Monthly Archives: August 2010

Prasa

W czasach pęczniejącej bańki spekulacyjnej w USA, gdy pojawiały się pierwsze objawy jej pękania, odpowiedzią pośredników było stwierdzenie że ‘każdy rynek jest lokalny’. Owszem, być może gdzieś tam za górami, za lasami jest bańka spekulacyjna, ale u nas nie. Oczywiście to absolutnie nie była prawda, spadki cen dotknęły każdego miejsca w USA.

Dziś podobne majaczenia słyszy się w Polsce. Katarzyna Siwek pracuje dla pośrednika handlu nieruchomościami Home Broker i nagania do kupowania – co ma powiedzieć, żeby nie kupować bo ceny są wyspekulowane?

Siwek podnosi argumenty ograne do bólu w Stanach – że nasz kawałek planety jest inny, lepszy niż reszta. Tymczasem bańka ogarnęła praktycznie cały świat dlatego, że te same warunki niskich stóp procentowych obowiązywały prawie wszędzie. Ludzie otrzymali dostęp do tanich kredytów, rzucili się na zakup domów, ceny podskoczyły i od tego momentu zaczęła się spekulacja – każdy celowo chciał zarobić tak jak przypadkiem zarobił znajomy, który kupił wcześniej.

Tymczasem w Polsce spekulacja skończy się ostatnia, bo ostatnia się zaczęła. Dodatkowym czynnikiem może być spadek dostępności kredytów czy wzrost ich oprocentowań, co może stać się wraz z nasilaniem się tej depresji.

Ciekawe, czy ktoś w Agorze wziął w łapę za puszczenie takiej ‘analizy’, czy to kwestia niekompetencji, jakże typowej dla działu ‘gospodarka’.

Z innej beczki. Jan Krówka, burmistrz Głubczyc, jest typowym lepkorękim przedstawicielem władzy. Co się do brudnych łap przykleiło, nie chce się odkleić. Ryj przyklejony do koryta trzeba odcinać siekierą, podobnie jak tyłek przyklejony do stolca. Przy okazji kolejne potknięcie Wybiórczej – nie sprawdzono kim jest nowa szczęśliwa najemczyni lokalu. Dolary przeciw orzechom, że to siostrzenica lub kochanka Krówki.

Ileż to razy demokratyczna władza odmawiała zwrotu własności prawowitym właścicielom. Nowa władza kontynuuje piękne tradycje caratu i stalinizmu …  Szczytem szczytów była sytuacja, gdy właściciel chciał odzyskać budynek w którym mieści się obecnie komisariat. Policja, która powinna bronić prywatnej własności i porządku prawnego sama OKRADA obywatela. Bywały też sytuacje, gdy sprzedawano zagrabione firmy inwestorom (tak okradziono spadkobierców Wedla) lub nieruchomości oddawano klerowi, mimo że prawowity właściciel właśnie prosił o zwrot.

Tak, proszę państwa, Polska to kraj bandycki. Prasa świadomie wprowadza czytelników w błąd, aparat państwowy okrada obywateli. Im szybciej każdy z nas zda sobie z tego sprawę, tym łatwiej będzie żyć.

Share This Post

Bondy

Powszechnie uważa się, że wolny rynek dokonuje racjonalnej wyceny. Szczególnie ma to obowiązywać, gdy płynność jest duża, czyli gdy nie ma problemu ze znalezieniem dużej ilości sprzedawców jak i kupujących.

Jak fałszywe jest to podejście ukazuje cena długich obligacji USA. Dziesięciolatki płacą dziś 2,61% a trzydziestolatki 3,66%. Odsetki są ustalane rynkowo, a biorąc pod uwagę to że rynek ten jest największy i najpłynniejszy na świecie ceny powinny być optymalne.

Gdy patrzę na 3,66 % dla 30-latek zaczynam zastanawiać się, czy ktoś inwestujący w ten sposób swój kapitał jest zdrowy psychicznie. Nie ma żadnej możliwości, żeby w ciągu takiego czasu nie było w USA okresu wysokiej inflacji, a całkiem prawdopodobna jest nawet hiperinflacja. Czy inwestorzy kupując taki papier nigdy nie słyszeli jak zadłużona jest Ameryka, jak głęboko zabagniony jest system emerytalny?

Być może kluczem do zagadki jest fakt, że kupujący tak naprawdę nie inwestują swojego kapitału. Menadżerowie mają zadanie ulokować powierzone pieniądze na wysoki procent i bardzo bezpiecznie. W szkołach tłuczono im do głowy, że obligi USA są najbezpieczniejsze, więc ślepo się tego trzymają. A swoje pieniądze pewnie dawno mają zapakowane w złoto. Tutaj jest na ten temat długi wywiad.

Jak to się skończy dla milionów ciułaczy ubranych w ‘bezpieczne’ i wysoko oprocentowane obligi? Jak to się skończy dla polskiego podatnika, gdy rezerwy walutowe NBP są w takich śmieciach? Ano tak, że gdy inflacja w końcu podskoczy, ceny obligacji spadną. Znaczy to, że obligacji wartej $1000 nikt już nie kupi nawet za $100, bo wiadomo będzie, że odsetki nie pokrywają spadku wartości spowodowanej inflacją, która to inflacja zżera kapitał obligacji. W ten sposób inwestorzy (czytaj frajerzy) zostaną puszczeni w skarpetkach.

Poniżej – 20 letnia obligacja ZSRR:

Share This Post

Wspomnień czar

Było już o zmianach w miejscach, które odwiedziłem kilkanaście lat temu. Przy okazji wspomnienie z roku 2006, gdy Peter Schiff mówił o strukturalnych problemach USA i czekającym nas kryzysie. Pamiętam jak towarzystwo śmiało się z tez głoszonych przez niego jak i opisywanych przeze mnie na blogu. Proponuje obejrzeć jeszcze raz wideo i z perspektywy czasu zastanowić się czy problemy prowadzące do kryzysu są już za nami, wobec czego czy możemy spodziewać się końca kryzysu:

Share This Post

Parytet złota

W przeddzień wylotu do Wiednia, mimo natłoku obowiązków, muszę podzielić się kilkoma nurtującymi mnie przemyśleniami.

Obecnie panuje powszechna zgoda pomiędzy ekonomistami, że nie ma powrotu do standardu złota. Pada wiele argumentów – że kruszcu jest za mało, że nie można prowadzić skutecznej polityki fiskalnej mając nad sobą rygor parytetu, że złoto to po prostu przeżytek itp.

Przyjmuje się również, że kraj który przywiąże swoją walutę do złota czeka ekonomiczny upadek. Scenariusz miałby wyglądać w ten sposób, że wartość waluty takiego kraju będzie wysoka, gdy waluty sąsiadów będą słabe. Wobec tego upadnie eksport a import będzie trwał tak długo, aż całe rezerwy złota wyjadą za granicę celem wymiany za sprowadzane dobra. Wtedy kraj dosięgnie krach.

Obserwacje historyczne zdają się przeczyć tym tezom. USA posiadały walutę przywiązaną do złota niemal od powstania kraju do 1934 (delegalizacja złota w obiegu) z wyłączeniem lat wojny secesyjnej. W tych latach kraj rozkwitał, nawet gdy w innych krajach wycofywano z obiegu kruszec zastępując go papierem. Podobnie Szwajcaria, trzymająca się standardu złota bardzo długo, przeżywała wielowiekową ekspansję ekonomiczną. Meksyk miał początkowo pieniądz ‘dźwięczący’ zastąpiony potem papierem, niezliczone razy dewaluowanym. Mimo tego ‘postępu’ na drodze monetaryzmu kraj upadał. Podobnie w dziesiątkach innych krajów ameryki łacińskiej i południowej wycofanie się z parytetu złota było zwiastunem szybkiego upadku ekonomicznego państwa.

W praktyce mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem dokładnie odwrotnym niż to przed czym nas ostrzegają. W momencie gdy Szwajcaria czy Stany zapracowały na renomę państwa z uczciwym systemem monetarnym zaczęły płynąć tam ogromne ilości kapitału w postaci kruszców i walut papierowych. Kraje te bynajmniej nie stanęły w obliczu wypłynięcia całego zapasu złota, lecz w sytuacji gdy złoto pcha się do nich drzwiami i oknami w ucieczce przed zrabowaniem przez rządy Meksyku, Argentyny, Brazylii, Chin, Rosji, Niemiec i dziesiątków innych. Obywatele tych krajów oddając swoją pracę i swoje dobra za papierki z nadrukiem $$ wierzyli, że papier $$ jest tak dobry jak złoto. Udzielali w ten sposób nieoprocentowanego kredytu rządowi USA

Trzeba pamiętać, że kraj ze zrównoważonym budżetem i uczciwą walutą ma znaczącą przewagę nad krajem z deficytem i rządem rozdzielającym świeżo wydrukowane banknoty 35letnim emerytom. W tym pierwszym przypadku ludzie mogą gromadzić kapitał niezagrożony dewaluacją i wykorzystywać go do inwestycji. Dodatkowo oprocentowanie kredytów jest niskie, co umożliwia dalsze inwestycje jak również konsumpcje. Tych zysków nie kompensuje słaba waluta – po prostu kraj jest beznadziejnie zacofany i nie produkuje nic wartego zakupu przez bogatego sąsiada. Przeciwnie, trzeba zdobyć trochę złota by zakupić u bogacza chleb i papier toaletowy.

Dlatego właśnie mam zupełnie przeciwne zdanie niż cała reszta ekonomistów. Parafrazując Hegla można powiedzieć, że to złoto a nie papier jest ‘dziejową koniecznością’.  Wcześniej czy później zaufanie do $$ spadnie do zera i rząd federalny nie będzie miał innej opcji niż zrównoważenie budżetu i ustanowienie kotwicy, tak jak musiał to zrobić Balcerowicz wiążąc złotówkę z dolarową kotwicą. Podobnie będą musiały zachować się pozostałe rządy – Polski, Eurolandu czy Rosji. Wbrew potocznej opinii, ci którzy pierwsi przywrócą parytet złota, będą najbardziej wygrani.

Share This Post

Srebro

Rzuciłem na puste haki nieco srebra w postaci monet jednouncjowych. Tu jest spis.

Istnieje też możliwość nabycia różnych monet złotych – na zamówienie.

Dla chętnych faktura VAT. Monety śmiało można wrzucić w koszty.

Zapytania można słać na mejla przemyslaw malpeczka slomski kropeczka us.

A na koniec pamiątka z wakacji w PL:

Share This Post

Główny nurt

Media głównego nurtu (PAP) podchwytują dawno opisywany temat bankructwa poszczególnych stanów.

Pamiętać jednak należy, że ratunek federalny jest działaniem doraźnym. Stany przepalą otrzymane środki i wyciągną rękę po więcej.

Większość rządów i jednostek administracji terytorialnej jedzie od dekad na deficycie. Jeżeli wydaje się więcej niż zarabia to wcześniej czy później dochodzi do bankructwa. Owszem, można mylić oczy ludowi, że jeżeli spektakularnego bankructwa nie było to nigdy go nie będzie. Niestety, prawa matematyki w zakresie odejmowania od zera są nieubłagane.

Docelowo bejlałtu będzie potrzebować również rząd federalny. A że pomoc musi nadejść ze strony podmiotu większego od podmiotu ratowanego można sądzić, że bez ratunku ze strony rządu galaktycznego będzie naprawdę krucho.

Dużo się również mówi o sytuacji na giełdach. Od dłuższego czasu jestem niezwykle sceptyczny wobec obserwowanego wzrostu. Potwierdzają to komentarze fachowców od analizy technicznej o jakże poetyckich nazwach – krzyże śmierci i omeny hindenburga. Zresztą wystarczy użyć zwykłego rozumu – jak giełda ma rosnąć, skoro większość społeczeństwa boryka się z bezrobociem i spadkiem dochodów. Wolne środki do zainwestowania na giełdzie to ostatnia rzecz jaką mają. Przeciwnie, presja na sprzedaż akcji musi być gigantyczna, ludzie muszą masowo wyprzedawać akcje przeznaczone na emeryturę żeby mieć z czego żyć już dziś. Wszystko to wskazuje, że czeka nas kolejna faza kryzysu na jesieni.

Share This Post

Kanikuła

Bycie starym dziadem ma tą zaletę, że ma się historyczną perspektywę. Miałem oto okazję popatrzeć na Lwów z perspektywy 25 lat. Niewiele się zmieniło, na pewno nie bruki przetykane szynami ani antyczne automaty na wodę sodową stojące na ulicach. W hotelu Lviv łóżka i materace są nie wymieniane od czasów Breżniewa, jedyne naprawy dotyczą nowych sanitariatów (wspólnych, na piętrze) oraz wymiany okien.

Czasem można skorzystać z przejściowych trudności z remontami budynków. Udało mi się znaleźć budynek z napisem “Mleczarnia” oraz spisem oferowanych produktów po polsku, niemiecku i hebrajsku. Bardzo przykry to widok, unaocznia on jak totalnie zniszczona została cała lokalna wielokulturowa społeczność.

Gastronomia jest branżą, która najszybciej podnosi się ze zgliszcz. We Lwowie można napić się doskonałego piwa ciemnego, niedostępnego na całym terytorium RP, gdzie ważne jest żeby mózgojeb był tani i mocny. Doskonałe są także restauracje, znalazłem samoobsługową placówkę (Puzata Chata) serwującą potrawy regionalne. Fantastyczne jedzenie w cenie 10 zł, rzecz również niedostępna w RP, gdzie trwają prace nad połączeniem cen niemieckich z wynagrodzeniami kelnerek na poziomie ukraińskim.

Jeden z kolejnych drobnych mankamentów to miny ukraińskich sprzedawczyń/kelnerek. Banany na twarzach zakrzywione bardziej nawet niż w Polsce. Oj, pojawia się tęsknota za USA, gdzie ludzie starają się być mili dla innych ludzi, co jest przez Polaków nazywane ‘fałszywością’.

Bieszczady od mojej pierwszej wizyty zmieniły się nie do poznania. Rejon ten ogarnęła totalna komercjalizacja. Każdy parking posiada swojego ‘właściciela’ pobierającego stosowne myto. Dosłownie każdy dom jest nastawiony na łojenie kasy z ceprów. Oczywiście z ekonomicznego punktu widzenia jest to doskonała wiadomość, dla mnie jednak ważniejsza była atmosfera końca świata, a nie możliwość wydania pieniędzy co krok.

Co gorsza, zmiany czasem idą w złą stronę. Doskonałym przykładem może być Karczma Łemkowyna w Cisnej. Pomieszczenie wypełnione żenującymi podróbkami mającymi udawać ludowe zabytki. Ceny nieskromne. Zamówiłem dobrze znane mi pielmienie. Jest taka restauracyjka ukraińska na rogu Irving Park i Narraganset w Chicago, która podaje takie specjały. To co dostałem w Karczmie nadawało się do wyrzucenia do śmieci – kilka pierożków z twardego ciasta, wypełnione mikroskopijną ilością farszu, zalane nadmiarem rosołu. Poprawnie ciasto powinno być delikatne, delikatnego farszu musi być dużo i całość ma być podlana kilkoma łyżkami rosołu, który należy zmieszać z kwaśną śmietaną. Po raz kolejny przekonałem się że Polska nie jest rajem dla smakoszy, osobliwie rejony ‘turystyczne’. Jak wiadomo cepr zmęczony łażeniem po górach zje wszystko i za każdą cenę.

Podkreślić należy, że szlaki bieszczadzkie są idealnie czyste, mimo że są zatłoczone jak nieszczęsne Krupówki. Za to potoki wydają się zanieczyszczone nielegalnym zrzutem nieczystości.

Warto również nadmienić o bieszczadzkiej kolejce wąskotorowej. Kiedy byłem tam ostatnim razem trwały gorączkowe rozważania, co z tym fantem zrobić. Najłatwiej byłoby zezłomować, bo jak to, żeby prywaciarz miał w swoich rękach kolej – mógłby przecież dorabiać się na biednych ludziach. A gdyby się nawet nie dorabiał tylko przynosił straty – kłopot jeszcze większy – trzeba by dotować a nie ma z czego. Wobec tego zapadł iście salomonowy wyrok – kolejką będzie zarządzać fundacja, czyli organizacja non-profit. W ten sposób udało się uratować ten zabytek techniki, tak by nie kłóć w oczy części społeczeństwa o nawykach z poprzedniego ustroju.

Share This Post

Kłamca

Przemierzając trasę z Berlina do Lwowa (pod tymczasową administracją ukraińską, jak powiedziałby Profesor) mam okazję przysłuchiwać się dyskusji o podwyżce podatków. Można już dziś z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że Donald Tusk jest kłamcą. Z jego obietnic wyborczych dotyczących obniżek podatków nie pozostało nic. Ba, Tusk nie trzyma się tez postawionych w expose, w którym mowa była o ‘ograniczaniu często zbędnych danin na rzecz państwa’.

Minister Fedakowa proponuje ‘tymczasowe’ zawieszenie odprowadzenie składek do OFE celem załatania dziur w ZUS. Padła propozycja ‘tymczasowego’ zawieszenia jej wynagrodzenia, do czasu zakończenia ‘tymczasowego’ zawieszenia wpłat do OFE. Popieram tą koncepcję w pełnej rozciągłości !

W dyskusjach pomijany jest pewien ważny aspekt. Polska, jej gospodarka oraz budżet nie znajduje się w próżni ani na Księżycu, lecz na zglobalizowanej planecie Ziemia. Należy się spodziewać, że w przyszłych latach zmienią się dwa bardzo istotne elementy – cena kredytu oraz ropy naftowej. Bankructwo kolejnych państw i lokalnych aministracji wniosą do systemu dużo strachu, wobec czego pozyskanie finansowania długu będzie kosztowniejsze. Zwiększy się koszt obsługi długu, co sytuację Polski ze złej zamieni w tragiczną. Zbliżający się kryzys naftowy (Peak Oil) spowoduje, że gospodarki zaczną się kurczyć, zmniejszając bazę podatkową.

Mniejsze gospodarki będą musiały ponosić większe obciążenia, co wygląda bardzo niewesoło. Przy tym poziomie obciążeń podatkowych znajdujemy się już po prawej stronie szczytu krzywej Laffera. Rząd nie będzie w stanie ściągać więcej podatków, niezależnie jak wysoko zostaną wyśrubowane stawki VAT, PIT i CIT. Trzeba będzie ogłosić bankructwo lub walczyć z ludzmi na ulicach i wysyłać poborców podatkowych uzbrojonych w karabiny z bagnetami.

Z pewnością szlak przecierać będą kraje PIIGS oraz niektóre stany USA. Dopiero to da nam wiedzę, na co pozwolą sobie poszczególne rządy żeby wymiksować się ze swoich zobowiązań.

Najbardziej przykre jest to, że premier podjął złą decyzję, zarówno polityczną jak i ekonomiczną. Wystarczy bowiem zastanowić się, jakie będą konsekwencje każdego z wyborów – obcięcia wydatków i odciążenie gospodarki lub zwiększenia obciążen podatkowych. W 1 przypadku za kilka lat mamy do czynienia z umiarkowanymi niepokojami społecznymi, szczególnie ze strony tysięcy zwolnionych biurw i niedoszłych wczesnych emerytów. PO będzie miało szansę stracić władzę w przegranych wyborach. W 2 przypadku rządy skończą się pewną katastrofą. Rząd pędzi w stronę przepaści i coraz mocniej przyciska pedał gazu. Skończy się to tak samo jak w przypadku Węgier – unikanie trudnych cięć nie powoduje utrzymania się przy władzy. Przeciwnie, upadek jest boleśniejszy i bardziej spektakularny.

Wygląda na to, że frustracji i tematów do bloga nie zabraknie jeszcze przez wiele lat.

Share This Post

Jak mocno trzymają się Chińczycy

Chiny są w przededniu pęknięcia bańki spekulacyjnej na rynku nieruchomości. Piszą o tym nawet media głównego nurtu, bojąc się zapewne kolejnej sytuacji, gdy o zbliżającym kryzysie piszą już dawno po jego zaistnieniu. Oczywiście Wyborcza nie dysponuje takim potencjałem intelektualnym, przetłumaczyła materiał Bloomberga.

Jak groźne jest dla gospodarki załamanie mieszkalnictwa niech świadczy przykład Japonii, kraju który od 20 lat nie potrafi otrząsnąć się z takiego załamania. USA właśnie to przerabiają, wchodząc w 3 rok kryzysu.

Wszystko wskazuje na to, że w USA będziemy mieć kryzys typu Zimbabwe, gdzie rząd doprowadza do zniszczenia przemysłu a potem generuje pieniądze bez pokrycia w produkowanych dobrach. W Chinach szykuje się kryzys typu załamania z 1929 r, gdy fabryki pracują na pełnych obrotach lecz załamuje się popyt i przez to fabryki stają.

Share This Post