Parytet złota

W przeddzień wylotu do Wiednia, mimo natłoku obowiązków, muszę podzielić się kilkoma nurtującymi mnie przemyśleniami.

Obecnie panuje powszechna zgoda pomiędzy ekonomistami, że nie ma powrotu do standardu złota. Pada wiele argumentów – że kruszcu jest za mało, że nie można prowadzić skutecznej polityki fiskalnej mając nad sobą rygor parytetu, że złoto to po prostu przeżytek itp.

Przyjmuje się również, że kraj który przywiąże swoją walutę do złota czeka ekonomiczny upadek. Scenariusz miałby wyglądać w ten sposób, że wartość waluty takiego kraju będzie wysoka, gdy waluty sąsiadów będą słabe. Wobec tego upadnie eksport a import będzie trwał tak długo, aż całe rezerwy złota wyjadą za granicę celem wymiany za sprowadzane dobra. Wtedy kraj dosięgnie krach.

Obserwacje historyczne zdają się przeczyć tym tezom. USA posiadały walutę przywiązaną do złota niemal od powstania kraju do 1934 (delegalizacja złota w obiegu) z wyłączeniem lat wojny secesyjnej. W tych latach kraj rozkwitał, nawet gdy w innych krajach wycofywano z obiegu kruszec zastępując go papierem. Podobnie Szwajcaria, trzymająca się standardu złota bardzo długo, przeżywała wielowiekową ekspansję ekonomiczną. Meksyk miał początkowo pieniądz ‘dźwięczący’ zastąpiony potem papierem, niezliczone razy dewaluowanym. Mimo tego ‘postępu’ na drodze monetaryzmu kraj upadał. Podobnie w dziesiątkach innych krajów ameryki łacińskiej i południowej wycofanie się z parytetu złota było zwiastunem szybkiego upadku ekonomicznego państwa.

W praktyce mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem dokładnie odwrotnym niż to przed czym nas ostrzegają. W momencie gdy Szwajcaria czy Stany zapracowały na renomę państwa z uczciwym systemem monetarnym zaczęły płynąć tam ogromne ilości kapitału w postaci kruszców i walut papierowych. Kraje te bynajmniej nie stanęły w obliczu wypłynięcia całego zapasu złota, lecz w sytuacji gdy złoto pcha się do nich drzwiami i oknami w ucieczce przed zrabowaniem przez rządy Meksyku, Argentyny, Brazylii, Chin, Rosji, Niemiec i dziesiątków innych. Obywatele tych krajów oddając swoją pracę i swoje dobra za papierki z nadrukiem $$ wierzyli, że papier $$ jest tak dobry jak złoto. Udzielali w ten sposób nieoprocentowanego kredytu rządowi USA

Trzeba pamiętać, że kraj ze zrównoważonym budżetem i uczciwą walutą ma znaczącą przewagę nad krajem z deficytem i rządem rozdzielającym świeżo wydrukowane banknoty 35letnim emerytom. W tym pierwszym przypadku ludzie mogą gromadzić kapitał niezagrożony dewaluacją i wykorzystywać go do inwestycji. Dodatkowo oprocentowanie kredytów jest niskie, co umożliwia dalsze inwestycje jak również konsumpcje. Tych zysków nie kompensuje słaba waluta – po prostu kraj jest beznadziejnie zacofany i nie produkuje nic wartego zakupu przez bogatego sąsiada. Przeciwnie, trzeba zdobyć trochę złota by zakupić u bogacza chleb i papier toaletowy.

Dlatego właśnie mam zupełnie przeciwne zdanie niż cała reszta ekonomistów. Parafrazując Hegla można powiedzieć, że to złoto a nie papier jest ‘dziejową koniecznością’.  Wcześniej czy później zaufanie do $$ spadnie do zera i rząd federalny nie będzie miał innej opcji niż zrównoważenie budżetu i ustanowienie kotwicy, tak jak musiał to zrobić Balcerowicz wiążąc złotówkę z dolarową kotwicą. Podobnie będą musiały zachować się pozostałe rządy – Polski, Eurolandu czy Rosji. Wbrew potocznej opinii, ci którzy pierwsi przywrócą parytet złota, będą najbardziej wygrani.

Share This Post