Monthly Archives: September 2011

Wyspy

Dzisiejsza decyzja Banku Szwajcarii wpisuje się w opisywany przeze mnie scenariusz wojen walutowych, w których kolejne państwa kolejno szmacą swoje waluty celem stymulowania eksportu.

Wielka Brytania jest jak wiadomo państwem wyspiarskim, podobnie Szwajcaria jest plamą na mapie UE (co ciekawe, była podobną plamą na mapie Europy circa 1943). Stąd wiele osób mylnie porównuje sytuacje tych dwóch państw twierdząc, że ‘Szwajcarii nie uda się prowadzić wojny walutowej, tak samo jak nie udało się UK wygrać z Sorosem’.

Nic bardziej mylnego! UK prowadziła odwrotną walkę, broniła funta przed spadkiem wartości. Miała do dyspozycji ograniczoną ilość walut, za które skupowała funty. Szwajcaria jest w sytuacji odwrotnej, ma do dyspozycji drukarki, które wygenerują dowolną ilość franków, które zostaną wymienione na euro czy dolary. Zasoby są nieograniczone i teoretycznie cała planeta może wymienić swoje waluty na franki a Szwajcaria da rade. I jeszcze na tym zarobi (!) – waluty nabyte za świeżo wygenerowane franki zostaną ulokowane w obligacjach US i UE i będą przynosić dochód szwajcarskim podatnikom.

Aby lepiej to wyjaśnić załóżmy, że Polska idzie drogą brytyjską. Załóżmy, że minister finansów nie chce, aby EUR i USD były za drogie, bo kraj przekroczy próg ostrożnościowy zadłużenia i dostanie wpierdol od premiera. Wobec tego szef NBP ogłasza, że peguje PLN do EUR na poziomie 3 PLN/EUR. Każdy, kto zgłosi się do NBP z 3 PLN otrzyma 1 EUR. Co się dzieje? Sporo posiadaczy złotówek dojdzie do wniosku, ze woli EUR niż PLN i dokona takiej wymiany. Zasoby rezerw walutowych NBP skończą się w parę dni i prezes wywróci puste kieszenie – wrócimy do kursu 1:4.

Wyobraźmy sobie sytuację odwrotną, szwajcarską. Załóżmy, że NBP uważa, że złotówka jest za mocna i zagraża eksporterom. Od następnego dnia za 1 EUR będzie wypłacane 10 PLN. Do kas pchają się klienci z walizami wypchanymi EUR, chcącymi kupić PLN i ulokować je w obligacjach RP (‘zysk bez ryzyka’) lub w produktach z Polski. I taka gra może nie skończyć się nigdy – gdy zabraknie banknotów w kasie wytnie się parę drzew, przerobi na papier i ozdobi znakami NBP.

Efekty negatywne szwajcarskiej gry są dwa. Po pierwsze inflacja i wzrost cen dla krajowych konsumentów. Wczoraj, choć eksport był drogi, to ceny w sklepach w Szwajcarii mogły być nieco niższe. Drugi problem to eskalacja całego procesu. Nie wiadomo, kto następny zeszmaci swoją walutę, ale z całą pewnością nie jest to koniec wojen walutowych.

Zabawne są komentarze ze strony pismaków. Jeden z nich stwierdził, że inwestorzy pędzą ku frankowi bo ‘frank ma pełne pokrycie w złocie’. Inny kretyn po Wyższej Szkole Lansu i Bounce’u twierdził, że sztywny peg to zbrodnia na rynku walut. Tymczasem peg to właśnie objaw normalności. Jeżeli rubel był wyrażony w złocie, marka w złocie i dolar w złocie, to wzajemne kursy tych walut były ze sobą stałe przez wiele dziesiątek lat. To właśnie był przejaw normalności, a nie zastanawianie się, kto zeszmaci swoją walutę i jak bardzo.

Przy okazji warto zdać sobie sprawę, jak bardzo śmieciową walutą jest złotówka. CDS na polski dług wskazuje na wysokie ryzyko difoltu RP, przynajmniej tak to rynek odbiera (jaką fotkę te świnie dali!). Każde zawirowanie na rynkach powoduje zeszmacenie złotówki w czasie kilku/nastu minut. Wzrost w minuty, spadek w tygodnie. To dla gospodarki jest niezwykle stymulujące (eksport) ale powoduje też drożyznę w sklepach (której tak bardzo nie lubi sam Prezes) i spadek wartości nabywczej oszczędności. Nieszczęśnicy ‘oszczędzający’ na lokatach nawet nie pokrywają odsetkami kosztów szmacenia złotówki.

Share This Post

Detroit

Pocztówka z Detroit:

Nie do końca zgadzam się z diagnozą. To nie przez rządy demokratów, którzy tak naprawdę nie różnią się zbytnio od republikanów. To raczej przez usunięcie z USA przemysłu motoryzacyjnego, na którym opierało się miasto. A usunięcie nastąpiło na przykład dlatego, że koszty pracy pofrunęły przez sufit. Pracodawca musi płacić miliardy dolarów za opiekę zdrowotną, z czego większość ląduje w kieszeni ubezpieczalni, a te pieniądze w kieszeniach prawników walczących i broniących w sprawach o odszkodowania medyczne. Tak, legendarne odszkodowania medyczne idące w sumy dziesiątek milionów dolarów są płacone przez pracodawców zatrudniających pracowników i próbują przerzucić koszty na końcowego nabywce. Jeżeli się nie da – to biznes się zamyka.

HT GB.

Share This Post

Krytyka

Jedną z nielicznych złych konsekwencji płynących z upadku komuny był kres krytyki kapitalizmu. Przez pół wieku po obu stronach barykady siedziały tysiące sprawnych umysłów starających się zwalczać przeciwnika wypatrując słabych punktów. Paradoksalnie dzięki temu oba systemy mogły się udoskonalać. Gdybym na tym blogu opublikował sposób produkowania kokainy z proszku do prania, pojutrze zbrodniczy proszek trujący społeczeństwo zostałyby wycofany a system uszczelniony – gdybym milczał, kto wie jak jeszcze taki niecny proceder by trwał. Podobnie było z przeciwnymi obozami po obu stronach żelaznej kurtyny – nawzajem czytano swoje prace i wyciągano wnioski.

Mało kto wie, że jednym z badaczy była Condoleezza Rice, z zawodu sowietolog. Po przeciwnej stronie mieliśmy na przykład Wiktora Osiatyńskiego. Nie tak dawno wpadła mi w ręce jego książka pt. ‘Współczesny konserwatyzm i liberalizm amerykański’, skreślony z kartoteki Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego i wyrzucony studentom na pożarcie. Niesłusznie. Książka kapitalnie punktuje słabe cechy kapitalizmu, czasem dochodząc do wniosków zupełnie zbieżnych do zawartych w tym blogu.

Co ciekawe, praca zaczyna się od przybliżenia koncepcji FA Hayeka. Nigdy bym się nie spodziewał, że prace tego akurat myśliciela będą otwierać książkę o tym tytule. Spodziewałbym się bardziej JM Keynesa, o którym się w treści niemal nie wspomina.

Czytelnik znający nieco historię najnowszą Polski ma poczucie swoistego ocierania się o surrealizm. Książka została oddana do składu w lutym 1983 roku, więc pisana rok-dwa wcześniej. Oto mamy juntę Jaruzela, czołgi kruszą lód (i lud) na ulicach, a Osiatyński stuka na swojej maszynie do pisania: Większość problemów gospodarczych i społecznych współczesnego kapitalizmu jest rezultatem egoistycznych działań elity ekonomicznej; sprawowanej w ramach rzekomo wolnokonkurencyjnych mechanizmów dyktatury najsilniejszych jednostek i grup. Autor demaskuje oligarchię jako zarówno źródło władzy jak i jako źródło problemów Ameryki dwadzieścia lat wcześniej niż ja zacząłem opisywać to na niniejszym blogu.

Dalej autor pisze: Główny problem administracji Reagana polega na wewnętrznej sprzeczności obietnic danych przez niego wyborcom. Wszak zapowiadał on zmniejszenie podatków, zwiększenie zbrojeń, utrzymanie świadczeń socjalnych, zmniejszenie inflacji, i do tego wszystkiego zrównoważenie budżetu. Jednoczesne zrealizowanie tych wszystkich projektów nie jest możliwe. […] To właśnie stanowi główny problem Reagana i całego konserwatyzmu amerykańskiego w obecnych latach. Kapitalnie ujęte. Dokładnie do tego sprowadza się klęska rządów Busha jr. Postanowił on realizować sprzeczne postulaty i skończyło się to tragedią zadłużeniową. A Obama tylko to kontynuuje.

Dowiadujemy się też: Dużo bardziej złożony wydaje się natomiast stosunek monopolistycznej oligarchii kapitału do tradycyjnego konserwatyzmu. Wydaje się bowiem, że oligarchia ta zdołała stosunkowo szybko ‘zadomowić się’ w ‘państwie dobrobytu’. Najpierw wykorzystała ona ‘odrodzenie rynkowe’ w celu przejęcia  własności państwowych zakładów produkcyjnych zbudowanych podczas II Wojny Światowej, a następnie zdołała nadać interwencjonizmowi państwowemu przede wszystkim militarny charakter, uzyskując w ten sposób dla siebie – w postaci zamówień państwowych i innych usług świadczonych na rzecz państwa – lwią część środków budżetowych ‘państwa dobrobytu’. W praktyce więc zmilitaryzowane ‘państwo dobrobytu’ stopiło się w wysokim stopniu z oligarchią kapitału monopolistycznego, co zresztą znajduje wierne odzwierciedlenie w terminie ‘kapitalizm państwowomonopolistyczny’. I znowu szczera prawda o państwie, gdzie rządzi przemysł zbrojeniowy, a ‘obrona’ pochłania rocznie jakieś $ 698 000 000 000 i stanowi 43% światowych wydatków zbrojeniowych.

Ciekawe, czy takie odważne tezy autor odważyłby się postawić anno domini 2011. Nie wiadomo, może te problemy Stanów zniknęły od czasu upadku komunizmu, o którym autor wypowiada się równie ciekawie: […] jest charakterystyczne zresztą dla znacznej części amerykańskiej myśli społeczno-politycznej w okresie ‘zimnej wojny’ utożsamianie faszyzmu i komunizmu oraz wrzucenie ich ‘do wspólnego worka’ z napisem ‘totalitaryzm’. Jest prawdą, ze obydwa te systemy odbiegają od założeń demokracji amerykańskiej. Lilienthal i inni myśliciele amerykańscy koncentrują się niemal wyłącznie na tych powierzchniowych cechach, pomijając całkowicie różnice w genezie, treści, poparciu społecznym (przypominam – zupaki Jaruzela za oknem) i wreszcie celach oraz wartościach realizowanych przez każdą z tych doktryn (przypominam – kilkadziesiąt milionów ofiar komunizmu). Pominięcie natomiast różnic między faszyzmem a komunizmem było dla liberałów amerykańskich wygodne, pozwalało bowiem na przerzucenie moralnego potępienia faszyzmu na nowego przeciwnika ideologicznego, jakim stał się komunizm.

Wydaje się, że dawniej i dziś, po jednej stronie barykady czy po drugiej, metody niszczenia niezależnego myślenia są zbliżone. Za komuny politykiem można było być z nadania PZPR. W krajach ‘demokratycznych’ politykiem można być za zgodą i za pieniądze oligarchów. Komuna rozprawiała się z opozycją brutalnie – wykluczając z życia społecznego (wilczy bilet) lub dosłownie traktując kwestionowanie władzy jako ‘szaleństwo’ i kierując do psychuszek. ‘Demokracja’ traktuje opozycje delikatniej – odcinając od cyca medialnego czy jakichkolwiek innych fuch typowych dla wykształciucha. Myśliciel nie mogący znaleźć pracy przy ‘myśleniu’ zażywa śmierci społecznej, i albo pracuje jako hydraulik, albo stacza się w alkoholizm albo umiera z głodu.

O ile kiedyś była możliwa ucieczka i zaczepienie się w wyznawanym systemie (częściej droga wiodła na Zachód, do pracy w ‘Wolnej Europie’ – zdarzali się przecież intelektualiści jeżdżący podziwiać efekty pracy Stalina) to dziś taka opcja nie wchodzi w grę. Nie ma alternatywy dla obecnego systemu. Nawet retoryka obu systemów jest zbliżona – system jest idealny, nie trzeba go wcale poprawiać, a problemy jakie widzimy w komunizmie/kapitalizmie (niepotrzebne skreślić) są ‘przejściowe’ i ‘obiektywne’. Jest tylko jedna prawda, w obrębie której można się poruszać, inaczej można stać się ‘oszołomem’ (precyzyjnie – głodnym oszołomem) z perspektywą zostania wkrótce ‘terrorystą’.

Share This Post