Krytyka

Jedną z nielicznych złych konsekwencji płynących z upadku komuny był kres krytyki kapitalizmu. Przez pół wieku po obu stronach barykady siedziały tysiące sprawnych umysłów starających się zwalczać przeciwnika wypatrując słabych punktów. Paradoksalnie dzięki temu oba systemy mogły się udoskonalać. Gdybym na tym blogu opublikował sposób produkowania kokainy z proszku do prania, pojutrze zbrodniczy proszek trujący społeczeństwo zostałyby wycofany a system uszczelniony – gdybym milczał, kto wie jak jeszcze taki niecny proceder by trwał. Podobnie było z przeciwnymi obozami po obu stronach żelaznej kurtyny – nawzajem czytano swoje prace i wyciągano wnioski.

Mało kto wie, że jednym z badaczy była Condoleezza Rice, z zawodu sowietolog. Po przeciwnej stronie mieliśmy na przykład Wiktora Osiatyńskiego. Nie tak dawno wpadła mi w ręce jego książka pt. ‘Współczesny konserwatyzm i liberalizm amerykański’, skreślony z kartoteki Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego i wyrzucony studentom na pożarcie. Niesłusznie. Książka kapitalnie punktuje słabe cechy kapitalizmu, czasem dochodząc do wniosków zupełnie zbieżnych do zawartych w tym blogu.

Co ciekawe, praca zaczyna się od przybliżenia koncepcji FA Hayeka. Nigdy bym się nie spodziewał, że prace tego akurat myśliciela będą otwierać książkę o tym tytule. Spodziewałbym się bardziej JM Keynesa, o którym się w treści niemal nie wspomina.

Czytelnik znający nieco historię najnowszą Polski ma poczucie swoistego ocierania się o surrealizm. Książka została oddana do składu w lutym 1983 roku, więc pisana rok-dwa wcześniej. Oto mamy juntę Jaruzela, czołgi kruszą lód (i lud) na ulicach, a Osiatyński stuka na swojej maszynie do pisania: Większość problemów gospodarczych i społecznych współczesnego kapitalizmu jest rezultatem egoistycznych działań elity ekonomicznej; sprawowanej w ramach rzekomo wolnokonkurencyjnych mechanizmów dyktatury najsilniejszych jednostek i grup. Autor demaskuje oligarchię jako zarówno źródło władzy jak i jako źródło problemów Ameryki dwadzieścia lat wcześniej niż ja zacząłem opisywać to na niniejszym blogu.

Dalej autor pisze: Główny problem administracji Reagana polega na wewnętrznej sprzeczności obietnic danych przez niego wyborcom. Wszak zapowiadał on zmniejszenie podatków, zwiększenie zbrojeń, utrzymanie świadczeń socjalnych, zmniejszenie inflacji, i do tego wszystkiego zrównoważenie budżetu. Jednoczesne zrealizowanie tych wszystkich projektów nie jest możliwe. […] To właśnie stanowi główny problem Reagana i całego konserwatyzmu amerykańskiego w obecnych latach. Kapitalnie ujęte. Dokładnie do tego sprowadza się klęska rządów Busha jr. Postanowił on realizować sprzeczne postulaty i skończyło się to tragedią zadłużeniową. A Obama tylko to kontynuuje.

Dowiadujemy się też: Dużo bardziej złożony wydaje się natomiast stosunek monopolistycznej oligarchii kapitału do tradycyjnego konserwatyzmu. Wydaje się bowiem, że oligarchia ta zdołała stosunkowo szybko ‘zadomowić się’ w ‘państwie dobrobytu’. Najpierw wykorzystała ona ‘odrodzenie rynkowe’ w celu przejęcia  własności państwowych zakładów produkcyjnych zbudowanych podczas II Wojny Światowej, a następnie zdołała nadać interwencjonizmowi państwowemu przede wszystkim militarny charakter, uzyskując w ten sposób dla siebie – w postaci zamówień państwowych i innych usług świadczonych na rzecz państwa – lwią część środków budżetowych ‘państwa dobrobytu’. W praktyce więc zmilitaryzowane ‘państwo dobrobytu’ stopiło się w wysokim stopniu z oligarchią kapitału monopolistycznego, co zresztą znajduje wierne odzwierciedlenie w terminie ‘kapitalizm państwowomonopolistyczny’. I znowu szczera prawda o państwie, gdzie rządzi przemysł zbrojeniowy, a ‘obrona’ pochłania rocznie jakieś $ 698 000 000 000 i stanowi 43% światowych wydatków zbrojeniowych.

Ciekawe, czy takie odważne tezy autor odważyłby się postawić anno domini 2011. Nie wiadomo, może te problemy Stanów zniknęły od czasu upadku komunizmu, o którym autor wypowiada się równie ciekawie: […] jest charakterystyczne zresztą dla znacznej części amerykańskiej myśli społeczno-politycznej w okresie ‘zimnej wojny’ utożsamianie faszyzmu i komunizmu oraz wrzucenie ich ‘do wspólnego worka’ z napisem ‘totalitaryzm’. Jest prawdą, ze obydwa te systemy odbiegają od założeń demokracji amerykańskiej. Lilienthal i inni myśliciele amerykańscy koncentrują się niemal wyłącznie na tych powierzchniowych cechach, pomijając całkowicie różnice w genezie, treści, poparciu społecznym (przypominam – zupaki Jaruzela za oknem) i wreszcie celach oraz wartościach realizowanych przez każdą z tych doktryn (przypominam – kilkadziesiąt milionów ofiar komunizmu). Pominięcie natomiast różnic między faszyzmem a komunizmem było dla liberałów amerykańskich wygodne, pozwalało bowiem na przerzucenie moralnego potępienia faszyzmu na nowego przeciwnika ideologicznego, jakim stał się komunizm.

Wydaje się, że dawniej i dziś, po jednej stronie barykady czy po drugiej, metody niszczenia niezależnego myślenia są zbliżone. Za komuny politykiem można było być z nadania PZPR. W krajach ‘demokratycznych’ politykiem można być za zgodą i za pieniądze oligarchów. Komuna rozprawiała się z opozycją brutalnie – wykluczając z życia społecznego (wilczy bilet) lub dosłownie traktując kwestionowanie władzy jako ‘szaleństwo’ i kierując do psychuszek. ‘Demokracja’ traktuje opozycje delikatniej – odcinając od cyca medialnego czy jakichkolwiek innych fuch typowych dla wykształciucha. Myśliciel nie mogący znaleźć pracy przy ‘myśleniu’ zażywa śmierci społecznej, i albo pracuje jako hydraulik, albo stacza się w alkoholizm albo umiera z głodu.

O ile kiedyś była możliwa ucieczka i zaczepienie się w wyznawanym systemie (częściej droga wiodła na Zachód, do pracy w ‘Wolnej Europie’ – zdarzali się przecież intelektualiści jeżdżący podziwiać efekty pracy Stalina) to dziś taka opcja nie wchodzi w grę. Nie ma alternatywy dla obecnego systemu. Nawet retoryka obu systemów jest zbliżona – system jest idealny, nie trzeba go wcale poprawiać, a problemy jakie widzimy w komunizmie/kapitalizmie (niepotrzebne skreślić) są ‘przejściowe’ i ‘obiektywne’. Jest tylko jedna prawda, w obrębie której można się poruszać, inaczej można stać się ‘oszołomem’ (precyzyjnie – głodnym oszołomem) z perspektywą zostania wkrótce ‘terrorystą’.

Share This Post

13 thoughts on “Krytyka

  1. Bo “kapitalizm” to pojęcie nieścisłe. W zasadzie kapitalizmem określano wszystko, co nie jest dyktaturą. A w rzeczywistości kapitalizmy są 3: keynesizm, monetaryzm i szkoła austriacka. Większość zarzutów dotyczy właśnie keynesizmu a pozostałym szkołom obrywa się rykoszetem.

  2. Szkoda tylko, że nie da się tego w normalny sposób wyleczyć – w większości przypadków broniący się (i chory) system upada a w jego miejsce budowany jest nowy – często równie absurdalny (patrz protesty socjal-młodzieży na zachodnie).

    Przyszłość może być ciekawa. Frank Capra w ‘Punkcie Zwrotnym’ szacował, że mniej więcej początek XXI wieku to zmierzch naszej cywilizacji. Możliwe, że miał rację.

  3. Kapitalizm był utożsamiany z demokracja zachodu. Stąd wszystko co nie jest dyktaturą, jest kapitalizmem. Sprzeczne obietnice to nie kwestia kapitalizmy tylko demokracji i chęci wygrania wyborów.

    Tusk też z uśmiechem na twarzy obiecuje 80 mld cięć z jednej strony i pomocy każdej grupie społecznej z drugiej.

  4. Fenomenalny wpis.

    Od jakiegoś czasu zastanawiało mnie, czy upadek jednego z rywalizujących systemów nie przyczyni się do degeneracji tego, który pozostanie. Widzę, że podobna myśl i autorowi się po głowie kołatać musiała.

  5. @knt
    “czy upadek jednego z rywalizujących systemów nie przyczyni się do degeneracji tego, który pozostanie”

    To raczej oczywiste. Działało to również w drugą stronę – gdyby nie komunizm, kapitalizm w Europie i USA bardziej przypominałby ten z Ameryki Łacińskiej, ze slumsami, strzelaniem do robotników i “rozpuszczaniem” w oceanie niż ten, który znamy ze Skandynawii, z wieloma elementami socjalnymi.

  6. Porównujesz oba systemy jak równorzędne sobie. Jednak ja wolę kapitalizm. Większość głosuje tak, jak ja: własnymi nogami. Plus, na przykład ilu Anglików emigruje rocznie do Rosji … Jakieś statystyki na równowagę obu systemów ?

  7. Przyłączam się – bardzo dobry wpis. Choć nie odkrywczy ( o dobrym wpływie komunizmu na kapitalizm zwłaszcza w europie zachodniej napisano już wiele) to ja o Osiatyńskim (i że pisał to w pamiętnym roku 83) to naprawdę cymesik.

  8. Adam Duda pisze:
    09/05/2011 o 20:31
    Panowie Doxa i Hansklos
    Czy Wy aby na pewno nie macie jakiś związków z Al-kaidą?

    Napitek Hansa z pewnością podpada pod definicję broni masowej zagłady, a co do Doxy to ciężko powiedzieć, ale paragraf jakiś się znajdzie, nie kijem go to pałką 🙂

  9. Osiatyński opisywał system polityczny państw Europy Zachodniej i USA ale przezornie nazwał go zgodnie z zamówieniem i panującą wówczas nowomową “kapitalizmem” ale my dzisiaj nie musimy silić się na żadną nowomowę i owijanie w bawełnę, przecież już wtedy było wiadomo że jest to system w pełni socjalistyczny, zgodnie z doktryną socjalliberalną (socjald***kratyczną). Oligarchia jest typowym elementem demokracji (także w stylu sowieckim czy teraz europejskim)dlaczego w USA miałoby być inaczej. Doxa poczytaj Szpotańskiego. Kiedy w Polsce skończył się komunizm, czy kiedykolwiek był? Natomiast socjalizm z dużą ilością własności państwowej, z interwencjonizmem gospodarczym, z transferami socjalnymi itd. jest od zawsze, za Jaruzela, i za Bul-Komorowskiego też. Jaruzel leciał na pożyczkach i Bul tez leci, ponieważ część majątku przejęły korporacje to pożyczki dla PRL-bis są większe. Kapitalizm był też za PRL-u, min. pod peweksami stali cinkciarze.

  10. “Główny problem administracji Reagana polega na wewnętrznej sprzeczności obietnic danych przez niego wyborcom.”

    Główny problem administracji Reagana polegał na tym, że za jego rządów ZWIĘKSZYŁ się socjal i ZWIĘKSZYŁY się wpływy do budżetu. Czyli jest to dokładna odwrotność tego, o czym mówią liberałowie, libertarianie, “Austriacy”, cokolwiek.

    “Pominięcie natomiast różnic między faszyzmem a komunizmem było dla liberałów amerykańskich wygodne, pozwalało bowiem na przerzucenie moralnego potępienia faszyzmu na nowego przeciwnika ideologicznego, jakim stał się komunizm.”

    Tu się zgadzam. Lewica od czasów Stalina próbuje odciąć się od swoich braci i sióstr w wierze, czyli narodowych socjalistów i faszystów.

    Czemu nazizm nie jest już fajny?

    http://libertarianizm.net/thread-1729.html

    W książce Edmunda Dmitrowa, “Polska a Niemcy; ludność, odbudowa, przemiany polityczne w pierwszych latach powojennych” jest mowa o tym, że poparcie dla nazizmu wśród społeczeństwa niemieckiego było niezwykle silne po wojnie. Dla przykładu w sondażach przeprowadzonych w amerykańskiej strefie okupacyjnej od listopada 1945 do grudnia 1947 55% ludności niemieckiej popierała pogląd iż “narodowy socjalizm był dobrą ideą, ale źle realizowaną”. W strefie okupacyjnej angielskiej procent ten wahał się od 39-47%. Co więcej, przeszło 20% badanych nie miało zdania w tej w kwestii.

    System ok, wypaczenia – nie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *