Lechu

Parę zaległych fotek. Nie tak dawno Lechu odwiedził Chicago otwierając budynek swego własnego imienia.

Obecni byli przedstawiciele lokalnej Polonii –  między innymi Gołota ze swoją żoną, znaną polonijną adwokatką. Podobno historia ich poznania jest bardzo romantyczna – poznali się na imprezie, z której przenieśli się do lokalu obok i przegadali ze sobą całą noc.

Tradycyjnie nierozróżniana jest polska flaga od bandery. Debile myślą, że to wszystko jedno.

Lechu korzystał z pomocy tłumaczki. Miło było posłuchać klasycznego brytyjskiego angielskiego.

Ale nie tylko Lechu sobie nie radzi z angielskim. Polecam posłuchać jak kompromituje się polski konsul, próbując czytać przemówienie, które ktoś mu napisał.

Budynek konsulatu został niedawno wyremontowany. Podobno szły przy tej okazji spore przekręty. Polecam lekturę – poczytajcie sobie jak się kręci lody za oceanem.

Konsulat zlokalizowany jest w bardzo ładnej okolicy, na samym brzegu jeziora Michigan, i to jest największy problem. Ekskluzywna lokalizacja powoduje całkowitą niefunkcjonalność dla interesantów – konsulat nie ma parkingu, nie można też zaparkować nigdzie w okolicy. Dla odmiany konsulat Meksyku położony się w centrum dzielnicy meksykańskiej i załatwianie tam spraw wygląda zupełnie inaczej.

Remont/przekręt dał przynajmniej to, że interesanci są już przyjmowani w głównym budynku. Przed remontem przyjmowani byli w garażu na podwórku.

Oczywiście urzędnicy są opryskliwi, szczególnie buce z ochrony. To taka specyficzna mentalność polskiego biurokraty, dziwaczne połączenie szczątków próby pomocy petentowi z chamstwem i opryskliwością. Trudno to wytłumaczyć, ale łatwo to poczuć w konsulacie.

Zresztą próba załatwienia czegoś to droga przez mękę. Na paszport czeka się 6 miesięcy, tak jakby kurier dokumenty dostarczał do Warszawy na piechotę. Parę razy widziałem sceny, gdy petenci próbowali dogadywać się w językach innych niż polski – np. Ukraińcy czy Białorusini potrzebują wizy tranzytowe, żeby przejechać do swojego kraju z Okęcia. Oczywiście porażka – buce w okienkach nie gadają w innych językach niż polski, bo i po co.

Nie wspomnę już o krótkich godzinach pracy i tłumach interesantów. W Chicago mieszka milion Polaków i co jakiś czas trzeba coś załatwić. Pracy jest moc, urzędników niewiele, godziny pracy okrojone.

Całe te towarzystwo, które pracuje w konsulacie to jedna wielka skorumpowana mafia, która dostała swoje stanowiska po wielkiej znajomości. Jakość i kultura ich pracy jest totalnie żenująca. Najlepiej byłoby rozpędzić całe to towarzystwo i obsadzić stanowiska nowymi ludźmi, ale niestety to też będą czyiś ziomale. Nie ma co liczyć w Polsce na stworzenie ‘korpusu służby cywilnej’. Od 20 lat kolejne rządy walczą z tą koncepcją, by móc zatrudniać ziomali na milionach różnych stanowisk.

Trudno już nawet porównywać Polskę z innymi krajami. Mówi się ‘ale Meksyk’, ale Meksyk okazuje się znacznie bardziej cywilizowany niż Polska. Trzeba szukać w Afryce. Powinno mówić się ‘u nas w Polsce jak w Nigerii’. To by pasowało.   

Share This Post

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *