Wysokie loty

Trzeba latać samolotami jak tylko można najwięcej. To przyjemność, która za kilkanaście lat przejdzie do historii, jak latanie Saturn V/Apollo, gdy tylko Peak Oil spowoduje ograniczenie dostępności ropy.

Wygląda na to, że powinny być organizowane specjalne kursy akademickie z zakresu efektywnego latania, szczególnie na studiach MBA, dla osób pretendujących do zostania oligarchami, lecz nie dysponujących jeszcze odpowiednimi środkami. W branży istnieje mnóstwo trików, z których większość jest już dobrze znana globtrotuarom.

Są jednak triki znane mniej. Większość podróżników wie, że za odwołany lot należy im się ustawowe odszkodowanie – zadbała o to Komisja Europejska. Czy rzeczywiście jest tak fajnie socjalistycznie? Wyobraźmy sobie sytuację, w której lot zostanie skasowany – na przykład z powodu strajków kontrolerów lotów. Lot miałby się odbyć w poniedziałek, a już w sobotę wiadomo o tym z zapowiedzi związkowców. Dostajemy mejla z informacją, że możemy sobie zmienić rezerwacje za darmo na pierwszy wolny termin, powiedzmy czwartek. Zmieniamy. Czyli należy się nam hotel, transport i wyżywienie na dodatkowe kilka dni? Oczywiście, że nie – przecież sami zmieniliśmy sobie datę wylotu z poniedziałku na czwartek! Odszkodowanie należy się wtedy, gdy pojawimy się na lotnisku o ustalonej dacie i godzinie i samolotu nie będzie. Oczywiście przewoźnik mógłby podstawić jeden czy dwa samoloty przed strajkiem i zabrać chętnych. Niestety przewoźnicy chcą maksymalizować zyski i zwykle nie mają maszyn, które są do dyspozycji na pierdoły typu zbieranie turystów po świecie. Stojące maszyny to ogromna strata pieniędzy, taniej jest fundnąć paru osobom hotel, a jeszcze lepiej zmanipulować tak, by sami sobie za ten hotel zapłacili.

Jeszcze ciekawsza sytuacja ma miejsce wtedy, gdy chcemy na przykład wyskoczyć sobie z Europy do Nowego Yorku na zakupy. Lot z Warszawy w dniach 9-16 listopada będzie nas kosztować $551, z przesiadką w Londynie. Wygląda na to, że lot z Londynu musi być dużo tańszy i bez przesiadek. I znowu błąd – lot taki kosztuje $558, z przesiadką w Filadelfii, gdy za bezpośredni zapłacimy $583.

I tak jest prawie zawsze, że lot z przesiadką jest tańszy niż bezpośredni. Linie lotnicze wolą wydać więcej pieniędzy na dodatkowy lot (paliwo, samolot, załoga, opłaty lotniskowe) niż wsadzić klienta do samolotu tylko raz. Sens jest ukryty głęboko. Linia lotnicza chce złapać klientów ze wszystkich lotnisk regionalnych, a nie tylko ze swoich głównych hubów obsługujących linie atlantyckie. Tak więc w ofercie wyloty z lotnisk zapyziałych, typu Okęcie im. Chopina (wkrótce im. JP II). Lepiej ponieść koszt dolotu do hubu i zarobić mniej, ale zarobić cokolwiek. A na własnych hubach można ceny podnieść, i tak znajdą się frajerzy, skłonni zapłacić za luksus zaoszczędzenia kilku godzin lotu.

Share This Post

7 thoughts on “Wysokie loty

  1. Okęcie pewnie zostanie Chopina, ale Modlin na 100% będzie JP2. 🙂

  2. Ja ostatnio sprawdzalam loty do Au i NZ i wyszlo, ze lot do Auckland przez Sydney jest tanszy niz loty tylko do Sydney. Ta sama linia lotnicza, te same loty (godziny). Czasami naprawde nie jestem w stanie dojrzec logiki w wycenie biletow.

  3. “przejdzie do historii, jak latanie Saturn V/Apollo, gdy tylko Peak Oil spowoduje ograniczenie dostępności ropy.” – e tam. Gross masy paliwa w rakietach nie potrzebuje ropy do produkcji – ciekły wodór i tlen potrzebują generalnie tylko sporych ilości prądu, tak samo nadchloran amonu i pył aluminiowy w boosterach; jedynie nieduża ilość HTPB (lepiszcza paliwa w boosterach) jest produkowana z ropy, ale to mały ułamek kosztów w porównaniu np. z mega energochłonnym (ale nie ropochłonnym) pyłem aluminiowym.

  4. Wraz z Peak Oil ilosc dostepnej energii bedzie spadac. Poniewaz obowiazuje substytucja oznacza to, ze bedzie spadac dostepnosc np. wegla – bo zacznie sie go zuzywac zamiast ropy i popyt wzrosnie. Tak wiec np. aluminium bedzie ciezej dostepne, bo prad bedzie mniej dostepny…

    Generalnie Peak Oil oznacza spadek dostepnosci energochlonnych technologii, a takimi sa Fordy v8, 6litrow, Saturn V, czy w mniejszym stopniu Boing 767.

  5. Ciekawe, czy zgodnie z prawem, nie można użyć przykładowego biletu Warszawa – Londyn – USA tylko na trasę Londyn – USA. Jeśli numer lotu się zgadza…

  6. chlip chlip… tylko nie moje V8 ;/ dlatego tankuje poki moge.

    Ja zdaje sobie sprawy od dawna ze energii mamy coraz mniej, i tak jak doxa pisze, nosniki mimo ze diametralnie inne, cholernie ze soba powiazane, zreszta moim skromnym zdaniem to ze na swiecie wszedzie sie gotuje tez jest wina PO, w jakims stopniu przynajmniej…

  7. “Wraz z Peak Oil ilosc dostepnej energii bedzie spadac” – z ropy się raczej nie produkuje prądu, więc marginalny jej wpływ na ceny prądu jest dość ograniczony (ograniczona substytucja). No ale oczywiście jakaś tam presja cenowa jest, tylko nie przesadzałbym z dramatyzowaniem, na świecie jest w pytę gazu (nawet, jeśli jego wydobycie z łupków dramatycznie zanieczyszcza środowisko – zakład, że nie powstrzyma to nikogo przed kopaniem?)

    Apropos energochłonnych samolotów. Nie wiem, czy wiesz, ale najnowsze linery, np. 787 czy A380, wykorzystują ogromne ilości włókna węglowego (787 – ok. 32 tony!). Jeśli pył aluminiowy jest energochłonny, to brak mi słów na określenie karbonu… a do tego do jego produkcji potrzebna jest b. duża ilość ropy (do produkcji włókien PAN które są potem wypalane).

    Tak więc obawiam się, że ewentualna niedostępność/trudna dostępność ropy uderzy w znacznym stopniu w rakiety, fordy i boeingi…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *