Kanał RSS
Subskrybuj kanał - Doxa Przemysław Słomski
Subskrybuj
Sponsored Links
Kontakt z autorem …
... jest bardzo prosty ... przemyslaw malpeczka slomski kropeczka us
Liczniki długów
Dług publiczny Polski
 PLN

USA - Gross National Debt

Czeski film

17 March 2012

Gdyby komuś zepsuł się telewizor i w desperacji nie wiedział co obejrzeć w weekend, polecam przypomnienie sobie wykładów Chrisa Martensona. Bite 3 godziny 10 minut, co konkuruje ze znanym skwarem “Przeminęło z wiatrem” (3h46m).

Wykład dotyczy właściwie wszystkich głównych problemów cywilizacji zachodniej, od narastającego kryzysu naftowego do absurdalnego systemu walut papierowych.

Dla osób nie znających języka angielskiego (bo i po co się uczyć, nauka nudzi i męczy) ogromnym udogodnieniem będą napisy w języku czeskim:

Share This Post

Bareizmy lotnicze

15 March 2012

Polska absurdem stoi. Najdobitniej doświadcza się tego na lotnisku, gdy przylatuje się z dalekiej podróży. Podróżnych wysiadających z samolotu, chcących przesiąść się by lecieć dalej, czeka kontrola bezpieczeństwa, taka sama jak na lotnisku, z którego wylatywali. Kompletny absurd. Czy pomysł powstał z podejrzenia, że podróżny mógł skonstrułować bombę lub broń z przedmiotów dostępnych na pokładzie samolotu, takich jak worek na rzygi czy brudny kocyk? Czy może podejrzewa się, że terrorysta wstrzyma się z zamachem na wielki samolot transatlantycki z 300-500 pasażerami i postanowi wysadzić samolot dolotowy z 30 pasażerami?

Dalej mamy sklepik, w którym możemy nabyć pół litra gazowanej kranówki za jedyne 5 złotych. Nie chodzi o cenę, w której muszą być zawarte wszelkie łapówki wypłacone w czasie całego procesu inwestycji i późniejszego wybierania najemcy. Zabawniejsze jest to, że do zakupu wody mineralnej konieczne jest wylegitymowanie się dokumentem podróży (boading pass). Można zrozumieć  takie restrykcje w przypadku towarów akcyzowych, gdzie cena zależy od miejsca docelowego. W przypadku wody jest to absurd czystej wody, marnowanie czasu klienta i sprzedawcy.

Na lotnisku można też skorzystać z usług kantoru. Spread jest większy niż w strefach objętych wojna lub tam, gdzie handel waluta jest nielegalny. Dolara można sprzedać za 2,5 zł, kupić za 3,5. Jeszcze raz, w cenie muszą być zawarte wszelkie wypłacane łapówki.

Absurdem jest naturalnie także to, że lotnisko w Warszawie jest nieskomunikowane z resztą miasta. Metra nie ma, autostrady/obwodnicy nie ma, jest za to korek po horyzont. W takim Meksyku, o którym mówi się ‘ale meksyk’  jest dużo bardziej cywilizowanie. Z potocznych określeń pasuje tylko ‘sto lat za murzynami’, ale to też może się zmienić, jeżeli Czarni będą budować infrastrukturę szybciej niż Polacy.

Gdy zdecydowałem się kontynuować podróż, wsiadając do samolotu usłyszałem następujący komunikat ‘Dla państwa wygody, zapraszamy wszystkich pasażerów zajmujących rzędy do 28’. Ucieszyłem się, że się załapałem z miejscem w rzędzie 27. W samolocie zorientowałem się, że rzędów jest dokładnie 28. Jaki jest sens takich wypowiedzi i na czym ma polegać rzekoma wygoda, tego nigdy się nie dowiem.

Co ciekawe, jest też absurd przyjazny. Podróżny przylatujący spoza UE może być na lotnisku trzepany przez oprawców z Urzędu Celnego, o ile postanowi zakończyć podróż w Warszawie. Podróżny lecący dalej wsiada do samolotu dolotowego i w porcie docelowym wtapia się w tłum podróżnych lecących z Warszawy. Tam już celnicy nie są w stanie go wytropić i przemycić można dowolną rzecz, o ile oczywiście nie jest przedmiotem niebezpiecznym, wzbudzającym podejrzliwość na bramkach.

Co ciekawe, w Niemczech oddział celny Gestapo jest znacznie bardziej aktywny. Wysiadających z samolotów transatlantyckich trzepie się dokładnie, choć w sumie równie absurdalnie. Główny bagaż nie jest podejmowany przez podróżnego aż do miejsca docelowego, tak więc Herr Otto Flick i jego koledzy mogę co najwyżej szukać przemycanej Madonny z Wielkim Cycem w bagażu podręcznym.

Na pocieszenie dodać można, że choć Polska i Rosja są królem i królową absurdów, to Stany też się starają. Wprowadzanie skanerów prześwietlających odzież jest absurdalne, okazuje się bowiem, że system nie wyłapuje przedmiotów schowanych z boku ciała, ponieważ zlewają się one na monitorze z  tłem. Władze, wiedząc o tej niedoskonałości, zupełnie się tym nie przejmują, i obstają przy nowej technologii. Widocznie tam też łapówy odgrywają swoją rolę.

Dzisiejsza wybiórcza opisuje absurd dużo większego kalibru, dotyczący sprawozdań przedsiębiorców dla GUS. Ta parafaszystowska organizacja zmusza ludzi do marnowania wielu godzin ich życia na generowanie bzdetnych kwitów, dublujących to, co reżim i tak już wie. Co ciekawe, nigdy nie zetknąłem się z takimi wymogami w innych jurysdykcjach. Tam przedsiębiorca zajmuje się biznesem, a nie wypisywaniem tuszu w długopisie. Jak urząd statystyczny chce się coś dowiedzieć, to pyta inne urzędy lub zatrudnia telemarketerów zbierających informacje. Niestety, brakuje w Polsce odważnych ludzi, którzy  powiedzą stanowcze ‘nie’.

Share This Post

Słowo na niedziele

10 March 2012

Chris Martenson zajmuje się na poważnie Peak Oil – podcasty, reportaże, wywiady. Zachęcam do subskrypcji tego kanału i zapoznania się z materiałami archiwalnymi. A zacząć można od wywiadu z dilerem złota.

Share This Post

Paszporty

6 March 2012

Wywiad w Dużym Formacie z Andrzejem Zaryckim:

Jakim cudem w 1964 roku wypuszczono do Stanów całą rodzinę? Mama urodziła się w Chicago, miała 6 lat gdy wróciła do Polski ze swoją owdowiałą matką. Ma amerykańskie obywatelstwo i amerykański paszport. Dzięki temu mogliśmy wszyscy emigrować, dostaliśmy zielone karty, ubezpieczenia, pracowaliśmy legalnie. [...] Ja się w Ameryce nie odnalazłem, brakowało mi atmosfery Hefajstosa, Jaszczurów, przyjaciół, twórczości, więc w 1966 roku wróciłem, uciekając jednocześnie z USA przed wysyłką do Wietnamu. Reszta rodziny została jeszcze kilka lat.

Oto jest najlepsza z możliwych argumentacja dla posiadania dwóch paszportów. Za PRL kraj był pewną formą odrutowanego obozu wielkości całego kraju, możliwości wyjazdu dalej niż do Bułgarii były mocno limitowane. W tym czasie w USA jakość życia była nieporównywalna, a zarobki dzienne odpowiadały miesięcznym zarobkom w PRL. Możliwość wyjazdu była wtedy bezcenna, czy to dla chwilowego dorobienia się, czy dla wyjazdu na stałe.

Z drugiej strony warto pamiętać, że USA to nie raj. Są pewne niedogodności związane z mieszkaniem w tym kraju, na przykład można zginąć w jakiejś wojnie prowadzonej dla ochrony interesów grupki oligarchów. Wtedy przydaje się ten pierwszy paszport. Dwa paszporty dają wolność niedostępną dla innych obywateli.

Życie to nie droga krzyżowa i nie chodzi w nim o to, by pięknie i szlachetnie cierpieć. Trzeba się tak ustawić, by zabezpieczyć siebie i swoją rodzinę przed bandyckimi politykami i konsekwencjami ich zbrodniczych działań – a może to być całe spektrum problemów – od zmarnowania życia na egzystencję w nędzy w chorym systemie do wieloletniego bezsensownego więzienia lub wręcz bycia postawienia pod ścianą.

Share This Post

Komunikacja indywidualna po Peak Oil

4 March 2012

Z Peak Oil się nie wygra, ponieważ nie można zmienić praw geologii. W ziemi znajduje się pewna określona ilość ropy naftowej i wszystko wskazuje na to, że w najbliższych latach produkcja ropy będzie spadać. A to powodować będzie szereg nieprzyjemnych konsekwencji, od drogich i coraz mniej dostępnych paliw płynnych, po globalną recesję (stagflację) i plagę bezrobocia.

Żyć jednak jakoś trzeba. Nie możemy po prostu przykryć się prześcieradłem i czekać na śmierć. Skupmy się na tym, jak dać sobie radę. Problemem, który trzeba rozwiązywać już dziś jest zapewnienie sobie transportu w sytuacji gdy paliw płynnych nie będzie, lub ich cena wyskoczy w stratosferę.

Samochody napędzane energią elektryczną odrzucam. Technologia magazynowania energii nie jest jeszcze dojrzała i sprawia szereg trudności, szczególnie w chłodnym klimacie. Na takie rozwiązanie trzeba jeszcze poczekać. Odrzucam też zasilanie wodorem. Pomijam fakt, że jest to najbardziej nieefektywny energetycznie rodzaj paliwa, ale również to, że nie ma odpowiednich samochodów na rynku a tym bardziej infrastruktury (stacji wodorowych). Zanim ktokolwiek zacznie zachwalać wodór jako ‘paliwo przyszłości’ najpierw powinien zapoznać się z podstawowymi informacjami na ten temat. Pomijam te wszelkie inne egzotyczne rozwiązania, takie jak samochody na sprężone powietrze, samochody na ślinę czy samochody na chrust.

Odrzucam też opcję rezygnacji z transportu indywidualnego. Nie każdy może jeździć tramwajem lub rowerem. W sytuacji, gdy wykonuje się wolny zawód czy prowadzi się firmę nie można zastosować takiego rozwiązania. Wyjście z sytuacji nie jest również współdzielenie samochodów, popularne w USA, które nie może się przyjąć w Polsce, z powodu zdziczenia i nędzy społeczeństwa.

Na tą chwilę istnieją dwa realne sposoby przygotowania transportu do realiów niedostępności ropopochodnych:

1. Przestawienie się na CNG, czyli sprężony gaz ziemny. W Niemczech czy we Włoszech jest to popularny sposób zasilania samochodów, szeroko rozwinięta jest infrastruktura tankująca, na rynku wtórnym można kupić sporo samochodów na to paliwo.

Plusy:

- Całkowita niezależność od pochodnych ropy
- Możliwość skrzyknięcia się z sąsiadami/znajomymi/rodziną i wspólne zbudowanie stacji tankującej
- Sposób ten nie wymaga wysiłku tak jak w przypadku biodiesla, gdzie olej trzeba najpierw zdobyć a potem go przerobić

Minusy:

- Droga instalacja do tankowania przydomowego
- Mała ilość stacji tankujących w Polsce
- Niewielka ilość samochodów przystosowanych do CNG na rynku polskim
- Zbiorniki z CNG podlegają kontroli technicznej i co jakiś czas trzeba je wymieniać lub legalizować, co kosztuje tyle samo

2. Przestawienie się na biodiesel własnej roboty. To jest opcja dla ludzi, którzy mają dostęp do surowca i czas na jego przetworzenie. Przypomina to trochę pędzenie bimbru.

Plusy:

- Możliwość używania dowolnego pojazdu z silnikiem diesla
- Znikoma cena paliwa gdy posiada się olej z własnego źródła
- Możliwość zmagazynowania większych ilości paliwa
- Samochód z pełnym bakiem i kilkoma kanistrami jest w stanie przejechać nawet 3000 km, gdy pojazd z CNG przejeżdża bez tankowania około 300 km

Minusy:

- Problemy z krzepnięciem paliwa w zimie
- Konieczność posiadania miejsca do produkcji i zakupu odpowiedniej instalacji do pędzenia
- Odpad z produkcji w postaci gliceryny wynosi około 10% objętości wyprodukowanego paliwa
- Niemożność sprzedania wyprodukowanego biodiesla (akcyza)
- Problem z zaopatrzeniem w zużyty olej, szczególnie gdy lemingi obudzą się w kolejkach przed stacjami benzynowymi i odkryją biodiesel

Na tą chwile stosowanie powyższych paliw daje możliwość przejechania kilometra za 10-50% tego, co zapłaciłoby się tankując benzynę. Ropopochodne będą tylko drożeć, wobec czego ta różnica będzie się tylko powiększać.

Share This Post

Bania

3 March 2012

Przy okazji wpisu o handlu złotem w bankach powrócił temat, który wymaga osobnego wpisu. Zagadnienie o którym mowa można podsumować w pytaniu ‘czy pojawi się bańka spekulacyjna na złocie i kiedy?’.

Wywód rozpocząć trzeba od przypomnienia i wyjaśnienia pewnych faktów, często nierozumianych przez społeczeństwo. Problem polega na nierozróżnianiu pojęć ‘waluta’ i ‘pieniądz’. Dla większości ludzi pojęcia te są tożsame, błąd powielany jest nawet w encyklopediach i wykładach akademickich. Warto zapamiętać na całe życie, że waluta to prawny środek płatniczy, a pieniądz to rzecz, która przechowuje siłę nabywczą w czasie, jest ograniczona ilościowo i jest szeroko akceptowana w wymianie na waluty, towary lub usługi. Waluta to papierki w portfelu i zapiski bankowe, a pieniądz to złote i srebrne monety. Czasem waluty i pieniądz są tym samym (gdy obowiązuje parytet złota) a czasem waluta jest niewymienialna na pieniądze, a same pieniądze są nielegalne (na ziemiach polskich w latach 1939-1989).

Każdy cykl życia waluty kończy się jej upadkiem. W takim momencie spadek zaufania do waluty spada do zera, a cena jednostki złota wyrażona w walucie strzela wprost w niebo. Dla niewprawnego oka może to wyglądać na ‘bańkę w złocie’, ale tak naprawdę jest to pękanie bańki papierowej waluty, której wytworzono zbyt dużo w porównaniu do ilości pieniądza (i dóbr) w gospodarce.

Generowanie nadmiaru waluty trwa od momentu jej stworzenia i wprowadzenia do obiegu, ale jest to nieodczuwalne, ponieważ publika początkowo wierzy w papier, oszczędza w papierze i nie próbuje go wydać. Waluta ma wartość tak długo, jak przyjmujący płatność wierzy, że otrzymaną walutę może wymienić na inne potrzebne mu dobra. Gdy cykl się zamyka nikt nie wierzy już w papier i każdy próbuje pozbyć się go natychmiast po jego otrzymaniu. Jako że w takich sytuacjach złoto wydaje się najlepszą ‘bezpieczną przystanią’, nikt nie chce go sprzedawać a każdy chce go kupić. To właśnie wygląda jak ‘pęcznienie bańki na złocie’.

W systemach, w których obowiązywał parytet złota, kryzys zawsze powodował deflację. Ludzie ograniczali wydatki, ilość wydawanego złotego pieniądza malała. Gdy podaż pieniądza jest mniejsza niż podaż towarów dochodzi do spadku cen (deflacji). Gdy dojdzie do ‘bańki na złocie’ warto na chwilę zamknąć oczy, zapomnieć o walucie i spojrzeć na zjawisko z punktu widzenia złotego pieniądza. Będziemy mieć do czynienia z klasycznym deflacyjnym kryzysem, jak w czasach złotego parytetu. Złoto będzie coraz rzadsze, będzie go mniej w obiegu. Wszystkie ceny wyrażone w złocie będą spadać (deflacja). Cena waluty w złocie (czyli odwrotność ceny złota w walucie) też będzie spadać, jak w przypadku każdego innego towaru. To normalna i typowa kryzysowa deflacja cen wyrażonych w złocie, a nie ‘bańka w złocie’.

Jak rozpoznać bańkę spekulacyjną? Po tym, że ogromna część publiki zaczyna ‘inwestować’ w wyspekulowane dobro. W czasie pierwszej bani na akcjach w III RP całkiem spora część społeczeństwa rozpoczynała lekturę gazet od strony z notowaniami giełdowymi. Proponuję popytać ‘normalnych znajomych’ ile kupili złota w ostatnim czasie i czy rzucili już pracę aby żyć z inwestowania w złoto.

W komentarzach do wspomnianego wpisu pojawił się rysunek, który warto zajumać. Mieszkania po 2 500 za metr, których nikt nie chce? Niemożliwe ale boleśnie prawdziwe.

Share This Post

Przegląd prasy

28 February 2012

Po wpadce z ACTA rządowi pilnie potrzebny jest jakiś sukces. Coś co oburza wiele osób w kraju to ilość zawodów regulowanych. Ukrócenie tej orgii przywilejów stanowi krok w stronę normalizacji stosunków społecznych i musi się pozytywnie odbić na wynikach sondaży. Naturalnie posiadacze licencji są OBURZENI. Pogdakują: no jakże to tak, to każdy może teraz zostać świętą krową? Przecież świat się od tego zawali a ciała martwych Polaków przykryją wszystkie rozmrożone psie kupy na trawnikach! Owszem, witamy w nowej rzeczywistości i zapraszamy na koniec kolejki w Powiatowym Urzędzie Pracy.

Cały porządek tego świata opiera się na spolegliwych i całkowicie dyspozycyjnych dziennikarzach. Potęgę IV władzy odkrył największy bankier Ameryki JP Morgan, który po prostu kupił wszystkie znaczące gazety w USA i kazał im drukować to, co zechciał. Rozwiązanie skuteczniejsze i tańsze niż kupowanie pyskatych kongresmenów – po prostu mówi się ludowi, co ma myśleć, a lud wpływa na kongresmenów.

Dziennikarze, ci politrukowie świata zachodniego, mają kluczowe znaczenie dla istnienia i funkcjonowania systemu. Istnieje pewien łańcuch pokarmowy. Oligarchowie posiadają gazety i przekazują naczelnym wytyczne. Z ich ust mądrości spijają właśnie dziennikarze by przekazać tą unikalną wiedzę ludowi. Ale w koła zębate tej maszyny dostał się najwyraźniej piach – oto dziennikarze Financial Times są oburzeni! Cała historia jest w gruncie rzeczy śmieszna – poszło o szmal. Ktoś zapomniał, jak ważnym elementem jest oddana kadra i potraktował ich tak samo jak każdą inna grupę społeczną, w myśl zasady: damy szmal jednemu, który trzyma was za ryje, a reszcie zapłacimy fistaszkami – komu się nie podoba niech spada na bezrobocie, a na jego miejsce zatrudnimy stażystów.

Żeby sprawa była bardziej smaczna, redakcji zamraża się zarobki i przeprowadza zwolnienia w momencie gdy wydawca odnotowuje wzrost zysków a głównemu trzymaczowi ryjów daje się dwukrotną podwyżkę. Jest to tak zwany rechot rzeczywistości – patologia kapitalizmu dotknęła największych piewców systemu. Coś jak skazywanie za szpiegostwo na rzecz Polski i rozstrzeliwanie najbardziej aktywnych politruków.

Zresztą słowo ‘oburzeni’ zrobiło ostatnio ogromną karierę – kto wie, czy część z tych dziennikarzy nie dołączy wkrótce do Oburzonych. Już jako bezrobotni Oburzeni, mający parę kredytów do spłacenia i dzieci do wykształcenia. A bycie Oburzonym może być jedynym pomysłem na życie dla dziennikarza bez pracy. Rynek pracy jest podły, są miliony absolwentów dziennikarstwa gotowych pisać co tylko się im każe, i to za stawki z McDonaldsa.

Gdy świat schodzi nieustannie na psy niezwykle cieszy mnie każdy pozytywny trend. Na przykład dobieranie się politykom do tyłków. Kto by pomyślał o powieszeniu Napoleona za zbrodnie wojenne czy postawieniu jego generałów przed sądem. Przełom nastąpił dopiero po II WŚ i dotyczył niestety tylko garstki Niemców – Rosjanie noszą medale do dziś. Ostatnio wzięto się za dyktatorów z Afryki Północnej. Kula w łeb w kanale ściekowym – i tak powinno być.

W ten trend wpisuje się trwająca na Ukrainie czystka pomarańczowych. Tak zwana ‘wolna prasa’ jest oburzona tym faktem. Ciekawe, skąd wynika przekonanie, że pomarańczowi byli tacy cacy. Wystarczy spytać każdego człowieka post-radzieckiego, jak tam jest. Można łatwo się dowiedzieć, że władza się zmienia, ale tak samo kradnie. Ba, nie trzeba po taką wiedzę jechać do Kijowa. W Polsce jest przecież identycznie – wybory nie zmieniają faktu, że władze traktują obywateli jak owce do strzyżenia i jedyną klasą czerpiącą profity są uprzywilejowane grupki – a to notariusze, a to prokuratorzy w stanie spoczynku. Jestem za stosowaniem rozwiązań ukraińskich – niech w końcu polscy premierzy zrozumieją, że zamiast zaproszeń do programów TV i rad nadzorczych mogą zostać zaproszeni do pierdla.  Albo do kanału ściekowego.

Share This Post

Juma na dziś

24 February 2012

Blogowanie sprowadza się do jumy informacji, przetrawieniu ich przez układ poznawczy blogera i poczęstowaniu czytelników wynikiem tych przemyśleń. Jakość tych produktów może być wyższa lub niższa, w zależności od blogera i jego źródeł. Moje notatki są oczywiście najwyższej jakości, zgodne z normą ISO oraz dyrektywami UE, lecz dziś trafiłem na materiał wyższej jakości, który poddam tak zwanej jumie bezpośredniej:

Problem z emeryturami zawsze jest taki, że ich wysokość zależy głównie od pokolenia, które pracuje, a nie od poziomu oszczędności pokolenia starców. Wartość zgromadzonym oszczędnościom, nieruchomościom, kruszcom itd, nadaje pracujące pokolenie, a w zasadzie zapotrzebowanie na owe środki.

Otóż to! Dlaczego nikt tego nie kuma? Załóżmy, że Nowak oszczędza na emeryturę składając banknoty w banku oraz kupując nieruchomości. Załóżmy w ramach eksperymentu myślowego, że międzyczasie cała Polska wymarła lub wyjechała do Niemiec za pracą i Polsce nie został nikt oprócz Nowaka. Jaką on będzie mieć emeryturą? Zerową, ponieważ banknoty nie będą mieć żadnej siły nabywczej a mieszkań nie będzie komu wynająć.

Podobnie bedzie się miała sprawa z nieruchomościami w Polsce. Na rynku obecnie znajduje się około miliona niesprzedanych mieszkań i domów, a za kilka lat zacznie wymierać wchodzące obecnie w wiek emerytalny pokolenie wyżu demograficznego. Pojawiać się więc zaczną na rynku mieszkania po babci, rodzicach, kuzynach, a (ciągle rosnącej;-) wartości nieruchomościom nie nada pokolenie, które nie potrzebuje tak wielu mieszkań i domów. Oznacza to, że narastające problemy ze sprzedażą nieruchomości najprawdopodobniej będą trwały całe dziesięciolecia. Teraz znajdujemy się dopiero na początku drogi spadku ich wartości. Dość oczywistym też jest i to, że najpierw stracą na wartości najgorsze lokalizacje, a kilka procent nieruchomości może nawet zyskać na wartości. Tymczasem publice, która kupiła losy na loterii, wydaje się iż to ich czeka wielka wygrana,-) gdy tymczasem loteria jest ustawiona.-)

Lepiej bym tego nie napisał. Ten cytat trafia w samo sedno problemu, choć lemingom wydaje się zupełnie inaczej – że mieszkanko po babci jest strasznie cenne.

Share This Post

Stańczyk, a narodowa polityka energetyczna

21 February 2012

Myślący człowiek mieszkający w Polsce przynajmniej raz w tygodniu odwala stańczyka, czyli uderza się dłonią z całej siły w czoło. Jeżeli dana osoba nie nosi  okularów, to ten gest może składać się z drugiej części, polegającej na powolnym przesunięciu dłonią po twarzy w kierunku podbródka. Jest też część trzecia, sprowadzająca się do wymamrotania ‘co za k…wy’ albo ‘co za ch…je’.

Dziś dobrą okazją do zrobienia stańczyka jest lektura Wybiórczej. Polska ma politykę energetyczna postawioną na głowie, drwiłem już z rządowych kwitów kompletnie oderwanych od rzeczywistości i opartych na wróżbach łyżeczką w fusach z kawy. A przecież rozwiązanie jest na wyciągnięcie ręki – wystarczy postawić 2-3 atomówki i przejść na atom jako źródło energii. Co prawda nie da się zastąpić wszystkich węglowodorów prądem, niemniej import da się zbić do takiego poziomu, że można go pokryć naszym eksportem żywności.

Dodatkowo, atom oznacza prace dziesiątek tysięcy ludzi przy inwestycjach oraz skokowe polepszenie konkurencyjności rodzimej gospodarki. Dzięki taniej elektryczności będzie bardziej opłacalne produkowanie w Polsce, co może przełożyć się na setki tysięcy miejsc pracy. Dla inwestorów tania siła robocza w Polsce to czynnik ściągający pracę nakładczą – tania energia to czynnik ściągający produkcję towarów wysokoprzetworzonych, na czym powinno nam najbardziej zależeć. Nie wierzcie rządowej propagandzie – to nie na usługach buduje się potęgę gospodarczą, lecz na wytopie stali i aluminium. Kto nie wierzy, niech jedzie do Chin samemu się przekonać.

Na pocieszenie można powiedzieć, że Niemcy też mogą sobie robić swoją wersję stańczyka, pewnie mają jakiegoś tam zbliżonego bohatera narodowego. Otóż Niemcy debileją, co wraz z rozpijaniem i wymieraniem Rosjan stanowi jedyną szansę na trwały pokój w Europie, a przy okazji przetrwanie Polski i Polaków. W ramach tego procesu debilenia zachodni sąsiedzi postanowili powyłączać swoje ekologiczne i tanie elektrownie nuklearne a w ich miejsce postawić śmierdzące węglówki. Taki krok wstecz o 50 lat. Przemysł stanowiący ich potęgę ekonomiczną będzie zlikwidowany – bezrobotni pójdą na socjologię i będą bezrobotnymi po socjologii lub też zostaną zatrudnieni do przewracania kotletów / kierowania ruchem ulicznym jak w Grecji.

Jeżeli USA uważa, że silna Europa jest zagrożeniem ich interesów, to Polska powinna być na stałe przewodniczącym UE. Greków powinno zmusić się do przyjęcia Niemców jako operatora ich budżetu, a Niemców powinno zmusić się do przejęcia przez GreenPeace funkcji ministerstwa przemysłu. Zabronić wszystkiego, jak mawiał klasyk Kononowicz, zaorać wszystkie elektrownie i huty, a Niemców przeprowadzić do jaskiń oświetlanych łuczywem. Wtedy, po raz pierwszy od setek lat, Polakom uda się w końcu zdominować a następnie spolonizować naród niemiecki.

Share This Post

Słupki

19 February 2012

Net jest pełen archiwalnych wypowiedzi młodziutkiego Tuska, w których wypowiada prowolnościowe opinie dokładnie przeciwne do tego, co dziś robi. Należy sobie zadać brzmi: ‘co poszło źle tak, że Tusk z piewcy wolności stał się satrapą wprowadzającym faszystowskie ustawy tylnymi drzwiami?’. Czy Jack Weinberger miał rację mówiąc ‘never trust anyone over 30′ ?

Podstawowe zarzuty stawiane na tym blogu politykom we współczesnej demokracji to:

- poleganie na sondażach opinii społecznej przy podejmowaniu decyzji politycznych (populizm)

- reprezentowanie interesów podmiotów sponsorujących kampanie wyborcze (oligarchów) a nie wyborców biorących udział w wyborach

Wielu moich czytelników zarzuca mi antypolonizm. Nic bardziej błędnego, po prostu jestem obiektywny. Jedną z wielu szalenie pozytywnych cech Polaków jest ogromna zbiorowa mądrość, paradoksalnie większa niż u Niemców i porównywalna z Amerykanami.

Można zarzucać PO kierowanie się słupkami sondaży, ale przecież realizowanie postulatów ludu jest krokiem w stronę demokracji bezpośredniej ! Ba, w przypadku Polaków często naród wie lepiej od polityków, co jest dla niego dobre ! Przykłady można mnożyć:

- Polacy są wielkimi zwolennikami wolności i to w formie zbliżonej do republikanizmu, choć 99,9% populacji nie wie co oznacza ten termin. Znakomita większość populacji chce zwyczajnie być wolna, aby żadna władza nie wściubiała nosa w ich życie. Dla większości ludzi pojęcie ‘władza’ powinno sprowadzać się do policji łapiącej złodziei i rządowej budowy autostrad. Oczywiście są osobnicy o nastawieniu dokładnie przeciwnym, w większości żyjący z rządowego koryta.

- Polacy popierają kroki zmierzające do poprawy sytuacji ekonomicznej. Są za mniejszą redystrybucją (podatki), likwidacją przywilejów, mniejszymi regulacjami i mniejszym zamknięciem zawodów. To oczywiście nie obejmuje tych, którzy czerpią z tych patologii.

Teraz można wrócić do pytania zawartego na wstępie. Błędem jest brak właściwych konsultacji społecznych, czyli zapytanie społeczeństwa co właściwie chce. Dlaczego Tusk to robi? Może jest zwyczajnie skorumpowany i przy wódce coś tam obiecał kolegom-politykom? Może uważa się za tak genialnego męża stanu, że nie potrzebuje nikogo pytać o zdanie? Może sytuacja go przerosła i nie jest w stanie kontrolować sytuacji? Tego w tej chwili się nie dowiemy.

Share This Post