz opuścić mieszkanie. Dodatkowo w wynajmowanym mieszkaniu niewiele można zmieniać a zazwyczaj wszystko jest robione po kosztach. To wszystko sprawiło, że nie zamierzam mieszkać w wynajmowanym mieszkaniu dłużej niż przez kilka lat. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której w przyszłości miałbym miesiąc czasu na ogarnięcie kolejnego mieszkania dla mnie, żony i dziecka, bo właścicielowi się odwidziło wynajmować. Nie wspomnę już o tym jak uciążliwa jest przeprowadzka. Dlatego oprócz samej różnicy w cenie, jest jeszcze wiele innych czynników. Czasami warto dołożyć i mieszkać sobie spokojnie, bez widma wyrzucenia z miesiąca na miesiąc. Przynajmniej w obecnej sytuacji…
    Co do tego oszczędzania w złocie, to bym nie przesadzał. Złoto ma być zabezpieczeniem na przyszłość, a nie sposobem oszczędzania na 5 lat. IMO taki okres czasu to zdecydowanie za mało na to aby mieć pewność, że złoto pójdzie w górę. Gadka w stylu “oszczędzając w złocie za 5 lat będzie Cię stać na…” przypomina mi przedstawiciela finansowego wciskającego fundusze. Wiem, fundusze a złoto to znaczna różnica, niemniej jednak 100% pewności nie mamy, szczególnie patrząc na zagrywki jakie miały miejsce w przeszłości na złocie…

  24. @silverman:
    po pierwsze, Warszawa nie jest normalnym rynkiem wynajmu – mieszkan jest za malo ciagle w stosunku do ludzi przybywajacych do miasta oraz ich mozliwosci finansowych.

    Po drugie. “czasami warto dolozyc i mieszkac sobie spkojnie”. — Please. Bierzesz kredyt na 30 lat i co, nie przyjdzie ci do glowy, ze w ciagu tych cholernych 30 lat moze sie zdarzyc kryzys, mozesz stracic prace, mozesz nie daj boze miec jakis wypadek etc. – i co sie WTEDY dzieje? Owszem, w ciagu 3 miesiecy cie nie wyrzuca (procedura egzekucyjna dzis zajmuje dluzej), ale jesli masz “zagrozony” kredyt to raz, ze ci dopieprza karne odsetki a dwa, na samym koncu jestes i bez mieszkania i jeszcze z dlugiem do zaplacenia.
    Nie wiem jak jest w Polsce, ale chyba nigdzie na swiecie komercyjne banki nie maja tak ustawionego kredytu, ze splacasz po rowno kapital+odsetki. Zawsze jest tak, ze na poczatku placisz tyle co nic na principal a odsetek masz w cholere. Takze jesli noga ci sie powinie np. po 10 latach to nadplaciles bankowi niesamowita ilosc kasy a i tak konczysz na bruku oraz z dlugiem.

    Ludzie, myslcie – TO NIE BOLI. “Wasz” dom nie jest wasz, dopoki NIE SPLACICIE OSTATNIEJ RATY KREDYTU. Przez ten caly czas bank w kazdej chwili moze wam zajac nieruchomosc!!!!!
    I to ma byc to “spokojne mieszkanie”?!?!?!?!

    I zeby nie bylo, ze sie wymadrzam. Sama wzielam kredyt na chalupe w Kalifornii w nienajlepszym czasie, ale gdyby nie utrata pracy dluzsza niz pol roku to bym go dalej splacala. ALE. Moj kredyt byl oprocentowany na 6.5%, zero credit insurance i fixed rates. Poza tym odpowiadalam TYLKO nieruchomoscia, wiec jak juz bank zrobil na mnie foreclosure (zreszta po poltora roku nieplacenia co jak na warunki kalifornijskie jest swoistym rekordem :))) to musialam sie stamtad wyniesc, ale poza obnizonym credit score mogli mi po prostu skoczyc i tyle 🙂
    Oczywiscie, agencje komornicze wydzwanialy codzien i straszyly sodomia i gomoria, ale nie zobaczyli ode mnie ani centa.

    W Polsce bym ten cholerny kredyt do konca zycia splacala zyjac za glodowe pieniadze.
    No thanks…

  25. Dużo słów o golbugach, żydach, lemingach etc. A sedno jest tu: jeśli wynajem lokum kosztuje tyle samo co spłata kredytu za nie, po X latach wynajmujący choć wydał tyle samo co “kredyciarz” wciąż nie ma niczego. “Kredyciarz” ma własne lokum, niekoniecznie warte tyle ile wyniosła suma spłat rat ale jednak je ma.
    Co do ryzyka kredytowego (utrata dochodów bez żadnej szansy znalezienia nowego źródła) owszem istnieje takie prawdopodobieństwo tak samo jak ryzyko, że wsiadając dziś do samochodu zrobisz to ostatni raz w życiu – codziennie ktoś musi zginąć w wypadku komunikacyjnym – na kogo wypadnie na tego bęc.

  26. @Adam – daj sobie spokój z tym żydem, wiadomo o co chodzi, ponadto twoja dedukcja jest bardzo mylna skoro jestem polakiem to jestem niby katolikiem..?? i modlę się do żyda..?? Ciebie chyba poje..ło!! komuna dawno się skończyła (ta wersja oficjalna bo polska to kraj ubeków i komuchów do dnia dzisiejszego, najlepszy tego przykładem jest to iż były ubek ma 10tyś emerytury a polak który walczył o wolność chodzi i szuka mebli na śmietniku bo z emy wystarczy mu na bułkę i mleko..) więc tak samo dawno się skończyło coś takiego jak religia państwowa (też oficjalnie bo “ONI” dalej są nietykalni przez prawo – np. pedofile – jak ubecy, między nimi żadna różnica, a co wywalenia mnie z mieszkania, bez jaja, ale zanim bank Cię wywali z mieszkania to musisz naprawdę narozrabiać, nie spłacać kredytów i nie posiadać żadnych środków do życia bo najpierw siądzie ci komornik na pensję a z wynajmowanego mieszkania możesz polecieć na zbity pysk z dnia na dzień mimo płacenia i mówienia codziennie z uśmiechem wszystkim sąsiadom ładne dzień dobry

  27. @Nina
    “zreszta po poltora roku nieplacenia co jak na warunki kalifornijskie jest swoistym rekordem :)”

    Uwielbiam podejście do życia które prezentujesz…
    Czyli przez 18 miesięcy żyłaś sobie za darmo, a raczej na koszt innych klientów banku – no bo przecież nie banksterów- i było wszystko ok. I wał z tym kto za Ciebie ponosił koszty Twojego kredytu -ważne że tyłek siedzi na kanapie w KRADZIONYM – bo tak to trzeba nazwać – przez 18 miesięcy domu.

    Oczywiście rozumiem, że gdybyś Ty wynajmowała dom i lokatorzy nie płacili by Ci przez 18 miesięcy ziała byś świętym oburzeniem i wściekłością, że przecież to Twoje i powinni złodzieje płacić a oni nawet roboty nie potrafią od 6 miesięcy znaleźć, wygodnickie nieroby jedne i właśnie przez takich kryzys się pogłębia.
    Kali ukraść krowę dobrze, Kalemu ukraść źle…

    Cóż jedyne pocieszenie i nadzieja, że ekonomiczna selekcja naturalna wytnie w końcu ludzi Twojego pokroju z rynku (bad credit history), bo moim zdaniem rekordem nie jest, że przez 18 miesięcy nie płaciłaś rat za dom, rekordem jest że przez ponad 6 nie potrafiłaś znaleźć pracy na rynku takim jak Kalifornia…

  28. @Nina – Stany a Polska to dwa różne światy, zgodzę się. Rozumiem także, że w ciągu 30 lat może zdarzyć się wiele różnych rzeczy, z utratą pracy czy chorobą włącznie. Rozumiem także doskonale, że mieszkanie nie jest moje do czasu ostatniej raty. ALE… Bank nie wyrzuca z mieszkania jeśli płaci się raty, natomiast właściciel różnie, ja mam złe doświadczenia, pomimo 100% bezproblemowego i punktualnego płacenia. A jak wystąpi utrata pracy, albo jakaś choroba – no po to jest dwójka osób, żeby sobie jakoś dać radę. Dla mnie nie jest rozwiązaniem wynajem przez 15 lat i zbieranie na mieszkanie, czy to w fiat money czy w złocie. Przez te 15 lat, pomimo regularnego płacenia czynszu, będę się przeprowadzał z 5 razy, bo właścicielom się coś uwidzi. Rozumiem także, że wpakowanie się w kredyt na 30 lat pod korek, na granicy możliwości finansowej, to czysta głupota. Uważam jednak, że mądre wzięcie kredytu, z wkładem własnym 20-30% a nie 0%, z bezpiecznym marginesem finansowym (np. w razie czego jedna osoba jest w stanie opłacić kredyt i życie na styk) to nie jest wcale taka zła opcja. Rozumiem, nabija się kasę bankowi, warunki kredytu są w Polsce słabe, ale co można innego zrobić? Oszczędzać w złocie chowając je w wynajmowanym mieszkaniu, gdzie może zostać skradzione? Oszczędzać w fiat money, gdzie inflacja stopi nam oszczędności, a może po drodze bank upadnie i nasze konto się wyzeruje? Nie sądzę… Każdy może zrobić jak uważa, rat oprocentowanych stałym procentem nie mamy się co w Polsce spodziewać, prędzej w stanach wejdzie nasz system. Ja z tego całego obrazu sytuacji w naszej stolicy wyciągam taki wniosek, że kredyt, pomimo tego że jest delikatnie droższy, jest najpewniejszą i najwygodniejszą opcją w chwili obecnej. Owszem istnieje zawsze ryzyko. Bez ryzyka to nawet lokata bankowa nie jest.

  29. @Nina
    Takie warunki zabezpieczenia kredytu – klasyczny kredyt hipoteczny, ze tylko nieruchomosc zabezpiecza – juz chyba nie istnieja poza USA.

  30. Nina
    “Po drugie. “czasami warto dolozyc i mieszkac sobie spkojnie”. — Please. Bierzesz kredyt na 30 lat i co, nie przyjdzie ci do glowy, ze w ciagu tych cholernych 30 lat moze sie zdarzyc kryzys, mozesz stracic prace, mozesz nie daj boze miec jakis wypadek etc. – i co sie WTEDY dzieje?”

    Please.. wtedy spłacasz w oszczędności. Normalny człowiek powinien odłożyć w przeciągu 5-7 lat na przynajmniej 50 % wartości kredytu. I wtedy burze czekasz na oszczędnościach i tyle.
    Poza tym, możesz to mieszkanie sprzedać i spłacić kredyt, nadwyżka Ci zostanie. Chyba że tu wszyscy zakładacie, że każdy kupował mieszkanie dokładnie w szczycie bańki. Tak nie jest

    A co się dzieje gdy wynajmujesz i tracisz pracę? też lecisz na bruk i według Twego podejścia też nie masz nic.. no chyba że masz oszczędności i możesz przeczekać.
    A oszczędności powinien każdy sobie odkładać na trudne czasy i to obojętnie czy ma kredyt czy wynajmuje.

    Jeżeli tego nie robi, to znaczy że nie stać go na dom czy na wynajem i powinien mieszkać w rodzicami. I tyle.

  31. Niestety, #silverman ma rację – rynek długoterminowego wynajmu mieszkań w Polsce jest beznadziejnie słaby. Znam z autopsji sytuację w Warszawie i Krakowie. Tam jak ktoś wynajmuje mieszkanie to albo student albo młody singiel zaraz po studiach podejmujący pierwsza pracę. Albo zagraniczny manager na kontrakcie. I pod takiego klienta właśnie ustawione są mieszkania na wynajem – albo kiepski standard, umeblowane starymi meblami w spadku po ciotce, z którymi nie ma co zrobić, lub też odpicowane “lofty/apartamenty” w stylu żony/kochanki właściciela. Najczęściej totalne bezguście w kosmicznej cenie. Spróbujcie znaleźć ładne, nieumeblowane mieszkanie w dobrej cenie… Tzw. agencje nieruchomości to też ciekawy temat…

    Nie pamiętam teraz dokładnych liczb, ale rynek wynajmu to w Niemczech ok. 30% całości, u nas coś około 6%. Więc niestety rozumiem #silvermana… Choć ja cały czas wynajmuję…

  32. @ Wszyscy

    Sprawa jest prosta.

    Dominanta wypłaty to 2200 zł.

    Przeciętna para zarabia zatem 4400 zł
    Policzmy:

    1500 rata kredytu mieszkaniowego
    1000 wyżywienie
    1000 rachunki, bilety, paliwo, OC
    900 oszczędzanie na samochód, wakacje, gorsze czasy
    ——
    4400 zł

    Spokojnie taka para spłaca kredyt, żyje na swoim i po 30 latach ma dom (mieszkanie) na własność.

    Wynajmując po 30 latach dostaje wymówienie i ląduje na bruku….

  33. Jeżeli chodzi o wynajem czytałem ostatnio że sami developerzy są zainteresowani wynajmowaniem nie sprzedanych mieszkań co mogłoby poprawić sytuację szczególnie w Warszawie gdzie jest mnóstwo nie sprzedanych mieszkań.

    Alternatywnym podejściem do tego zaprezentowanego przez Doxe jest mieszkanie z rodzicami. TAK wiem że to wstyd, przypał i wogóle jak można brać to pod uwagę ALE poda wam zalety:
    – tańsze koszty mieszkania, wyżywienia etc
    – jak są małe dzieci rodzice to największy skarb (żłobki czy nianie są drogie, alternatywą jest nie pracująca matka czy ojciec ale dochody są mniejsze)
    – łatwiej zaoszczędzić dodatkowe pieniądze

    Oczywiście dużym minusem jest to że gdy pojawia się dziecko potrzebny jest dodatkowy pokój jeśli mieszkanie jest 2pokojowe, dlatego planuję za zaoszczędzone pieniądze sprzedaż i zakup większego mieszkania wspólnie z rodzicami.

    W liczbach przedstawię wam dlaczego mi się to opłaca, z pracy w corpo mam 4 tyś na rękę, w zasadzie mógłbym wziąć sam kredyt na 30 lat ale obiecałem sobie że nigdy nie wezmę. Po odjęciu wydatków (mieszkanie, żywność, media, wyjścia, zabawy) odkładam z samej pensji róznie od 2 do 2,5 tyś. Ponieważ jestem programistą dorabiam i średnio robią dodatkowe 1,5 tyś na miech, które też oszczędzam.
    Podsumowując odkładam koło 3 – 3,5 tyś na miech, btw nie wrzucam wszystkiego w złoto, sorry nawet Marc Faber zwraca na to uwagę w każdym wystąpieniu że z złotem też może się mylić, dlatego podobnie jak on dywersyfikuje, część mam w funduszach (polecam pzu polonez- stabilny, 10% na rok), część w gotówce, ciut na lokatach i resztę z metalach (jakieś 40% w tym większość to złoto, srebra mam dwie tubu filharmoników i mi starczy).

    Powiem wam jakie mam największe plusy tej sytuacji, po pierwsze nie mam kredytu, nie chodzę na zakupy gdzie wszyscy polscy milionerzy z kredytami (biedronka – btw w cale nie jest taka tania, warzywa i owoce lepsze i tansze są na bazarze) i najważniejsze nawet jak mnie wywalą z roboty mam zasoby żeby przetrwać.
    Uważam że najważniejsza jest jakość życia a kredyt będący pętlą na szyj to najgorsza krzywda jaką można sobie samemu wyrządzić. Wiem że wiele osób nie ma wyboru (zmienili miasto ze względu na pracę) ale zawsze można wynająć w kilka osób duże mieszkanie, btw tak robi mój kumpeli też oszczędza.

  34. Też wydaje mi się, że wzrost cen złota na poziomie 15% rocznie nie jest realny. Na stronie World Gold Council http://tiny.pl/hlgnl są statystyki zapotrzebowania na złoto (należy otworzyć pdf Gold Demond Trends 2012), z których wynika, że chyba niektórzy już się “najedli” i od marca 2011 można wręcz mówić o spadku zainteresowania. Z lektury pełnej wersji raportu wynika, że zapotrzebowanie na złoto ze strony przemysłu i jubilerów spada – ceny są po prostu zbyt wysokie, a popyt zawyżają nabywcy sztabek i monet. Prawdziwy rynek złota to przemysł i jubilerzy (obecnie ok. 70% zapotrzebowania). Inwestorzy są efemeryczni – jeszcze 12 lat temu zapotrzebowanie z ich strony kształtowało się na poziomie zaledwie 4%. Jeżeli więc piekarze nie zaczną wkrótce dołączać złotych monet do chleba, to o wzroście mowy nie ma. A gdy popyt się zmniejsza, to cena rosnąć nie powinna?

  35. @mrKoval
    Twoje wyliczenia są absolutnie bez sensu.-)

    Zacznę od tego, że ceny w Polsce sa podobne do tych na Zachodzie EUropy. Porównajmy zatem np. Polskę i Hiszpanie. Czy w Hiszpanii osobę zarabiajaca ok 1300 dolarów stać na mieszkanie? Raczej nie, a to oznacza, że i w Polsce raczej takiej osoby nie stać na mieszkanie – jest za biedna na ryzyko związane z kredytem! Jakie jest więc rozwiązanie? Oszczędzanie lub emigracja. W przypadku oszczędzania załozyc mozna, że taka para jest w stanie odłozyć do 1000-1500zł miesiecznie wynajmując mieszkanie, co oznacza zakup 2-3 uncji złota rocznie i czekanie na normalne ceny, tj (25-35 uncji złota za typowe mieszkanie). Przez ok 10 lat taka rodzina zbierze wiekszość kapitału potrzebnego do zakupu, a w pozostałej części wspomoże sie kredytem, który jest w stanie uzyskać na znacznie lepszych warunkach. Można też najpierw oszczędzać na działkę, a potem systematycznie odkładać na skromny (80-150m2) dom.

    Oszczędzanie oznacza wyrzeczenia, a więc w czasie oszczędzania trzeba zapomnieć o wakacjach w Egipcie.-) Albo się baluje, albo się ma.-)

    W Polsce, która ze wzgledu na ujemny bilans płatniczy ma stale słabnącą walutę, kruszce zyskuja więcej niż 15% rocznie. Przez ostatnie 10 lat srebro zyskał prawie 400% a złoto prawie 300%. Zdzarzają sie oczywiście i spadki wartości kruszców, ale w perspektywie długofalowej mają one znaczenie o tyle, że można taniej uzupełnić portfel.-) Warto też śledzić ceny mieszkań wyrazone w srebrze i w złocie, bo to, oprócz picia bimbru,-) znacznie rozjaśnia umysł.

  36. nigdy nie jest tak dobrze żeby nikt nie mógł Ci doradzić jak trzeba było zrobić lepiej
    Nina, piszesz że w Warszawie mieszkań jest za mało w stosunku do potrzeb, no to dlaczego miały by flaczeć czy być kiepską inwestycją??? Sama dałaś się zlicytować i wyrzucić z domu i teraz doradzasz innym – no to zamiast pisać co mają robić to napisz czego mają NIE ROBIĆ żeby nie znaleźć się w Twojej sytuacji. Lądować na bruku bez żadnych oszczędności – to takie amerykańskie 😉

  37. Mam takie wrażenie, że sprawa tego co stało się z wieloma (oczywiście nie wszystkimi) „zahipotekowanymi” młodymi ludźmi w Polsce – jest rozumiana bardziej – niż by się mogło wydawać. Opisane w podręcznikach psychologii – mechanizmy obronne osobowości działają co prawda – ale jednak ludzie „przez skórę” – czują co się święci…
    Kabaret Smile w Koszalinie odstawił wybitny skecz, z którego zacytuję maleńki fragment:
    „Ja Marek. Biorę Ciebie kredycie na życie. I ślubuję Ci. Że Cię będę spłacać aż do śmierci. Tak mi dopomóż: mamuniu, tatuniu i wszyscy żyranci”.
    Polecam obejrzeć (poniżej link) – na poprawę humoru. Ludzie nie wyrabiali ze śmiechu. Wstawali z miejsc bijąc brawa. Zupełnie jakby na widowni siedzieli sami bankierzy i deweloperzy…

    http://www.youtube.com/watch?v=M_-Dgv2U_8Q

    No dobra – skoro już dyskusja przygasa – czas na podsumowanie. Sprawę bani na nieruchomościach i jej konsekwencji zaczął Doxa tym oto wpisem:

    http://slomski.us/2007/08/31/czy-rynek-nieruchomosci-w-katolandzie-jest-banka-spekulacyjna/

    Natomiast zakończył (w sensie racji) tym co powyżej. Zresztą jak świat, światem – zawsze lepiej było oszczędzać i być cierpliwym niż ładować się w kredyt. A co dopiero w bańce i na zmienne stopy… Dla wielu osób przyjęte założenia i prognoza na lata 2012 – 2017 może nie mieścić się w głowie. Dlatego polecałbym zrobić na własny użytek krótką analizę – dla pięciu poprzednich lat. Wziąć gościa, który w 2007 roku powstrzymuje się od zakupu mieszkania na kredyt. Zaciska zęby, wynajmuje mieszkanie, pracuje, oszczędza, odkłada przyjemności – i w 2012 roku zaczyna stawiać sobie własny dom na przedmieściu (nie żadne tam badziewne mieszkanie).
    Nawet nie musicie przyjmować, że oszczędzał od tego 2007 w złocie 😉 Mnie samemu do goldbuga dość daleko – raczej jestem zwolennikiem inwestowania w siebie, we własną edukację, we własne zdrowie i sprawność fizyczną (no czasem skromnie w sreberko). Giełdy też nie lubię bo uważam, że lepiej pakować pieniądze we własny biznes niż w cudzy. Ale do rzeczy.

    W międzyczasie, w temacie nieruchomości (nie zawsze o bańce) pojawiają się wpisy:
    Doxa:

    http://slomski.us/2009/10/12/alternatywy-4/
    http://slomski.us/2009/11/25/mediany/
    http://slomski.us/2010/02/02/zakup-domu-w-usa-czesc-pierwsza/
    http://slomski.us/2010/02/02/zakup-domu-w-usa-czesc-druga/
    http://slomski.us/2010/03/30/wielka-spekulacja/
    http://slomski.us/2010/04/29/najem-czy-dzierzawa/
    http://slomski.us/2010/08/22/prasa/
    http://slomski.us/2010/09/01/kredyt-hipoteczny/
    http://slomski.us/2010/09/30/pod-woda/
    http://slomski.us/2010/11/13/banka-banka-i-po-bance/
    http://slomski.us/2011/01/31/rynek-nieruchomosci/
    http://slomski.us/2011/02/02/domek/
    http://slomski.us/2011/04/25/stress-test/
    http://slomski.us/2011/06/05/bialorus-czerwona-wyspa-polska-zielona-wyspa/
    http://slomski.us/2011/06/19/bessa/
    http://slomski.us/2011/11/03/skala/
    http://slomski.us/2012/05/28/flaczenie-bani-odcinek-598/
    http://slomski.us/2012/06/24/katastracja/

    Adam Duda:

    http://www.adamduda.pl/2010/09/24/latwy-kredyt-latwy-zysk/
    http://www.adamduda.pl/2011/06/20/latwy-kredyt-latwy-zysk-czesc-2/
    http://www.adamduda.pl/2010/03/19/wibor-czyli-nie-podpisuj-aneksu/

    SiP:

    http://stojeipatrze.blogspot.com/2010/07/nieruchomosci-w-polsce-odcinek-1.html
    http://stojeipatrze.blogspot.com/2010/08/nieruchomosci-w-polsce-odcinek-2.html
    http://stojeipatrze.blogspot.com/2010/08/gdyby-tak-kazdy-wraca-ze-strata-paru.html
    http://stojeipatrze.blogspot.com/2010/08/nieruchomosci-w-polsce-odcinek-3-czyli.html
    http://stojeipatrze.blogspot.com/2010/10/wypaczenia-w-rns-temat-juz-w-mediach.html
    http://stojeipatrze.blogspot.com/2010/09/sprawa-prawdopodobnie-do-prokuratury.html
    http://stojeipatrze.blogspot.com/search/label/RnS

    Zapiski spekulanta:

    http://zapiskispekulanta.salon24.pl/83072,30
    http://txt-atrium.pl/zapiskispekulanta/53436.html

    Panika2008:

    http://panika2008.blog.pl/aleja-komornikw-w-inland-empire,13835934,n
    http://panika2008.blog.pl/karlsson-o-kryzysie-w-islandii-oraz-sprawa-polska,13844524,n
    http://panika2008.blog.pl/co-zrobi-z-hipotek,13846375,n
    http://panika2008.blog.pl/jeszcze-o-polskim-sektorze-subprime,13951913,n
    http://panika2008.blogspot.com/2009/01/o-inwestowaniu-w-nieruchomoci.html
    http://panika2008.blogspot.com/2009/10/rynek-nieruchomosci-obraz-pokryzysowy.html

    Pewnie sprawę omawiano także na innych blogach – ale ja niestety nie znam zbyt wielu.

    Jeżeli kogoś interesują raporty z rynku nieruchomości to robią (bądź robiły) je firmy i instytucje jak REAS, redNet, AMRON-SARFiN, Metrohouse, Expander (wraz z szybko.pl), Emmerson (wspólnie z Gratka.pl) oraz Open Finance (ostatnio z serwisem domiporta.pl) i NBP. Dane o cenach na rynku pierwotnym i wtórnym są rzetelne – bowiem prowadzone są ankiety na temat cen ofertowych (potem w raportach są umieszczane ceny ofertowe i ceny transakcyjne). Gorzej wygląda sytuacja z cenami wynajmu – te są zawyżane, bowiem zbierane są ze stron internetowych z ogłoszeniami i (najprawdopodobniej) robi to jakiś skrypt. Wiadomo, że poza Warszawą i Krakowem ( a już szczególnie w średniech miastach) to co chce landlord – a to co mu zaoferuje solidny lokator to dwa światy.

    W komentarzach w blogosferze często padało pytanie „Mam kredyt we frankach. Co powinienem zrobić ?”.
    Odpowiedź (jedyna słuszna): Trzeba było tego kredytu nie brać.
    Proste, jasne, rzetelne, prawdziwe, wygodne. Ja bym jeszcze dodał, że należało by się policzyć na ile okredytowanego banksterka wydymała – tak aby mógł w przyszłości nauczyć własne dzieci – jak się postępuje w sprawach finansowych.

    Oczywiście w blogosferze każdy znał (i nadal zna) rozwiązanie tego problemu – jednakże panuje niepisana omerta – bowiem owa solucja – jest „wątpliwa” – ze względów etycznych. Po prostu wygrzebanie się z bagna – wymaga niestety, pewnie w 90% przypadków wpakowanie w bagno kogoś innego. Tym niemniej Panika wyłamał się w 2008 roku (jeszcze na starym blogu) tekstem „Co zrobić z hipoteką?”(link wyżej). Napisał go na prośbę gościa o ksywce „wicio”. O tym czy „wicio” w ogóle zrozumiał wpis Paniki i co zrobił – możecie wyczytać w komentarzach. Polecam bo nie jednej osobie oczy wyjdą na wierzch po lekturze. Panika – szacun.

    Ze swojej strony chciałem jeszcze przeprosić wszystkie osoby, którym przeszkadzało moje linkowanie. Jeżeli chodzi o dwagrosze – uznałem, że czytelnikom Cynika9 przydadzą się zebrane przeze mnie archiwa. To bardziej dla ich korzyści niż dla własnego lansu. Tutaj zaś (pomijając już fakt, że blogi na wordpressie automatycznie powiadamiają się o wzajemnym cytowaniu) jeżeli szedł link – to miałem po prostu coś do powiedzenia w sprawie wpisu Doxy. W komentarzach nie ma możliwości wstawiania tabel i grafik – zatem rozpisałem dwie sprawy u siebie. Jak bym miał możliwość walnięcia w komentarzu grafik – to bym własnego bloga tym nie zaśmiecał.
    Jak by ktoś nie zauważył – prowadzę bloga o tematyce – wychowanie fizyczne. Kilka tekstów z dziedziny „econ survival” – napisałem z wewnętrznej potrzeby. Obecnie już koniec z tym – zatem na czytelnikach z ekonomicznej blogosfery nie może mi zależeć. To nie mój target – nie ta dziedzina.

    Siedem części ekonomicznego fiflaka – napisane jest taką retoryką, aby choć kilku młodym ludziom wybić z głowy kredyt na takich warunkach jak w PL. Niech pracują (także nad sobą) i oszczędzają. Niech zrozumieją, że jak ich na coś (w tym wypadku mieszkanie) nie stać – to znaczy, że ich nie stać… Jak chca kredyt – ok, ale choć ze 30% wkładu własnego i dobra pozycja na rynku pracy plus możliwość dalszych oszczędności – na trudne czasy. Dobrze by też było zarabiać tak aby móc spłacić kredyt w max 10 lat (dla mnie dłuższe okresy są nienormalne). No i oczywiście na dom, a nie jakiś badziew w bloku. A jak już w bloku – to poczekać jakiś czas bo deweloperce przecież już „robi się ciepło”… Na co to się tak ludziom spieszy do maszynki dojarskiej, która działa na zmiennych obrotach ?
    Miałem na celu, aby choć jedna osoba nie wpakowała się w bagno – zatem generalnie to ja mam w d… konwenanse i to , że coś tam nie wypada – linkowałem do siebie i tyle. Może i kilkaset osób się zdenerwowało. Ale jeśli choć do jednej dotarła skala niebezpieczeństw związanych z kredytem hipotecznym i zawyżonymi cenami nieruchomości – to było warto.
    Nie zwróciłem jeszcze uwagi, że moje teksty nie są specjalnie bezstronne – bo ja mam trochę na pieńku z zakredytowanymi. Wqrwiają mnie, że tak powiem. Człowiek pracuje w szkole, za nic w świecie nie można dostać dodatkowych godzin na basenie, nie idzie poprowadzić SKS-ów, na „orliku” także nie popracujesz – bo kurwa zakredytowanym potrzebny dodatkowy zarobek, a mnie to oczywiście nie… Of course skurwysynki produkują masowo pisma do komisji socjalnej o zapomogi czy Bóg wie co tam jeszcze – więc za chuja już nie idzie załapać częściowej refundacji za kurs instruktorski, kolejną podyplomówkę czy studia trenerskie. Oczywiście po zapomogi to oni (głównie baby) pierwsi w kolejce – natomiast do solidnej roboty to (jakże by inaczej) ostatni. Obijają się ile wlezie, nic nie potrafią – jak co raz wpadają na SKS-y trenerzy z klubów sportowych aby połapać talenty – to się załamują jakością prowadzonych zajęć. A mój serdeczny kolega z innej szkoły – stracił pół etatu (miał tylko tyle – więc wyleciał całkowicie z roboty) bo jeden zakredytowany wziął żonę, poubierali się w jakieś chujowe swetry i poszli do dyrektora płakać, że jemu raty wzrosły i trzeba dodatkowycyh pieniędzy…
    Tak to wygląda w szkołach – ale w innych branżach (szczególnie w korpo) z pewnościa uwidacznia się w związku z sytuacją zakredytowanych – wiele innych patologii. Nawet w zeszłorocznej produkcji „Sala samobójców” (znakomity film – może dlatego, że kręcony w moim ukochanym Wrocławiu 😉 ) także zwrócono uwagę na ten problem. Sprawa z pewnością na oddzielny (i ciekawy) wpis – jak się ktoś tym zajmie – niech mi podeśle linka.

    No i na koniec jakbym mógł się nie odnieść do koleżanki Katyliny:
    „Seba, ktoś musi to powiedzieć: jesteś Toudi, a Doxa to taki Ictorn. Tylko Toudi był chociaż sympatyczny i bezinteresowany w swojej służalczości…są lepsze sposoby na zwiększenie popularności bloga, np. pisanie tekstów, które ktoś chce czytać z innego powodu niż jako zagryzke do wódki serwowanej przez Słomskiego czy Cynika9.”

    1. Toudiego to ty masz dziewczyno co najwyżej we własnej chałupie. Jeśli odzywasz się do niego tak jak do mnie w powyższym komentarzu – to życzę powodzenia…
    2. Od paru lat powtarzam, że „polski foch jest najgorszy”. Nie wiem czemu niektórzy mi nie wierzą ? Ślepi czy co ?
    3. Jako kawał chłopa, bez żadnych kompleksów – jestem w stanie publicznie docenić wartość czyjejś pracy i pochwalić kogoś – odwrotnie niż wielu frustratów – którzy nie są w stanie napisać nic konkretnego – a jedynie wyrażać gniew. Matka z ojcem pewnie nauczyli, że jak ktoś jest przedsiębiorcą to nie pracuje dla obopólnej korzyści (tak jak Doxa) – tylko jest „prywaciarzem”, a przecież człowiek na etacie państwowym to „prawdziwa szlachta”…
    4. Przemysław Słomski swoją działalnością na blogu pomógł wielu osobom uniknąć kilku współczesnych – ekonomicznych pułapek. Owe pułapki najczęściej oznaczają zmarnowanie wielu lat ciężkiej pracy. Cieszę się, że kilkoma własnymi wpisami i jednym .xls-em miałem możliwość dać „suport” dla jego racji. To nie dla własnego lansu – ale z życzliwości dla młodych ludzi, którzy stoją przed dylematem „wziąć ten kredyt czy nie wziąć”.
    4. Ja prowadzę bloga o tematyce wychowania fizycznego – więc nawet gdyby Doxa wypisał czcionką czterdziestką mój adres u siebie – to i tak ja nie mam co liczyć na czytelników. Nie ta dziedzina, nie te zainteresowania.
    5. Gdybym chciał pisać to co ludzie chcą czytać – to mój blog by wyglądał jak okładka Men’s Health. Ja wolę pisać prawdę – więc nie obiecuje cudów w stylu „wróć do formy w 14 dni”, czy „6-pak w 30 dni bez ćwiczeń”. Dlatego też moja publika jest bardzo ograniczona.
    6. Nie popieram picia wódki.

    Podsumowując:
    Bankier, deweloper oraz brzydka, wredna i pyskata baba to są trzy największe, chodzące nieszczęścia jakie mogą spotkać młodego człowieka.

    http://contracoach.wordpress.com/2012/06/26/oldsql-lifestyle/

  38. MrKoval -> z twoimi zarobkami to jeszcze naprawde nie masz tak zle. Co maja powiedziec rodziny, ktore pokupowaly mieszkania w 2008r na 100LTV we Franku przy dochodach okolo 3tysiecy? Znam paru takich i zaden z nich nie mieszka juz w Polsce – mieszkania poszly na wynajem, a oni siedza albo w UK albo w IRE i splacaja mozolnie kredyt.

    Sam wzialem kredyt na mieszkanie i mimo, ze tylko na 50% LTV to uwazam to za najgorsza decyzje inwestycyjna w moim zyciu. Kredyt moze i duzy nie byl, bo 100 tysiecy to jeszcze nie koniec swiata, ale w tym momencie nie oplaca mi sie mieszkania sprzedawac, bo bede grubo w plecy (kredyt w CHF of course…)

    Jestem ciekawy co sie stanie, jak cala ta afera z LIBORem pokaze swoja prawdziwa skale i nagle okaze sie, ze Franek nie bedzie oprocentowany na 0.5% tylko na 2 albo 3. Juz widze, jak setki rodzin w PL bedzie siedziec i plakac.

  39. Seba, sprawdź kim był Katylina. Natomiast czytelnicy tego bloga – jak mi się wydaje – nie potrzebują samozwańczego guru antykredytowodziubusiowego, bo już to wszystko wiedzą. Jeśli chcesz robić za reader’s digest ku przestrodze młodych może warto tą swoją twórczość wlepiać tam, gdzie tego jeszcze nie wiedzą? To tylko taka mała sugestia 🙂 PS. Doxa, gratuluję – naprawdę szczerze – własnego Toudiego. Jeszcze parę ogrów i będziesz mógł zaczać robić porządek w kraju 😀 PS2. Wcale nie każe Ci się stąd wynosić, bo to nie mój blog. Po prostu dzielę się swoją opinią.

  40. @boroova

    Akurat pisałem o krajowej dominancie ale akurat trafiłeś – sam zarabiam tę kwotę.

    >2008r na 100LTV we franku

    To znam dwie rodziny. Jedna ma 2 dzieci i pomagają rodzice a druga ma jedno dziecko i też pomagają rodzice. Mieszkają w tych blokach i cieszą się że mieszkania są “ich”. Modlą się o niski WIBOR i jadą do przodu. Jak żyć inaczej za 2500?

    @Hans Kloss

    > W przypadku oszczędzania załozyc mozna, że taka para jest w stanie odłozyć do 1000-1500zł miesiecznie wynajmując mieszkanie

    Właśnie typowa para nie jest w stanie odłożyć 1500 co miesiąc wynajmując mieszkanie.
    Nawet w takim Poznaniu mało kto (z moich znajomych) po studiach zarabia ponad dominantę. Sam mieszkasz w Pozen(?) i która przedszkolanka albo sekretarka czy też kobieta pracująca na produkcji zarabia ponad 1600zł?

    Osobiście pędzę bimber żeby było taniej i kombinuję jak mogę, ale Na Boga – nie przeskoczysz pewnych spraw!

    Spytaj się dziewczyny, żony, żony kolegi, która chce mieć własnościowy domek/mieszkanie – teraz czy przed 50-tką? Żyje się tylko raz (i mimo bańki) nie warto czekać na obniżkę 20%.
    Tak Ci powie. Co innego być singlem a inna sprawa z rodziną kształtować swoją przyszłość.

    Jedyne 1500zł które posiadasz na zamieszkanie – albo oddajesz
    najemcy albo spłacasz bankowi!!!

  41. koment pod tytułem wqrwianie nutrii:

    Jak byłem dzieciak to z kumplami mieliśmy fajną zabawę. Sąsiad hodował nutrie. Siedziały sobie zwierzątka w klatkach – jak się podeszło i kopnęło w kraty – to nutria dostawała szału. I latała po klatce, wściekła się, szczerząc zęby. Zlewa na maxa.
    Podobne zjawisko obserwowałem ostatnio dwa lata temu na krakowskim przedmieściu w wawie. Ludzie przychodzili ponabijać się z moherowych babć i dziadków – i co ważne oni najczęściej nie mieli nic do polityki. Po prostu chcieli się ponabijać bo to dla nich było zabawne – jak babcie dostawały ślinotoku i zaczynały szaleć – choćby na sam widok polsatowskiego wozu transmisyjnego.
    O ile jednak ja jako dzieciak – razem z kumplami jakoś szybko dorośliśmy, a także wiedzieliśmy, że nie ma co zwierzątek męczyć – to tamte barany jakoś nie mogły przestać męczyć nie zwierząt – a ludzi… I wymyślali coraz mocniejsze prowokacje – jak te ze szczaniem na znicze i robieniem krzyża z puszek po piwie.
    Trzeba sobie powiedzieć jasno – w PL mamy ogromnie dużo ludzi ze skrzywioną psychiką. Nie ma badań populacyjnych – ale co nieco widać na testach do policji i wojska – kupa osób się pcha – a najwięcej odpada u psychologa.
    Ale wystarczy popatrzeć na jakość komentarzy. Nie tylko na forum onetu. Nawet i tutaj.
    Osobiście staram się być pozytywnym facetem i jeśli już coś piszę – to tak aby czytelnik miał z tego pożytek. Aby coś się dowiedział. Oczywiście nie zawsze musi się ze mną zgadzać – ale mógłby chociaż podać jakieś rzeczowe argumenty. Może moje przytaczanie artykułu Morgana Kelly’ego było np. nie na miejscu ? A może analizy cen na rynku nieruchomości i wykresy robiłem ze złych źródeł ? Faktem, jest, że w paru tekstach mocno pojechałem po zakredytowanych – ale zaznaczałem wiele razy – ja to piszę po to aby paru młodym ludziom wybić z głowy hipotekę. Pakowanie się w maszynę dojącą, która działa na zmiennych obrotach i którą obsługują a)politycy, b)bankierzy – to nie jest dobry pomysł. Więc nie będę głaskał po głowie zakredytowanych – bo po pomaga tak samo jak umarłemu kadzidło…
    No więc czytam sobie co po niektóre komentarze – także te pod adresem Niny (że niby złodziejka – ludzie czy wyście oczadzieli ?) i trochę mi szkoda niektórych. Wy naprawdę myślicie, że ja się obrażę ? Mnie to wisi. Lepiej zajmijcie się praca nad sobą – i robieniem czegoś pozytywnego dla innych ludzi. Ja wiem, że można nawet zarabiać pieniądze na frustracji – jak choćby chłopaki z make life harder – ale na dobrą sprawę to z ich pracy niewiele praktycznych rzeczy wynika. Lepiej się podoskonalić we własnym zawodzie.
    Poczekamy sobie 5 latek…. Zobaczymy się za jakiś czas. Pewnie już nie będzie co po niektórym tak wesoło jak dzisiaj.
    Niestety – przewiduję, że osoby zakredytowane – będą płacić i płakać. Będą dojone niemiłosiernie. Zaś osobom, które były na tyle skromne – aby żyć oszczędnie. Aby nie pakować się w kredyt. Aby odkładać przyjemności. Aby postępować bardziej rozsądnie. I w wyniku tego – będzi ei się wiodło lepiej… To na takie osoby będą krzyczeć, że złodzieje, spekulanci i Bóg wie co jeszcze.

    Typowa bajka o koniku polnym i mrówce….

  42. @Elektromonter:

    “Uwielbiam podejście do życia które prezentujesz…
    Czyli przez 18 miesięcy żyłaś sobie za darmo, a raczej na koszt innych klientów banku – no bo przecież nie banksterów- i było wszystko ok.”

    Widze, ze szanowny pan reprezentuje mentalnosc Matki Teresy z Kalkuty.
    Umowe z bankiem na wziecie kredytu mialam podpisana, jaka mialam.
    To, ze bank najpierw NIE MOGL ( wstrzymanie egzekucji z powodu karnych oskarzen o robo signing na terenie wielu stanow) a potem NIE BYL W STANIE zrobic foreclosure (brak dokumentow udowadniajacych prawa do mojejej nieruchomosci) to naprawde NIE MOJ problem tylko banku.

    Jak mozna byc tak zaslepionym idyjota zeby za nieudolnosc firmy komercyjnej wynikajaca z jej dzialanosci przesteczej obwiniac klientow tejze firmy????

    @nightwatch:
    “Sama dałaś się zlicytować i wyrzucić z domu i teraz doradzasz innym – no to zamiast pisać co mają robić to napisz czego mają NIE ROBIĆ żeby nie znaleźć się w Twojej sytuacji. Lądować na bruku bez żadnych oszczędności – to takie amerykańskie ”

    1. Czy ja gdzies napisalam, ze “wyladowalam na bruku bez zadnych oszczednosci”? Myslisz ze z czego sobie sfinansowalam emigracje do Argentyny? Bank mi pozyczyl? :)))

    2. Czego maja nie robic – proste. Niech nie traca pracy :))))
    A jesli nie maja pracy albo taka, z ktorej starcza na styk i nie ma z czego odkladac – coz, zostaje tylko emigracja. Bo jesli stopy procentowe pojda w gore, to oni i tak poplyna.
    Ewentualnie moga jeszcze poradzic sie doswiadczonego prawnika w sprawie unikania komornikow i nie zajecia przez niego konta bankowego.
    Moga tez probowac sprzedac nieruchomosc poki ceny nie siegnely jeszcze dna i uwolnic sie od kredytu.

    Nic wiecej sie zrobic nie da, chyba nastapilby cud 🙂

    @adamduda:
    “Please.. wtedy spłacasz w oszczędności. Normalny człowiek powinien odłożyć w przeciągu 5-7 lat na przynajmniej 50 % wartości kredytu. I wtedy burze czekasz na oszczędnościach i tyle.
    Poza tym, możesz to mieszkanie sprzedać i spłacić kredyt, nadwyżka Ci zostanie. Chyba że tu wszyscy zakładacie, że każdy kupował mieszkanie dokładnie w szczycie bańki. Tak nie jest”

    Wroc na ziemie prosze. Dominanta w Polsce (jak ktos tu podal) wynosi w tej chwili 2200PLN/mies. Zalozmy, ze dwie osoby tyle zarabiaja. Zalozmy, ze polowa kredytu to 100 000PLN. Miesiecznie musieliby odkladac 20 000 PLN zeby uzbierac sobie – jak postulujesz – 50% wartosci kredytu.

    O CZYM TY PISZESZ??? Bo chyba nie o realiach polskich. Kto w Polsce TYLE MOZE ODLOZYC W MIESIAC????

  43. @ Nina
    Zgaduję z kontekstu, że chodziło ci o 20 tys ROCZNIE, a nie miesięcznie? To i tak wychodzi mało realnie. ok. 1700 zł miesięcznie, do tego rata- powiedzmy tyle samo i na zycie dla dwóch osób zostaje 1000 zł. Może teoretycznie się da- ale Kuba bardzo rozsądnie wspomniał o jakości zycia- której bardzo waznym elementem jest święty spokój.
    Wyraźna część komentatorów spominała też o dyskomforcie przeprowadzek, nieuchronnie związanym z wynajmem. Prawda- i co z tego?
    Cóż- przeprowadzki są upierdliwe- ale jeśli jest się sensownie wypłacalnym, ma się oszczędności i mozliwość płacenia za wynajem- to naprawdę takie życie jest przyjemniejsze. A swoją drogą- po którejś z rzędu przeprowadzce ma się wystarczającą wprawę, aby, nawet z rodziną nie było to szczególnie upierdliwym zajęciem- a nawet w dzikich polskich warunkach- opnia o czlowieku jako najemcy- bardzo ułatwia zycia. Wypłacalny, spokojny i nie demolojący mieszkania- i problemy ze znalezieniem następnego są znikome.

  44. Uhm, rzeczywiscie, mialo byc ROCZNIE – ladnie mi sie pomylilo :)))). Co nie zmienia postaci rzeczy bo przy przecietnych zarobkach odlozyc tyle sie nie da.
    Czlowiek moze zacisnac pasa i zyc w ekstremalnych warunkach – ale przez pare miesiecy, a nie pare lat.

  45. @Nina

    Dominanta się zgadza ale nie kupisz mieszkania z meblami za 200 tysięcy.

    250-300 tysięcy za puste w jednym z 7 największych miast Polski.

    >Moga tez probowac sprzedac nieruchomosc

    I zamieszkać pod mostem?
    Wolą oddawać bankowi 1500 zł niż najemcy. W końcu mieszkanie/dom przejdzie na ich własność. Docelowo zostaniesz właścicielem.

    [Praca] z ktorej starcza na styk i nie ma z czego odkladac – coz, zostaje tylko emigracja

    Miliony gospodarstw domowych żyje na styk, tylko 40% odkłada na przyszłość w formie oszczędności.
    Nie emigrują, żyją próbując związać koniec z końcem.
    Źle robią??

  46. Nina
    No właśnie radzę zejść na ziemię.
    Zdolność kredytowa to nie oznacza że kogoś stać na mieszkanie, tylko to oznacza tylko zdolność kredytową.

    Nie wiem co ma z tym wszystkim wspólnego dominanta?
    wlicza się w nią małe miasteczkowe dochody i całą ścianę wschodnią. Zapewniam Cie, że tacy ludzie nie brali kredytu.

    Poza tym nie rozumiem tych Twoich wyliczeń. Jeżeli ktoś by odkładał 20 000 co miesiąc, to po 5 latach ma bez odsetek już 1,2 mln złotych.

    Ponownie powtarzam. Jeżeli się nie ma stałej pracy w swoim zawodzie, w którym się człowiek czuje pewnie. nie ma się oszczędności na start, a kredyt wychodzi ze spłatą na styk lub z lekką górką, to się kredytu po prostu nie bierze. Nie stać, to nie kupuje. proste.

  47. Seba mnie twoja retrospekcja tematu nieruchomości się podoba, linki do twojego bloga może mogą drażnić ale z drugiej strony można nie tylko zniszczyć sobie życie kredytem ale też złym doborem partnerki, czego też powinniśmy się uczyć na cudzych błędach

    Ktoś wspomniał o konsekwencjach kredytów ludzi pracujących w corpo, te kredyty zwykle charakteryzują się dużą ratą i odstawionym lokum, bo 60 metrów to za mało lub weźmy “apartament” bo nas stać, wykończymy mieszkanie też z pieniędzy z kredytu…
    U mnie w pracy jest jeden gość który spina się i bierze się za wszystko byle żeby dorobić w ramach swojego stanowiska, chronicznie robi nadgodziny, praca od 8.30 do 18, czasem 19. Najlepsze było jak kiedyś widziałem jego excela (przez ramie, tak jestem wścibski:p) gdzie wpisuje nadgodziny. Doszedł do takiej wprawy że robi dodatkowe ~1/4 pensji z samych nadgodzin. Dodatkowo robi szkolenia z programów dość specjalistycznych (2x w miesiącu) za co ma też kilka ładnych stów. Gościa naprawdę lubię ale nie oszukujmy się ja bym długo tyle godzin nie pociągnął a on kredyt będzie musiał spłacać latami. Kolejna rzecz to plaga niewykorzystanych urlopów i prośba o ekwiwalent, tak moi drodzy nie ma to jak nie wypoczęci współpracownicy, którzy kombinują tylko jak zaoszczędzić urlop (uwielbiają rozkminiać jak tu wziąć kilka dni urlopu żeby wyszedł wolny tydzień). Oczywiście z drugiej strony często tacy pracownicy bardziej poświęcają się firmie, więc z jej punktu widzenia nawet to dobrze że “pracują” na 120% ale jak wiemy stres w długim okresie kończy się szpitalem.

    Kolejną lekcją dla mnie jest sytuacja mojego kolegi (technik informatyk, 3k na rękę, 30 lat kredytu, łowca promocji w biedronce gdzie kefir z jednodniowym terminem ważnośći jest dużą okazją), dostał wczoraj w pracy pisemną naganę, jeszcze dwie i dyscyplinarka. Zgadnijcie za co dostał? Poszedł na urlop na 3 dni, niestety jak wracał auto się zepsuło i musiał wziąć jeden dzień na żądanie, jak wrócił dostał naganę że w magazynku z sprzętem którym się opiekuję jest nie porządek. Cóż z tego że przez 5 lat nigdy nie wziął ani dnia na żądanie a sam magazynek jest tylko wymówką bo już kolega szefa chce wsadzić na jego miejsce swojego znajomka. Jak dobrze wykujesz swoją robotę to trudno cię zwolnić więc albo sam odejdziesz albo ci pomożemy. Teraz szuka na gwałt roboty puki jeszcze jest na etacie w starej firmie i nawet jest w stanie zaakceptować pracę poniżej swoich kfalifikacji…
    Nauka z tego płynie jedna jeśli masz kredyt jakakolwiek zmiana w dochodach, czy ogólnie twoich warunków życia na niekorzyść boli dwa razy mocniej gdybyś tego kredytu nie miał. Doskonale wykorzystują to szefowie, nie ma nic lepszego niż pracownik z kredytem na mieszkanie, auto i dzieckiem w drodze, wiedzą że nie odmówią pracy do wieczora

    Nie chce się wymądrzać, sam kiedyś pracowałem za 1200 na miesiąc i wiem jaki to ból ale jak ktoś napisał w komentarzu inwestycja w siebie i brak kredytów ułatwia życie

  48. @mrKoval:

    “>Moga tez probowac sprzedac nieruchomosc
    I zamieszkać pod mostem?
    Wolą oddawać bankowi 1500 zł niż najemcy. ”

    A to juz ich sprawa. Widzialam w USA tysiace takich, co to “woleli oddawac bankowi” i splacali kredyt “do konca”. Niestety, zamiast zostac wlascicielami mieszkania na owym “koncu” zostali z niego eksmitowani na ulice i bez grosza przy duszy, bo kazdy mial nadzieje, ze juz jutro znajdzie prace i znowu zacznie splacac, wiec wypluli sie z oszczednosci wszelakich.

    Jesli chcesz ode mnie pocieszenia i poglaskania po glowce – sluze. *GLASK*.
    Jesli chcesz konkretnej rady co w gownianej sytuacji mozna zrobic bedac juz umoczonym po uszy – coz, niestety nie bedzie tak jak z baronem Munchausenem, ktory sie sam z bagna za uszy wyciagnal 🙂

    “Miliony gospodarstw domowych żyje na styk, tylko 40% odkłada na przyszłość w formie oszczędności.
    Nie emigrują, żyją próbując związać koniec z końcem.
    Źle robią??”

    – nie mnie oceniac czyjes zycie w kategoriach moralnych – napewno emigracja nie jest dla wszystkich i napewno nie kazdy sobie da rade. Ale zanim sie zakopiesz w dlugach, beznadziei i depresji moze warto zbadac teren i zastanowic sie, czy czasem na emigracji nie masz lepszych perspektyw. Albo przynajmniej czy Twoje dzieci nie beda mialy.
    Ja wychodze z zalozenia, ze czlowiek nie jest do zadnego miejsca ani kraju przykuty lancuchem za kostke (o ile nie mieszka w Korei Pn) – a jesli mu sie wydaje, ze jest, to najczesciej problem lezy w jego sposobie myslenia.

  49. Kolejny swietny artykul, jak widac po ilosci oraz tresci komentarzy (i to nie tylko na tym blogu) temat bani mieszkaniowej/kredytow daje do myslenia i jest jak ten kopniak w skrzynke z nutria :).

    Seba odwalil kawal dobrej roboty zbierajac i segregujac artukuly z roznych blogow i kto jeszcze tego nie przeczytal sam sobie winien, wiec im czesciej pojawiaja sie linki tym lepiej. Osobiscie zaczalem czytac wiekszosc z nich w czasie gdy zalamal sie system bankowy w Islandii w 2008 i z dnia na dzien ludzie zostali z bezsensownymi gadzetami (drogie auta na kredyt w walucie obcej), mieszkaniami kupionymi w szczycie banki (na szczescie wiekszosc wzieta w walucie w ktorej zarabia) oraz bez pracy (dosyc czesto) i oszczednosci – bo zyli z dnia na dzien placac raty za telewizory/agd/wycieczki wziete na kredyt. Mialem zreszta sporo czasu bo sam bylem bezrobotnym przez prawie 9 miesiecy 🙂 , firma w ktorej pracowalem padla.

    Wlasnie dzieki wiekszosci artykulow wymienionych w archiwum blogosfery zawdzieczam inny poglad na kupno wlasnego M, oraz mniej wiecej jak nalezy racjonalnie inwestowac.

    Fakt fajnie zrobic grilla na “swoim” trawniczku, wole jednak spac spokojnie niz na styk kalkulowac ile maksymalnie moge wziac kredytu na “zachcianke”. Wydaje mi sie ze sedo oszczedzania mozna ujac we frazie, staraj sie zyc poniej swoich mozliwosci 🙂 ale bez przesady, tnij na zbednych rzeczach, gadzetach – nie oszczedzaj natomiast na wypoczynku i zdrowiu zwlaszcza jezeli duzo pracujesz.

    Niestety nie jestem finansowym guru, nie mam tez super umiejetnosci ktore sa jakos wyjatkowo dobrze platne, dziubiac pomalu w normalnej pracy + rownolegle rozwijajac swoja dzialanosc (czytaj pracujac na 2 etaty) oraz zyjac PONIZEJ swoich mozliwosci ( czyt.nie wywalac kasy na bezsensowne gadzety) moglem jednak pomalu uzbierac na nieruchomosc na ktora spokojnie mnie stac. Tak musialem wziac kredyt, ale zakladam ze nieruchomosc ma zarabiac na turystach (specjalnie wybrane nieduze studio w samym centrum Reykjaviku) + zawsze jak ktos mnie odwiedza na dluzej nie musi sie gniezdzic w moim wynajmowanym mieszkaniu. Kredyt zamierzam nadplacac corocznie i splacic w calosci w ciagu 5-7 lat (poswiecajac na to 50% tego co do tej pory odkladam miesiecznie, moge tez odstawic winko na ktore idzie calkiem sporo 🙂 ), nawet w przypadku utraty pracy (zasilki sa dosc wysokie tutaj, platne min.3 lata) wciaz mam oszczednosci i dam rade splacac kredyt.

    Gdybym nie mial informacji z blogosfery zapewne siedzialbym w “swoim” 3 pokojowym mieszkaniu zakredytowany po uszy i bez oszczednosci, kupilem jednak taka nieruchomosc na ktora mnie bylo stac z zalozeniem ze ona ma sie sama splacac + po paru latach przyniesc mi jakis pasywny dochod – tutaj oczywiscie trzeba sie troche zakrecic i wlozyc pracy w reklame i obsluge, no ale taka praca daje tez satysfakcje oraz doswiadczenie, czyli ogolnie rowijamy sie :).

    Pozdrowienia dla wszystkich i polecam czytajcie czytajcie – to nie jest strata czasu, wiadomo nikt nie jest nieomylny, ale akurat te artykuly to podstawa do wyrobienia w sobie poprawnych nawykow inwestycyjnych.

  50. @Nina

    Nie miałem, nie mam i raczej nie będę miał hipoteki na dom czy mieszkanie. Moi znajomi mają, próbuję wczuć się w ich skórę i w ich wypłatę 🙂

    @Seba

    > Zaś osobom, które były na tyle skromne – aby żyć oszczędnie […] by odkładać przyjemności […] aby postępować bardziej rozsądnie.

    Właśnie często nie mają te osoby alternatywy. Zostające parce (małżeńswu) 1500 zł z wypłaty albo płacą bankowi albo najemcy.
    Argument jaki najczęściej słyszę, to “płacę na swoje”, “jestem na swoim”.

    >Typowa bajka o koniku polnym i mrówce

    W bajce chodziło o pracowitość i przedsiębiorczość.
    W hipotece chodzi o nadpłatę dla banku w formie odsetek i nieznany WIBOR.

  51. @mrKoval:

    No to sie wczuj i wytlumacz im, ze “płacę na swoje” to najwiekszy mit, jaki dali sobie wmówic w ktoryms momencie zycia.
    Bo nie placa “na swoje” ale na bankowe – a ILE placa to zalezy od zmiennej stopy procentowej…

  52. No dobra – mu tu sobie gadamy, a w zakamarkach NBP marnuje się parę cyferek.
    NBP publikuje cyklicznie raport o stabilności systemu finansowego – zazwyczaj jest to koniec roku (grudzień) i jakoś połowa roku (ostatnio lipiec).
    wszystko jest tu:

    http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/systemfinansowy/stabilnosc.html

    Ostatni na dziś dostępny raport z grudnia 2001 tu:

    http://www.nbp.pl/systemfinansowy/rsf122011.pdf

    Zaglądamy sobie na strony 47(48)-50. Oglądamy wykresy od 3.19 do 3.25. Szczególnie na 3.21 ładnie widać jak wskaźniki kredytów zagrożonych rosną sobie z roku na rok.

    Czemu to ja nigdzie w (subskrybowanej przez siebie) blogosferze nie widziałem analiz z tego źródła ?
    Czego to się wszyscy uczepili tylko raportów stąd: ?

    http://nbp.pl/home.aspx?f=/publikacje/rynek_nieruchomosci/index2.html

    Dwa lata temu to o zagrożonych kredytach (w tym hipotecznych) hipotecznych pisał Krajowy Rejestr Długów w swoich raportach. Teraz dali sobie spokój – ale branża windykacyjna ogólnie zaciera łapki na przyszłe lata.

    NBP robi dobry uczynek publikując xls-a. Można sobie samemu machnąć wykres – i pokazać jak “ładnie” rośnie portfel zagrożonych kredytów hipotecznych. Bo w raporcie to one są zestawione z konsumpcyjnymi, tymi na kartach kredytowych i jeszcze innymi długami – no więc mieszkaniówka wygląda skromnie na tym tle. Ale jakby pokazać ją na oddzielnym wykresie… I tylko sam wzrost. Tak półrocze po półroczu…

    W mediach na razie dominuje taki obraz:

    http://biznes.onet.pl/splacam-kredyt-stracilam-prace,40479,4990495,news-detal

    Czyli generalnie młody, wykształcony, z wielkiego miasta – traci pracę, musi spłacać hipotekę – ale jest dzielny i obrotny więc sobie radzi, a niedługo przyjdą lepsze czasy…
    Jasne…
    (polecam przeczytać artykuł)

    No i warto by zapolować na to kiedy NBP puści najnowszy raport o stabilności (pewnie w tym miesiącu) – i machnąć kilka wykresów ukazujących sytuację na zagrożonym portfelu hipotek.
    Ja tam nie będę robił – bo ludzie u nas jakieś nerwowe się porobiły. Zupełnie coś jak nutrie mojego sąsiada 😉 To i jak bym linka puścił to zaraz nerwy i tak dalej. A ja nie nawykłem do psucia innym nastroju zbyt długo 😀

    Trochę mnie zastanawia optymizm niektórych osób. Niby można do sprawy podchodzić na zimno. Tłumaczyć sobie to co się stało jakimiś naturalnymi procesami. Takowoż podkreślać, że przecież dla wielu zakredytowanych problemu nie będzie. No pewnie i dadzą sobie radę – tylko szkoda tej forsy zmarnowanej na bezproduktywnych pasożytów. Ja bym wolał żeby jednak moim rówieśnikom lepiej się żyło. Jak by im się lepiej żyło to i mnie by się lepiej żyło. W końcu oni jeździli by częściej latem nad morze na kurs windsurfingu, zimną na naukę nart i snowboardu, a w międzyczasie może i na ściankę wspinaczkową czy trening motoryki pod sporty walki – czyż nie ? 🙂

    Pisać dyplomatycznie jest zresztą najwygodniej. Człowiek ma święty spokój. Nikt go nie zwyzywa…
    Ale kurwa mać – z drugiej strony – gdyby cała blogosfera w odpowiednim czasie (a wiedzę na pewno mieli) pisała o sprawie – pokazując, że ma jaja jak Doxa i Panika – to by się deweloperka posrała…
    A tak – ludzie ogłupieni reklamą – latali po te badziewne mieszkania w blokach i kupowali za każdą cenę- bo niby miało “zaraz wzrosnąć”…

    Ale tak jak napisałem – ludzie zapakowali się w maszynkę dojącą, o zmiennych obrotach, którą obsługują:
    a) politycy
    b) bankierzy

    równie dobrze mógłbym napisać, że obsługują ją
    a) debile
    b) pazerne cwaniaki

    i prawdę mówiąc – głupota polityków i ogromna chciwość sektora finansowego – mogła doprowadzić (choć jeszcze to nie wyszło na jaw) – do PRZESILENIA
    ja pamiętam jak było w 2007 roku – jakiś człowiek brał kredyt – jeszcze nawet nie zdążył spłacić pierwszej raty – a już doradca kredytowy, jego kierownik, kierownik regionalny i tak dalej… – dostawali premię…
    No w takim “cudzie gospodarczym” to się długo żyć nie dało…

    Choć ja się obawiam, że ta maszynka dojarska – to jednak jest ustawiona na takie obroty – aby za bardzo nie “przegrzać”. Aby “zmielić” (zbankrutować) “jedynie” kilkadziesiąt tysięcy rodzin – a resztę (kilkaset tysięcy) sobie spokojnie doić. I wmawiać im jeszcze, że mają się z tego cieszyć…

    The END…

    i niech ktoś zrobi wykresy z tego raporty NBP o stabilności…

  53. @Nina

    Znajomi płacą ratę kredytu hipotecznego porównywalną (trochę mniejszą) od ceny wynajmu.
    Co mam im wytłumaczyć? Że lepiej wynajmować, a wtedy po 30-latach zostaną z niczym?

    Tak to wygląda z ich i mojej perspektywy.

    Jedynie co może niepokoić, to właśnie zmienna stopa procentowa.
    Na razie jest okej.

  54. mrKoval:

    aby nasza wiesc spokojna, aby nasz wies wesola…..

    niech sobie ci twoi znajomi poczytaja linki, ktore seba podrzucil. Przekonanie, ze stopa procentowa bedzie taka sama przez 30 lat to jest albo ciezka glupota albo ciezki dysonans poznawczy.
    chyba nie mam juz nic wiecej do dodania.

  55. a no właśnie to jest dramat…
    jakieś 1,64 miliona kredytów hipotecznych (według ostatniego pdf-a od AMRON SARFiN)
    to może być szacunkowo 2 – 2.5 miliona ludzi
    oni zrobili najgłupszy zakup w swoim życiu
    oni zrobili najdroższy zakup w swoim życiu
    oni jeszcze nie wiedzą ile za te mieszkania zapłacą (bo kredyt na zmienną stopę)
    i do tego – oni jeszcze nie wiedzą, że tego nie wiedzą…

    brzmi dziwnie – ale to co powyżej to prawda…

    o tym co oznacza kredyt w obcej walucie – już publika trochę wie (po zeszłorocznym rajdzie franka). Niestety dowie się jeszcze więcej… (zadłużenie zagraniczne jest, deficyt w handlu zagranicznym jest, no i ogólnie to PLN jak i nasza polityka pieniężna jakoś za specjalnie dobrej opinii to nie ma, a do tego libor na CHF pewnie też wiecznie niski nie będzie)

    o tym co oznacza podpisanie, że “oprocentowanie kredytu jest ustalane decyzją zarządu i zależy od różnych czynników rynkowych” – też już wie (patrz akcja mstop)

    jeszcze pozostało nauczenie się (niestety z doświadczenia) czym jest kredyt w PLN ze zmienną stopą…
    zakredytowanym to się chyba wydaje, że w razie czego to będzie doń wysłana ankieta z pytaniem: “Przepraszamy bardzo, ale o ile możemy podnieść stopy procentowe ?

    jeśli ktoś się dziwi, że trochę klnę pisząc o tym – za jakiś czas będzie wiedział dlaczego.

    W każdym razie i tak przepraszam za moje przeklinanie.

  56. @ForexFox:
    1. Nie, nie rozumiem o co chodzi z tym żydem. Sam natomiast się zastanów, jakimi stereotypami myslisz. Skad jesteś? Z Łodzi?
    2. Niby jakiej wg ciebie narodowości był Jezus zwany Chrystusem z Nazaretu? Polskiej? Nazaret to blisko Warszawy przecież…

    A teraz żeby bylo w temacie – sam jestem takim małym “zydem” jak nazywa mnie ForexFox. Mam sobie taka malutką kamienicę. I dla osób szukających mieszkania i narzekających na wynajmujących moge powiedzieć – że wynajmujący w Polsce to w większości dno. Poniszczone meble, podłogi, zostawione rachunki. Ciężko jest znaleźć rodzinę, która chce mieszkać na dłużej, przy tym dbając o mieszkanie w stopniu, w jaki nalezy dbać o jakby nie było pozyczoną właśność. Jakby koniecznośc pokrywania strat spowodowanych przez małe dzieci była moim obowiązkiem! Bo przecież dzieci niszczą, tak wszyscy to wiedzą. Ale ja nie mam nic wspólnego z tymi dziećmi! Żadnego z nich “nie zrobiłem”! Tak, jest kaucja. Ale ile się trzeba nasłuchać przy tym!!!Nie mówię że w mieszkanie trzeba coś wkładac, przecież to interes i nie mają obowiązku. Ale dla mnie to zwykłe ludzkie zachowanie, nie dewastować niczego! Ale nie, zawsze się znajdzie taki ForexFox, który uważa że żydowi nie tylko wolno, ale to wręcz patriotyczny obowiązek! A co, ma więcej, niech zobaczy! Kopnę w ścianę, niech maluje! A co mi tam, gadzina jedna będzie ze mnie zdzierać!
    Rozumiem argumenty, że meble w mieszkaniu to jakieś starocie. Czasem się zgadza, ale z drugiej strony – czego oczekujecie? Ułudy “apartamentu” za 500 PLN! Czegoś takiego nie ma, wszystko ma swoją cenę. Standard mieszkania też. To wypadkowa możliwości najemcy, i zysku wynajmującego.
    Niestety, na każdym kroku okazuje się że tzw. Polacy obecnie to w większości nieodrodni potomkowie chłopów pańszczyźnianych, z taką właśnie mentalnością niewolnika. Przykre, bo powinno być inaczej. Wspaniały naród, jeden z największych (polecam zapoznać się z nasza historią przed chrześcijańską – to z Sarmatami to nie tylko gadanie!). Ale chyba ludzie ku..y.
    @Seba – mnie nawet nie przeszkadza to co piszesz. Może jak dresik, ale przynajmniej z sensem. A za zdolności badawcze duży plus, jak również za zebranie linków. Dobra robota.

  57. Bardzo ciekawy wpis i ogólnie blog. Chciałbym zasubskrybować, ale mam jakiś problem z linkiem RSS…?

  58. Postanowiłem, oprócz bezsensownego bicia piany :), napisac jeszcze kilka słów, moze komus z wynajmujących się przyda. Powyżej jest historia o szybkim wypowiedzeniu bo ktoś z rodziny chciał zamieszkać. Otóż niestety prawdą jest, ze nasz rynek wynajmu kuleje. Jeżeli ktoś wynajmuje mieszkanie w bloku – najczęściej jego właściciel po prostu je odziedziczyl, lub wybudował sobie dom, lub nawet kupił jako inwestycję :). Taki gość, który posiada tylko jedno takie mieszkanie – jest właśnie w naszym kraju głównym sprawcą szybkich wypowiedzeń, bo np. syn się wyprowadza. Inaczej przedstawia się sprawa z osobami, które mieszkań mają kilka. Uwierzcie – jedyne, czego one chcą to spokojnego regularnego czynszu przez dłuższy czas. Im nie zalezy na wypowiadaniu umow, jeżeli nie mają podstaw, bo niby po co? Dla dreszczyku emocji? Nie, w ich interesie jest znaleźć wynajmujacego na kilka lat (nie za dużo, bez przesady 🙂 )który będzie regularnie wpłacał czynsz i opłaty, nie będzie niszczył mieszkania i zbyt często dzwonił :). To jest ich biznes, a nie ciągłe szukanie klienta. Po prostu – przekonajcie takiego właściciela, ze chcecie wynając na docelowo na 2-3 lata, pokażcie referencje z poprzednch miejsc (wystarczy chociażby powiedzieć gdzie się poprzednio wynajmowało, zaręczam ze właściciel dowie się czego trzeba), wpłacacie kaucje, sami zaproponujcie zdjęcia mieszkania przed wynajmem, powiedzcie gdzie pracujecie, ogólnie jakie macie plany rodzinne (dzieci itp). Zobaczycie, że da się dogadać odnośnie czynszu. Lepszy spokojny tysiąc niż dwa z bólem głowy :).
    A co do wyprowadzek – bez przesady z tą uciążliwością. Ja przeprowadzałem się razem 9 razy. Obecnie, dochodzę do tego ze wyprowadzam się w 1 dzień łącznie z meblami! Oczywiście, należy mieć pomoc conajmniej jednego mężczyzny, który również ma wprawę w wyprowadzkach. Wtedy idzie błyskawicznie, bo każdy wie co robić. A minimalizm w życiu przydaje sę wtedy jak mało co. Większośc rzeczy i tak jest wam niepotrzebna, po co je taszczyć.

  59. @boroova:

    Ale wiem jedno – nie ma ludzi nieomylnych. Nawet Cynik9, Doxa i inni moga sie czasami mylic. Nie wierzycie – to spojrzcie co sie dzieje ze srebrem.

    Drogi boroova, cynik9 jest ostatnim który zgłasza pretensje do nieomylności. Przeciwnie, zawsze podkreślam wagę ostrożności i stronienie od hurra optymizmu bo nic nie chodzi po liniach prostych na tym świecie. Ale jako nie-abonent TwoNuggets Newsletter to z tym srebrem, za przeproszeniem, strzeliłeś jak chory w kubeł. Akurat ci co cynika9 posłuchali w pionowym ruchu srebra pod $50 w marcu-kwietniu 2011 uśmiechają się z politowaniem czytając te rewelacje.

  60. Ja osobiście jestem za kupnem nieruchomości. Najważniejsza jest dla mnie mała rata miesięczna. Przy kredycie na 300 tyś w PLN wychodzi nieco ponad 1600 zł http://najnizszeraty.pl/kalkulator-kredytowy/30000000/580/420/equal#wynik

    Długą spłatą się nie przejmuje bo inflacja jest moim sprzymierzeńcem. 1600 zł za 30 lat będzie warte tyle co 700 zł dzisiaj http://inwestuje.info/kalkulator_inflacji/kapital_167000-oprocentowanie_250-okres_360

    Dodatkowo zarabia się na wzroście wartości nieruchomości (ale zrymowałem 🙂

  61. Witam.

    Pozwolicie że dorzucę swoje 5 gr. do tej dyskusji.
    Jak dla mnie lepiej wynajmować:
    Mieszkam we Wrocławiu mam 30 lat żonę Syna 2 latka i spodziewam sie na październik następnego.
    Tylko jak pracuje
    Mieszkamy na wyjanjętych 38m2. mało ale teraz wystarczy.
    A teraz wyliczenia.

    Wynajem kosztuje mnie 1200 + liczniki -90 zł=1300 zł

    Chciał bym kupić duże mieszkanie powyżej 60 m2>

    trzy lata temu cena metra oscylowała w granicy 6500 zł obecnie można już kupić za 5200 zł – 1300 zł różnicy. przy 60m daje to 80000 zł.
    dodatkowo rata kredytu o wartości 390000 zł w zł. tylko na 5% to 2050 zł plus czynsz 300zł i 100 zł gaz i prad – co daje 2450 zł – różnica w wynajmie 1150 zł x 36 mc – 41000 zł
    wychodzi na to że przez 3 lata zaoszczędziłem 121000 zł.
    fakt że na koncie mam dużo mniej ale nie musiałem wbijać zebów w ścianę. dobrze zarabiam dopiero od 20mc.
    Ktoś powie że mogłem kupić mniejsze na początek:
    45 m2 -po 7000 za m2.- 300000 zł z ratą 1600 zł+ opłaty= 2000 zł. i tak zysk. na miesiacu 700 zł x36 mc=25000 zł i tyle własnie mam teraz na momencie plus naddatek 😉

    Jestem mobilny – mogę pracowac wszędzie godzie tylko bedzie ciekawa i dobrze płatna praca. nie martwię sie co zrobić z mieszkaniem i komu je wynajać… czy bedzie płacony czynsz itp.

    O zakupie będę myślał jak najstarszy syn będzie szedł do szkoły mam na to jeszcze 4 lata. do tego czasu myślę że już zaczepię sie na dłużej w jakieś firmie.

    zakładam że mieszkania spadną jeszcze do 4,500 zł a moja pensja wzrośnie do 8000 zł netto i oszczędności do 150000 zł.

    podsumowując:
    Mieszkanie 70m2 x4,500zł= 315000 zł
    urządzenie 50,000 zł
    koszt – 365000 zł
    – 100000 to co mam odłożone (50000 zł -zostawiam na czarną godzinę jaki zabezpieczenie)
    = 265000 zł kredytu.
    co przy racie na poziomie 60% mojej pensji. – 4000 zł/mc
    zakładając 6% i ratę 3870 zł
    potrzebuję tylko 7 lat na spłacenie kredytu.
    czyli w wieku 40 lat bede miał 70m2 na własność
    a bank zarobi na mnie: 60000 zł
    a wynajmujący licząc od dziś:
    12×1200= 14400 -w tym roku
    36-1700 = 61000 – zamierzam wynająć większe. w następnym roku.
    razem = 75400 zł

    zatem mam własne mieszkanie za 10 lat. w cenie 400000 zł

    biorąc kredyt teraz na takie mam własne mieszkanie za 30 lat w cenie 777000 zł.
    Nie wliczam tu już kosztu opłat i czynszu.
    różnica 377000 zł
    sporo. przyznacie.

    A co do wynajmu.
    racje jeśli zapewnisz Właściciela o tym że na dłużej tak jak ja mam własne meble, to można sporo zaoszczędzić.
    najlepiej jak Właściciel sam cie znajdzie.
    Kolega ostatnio wynajął 65m2 3 pokoje za 1000 zł + liczniki.
    Pani sama o znalazła i wręcz prosiła aby wynajął jej mieszkanie.

    pozdrawiam.

  62. Fajnie się czyta, tym niemniej byli i tacy, którzy jeszcze za prezydentury Clintona i tuż przed wprowadzeniem przez niego pewnych regulacji, wiedzieli co się dziać będzie:

    http://www.nytimes.com/1999/09/30/business/fannie-mae-eases-credit-to-aid-mortgage-lending.html?src=pm

    Niestety po angielsku 😀

    Jak ktoś potrafi myśleć, to jest w stanie sporo przewidzieć.

    Najlepsze jest, że administracja Busha na początku próbowała to wszystko powstrzymać, ale z takim samym efektem jak ktoś próbuje uciszać bawiących się na dyskotece na Ibizie, bo jest za głośno.

  63. Mimo wszystkich opinii ja jestem i tak zdania, że najem mieszkania kupionego na kredyt to jeden z najlepszych sposobów zarabiania. Tak tak. Mój tata robi to od 10 lat prawie 🙂 I jakoś nigdy nie było sytuacji żeby rata kredytu miała być wyższa od wynajmu. Wszystko zależy od tego jak się to rozgrywa, na ile lat kredyt, jakie jest mieszkanie no i gdzie jest. Ma jedno w okolicy uczelni to sobie zawsze tam 3-4 studentów spokojnych mieszka, ma jedno w centrum co firma na stałe wynajmuje dla pracowników (2 miesiące w roku jest wolne tylko).
    Wszystkie kredyty ma w jednym banku, każdy kolejny jest tańszy bo wszystkie poprzednie są dobrze spłacane (a najtańsze oferty na rynku mogą się schować).
    Sam zajmuje się na co dzień bankowością i też wiem co w trawie piszczy. Pozdrawiam, redaktor http://mkredyty.net/
    P.S. Dzięki @Paweł za link do NY. Ciekawa lektura.

  64. Po kilku latach najmowania wiem że muszę kupić własne do tego musi kazdy dojrzeć. Nic na siłe, mam na oku fajne mieszkanie do remontu, załatwiam w skoku Chmielewskeigo kredyt i po remoncie robie przeprowadzkę. Nigdy więcej najmowania.

  65. Trafiłem na tę stronę właściwie przypadkiem. Nie chcę się pastwić nad autorem, więc daruję sobie komentarz. Mamy rok 2017, a o to kilka liczb:
    1. Cena zakupu metra mieszkania w 2012 r. to w dużych miastach, poza Warszawą 4.500 – 5.000 PLN. Obecnie mamy 5.000 – 6.000. Nieduży, ale jednak wzrost, większy niż nawet najlepsze lokaty.
    2. Cena uncji złota w 2012 to 1.600-1.800 USD. Obecnie mamy około 1.200 USD.
    Ja rozumiem, że niełatwo być prorokiem ale, żeby jednocześnie wywróżyć nieprzerwany wzrost ceny złota na samym szczycie bańki i załamanie cen mieszkań w okolicach dołka, to “trzeba mieć talent”.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *