Schiff vs Voorhees

Może niektórzy czytelnicy będą czuć się znudzeni, ale kolejny raz wrzucam materiał z Schiffem. Tym razem zachęcam do obejrzenia debaty Erik Voorhees vs Peter Schiff.

Erik jest dolarowym miliarderem, zarobionym na bitcoinie. Szacowany majątek Petera to tylko $70 baniek. Tak więc można mniemać, że to Voorhees ma rację, czyli potrafi trafniej przewidzieć przyszłość i zarobić na tym. Ale posłuchajmy debaty, niech każdy wyrobi sobie swoją opinię.

Sam jestem w biznesie bitcoinowym od 2013 roku, więc mam trochę doświadczenia i własne zdanie. I jest ono zbieżne z tym, co mówi Schiff. Sam zresztą stawiałem podobne tezy w czasie niedawno prezentowanego “wykładu” na WSB. Nie ma tu sensu przepisywać poszczególnych argumentów rzucanych przez obie strony, bo zniechęci to do obejrzenia materiału.

Szkoda, że w Polsce nie organizuje się debat tego typu. Za to często jestem zapraszany na pseudodebaty i pseudowykłady, gdzie ludzie mają siedzieć na widowni i dawać się ogłupiać pewną formą ukrytej reklamy.

Share This Post

Protekcja

A więc wojna, można by zacytować klasyka. Ale tym razem nie Polaków z Niemcami, ale Ameryki z Chinami. I jest to jak na razie wojna celna.

Jak wiadomo, od lat istnieje następujący cykl: Chiny wysyłają towar kontenerami do Ameryki, a z powrotem importują złom, makulaturę, pałeczki i obligacje USA. Większość kontenerów wraca jednak do Azji pusta, stąd rosnące zadłużenie USA wobec Chin i innych krajów.

Gdyby gospodarka światowa była oparta na zdrowym rozsądku to tego typu sytuacja nie mogłaby mieć miejsca. Hamulce bezpieczeństwa w gospodarkach światowych zostały zdemontowane wiele dekad temu, zadłużanie krajów jest legalne i odbywa się na wielką skalę. Gdyby budżety były zrównoważone, to nie doszłoby do takiej patologii jaką obserwujemy, czyli powstania niewyobrażalnego i niemożliwego do spłaty długu USA idącego w grube tysiące miliardów dolarów.

W takiej sytuacji jedyną opcją jaką ma USA to ochrona własnego rynku poprzez narzucenie ceł. Taki krok powinna podjąć administracja już 30, 40 lat temu. A nie podjęła, ponieważ tani import pozwalał ukrywać inflację. Wyprodukowanie czegokolwiek w USA było coraz to droższe, ale tani import z Azji pozwalał mieć złudzenie, że wszystko jest w porządku.

Konsekwencją niepodjęcia ochrony rynku USA jest taka, że Chiny kumulowały obligacje USA. Od pewnego momentu powstała więc obawa, co się stanie, gdy w końcu Ameryka zacznie bronić swojego rynku, czy Chiny użyją posiadanych obligacji jako broni. Wprowadzanie ceł przez Chiny jest bez znaczenia, ponieważ import z USA jest bez większego znaczenia, można żyć bez importu makulatury. Natomiast Chiny nie są w stanie żyć bez eksportu do USA a USA nie jest w stanie żyć bez sprzedaży obligacji Chinom.

Chiny mogą sprzedać swoje obligacje nawet jutro. Tak się składa, że są one nominowane w USD, które FED może wykreować. Kłopot pojawi się wtedy, gdy Chiny będą chciały te pieniądze wydać. Próba wpuszczenia takiej ilości gotówki do obiegu skończy się katastrofą dla USA. I przy okazji dla Chin również, ponieważ okaże się, że oszczędności są swego rodzaju fatamorganą – ich uruchomienie spowoduje drastyczny spadek ich siły nabywczej.

M0 jest wyjaśniona tutaj. Od momentu napisania tego artykułu upłynęło 5 lat i według FEDu mamy już $1 670 miliarda.  A Chiny mają $1 180 miliarda w obligacjach USA. Puszczenie tego w ruch skończyłoby się scenariuszem wajmarskim, totalną hiperinflacją. Z tego prostego powodu, że w takim scenariuszu Ameryka nie znalazła by nabywców na nowe obligacje i bieżące zadłużenie byłoby finansowane przez dodruk. Także inni ich posiadacze obligacji zaczęliby się ich pozbywać.

Dla porównania skali, w Fort Knox oficjalnie znajduje się złoto o wartości $100 miliardów. Można to sobie porównać do długu w stosunku do Chin na poziomie wspomnianego $1 180 miliarda, czy całego długu USA, jakieś $20 000 miliardów. Innymi słowy, jest to tyle co nic, drobne na waciki.

Wojna absolutnie nie jest w interesie Chin. Użycie obligacji jako oręża zrujnuje Amerykę, ale jednocześnie zmniejszy eksport do USA do 0. Cały chiński przemysł stanie, ponieważ kraj ten jest w małym stopniu nastawiony na konsumpcję, a w dużym na eksport. Dodatkowo okaże się, jak już wspomniałem, że za posiadane obligacje można kupić ułamek tego, co się spodziewano. A z wojny Ameryka wyszłaby poobijana, ale wygrana. Import byłby niemożliwy, trzeba by odbudować krajową ekonomie. Dług zostałby zanihilowany przez hiperinflację. Wystarczyłoby dokonać wymiany pieniędzy na nowego dolara, obiecać, że nigdy już nie będzie dodruku/zadłużania i cykl mógłby zacząć się od nowa.

Jedyna opcja dla Chin jest taka, by dopuścić do spełnienia żądań Ameryki, czyli jako-takiego zrównoważenia wymiany handlowej. Następnie możliwe jest ciche wycofywanie się posiadania obligacji USA i powolne wpuszczanie pieniędzy do obiegu, jak złodziej po skoku na bank. I coraz większe zastępowanie eksportu własną konsumpcją.

Najmniej prawdopodobna jest eskalacja konfliktu w postać zbrojną. Oczywiście, jak dr Bartosiak dobrze wie, strony konfliktu przygotowują się do takiego scenariusza. Jest odpowiednik ubezpieczenia, kupowanego na wypadek wojny. Zwykli ludzie kupują ubezpieczenie od zalania mieszkania, duże państwa kupują lotniskowce – wszyscy mają nadzieję, że nie będzie trzeba z tego skorzystać.

Share This Post

Sytuacja na złocie

Z mojego austriackiego punktu widzenia złoto jest jedynym pieniądzem i na całość ekonomii, w tym na waluty papierowe, patrzę z punktu widzenia złota. Powracające epizody załamania poszczególnych walut papierowych (Wajmar, PRL, Wenezuela, Argentyna i setki innych) sugerują, że jest to jedyne słuszne podejście.

Złoto jest antywalutą papierową. Gdy złoto drożeje oznacza to, że dana waluta papierowa się szmaci. Gdy złoto tanieje oznacza to, że waluta papierowa się umacnia. Szmacenie papieru jest naturalne i wynika z jego dodruku przez banki centralne i kreacji kredytu w oparciu o system rezerwy cząstkowej. Tanienie złota jest nienaturalne.

Mamy ciekawą sytuację na złocie, akurat wykres mam w odniesieniu do EUR bo tej waluty używam do zakupów. Złoto jest najtańsze od 2,5 lat.

Mamy wyraźny poziom oporu, testowany już kilka razy. W związku z sytuacją jaka jest w światowej gospodarce (nadal wyraźne zagrożenie bankructwem krajów PIIGS, bliskie odwrócenie krzywej rentowności, sugerujące recesję) wiele wskazuje na kolejne odbicie od poziomu 1060 EUR/oz. Czas zweryfikuje, czy mam rację.

W oczekiwaniu na dalsze ruchy cen kruszców polecam zapoznanie się z raportem pt. “In gold we trust”. Wystarczy kliknać na “Download”.

Share This Post

Szczury

Są miasta, w których szczury są dużym problemem. Dotyczy to na przykład Wrocławia czy Nowego Jorku.

Zobaczcie teraz, jakie są mechanizmy działania społeczeństwa polskiego i amerykańskiego. Jakie są różnice między tymi dwoma społeczeństwami.

W Polsce ma miejsce wyłącznie obciążanie odpowiedzialnością innych. Wybrano jakiegoś ‘Żyda’, a tym wypadku prywaciarzy, których obciążono odpowiedzialnością za plagę szczurów. (Znamienne, że identycznie było za Hitlera, tam też oskarżano Żydów, też chodziło o plagę szczurów czy epidemie, i też były to oskarżenia bezpodstawne.) Ani słowa o próbie realnego rozwiązania problemu.

A w Stanach? Do roboty bierze się miasto – i nie chodzi tu o nagrywanie rzekomych sprawców plagi, tylko zwalczanie tej plagi wieloma różnymi metodami. I do gry włączają się obywatele, po prostu sami rozwiązują problem. (I przy okazji zaspokajają swoje instynkty łowieckie w sposób społecznie przydatny, bez kretyńskiego strzelania do sarn po lasach.)

I dlatego w Polsce zawsze będzie syf, a Ameryka zawsze będzie dostatnia. Zdrowe społeczeństwo i oddolne mechanizmy rozwiązywania problemów są podstawą dobrobytu.

A skoro już jesteśmy przy temacie szczurów i syfu, warto nadmienić kilka słów o polskiej reprezentacji na mundialu. Wypowiedział się o tym kolega z bloga Две копейки, więc i mi chyba wypada.

Otóż praca polskiego selekcjonera przypomina pracę czyściciela kanalizacji w Indiach. Jest to rzeźbienie w gównie.

Jak wiele osób wie, wbrew temu co twierdzą lewacy, ludzie różnią się od siebie. Na przykład kobiety mają statystycznie większe piersi niż mężczyźni, a murzyni biegają szybciej niż biali. Jakkolwiek by nie trenować reprezentacji Polski w lekkiej atletyce, to będą przegrywać z reprezentacją Kenii czy Jamajki.

Niska emigracja ludów dzikich do Polski powoduje konsekwencje pozytywne i negatywne. Pozytywne są takie, że nie mamy problemów z terroryzmem. Negatywne są takie, że nie mamy ciemnoskórych sportowców w kadrze. Przez to przegrywamy z reprezentacjami czy to z dzikich krajów, czy to z krajów rozwiniętych, ale z kolorowymi w kadrze. Zwrócie uwagę, jak bardzo kolorowi zawodnicy są nadreprezentowani w zespołach z krajów zasadniczo białych. A że akurat w 2 pierwszych meczach trafiło na brązowych ludków, to biali Polacy nie mieli szans.

Do tego dochodzą nasza specyfika narodowa, jaką jest socjopatia. Gracz X nie lubi gracza Y i mu nie poda piłki. Trener Z nie lubi gracza V i robi wszystko, by mu utrącić karierę. Polacy są fatalni w grach zespołowych, to naród anarchistó – właśnie dlatego przegrywamy prawie każdą wojnę i właśnie dlatego tylko my mieliśmy Liberum Veto.

Co z tym robić i jak żyć? Jeżeli chcemy liczyć się w światowym sporcie to musimy mieć społeczeństwo multi-culti. To tak jak z liczeniem się w światowej kulturze i sztuce – jeżeli chcemy się liczyć to musimy mieć w Polsce gejów i ekscentryków, a nie ich przeganiać. Jeżeli chcemy mieć przemysł, to musimy kształcić inżynierów, a nie kleryków. Coś za coś.

Jest też metoda ukarania tych przegrywów, którzy nas skompromitowali. Nie kupujcie produktów, które reklamują. Jeżeli producenci to zrozumieją, to przestaną pompować kase w różne Nawałki i Lewandowskie. W życiu bym nie kupił czegoś, co reklamuje którykolwiek z tych nieudaczników. Gdy skończy się kasa, to skończy się gwiazdorzenie, będzie musiała się zacząć uczciwa praca nad wynikami.

Szkoda tylko, że nikt Polakom nie chce wytłumaczyć prawdy.

Share This Post

Banki a cykl koniunkturalny

Jak wiadomo, kupuje się gdy jest tanio, a sprzedaje się, gdy jest drogo. Przezorni ludzie pozbywają się niektórych aktywów w czasie prosperity, gdy spodziewają się, że cena danego aktywa może spaść. Tempo pozbywania się aktywów rośnie gdy smart money zauważa, że kończy się prosperita i widać kryzys na horyzoncie.

Mechanizm widać w nerwowych reakcjach na rynku obligacji, jak ostatnio w przypadku Włoch. Na rynku obligacji zmiany są gwałtowne, ponieważ płynność jest największa. Gdy tylko w danym kraju pojawia się okoliczność wskazująca na zagrożenie wypłacalności to natychmiast robi się ogromne zamieszanie na rynku. Zwiększona podaż powoduje spadek cen obligacji, co jeszcze bardziej nakręca panikę, gracze probują sprzedać obligacje zanim jeszcze bardziej stanieją.

Widać to również po cyrkach na polskim złotym. Przypomina to czasem efekt motyla. Trzepot skrzydeł gdzieś w Ameryce powoduje paniczną wyprzedaż PLNów i osłabienie się naszej waluty z dnia na dzień o 10%. Potem powolne odrabianie strat i znowu panika. Wykres notowań złotówki jest jak zęby piły.

Od jakiegoś roku widać ciekawe zjawisko na rynku banków w Polsce. Widać bardzo dużą ilość ofert na sprzedaż oddziałów w naszym kraju, dokonano też paru transakcji repolonizacji. O szczegóły można pytać googla. Dlaczego tak jest? Bo sprzedający wierzy, że rynek będzie rósł 10% rocznie, podobnie jak zyski? Bo lubi mieć dużo nieoprocentowanej gotówki zamiast aktywa przynoszącego zyski?

Nie. Sprzedają dlatego, że wiedzą, że to już koniec wzrostu gospodarczego. Cykl gospodarczy zmierza do następnego, naturalnego etapu, jakim jest spowolnienie. Dlatego sprzedaje się oddziały na rynkach, gdzie spodzieją się krachu, po wycenach ze szczytu hossy. Kasę parkuje się w obligacjach USA, które dają śmieszne odsetki, ale wiadomo, że w razie kryzysu ich wypłacalność nie jest zagrożona, że płynność jest nieskończona i że i na fali światowej paniki dolar będzie drożał. Kasa przyda się na zakupy jak będzie tanio i na ratowanie się tam, gdzie będzie trzeba podnosić kapitały.

Oczywiście, są też frajerzy. Zawsze są dwie strony transakcji. Przypominam sobie WaMu, który kupował każdy bank wystawiony na sprzedaż, niezależnie od ceny. Miałem tam nawet swego czasu konto bankowe (ubezpieczone przez FDIC). To był taki GetBack, który kupował każdy wystawiony dług, po dowolnej cenie. Wiadomo, jak to się skończyło w obu przypadkach.

W horyzoncie jednego roku dużo pracowników banków w Polsce będzie martwiło się jak spłacać raty i jednocześnie będzie szukać nowej kariery.

Share This Post

USA, emigranci i fake newsy

W USA trwa dociskanie śruby przeciwko nielegalnym emigrantom. Wprowadzanie polityki zerowej tolerancji dla osób próbujących dostać się nielegalnie do Ameryki skutkuje problemami z rozmieszczeniem tysięcy zatrzymanych. Są oni przewożeni do więzień federalnych, które na codzień służą innym celom niż przetrzymywanie nielegalnych. Pojawia się też problem co zrobić z dziećmi porzuconymi na granicy. Ich liczba idzie w grube tysiące. Wyłapywani są też nielegalni z terenu USA, gdy popełnią jakieś przestępstwo albo po prostu wpadną w ręce władz, jak ten pechowy dostawca pizzy.

Wpływ nielegalnych emigrantów na USA możne posłużyć do napisania wielu książek i prac doktorskich. Część z nich jest pozytywna (w końcu płacą jakieś tam podatki, mało korzystając ze świadczeń) a część negatywna (wzrost przestępczości). Jest dużo kontrowersji, jak choćby to, na ile nowi przybysze są wartościowi dla społeczeństwa i na ile chcą się asymilować.

Kontrowersje wzbudza fakt, że zakupy nieruchomości przez ‘nowych’ prowadzą do wzrostu cen. Czy to dobrze dla ‘starych’ mieszkańców (bo mogą drożej sprzedać domy przybyszom) czy źle (bo ceny rosną i ‘rdzenni’ Amerykanie muszą płacić drożej albo w ogóle ich nie stać)? Podobne zjawisko widać też w Polsce. Na przykład we Wrocławiu, mieście popularnym wśród Ukraińcow, ceny są przez nich wyraźnie podbijane, szczególnie na rynku najmu.

Jest też kwestia ekologiczna – wzrost populacji prowadzi do zużycia zasobów naturalnych i zniszczenia środowiska. W Polsce gęstość zaludnienia wynosi 124 osoby na km^2, w USA jest to tylko 32 osoby na km^2. Dlatego w USA bez żadnego trudu można znaleźć czyste i puste plaże, czystą wodę. Mieszkając w Polsce nie jestem w stanie znaleźć w całym kraju plaży z czystą wodą, bez dzikich tłumów. Jakiekolwiek turystyczne miejsce w Polsce, poza miesiącami gdy jest smog i zimno, wygląda tak:

Mieszkając w Chicago, 1-2 godziny od domu miałem do dyspozycji takie plaże, zwykle puste po horyzont:

Podobnie sytuacja wygląda dla innych amerykańskich aglomeracji. Nowy Jork ma do dyspozycji ‘upstate New York’ i pare wakacyjnych małych stanów typu Vermont. Kalifornia ma sporo parków, lasów, gór i plaż. Z zagrożenia tych zasobów zdają sobie sprawę przewódcy. Nie chcą żeby plaże w USA wyglądały jak Karaiby w Meksyku:

Tymczasem populacja Meksyku eksplodowała:

Podobnie jak populacja krajów centralnej Ameryki:

Dlatego mieszkańcy miejsc poniżej Teksasu i Kaliforni są w takiej samej sytuacji jak mieszkańcy przeludnionych krajów na południe od Europy. Mogą wegetować w biedzie i wysokiej przestępczości, mogą umrzeć, albo mogą przeć na północ. A co mądrzejsi mieszkańcy Północy nie chcą być zalani migrantami, którzy z czasem zaczną dominować liczebnie nad gospodarzami i wprowadzą swoją kulturę, religię i język. Pamiętać trzeba, że natura danego kraju nie zależy od jego nazwy czy położenia, tylko od mieszkańców. Jeżeli ‘ubogacimy’ Szwajcarów taką ilością Somalijczyków, że będzie ich większość, to Szwajcaria nie będzie już Szwajcarią jaką znamy, tylko somalijskim syfem, biedą i ciemnotą.

Przy okazji warto zwrócić uwagę, jak bardzo nasila się wojna informacyjna (infowar). Oto nagłówki ze źródeł przed laty uznawanych za rzetelne, które obecnie są kanałem dezinformacji:

Większość ludzi nie zawraca sobie głowy robieniem dochodzeń i analizowaniem drobnego druku. Czyta nagłówek i widzi taki przekaz – 3 latek został przywieziony do USA, obecnie jako nastolatek został złapany przez gestapowców z ICE, wyrzucony do Meksyku, gdzie został zamordowany. Biedne dziecko!

Tak, tylko, że nie. Możemy przeczytać: […] his father was sent to prison on drug charges three years ago […] A federal immigration judge later terminated [son’s] status because of two misdemeanor convictions, including a drug charge and driving while intoxicated.

W skrócie, ojciec ofiary siedzi za narkotyki, a zabity chłopak święty bynajmniej nie był, został zgarnięty za posiadane/handel narkotykami i kierowaniem samochodem po nich, w efekcie jego status emigracyjny został zmieniony na “do ekstradycji”.

Takie numery wskazują na to, że jest jakaś potężna grupa trzymająca władzę w US/UE, która jest ‘przyjazna migrantom’. Na ich usługach są tacy politycy jak choćby Merkel i większość mediów. Dlaczego oligarchowie chcą wykończyć cywilizowany świat? Może po prostu chodzi o pieniądze? Skoro na danym obszarze sprzedaje się milion BigMaców i tysiąc samochodów, to może ktoś doszedł do wniosku, że po ‘ubogaceniu’ nas plemionami z południa sprzedaż i zyski wzrośnie 2 czy 3 razy? Może ktoś optymistycznie założył, że przybyszy da się ucywilizować i wykształcić, by rozwiązać problem starzejących się społeczeństw Północy? Bardzo jestem ciekawy, gdzie leży prawda.

Share This Post

PRL bis, czyli ZSRR bis

Walerij Mieżłauk w 1930 r. narysował powieszonego na szubienicy za jądra komisarza finansów Nikołaja Briuchanowa , Stalin dopisał na odwrocie:  Do członków Politbiura: za wszystkie grzechy obecne i przyszłe powiesić Briuchanowa za jaja. Jeśli jaja go utrzymają, uznać za osądzonego i wybaczyć. Jeśli nie utrzymają – utopić w rzece.

Trzeba przyznać, że Mieżłauk wiernie oddał Briuchanowa na rysunku. Można sobie spojrzeć na fotkę w wiki. Ale służalczość i kreatywność Mieżłauka niewiele zmieniła. Obaj zostali zamodrowani w ramach stalinowskich czystek w 1938 r.  A Briuchanow pożył o miesiąc dłużej niż Mieżłauk.

Stalin lubił oglądać tortury i egzekucje. Oczywiście nie osobiście, nie było na to czasu i nie byłoby to bezpieczne. Poza tym cieszyć się egzekucją można tylko raz. Wobec tego prosił Nikołaja Własika o filmowanie, a potem wyświetlanie ich na Kremlu. Do ulubionych filmów wracał wielokrotnie. Narzekał, że były bez dźwięku.

W Polsce wprowadza się obecnie pomysły rodem ze Związku Sowieckiego. Sami wiecie jakie: rozkułaczanie prywaciarzy, inwigilacja, łamanie konstytucji, przejmowanie kontroli nad mediami i sądami, itp. Oczywiście, nasz lokalny satrapa to karzeł w porównianiu ze Stalinem, pod każdym względem, a w szczególności pod względem nieudolności wprowadzania dyktatury. Podróbka siepacza jaką jest Zbigniew także nie dorasta do pięt oryginałom, czyli oprawcom Stalina.

Ale się starają. Wsadzili do aresztu byłego prezesa Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Trochę go tam potorturowali, ale to była taka nieudolna podróbka sowieckich metod. Takie tam poniżanko, to jest nic w porównaniu z biciem na Łubiance, gdzie osadzony mógł spać tylko tak, że klęczał i opierajął głowę o ścianę – tylko kolana nie były posiniaczone i nie sprawiały bólu pod ciężarem ciała.

Ale się nie poddają. Krzysztof Sobierajski  przed osadzeniem wyglądał tak:

A po przewiezieniu z aresztu, zarośnięty, z wybitymi dwoma zębami, sepleniący, obdarty i śmierdzący wygląda tak:

Swoją drogą, ciekawe, czy rzeczywiście brał te łapówki czy nie. Czy jest winny czy jest ofiarą, jak Bogusław Seredyński.

Ciekawe, czy Prezes i Zbigniew z przyjemnością oglądali powyższą fotkę, tak jak Stalin powyższą karykaturę.

Warto, żeby nikt nie zapomniał, że dziś każdy Polak może znaleźć się w sytuacji Sobierajskiego czy Seredyńskiego.

Ciekawe jak to się skończy. Czy Prezes przed śmiercią będzie miał dość czasu, żeby rozwinąć skrzydła w swoim zbrodniczym rzemiośle? Czy za jego życia po Polsce będą w nocy jeździć ciężarówki z napisami хлеб i z aresztantami w środku, jak za Stalina? A może dojście do perfekcji będzie wymagało więcej czasu i dopiero Zbigniew się tym zajmie? Czas pokaże.

Na razie czekamy czekamy na nową konstytucje. Pewnie dostaniemy w niej tak wiele nowych praw … Historia tak bardzo lubi się powtarzać … Adrian zapowiada szerokie konsultacje społeczne. Stalin z Nikołajem Bucharinem (też rozwalony w 1938) również przeprowadzili taką szopkę z konsultacjami (rok 1935/6) aby wprowadzić konstytucję, która i tak sami napisali. Ciekawe, co zaproponuje nasz zdolny duet, Adrian z Prezesem.

Share This Post

Filmiki

Ostatnio nagrałem kilka filmików na tematy związane z moimi obowiązkami zawodowym. Zachęcam do obejrzenia. Kilka kolejnych jest w drodze, ale wszelkie pomysły na tematykę przyszłych filmów są mile widziane. Radzę subskrybować mój kanał na youtube, obiecuję dużo ciekawych treści.

Share This Post

Jak się kręci wały na EURPLN

Poniżej wyjaśnię, jak bez zwracania uwagi publiczności miliony Polaków odcedza się z kasy…

Podobno wskaźniki makro dla Polski są bardzo dobre. Przez ostatnie 3 lata Polska ma nadwyżkę w handlu zagranicznym. Ostatnio, mimo ogromnych wydatków socjalnych, jako tako udaje się zrównoważyć budżet. W takiej sytuacji normalnie waluta powinna się umacniać. A nic takiego nie obserwujemy. Dlaczego?

Is fecit, cui prodest.

Na słabej złotówce korzystają eksporterzy. Na przykład duże koncerny, które mają centra usług lub fabryki w Polsce. Praca Polaków kosztuje ich 1/4 tego co praca Niemców czy Francuzów, kilkadziesiąt czy kilkaset kilometrów dalej na zachód.

Oczywiście, stratni są importerzy. Wszystko w polskich sklepach jest droższe niż być powinno, bo trzeba więcej złotówek na każde euro wydane na import towarów konsumpcyjnych do Polskich sklepów. Każda kawa kupiona na wakacjach kosztuje nas jakieś 4x więcej, w przeliczeniu na to, ile minut trzeba pracować na te 1,50 euro, które kosztuje kawa.

Ale jak takie wały się technicznie robi? 30 kwietnia, poniedziałek, był ostatnim dniem dniem pracy przed mega-długim polskim weekendem majowym. Dilerzy walutowi kończą pracę po południu, banki wyłączają swoje platformy walutowe. Po ich wyłączeniu nie ma żadnego obrotu złotówką na potrzeby realnej gospodarki. A gdy obroty są niewielkie i od popołudnia banki w ogole nie realizują zleceń wiszących w ich systemach, bardzo łatwo jest wpłynąć na kurs złotówki. I mamy taką oto sytuację:

I co ja pacze? 30 kwietnia już od godzin porannych ktoś wyprzedaje złotówkę. Zlecenia spływają nawet gdy bankowość w Polsce przestaje działać po południu. Potem mamy trochę przerwy na sen i 1 maja o 8:30 przychodzi kolejna fala wyprzedaży złotówek. Rynek jest zamknięty dla klientów z Polski, a jednak ktoś sprzedaje złotówki, nasza waluta się osłabia. Potem sytuacja się stabilizuje, ale i tak udaje się sztucznie wywindować kurs euro z 4,21 na 4,27. I jest to nie pierwsza sytuacja, gdy ktoś zaniża wartość złotówki (i nie pierwsza sytuacja, gdy ktoś zaniża cenę złota).

Jest to 6 groszy, czyli 1,5%. Niby niewiele, ale na wszystkim. Każda wypłata w polskich oddziałach międzynarodowych korporacjach jest tańsza o 1,5%. Każdy litr benzyny w Polsce jest droższy o 1,5%. Miliardy złotych w skali kraju, o które za mało nam płacą i o które za dużo im płacimy.

I nikt tego nie zauważa. Rząd, RPP, NBP, UOKiK a nawet ABW patrzą w całkiem innym kierunku. Media, również branżowe, w ogóle nic nie zauważają. Nie ma tematu. Wszyscy wierzą, że nieustannym szmaceniem złotówki rządzi “niewidzialna ręka rynku”.

W branży metali szlachetnych i walut na pewno mam większe doświadczenie niż w akcjach na GPW, od których trzymam się z daleka jak od lokat w Amber Gold. Ale patrząc na znane mi rynki dochodzę do wniosku, że tam to dopiero muszą odchodzić szwindle i manipulacje. I też pewnie całkowicie przez nikogo nie zauważane.

Share This Post