Konsekwencje podatkowo-prawne zakupu złota inwestycyjnego na firmę

Raz na jakiś czas ktoś próbuje dokonać zakupu złota na firmę. Robi tak, ponieważ nie zdaje sobie konsekwencji tego typu ruchu. Spróbuję to przybliżyć w tym artykule. Zakładam, że zakupowi będzie towarzyszyć również jego sprzedaż w przyszłości.

  1. Obrót złotem dewizowym, czyli zakup i sprzedaż przez firmę, wymaga posiadania pozwolenia kantorowego wydawanego przez NBP.  Wymóg zdaje się nieznany w krajach uznanych za cywilizowane. Takie pozwolenie to mnóstwo biurokracji, zarówno przy jego uzyskaniu jak i przy obsługiwaniu ciągłych, cokwartalnych kontroli z NBP. Obecnie ten przepis jest martwy, nie ma sankcji za nieposiadanie pozwolenia, ale to się może zmienić. Wtedy firma może znaleźć się w sytuacji, że ma towar na magazynie, którego nie będzie się dało legalnie sprzedać.
  2. Kupując złoto jako osoba fizyczna nie płaci się podatku dochodowego przy jego sprzedaży, o ile miało się to złoto w swoim posiadaniu przez pół roku. Firma musi zapłacić podatek dochodowy niezależnie od tego, ile czasu upłynie.
  3. Urząd skarbowy może odrzucić fakturę z kosztów, jako zakup nie związany z prowadzoną działalnością gospodarczą. Tłumaczenia, że być może uzyska się dochód od którego zapłaci się podatek Fiskusa nie przekonują.
  4. Konieczność wykazywania złota w remanencie i konsekwencje podatkowe.
  5. Złoto sprzedaje się na podstawie stawki ‘zwolniony’. Stosowanie takiej stawki powoduje, że traci się prawo do odliczenia części VAT. Czyli jeżeli ma się roczną sprzedaż na poziomie 1 000 000 zł i sprzeda się złota za 10 000 zł to można odliczyć 99% VATu z faktur zakupowych.
  6. Mitem jest, że osoba fizyczna będzie musiała zapłacić PCC (2%) przy sprzedaży, a firma nie. Większość podmiotów na polskim rynku, która skupuje kruszce, korzysta z umowy lombardu a nie kupna-sprzedaży. Umowa lombardu jest zwolniona z PCC, jedyną niedogodnością jest konieczność umożliwienia klientowi zwrotu środków i odzyskanie zastawu.
Share This Post

25 lat funduszu Pioneer

Przy okazji przejęcia reszty udziałów w funduszu Pioneer przez Pekao media pieją na temat okrągłego jubileuszu funduszu inwestycyjnego Pioneer, którego 25 lecie na rynku przypadło w lipcu zeszłego roku. Widać robotę działu PR. Rocznica była pół roku temu, Pekao jest zaangażowany w Pioneera od lat, ale udało im się wygenerować wielki szum. Ale skorzystajmy z tego i przyjrzyjmy się im wynikowi inwestycyjnemu.

Ci, którzy nabyli jednostki funduszu przy jego wejściu na rynek, w lipcu 1992, odnotowaliby “krociowe zyski”. Z wpłaconych 10 000 zł (sto milionów starych złotych) miałby dziś 120 000 zł. Świetny wynik. Tylko, że nie, jeżeli potrafi się używać kalkulatora.

Należy zadać sobie pytanie, czy zainwestowanie w fundusz Pioneera dało nam realny zysk, czyli czy nasze pieniądze utrzymały siłę nabywczą.

Gdy Pioneer startował, uncja złota kosztowała 462 zł, po 25 latach kosztuje 4510 zł. Zakup około 21 krugerrandów w 1992, za 10 000 zł dałby nam dziś 97 513 zł. Z tym, że złoto w ogóle nie ma przynosić zysku. Celem złota jest utrzymanie siły nabywczej naszego kapitału i ubezpieczenie w scenariuszu krachu, wojny i ataku zombie. Innymi słowy, 10 000 zł w 1992 roku miało zbliżoną siłę nabywczą do 100 000 zł dziś. I chyba potwierdzą to ludzie mający lepszą pamięć, przez te ćwierć wieku ceny wszystkiego wzrosły jakieś 10 x.

I to już przeczy tezie, że Pioneer był taką fajną inwestycją. Porównuje się dwa zupełnie inne systemy walutowe. Czyli trzeba powiedzieć, że tak naprawdę po 25 latach Pioneer wygenerował 125 000 zł z powierzonych mu 100 000 zł (w przeliczeniu złotówek z 1992 na złotówki 2018). Daje nam to 1% realnego zysku rocznie. Tyle, co nic.

Co gorsza, w przypadku funduszy inwestycyjnych, sprawy zaczęły się komplikować po 1 grudnia 2001 roku. Jeżeli kupiło się jednostki przed tą datą, to jest się zwolnionym z podatku od zysków kapitałowych. Wchodząc po tej dacie płaci się podatek 19%. Podatek dochodowy jeszcze bardziej zmniejsza sensowność takiej inwestycji, zbliżając realny zysk do 0%. Tymczasem od złota fizycznego nie ma podatku dochodowego, jeżeli właściciel posiada je ponad sześć miesięcy.

Ale są jasne strony tego wehikułu inwestycyjnego. Jest możliwość uzyskania stałego zysku niezależnie od koniunktury. Tak właśnie ma zarządzający tym funduszem – czy są zyski czy nie, czy się stoi czy się leży, prowizja się należy. No i oczywiście do przodu są podmioty emitujące akcje i obligacje znajdujące się w portfelu funduszu, tak zwani “kręcący pierdolnikiem”. To jest kasa za darmo, przecież większość spółek na giełdzie tylko bierze od akcjonariuszy darmowe pieniądze i nawet nie płaci dywidendy.

Analizując różne alternatywy naprawdę trudno znaleźć uzasadnienie do inwestowania na giełdzie, w funduszach czy lokatach. Ryzyko instrumentów opartych na giełdzie nie pokrywa otrzymywanych odsetek. A  banki nie płacą nawet tyle, ile jest inflacji. Nic dziwnego, że rosną ceny nieruchomości i ilość sprzedawanego kruszcu. Tylko inwestycje poza głównym nurtem mogą mieć jeszcze jakiś sens.

Share This Post

Agonia Wenezueli

Wenezuela ostatecznie rozprawiła się z kapitalistycznymi wyzyskiwaczami. Zwyciężyła socjalistyczna rewolucja. Obrzydliwi, spasieni burżuje zostali wyzuci z zagrabionych majątków i wygnani z kraju. W kraju nie ma już nierówności społecznych.

Taki scenariusz to mokry sen komuchów z Razem. Oni się żarliwie modlą o zrobienie z Polski i całego świata takiego samego piekła, jakim jest dziś Wenezuela. A pozostałe partie polityczne w Polsce – trzymając się tej analogii – również odczuwają erekcję.

Każda partia w Polsce jest socjalistyczna. Każda z nich marzy o rabunku tych co pracują i tych co mają oraz o rozdawnictwie pieniędzy celem zakupu głosu nierobów i utrzymaniu słupków w sondażach.  Oczywiście, jeżeli dałoby się dodrukować waluty, to wszyscy są chętni. I dlatego, choć dużo wolniej, Polska toczy się w stronę Wenezueli. Dociskanie śruby fiskalnej przez Mateusza Krzywoustego i projekty w stylu 500+ utwierdzają mnie w tym przekonaniu.

Share This Post

Konsolidacja

Na polskim rynku złota jesteśmy świadkami konsolidacji. Jeden duży diler pochłania właśnie mniejszego. W chwili powstawania zarządy tych podmiotów miały wielkie plany. Coś w rodzaju: “najpierw zdominujemy Polskę, potem Amerykę, a potem całe nasze ramie galaktyki”. Ostro z tego “polewałem”, rozwijając swoją firmę zupełnie inaczej. Jak czas pokazuje – słusznie.

Zjadany wchodził na giełdę z nadzieją na znalezienie chętnego na duże wejście w spółkę, zjadający został stworzony z myślą o zbudowaniu silnej marki i jej sprzedaży komuś na Zachodzie. Z planów nic nie wyszło. Obie te firmy ledwie dyszą, ta zjadana była już na granicy życia i śmierci. W czasach powstawania firm na świecie był zupełnie inny sentyment, a dziś sprzedaje się ułamek tej ilości kruszców co 10 lat temu. W gospodarce jest szczyt hossy i ludzie zapomnieli, co to jest zabezpieczenie swoich finansów. Wiadomo, “kryzysu już nie będzie, bo FED/EBC na to nie pozwoli”. Dodatkowo bańka na bitcoinie wyssała dużo pieniędzy z rynku. Dla millenialsów e-złoto jest lepsze od złota tradycyjnego. Ale sentyment już wkrótce znów się zmieni…

Kwota transakcji, czyli zapłata za markę, domeny i bazę klientów, jest stanowczo za wysoka. Ale korpo rządzą się swoimi prawami. Zarządy wydają zwykle nie swoją kasę, tylko udziałowców albo kredytodawców i mają tendencję do lekkiej rączki. Nadzieja leży w cięciu kosztów osobowych / lokalowych przy zachowaniu tego samego poziomu sprzedaży, co może się udać i spowodować pojawienie się długo oczekiwanych zysków.

Konia z rzędem temu, kto przebrnie przez całą galaktykę spółeczek zależnych i powie, czy i ile zjadający rzeczywiście zarabia. Może ktoś z czytelników się tego doliczył.

Moje doświadczenie płynące z 10 lat dilerowania kruszcami jest takie, że założyć firmę tego typu potrafi każdy głupi. Dużo sprzedawać też. Ale osiągnąć zysk jest bardzo trudno. I zdaje się, że obie te firmy za bardzo skupiały się na zwiększaniu obrotu, a nie na zwiększaniu zysku.

Disklejmer jest taki, że nie mam czasu na procesy, tak więc żadnych nazw i szczegółów finansowych, a wpis ma charakter wyłącznie fabularny, bez związku z rzeczywistością.

Share This Post

Warzywniak

Wyobraźmy sobie sytuację, że na naszym osiedlu mamy warzywniak, prowadzony przez Iwana. Ma on kilka złotych zębów, rosyjski akcent i dziwne maniery. Sprowadzają się one do tego, że zawsze, gdy u niego kupujemy kartoszki wykonuje dziwne agresywne gesty. Grozi nam wprost, że nam wpierdoli. Ostatnio przyłapaliśmy go, że po pracy zagląda w okna mieszkańcom naszego osiedla. To agresywne zachowanie jest niewytłumaczalne, mieszkańcy naszego osiedla chcą po prostu żyć. Chcą, żeby Iwan nas zwyczajnie zostawił w spokoju.

W związku z tym w ramach naszego osiedla zaczęliśmy się zaopatrywać w warzywa w innych miejscach. Mamy coraz większe bezpieczeństwo kartoszkowe. Ale Iwan nie przestaje. Ostatnio dowiedzieliśmy się, że jeżeli nie będziemy u niego kupować kartoszek, to mogą wystąpić niedobory kartoszek w całej Europie.

Logika typowego Iwana – jeżeli będziemy kupować czegoś więcej, to będzie tego w magazynie więcej. A jeżeli będziemy kupować mniej, to zapasy magazynowe nie wzrosną, lecz przeciwnie, mniejsze zakupy oznaczają mniejszą dostępność towaru. To tak jakby twierdzić, że od jeżdżenia samochodem tak wzrośnie ilość paliwa, że zacznie się wylewać z samochodu.

Już raz dało się udusić Iwana niskimi cenami paliw. Reagan wiedział, że broń ekonomiczna jest znacząco skuteczniejsza niż czołgi i rakiety. Numer z Saudami sprzedającymi ropę taniej niż piasek już nie przejdzie, bo nie mają za wiele surowca. Trzeba rozwijać technologie produkcji taniej energii elektrycznej, żeby nie było konieczności zużywania gazu na cele opałowe i energetyczne.

Share This Post

Polskie obozy zagłady

Przez media na całym świecie przewija się temat nowej ustawy. Tak się składa, że od paru miesięcy na moim biurku leży książka oczekująca na recenzję pt “Ostatni Żyd z Węgrowa”. Zainteresowałem się z nią z innego powodu niż relacje polsko-żydowskie, jej unikalność polega na tym, że opisuje pewne aspekty ekonomiczne tamtych czasów.

Nawet biorąc pod uwagę moją sympatię dla Żydów muszę przyznać, że nie czytałem tak nienawistnej i antypolskiej książki. Jest w niej więcej nienawiści do Polaków niż do Niemców. Ale tym lepiej książkę tą przeczytać, nie po to aby stać się antysemitą, ale po to aby lepiej zrozumieć polakożerców. Rozumie się nastawienie do Polski większości Żydów i światowe protesty przeciwko zakazowi obciążania Polaków odpowiedzialnością za Holocaust. Do tego sprowadza się przerażająca narracja autora – to nie Niemcy byli winni Zagładzie, ale głównie Polacy. To na “terenie Polski” doszło do tych wydarzeń i Polacy byli często uczestnikami lub beneficjentami Holocaustu. Miliony ludzi na świecie nie chcą pamiętać, że to Niemcy byli tak naprawdę prowodyrami i bezpośrednimi sprawcami większości mordów.

Tak działa ludzka psychika, która jest zwyczajnie irracjonalna. Znane jest zjawisko obciążania prezenterki pogody za złą pogodę. Niby każdy człowiek wie, że nie ma ona żadnego wpływu na pogodę, ale i tak są ludzie, którzy mają do niej pretensje. Podobnie z ‘polskimi obozami zagłady’. Wiadomo, że były one niemieckie i że Polacy byli w nich mordowani na skalę przemysłową. Ale dla Żyda z Nowego Jorku czy Monachium nie ma to żadnego znaczenia. Jego umysł idzie na skróty i obciąża Polaków. A głupi Polacy sami się podkładają ze swoimi antysemickimi wypowiedziami, przez co polakożercy mają uzasadnienie dla swoich poglądów.

Absurdalność tej książki momentami przeraża. Autor ma pretensje do ruchu oporu, że nie dostarczyli Żydom karabinów. Całkowicie nie chce pamiętać o tym, że 1 września 1939 roku było mnóstwo karabinów. Każdy mógł jeden wyfasować i strzelać do Niemców ile chciał. Tylko, że Żydzi nie chcieli walczyć za Polskę, czyli także za swój własny kraj i za swoje własne bezpieczeństwo. Zaczęli domagać się broni, gdy Niemcy rozpoczęli ich eksterminację. A wtedy było już za późno.

Polska powinna się bronić nie ustawami, ale skutecznym PRem. Powinno się walczyć o to, by w podręcznikach historii w różnych krajach Polacy wyznania katolickiego i mojżeszowego byli opisywani jako ofiary, a Niemcy i Rosjanie jako oprawcy. Obozy powinny być opisywane jednoznacznie jako niemieckie, bo Polski między 1939 a 1989 nie było. Musi się też skończyć antysemityzm, który uwiarygadnia tezę, że to Polacy mordowali Żydów. Muszą pojawiać się wypowiedzi takie jak moje – wszyscy byliśmy ofiarami Niemców. I właśnie na tym polega problem autora książki – żaden Polak nie wytłumaczył mu, że zarówno Polacy jak i Żydzi są ofiarami Niemców, ale jego nienawiść była podsycana antysemickimi wypowiedziami Polaków. Stąd jak sam pisze, cała jego książka ma za zadanie upamiętnić ofiary Holocaustu w Węgrowie i rzekomą odpowiedzialność Polaków.

Ale wróćmy do tematów ekonomicznych, przechodzących w surwiwalowe. Autor pisze:

“Wykorzystując dochody naszego sklepu, zamieniałem polskie złote na złote monety. Wolałem zachować ostrożność i nie robiłem tego w Węgrowie, gdzie każdy od razy by o tym wiedział. Bałem się rabusiów, którzy mogliby przyjść szukać złota, gdyby wiadomość się rozniosła. Dlatego jeździłem w tym celu do Warszawy, do głównego banku państwowego, gdzie raczej nie było zagrożenia, że ktoś mnie rozpozna. Mogłem tam zakupić złote monety, nie przyciągając niczyjej uwagi. Zamieniałem złotówki na amerykańskie złote $5, $10 i $20 oraz złote monety o nominałach 5 i 10 rubli. Następnie magazynowałem je w metalowych pojemnikach i zakopywałem w zamykanych komórkach na tyłach naszej posiadłości. W latach 1934-39 wymieniłem na złoto większość naszych dochodów, wartości około $4000, co w tamtych czasach stanowiło poważną sumę” (na dzisiejsze realia to 115 uncji złota, czyli pół miliona złotych)

Autor książki przeżył okupację tylko dlatego, że miał złoto. Kto dziś nie ma złota, tylko bzdety w postaci lokat, obligacji, akcji czy bitkojnów, ten w razie kolejnej wojny umrze.

Share This Post

Jak działają cybertituszki

Polskie blogi, wpisy na forach, fejsie i twitterze są bacznie obserwowane przez agentów Moskwy. Niektórzy wpływowi blogerzy są zwyczajni przekupywani, aby pisali treści zamówione przez Rosję. Tak jest w przypadku jednego z najstarszych polskich blogów ekonomicznych, regularnie wrzucający zamówione treści antyamerykańskie i anty-UE. A gdy autora danego serwisu nie da się przekupić, internetowe odmiany tituszek publikują różnego rodzaje komentarzy, mających wpłynąć na opinię publiczną.

Dziś przyjrzymy się dokładnie, jak to wygląda na przykładzie komentatora działającej u mnie na blogu pod różnymi nickami – plop, gucio, Alek, arek. Są też inne nicki powiązane z innymi numerami IP. Oto ostatni komentarz – dla rozróżnienia tekst oryginalny kursywą:

Drogi Droxo,
Pan Jacek, który reprezentuję Jerozolimę, mówi bardzo ładnie, gdyż takie dostał zadanie.

Rosjanie od wieków doskonale wiedzą o antysemityzmie Polaków. Umiejętnie go podsycają w celu odwrócenia uwagi od spraw, którymi według Moskwy Polacy nie powinni się interesować. Carat był w tym doskonały. Przesiedlono specjalnie Żydów do Polski i dano im przywileje (samorząd), aby frustrację narodu polskiego przesunąć z Rosjan na Żydów. Sfabrykowano też “Protokoły mędrców Syjonu” – w Wiki jest wszystko doskonale opisane. Zachęcam do zapoznania się zalinkowanym artykułem, to fascynująca historia.

Moskwa nadal funkcjonuje dokładnie w taki sam sposób. Polakom bardzo niewygodnym dla Moskwy zarzuca się bycie Żydem lub sprzyjanie interesom żydowskim, aby wzbudzić nienawiść części Polaków.

Dodatkowo Polacy nienawidzą zdrady i pracy na rzecz obcego państwa – zarzucając patriotom zdradę podrywa się do niej zaufanie społeczne.

(Co ciekawe, w amerykańskim internecie chwyt antysemicki nie działa. Osobom niewygodnym Rosji zarzuca się sprzyjanie Rosji, a z osób skorumpowanym przez Rosję robi się ‘wrogów Rosji’. Czyli ‘obraca się kota ogonem’. Dodatkowo wywleka się rzekomy rasizm i rzekome molestowanie seksualne. W ten sposób poparcie społeczne tracą osoby niebezpieczne dla Rosji, a zyskują rosyjscy agenci.)

Wszystko jest już dogadane, a my mamy posłużyć jako pionek w kolejnej grze.
Słyszałeś o czymś takim jak City, jak nie to warto zgłębić ten temat.

Kolejnym chwytem jest wymyślanie najróżniejszych teorii spiskowych. Na przykład takich, że krajem kieruje jakaś tajemnicza osoba lub organizacja. Ma to na celu wzbudzenie frustracji i poderwanie zaufania ludności – każdy może być agentem, więc nikomu nie wolno ufać. Ludzie mają myśleć, że nasz rząd nie kontroluje sytuacji bo jest pod czyjąś kontrolą. Nic tylko prosić Putina, żeby nam tu wysłał wojsko w celu usunięcia różnych tajnych sił (takich jak agenci City), kontrolujących Polskę.

Pan Miedwiediew jest członkiem Parlamentu, a ich głosem jest Pan Staś zwany Michalkiewiczem ze swoimi mądrościami.

Osobiście nie jestem zwolennikiem p. Michałkiewicza i uważam, że jest groźnym oszołomem. Ale jest on również groźny dla Moskwy. Dlatego przy okazji warto go zdezawuować, choć we wpisie nie padło ani słowo o nim.

Powiem Ci ciekawostkę. Zwróć uwagę na kolory paszportów. Wszystkie kraje kolonialne mają czerwone, zaś poważne granatowe.
Zanim zaczniesz pisać fantastykę o jakiejś wymyślonej strategii, to lepiej jest sobie pograć w Wiedźmina jak się nie zna podstaw geopolityki.

Typowe jest też nieodnoszenie się do meritum wpisu. Cyber-tituszka nie ma czasu na czytanie całego wpisu, nie ma nawet aparatu pojęciowego do jego zrozumienia i merytorycznej odpowiedzi. Kto wie, może nie ma nawet żadnego żywego Tituszki i całą robotę wykonują programy? W każdym razie nie chodzi o odniesienie się do treści wpisu – w całym komentarzu nie ma ani jednego merytorycznego odniesienia. Chodzi o podważanie treści wpisu i mówiąc wprost – robienie Polakom wody z mózgu.

Zarówno Niemcy jak i Rosjanie zrozumieli, że przynajmniej początkowo lepiej używać innych metod niż artyleria. Niemcy poszli w stronę podbojów ekonomicznych. Zamiast najeżdżać Lebensraum czołgami po prostu kolonizują dany obszar ekonomicznie. Nie ma zaganiania ludzi do roboty bagnetami, po prostu im się coś tam płaci i sami idą do roboty, a zyski płyną do Raichu.

A ponieważ Rosjanie nie są w stanie stworzyć gospodarki innej niż rabunkowe wydobywanie surowców, pozostaje im stosowanie natarczywej propagandy. Próbuje się rozbijać śmiertelnie niebezpieczny dla Rosji sojusz Polski z USA (protesty przeciwko wizytom prezydentów i działań zbrojnych Ameryki). Do tego próbuje się rozbijać EU  (Polakom, Brytyjczykom i wszystkim innym nacjom wmawia się, że unia jest dla nich niekorzystna). Przykłady można mnożyć.

Jest potrzeba zaistnienia parasola kontrwywiadowczego nad polskim internetem. Należy poznać metody i cele Moskwy. Trzeba infiltrować agentów werbujących i nadzorujących cyber-tituszki i poznać metody ich opłacania. A potem wystarczy stosować art 190 KK, napisany na tyle ogólnie, że cyber-dywersja się pod niego kwalifikuje.

A Rosji można zrobić takie samo kuku, jakie oni próbują zrobić nam. Niech nasze cyber-tituszki wspierają Союз Комитетов Солдатских Матерей России, bo to obniża walory bojowe Armii Rosyjskiej. Rosjanie mają kompleks Zachodu – trzeba im opowiadać, że będą mieli jak w Германии, tylko muszą wprowadzić demokrację i obalić Putina. Dalej, trzeba osłabiać państwo rosyjskie zachęcając Rosjan do ujawniania korupcji lokalnych władz i bogactwo zgromadzone przez polityków. Warto też wprowadzać chaos gospodarczy, podważając zaufanie do rubla i do inwestowanie w rosyjskie instrumenty finansowe.

Share This Post

Geostrategia Polski

Zachęcam do obejrzenia kapitalnego wykładu. O sytuacji strategicznej Polski mówi dr Jacek Bartosiak.

Interesujące i kluczowe znaczenie ma to, co myślą generałowie w sztabie Rosji. Z moich obserwacji wynika, że oni po prostu dobrze robią swoją robotę. Przygotowują armie do sytuacji, w której będzie potrzebna. Ćwiczą na Ukrainie i w Syrii. Modernizują sprzęt na tyle, na ile pozwalają fundusze. Jeżeli rosyjscy politycy dojdą do wniosku, że trzeba uderzyć na Europę, to mają ku temu odpowiednie narzędzia. Rosjanie starają się przygotowywać do ewentualnej wojny jak inne sprawne państwa, takie jak Szwajcaria, Wlk. Brytania czy Niemcy. Jest znana anegdota: Gdy do śp. Helmuta Karola hr. von Moltkego wpadł nad ranem ordynans z wiadomością: „Wojna z Francją!”, feldmarszałek powiedział: „Plan wojny z Francją – druga szuflada od góry”. Odwrócił się na drugi bok i poszedł spać. I tak działa Rosja.

Podstawowy problem armii rosyjskiej to brak rekruta i jego niskie morale.  Do przeszłości należy słynny pogląd rosyjskich oficerów: “żołnierza nie żałować, baby nowych urodzą”. To widać na poniższej grafice. Co prawda dzietność odbiła się od dna już kilka lat temu, ale nadal nie ma zbyt wielu młodych ludzi, których można brać w walonki. W pokoleniu 15-19 jest wyraźna luka:

W tej sytuacji duży sens geostrategiczny ma przyłączenie do Rosji tych terenów Ukrainy i krajów nadbałtyckich, gdzie dominuje ludność rosyjskojęzyczna. Zasoby ludzkie to w 21 wieku bardzo cenna zdobycz (oczywiście pomijając bezwartościowych czy wręcz szkodliwych ‘uchodźców’). Poniższa mapka tłumaczy zajęcie Krymu oraz możliwy zakres zainteresowania Armii Rosyjskiej:

W wykładzie dra Bartosiaka brakowało mi wytłumaczenia, dlaczego Rosjanie nie odnieśli w Donbasie takiego samego sukcesu jak na Krymie. Inny skład etniczny wszystkiego nie tłumaczy. Z taką przewagą rozstrzygnięcie powinno mieć miejsce w ciągu tygodnia, a tymczasem praktycznie mieliśmy typową wojnę pozycyjną.

Trzeba pamiętać, że Rosja to olbrzymi kraj. Przypomnę, że Rosja graniczy z Norwegią (196 km), Finlandią (1313 km), Estonią (290 km), Łotwą (292 km), Białorusią (959 km), Ukrainą (1576 km), Gruzją (723 km), Azerbejdżanem (284 km), Kazachstanem (6846 km), Chinami (3645 km), Mongolią (3441 km), Koreą Północną (17,5 km) oraz Litwą (227 km) i Polską (210 km). Do Japonii i USA jest z Rosji tylko 4 km przez morze. Dla Polski istnieje w tej chwili jeden groźny wróg – Rosja. Dla Rosji jest mnóstwo miejsc zapalnych na granicach, a armia ma ograniczone zasoby ludzkie, surowcowe i logistyczne.

Porównajmy jak wygląda nasze widzenie świata i jak wygląda świat z perspektywy rosyjskiej (fajna sowiecka mapa):

Rosja jest w dużo gorszej sytuacji niż Polska, jest samotna i otoczona wrogimi krajami. Tak możliwe zagrożenia widzi sztab w Rosji:

W sytuacji dramatycznego wzrostu temperatur na Bliskim Wschodzie, uniemożliwiających bytowanie w takich warunkach, Rosja może obawiać się zalewu migrantów. Podobnie gdy dojdzie do czarnego scenariusza Peak Oil, w którym cena żywności idzie drastycznie w górę wraz z cenami paliw i biedni mieszkańcy Bliskiego Wschodu zaczynają umierać z głodu. Przypomnę, że populacja Rosji to tylko 144 miliony, a populacja mieszkańców Bliskiego Wschodu to 450 milionów (wliczając: Arabię Saudyjską, Bahrajn, Cypr, Egipt, Irak, Iran, Izrael z Palestyną, Jemen, Jordanię, Katar, Kuwejt, Liban, Oman, Syrię, Turcję i Zjednoczone Emiraty Arabskie) i jeszcze 96 milionów w Egipcie. Mogą zadeptać Rosję, wystarczy tylko przejść przez Gruzję i Turcję. Na miejscu rosyjskich przywódców przede wszystkim tam kierowałbym swoją uwagę. Oczywiście dla nas to bardzo optymistyczny scenariusz, dużo lepszy niż forsowanie Morza Śródziemnego przez migrantów.

Ciekawe jest też to, co myślą w sztabie NATO. Pewnie utyskują nad decyzją polityków o rozszerzeniu sojuszu na wschód. NATO nie ma zasobów na obronę swoich nowych członków. I tradycyjnie żołnierze tych krajów nie będą chcieli umierać za Gdańsk, a politycy nie będą chcieli ich tam wysyłać – w końcu pod Gdańskiem nie ma złóż nafty. Generałowie NATO muszą jakoś pić piwo nawarzone przez durnych polityków – muszą jakoś sprawiać wrażenie, że wywiązują się ze swoich zobowiązań sojuszniczych, na przykład trzymając 3500 żołnierzy w Polsce. Przypomnę, że Sowieci mieli w Polsce w 1989 roku 59000 żołnierzy, czyli 17 x więcej, i to miało znaczenie militarne. Przypomnę też, co min. Sikorski mówił przy wódce – nie ma nadziei na wywiązanie się z zobowiązań sojuszniczych przez USA, poza notami dyplomatycznymi i zrzutem ulotek. W/g doktryny Ogarkowa Rosjanie nie będą atakować amerykańskiego kontyngentu, a ten szybko się wycofa.

Polscy przywódcy powinni zaprzestać domagania się zwiększenia obecności wojsk NATO w Polsce. Politycy państw zachodnich nie wyrażą na to zgody, a generałowie NATO uznają to za nadmierne rozciągnięcie sił i stacjonowanie w miejscu, którego i tak nie chce się bronić. Zamiast tego Polacy powinni zaproponować deal taki sam jaki zaproponowali Francuzom w roku 1920 – dajcie nam broń, a my już sobie poradzimy.  I tym razem może pójść nawet lepiej, Niemcy przepuszczą transport przez swoje terytorium. To jest właśnie realpolitik – wiemy, że w razie wojny z Rosją żołnierze ‘sojuszniczy’ zostaną w domach, wiec gramy z takimi kartami jakie mamy. Jedyne co możemy ugrać to sprzęt, który jest nam potrzebny. I to trzeba załatwiać już dziś. Odpuścić nadmierne, nierealne roszczenia wobec NATO, dogadać się i szkolić naszych ludzi na ich sprzęcie.

I tu należy odnieść się do tezy dra Bartosiaka, że pospolite ruszenie jest pozbawionym sensu marnowaniem życia ludzkiego. Przypomnę, że sytuacja w Donbasie temu przeczy. To właśnie ochotnicy uratowali Ukrainę przed całkowitą klęską, ponosząc przy tym ciężkie straty. Obrona terytorialna ma sens, jeżeli jest dobrze wyposażona, przeszkolona i skutecznie współdziała z regularnym wojskiem. O ile wiem, to nasz sztab główny też ma takie zdanie i nie zamierza tworzyć OT jedynie w taki sposób, że przydzieli każdemu chętnemu kałasznikowa i 100 sztuk amunicji.

Skoro NATO nie ma woli ani zasobów by bronić Polski to analogicznie Polska nie ma woli ani zasobów by bronić Bałtów. Tym bardziej, że Litwini w ogromnej większości gorąco nienawidzą Polaków. Skoro tak, to niech się bronią sami.

Unia Polsko-Litewska była strategicznym błędem. Rzeczpospolita wzięła na siebie ciężar obrony Litwy przed Rosją i Szwecją. Dziś wszelkie wchodzenie w unie z Ukrainą czy Bałtami skończyłoby się tak samo. Niech więc sobie mają te państwa tak długo jak się da, a potem niech wiążą możliwie duże siły wroga. Możemy im wysłać pomoc humanitarną.

Dr Bartosiak mało wspomniał o konsekwencjach ekonomicznych wojny z Rosją. A to jest czynnik odstraszający, nawet dla polityków z Rosji. Wojna miałaby katastrofalne skutki dla obu stron. Weźmy taki przesył gazu z Rosji do Europy. Przecięcie rurociągu jamalskiego i nordstreamu (chyba mamy jakąś tam szczątkową zdolność operacyjną na Bałtyku, żeby przeciąć choć jedną rurę?) oznaczałby straty dla Rosji, wyłączenie pewnej ilości przemysłu/energetyki na zachodzie i zimno w domach w Niemczech. A gaz to tylko jeden z setek konsekwencji konfliktu na dużą skalę.

Rosja kopiuje USA w doktrynie wojskowej, tylko robi to tanio. Zamiast wysyłać drogie bombowce, wysyła taniego drona, a bombardowanie robi artyleria. Kluczowe jest odzyskanie przewagi w powietrzu przez NATO i późniejsze zniszczenie artylerii. Trzeba szukać słabych miejsc systemów obrony i tam uderzać.

Armia rosyjska niekoniecznie musi działać jak w czasie pierwszej wojny w Czeczenii, gdzie nieudolni dowódcy po pijaku wysłali czołgi do szturmu Groznego, co skończyło się ich zlikwidowaniem z zwykłych ręcznych RPG. Tak działa system Arena, dający aktywną obronę rosyjskiego czołgu:

Tak jak dr Bartosiak można być umiarkowanym optymistą. Wojnę z Rosją da się wygrać, w końcu w XX wieku trzy razy udało się nam usunąć żołnierzy rosyjskich z naszego terytorium (1915, 1920, 1989).

Wojna jest formą gry strategicznej, tylko że plansza jest dużo większa i stawką jest ludzkie życie. Trzeba, by nasz sztab miał taką samą wysoką jakość pracy jak sztab rosyjski i wtedy damy radę wygrać w tej grze.

Share This Post