Praca najwyższym dobrem XXI wieku

Warto powrórtnie spojrzeć na sytuację na rynku pracy w USA, pamiętając oczywiście że oglądamy trend, dane procentowe na wykresie są podawane przez rząd są niedoszacowane.

Jak widać, miną jeszcze co najmniej dwa lata zanim gospodarka powróci do stanu przedkryzysowego.  Jest to oczywiście założenie najbardziej optymistyczne, w którym nie będzie drugiego dna spowodowanego erozją dolara i wysoką inflacją i problemami z surowcami (Peak Oil). W świetle faktów i opartych na nich prognoz trzeba pogodzić się z faktem wysokiego bezrobocia, które będzie z nami przez długie late.

Sytuacja w USA przypomina nieco Polske, jako że obie gospodarki cierpią z powodu braku przemysłu, fundamentu każdej zdrowej gospodarki. Różnica polega na tym, że w Polsce gospodarkę zniszczyli kolaboranci z PRPR i urealnienie gosporarki w 1989 r spowodowało falę urealnienia bezrobocia, która trwa do dziś, a  amerykańscy oligarchowie pozbawili się produkcji sami we własnym zakresie.

Z obserwacji i rozmów z wieloma ludźmi wynika, że ci którzy myślą w społeczeństwie dzieli się na dwie grupy. Większość (która nadal ma pracę) uważa, że być może problem bezrobocia istnieje, ale w głównej mierze jest to wina bezrobotnych, że nie mogą znaleźć pracy – nie mają wystarczających/właściwych kwalifikacji, mają za wysokie wymagania finansowe, nie chcą pracować tylko wolą otrzymać zasiłki (tu nawet nagroda Nobla wpadła za takie ‘odkrycie’) itp itd. Ludzie nie mający własnego doświadczenia z szukaniem pracy ostatnimi czasu naiwnie uznają, że gdyby stracili pracę, to inną znaleźliby w ciągu kilku najbliższych tygodni.

Druga grupa to ci, którzy stracili już pracę i przeszli wszelkie fazy bezrobotności – od optymizmu (straciłem pracę, ale to nic, będę wysyłał każdego dnia po 10 cv i wkrótce znajdę nową pracę) przez zdziwienie (jak to, wysłałem już 1000 cv i nikt nawet nie zadzwonił) i rozgoryczenie (ograniczyłem swoje oczekiwania z pozycji dyrektora do zamiatania w maku i nadal nikt nie chce mnie zatrudnić) aż do apatii (ale byłem głupi myśląc że znalezienie pracy to drobnostka – myślę, że nigdy już nie znajdę pracy).

O wiele wyższe rozgoryczenie panuje wśród białych kołnierzyków, czyli wykształconej klasy średniej. Niebieskie kołnierzyki sami wiedzą, że są niewykształceni i to ich wina że nie mogą znaleźć dobrej (czy jakiejkolwiek) pracy. Natomiast wykształciuchy zrobili wszystko co mieli zrobić – poszli na dobre studia, rozpoczeli kariery, awansowali, założyli rodziny, wzieli sobie na głowy kredyty hipoteczne, jeździli raz w roku na wakacje do ciepłych krajów. Aż tu nagle – BUM. Pracy nie ma, szukanie nic nie daje od roku czy dwóch. Ci ludzie czują rozgoryczenie – grali według reguł a okazało się, że w grze reguły nagle przestały obowiązywać. Sprawę pogarszają jeszcze powstające konflikty w związku. Małżonek/ka ma dość, mówi jak to ja mam, ludzie mają prace A TY NIE? Co z tobą nie tak?

Ta Depresja dotyka setki milionów ludzi w ‘rozwiniętym świecie’. Po jej zakończeniu społeczeństwo będzie przemielone i rozbite jak po przejściu wojny.

Share This Post

13 thoughts on “Praca najwyższym dobrem XXI wieku

  1. To moze zamiast wysylac CV, nalezy najpierw postudiowac wspolczesny atlas geograficzny i ekonomiczny swiata i przeniesc sie w takie miejsce na ziemi, gdzie jest jakakolwiek produkcja? Chocby za mniejsze pieniadze. Sa takie postkolonialne kraje-wyspy, ktore mozna objechac w jeden dzien rowerem, a praca tam tez znalazlaby sie. Jesli ktos pracowal w korporacji na wysokim stanowisku, to pracy w fast foodzie czy restauracji nie znajdzie w kraju, gdzie jest znacznie wiecej “starbakow” co drugi chodnik niz jakiegokolwiek przemyslu. Moim zdaniem powroca czasy desperatow-emigrantow z XVII-wiecznej Anglii, ktorzy zostawiali przytulny ale i chwiejny od reform kraj i zajmowali sie podrozami po kuli ziemskiej, szukajac ciasnego ale wlasnego miejsca do zycia.

  2. @KJ

    Może powrócą takie czasy, że ludzie będą migrować za pracą, a może ci co mieli wyemigrować to już wyemigrowali, a reszta zacznie sobie nawzajem sobie skakać do oczu, jak w Argentynie?

    Może, może.

  3. Ludzie, przynajmniej z Polski caly czas migruja za praca, a ci co wyemigrowali kilka lat temu rowniez nie dostali za granica niczego na tacy za darmo. Recesja w takich krajach jak np. Irlandia doprowadzila do tego, ze sporo z nich wrocilo do Polski, glownie po to, aby przemyslec, do ktorego kolejnego kraju teraz wyjechac.

  4. @KJ:
    To moze zamiast wysylac CV, nalezy najpierw postudiowac wspolczesny atlas geograficzny i ekonomiczny swiata i przeniesc sie w takie miejsce na ziemi, gdzie jest jakakolwiek produkcja

    mowisz “przeniesc sie” tak jakby we wspolczesnym swiecie nie bylo wiz, ograniczen wjazdowych i tak dalej. Niestety, sa. Jak tylko sie je zniesie na obszarze, ktory do tej pory byl niedostepny, zaraz wala drzwiami i oknami emigranci (vide np. wyspy brytyjskie).

    W XVII bylo latwiej, bo ani paszportow ani wiz ani szczegolowej kontroli na lotniskach nie bylo :))

  5. Aha, i jeszcze jedno. Kraje, w ktorych jest produkcja, takie jak Chiny i Indie, same maja wlasnej sily roboczej pod dostatkiem. Dlaczego chcieliby zatrudniac cudzoziemcow, ktorzy na dodatek nie znaja chinskiego ani telugu czy hindi i nie byliby w stanie sie porozumiec z nikim w pracy?

  6. Futrzak, nie wszedzie sa potrzebne wizy. Zjednoczone Krolestwo ma swoje zamorskie terytoria na calym swiecie i mozna tam poleciec z dowodem osobistym. W innych krajach, np. w Nowej Zelandii, gdzie krolowa jest zwierzchnikiem tylko oficjalnie, mozna przebywac bez wizy do 90 dni. Mam cala liste panstw, gdzie potrzebne sa wizy a gdzie nie potrzeba. Poza tym w trudnych latach 90 powstalo kilka panstw na Polwyspie Balkanskim i w Afryce, tam tez mozna by szukac pracy, no nie? Oczywiscie nie nalezy zakladac, ze w tych krajach w pracy wszystko sie dostanie na tacy, ale doswiadczenie bedzie bezcenne. Mam wyksztalcenie budowlane i zastanawiam sie, czy w celu zdobycia doswiadczenia z energooszczednosci powinnam zapisac sie na kurs Passivhaus na uniwersytecie w Darmstadt w Niemczech, czy pojechac do ktoregos z krajow afrykanskich pomoc budowac ludziom domy energooszczedne, a wtedy praktyczne doswiadczenie w tym zakresie mialabym cenniejsze niz teoretyczna wiedza wyniesiona ze szkolenia.
    Wiadomo, ze utrata pracy jest trudnym doswiadczeniem, ale w tych okolicznosciach czlowiek moze podjac sie zadan, na ktore wczesniej nie mialby odwagi. Pewien brytyjski architekt, bezrobotny od 18 miesiecy, wybral sie w podroz po Afryce rowerem, zbierajac pieniadze na budowe szkoly w jednym z ubozszych krajow. Gdyby ktos mu powiedzial 3 lata temu, ze objedzie Afryke rowerem, pewnie by nie uwierzyl.

  7. Nina,
    Znam osoby pracujace w Chinach i poslugujace sie jezykiem angielskim, a nie chinskim. Pracuja przy projektach komercyjnych budynkow w Szanghaju.

    Odleglosc czy procedury wizowe nie powinny paralizowac przy wyborze miejsca do zycia i pracy. Co bedzie wiecej kosztowalo: wyjazd na inny kontynent, chociaz powiazany z wyzej wymieniona procedura wizowa, ale otwierajacy potem drzwi biur w UK, Kanady, Niemczech, etc. czy porzucenie tych planow na rzecz na razie stabilnej pracy w Polsce za 1000 zlotych, ale z konsekwencjami na przyszlosc, o ktorych Przemek na swoim blogu juz napisal.

  8. U nas też się da. Po co trwać w uporze przy pracy dla kogoś. Mimo działań US jakoś w Polsce da się prowadzić zyskowny biznes – świadczy o tym ponad 3,5 miliona z nich. Małe i średnie stanowią większość. Poza tym dane statystyczne o zarobkach właścicieli zawsze odbiegają od średniej krajowej na niekorzyść średniej. Ponadto część “kosztów przedsiębiorstwa” bywa nie tylko kosztami przedsiębiorstwa i można je doliczyć do przychodów właścicieli – zmniejszają koszt życia.
    Jasne, że nie jest to łatwy kawałek chleba ale po jakimś czasie dysponuje się wystarczającą wiedzą, żeby nie popełniać początkowych błędów. Będąc pracownikiem, jest się zdanym na możliwość pracy u kogoś. A w przypadku jakichś nieprzewidzianych zdarzeń losowych typu: wypadek, poważne złamania(długotrwałe zwolnienia, bądź brak możliwości powrotu do pracy) będąc pracownikiem możemy liczyć na państwo :/. Posiadając firmę, która zatrudnia kilka osób i kogoś zaufanego do zarządzania można się zabezpieczyć przed takimi okolicznościami. Można by tak wyliczać zalety i wady ale długotrwałe korzyści z posiadania biznesu są jednoznaczne (możliwość przekazania czegoś dzieciom, lepsza od państwowej emerytura, możliwość szybszego otwarcia następnego biznesu). Po kilku cięższych latach od założenia powinny przyjść lepsze ale to zależy jedynie od konsekwentnego działania. Statystyki mówią, że wiele biznesów upada po roku bądź kilku latach. Ja znam kilku biznesmenów, którzy twierdzą, że część z nich upada ale większość jest zamykana i otwierana w innej postaci lub “zamieniana” na biznes, który przynosi większe dochody.

  9. @rechan
    “Statystyki mówią, że wiele biznesów upada po roku bądź kilku latach.”
    Faktem jest, że lepiej otworzyć własne przedsiebiorstwo niz być bez pracy. Faktem jest też, ze dla ok. 1/3 takich małych firm oznacza to NIŻSZE dochody niż z pracy najemnej i warto tez o tym pamietac;-)

  10. Rechan,
    Blagam, tylko nie pisz, ze da sie prowadzic zyskowny biznes bez jakichkolwiek uciazliwosci ze strony US. Twoi znajomi biznesmeni to chyba jezdza na polowania z naczelnikami US-ow. Pragne Tobie przypomniec, ze jest jeszcze ZUS, ktory przedsiebiorca musi zaplacic nawet wtedy, gdy nie ma zadnego przychodu i prosze Ciebie bardzo, nie wmawiaj, ze przedsiebiorca bedzie mial lepsza od panstwowej emeryture. Zwlaszcza, ze wiekszosc wlascicieli firm placi najnizsze skladki.
    Uwazam, ze jesli ktos jest POLAKIEM, to wcale nie ma obowiazku mieszkac i placic skladek w tym kraju. Szkoda zdrowia na chodzenie po urzedach, leczenie sie u rzeznikow w polskiej sluzbie zdrowia, wysluchiwanie rozhisteryzowanych matek, etc. Warunki mieszkaniowe lepsze sa w londynskich czy amsterdamskich squatach niz w polskich blokowiskach, a ceny w supermarketach takie same jak w Polsce. Lepiej przecierpiec jakis czas za granica, niz uzerac sie w Polsce.

  11. @K.J
    1.
    przecież nie napisałem, “bez jakichkolwiek uciążliwości ze strony US”, wczytaj się w tekst.
    Napisałem – mimo uciążliwości ze strony US działa 3,5mln przedsiębiorstw.
    2.
    “Zwlaszcza, ze wiekszosc wlascicieli firm placi najnizsze skladki.” – nie miałem na myśli dochodu uzyskiwanego z państwowej emerytury ale głównie zysk: z działalności biznesowej, sprzedaży biznesu, aktywów biznesu lub dywidend z ciągle działającego biznesu.

    @HansKlos
    “ze dla ok. 1/3 takich małych firm oznacza to NIŻSZE dochody niż z pracy najemnej i warto tez o tym pamietac;-)” – pełna zgoda, jasna sprawa HansKlos ;), bo oni decydują się na prowadzenie działalności, żeby ten dochód jak najmniejszy mieć.
    No może dla niektórych rzeczywiście to może być problem 😉

  12. @K.J.
    “Uwazam, ze jesli ktos jest POLAKIEM, to wcale nie ma obowiazku mieszkac i placic skladek w tym kraju.”
    Oczywiście, że nie musi, przecież piszę tylko, że się da. Każdy niech wybierze swoją drogę. Moim zdaniem to lepiej firmę zarejstrować w UK niż PL (kilka razy wyższy próg bez podatku, łatwiejsze “obcowanie z UK’s US” pod warunkiem zaznajomienia się z regułami, język, możliwość prowadzenia działalności na terenie PL, mniejszy wpływ polskich US na firmę ze względu na trudności z kontaktami z brytyjskimi US 😉 .

  13. Z doswiadczenia napisze, ze brytyjski HMRC czyli urzad skarbowy jest o wiele bardziej przyjazny niz :-(….
    W UK kwota wolna od podatku jest wysoka, a system PAYE nie wymaga placenia podatkow w przypadku braku przychodow.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *