Dyskryminacja … mężczyzn

Życie w kraju z niskim poziomem równouprawnienia kobiet paradoksalnie wiąże się z dyskryminacją mężczyzn.W sądach rodzinnych istnieje nadreprezentacja sędzin – wiadomo przecież, że kobieta najlepiej zna się na sprawach rodzinnych ‘z natury’ i strach ją obsadzić w wydziale karnym – kobiety są za delikatne żeby zadawać się z przestępcami. A sędziny orzekają tak, jak można się tego spodziewać po patriarchalnym społeczeństwie – mężczyźni nie mają żadnych praw, ponieważ ‘z natury’ nie znają się na wychowywaniu dzieci. Lepiej, żeby dziecko zostało z matką pijaczka, niż by miał się nim zajmować mężczyzna.

Większość mężczyzn nie zdaje sobie z tego sprawy, do momentu gdy się z tym nie zetknie w bolesny sposób. Anglosasi nazywają to ‘uczenie się trudniejszą drogą’. Jest dokładnie tak jak z prawnikami. Mało kto wie, że adwokaci nie zasługują na ‘zaufanie publiczne’. W ogromnej większości to cwaniacy żyjący ze zrabowanej przez kogoś kasy, którzy wkręcili się na aplikacje po znajomości lub za łapówkę. Publiki to nie interesuje. Poszczególne jednostki dowiadują się o realiach, gdy skończą prawo i próbują dostać się na aplikację. Identyczna sprawa dotyczy wszystkich zawodów zamkniętych – publika uważa że licencjonowanie ich chroni, do momentu gdy probóją zdobyć daną licencję. Wtedy okazuję się, że licencje chronią wyłącznie tych, którzy już je posiadają.

Paradoksalnie to mężczyźni korzystają z emancypacji bardziej niż kobiety. Jaskrawym przykładem jest łatwiejszy dostęp mężczyzn do sexu. Istnieje grupa singielek, kobiet które pracują, są w stanie się utrzymać i przez to mogą podejmować kontakty z mężczyznami. 100 lat temu to zjawisko nie istniało. Kobiety były pod baczną opieką rodziców lub wychodziły za mąż, i stawały się własnością męża. Nie znaczy to, że sexu pozamałżeńskiego nie było. Był – tylko znacznie bardziej utrudniony niż dziś.

Share This Post

9 thoughts on “Dyskryminacja … mężczyzn

  1. To że dawniej nie było “instytucji” singielki nie oznacza, że nie było kobiet o takim podejściu do życia jak te współczesne. Nie uważam, aby seks pozamałżeński był dawniej “znacznie bardziej utrudniony”, był raczej “znacznie bardziej utajniony”. Ludzie byli bardziej dyskretni niż dzisiaj właśnie ze względu na surowsze normy społeczne, ale tak samo mieli swoje potrzeby i tak samo je realizowali jak i dzisiaj.

  2. Zamykanie zawodów to kurestwo. Osobiście sprzeciwiam się rękami i nogami takiemu zamknięciu informatyki, mimo że sam nie miałbym najmniejszych problemów z dostaniem papierów (nie żeby się przechwalać, piszę anonimowo: dyplom z jednej z najlepszych informatyk w Polsce, certyfikaty branżowe, doświadczenie). Uważam jednak, że zamknięcie informatyki przyniesie gigantyczne szkody – wielkie, stojące tanimi studentami kołchozy (jak Comarch) i tak znajdą sobie furtkę, a do zawodu zostanie niedopuszczonych wielu genialnych ludzi.

  3. Autorze, napisałeś: “Paradoksalnie to mężczyźni korzystają z emancypacji bardziej niż kobiety. Jaskrawym przykładem jest łatwiejszy dostęp mężczyzn do sexu.”.

    Twoja teza jest prawdziwa tylko wówczas, gdy zdefiniujesz korzyść mężczyzny jako funkcję dostępu do łatwego seksu z singielkami (z singielkami, których obecnie jest znacznie więcej niż 100 lat i są znacznie bardziej wyzwolone). Zdefiniuj korzyść mężczyzny inaczej – jako sukces ewolucyjny osiągnięty dzięki założeniu licznej rodziny z tradycyjną żoną i z ośmiorgiem dzieci – nie widzę żadnych przeciwwskazań dla takiej definicji. W przypadku takiego zdefiniowania korzyści mężczyzny sprawy się komplikują, bo w świecie pełnym singielek i przelotnych związków znacznie, znacznie trudniej jest znaleźć odpowiednią kandydatkę do roli matki i żony. Między innymi z tego powodu rozwija się dziś na świecie turystyka matrymonialna.

  4. Franz:
    zakladasz, ze wspolczesni mezczyzni nic, tylko marza o posiadaniu zony i co najmniej szostki dzieciakow.

    Tylko, ze to ma sie nijak do rzeczywistosci.
    Nie zapominaj, ze czlowiek to nie zwierze a my nie zyjemy w czasach jaskiniowych.
    Naczytales sie biologow ewolucyjnych a oni zapominaja, ze jest takie zjawisko jak kultura, cywilizacja, lekarze i leki, antykoncepcja a ludzie nie zyja jak oddzielne wyspy nie polaczone z tym, co sie dzieje na zewnatrz nich.

  5. @futrzak

    Akurat biolodzy ewolucyjni twierdzą że mężczyźni dążą do kopulacji z jak najwieksza liczbą partnerek, bo ta strategia maksymalizuje ilość potomstwa

  6. Mężczyzna, który za miarę sukcesu uznaje bezpotomną kopulację z jak największą ilością kobiet, ma niedorozwinięty system wartości.
    Dodatkowo ma też niedorozwiniętą wyobraźnię, bo nie dociera do niego jak będzie wyglądało jego życie gdy jego atrakcyjność i możliwości kopulacyjne się zmniejszą.

  7. jako:
    a “potomna” kopulacja z jak najwieksza liczba partnerek swiadczy o czym? 😉
    To dopiero swiadczy o niedorozwinietej wyobrazni.

  8. @goodgirlproject
    W przetrwaniu genów nie idzie o opiekę nad potomstwem, ale o posiadanie jak największej ilości potomstwa, które może później wymierać na różnej maści choroby, zostać czyimś obiadem tudzież wygrać nagrodę Darwina. Więc im więcej potomstwa, tym większe szanse na to, że potomstwo zostawi swoje potomstwo itd aż do ad mortem defecatem, tudzież tego czy innego 2012 (tak zwana jedyna forma nieśmiertelności jaką nam mamusia natura dała).

    Proste?

    Tak więc czy ma się wyobraźnię czy nie, im więcej się spłodzi, tym większy sukces się odniesie, przy czym wątpię, żeby ktoś przebił Czyngis Hana czy jak mu tam było (już nie pamiętam czy bezpośrednio miał około 1000 czy 10 000 potomków).

    Choć ze względu na swoją wrodzoną odpowiedzialność, stwierdzam, że 2 – 3 sztuki dobrze odżywionego i wykształconego potomstwa zapewnią mi wystarczający sukces.

  9. llukiz:
    doczytales tylko pierwszy rozdzial zdaje sie. Samo zaplodnienie 100 samic nic nie gwarantuje jesli samica potomstwa nie urodzi i nie odchowa na tyle, zeby ono doroslo w sensie biologicznym i wydalo nastepne potomstwo.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *