Kretynizmów ciąg dalszy

Kolejna porcja kretynizmów dostarczanych w dużych ilościach każdego dnia.

Pewnego razu pewien filozof grecki Diogenes Cynik, onanizując się publicznie, powiedział “gdybym tak głód mógł zaspokoić przez potarcie brzucha”. Warto to sparafrazować do “gdybyśmy mogli zaspokoić głód poprzez obcowanie z zalewem kretynizmu”.

Kretynizm 1.

Kamizelka kuloodporna z demobilu pozbawiona ‘cech’ poprzez rozwiercenie wkładów. Równie dobrze można by sprzedawać widelce z demobilu pozbawione groźnych ‘cech bojowych’ poprzez odcięcie zębów. Proponuje również manierki wojskowe z przewierconym dnem.

Kretynizm 2.

Autor reportażu, opublikowanego w piątek w najnowszym numerze tygodnika, podając się za geja przeniknął do rzymskich klubów i spędził czas z księżmi, którzy wieczorami po odprawieniu mszy i wypełnieniu obowiązków kapłańskich zdejmują koloratki i spotykają się w klubach dla homoseksualistów. Korzystają także z usług homoseksualistów-prostytutek. Dziennikarskiemu materiałowi towarzyszy wykonane ukrytą kamerą nagranie filmowe, dostępne na internetowej stronie tygodnika, wydawanego przez medialne imperium premiera Silvio Berlusconiego.

Włochy zaszokowane a ja zupełnie nie. Klub gejowski jest zupełnie naturalnym habitatem dla księży. Któraś z gazet z Katolandu powinna w końcu zrobić podobny materiał, zaręczam że byłoby o czym pisać.

“Niech wiedzą, że nikt nie zmusza ich, by pozostali księżmi, korzystając tylko z przywilejów. Przyzwoitość wymaga, aby się ujawnili” – ogłosił wikariat Rzymu.

Hahaha, wikary Rzymu albo jest kretynem, albo uważa nas za kretynów. Oczywiście, że nikt się nie ujawni. Tania prowokacja, mająca na celu nałożenie kolejnej porcji mydła na oczy naiwnych wiernych.

Kretynizm 3.

Pociąg jechał, zwalniał, przystawał. Klimatyzacja nie działała – letni powiew ledwo wydobywał się z kratek. Otworzyłyśmy więc okno i drzwi. Chwilę później w drzwiach stanął spocony konduktor, który zamknął okno i drzwi, pouczając nas, że “pasażerowie chcą klimatyzacji, ale okna zamknąć to się im już nie chce”. I że on musi chodzić i zamykać. Dał nam też do zrozumienia, że nie wiemy, na czym polega ta zdobycz cywilizacji. Na nasze słabe protesty, że nie działa, że próbowałyśmy przy zamkniętych oknach i drzwiach, spojrzał ponuro i coś zamruczał o niezdyscyplinowaniu. Wytrzymałyśmy pół godziny. Nie działało. Otworzyłyśmy. Konduktor już nas nie odwiedził.

Potem nadciągnęła dziewczyna z workiem na śmieci – ucieszyłyśmy się, bo butelek po wodzie i sokach miałyśmy dużo. Co chwilę ktoś wędrował do Warsu i zaopatrywał resztę. Ale dziewczyna oznajmiła, że zbiera tylko śmieci po poczęstunku (tak, dostaliśmy rytualne ciasteczko z napojem do wyboru). – Ale przecież my to wszystko w pociągu kupiłyśmy – wyjaśniała logicznie (wydawałoby się) pani przy drzwiach. – Mam takie przepisy i wyliczone worki – dała odpór dziewczyna. Zrezygnowane wręczyłyśmy jej papierki po ciasteczkach i kubeczki po kawie. Może dziewczynę wyrzuciliby z pracy za nadprogramowe butelki po mineralnej? Pani przy drzwiach przypomniała sobie, że rano, w pierwszym pociągu, poprosiła o dwie śmietanki do kawy – i nie dostała, bo się należy jedna. Za pieniądze też nie dostała, bo wykonujący turę z poczęstunkiem nie prowadzi kasy. Za darmo to za darmo. Wyliczone. Żadnych fanaberii typu podwójna śmietanka czy dokupienie czegoś PKP nie przewiduje.

Zdecydowanie największe stężenie kretynów w Polsce jest w PKP i jej spółkach zależnych. Tylko Opiece Boskiej można zawdzięczać, że nie dochodzi do zderzeń pociągów. Nie wiem jak oni dają radę ‘puszczać’ pociągi dysponując takim intelektem i poziomem alko we krwi. Prawdopodobnie kluczem do sukcesu są rzadko ‘wypuszczane’ pociągi – szanse zderzenia są małe, oraz niskie prędkości – zawsze zdążą się zobaczyć przed zderzeniem.

Share This Post