Dług

Antyglobaliści i ludzie nastawieni krytycznie do współczesnego kapitalizmu za cel sam w sobie stawiają pozbycie się długów. Jak argument padają nawet kwestie religijne – w islamie i we wczesnych chrześcijaństwie lichwa jest zabroniona, przy czym sama lichwa jest różnie zdefiniowana – od pobierania jakichkolwiek odsetek do pobierania odsetek ponad granice ustalone prawem i przyzwoitością.

Przeciwne nastawienie mają wyznawcy konsumpcjonizmu. Jest sporo osób, które wierzą że po studiach należy zakupić na kredyt dom wraz z całym wyposażeniem i dwoma samochodami. Taki styl życia w wielu kręgach przyjmowany jest za taki, do którego należy dążyć. Przed ślubem przyszli małżonkowie planują jak najbardziej się zadłużyć, otrzeźwienie przychodzi dopiero po ślubie, gdy zaczyna się mozolne płacenie odsetek. Dramat zaczyna się gdy jeden z małżonków traci pracę i jedna pensja przestaje wystarczać na spłaty. Dziś widzimy jak setki tysięcy rodzin wyrzucane są na bruk i tracą to wszystko co spłacali. Mało które małżeństwo wytrzymuje tak twarde zetknięcie z rzeczywistością.

debt

Co gorsza, utracjusze stawiani są za wzór, oto ludzie którzy opływają w luksusy. Ich wyciągów z kart kredytowych nikt nie widzi. Ludzie skromnie żyjący uznawani są za ‘dziadów’ i ‘sknery’. Rządy wspierają samobójcze poczynania ‘wydawaczy’ – konsumpcja jest dziś uznawana za motor rozwoju gospodarczego. Oszczędzający karani są niskimi odsetkami, podatkami od zysków kapitałowych i podatkiem inflacyjnym, czyli spadkiem wartości zaoszczędzonej waluty na skutek jej inflacji.

Oba powyższe strategie są błędne – dług jest narzędziem i musi być używany rozumnie. Nikt rozsądny nie wzywa do wycofania z użytku młotków, tylko dlatego że można stłuc sobie palec. Zarówno kredyt jak i młotek mogą być używane w złym lub dobrym celu.

Dług nie może być wykorzystywany do konsumpcji – jeżeli dotychczasowe dochody nie są wystarczające dla osiągnięcia akceptowalnego poziomu życia, zadłużenie tylko pogorszy ten stan. Przychody pozostaną te same, a wydatki zostaną zwiększone o koszty obsługi długu. Różnica która pozostanie w kieszeni jest mniejsza – poziom życia ulega obniżeniu.

Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy zadłużamy się w celu inwestycyjnym. W takiej sytuacji zwiększa się nasz dochód z którego możemy spłacać kredyt.

Granica między tymi dwoma rodzajami długu jest płynna i wskazane jest intensywne posługiwanie się mózgiem. Wymiana 3 letniego samochodu na nowy (na kredyt) jest absolutnie pozbawiona sensu ekonomicznego – ‘zarzynamy’ się finansowo bez zwiększenia dochodu. Zakup samochodu ma sens gdy wymienia się samochód na egzemplarz spalający znacznie mniej paliwa lub kupuje się pojazd by podjąć nową pracę, nieosiągalną dla pasażera komunikacji miejskiej.

Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku zakupu nieruchomości. Kupno mieszkania gdy spłaty wynoszą 2-3 krotność czynszu za mieszkanie o zbliżonym metrażu jest zakładaniem sobie pętli na szyję. Kupno, gdy spłata i czynsz są porównywalne jest budowaniem sobie kapitału na przyszłość, który można wykorzystać przy przekazywaniu międzypokoleniowym lub jako zabezpieczenie emerytalne.

Zadłużanie się na kilka dekad ma też tą zaletę, że bierzemy udział w zakładzie o los waluty w której zaciągamy kredyt. Współczesne państwa są technicznie bankrutami, mamy przypuszczenie graniczące z pewnością, że w przyszłości nastąpi moment, w którym dojdzie do jawnej deklaracji bankructwa. Zwyczajnie dojdzie do sytuacji w której zostaną wyczerpane możliwości zadłużania się danego państwa i roszczenia wierzycieli (obligatoriuszy, emerytów) zostaną zrealizowane zadrukowaną makulaturą.

Share This Post

3 thoughts on “Dług

  1. Genialny wpis ale skąd pewność, że niewypłacalność państwa spowoduje hiperinflację ?
    Niewypłacalność kilku % kredytobiorców w USA wywołała raczej ssanie $ z innych części świata i uparcie podnosi $ od prawie 2 lat do góry mimo działań FED.

    Przecież w większości krajów utrzymuje się oficjalny pogląd jakoby bank centralny był niezależny i oddzielny od państwa nieprawdaż ;)? Rząd federalny to tylko największy dłużnik i zawieszenie spłaty odsetek ze względu na deflację będzie dobrym wytłumaczeniem.

  2. Calkowicie sie zgadzam z tym artykulem. Powiem szczerze (az wstyd sie przyznac) mam wyzsze wyksztalcenie inzynierskie, w UK robie nastepny jego etap, ale ekonomia jest dla mnie czarna magia. Kieruje sie tylko i wylacznie matematyka w tym: ile mozna zyskac ile stracic jest dla mnie najlepszym wyznacznikiem czy pchac sie w cos czy nie. Wlasnie ostatnio moja zona starala sie mnie namowic na hipoteke. Tak jak jest to wyzej nadmienione – gdzie jest sens kiedy za ta hipoteke placilibysmy 3 razy wiecej niz za czynsz?
    Co do samochodu – no coz, moze i petla na szyje, ale my sie zdecydowalismy. Samochod spala tyle samo co stary, komfort jazdy znacznie lepszy a to jest nagroda za wszystkie wyrzeczenia jakich doswiadczylem od 24 roku zycia kiedy poszedlem sciezka edukacji (mam tereaz 35 lat). Cos od zycia tez sie przeciez nalezy?
    Konstruktywna krytyka pod moim adresem bardzo mile widziana.

  3. Z tym stawianiem na bankructwo to różnie bywa. Japończycy, którzy, patrząc w okolicach 1990 roku na szybko spadające stopy procentowe i relatywnie wysoką jeszcze niedawno inflację, myśleli podobnie i na łeb na szyję zapakowali się w nieruchomości. A tu dupa, przez 20 następnych lat skumulowana inflacja jest na poziomie błędu statystycznego (na przemian okresy lekkiej inflacji i deflacji), za to nieruchomości spadły o 80% i jakoś nie za bardzo chcą się podnieść.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *