Psucie państwa

Jedynym powodem, dla którego wyborcy dotąd nie pojmali rządzących, nie oblali ich smołą, nie posypali pierzem i nie przepędzili głównymi ulicami, jest utrzymywanie ludu w ciemnocie. Aktualnie największym zmartwieniem rządzących jest utrzymanie pospólstwa w niewiedzy ekonomicznej. Pieniądz to dziś największa siła i najsmakowitszy kąsek, nie ma potrzeby żeby wyborcy rozumieli co się dzieje.

Właśnie z takiego powodu kler był przeciwny masowemu drukowi i tłumaczeniu Biblii z łaciny na języki narodowe. Księża byli w swoim przekonaniu jedyną grupą ludzi, którzy mieli mieć dostęp tego dzieła. Lud miał przychodzić na msze, dawać na tacę i łykać wszystko co usłyszał. Na lekturę we własnym zakresie i dyskusję z poglądami księdza dobrodzieja nie przewidziano miejsca. Dziś co prawda Biblie można nabyć bez żadnego problemu, lecz kler nadal nie zachęca do jej studiowania. Odłamy chrześcijaństwa, które to praktykują, nazywane są oszołomami. Paradoksalnie, pozbawiona głębi obrzędowość katolicyzmu, sprowadzana do tacy i paru świąt w roku, jest promowane przez kler. Najważniejsze to mieć władzę i ostatnie słowo, nawet za cenę totalnej pustki intelektualnej katolicyzmu.

Warto jednak zauważyć, że utrzymywanie pospólstwa w ciemnocie nie jest strategią opłacającą się rządzącym. Kler stracił ogromnie na znaczeniu w porównaniu do władzy sprzed wieków. Brak powszechnego szkolnictwa, umożliwiający późniejsze pisanie i czytanie wywrotowych materiałów, nie ochroniło żadnego z władców przed upadkiem. Zamiast tworzyć warunki dla edukacji społeczeństwa, przez co powstaje stabilna politycznie klasa średnia, tworzy się zasłonę dymną, skuteczną na jakiś czas. Postępu nie da się jednak zatrzymać i zawsze przychodzi czas, gdy jednostki światłe dochodzą do głosu, znajdują posłuch milionów i zrzucają tyranów z tronów.

Pomijając niezrozumienie i obojętność dla kursu ekonomicznego aktualnego rządu, istnieje inna konsekwencją złego stanu szkolnictwa, dużo gorsza. Ciemny lud nie potrafi ocenić stopnia realności otrzymywanych obietnic, a przecież nie ma takiej obietnicy obecnego rządu, której nie można by przebić. Za wysokie podatki? Zmniejszymy podatki i zwiększymy świadczenia! Bieda? Wydrukujemy i rozdamy wszystkim pieniądze. Zmęczenie pracą? Emerytury dla wszystkich od 40 roku życia!

Psucie państwa ma miejsce w każdym kraju świata, lecz w państwach biednych są bardziej widoczne, jako że zasobów do zmarnowania/zrabowania jest mniej. Weźmy przykład Polski. Rząd wystąpił z propozycją zmniejszenia ilości środków odprowadzanych do OFE. Krok ten praktycznie likwiduje całą reformę emerytalną i jest podyktowany wyłącznie chęcią tymczasowego ratowania sytuacji budżetu, zbliżającego się do granic możliwego zadłużenia. Oczywiście, od samego początku koncepcja OFE, odbierająca podatnikom pieniądze, wypłacająca krawaciarzom sute prowizje i lokująca środki w rządowe obligacje pozbawiona była sensu. Problem tkwi jednak w tym, że nie naprawia się sytuacji – nie odbiera się przywilejów wąskiej grupie potrafiącej rzucać mutrami, nie likwiduje się KRUSu, który przynosi przywilej wąskiej grupie rolników kosztem całego narodu. Robi się chwilowe ‘reformy’ jeszcze głębiej pogrążające kraj w problemach. Zmniejszenie składek do OFE nie spowoduje spadku zadłużenia budżetowego, lecz wyłącznie pozwoli oszukać nałożone konstytucyjnie ograniczenia. Muzyka ma jeszcze grać przez pewien czas.

Jako żywo staje przed oczyma obrazem elekcje królów, gdy szlachta wymuszała na kandydatach coraz to dalej idące koncesje i przywileje, zdając sobie doskonale sprawę, że państwo jest totalnie bezsilne między rosnącymi w siłę monarchiami europejskimi.

Tak i dzieje się obecnie, z niechlubną postacią prezydenta w roli współczesnego króla. Człowiek bez wiedzy ekonomicznej (o to zatroszczyli się trzymający władzę w czasach jego młodości) oraz żyjący nienawiścią do przeciwników politycznych, robi wszystko by sytuacja uległa pogorszeniu. Im gorzej tym lepiej.

Gdyby prezydent był człowiekiem inteligentnym, postąpiłby dokładnie odwrotnie niż postępuje. Nakazałby przeprowadzenie wszelkich bolesnych reform, których od 20 lat nie sposób przeprowadzić. W ten sposób upiekłby dwie pieczenie przy jednym ogniu – naprawiłby państwo jak również spowodowałby drastyczny spadek poparcia dla aktualnego rządu (kto z wyborców lubi bolesne reformy). Następne wybory wygrała by partia opozycyjna, otrzymując do rządzenia sprawne państwo. 

Niestety, prezydent i jego brachol nie kierują się rozumem, lecz emocjami.

Share This Post

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *