Licencja na oszukiwanie

Czasy są bardzo niepewne. Mówi się o nadchodzącej konfiskacie złota, wiele się słyszy o mającym nastąpić spadku wartości metali szlachetnych, jakże niepraktycznych, nieprzynoszących odsetek i niemożliwych do zjedzenia. Jak to skwitował kiedyś Buffet – It does not make sense to dig up gold from the ground, and bury it again – nie ma sensu wykopywać złota by potem je z powrotem zakopać. Kierując się tą mądrością spotkałem się z dwoma licencjonowanymi doradcami inwestycyjnymi, pytając czy powinienem pozbyć się złota i co zrobić z gotówką. Pierwszym z nich był pan krawaciarz z JP Morgan Chase.

Pan doradca wyraził zdziwienie jak można było być tak nierozsądnym by kupować złoto. Wiadomo przecież, że w długim okresie czasu giełda zawsze idzie w górę. W tym momencie pokazał mi wykres DOW, oczywiście bez poprawek na inflację. Zamiast posiadania metali miły pan zaproponował mi zakup funduszu inwestycyjnego JPMorgan Investor Growth A. Jakakolwiek dywersyfikacja ma być rzekomo zbędna – fundusz sam w sobie jest zdywersyfikowany.

Zalecany fundusz okazał się bardzo ciekawy przy bliższym zbadaniu. Okazało się, że instrument ten naśladuje indeks DOW JONES, i to w sposób nieudolny. (Fundusz wykreślony jest na niebiesko, indeks na czerwono.) Przez pierwsze dwa lata fundusz przeganiał indeks, potem sytuacja uległa odwróceniu.

Inwestowanie w taki instrument jest totalnie pozbawione sensu a jego zalecanie klientowi jest nadużyciem.

Wobec tego przeszedłem na drugą stronę ulicy do siedziby Bank of America. Wcześniej w tym miejscu był LaSalle, własność ABN Amro, dobrze znany polskim klintom. BoA kupił LaSalle przed samym kryzysem – myślę że z perspektywy czasu menadżerowie ABN Amro deal ten uważają za najlepszy interes życia. Dziś siedziba tego banku wygląda jak wymarła. Z dawnej obsady została mniej niż połowa personelu. Na szczęście jednak dałem radę złowić bankiera, który wyjaśnił że bank współpracuje z doradcami Merrill Lynch, firmy obecnie posiadanej przez BoA. W ten sposób miałem okazję zetknąć się z drugim z doradców.

Przyznać trzeba, że ten pan był znacznie bardziej profesjonalny niż poprzedni, ale żądający za swoją prace spore wynagrodzenie. Otrzymałem propozycję zarządzania kapitałem za 2% jego wartości rocznie oraz wstępną propozycję portfolio:

30% Loomis Sayles Strategic Income A  (MUTF:NEFZX)

10% Allegiant Ultra Short Bond I  (MUTF:ASDIX)

10% Federated Adjustable Rate Secs Instl  (MUTF:FEUGX)

50% BlackRock Global Allocation I  (MUTF:MALOX)

Propozycja ta zupełnie mnie nie przekonała. 2% rocznej prowizji za sprzedaż komuś kilku funduszy inwestycyjnych. to jest rozbój. Co więcej, opłata niezależna od wyników inwestycyjnych jest zupełnie nieakceptowalna.

Inną kwestią są wyniki uzyskiwane przez te fundusze. MALOX stanowiący połowę inwestycji naśladuje wyraźnie zachowanie DOW. Nieco lepsze wyniki niż giełda można wytłumaczyć jedynie tym, że nędzne 1,82% fundusz lokuje w złocie i 1,48% w europejski indeks giełdowy – menadżerowie grają na osłabienie dolara. FEUGX nie przynosi w ogóle prawie żadnego zysku i jest potencjalnie radioaktywnym produktem, składających się ze obligacji opartych na nieruchomościach. NEFZX jest funduszem obligacji, który nie zabezpiecza przed krachem finansowym, co widać po gwałtownym spadku notowań w czasie najgwałtowniejszych perturbacji na rynkach. ASDIX jest funduszem opartym na obligacjach o krótkim okresie zapadalności, nic nadzwyczajnego ale chyba najmniej szkodliwym dla inwestora spośród wszystkich produktów w tym portfelu.

Wniosek płynący z tego eksperymentu jest następujący – pan w okienku bankowym jest wrogiem inwestora. Udziela porad bezwartościowych a być może nawet szkodliwych. Licencje, które musi posiadać są farsą obliczoną na zamydlenie oczu publice. Chcesz stracić – słuchaj ‘ekspertów’ w banku. Przekonało się o tym wielu inwestorów w Polsce, namówionych przez pryszczatych krawaciarzy na zakup opcji i funduszy w najmniej korzystnym momencie.

Loomis Sayles Strategic Income A

Share This Post

16 thoughts on “Licencja na oszukiwanie

  1. Ojej, sprzedawcy funduszy inwestycyjnych zaproponowali kupno funduszy zamiast złota. Niedobrzy sprzedawcy, niedobrzy.

  2. A nie lepiej bylo iśc do placówki gdzie są polskie dziewczyny? Np. na Harlem/Belmont bodajze? Moze nie umieją doradzać ale napewno mozna cos wyrwać. A kolega tylko do Latynoskich chłopców podążył 😀

  3. Futrzak: odkąd nazywanie sprzedawców ‘doradcami’ stało się powszechną praktyką. Gdyby ów ‘doradca’ wiedział jak skutecznie pomnażać majątek to by nie siedział za biurkiem na marnym etacie.

  4. Ja również teraz mam do czynienia z takimi “ekspertami”. Właśnie likwiduję ojcu IKE w ING. Miały być kokosy i emerytura pod palmami. Można powiedzieć, że nadal jest bardzo egzotycznie – mój ojciec został nabity w bambuko.

    Jako osoba nie mająca dużej wiedzy o finansach zaufał “ekspertowi”. Efekt – wpłacił około 10 tyś zł, może wyciągnąć około 6,8tyś. Wg pani agentki ING ojciec, zrobiłby bardzo kiepski interes, gdyby teraz zlikwidował polisę, bo teraz będzie pobierany dużo mniejszy procent od każdej składki (tylko 5%)!

    Poprosiłem ją, by przesłała mi projekcje dotyczące tego ile będzie z tego funduszu z kilka lat. Wysłała mi ładną tabeleczkę o tytule “przewidywana wartość polisy przy wzrostu wartości funduszu o 5% rocznie”. Wartości nie były zachęcająca, doszedłem do wniosku (bo teraz ja się tym zajmuję), że w sumie się nie opłaca – jakikolwiek zwrot inwestycji nastąpiłby dopiero po chyba 8 latach (nie licząc oczywiście inflacji).
    Ale to jeszcze pikuś. Czerwona lampka zapaliła się przy nazwie tabelki, a konkretnie tym jego fragmencie:
    “wzrostu wartości funduszu o 5% rocznie”

    Sprawdziłem o ile “przyrastała” wartość funduszu i okazało się, że średnia za 2 lata jak ojciec “oszczędzał” to było około -27% 🙂
    Ta wartość to jest tylko wartość funduszu, bez uwzględnienia opłat jakie ING za to “zarządzanie” pobiera…

    Poprosiłem zatem by pani “ekspertka” zrobiła mi tabelkę o tytule: “przewidywana wartość polisy przy wzrostu wartości funduszu o (średnią wzrostu funduszu z ostatnich 5 lat).”

    Pani powiedziała mi, że dane o rocznych wynikach są na stronie ING, ona takiej tabelki nie jest w stanie zrobić. Ona może mi co najwyżej wysłać tabelkę przy założeniu 1;3;5 procent wzrostu funduszu. Strata? No takiej opcji ING nie przewiduje. Przynajmniej w materiałach marketingowych dla klientów.

  5. Kieruj się tym co mówią doradcy a będzie zimą w trampkach chodzić;-)

    Podstawowa nauka dla każdego inwestora płynie taka, że zyski i straty biją jego kieszeń i to on jest za nie odpowiedzialny. Taki doradca łapie nas w chwyt psychologiczny, abyśmy mogli na niego zwalić winę w przypadku straty. Ja do tego celu mam na spółkę ze Stirlitzem psa Szarika. Wychodzi zdecydowanie taniej, pomimo, że on fiat money nie przyjmuje jako wynagrodzenia;-)

  6. Za marne 2% mógłbyś chodzić po mieście i mówić że VicePresident Banku haruje po nocach żeby zarobić na Twoja emeryturę pod palmami.

    Za taki lans to taniocha.

    😉

    KJ

  7. Byl moment ze zaufalem analitykom i doradcom i zaraz wtopilem 12 tysiecy PLN.Na szczescie potem zmadrzalem i robie mniej wiecej na odwrot mainstremowych “porad”.”Dziwnym trafem” jakos wychodze na tym do przodu.

  8. “Gdyby ów ‘doradca’ wiedział jak skutecznie pomnażać majątek to by nie siedział za biurkiem na marnym etacie.” – powszechny błąd w rozumowaniu. Jak nie masz kasy, to bardziej opłaca się namawiać na twoje pomysły innych za prowizję. Dopiero jak już masz dużo kasy, to bardziej opłacalne staje się stosowawnie własnych strategii samemu, na własnych pieniądzach.

    @WM: ci doradcy to są marnie opłacani idioci, oni naprawdę nie umieją się wybić ponad zrobione im przez “górę” w excelu trzy warianty na krzyż. Nie ich wina.

    Ogólnie to wiadomo, najlepiej zarządzać swoimi pieniędzmi samemu, tym bardziej na tak ułomnym rynku kapitałowym, jak nasz. A jak ktoś nie ma pojęcia o inwestowaniu w akcje, towary czy opcje, to ostatnią sensowną rzeczą, jaką może zrobić, jest iść do doradcy. Taki ktoś powinien założyć sobie zwyczajne konto oszczędnościowe (takie bez Belki) albo lokatę – proste.

  9. 😉 @panika. Przez znajomą poznałem dosyć dobrze polskie firmy doradztwa finansowego. Polegało to mniej więcej na tym, że zbieranina ludzi która nie miała pracy, wyleciała ze studiów lub studiowała nieżyciowy kierunek szła na kurs! Kurs był ,,fundowany” przez perspektywiczną firmę która szukała posłusznych powtarzaczy swoich racji. Dostają gadżety naklejki teczki i formularze z dużymi rysunkami i mają za cel co miesiąc sprzedać więcej niż w poprzednim. Ci którzy wytrzymają ten radosny bezsens i oszustwo awansują i sami robią kursy i zyskują własnych pracowników. Zwykle ich firma matka ma podpisane 3 umowy z 3 bankami których produkty sprzedają jako te najlepsze i dbające o klienta. O wiedzy takich pracowników o rynku nawet nie wspominam.

    2 mój kontakt z takimi to rozmowy o sponsoringu drużyny w której trenuje. Zawsze przychodzili tacy zachwycali się roztaczali piękne wizje a potem kończyło się na oferowaniu nam ubezpieczenia na sezon które jakoś dziwnie nie obejmowało sportów ekstremalnych. Dobrze, że nauczeni doświadczeniem zawsze to sprawdzaliśmy. Pieniędzy oczywiście na oczy nikt nigdy nie zobaczył.

  10. Doxa, z wizytówek widać że zarówno Chase jak i Merril Lynch przysłali swoich Vice-Presidentów żeby Ci sprzedali jakiś fundusz. No, to sie nazywa poważne podejście do klienta. Ale co z tego – dają Ci szampan i kawior a Ty wybrzydzasz, jak jakiś cholerny polaczek.

  11. Zgadzam sie calkowicie z negatywna ocena tzw bankierow inwestycyjnych i ich wiedzy rynkowej. Trzeba tez pamietac, ze ladnie brzmiace tytuly jak wice-prezydent oznaczaja pozycje rownie daleko polozona od prezydenta banku jak porucznik od generala.

  12. @ panika2008
    Racja jak mówisz, lepiej byłoby założyć konto oszczędnościowe w banku. Chyba w Mbanku mają takie w których kapitalizacja jest dzienna, więc odsetki są mniejsze niż 1 zł, więc nie jest płacony od tego podatek Belki. Wychodzi jakoś 5-7 % na rok. Trochę więcej niż inflacja, ale przynajmniej się nie traci. Zakup złota/srebra wydaje się jednak jeszcze pewniejszy.

    Ogólnie to będę się budował, tworzył samowystarczalne gospodarstwo rolne. W ten sposób zminimalizuje moje wydatki na emeryturze, co przełoży się na niższą potrzebę zarabiania pieniędzy i karmienia finansowo-państwowego trolla. Libertarianizm zaczyna się w ogrodzie…

    @Ghanima

    Mam identyczne doświadczenie:) z doradcami. Moja znajoma, która nie mogła się odnaleźć na studiach została doradcom finansowym. Gdy powiedziałem jej, że jestem bezrobotny (aktualnie żyję z oszczędności i rozkręcam moje biznesiki i fundacje) po jakimś czasie zadzwonili do mnie z tej firmy w której pracuje moja koleżanka i zaproponowali mi pracę. Nie jestem jakimś fetyszystą wykształceniowym, ale skoro chcieli zatrudnić mnie, to o czymś to świadczy. Nie chodzi mi o to, że jestem głupi, czy coś – uważam się za całkiem rozsądnego człowieka… Ale moje formalne wykształcenie ma się do doradztwa finansowego jak kozia dupa do waltorni… Jestem technikiem masażystą 🙂

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *