Kanał RSS
Subskrybuj kanał - Doxa Przemysław Słomski
Subskrybuj
Sponsored Links
Kontakt z autorem …
... jest bardzo prosty ... przemyslaw malpeczka slomski kropeczka us
Liczniki długów
Dług publiczny Polski
 PLN

USA - Gross National Debt

Archiwum kategorii ‘Survival’

Bimber

Wednesday, 25 May 2011

Hans Klos dużo się rozpisuje o konsumpcji wszelkiego rodzaju alkoholu produkowanego w sposób alternatywny wobec Ministerstwa Finansów. Właściwie wyłącznie o tym jest jego blog. Skubany nigdy jednak nie informuje, jak ów spiryt wyprodukować, lecz popada w nudne dywagacje ekonomiczne. W związku z tym trzeba przyjść z pomocą.

Sprzęt jest powszechnie dostępny. To model o najwyższym współczynniku jakości do ceny:

Technologia produkcji jest śmiesznie prosta. Należy rozpuścić cukier w wodzie, dodać drożdże i poczekać kilka dni aż się zakończy fermentacja. Potem wystarczy przelać zacier do maszyny i przedestylować. Szczegóły zawarte są w kwitach dołączonych do kupionych drożdży i kolumny destylacyjnej. Na opakowaniu cukru niestety nic nie napisano.

A teraz czas na rozważania ekonomiczne, które według drogiego Hansa muszą być w każdym wpisie. W dużym przybliżeniu proces produkcji pochłania 7 kg cukru i wytwarza 5 litrów czystego spirytusu, prawie 13 butelek wódki. Z 30 złotych wydanych na substraty mamy 260 złotych w produktach.

Na koniec warto pamiętać o aspektach surwiwalowych pędzenia bimbru. Alkohol tradycyjnie funkcjonuje jako środek płatniczy i w zbliżających się ciężkich czasach taka funkcje będzie spełniał.

Share This Post

Terra P

Thursday, 17 March 2011

Recenzja dozymetru TerraP – 6 luty

Zakup dozymetru TerraP – 10 marca, po bojach z monopolistami z Paypal:

Trzęsienie ziemi w Japonii – 11 marca

Wyciek radioaktywny w mediach – 12 marca

Niedostępność dozymetrów Terra P – 15 marca

Czas na wnioski. Jutro należy do tych, którzy się do niego przygotowują już dziś.

Share This Post

Libijskie S

Saturday, 26 February 2011

Polacy są rozproszeni w różnych krajach świata jak nie przymierzając naród żydowski. Zdarzało mi się spotykać Polaków i na odludziu Kanady i w wielkich miastach Meksyku. W obecnych niestabilnych czasach dochodzi do sytuacji, gdy rodacy znajdują się w sytuacji gdy są w kraju ogarniętym rebelią i chaosem.

Wydarzenia w Libii są doskonałym laboratorium jak wygląda sytuacja WSHF gdy nie jest się we własnym kraju. Opcje ratunkowe bywają dużo bardziej ograniczone niż w przypadku kryzysu czy nawet wojny na swoim terenie.

Warto poddać analizie relację p. Chmieleckiego. Okazuje się, że sytuacja nagle potrafi się diametralnie odwrócić. Najpierw można być otoczonym przez miłych i spokojnych ludzi by w kilka dni później odróżniać się kolorem skóry od wściekłego tłumu. Jedyne miejsce ewakuacji może być wiele kilometrów dalej i do tego pełne ludzi w podobnie krytycznej sytuacji. Środki łączności nie będą działać a rząd w Polsce będzie twierdził, że nie ma żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Polaków. Tak naprawdę nikt dziś nie wie, ilu Polaków zginęło w czasie wydarzeń libijskich. Nikt się nawet nad tym jeszcze nie zastanawia.

Dla ludzi z ulicy możemy wyglądać na katastrofistów-oszołomów. Fakt jest jednak taki, że właśnie doszło do takiej katastrofy, do jakiej się przygotowujemy. Ryzyko podobnej sytuacji w Polsce oceniam na niskie, ale pamiętajmy o pierwszym zdaniu tego wpisu – Polacy są wszędzie i z pewnością będą znajdować się w takiej sytuacji.

W moim odczuciu w największym bagnie są obywatele RP mieszkający w USA. Ten kraj z całą pewnością będzie popadał coraz głębiej w stan chaosu i anarchii, w raz z pogłębiającym się kryzysem i Peak Oil. Pamiętać trzeba, że USA ma w historii krwawe rozruchy i w kraju jest wiele milionów sztuk broni, a murzyni i Latynosi nie słyną z pokojowego nastawienia do białych. Dodatkowo problem potęguje fakt, że Polaków są tam miliony, często w związkach mieszanych. Przewiezienie miliona ludzi do Polski może być ‘trochę trudnym’ zadaniem logistycznym, szczególnie że kryzys o tej skali w USA oznaczać musi, że w Polsce jest również niestabilnie. Być może rządowi łatwiej będzie po prostu o tym zapomnieć, tak jak po wojnie zapomniano o Polakach mieszkających za wschodnią granicą.

A na razie, dopóki nic się tam nie dzieje, możemy sobie spokojnie oglądać programy rozrywkowe w TV. Wiadomo przecież powszechnie, że zamieszki w Stanach są niemożliwe i nigdy do nich nie dojdzie. To przecież najbogatszy bankrut świata.

Share This Post

Śnieg

Thursday, 3 February 2011

Przez Stany przewaliła się burza śnieżna. Jeżeli ktoś nie ogląda wiadomości w TV (jak ja), zawsze może przeczytać na wiki lub obejrzeć materiał na Youtube. Cały ten śnieg spadł w czasie jednej nocy:

Na Lake Shore Drive utworzył się zator w którym kierowcy utkwili nawet na 12 godzin. W świetle tego pakunek MRE, który zawsze mam w samochodzie, może nie być pozbawiony sensu.

Share This Post

Broń

Monday, 24 January 2011

W komentarzach toczyły się dyskusje na temat nabywania broni. Właśnie skończyły się prace nad nowelizacja Ustawy o broni i amunicji. Zachęcam do zapoznania się z treścią.

Niewykluczone, że niedługo staniemy się wszyscy kolekcjonerami. Ja winszuję sobie TT, to ciekawa i ładnie prezentująca się broń. Gdybym miał się kierować pragmatyzmem, moim wyborem byłaby broń Colt Detective, nawet rzeczywiście dość ‘kolekcjonowalna’, bowiem wypuszczona w 1927r.  Dla nas ogromną zaletą byłaby niezawodność (niezacinalność) i kompaktowość, cechy przydatne w sytuacji WSHTF.

Share This Post

Najniezbędniejszy sprzęt surwiwalowy

Sunday, 23 January 2011

Fajnie jest czytać serwisy surwiwalowe. Darzę je naprawdę dużą sympatią, ci ludzie jako jedyni zdają sobie sprawę z metastabilności tej cywilizacji i starają się zwiększyć swoje szanse przeżycia. Zabawne jest jednak w jaki sposób się do tego przygotowują, kolekcjonując najróżniejsze przedmioty w ciężkich plecakach, na przykład:

1. Puszka po jakiś kuleczkach z magnesami
2. Zestaw medyczny (plastry, tabletki, chusteczki alkoholowe itp.)
3. Światełko Inova
wtedy gdy wracamy nie oświetloną drogą do domu)
4. Zapalniczka Bic
5. Lupa
6. Zestaw do szycia (nici, igła, żyłki itp.)
7. Pęseta
8. Dwa kawałki kartki od drukarki z klejem
9. Malutkie nożyczki

Taaak, na pewno pęseta, lupa, puszka, magnesy i zestaw do szydełkowania będą bardzo potrzebne w sytuacji WSHTF.

Najpierw dokonajmy rozróżnienia – na sytuację która wystąpiła nagle (klęska żywiołowa czy epidemia) oraz na sytuację trwającą dłuższy czas (kryzys finansowy, stan wojenny, Peak Oil).

Ludzie zwyczajnie robią sobie sami krzywdę obciążając się plecakiem z toną zbędnych gratów i przygotowując się tylko do tego pierwszego rodzaju kataklizmu. W moim odczuciu należy podzielić sprzęt na dwie grupy:

- wyposażenie domowe, gdzie możemy trzymać wszelkiego rodzaju gadżety od generatorów spalinowych po lupy, należy też mieć zapas jedzenia na co najmniej pół roku

- wyposażenie plecaka, które powinno składać się w podstawowej wersji z:

- noża

- broni palnej

- kilku/nastu sztuk monet srebrnych/złotych

- jedzenia, najlepiej w postaci MRE

- butelki na wodę

To jest wersja podstawowa, do której dobieramy niezbędne przedmioty z półki. Jeżeli jesteśmy chorzy – dobieramy leki z naszej apteczki. Jeżeli spodziewamy się zatrucia źródeł wody – zabieramy filtr do wody. Pamiętamy, że wypchany plecak ogranicza nam ruchy i zachęca innych do sprawdzenia cóż tam fajnego przenosimy. Po drodze należy zdobywać wszelkie potrzebne przedmioty – spać i żywić można się ‘u chłopa’ płacąc srebrem, a jeżeli będą niezbędnie potrzebne inne przedmioty – po prostu wyjmuje się broń i się je zabiera.

Z drugiej strony nie jesteśmy też ‘białymi charakterami’ z westernu. Jeżeli ktoś w tłumie ma rozwolnienie to jest to jego własny problem. Wypakowywanie całego plecaka celem dotarcia do apteczki to gwarantowane kłopoty. A my nie chcemy strzelać się tylko chcemy spokojnie przejść z miejsca A do B. Życie jest bezwzględne i jeżeli ktoś ma problemy w takiej ekstremalnej sytuacji to jest to jego problem – trzeba było przygotować się zawczasu zamiast oglądać ‘taniec z gwiazdami’.

Nie chciałbym być źle zrozumiany. Po prostu nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych rozwiązań. Tak właśnie toczyły się losy ludzi w sytuacjach nadzwyczajnych – albo byli w stanie zdobyć żywność albo umierali. Albo byli w stanie się obronić albo byli grabieni. Życie to nie bajka – ta prawda jest widoczna właśnie w takich momentach.

Gdy już wyjaśniliśmy kwestię pierwszego rodzaju zagrożeń przejdźmy teraz do rodzaju drugiego – przewlekłej katastrofy. Literatura surwiwalowa to zwykle bajki wyssane z palca, dotyczące tylko i wyłącznie zdarzeń nagłych. Lepiej czytać wspomnienia z czasu wojny – jak wyglądały realia, jak ludzie się adaptowali, jaka strategia przynosiła największe szanse przeżycia, jak działał system walutowy, na czym się dorabiano itd itp. To jest najbardziej cenna wiedza.

Z mojej perspektywy SHTF (typu drugiego) miało miejsce już dawno temu. Owszem, że bomby nie spadają nam na głowę, ale dla milionów bezrobotnych ludzi świat jaki znają wali się w posadach – nie mają co jeść i gdzie mieszkać. I tu nie pomoże żaden plecak z zestawem ewakuacyjnym, trzeba znaleźć się w rzeczywistości świata o coraz mniejszej produkcji energii i mniejszej dostępności dóbr konsumpcyjnych, ba, żywności.

Odnalezienie się w tych realiach i przeżycie najbliższych lat – to jest prawdziwy surwiwal.

Share This Post

Akwarystyka

Wednesday, 5 January 2011

Rząd każdego dnia martwi się o naszą pomyślność, o to aby na przykład nie przyszło nam do głowy pójść do apteki i najeść się zakupionych tam farmaceutyków. Troska ta jest tak daleko posunięta, że nie tylko wyeliminowano dostęp do środków trujących (jak arszenik) czy narkotycznych, lecz również mogących potencjalnie zaszkodzić przy przedawkowaniu lub niewłaściwym stosowaniu (jak zbyt szybko przerwana antybiotykoterapia). Czekam na zakaz zakupu witamin, na przykład toksycznej wit. D3 (kilka gram zabija człowieka) czy reglamentacji soli kuchennej, która zabija gdy zjemy jej 200 g, czyli pół szklanki (LD50 3 g/kg ciała).

W efekcie surwiwal sprowadza się również do przeżycia w starciu z własnoręcznie wybranym rządem. Chcąc zaopatrzyć się w zapas antybiotyku celem zabrania go na podróż na inny kontynent mamy kilka możliwości – okłamanie, przekupienie lub szantaż lekarza. Zakup leku ‘na podróż’ nie jest wystarczającym powodem otrzymania wymarzonej recepty.

Jeszcze gorzej mają Amerykanie. Ogromna rzesza nieubezpieczonych ludzi musi zapłacić pełną cenę wizyty u lekarza ($100), obejmującą koszt kredytów studenckich, składek ubezpieczenia OC i wynagrodzenia prawników wysysających system oraz pełną wyspekulowaną cenę leku ($100), wynikającą z oligarchicznego spisku na rynku leków w USA. Dla człowieka bez pracy wydatek $200 jest poważnym uszczupleniem w domowym budżecie, zdarza się że ludzie po prostu nie mają takich pieniędzy.

W takim przypadku pozostaje przemyt z Meksyku, gdzie recepta jest wynalazkiem nieznanym. Po prostu wchodzi się do apteki i prosi o potrzebny lek. I co zdumiewające, ludzie jakoś nie umierają z powodu zatrucia lekami, częściej zdarza się to z powodu zakazu posiadania narkotyków w Stanach i wojny gangów z tego żyjących, która ogarnia cały Meksyk.

Życie przynosi rozwiązania każdego problemu i zakazu narzucanego przez faszystowskie rządy, niezależnie czy jest on z Waszyngtonu czy z Warszawy. Otóż rozwiązaniem jest zakup leku …. dla rybek akwariowych. Składa się z takiej samej substancji, o tej samej czystości farmaceutycznej, z tej samej fabryki – różnica polega tylko na tym, że na opakowaniu napisano – UWAGA, NIE STOSOWAĆ U LUDZI. Terapia kosztuje $10 a nie $200 – jest to palec środkowy wycelowany wprost w oligarchów posiadających Big Pharmę.

Celem podsumowania pozwólmy wypowiedzieć się Homerowi na temat służby zdrowia w USA:

Share This Post

Sprzęt

Wednesday, 5 January 2011

Czas na kolejne recenzje przedmiotów zakupionych za środki z wyświetlanych reklam. Osoby nieklikające proszone są o nieczytanie tego wpisu.

1. Kilka razy widziałem krzesiwo magnezowe, w końcu postanowiłem je przetestować:

Niestety, jest to zakup całkowicie pozbawiony sensu. Nie dość, że zastosowanie jest ograniczone (trudno przypalić tym papierosa) to do użycia potrzebny jest nóż. Prostsze jest stosowanie zwykłej zapalniczki gazowej, lżejszej, niezawodnej i dość odpornej na wilgoć (testowałem – zapalniczka piezoelektryczna paradoksalnie jest najbardziej odporna jest na wodę). Na takie bajery zwyczajnie szkoda pieniędzy.

2. Po WSHTF kobiety również będą potrzebne. Ich komfort ma również dla nas fundamentalne znaczenie, niezależnie czy mamy do czynienia ze zwykłym biwakiem czy realiami MadMax. Istotne jest, by mogły komfortowo załatwić potrzebę fizjologiczną nawet gdy czysta toaleta nie jest dostępna. Oto ciekawe rozwiązanie problemu pewnych różnic pomiędzy budową mężczyzn i kobiet:

Jest to przedmiot tani i kapitalnie sprawdzający się w warunkach polowych. Higieniczną wersję wykonaną z papieru można kupić tu – polecam.

Share This Post

Katastrofista Słomski

Tuesday, 4 January 2011

Doskonały wpis odnoszący się do ostatniego materiał Angory sugerującego, że spora grupa szacownych blogerów to oszołomy. Sam bym tego lepiej nie napisał.

Share This Post

Dom na wodzie

Sunday, 28 November 2010

Bańka spekulacyjna oraz zmowa deweloperów doprowadziły do tego, że nikt rozsądny nie kupi dziś nieruchomości w Polsce. Każdy inteligentny człowiek zdaje sobie sprawę, że ceny będą spadać i za jakiś czas ten sam dom będzie kosztować mniej. Zakup po paskarskich cenach wiąże się z tym, że zgrzytając zębami na spadające ceny będzie się legalnym niewolnikiem banku przez wiele lat. Cała ta sytuacja może oznaczać, że albo płaczemy i płacimy albo w nieskończoność frustrujemy się wynajmem. Czyżby nie było żadnego rozwiązania?

Trzeba myśleć niestandardowo, co w języku lengłicz nazywa się bardzo trafnie i obrazowo ‘out of the box thinking‘. Jeżeli grunty są wyspekulowane, to trzeba unikać mieszkania na twardym gruncie – można mieszkać na wodzie. Na Zachodzie dzieje się tak ‘od zawsze’ – w Polsce po prostu ‘nikt tak nie robi’ i nikt się nie odważy zostać tym pierwszym. To się już zmienia i pojawiają się osoby mieszkające na Wiśle i Odrze, ale do nasycenia takiego jak w Amsterdamie minie jeszcze wiele lat.

Oto 50 metrowy dom, który można kupić za 20 000 EUR – proszę mi pokazać dom za tą cenę, który można postawić w centrum dowolnego miasta – a większość dużych Polskich miast leży nad szeroką rzeką:

Powyższa barka jest sprzedawana na podstawie umowy notarialnej, co daje nam akt własności. Można ją zarejestrować za granicą i przypłynąć pod obcą banderą. W ten sposób pokazujemy palec środkowy bandytom z polskich urzędów, ponieważ nie kwalifikujemy się na żadne szykany z ich strony.

Żeby było zabawniej, polskie nabrzeża są przystosowane do mieszkania w barkach. Wrocław czy Szczecin to polskie Wenecje, z urokliwymi nabrzeżami, wyposażonymi w przyłącza elektryczne i słupki cumownicze. To zostało jeszcze z czasów poniemieckich, gdy dawni gospodarze bardziej doceniali uroki rzek i nie były one dla nich wyłącznie sposobem na pozbycie się ścieków.

Nie bez znaczenia są kwestie surwiwalowe. Zwykłego domu nie da się ewakuować przed nacierającą Armią Czerwoną Rosyjską. Tu wystarczy odciąć cumy, załatwić pchacz i można odpłynąć do dowolnego miejsca w Europie. Dodatkowo mieszkanie jest bezpieczniejsze w nocy i w czasie naszej nieobecności – wystarczy ponieść trap i włamanie czy pomazanie ścian sprejem będzie uniemożliwione.

Share This Post