Wojna celna

Bariery celne są celem ataków większości współczesnych ekonomistów (nazwijmy ich umownie ‘neoliberałami’), a tradycja ta trwa jeszcze od czasów Bastiata i jego słynnej Petycji producentów świec. Globalizacja, czyli możliwość importowania dowolnego towaru z najdalszego końca świata, ma być odpowiedzialna za niskie ceny w sklepach i większą siłę nabywczą ludności. Nie wspomina się o tym, że mowa o korzyści dla tej części ludności, która jeszcze pracuje. Ci ludzie, którzy pracę stracili na rzecz swoich kolegów z Azji, raczej nie mają dużych możliwości nabywania towarów.

Początkowo globalizacja była korzystna jak drapieżniki na prerii – wycinała najbardziej chore jednostki. Dziś import przybrał takie rozmiary, że wygląda to jak preria szczelnie wypełniona drapieżcami. Nieliczne ocalałe przedsiębiorstwa produkcyjne są ewenementem. To jest chore.

Neoliberałowie zwalczają protekcjonizm ze wszystkich sił. Zdają sobie sprawę, że zamknięcie rynku przed nieuczciwą konkurencją (zatrudnianie ludzi za miskę ryżu vs zatrudnianie za stawki niemieckie zdrową konkurencją nie jest) spowoduje gwałtowny wzrost cen a więc inflację.

Przywrócenie niezerowych taryf celnych przedstawiany jest jako koniec świata. Jasne jest, że to nie będzie miłe, gdyby ceny wzrosły i znowu trzeba by ubrudzić sobie ręce robotą i przenieść się z czystych biur do brudnych fabryk. Jest to jednak prosty wybór – czy chcemy mieć niskie ceny i wysokie bezrobocie z wszelkimi patologiami społeczeństwa bez klasy średniej, czy też wyższe ceny i niskie bezrobocie i zdrowsze społeczeństwo. Czasem lekarstwo, które mamy przełknąć, jest gorzkie.

Ochrona lokalnego rynku nie wydaje prawdopodobny w najbliższym czasie. Oligarchowie czerpiący bogactwo z kupowania spodni po $1 i sprzedawaniu ich po $20 na drugim końcu świata łatwo nie odpuszczą. Mają swoich ekonomistów, którzy uzasadnią każdą tezę, mają swoich polityków, którzy przeprowadzą każdą legislację, mają też media, które wszystko to zgrabnie wtłoczą wyborcom do głów. Niech to dołoży się drugim dolarem do każdej pary spodni, to i tak jest śmieszny koszt, a jakże doskonałe efekty.

Po tym przydługim wstępie należy przejść do sedna tego wpisu. Otóż bardziej prawdopodobny a może wręcz nieunikniony wydaje się scenariusz odwróconej wojny celnej, czyli wprowadzania ceł eksportowych a nie importowych. Przyczyny są dwie – chęć obrony zasobów przed rabunkową eksploatacją oraz zbicie cen chronionych dóbr na rynku lokalnym.

Chiny zdały sobie sprawę, że złoża metali ziem rzadkich to nie wełna na owcy, minerały nie odrastają. Raz wydobyte pozostawiają po sobie puste wyrobisko oraz hałdę skały płonej. Stąd Chiny ograniczyły eksport poprzez wprowadzanie ceł i limitów wywozu.

Problemem jest wyżywienie ludności i uniknięcie protestów, które mogą skończyć się rewolucją. Dlatego Rosja chce zbić ceny chleba i ogranicza eksport zbóż. Chiny mają podobny problem i podobnie do niego podchodzą.

I tu jest sedno problemu. Kraje eksportujące żywność mogą ‘przykręcić kurek’, w odpowiedzi na co przeludnione państwa posiadające ropę mogą popaść w rewolty i przykręcić swoje ‘kurki’. Spadek wymiany w handlu międzynarodowym uderzą wszystkie strony, nawet te bezpośrednio nie uwikłane w limitowanie eksportu. To poważne ryzyko i poważny czynnik recesjogenny.

Dziś coraz więcej ludzi na świecie dostrzega korzyści płynące z posiadania kruszców a nie papierków. Zjawisko staje się masowe, co widać było w niedawnej akcji wymierzonej w JP Morgana, polegającej na kupowaniu srebra inwestycyjnego. Kto wie, może czekają nas czasy, w których państwa będą odrzucać papier jak dziś pewna grupa ludzi i może podłapią taktykę zastosowaną przez Rosję czy Chiny, którą można sprowadzić do prostego ‘nie chcemy waszych papierków za nasze surowce’.

Share This Post

31 thoughts on “Wojna celna

  1. Zastanawiam sie juz ktorys raz czytajac twoje wpisy dlaczego uwazasz, ze dobrobyt ludzi cywilizacji zachodu jest wazniejszy od dobrobytu ludzi ze wschodu. W czym Amerykanin (zalozmy ze srednio-wyksztalcony) jest lepszy od obywatela Chin czy Tajwanu, ze powinien zarabiac 5-krotnosc jego pensji wykonujac tę samą pracę. Czy lepiej zeby kolejny Amerykanin znalazl prace za 50-100k$ rocznie, czy zeby za te same pieniadze 10 Chinczykow bylo w stanie wyzywic swoja rodzine i zapewnic im jako-taki byt? Bo czym innym jest ten transfer bogactwa i miejsc pracy z zachodu na wschod jesli nie wyrownywaniem poziomu zycia i mozliwosci? Wcale nie zal mi Amerykanow – mieli swoje kilka dekad wyzyskiwania reszty swiata wykorzystujac swoja dominujaca pozycje na rynku swiatowym oraz emitujac pusty pieniadz kosztem posiadaczy ich dlugu. Teraz przyszedlsz czas zaplaty – wyrownanie poziomu zycia w USA i na dalekim wschodzie to tylko kwestia czasu (prawdopodobnie 2 dekad). Patrzac na tro wszystko globalnie to to, co dzieje sie obecnie jest jak najbardziej sprawiedliwe. Gdybys Chiny i USA (czy ogolnie cywilizacje zachodu) zastapil mieszkancami podlaskiego i Warszawy to twoje postulaty, ze powinno sie powstrzymac ekspansje miejsc pracy z Warszawy do podlaskiego brzmia wręcz smiesznie (a dla niektorych pewnie oburzajaco).

  2. @Crassus

    Nie chodzi o jakąś “społeczną niesprawiedliwość” i postulowane przez Ciebie “wyrównywanie w dół”. Państwo jest wspólnotą interesu wszystkich obywateli. Niestety w wydaniu USA jest to wspólnota gigantycznych interesów kilku promilli mieszkańców kosztem interesu nazwijmy go “wspólnego”. To stało się w czasach nam współczesnych, gdy w pogoni za korzyścią jednostki wspieranej państwowym przymusem (odpowiednie regulacje prawne i medialna wyrzymaczka mózgów) poświęcono długofalowy interes wspólnoty. Pierdolnik ten utrzymuje się tak długo (co sam w swoim wpisie podkreślasz) dzięki najlepszemu towarowi exportowemu USA – długowi. Po co zapier…. w fabrykach skoro można żyć jak w raju pożyczając kasę od frajerów, którzy jakby co i tak nie fikną i nie będą w stanie skutecznie żądać zwrotu swojej kasy (najwyżej nie dadzą więcej). FED wydrukuje każdą potrzebną ilość zielonych. Obligacje które pod ich “zastaw” posiada zostaną pewnego dnia anulowane i już. FED nic na tym nie straci, USA poza inflacją też, stracą frajerzy całego świata. Taka Polska straci prawie 100% swoich pseudo rezerw (bo tylko idiota traktuje dług którego nigdy nie odzyska jako swoją rezerwę) w obligach USA. Polska dumnie kroczy podobną drogą kastrując się z podstawowych gałęzi przemysłu na własnym terytorium (huty, stocznie, zbrojeniówka), dając się dymać wirtualnymi opłatami za istnienie (“prawa do emisji CO2”) co rozkłada własną energetykę węglową i oddając krwioobieg państwa (finanse) w obce łapy pod hasłem “napływu kapitału i know-how”. To właśnie funduje nam banda cwaniaków-sprzedawczyków (bo mam nadzieję, że nie kompletnych idiotów), co gorsza z tzw “mandatem społecznym”. Problem w tym, że my sobie niczego nie wydrukujemy, chyba że rolki srajtaśmy z podobiznami (kiedyś Urban jako NIE wypuścił takowy z właśną facjatą – użyłem nie bez satysfakcji).

  3. Mam lepszy pomysł: cofnijmy się do średniowiecza. Wtedy to ludzie mieli PEŁNE ręce roboty, nie pracujesz 12h/dobę – umierasz z głodu. Zero bezrobocia. I nawet cła zaporowe niepotrzebne.

    “Problemem jest wyżywienie ludności” – no nie wiem, biorąc pod uwagę że od jakichś 50 lat szybko rośnie średnia ilość kalorii spożywana przez mieszkańca tej plugawej planety, to mi to nie wygląda na problem. Kwestia puntku widzenia. W sumie obżarstwo i otyłość to rzeczywiście JEST problem. Ale żeby tam od razu go zwalczać…

    “nie chcemy waszych papierków za nasze surowce” – przypomnij nam o ile zmniejszył się stan posiadania hamerykańskich treżyrisów przez Chiny np. w ciągu ostatniego roku. Hint: http://www.treasury.gov/resource-center/data-chart-center/tic/Documents/mfh.txt. No chyba że dla Ciebie objawem odrzucenia papierków jest spadek stanu ich posiadania o ciut ponad 1% między październikiem a grudniem…

  4. @panika2008
    “cofnijmy się do średniowiecza. Wtedy to ludzie mieli PEŁNE ręce roboty, nie pracujesz 12h/dobę – umierasz z głodu”

    Powtarzasz niczym nie poparte brednie o 12h/dobę pracy w średniowieczu. Tymczasem są badania (poszukaj sobie;-), które dowodzą iż wolny człowiek od czasów średniowiecznych po wiek XIX pracował zwykle 6-8 godzin dziennie. Dopiero uprzemysłowienie i napływ ludzi do miasta spowodował powstanie 12h dnia pracy, który później został zredukowany do 8h. Obecne problemy, wynikające z istniejących mechanizmów dystrybucji bogactwa mogłyby zostać w części rozwiązane poprzez redukcję czasu pracy z 8 do 6 godzin, co odpowiada redukcji z 12 na 8h dnia pracy. Taka redukcja czasu pracy spowodowała by zmniejszenie bezrobocia o 1/3, a tym samym eliminacje wielu patologii społecznych.

    Zapewne zaraz odezwą się głosy, że stanie się jakaś katastrofa gospodarcza, ale im zawczasu odpowiem iż redukcja z 12 na 8 nie doprowadziła do załamania gospodarki, tak jak nie zrujnowały gospodarki wolne soboty, a rolnictwa brak wyjazdów z zakładów pracy na żniwa i wykopki;-)

  5. “Taka redukcja czasu pracy spowodowała by zmniejszenie bezrobocia o 1/3, a tym samym eliminacje wielu patologii społecznych.” – pytanie o ile zmniejszyłaby ilość dostępnych towarów i – szczególnie – usług… Innymi słowy – o ile byśmy wszyscy zbiednieli.

    Ale w ogóle po co się nad tym zastanawiać? Niech każdy pracuje, ile chce. Jak mu pasuje 8 godzin w miesiącu i standard życia kloszarda – nie widzę problemu. Jak jest psychopatycznym pracoholikiem i tyra 16h/d – no cóż, jego problem, niech i się zatyra na śmierć (Japonia?), mi tym nie szkodzi.

  6. Haha, Panikarz jak zwykle mnie rozbraja.

    Popatrz ile kruszcow Chiny akumuluja, zarowno na poziomie obywatela jak i na poziomie banku centralnego.

    Potem przypomnij sobie wykupywanie surowcow i samych _zloz_ przez Chiny.

    Sam przyznajesz, ze widzisz spadek w bondach. Dowodzisz sam sobie ze nie masz racji, co jest zajefajnie kuriozalne. Owszem, pewnie cos tam kupuja, nie chca zeby system im sie rozwalil. Ale podejrzewam, ze raczej wiekszosc obrotu to rolowanie dlugu.

  7. “Ale w ogóle po co się nad tym zastanawiać? Niech każdy pracuje, ile chce. Jak mu pasuje 8 godzin w miesiącu i standard życia kloszarda – nie widzę problemu. Jak jest psychopatycznym pracoholikiem i tyra 16h/d – no cóż, jego problem, niech i się zatyra na śmierć (Japonia?), mi tym nie szkodzi.”

    Można pracować ile się chce jeśli jest się samemu szefem. Jeśli pracujesz w firmie, w kraju gdzie nie są respektowane limity godzin pracy na tydzień (taka Japonia) nie zostając po godzinach zostaniesz wylany z pracy albo nie dostaniesz nigdy podwyżki, zawsze będziesz pracował na najniższej pozycji. Nie dlatego, że jesteś mniej wydajnym pracownikiem od innych, tylko dlatego, że wybrałeś pracować krócej. Ty to nazywasz wyborem?

  8. Anonimosław, o patrz, pracując 8 godzin miesięcznie “zawsze będziesz pracował na najniższej pozycji”. Cóż za odkrycie! Długo nad tym myślałeś? Zdradź nam jeszcze, w jaki sposób pracodawca powinien docenić tak oddanego sprawie i pracowitego pracownika. Awansować na managera? Dać dniówkę 3x wyższą, niż zwykłym robolom? Dyplom, medal pracownika roku? WTF?

    doxa, no dokupili w ciągu roku prawie 200mld treżyrów oficjalnie plus nie wiadomo ile przez konta w Londynie (tajemnica poliszynela). Tak tak, w ogóle nie chcą i nie kupują amerykańskich papierków.

  9. @gosc codzienny
    Wcale nie uwazam, ze jest to rownanie w dol. Gospodarka to przeciez nie jest grą o sumie zerowej. Generalnie produkt ŚWIATOWY brutto rośnie, wiec powiedzialbym, ze jest to rownanie w górę (tyle, ze akurat w Stanach w doł, gdzie indziej sporo do gory).

    I nie podoba mi się, ze zarzucasz mi postulowanie równania w dol w oparciu o “sprawiedliwosc spoleczna”. Skąd żeś to wytrzasnął? Gdzie ja coś takiego napisałem? Przeczytaj jeszcze raz moj komentarz i nie wkładaj na przyszlosc ludziom swoich słów w usta, bo to nie ładnie.

  10. @panika2008: ty nie rozumiesz puenty tego co napisałem. Pracodawcy postępują sensownie i ja tego nie neguje. Ale ponieważ jest wyścig myszy i nikt nie chce być zwolnionym, to ludzie NIE MAGĄ wybrać 8 godzinnej pracy.

  11. Anonimosław, źle zrozumiałem najwyraźniej intencje Twojego komentu. Co do tego, że nie mogą, to jednak chyba mogą, bo znam takich. Niektórzy żyją na granicy ubóstwa, niektórzy dają sobie radę – bo pracują bardzo mało, ale za to z gigantyczną wartością dodaną. Fakt, nie są to typowi pracownicy etatowi. No ale co to za pomysł żeby typowy pracownik etatowy mógł pracować nie wiadomo jak krótko i pracodawca miałby być z tego zadowolony. Co najmniej dziwne by to było.

  12. doxa, hans et consortes vs panika…
    Panowie – ja tak sobie myślę, iż powracanie do czasów średniowiecza jest lekkim absurdem. Ludzi jest zdecydowanie więcej. Stąd – z jednej strony nie ma moim zdaniem możliwość na “czysty kapitalizm”, jak i na “czysty socjalizm”. Musimy poszukiwać trzeciej drogi. Wymaga to “mniej drapieżnego kapitalizmu” u przedsiębiorców i racjonalnego myślenia u pracobiorców. NADE WSZYSTKO jednak ( niestety Doxa – takie moim zdaniem czasy – i zupełnie żaden “-izm” przez mnie nie przemawia, zapewniam :)) powinna wzrosnąć rola PAŃSTWA. Nie takiego jak dzisiaj – łupienie maluczkich – ale państwa dbającego ( tzn. reagującego na np. zagrożenia globalizacji, na niekorzystne skutki uczestnictwa w różnego rodzaju organizacjach ponadpaństwowych, choćby UE )o WŁASNEGO OBYWATELA. To na razie jest tak odległe, iż korwiniści tylko opluwają państwo… Ale państwo obecne – a to to patologia. Czy doczekam się “mojego” państwa ? Chciałbym, aczkolwiek czas leci a patologia trwa. Ja jedynie wiem ( no dobra – myślę ), iż korwiniści zupełnie abstrahują od powiązań międzynarodowych, od długów, od uczestnictwa w UE czy innych “literkach” – i co się z tym wiąże ( i co wiąże się z “wyjściem z tychże “literek””). Za daleko to zabrnęło, aby rozwiązanie było bardziej lub mniej pokojowe. Ale to moje zdanie.

    tia…

  13. tiaa, a czy Ty znasz jakikolwiek historyczny przykład takiego państwa? Bo IMHO to jest ostra utopia, większa niż utopie korwinistów.

  14. Paniko, “czytaj ze zrozumieniem” :). Takiego państwa obecnie nie ma ( nie było też w przeszłości ) – to ma być kolejny etap ewolucji. Korwiniści w istocie proponują rozwiązanie na czas bez UE, globalizacji etc. ( czyli nierealne na dziś ). Ja zastanawiam się ( odrzucając korwinistów jako przebrzmiała idee ), jak masy ludzkie, jakie są obecnie, powstrzymać od wyrzynania się. I nad tym powinny pracować co światlejsze umysły. Wizja kolejnej Rewolucji Francuskiej czy III WW jakoś jest zbyt przygnębiająca.
    Pzdr

    tiaa…

  15. Inaczej: żeby to się trzymało kupy, to powinieneś nas (mnie?) przekonać, że Twoja utopia jest mniej utopijna niż utopia korwinistów 😀

  16. Oj, paniko… Ja nie zamierzam nikogo do niczego przekonywać… Nie ma w tym mojego zysku. Ja jedynie liczę na to, że co niektórzy rozmówcy zaczną rozważać różne kierunki rozwoju, nie zasklepiając się na różnych “-izmach”. To właśnie pierwszy krok do “mojej utopii”.
    Pzdr

    tiaa…

  17. A, miałbym prośbę do korwinistów – zacznijcie myśleć “my” a nie “ja” ( wiem, to trudno w obecnym opresyjnym systemie ) – ale wszak ludzie winni być dla ludzi ludźmi właśnie. Jeśli ta zasada zostanie podważona na gruncie ekonomicznym – kwestią czasu jest podważenie jej na innych polach ( choćby bezpieczeństwa etc. ).
    Pzdr
    tiaa…

  18. Ja tylko do tego, co napisałeś, “tiaa”, o myśleniu “my” dodam swoją część apelu: jak już myślicie “my”, a nie “ja”, to nie myślcie o tym, jak “my” uszczęśliwić za zabrane “ja” pod lufą karabinu pieniądze.

  19. Paniko…
    To jest właśnie to, o czym pisałem wcześniej 🙂 Postrzegasz “państwo” przez pryzmat obecnego państwa ( jak mniemam polskiego – mogę być w błędzie ). Ja jedynie chcę, abyś ty Paniko i inni “wolnościowcy” ( sorry, jeśli nie uważasz się za “wolnościowca” – a w ferworze dyskusji zostałeś do nich zaliczony ) zrozumieli, iż dopóki PAŃSTWO POLSKIE nie będzie tak silne jak choćby Niemcy – Wasze idee mają 0 procent szans na skuteczność.
    Ps Paniko… Kiedy w I RP “szlachcic na zagrodzie był równy wojewodzie” – w ościennych państwach panowała monarchia absolutna ( a jakże – z “państwem policyjnym” )… U NAS NIGDY sądy, policja i administracja nie były ( i nie są wydolne ). A ty chcesz przeskoczyć z polskiego zaścianka do daleko dalej posuniętej struktury społeczeństw Zachodu ( już po okresie monarchii absolutnej )… PANIKO – obudź się… Please.

    tiaaa…

  20. Paniko…
    Żeżarło mi koment… Wiec pokrótce… WŁAŚNIE O TO CHODZI. O karabinie zapomnij. Karabin ma być na “YNWESTORÓW” chcących zarabiać na biedzie w Polsce. Nie na tobie, Polaku.

    tiaa…

  21. wow Doxa zadziwiasz mnie , po prostu nie rozumiem jak mozna bylo czytac Bastiata i go nie zrozumiec.

    “Ci ludzie, którzy pracę stracili na rzecz swoich kolegów z Azji, raczej nie mają dużych możliwości nabywania towarów”

    To widocznie nie przeczytales fragmentu o handlu miedzy wyspami. Czemu mielibysmy przyjmowac deski ktore wypadly z morza? Powinno sie rabac drewno zeby miec PRACE! Tym samym jest handel ,jesli ktos oferuje ci produkt za pol ceny to spoleczenstwo oszczedza i sie bogaci a nie biednieje

  22. @Jacek, doxa nie bierze pod uwagę tego, że w układzie “stuff za papierki” frajerem są Chiny, a nie USA, bo jak by coś komuś na kapitolu mocno odbiło to się może okazać że nie mają chińskiego płaszcza, w drugą stronę natomiast nie za bardzo się da – co przez ocean popłynęło już nie wróci. Po drugie – nie wydaje mi się, żeby naród, który jest w stanie bądź co bądź wyprodukować kilkaset sztuk F-22 minimum dekadę przed resztą świata i ma podobną czasowo przewagę w wielu innych technologiach (no, przynajmniej tych, które się ciągle rozwija) miał mieć kiedykolwiek jakikolwiek problem z przywróceniem funkcjonowania na swoim terenie bardziej “starych”, energochłonnych i robotochłonnych technologii, które aktualnie wyoutsourcowane są do bieda-krajów typu Chiny czy Indie. W ostatecznym rozrachunku nawet całkowita autarkia (szczyt głupoty) wyszłaby znacznie lepiej USA, niż Chinom – niestety tak się składa, że to USA na swoim terytorium mają w pizdu surowców, a nie koniecznie Chiny – od ropy i węgla przez boksyty i rudy żelaza, po żyzną ziemię.

    Także mi się wydaje, że to komunistyczny raj jest w tym układzie patsy i jak coś pierdyknie, to – jak zwykle zresztą – prędzej biedny zdechnie, niż gruby schudnie.

    Co nie zmienia faktu że “Ameryka też się sypie”, chciałoby się rzec: narodzie amerykański na czele z niezbyt białym prezydentem, nie idźcie tą drogą! No ale cóż, widocznie ich stać.

  23. Panika: Nie krzycz na mnie, ale naprawdę uważam, że Twoja analiza rzeczywistości jest abberacyjna. Nie potrafisz dostrzec rzeczywistych zmian, jakie zachodzą w świecie. Nie rozumiesz czynników, które rządzą światem, w szczególności rozkwitem oraz upadkiem imperiów. Wyciągasz błędne wnioski, bądź wybór informacji, które bierzesz pod uwagę, jest błędny.

    Tak to widzę. Ale oczywiście może być tak, że to ja się mylę.

  24. @Crassus.

    //Zastanawiam sie juz ktorys raz czytajac twoje wpisy dlaczego uwazasz, ze dobrobyt ludzi cywilizacji zachodu jest wazniejszy od dobrobytu ludzi ze wschodu. //

    Czemu naż dobrobyt jest ważniejszy? Otóż odpowiedź jest banalna, atawistyczna i ewolucyjna. Nie ma czegoś takiego, jak “sprawiedliwość”. Ważne jest jedynie to, kto kogo zdominuje. Przez ostatnie kilkaset lat to my (Europa) dominowaliśmy resztę. Na świecie było już dużo imperiów, ale żadne nie podchodziło z takim humanitaryzmem do kwestii swojej supremacji. My jakoś mamy wrodzoną dobrotliwość, no, żeby autor bloga nie dostał zawału, chyba wyssaną z dziedzictwa chrześcijańskiego, z nauk Jezusa. Przez to wszystko sami przepraszamy, że dominujemy (Twój post), sami przepraszamy, że żyjemy, i sami przepraszamy, że zanieśliśmy Indiom cywilizację, że znieśliśmy niewolnictwo na świecie.

    A przede wszystkim zapomnieliśmy, że jak my przestaniemy dominować innych, to ci inni zdominują nas, bo taka jest nieuchronna kolej rzeczy wynikająca z praw natury.

    Więc dalej, proszę, otulaj troską inne cywilizacje, bo takie biedne są.

  25. @ Milo

    Tak, milion pomordowanych w Kongo Belgijskim, obozy koncentracyjne w Rodezji i dzisiejszym RPA, piekło “chrystianizacji” ludów Ameryki Południowej, programy wynarodowienia Indian Ameryki Północnej, wyniszczenie Irokezów metodą biologiczną.. dziękuję za taki humanitaryzm

    za humanitarnych to mogą uchodzić podboje Arabów, ewentualnie Turków Osmańskich ( do czasu, o czym świadczy np. zagłada Ormian – których reprezentanci polityczni notabene też święci nie byli)

  26. Uwielbiam wrecz gdy podczas dyskusji na forach ludzie czytają moją wypowiedź, odbierają ją po swojemu po czym odpisują mi odnosząc się do tego co zrozumieli, a nie do tego co napisałem. Nie ma to jak ustawić sobie słomianego luda pod dyskusję 😉

    @Milo – pokaż mi proszę, gdzie w moich wypowiedziach przepraszam za to, że dominujemy lub kogokolwiek za cokolwiek? Bo ja niczego takiego sobie nie przypominam i czytajac tego posta kolejne 5x dla pewnosci jakos nie mogę dojść do tego, ktory to konkretnie zlepek słów wywołał w tobie takie odczucia?

    A wracajac do dyskusji na temat – Jacek ma absolutną rację, kto czytał i ZROZUMIAŁ Bastiata, ten wie, ze handel miedzynarodowy jest DOBRY, import tanich produktow tez jest DOBRY i to zarowna dla eksportujacego jak i importujacego. Po prostu mamy taki sam efekt dzieki mniejszej ilosci pracy (w skrocie) co sprawia wrazenie, ze tracimy miejsca pracy (a tak naprawde te miejsca pracy sa ekonomicznie tak samo opłacalne jak za komuny, gdzie urynkowienie cen i zarobkow pokazało pradziwe poziomy bezrobocia).

  27. @panika2008
    “pytanie o ile zmniejszyłaby ilość dostępnych towarów i – szczególnie – usług… Innymi słowy – o ile byśmy wszyscy zbiednieli.”

    Twoje pytanie o ile byśmy zbiednieli, gdyby zmniejszyć ustawowy czas pracy z 8 na 6 godzin chyba lepiej jest zastąpić pytaniem o ile zbiednieli ludzie skracając czas pracy z 12 na 8 godzin, bo na te pytanie odpowiedź już znamy;-) Redukcję czasu pracy z 12 na 8 wprowadzono po raz pierwszy w 1856 roku, a po I wojnie światowej był to już standard. No to o ile, kolego panika2008, żeśmy od tego czasu zbiednieli?

  28. Hans, ale to jest 150 lat. W takiej skali trudno wyłuskać, która część wzrostu dobrobytu jest efektem naturalnego postępu i o ile byłby większy, gdyby nie wodospad regulacji. Przy wprowadzeniu obcięcia czasu pracy należy rozważyć sytuację ceteris paribus; bardzo trudno mi sobie wyobrazić, że byśmy z dnia na dzień – przy niezmienionych innych warunkach – mieli stać się bogatsi po wprowadzeniu globalnego limitu pracy 6h/d.

  29. @Crassus

    A co mnie obchodzi jakiś chińczyk. Moim celem jest zapewnienie bytu mojej rodzinie, a to oznacza że istotne jest dla mnie miejsce w którym pracuje. I tutaj poziomem granulacji jest własne państwo czy krąg kulturowy w którym żyje. Oczywiście można dyskutować czy ten krą kulturowy mi odpowiada ale to inna dyskusja.

    Jeśli mi odpowiada i czuje się w nim dobrze to normalne, że będę o niego walczył bo wiąże się z dobrobytem. I tylko to można nazwać patriotyzmem.

    W obecnych czasach nikt nie używa tego hasła w tym kontekście, tylko kontekście jakiejś bliżej nie zrozumiałej metafizyki na które duża część społeczeństwa się łapie, a inna dzięki temu to hasło może wyśmiewać.

    W jaki sposób osiągnąć dobrobyt w danej społeczności to już inna kwestia.

    Jedno jest pewne surowców jest skończona ilość, i wszyscy nimi zaspokojeni nie będą. To jest gra o sumie stałej. Powoli kończy się era dominacji zachodnioeuropejskiej (mieszkańcy USA sami się do niej zaliczają) cywilizacji na świecie.

    Lecz do niektórych nigdy nie dotrze, że dobrobyt świat zachodni zdobywał kosztem innych. Albo my albo oni, i oni mnie nie interesują.

    Co do czasu pracy to nie pracował bym tyle, gdyby państwo nie zabierało mi 80 % dochodów. Ale właśnie po to mi zabiera, bo tak by mniej na mnie zarobiło. Przecież nie po to była wała o emancypacje kobiet, aby mogły z domu wyjść, ale dlatego, że połowa społeczeństwa nie płaciła podatków.

  30. Też nie rozumiem Doxa jak można czytać Basitata i go nie rozumieć. Oczywiście moglibyśmy wrócić do średniowiecznych autartkii i starać się zrobić z Polski samowystarczalne państwo w którym każdy miałby pracę. Tylko jakim kosztem? Przecież praca wcale nie oznacza bogactwa (w takim przypadku trzeba by przyznać rację ruchowi luddystów niszczących maszyny przemysłowe, bo przecież “zabierają ludziom pracę”). Bogactwem są towary i odrzucanie darmowych prezentów takich jak słynne już Bastiatowe światło słoneczne, czy chińskie tanie produkty to idiotyzm.
    Ale nie wdając się już w teoretyczne dysputy – potrafisz mi wskazać jakikolwiek przykład państwa, któremu szkodziłby wolny handel? Jakikolwiek przykład, kiedy wymiana handlowa byłaby dla którejś ze stron grą o sumie ujemnej? Ja nie potrafię, za to potrafię podać kilkadziesiąt przykładów państw, które bez wolnego handlu nie byłyby w stanie istnieć.
    Polecam Ci zaznajomienie się z teorią przewag komparatywnych Ricardo i z szerszą twórczością Bastiata. Mi niestety brakuje ich daru przekonywania.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *