Domek

Jeden z powszechnych błędów poznawczych polega na przenoszeniu pojedynczego doświadczenia na ogół, czyli mówiąc kolokwialnie zbyt pochopne wyciąganie wniosków. Mimo to pozwolę sobie wkleić filmik rzucający pewne światło na rynek nieruchomości w USA po załamaniu spekuły.

Takie domki chodziły po 250-300 k, dziś cena od której można zaczynać negocjacje to 89k. Jeżeli ktoś jest uparty i ma gotówkę na koncie, być może wynegocjuje nawet 60 k. W tej cenie ma się 2letnią gwarancję na pękające rury i cieknący dach (o ile akurat ma się szczęście trafić na opady w Arizonie).

Bardzo zbliżony dom do pokazanego na wideo wybudowałem w Warszawie (AD 2001)  za 50k USD. Standard oczywiście niższy, co prawda skażenie Ameryką już wtedy objawiło się podwójnym garażem, ale były ‘tylko’ 1,5 łazienki zamiast 2,5. Do tego nie wykopałem basenu, który w polskim klimacie i tak przez większość roku musiałby służyć jako lodowisko. Działki (600 m kw) chodziły wówczas po max. 10 k USD. Łącznie cena wyniosła 60 k ówczesnych, czterozłotowych USD.

Ile  może kosztować dziś dom w moim dawnym warszawskim sąsiedztwie, o powierzchni zbliżonej do arizońskich 177 metrów kw, na najmniejszym możliwym kawałku działki? Szybki rzut oka na otodom i wiadomo, że przeciętna cena może wynieść około 220 k USD. Za tą cenę można kupić sobie ponad 3 domy w Stanach. Ale to Polska a nie Ameryka, tu wszystko musi być droższe, pewnie dlatego, że ludzie tak dobrze zarabiają, że nie mają co robić z kasą. Dlatego tu litr benzyny kosztuje tyle co tam pół galona, a kawalerka musi być w cenie amerykańskiego domu.

Jak to zabawnie cyferki lubią się układać, i to nawet czasem niekoniecznie bez naciągania faktów. Oto w US cena domów spadła z 250 k do 60 k. Gdybym tak mógł dostać choć jednego dolara za każdym razem, gdy słyszałem w Stanach, że nieruchomości nigdy nie stanieją, że nieruchomości nigdy nie taniały w USA (to już wtedy było ewidentne i bezczelne kłamstwo), że ilość ludzi przyrasta a Ziemia nie puchnie, że ludzie gdzieś muszą mieszkać, i tak dalej, i tak dalej … Za taką ilość kasy byłbym dziś emerytem na Florydzie.

Tymczasem w PL cena podobnego domu wzrosła z 60 k do 220 k. Ile wyniesie za kilka lat, gdy już pułapka kredytowa zmiennego oprocentowania hipotek wytnie wątłą klasę średnią? W komentarzach proszę przekonywać siebie i innych kredytobiorców, że ceny będą tylko rosnąć. Proszę być kreatywnym i podawać świeże argumenty. Zawsze czytam takie wynurzenia z szerokim uśmiechem.

Share This Post

48 thoughts on “Domek

  1. Ceny nie beda rosnac, tylko nominalnie stac w miejscu. De facto wiec, w inflacyjnym srodowisku, nieruchomosci beda tracic na wartosci jakies 10% rocznie. Nie mysle jednak, zeby byly przewartosciowane wiecej niz jakies 30-40%

  2. A ja liczę tak: w 2003 roku kupowałem apartament w centrum Warszawy po 3800 zł za metr, zakładając wzrost cen nieruchomości 6% rocznie mam teraz 6 tys. zł/ metr. Pewnie do tego trzeba dodać współczynnik (PL w EU), wyższe PKB, i coś tam jeszcze.

    Dziś w tym samym apartamentowcu mam ofertę 118m za 1 mln zl (w tym 2 miejsca garażowe), czyli po odjęciu 60k na te miejsca garażowe mamy 940 tys. / 118m = 7 966 zł. Oczywiście ponieważ budynek ma już 10 lat to doprowadzenie mieszkania do dzisiejszych standardów (remont) oceniam na 1,5 tys. za metr.

    Wydaje mi się, że szanse na jakieś drastyczne spadki są marne. Szczęśliwie kredyt rodzina na swoim po przesunięciu ruchu na rynek pierwotny i przycięciu ceny maksymlanej do 7,1 tys. zł powinien wzbudzić tendencję spadkową na rynku wtórnym (do tej pory z tego kredytu 80% było konsumowane na rynku wtórnym).

    Tak przy okazji:
    Znajomi kupili niedawno nowy apartament, stan deweloperski – koszt remontu w bdb standardzie to 3 tys. zł /metr i to z pilnowaniem kosztów. Wiem, wiem sporo, ale takie prawdziwe dane.

  3. Działka za 10k USD w 2001r, to chyba była z 20 km od granic W-wy, a nie w W-wie? Jeżeli tak, to ja 2 lata temu sprzedałem wykończony dom 200m2, na działce 1100m2 w Halinowie za 650tys PLN. Teraz pewnie warty jest ze 150tys mniej.

  4. Doxa jak juz porównujesz to porównuj arizone z biastoczyzną czy lubelsczynzą na wioskach, a warszawe z Los angeles albo malibu:)

    Szkoda że nie wybrałeś działki na alasce za kołem polarnym 🙂

  5. A Trystero pokazywał kiedyś wykres, że średnio spekuła w większości państw _spadała_ o 50%. Jeśli twój jeden dom 😉 nie jest jaskółką nie czyniącą wiosny, to znowu mamy dane historyczne nadające się do analizy przez historyków i… nic więcej. Żyjemy w ciekawych czasach.

  6. W Polsce niestety nie spadną ceny AŻ TAK, bo tu mało kto kupuje pod inwestycje, (Fakt są ludzie co mają 8 do 50 mieszkan na wynajem) ale ich bedzie stac na trzymanie cen..
    Brakuje małych ciułaczy z domkami /mieszkaniami na wynajem. A to od nich sie zawsze lawina obniżek zatrzyma.

    W Polsce mieszkania nie spadną dopóki się nie skońcą kredyty hipoteczne i tyle.

    A tak BTW, to one cały czas spadają (znaczy sie stoją a inflacja leeeeeciii)

  7. O! I to mi sie podoba! Nowy argument, jaki rzadko spotyka sie w PL. Niestety w US dosc dobrze znany pod haslem ‘every market is different’. To haslo bylo znane szczegolnie na poczatku pekania banki, gdy pewne obszary doznaly sporych przecen, a inne jeszcze nie. Realtorzy naganiali, zeby kupowac tam, gdzie ceny jeszcze nie spadaly.

    Jak bym wybral NY czy CA to tez bys mogl mi zarzucic, ze porownuje dwa inne swiaty. Albo Japonie i Polske czy nawet Polske i Hiszpanie.
    Najlepiej porownac dwa domy typu blizniak, wtedy mamy pelna dokladnosc, prawda? 😉

    A mowiac powaznie, przedmiescia Arizony maja pewne podobienstwa do przedmiesc Wawki. Dwa rozne swiaty, te same prawa ekonomii.

  8. To że ceny spadają to normalne, w Polsce też będą. Takie są prawa ekonomii, normalna kolej rzeczy. Trendy i cykle koniunkturalne dotyczą wszystkiego, nawet domów. W Stanach może to wyglądać trochę bardziej dosadnie bo to większy kraj i nie mają problemów z ilością ziemi. Poza tym ceny były za bardzo nadmuchane jak na ich warunki.

    Ale mimo wszystko za jakiś czas znowu będziemy mieli powrót do wysokich cen. Bańki pękają co chwilę a ludzie i tak się niczego nie uczą. Zawsze znajdą sobie kolejny balon do pompowania. Mieszkania też już nie raz były przewartościowane i spadały. Nic w tym nadzwyczajnego.

  9. @doxa, Duda
    Warszawę da się porównać z Barceloną;-) Proszę sobie tylko wyobrazić, że spadek cen nieruchomości, który tam miał miejsce, będzie miał miejsce w Polsce w niedalekiej przyszłości. Ceny spadły tam od szczytu o 1/2 i nadal spadają, a spece szacują, że zatrzymają się, gdy zjada jeszcze o 1/3.

    @artur xxxxxx
    Spadek cen domów już jest widoczny. na razie nie jest to wiele, ale kierunek został wyznaczony. Spadek z 650 tysięcy na 500 tys. to spadek prawie o 1/3. Teraz “wzorem hiszpańskim” przeliczmy, tj razy 1/2 i mamy dolny zakres cen, przy których dalszy spadek nie będzie możliwy;-). Miejsca jest na tyle dużo, że lecąc w dół z kredytem można się nieźle poobijać, a nawet zabić;-)

  10. Napalonym na kupowanie nieruchomości za krugerranda zwrócę uwagę na pewne fakty. Twoje doxa 60k USD w 2001 to było przy tamtych cenach (~270$/oz) ok. 220 uncji złota. Dzisiejsze 220k USD przy cenie uncji 1337$ to 165 uncji. Według logiki niektórych fundamentalistów więc ceny domów w PL *spadły*. Tymniemniej, do ceny 1oz/dom jeszcze “troszkę” daleko. Nawet zakładając armagedoniczny (ale nie niemożliwy) scenariusz napomknięty przez doxę – przecenę 4,2-krotną (z 250k na 60k) – ciągle dom będzie kosztował 40 uncji, a nie 4 ani 1.

    Co do cen domów – oczywiście że wzrosną 😉 Dowodem kacapia – podobnoż w Moskwie stosunek cena/zarobki jest jednym z najwyższych na świecie i znacznie przekracza ten współczynnik w Polsce. To czemu u nas nie może być tak samo? (Wczułem się w doomerski klimat, hehe).

  11. Doxa,

    Ale przecież ja nie mówie o spadkach tylko o twoim porównywaniu cen nominalnych.

    Nie mozesz porównywać ceny działki czy domu na pustyni w arizonie, która jest kompletnym zadupiem, do ceny domu po warszawą, która bądź co bądź jest stolicą europejskiego kraju.

    Arizona to takie u nas podlasie albo inne opuszczone przez boga miejsce, gdzie tylko chwasty rosną. porównujesz ceny nominalnne to prównuj z tym. proste.

    A to czy spadną ceny czy wzrosną czy pozostaną na takim samym poziomie… nie wypowiadam sie.

  12. Masz racje – to jest zbieg okolicznosci, ze tak sie ceny nominalne ulozyly. Podkreslilem to we wpisie, ale chyba rzeczywiscie zbyt niejasno.

    Wazne jest to, ze w PL sa duze potencjaly do spadkow na real estate. Przynajmniej takie jest moje zdanie.

  13. Jest takie mądre przysłowie, przytoczę najdokładniej jak pamiętam: “jak masz 10 tysięcy kredytu, to Ty masz problem, ale jak masz 10 milionów kredytu, to problem ma bank”.
    Idę w ślad moich poprzedników i przyłączam się do uwag, że relatywnie najgorzej wyjdą na całym kryzysie osoby, które mają spore oszczędności, szczególnie w papierze (lokaty, obligacje, akcje). Kredyciarze hipoteczni stanowią społeczność ponad 2 mln rodzin, to zbyt dużo aby rząd nie ugiął się i nie zaczął zachowywać nieracjonalnie. Zważywszy, że jest mocno socjalny w swoich czynach.

    Problem to kredyty w CHF i to, że większość zadłużała się (i zadłuża) ponad margines bezpieczeństwa. A więc sytuacja może wybuchnąć już jak NBP podniesie stopy procentowe o kilka punktów. Całość dobije bezrobocie.

    Paradoksalnie, moim zdaniem, najlepiej ze społecznego punktu widzenia będzie, jeśli wszystko dupnie od razu i to mocno. Bez przedłużającej się powolnej agonii, która najsłabszych i najbardziej nieodpowiedzialnych zepchnie pierwszym podmuchem.

    Idę też za kolegą A. Dudą, że złotówka i wszystkie inne waluty dupną wcześniej niż dolar. Niestety, ta cholerna niesprawiedliwość w postaci monopolu dolara i pilnowanie jej nienaruszalności przez US army, doprowadzi do wyssania najpierw soków z całego świata, a dopiero potem do zmian w systemie globalnym zainicjowanych przez amerykanów.
    Co więcej, boję się, że to USA, które rozpieprzą (bądź już to zrobili) cały ten system, w nowym ładzie zajmą zaszczytną funkcję kapłana i zbawiciela w jednym oraz to im zostanie powierzony los świata i ponowne jego poukładanie.
    Z ciekawością obserwuję Egipt i Tunezję oraz inne kraje z okolic wschodnich. Nie wiem czy się bać czy olać? Taki Kanał Sueski to już nie można olać. Można zalać:)
    Ciekawe co myśli Doxa?

  14. Może i Arizona to amerykańskie Podlasie i np. zarobki w relacji do rdzenia USA są takie jak na Podlasiu w relacji do Warszawy, ALE! w relacji do samej Warszawy podejrzewam (doxa skoryguj jeśli źle myślę) że i tak Arizona na zadupiu wypada lepiej, a komfort życia bądź co bądź także z innych względów jest wyższy (banalny przykład: ceny paliw).

  15. @Adam:
    no chyba ocipiales porownujac domy w Arizonie (w okolicach Phoenix ale nie tylko!!!) z Podlasiem i sciana wschodnia w Polsce.
    Tu nie ma co porownywac. Tam jest cala infrastruktura (fakt, dojezdzac trzeba i odleglosci, ale…), inny komfort zycia.
    Odpowiednikiem Podlasia w USA to jest stan Missouri albo Mississippi na ten przyklad.
    Powod, ze ceny nieruchomosci az tak spadly w Arizonie to nie fakt, ze to zadupie Ameryki, bo nie jest takim….(aczkolwiek maja klimat w wiekszosci jaki maja i od jasnej cholery powierzchni nie zagospodarowanej).

  16. @Karolak

    >a dlaczego miałyby stać w miejscu?? Nawet nominalnie??

    A no dlatego, ze w PL mamy dodatkowy wyz demograficzny z lat 80tych, ktory wciaz jest na dorobku i stwarza popyt. Poza tym w PL mieszkania nie sa wciaz traktowane powszechnia jako instrument spekulacyjny i sa w zwiazku z tym mniej podatne na zawirowania na “rynkach finansowych”, ktore w PL nie zdazyly jeszcze napompowac takiej bani w nieruchomosciach jak w USA. Dlatego nie wydaje mi sie, zebysmy mieli szanse na powtorzenie tak “armagedonicznego” (dzieki za piekne slowko, Panika) scenariusza jak w USA. Przypomne tez, ze kryzys w USA mial takie rozmiary nie ze wzgledu na sama przecene nieruchomosci, tylko na ze wzgledu na duzy lewar nabudowanych na tych nieruchomosciach derywatyw i pozniejszy efekt dodatniego sprzezenia zwrotnego. W PL tego elementu tez brak.

  17. @TJŁ, to nie jest takie proste. Po pierwsze, w Polsce bańka nieruchomościowa bardzo mocno napęczniała wbrew temu co twierdzisz, w skali porównywalnej z USA. Po drugie – w sąsiedniej (no prawie) Estonii czy Łotwie rynki finansowe i spekulacja miały jeszcze mniej czasu na rozwinięcie się, a jednak bańka była taka sama jak u nas, a kryzys mocniejszy niż w USA. Obawiam się więc, że w Polsce co się odwlecze – to nie uciecze. Chociaż jasne, przy odpowiednio wysokiej inflacji ceny nominalne nieruchomości mogą się zatrzymać albo zacząć rosnąć; jak na razie jednak inflacja w Polsce nie jest jakaś katastrofalna (wiem wiem, rośnie, ale generalnie od 20 lat spadała, to żeby znowu było źle musiałaby naprawdę sporo wzrosnąć).

  18. “A mowiac powaznie, przedmiescia Arizony maja pewne podobienstwa do przedmiesc Wawki. Dwa rozne swiaty, te same prawa ekonomii”

    A co to sa przedmiescia Arizony???

  19. @panika2008

    Sam powyzej policzyles ceny nieruchomosci w uncjach zlota. Ja jakis czas temu robilem podobne obliczenia i wyszlo mi, ze lepiej bylo w 2001 roku kupic zloto niz mieszkanie na wynajem w Wawie. Po prostu suma dochodow z najmu przez te 10 lat plus aktualna cena nieruchmosci wyrazona w zlocie wychodzi mniej wiecej na to samo, co zysk wynikly ze wzrostu wartosci ceny zlota. To mi zaplilo czerwona lampke przy okresleniu sytuacji w nieruchomosciach mianem “bani”.

    Co do inflacji to biorac pod uwage, ze M3 rosnie ca. 8-9% rocznie to 2-3 lata stabilnych cen nieruchomosci to de facto 25% do tylu. Dlatego ostatnio (tzn. w 2010 w porownaniu do 2009) ceny mieszkan np. na Ursynowie troche drgnely (nominalnie) w gore.

  20. @Panika2008

    I jeszcze jedno. Wedlug statystyki NBP Polacy (osoby prywatne) maja okolo 400 mld zlotych oszczednosci na rachunkach bankowych. To daje srednio po 10 tys. na glowe wliczajac niemowlaki i emerytow. Biorac pod uwage, ze sporo ludzi w PL nie ma konta w ogole, a sporo jest takich co oszczednosci maja niewielkie to by znaczylo, ze sporo jest rodzin majacych oszczednosci rzedu 100 tys. pln. A to jest kwota z ktora mozna sie juz pokusic o myslenie o zakupie mieszkania. Nawet w Wawie.

  21. @TJŁ, inflacja to nie to samo, co wzrost M3, ani nie to samo, co wzrost cen złota. Szczególnie ta druga definicja jest bardzo daleka od prawdy. Czy w USA w latach 1981-1990 miała miejsce hiperdeflacja? No nie bardzo. Mimo że złoto mocno poleciało w dół.

  22. @Panika2008

    > inflacja to nie to samo, co wzrost M3

    Ktora masz na mysli? Monetarna, czy cenowa? Wedlug mnie wzrost M3 w PL (czyli inflacja monetarna) dosc dobrze oddaje prawdziwa (nie masowana) inflacje cenowa.

    Nie o to jednak chodzi. Skoro 10 lat temu (a nawet 3 lata temu) mieszkanie wyrazone w uncjach zlota bylo okolo 2 razy drozsze niz teraz, to jesli ktos chce zainwestowac w tangibles w tej chwili to co powinien wybrac: zloto, czy mieszkanie? Dodatkowo w PL fizyczne metale sa slabo dostepne, z wysokimi marzami. Jesli by wiec doszlo do sytuacji “armagedonicznej” w ktorej posiadacze wymienionych przeze mnie 400 mld chcieliby papier zaparkowac w aktywach materialnych, to co wedlug Ciebie wybiora? Dodam, ze jesli sytuacja armegedoniczna dotyczylaby wiekszej czesci naszego globu, niz tylko PL, to do metali bedzie globalna konkurencja, a mieszkania w PL to wciaz rynek dosc lokalny.

  23. @Panika2008

    Sytuacje na rynku zlota w latach 1981-1990 chyba omawialismy przy okazji naszej dyskusji na Twoim blogu dotyczacej JPM, Barricka i (ewentualnych) manipulacji cenami kruszcow. Jak widze watpisz w moja teorie spiskowa? 😉

  24. @TJŁ – to nieprawda, ze metale sa slabo dostepne. Sa dostepne bardzo szeroko. W Wawie znam z 10 miejsc, gdzie kupisz zloto. A ja mam i tak najtaniej, w sumie o kilkanascie – kilkadziesiat euro drozej niz dilerzy na Zachodzie. Rowniez odkupie od Ciebie zloto, z marza mniejsza niz w przypadku kupna-sprzedazy walut w kantorze.

  25. Łosiowi chodzi zapewne o marże. Primo po pierwsze, marże są wysokie jak kupujesz towaru za parę groszy. Primo po drugie, trzeba szukać, szukać, szukać. Niektóre rzeczy są łatwiej i taniej dostępne zza zachodniej granicy.

  26. @Doxa

    Po pierwsze to zalezy do czego sie porownuje, a po drugie Warszawa to nie Polska. Jesli chcesz kupic zloto np. w Lublinie to masz pod gorke. Dodatkowo marze sa zabojcze, a Ty wcale nie masz najtaniej – jak chocby dzis w Raiffeisen mozna kupic Filharmonike za 4160, a u Ciebie Krugera za 4200. A ja znam sklep, gdzie ceny sa jeszcze lepsze, ale trzeba tam pojsc bo w necie sie nie chwala, ze w ogole maja. Gosc w przykladowym Lublinie wiec jest skazany na Ciebie lub e-numizmatyke. Srebro i platyna to juz w ogole w PL to marzenie po cenie bliskiej spot. A mieszkanie kupujesz po cenie “spot”.

    Poza tym rozwazajac konkurencje nieruchomosci i metali mowimy o kwotach grubo powyzej 100tys. PLN. Jesli ktos ma do zaparkowania taka kwote to poza NBP i e-numizmatyka zostaje mu tylko wycieczka do Niemiec.

  27. @TJŁ, nigdzie w Europie nie kupisz srebra ani platyny w cenie bliskiej spot – ze względu na VAT. Kolejna przewaga tych przebrzydłych, upadających w megakryzysie USA.

  28. @Panika

    No wlasnie. Ale to tez trzeba wziac pod uwage, gdy sie chce tu i teraz zamienic papier na rzeczy namacalne i miec pozniej mozliwosc rozsadnego ruchu w druga strone. Zatem na platynie czlowiek jest na dzien dobry ponad 30% do tylu. Na srebrze mniej bo w Niemczech VAT to niecale 10%.

    Swoja droga to ciekawe jak to jest z wywozem z Niemiec platyny poza EU. Bo gdyby bylo mozna, to wtedy wystarczy wykupic wycieczke z Berlina do Turcji i odebrac VAT na granicy. Ze srebrem takiego myku sie robic nie oplaci, ale z platyna powyzej 3-4 uncji juz warto by sie zainteresowac.

    A nieruchomosci maja jeszcze te jedna mila ceche, ze jak kupisz mieszkanie na wynajem, to masz zawsze mozliwosc generowania dochodu, ktory jest tego rzedu co aktualne miesieczne zarobki. Dzieje sie tak niezaleznie od tego, czy mieszkania spadaja, czy rosna. W metalach zas jak bedziesz mial przecene, to po prostu jestes do tylu…

  29. A ja odpowiadajac na apel gospodarza podaje argument ze domy wzrosna – gdy w 2012 przyleci do nas z Nubiru jakas inna cywilizacja, to bedzie chciala gdzies mieszkac, prawda? Na ulicy w Wawie troche niebezpiecznie, statku przyparkowac nie mozna bo kola zaraz znikna (a jesli przyleca spodkiem – to od razu caly! co to za felga z tego bedzie!) wiec musza kupic sobie jakies domy. A poniewaz tych ufoli bedzie duzo, wiec ceny wzrosna.
    I jak, moze byc?
    Oczywiscie powinieniem co drugie slowo wstawiac :), ale mam nadzieje ze na zartach sie troche znacie :).

  30. TJŁ – przypuśćmy, że masz rację… Chodzi o te 400 mld zapakowane w nieruchomości w POlsce.
    I pytania: 1. Dlaczego w POlsce a nie w krajach zdecydowanie bardziej “turystycznych”, generujących zdecydowanie pewniejszy dochód, bo…
    2. Owe 400 mld nie należą ( w zdecydowanej większości – taka intuicja ) do “młodych wykształconych z wielkich miast – i po studiach wyższych ala “socjologiczne aspekty prania i gotowania” ) – a właśnie oni mieliby w najbliższej przyszłości zakładać rodziny, rodzić ( płodzić ) dzieci dla dobra naszej upadającej Ojczyzny. Pytanie więc jest następujące dla takiego “padawana PO” – POlska ? A może lepiej zmywak w normalnym kraju ? I co wtedy z “dochodem z najmu” ?

  31. @Hans
    masz racje,
    dzis sobie cos policzylem
    wyszlo mi, ze po ok 14-16 latach zwrocilby sie kapital, gdybym teraz kupil mieszkanie na wynajem u siebie. Bezsens.

  32. @Hehe

    Jak do tej pory nie wyglosilem zadnych twierdzen, w ktorych moglbym miec racje lub jej nie miec. Po prostu na glos rozmyslalem sobie na zmiane z Panika i Doxa na tematy inwestowania w rzeczy namacalne. To wszystko.

    Dodam jeszcze jedna przewage ktora wedlug mnie maja metale nad nieruchomosciami. Otoz obawiam sie powaznie, ze panstwo w potrzebie potraktuje posiadaczy nieruchomosci jako latwy cel do tego, zeby ich oskubac. I to jest wedlug mnie glowne zagrozenie tego typu inwestycji w PL. Wcale nie to, czy nieruchomosci spadna, czy wzrosna.

  33. @TJŁ a ja dodam od siebie jeszcze jedna rzecz. wlascicieli pojedynczego domku czy mieszkania nikt nie ruszy. zobacz, podatek katastralny jest nie do wprowadzenia od lat. co innego wlasciciele nieruchomosci pod wynajem. oni beda darci na kase na mase sposobow. czynsze regulowane, prawa lokatorow, podatek VAT i PIT czy wreszcie zwyczajne odbieranie takich nieruchomosci poniewaz jakas rodzina ma wieksze potrzeby niz rodzina wlasciciela. no i najwazniejsze – jestem calkowicie pewien, ze wkrotce dochod z wynajmu bedzie sie rownac odebraniu emerytury!

    W stanie Illinois jest na maxa smiesznie. ludzie starzy moga isc do domu opieki spolecznej, gdy nie sa sprawni. stan za to doplaca, ale tylko JEZELI EMERYT NIE MA NIERUCHOMOSCI. jezeli ma – musi go najpierw sprzedac i pokryc koszty opieki. ba, stan sprawdza, czy np. ktos nie oddal takiego domu dzieciom. jak wczesniej niz 3 lata – stan nie pokrywa kosztow opieki.

    i co najciekawsze – w stanie IL jest przestepstwem doradzanie ludziom, jak uniknac oskubania w takiej sytuacji. prawnik moze stracic za to licencje, tak jak starcilby za doradzanie jak najlepiej zaplanowac skok na bank.

  34. @Doxa

    A ja wlasnie mysle, ze w PL zostanie wprowadzony podatek katastralny dla posiadaczy wiecej niz jednej nieruchomosci. Generalnie wszystko bedzie szlo w kierunku “zabrac tym co maja”. Taka tradycja.

  35. Rozbuchany popyt na nowe lokale w PL od lat nie jest wynikiem rzeczywistego zapotrzebowania na nie ze strony młodych małżeństw, ale ze strony tych, którzy wykombinowali sobie nakupowanie ich na krechę pod wynajem a potem już tylko leżenie pędzlem do góry. Jeśli z kraju wyjechało po akcesji do UE za chlebem kilka mln młodych obywateli (w organizacji, w której powiedzmy jestem przewodniczącym wyjechało wtedy kilka spośród kilkunastu osób, sęk w tym, że stanowili 100% w grupie wiekowej do 35 lat – tylko jeden dotąd wrócił ale żałuje), to komu potrzebne jest 3 mln mieszkań? Gołodupcom? Bezdomnym? Emerytom na kwaterunku? No komu?

  36. @gosc codzienny

    W Wawie w tej chwili ceny nieruchomosci sa takie, ze bardziej oplaca sie wlozyc kase do banku na procent, niz kupowac mieszkanie na wynajem. To tak z matematycznego punktu widzenia – pomijajac element ryzyka anihilacji kapitalu. Policz sobie dokladnie i sam sie przekonasz, ze tak jest. Dlatego Twoja teoria o braniu kredytu na mieszkanie na wynajem nie trzyma sie kupy. Chyba, ze robily to cwaniaczki przewidujace kolaps waluty, ale nie sadze, zeby to bylo powszechna motywacja.

  37. @TJŁ, mieszkania na wynajem kupiło dużo ludzi w czasach, gdy ceny były normalne, rzędu 4-6 tys/m2. Oni wyszli na tym dobrze (chyba że kredycik w CHF, to są w czarnej dupie ale z drugiej strony przepływ gotówki mają solidnie dodatni, co im maskuje rzeczywistość). Przecież jak ceny wzrosły do 8-10 tys/m2 to już nikt nie kupował na “inwestycje”, wtedy było dożynanie watahy, ostatni desperaci kupowali dla siebie kierując się właśnie chyba fantastycznymi wynikami tych, co kupili w normalnych cenach 3-4 lata wcześniej. No ale to se ne vrati, hehehe.

  38. @TJŁ

    Nie rozumiem którą część mojej wypowiedzi kontestujesz? Wzrost cen wywołali kupujący na wynajem, a ich ofiarą stali się ci, którzy się spóźnili na zakup własnego M. Kredyt walutowy ze swej natury zawiera w sobie ryzyko zmian kursowych. Po słodkim okresie po akcesji Polski do UE gdy waluty spadały na pysk (2004-2008) sytuacja się odwróciła, tym razem już trwale. No chyba, że ktoś jeszcze naiwnie sądzi, że “zielona zadłużona wyspa Tuska” jest niczym Kuba “niezatapialnym lotniskowcem”. Spłata kredytu w CHF wzięta gdy był po dwa zety (podobnież jak USD) obecnie gdy jest 50% wyżej z tendencją rosnącą będzie bardziej dokuczliwa niż w PLN, mimo różnicy oprocentowania.

  39. Jak można wierząc w ostry peak oil i niepostrzeżenie zbliżający się kryzys węglowy porównywać ceny nieruchomości w ciepłej Arizonie i zimnej Wawce gdzie dodatkowo państwo tradycyjnie winduje ceny kopalin cłem , akcyzą i utrzymywaniem górniczych darmozjadów ? Relacje wkrótce się odwrócą zimne jaskinie zawsze były za free z tego co pamiętam 😉

  40. Doxa, a nie wydaję się Tobie, iż powodem relatywnie słabego bądź prawie żadnego spadku cen nieruchomości w Polsce może być ogromny rozdźwięk między raptem kilkoma dużymi miastami Polski w całą resztą kraju w kwestii możliwości sensownej pracy?

    W małych miasteczkach jest kompletna zapaść. Zero perspektyw dla kogoś z w miarę jakimikolwiek kompetencjami, chcącego akceptowalnie zarobić. W mieścinach i wioskach – już absolutnie, absolutnie nic.

    To widać dobrze jak się spojrzy na pochodzenie studentów w dużych miastach. Ponad 70% jest przyjezdna. Po dyplomowaniu jednak wraca znacząca mniejszość.

    W praktyce jedynie tacy ludzie, coś tam zarabiający, po uformowaniu małżeńst aby posumować siły nabywcze, będą w stanie nieruchomość kupić. I ponieważ mają oni opcje pracy tylko w paru miastach kraju, wywrą punktowe presje cenowe w tych miejscach. W cywilizowanych krajach rozwój jest dużo bardziej równomierny.

    Wiadomo, gdzieś tam za Zamością czy na Pojezierzu Drawskim pewnie będzie tanio za metr kwadratowy. Tylko co z tego.

    Druga kwestia to psychologia tłumu kupującego. Ludzie nie zadają sobie jakiegokolwiek trudu myślenia alternatywnego. Nieważne, że za cenę mieszkania można dziś zbudować większy domek z działką w granicach administracyjnych miasta. Nieważne, że 3000 tysiące na każdym metrze idzie na marżę dewelopera. Rozwiązanie dla kupujących jest tylko jedno: kredyt i małe mieszkanko pod klucz. Jedni znajomi z pracy kupili, drudzy kupili, ja też MUSZĘ i innego wyjścia NIE MA. I tak myślą ludzie wykształceni, obyci na świecie, znajacy języki.

    Pytań w stylu “co z ciągłością mojego zatrudnienia, aby przez długie lata spłacać kredyt” albo “jaka będzie sytuacja ekonomiczna kraju za 10 lat” bądź “czy mając kredyt na karku zdołam zbudować bufor finansowy na ileś tam miesięcy życia bez pracy” nie zadaje sobie chyba nikt.

    Czasami odnoszę też wrażenie, że wysokość ceny za metr warunkowana jest tylko długością spłaty kredytu, która powszechnie uznana jest za akceptowalną. Ceny wzrosną? No to weźmie się na 40 lat zamiast na 25. Jeśli tylko paru ludzi by taki kredyt wzięło, albo kredyt z częścią spłaty do przepisania na dzieci i takie podejście “chwyciłoby na mieści”, ludzie poszliby na to.

    Powoli za jedyny możliwy powód spadku cen w Polsce zaczynam uznawać dramatyczne pogorszenie się sytuacji na rynku pracy i sytuacji finansowej kraju. Kryzysy w UK i Irlandii (a więc odcięcie kasy i pracy emigrantom ślącym kopertówki do Polski), odcięcie unijnej jałmużny a tym samym zapaść na rynku budowlanki czy bezsensownych projektów “innowacyjnych” (jednak sporo to pracy daje) może coś konkretnie ruszyć w dół.

  41. Mugabe r….
    A ja sobie myślę, że ludzie jednak zaczęli myśleć o kwestiach, o których piszesz. Owczy pęd i wzrosty skończyły się dwa lata temu. Kwestią czasu jest naturalny spadek cen.

  42. Witam,
    Wlasnie za 2 tygodnie lecimy rozejrzec sie po SARASOCIE, FLORYDA.
    Mamy juz dosc POpapranego, dzikiego kraju, tej sarzyzny i zimna.Dla rosnacycH dzieci tej bedzie lepiej.
    Powiem krotko.
    Wole zyc w amerykanskm kryzysie niz w polSkim dobrobycie !
    Pozdrawiamy

  43. No to powodzenia. Rowno rok temu bylem tam rozejrzec sie jak sie zyje. Niestety, kicha. Sporo ludzi bez pracy, szczegolnie w zawodach zwiazanych tradycyjnie z emigrantami z pl. Jest tez kwestia papierow – zakladam, ze macie zielone karty lub obywatelstwo US. Bez tego bedzie wam ciezko sie tam zadomowic.

  44. Cóż, Mr Słomski… USA to ostatni kraj, do którego bym wyemigrował ( taki nieco bardziej demokratyczny “wielki brat”) – a gdzie planuję… To moja słodka tajemnica. Pozdrawiam rodaków, którzy mają dosyć POcudów do końca życia ( a mamy je jedno ).

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *