Zakup domu w USA część pierwsza

Chciałbym dziś nieco przybliżyć czytelnikom temat który mało znają, o ile mieszkają w Polsce – jak się dziś kupuje dom w USA.

Przede wszystkim kupujący w Stanach ma do dyspozycji gigantyczną ilość informacji, o jakiej Polacy mogą tylko pomarzyć. Po krótkiej chwili poszukiwań możemy dowiedzieć się o wysokości podatków od danej nieruchomości, ostatniej cenie transakcji, średnich cen domów w okolicy w ostatnich latach, do której szkoły pójdą dzieci i rankingu tej placówki, przestępczości w danej okolicy w ostatnich latach, pobliskich sklepach i usługach, przekroju etnicznym, dochodach i wykształceniu sąsiadów oraz wiele innych.

Kolejna zaleta jest taka, że nie ma mowy o przekrętach w polskim stylu – typu występowanie tego samego mieszkania w 10 pozycjach, z 10 cenami. Każdy dom ma swój unikalny numer i po prostu nie da się go wstawić do systemu MLS  jeżeli już tam jest. Nie jest możliwe również kilkukrotne sprzedanie tego samego domu, jak się zdarza w Katolandzie. W Polsce notariusz jest gwarantem bezpieczeństwa transakcji, za co pobiera kolosalne pieniądze, co nie dość że drogie to po prostu się nie sprawdza. W USA procedura sprzedaży zabezpieczana jest przez firmę wystawiającą akty własności, co po prostu działa.

W USA nie ma prawa ograniczającego zakup nieruchomości przez obcokrajowców. Dysponując gotówką nie trzeba nawet posiadać prawa pobytu. Jakoś nigdy nie słyszałem obaw przed najazdem Niemców czy Żydów, planujących wykupienie bezcennej amerykańskiej ziemi. Przeciwnie, każdy inwestor był i jest witany z otwartymi ramionami.

Jestem przekonany, że człowiek zdemoralizowany mieszkaniem w Stanach musi przeżywać gehennę próbując kupić jakąkolwiek nieruchomość w Polsce. Oczywiście w Rosji jest gorzej, można zostać bez pieniędzy i cieszyć się z prostego faktu, że nadal się żyje. Trzeba jednak równać w górę a nie pocieszać się, że to jeszcze nie Afryka.

Aktualnie zakup amerykańskiej nieruchomości na kredyt stanowi wyzwanie. Trzeba dysponować stałym miejscem zatrudnienia, co wykazuje się kilkoma ostatnimi czekami z wypłatą. Jako że Kodeks Pracy nie istnieje, nie ma również umów o pracę, zwykle jest to potrząśnięcie ręką i ‘przyjdź do pracy w poniedziałek’. (Jest wynalazek ‘letter of akceptance’ ale stosuje się go sporadycznie.)  W banku trzeba również przedstawić wyciągi bankowe i rozliczenie zeszłoroczne rozliczenie podatkowe. Zdolność kredytową liczy się w ten sposób, że zarobki z rozliczenia rocznego sumuje się ze spodziewanymi zarobkami tegorocznymi i dzieli na 24. Nasza zdolność ponoszenia wydatków na spłatę mieszkania, podatków i innych kosztów to 30 % tej wyliczonej sumy.

Przeciętna wypłata w USA wynosi $26 000. Dla małżeństwa zarabiającego takie pieniądze zdolność kredytowa wynosi $1300 miesięcznie. Pobieżny szacunek wskazuje, że para ta może sobie pozwolić na mieszkanie lub dom o wartości do $160 000.

Jutro cała reszta, proszę się nie gorączkować, że o czymś nie napisałem.

Share This Post

19 thoughts on “Zakup domu w USA część pierwsza

  1. “przekroju etnicznym, dochodach i wykształceniu sąsiadów oraz wiele innych.”
    Jak to to w USA sprawdza się przekrój etniczny sąsiadów, toż to rasizm. W PL tego nie ma ,to czy będę mieszkał na klatce z 6 rodzinami cygańskimi zależy od szczęścia lub mojego własnego nosa. Urzędnik lub system mi tego nie podpowie bo jest dyskryminacja- no i widać gdzie jest wiekszy postęp 😉
    A ja myślałem że z tym prezydentem to w USA nie będą sprawdzać koloru skóry – no i siurpryza.

  2. No wiesz slav, w Polsce możesz sprawdzać przekrój etniczny ale na wielkie odkrycia to bym nie liczył. Lepiej już sprawdzić czy sąsiedzi szamba czasem do rowu nie wylewają albo śmieci do lasu nie wożą – to może bowiem o wiele mocniej zaważyć na Twoim komforcie niż jakiś murzyn (o, pardon, antychryst) w domu obok.

  3. Rasizm to jest stwierdzenie ze wszyscy murzyni sa glupi, wiec trzeba ich zabic albo ze wszyscy Polacy to zlodzieje i pijacy. To sa nieprawdziwe i rasistowskie stereotypy. Stwierdzenie, ze 75% sasiadow jest Latynosami a 15% Rosjanami rasizmem nie jest, tylko stwierdzeniem faktu.

    Nikt koloru skory nie sprawdza. W czasie spisu powszechnego mozesz zadeklarowac dowolny lub zaden, nikt ci pistoletu go glowy nie przylozy.

    Kolor duszy za to sprawdza ksiadz proboszcz w Polsce i agentki systemu w moherach. Sprobuj byc innowierca, czarnym albo Cyganem, przekonasz sie znacznie mocniej czym jest rasizm niz jakbys mieszkal w Stanach.

    (Nie lubie slowa Rom tak jak Afroamerykanin – jak tak dalej pojdzie to wymysla zamiennik na Polaka – np. kontynuujac tradycje carskie Przywislennik).

  4. Co do mieszkań to racja. Niedawno szukałem czegoś na wynajem… Jedyna droga to zadzwonić i pójść pooglądać. Nikt nie poda całkowitych kosztów. Te same mieszkania na różnych serwisach… Zdawkowe informacje o domu. Trzeba umawiać się jeździć i oglądać czasem jakieś domki które odrzuciłoby się na wstępie.

    A co do tych agentów moherowych. No tak po prostu nie jest. Księdza można spokojnie nie wpuścić. Sąsiadów olać ale jeśli dobrze się trafiło to można się z nimi zaprzyjaźnić. Polsza się bardzo zmieniła w dużych miastach.

  5. @rzemysław Słomski

    Ja to amerykańskie info popieram – cenne informacje.P rzekornie się tylko pytam po co podawać przekrój etniczny dzielnicy w bazie związanej z transakcjami nieruchomości, skoro wszyscy ludzie są równi. Tego nie robi się w celach statystycznych tylko dla biznesu.Informacja ,że dzielnica jest zamieszkała np.w 75 % przez Latynosów służy binarnie :a. do osiedlenia się tam lub b. do unikania tej dzielnicy. Przecież etniczna przynależność wiele mówi np. o kolorze skóry.I to jest segregacja rasowa w bazach danych. Nasi europejscy zwolennicy równości i braterstwa takich danych raczej nie umieszczaliby w bazach. A to ,że swego czasu nieopatrznie wlazłem do złej dzielnicy w Paryżu (zamieszkałej przez brać nie lubiąca białego człowieka) poczułem w postaci lecących z balkonów butelek i bazy danych wtedy nie zdążyłbym otworzyć na laptopie. Trzeba było wiać nie sprawdzając składu etnicznego mieszkańców.

  6. > Jakoś nigdy nie słyszałem obaw przed najazdem
    > Niemców czy Żydów, planujących wykupienie
    > bezcennej amerykańskiej ziemi.

    Bo widzisz Doxa, Niemcy i Zydzi nie sa uniwersalni i kazdy ma swoich wlasnych “Niemcow i Zydow”. W USA “Zydami” od 20 lat byli zarazeni wirusem HIV, ktorym nie wolno tam bylo wjechac, Japonczycy, ktorych w trakcie wojny en masse internowano, czy – w tej chwili – Arabowie. A jak jeszcze troche poczekasz, to moze beda tez Chinczycy.

  7. “Kolor duszy za to sprawdza ksiadz proboszcz w Polsce i agentki systemu w moherach. Sprobuj byc innowierca, czarnym albo Cyganem, przekonasz sie znacznie mocniej czym jest rasizm niz jakbys mieszkal w Stanach.”

    W PL w dużych miastach nikt się już nie przejmuje wyznaniem człowieka – to się zmieniło, modny jest raczej ateim niż moheryzm. Na wsiach zgoda – tam jest tradycyjnie pojmowany polski zaścianek, a i to się zmienia ze względu na silną emigrację zarobkową i przywożenie z zachodu przez młodych nowych idei na wieś. Co do trudności w asymilacji ludzi o innym kolorze u nas w PL – zgoda. Ale nie jest to regułą. Np. chodzę do dobrego stomatotoga Araba, który żyje sobie u nas jak pączek i nic mu nie przeszkadza. Problem ten jest w PL marginalny ze względu na silna jednorodność etniczną. Brak dobrych zasiłków i klimat nie zachęca tu ludzi do osiedlania i nie ma to związku z reklamowana polska niechęcią do obcych. Jako przykład można podać silną kolonię wietnamska w Pl , której klimat nie przeszkadza a pieniądze sami tu zarabiają. I Polacy tą ich pracowitość cenią i nikt nie rozwala im sklepów i barów. Często jemy chińszczyznę u Wietnamczyków i sobie to chwalimy.

  8. Ano Witnamców każdy lubi bo pracowici itp. Za to wszyscy jeżdżą po romach z niewiadomych powodów;D.

  9. @slav
    “rzekornie się tylko pytam po co podawać przekrój etniczny dzielnicy w bazie związanej z transakcjami nieruchomości, skoro wszyscy ludzie są równi.”

    wystarczająco odpowiedzią powinno być: “bo ludzie chcą to wiedzieć”. Jest popyt na wiedzę więc jest podaż i nic ci do tego.

  10. Takie Jeden Los:
    niektorzy ludzie maja obawy przed arabami a moze latynosami, nie zmienia to jednak faktu, ze prawo pozwala cudzoziemcom – jakimkolwiek – kupic nieruchomosc albo ziemie w USA.

    Obliczanie zdolnosci kredytowej nie jest takie proste.
    Owszem zarobki to jedno, ale bardzo wazna czescia jest tez credit score, wyliczany przez agencje ratingowe. W USA sa w tej chwili 3 takie agencje, wszystkie uzywaja podobnego oprogramowania.
    Jesli ktos mial jakis niesplacony dlug, ktory poszedl do collecting agency (np. niezaplacone rachunki od lekarza, pozyczka szkolna etc.) to rating spada i to czasem nawet sporo. Im nizszy rating, tym wieksze bedzie oprocentowanie pozyczki pod hipoteke.
    Jesli komus zdarzylo sie foreclosure albo short sale, to jego zdolnosc kredytowa (nawet jesli przez ostatnie pol roku ma znakomicie platna prace) jest umoczona totalnie na 7-3 lat.
    Mozna pęknac, a bank wtedy pozyczki nie udzieli. Ba, zadna firma od kart kredytowych nie otworzy konta.

  11. @Futrzak

    Te ratingi to sobie mozesz wsadzic… no wiesz gdzie. Roznica pomiedzy agencjami wynosi czasem 150 pkt. Czyli w jednej agencji masz good, a w drugiej fair albo poor. FICO to tez kicha.

    Teraz w USA dom to za gotowke, najlepiej zadzwonic do banku i zapytac o nieruchomosci przejete przez komornika. Skladasz oferte za 50% i dolaczasz czek – Take it or Leave it. Dziala. Skutecznie.

  12. @Nonbeliver

    W moim przypadku różnica między FICO z różnych agencji wynosi może ze 20 pkt. 150 brzmi nierealnie, nie chce się wierzyć.

    Nie wiem gdzie mieszkasz, ale u mnie w Chicao takie oferty nie przechodzą. Banki nie chcą przyjmować takich ofert. Poza tym mało kto ma taką gotówkę, by móc wypisać taki czek.

  13. Nonbeliver:
    powiedz to firmom ratingowym – gdzie maja sobie wsadzic swoje scores – a nie mnie.
    Poza tym nie spotkalam sie jeszcze z roznica 150 pkt.
    Maxymalnie co widzialam to bylo 50pkt, przez 11 at zycia tutaj.
    Nie wiem skad sobie bierzesz takie dane.

    Odnosnie kupowania domu tez – tak sie sklada, ze akurat kumpel kupil dom w Atherton CA za 50% gotowki. Mial ogromne problemy z dostaniem kredytu na reszte – dopiero piaty bank sie zgodzil a i tak przeciagali procedure w nieskonczonosc. Sam czek nie wystarczy, musisz zlozyc wyciag z konta z ostatnich dwoch lat, podatki za ostatnie 2 lata i cala mase innych papiurkow.

    Dzialalo skutecznie i bez problemu to zanim sie rynek nieruchomosci zawalil.
    Teraz jest tak, jak jest.
    W moim kompleksie byly dwa unity z foreclosure. Jeden ktos chcial kupic calkowicie za gotowke, ale za 70% ceny i bank sie nie zgodzil.
    Woleli wycofac chalupe z rynku a potem wystawic ponownie na licytacji. Znow nie dostali, co chcieli, wystawili spowrotem na rynek… wisi im i powiewa, czy ktos ma gotowke czy nie, jesli nie zaplaci ceny, jaka chca.
    Dopoki chalupa sie nie sprzeda, to figuruje zaksiegowana w banku jako asset. Co sie wiec beda spieszyc i sprzedawac za mniej.

  14. @Sloma & Futrzak

    Niezrozumieliscie mnie. Chodzilo mi o to, ze za calosc place gotowka, ale oferte skladam na 50% wartosci. Mam margines zeby sie targowac z duza szansa na upust.

    Co do agencji, to ja wlasnie tak mam. Roznica siega dokladnie 135 puntkow. Najsmieszniejsze jest to ze nigdy nie zbankrutowalem, nigdy nie spoznilem sie ze splata – place na czas i tyle ile trzeba – a nawet wiecej, nigdy nie bylem tez ponad limit, nie mam zadbych negativ. Dzwonilem do agencji ale mowia ze oni tak to licza i co ja sie czepiam.

  15. Nonbeliver:
    ale w ostatnim moim komentarzu wlasnie o tym napisalam: ktos chcial kupic calkowicie za gotowke, ale za 70% ceny i bank sie nie zgodzil, woleli dalej czekac.

  16. Najlepiej jest wziac pozyczke typu FHA, co rządowe to rządowe… Po co hienom w bankch dawać zarobić…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *