Category Archives: Survival

Polacy uwięzieni na Sint-Maarten

Perypetie kilkorga Polaków uwięzionych na (do niedawna) tropikalnym raju daje kilka wniosków, które wyciągną jak zwykle nieliczni. Dla tych, którzy nie potrafią, podaję informację już przeżutą:

  1. Jeżeli wiesz, że nadciąga klęska (huragan czy wojna), to zmykaj. Potem wyjechać się nie da. Nic nie lata, nic nie pływa, nic nie jeździ, jest się kompletnie uwięzionym.
  2. W pewnych sytuacjach może nie być wody i żywności. Mogą nie działać szpitale. Jeżeli jest się turystą, to oczywiście nie da się przed tym zabezpieczyć. Ale w swoim stałym miejscu zamieszkania – da się. I jeżeli ktoś się nie zabezpieczy, to może kiedyś znaleźć w sytuacji, że nie będzie miał co pić i jeść. I to będzie wyłącznie jego własna wina.
  3. Polski MSZ to jest banda kolesi, którzy wykonali skok na synekury i są ostro przyspawani do koryta. Pracują tak samo jak nasze ambasady, czyli kilka godzin w tygodniu. Załatwiają sprawy tak samo sprawnie, jak paszporty – ja na swój czekałem w USA sześć miesięcy. W przypadku zagrożenia Polaków za granicą nie pomogą. W odróżnieniu od Amerykanów, którzy natychmiast wysyłają kawalerię, polskie MSZ wysłało SMSy z adresami schronisk (przepełnionych) i szpitali (niedziałających).
  4. W sytuacji poważnego zniszczenia danego obszaru (na tej wyspie zniszczonych jest 90% zabudowy, co oddaje stan po ataku atomowym), to policja i wojsko znikają. Oni też mają rodziny i też chcą jeść. W pierwszej kolejności zajmą się zabezpieczeniem bezpieczeństwa i żywności sobie i swoim rodzinom. Reszta musi sobie radzić sama.
  5. Gdy nie ma sił porządkowych, władza przechodzi w ręce band. Nie ma znaczenia, czy są uzbrojeni w maczety czy w karabiny. Nie da się z nimi samodzielnie wygrać. Jedyna opcja to posiadanie swojej bandy – niekoniecznie takiej, która ma rabować sklepy, ale takiej, która nie pozwoli się obrabować innym bandom.
  6. Dług poszczególnych krajów cały czas narasta. Nadmierne zadłużenie – przyczyna kryzysu 2008 jest dużo większe niż wtedy. W pewnym momencie będzie musiało dojść do resetu. Można sobie poczytać w książkach historycznych, jak wygląda takie zjawisko, na przykład co się działo w latach po I wojnie światowej, na terenach nawet nie zniszczonych bezpośrednio wojną, gdy papierowe banknoty po prostu straciły wartość.

Zachęcam do przemyślenia tej sytuacji jak i różnych scenariuszy.

Share This Post

Kedyw

Tak się przypadkiem złożyło, że niedawna rocznica Powstania zbiegła się z lekturą książki pt. “Kedyw Okręgu Warszawskiego Armii Krajowej w latach 1943-44”, którą zupełnie przypadkowo znalazłem w hotelowej biblioteczce, zaraz obok książki pt. “Katyń”. Ciekawa pozycja, wydana w 1985 roku, a więc w okresie ‘odwilży’ reżimu Jaruzelskiego, gdzie można było już mówić o AK, ale jeszcze z użyciem eufemizmów. Na przykład tereny okupowane przez Sowietów nazywa się ‘terenami wschodnimi’.

Wnioski płynące z lektury są takie, że dużo większe znaczenie od zakupów nowoczesnego sprzętu wojskowego jest stworzenie zaplecza dla przyszłego ruchu oporu. To jest wyraźnie napisane w tym dokumencie – pierwszym zadaniem ruchu oporu na terenach okupowanych w latach 1939-40, było stworzenie struktur, do których w latach późniejszych byli werbowani szeregowi ‘bojownicy’. Szkoda, że nie zrobiono tego jeszcze przed wybuchem wojny. Wydano dziesiątki milionów ówczesnych złotych na budowę okrętów marynarki wojennej, a w podziemiu brakowało zwykłych karabinów i zwykłych granatów, które zamiast zostać rozdane obywatelom, zostały przejęte przez wkraczających okupantów.

Próby stworzenia ruchu oporu jeszcze w czasie istnienia tworzącego go państwa mogą się różnie skończyć. W 1943 roku Himmler zaplanował stworzenie hitlerowskiego ruchu oporu, znany jako Werwolf. Szczegółami zajmował się Gehlen, który próbował skopiować rozwiązania AK, szczegółowo badane przez Gestapo i Abwerę w czasie Powstania. Jak wiemy z historii, Werwolf na terenach Polski sprawdził się słabo, dokładnie z tego samego powodu z jakiego zawiodły wysiłki UPA, i dokładnie z tego samego powodu z jakiego nie mamy islamskich zamachów terrorystycznych w Polsce. Otóż ruch oporu jest możliwy tylko wtedy, gdy ma oparcie w lokalnej ludności tej samej narodowości. Skoro wysiedlono Niemców i Ukraińców nie miał kto wspierać Werwolf oraz UPA. Skoro nie mamy jeszcze w Polsce tzw. uchodźców i mniejszości islamskiej, to nie ma komu wspierać ISIS.

Po wojnie obrona terytorium Polski nigdy nie była celem istnienia sił zbrojnych. W okresie PRL celem istnienia LWP było działanie w ramach Północnej Grupy Wojsk Układu Warszawskiego, jako element sił sowieckich. Po 1993 roku kontynuowano funkcjonowanie WP w takiej formie jak w czasach LWP, co było bezsensowne z racji nieobecności Sowietów. Rekrutów kierowano do służby wojskowej z dala od miejsca zamieszkania. Tak więc chłopaków z Zakopanego wysyłano do służby w marynarce w Świnoujściu. W razie szybkiego działania agresora nie byłoby czasu na przeprowadzenie mobilizacji. W 2010 roku pobór został zawieszony i armia została uzawodowiona.

Musimy sobie zdawać sprawę z tego, że na naszą armię nie mamy co liczyć. W razie poważnego konfliktu zbrojnego stanie się to co zawsze. Okaże się, że fajnie jest być wojakiem w czasie pokoju, jak się wali ze ślepaków i regularnie pobiera żołd, ale w czasie wojny frajda jest dużo mniejsza, bo zaczynają latać kulki. Jak zawsze zawodowi żołnierze będą pryskać do Rumunii, a walka spadnie na barki cywilów.

Od lat postulowałem tworzenie silnej obrony terytorialnej, opartej na ludziach, którym się chce. Pomijając wszystkie oszołomstwa czy wręcz przestępstwa jakich dopuszcza się reżim Kaczyńskiego, jest to pierwsza władza, która rozumie problem. A sprawa jest prosta, należy utworzyć grupę charyzmatycznych wojskowych, przeszkolić ich w zakresie konspiracji i dywersji, i przygotować dla nich “zestawy startowe”, składające się z ciężarówki załadowanej bronią, amunicją, środkami łączności, etc. W godzinie W następowałby odbiór sprzętu i przystępowanie do działania.

O większym znaczeniu takich ‘amatorów’ nad ‘zawodowcami’ możemy się przekonać w czasie konfliktu na Ukrainie, o którym mówi się, że jest laboratorium współczesnej wojny hybrydowej. Widzieliśmy jak cała ukraińska armia zawodowa poddaje się na Krymie, widzimy też jak sprawnie działają ochotnicy z pułku Azow. Zwykłe karabiny i samochód terenowy obłożony płytami pancernymi bywa skuteczniejszy niż naddźwiękowe lotnictwo i flota, o ile ludzie obsługujący ten sprzęt mają wyższe morale.

Warto pamiętać o tym, że potencjał naszych sił zbrojnych jest na bieżąco analizowany przez naszych tradycyjnych wrogów, czyli Rosję i Niemców. Wiedza, że czeka na nich nie tylko 1256 czołgów, ale również struktura, która nie pozwoli im wychylić nosa po zmroku z garnizonu.

Share This Post

Kod LEI oraz abonament RTV

Państwa, podobnie jak przedsiębiorstwa, operują w oparciu o różne modele biznesowe. Na przykład Chiny czy Singapur operują na podstawie modelu “niech ludzie sobie pracują i się bogacą, państwo bogatych obywateli jest bogatym państwem”, USA operują na modelu “drukujmy walutę, i wymieniajmy ją na produkty, które ludzie wyprodukowali w innych krajach”, a Polska działa na modelu “rabujmy tych obywateli, którzy jeszcze nie uciekli”.

Ten rabunek dotykach tych, którzy mogą mieć pieniądze, ale nie mają władzy. Na przykład Kościół ma pieniądze, ale ma potężną władzę, więc jest poza zainteresowaniem aparatu państwowego. Obywatele polscy pracujący poza RP mają pieniądze, ale są poza łatwym zasięgiem władzy (choć na przykład Białoruś czy USA się nie poddają i próbują dosięgnąć również tych, którzy prysnęli). Ale lokalni przedsiębiorcy są w zasięgu władzy, są słabi i jest szansa, że posiadają kapitał. Skoro mieszkaniec Polski traci jakieś 60% swojego dochodu w formie podatków (PIT, CIT, VAT, ZUS i inne), to dlaczego nie mógłby zapłacić 61%? Albo 65%?

Dobrą strategią jest nie tylko ukryte stosowanie podatków (21% ludzi w Polsce uważa, że w ogóle podatków nie płaci!), ale również skubanie. Czyli zamiast wprowadzić jeden podatek, stosuje się setki małych podateczków. W przypadku osób fizycznych przykładem może być tak zwany abonament RTV, czyli podatek pogłówny. Kiedyś płaciło się od posiadania komina w chacie albo posiadania brody, dziś od posiadania odbiornika RTV. Państwo mogłoby spokojnie powrzucać ten i inne podatki w jeden podatek dochodowy, ale musiałby on przekroczyć 19%, a to już wyglądałoby niemedialnie.

Wyobraźmy sobie co by było, gdyby kazać ludziom zapłacić te 60% podatku w gotówce, zamiast podkradać im pieniądze po cichu z wypłaty lub doliczać do zakupów w markecie. Kamień na kamieniu by z tego kraju nie został.

W przypadku firm dobrym przykładem skubania jest opłata za posiadanie numeru LEI, opisywanego na stronie KDPW jako: (Legal Entity Identifier) to 20 znakowy, alfa-numeryczny identyfikator podmiotu zgodny z normą ISO17442, nadawany przez agencje kodujące akredytowane przez Global Legal Entity Identifier Foundation (GLEIF), unikalnie identyfikujący podmioty w skali globalnej.

O ile wiem, moja firma posiada już mnóstwo numerów identyfikujących. VAT polski, VAT EU, EORI,  oraz REGON, istne szaleństwo i kompletny bareizm. Spokojnie wystarczyłby jeden numer, ale nie, ktoś wymyślił również LEI, który nie tylko trzeba posiadać (jeżeli chce się kupować waluty z wyprzedzeniem, czyli zawierać opcje walutowe), ale również za niego co rok płacić po kilkaset złotych. Koszty wygenerowania numeru oscylują wokół zera, czyli całość ‘opłaty’ jest zyskiem tego, który podatko-opłatę pobiera.

Co ciekawe, LEI jest prywatnym podatkiem. Ostatnio na szeroką skalę rozwiązanie było to stosowane w przedrewolucyjnej Francji, gdzie dzierżawiło się prawo do opodatkowywania danego obszaru. I to właśnie, oprócz nieurodzajów, było przyczyną rewolty. Obecnie prawo legalnego rabunku w zakresie LEI posiada Krajowy Depozyt Papierów Wartościowych S.A., czyli spółka prawa handlowego, posiadana przez Skarb Państwa, GPW SA oraz NBP.

Powoli zbliżamy się do granic wytrzymałości ludu na kolejne obciążenia fiskalne. Wprowadzanie opłaty RTV jest swego rodzaju testem, jak daleko może się posunąć państwo, jak bardzo można zwiększyć temperaturę wody w garnku, w którym jest umieszczona żaba. Wszystko to obserwuje się bardzo ciekawie, trzeba mieć tylko zapas popcornu i liofilizowanej żywności, na wypadek rozruchów na ulicy.

Share This Post

Zarzewie

Świat już dawno nie był tak blisko III Wojny Światowej. Ostatnio chyba w 1983, gdy sowieckie centrum obrony przeciwrakietowej dalo fałszywą pozytywną informację o odpalonych amerykańskich rakietach ICBM i tylko niesubordynacja i nieprzestrzeganie procedur uratowało większość czytelników od śmierci. Gdyby nie płk. Pietrow bylibyśmy dziś radioaktywnymi trupami.

Od miesięcy dochodziły do nas fałszywe informacje ze skorumpowanych mediów głównego nurtu dotyczące Trumpa. Ja o tym wiedziałem, jego wyborcy również, ale sporo osób dało się nabrać. Podobno wygrał wybory dzięki służbom specjalnym Rosji, podobno jest marionetką Putina, podobno ludzie Trumpa zanoszą tajne informacje wprost do ambasady Rosji. Tymczasem Trump okazał się być jastrzębiem, podejmującym stanowcze kroki militarne. Oczywiście wszystkie te kłamstwa, publikowane przez media należące do oligarchów, którzy obawiają się utraty wpływów, nie zostały odwołane.

Zaostrzenie sytuacji zaczęło się od wydarzeń w Syrii. Ktoś rzucił granat z sarinem, zginęło kilkadziesiąt osób (czyli tyle co nic, jak na skalę tego konfliktu). Raczej nie jest to sprawka Assada, ponieważ przestraszył się międzynarodowej interwencji i podzielenia losu Husseina, więc lata temu wpuścił międzynarodowych obserwatorów, którzy wywieźli całe jego ówczesne zapasy. Był to raczej ktoś, kto chciał, żeby świat pomyślał, że zrobił to Assad. I osiągnął to co chciał – amerykańskie rakiety zaczęły spadać na bazy Assada, w których byli lub mogli być również Rosjanie. Innymi słowy, Amerykanie zbombardowali Rosjan, a Putin bardzo tego nie lubi.

Teraz mamy niezwykłe napięcie w Korei. Wszystkie kraje w rejonie koncentrują tam swoje siły. Układ jest niezmiernie skomplikowany i mało zrozumiały dla Polaków. Chiny oficjalnie popierają bratni komunizm w Korei i nie życzą sobie interwencji USA w swojej strefie wpływów, ale Chiny komunistyczne są tylko teoretycznie i cała ta sytuacja psuje im biznes. Japonia jest rozdrażniona rakietami potencjalnie atomowymi, przelatującymi nad ich terytorium i koreańskim rozbójnictwem, między innymi porwaniami japońskich obywateli. Obie Koree nienawidzą Japonii za zbrodnie wojenne. Seul, koreańska stolica, jest w zasięgu stanowisk artyleryjskich Północy i może być zagazowana w parę godzin. Rosja symbolicznie graniczy z Koreą, ale ma swoje ambicje imprerialne. A Ameryka ma już dość tego tłustego koreańskiego zbrodniarza i chętnie by go ukatrupiła, ale ten niestety ma każdą możliwą broń masowej zagłady, jaką był w stanie sobie zorganizować, co sprawę znacząco utrudnia. No i w końcu trzeba pamiętać, że każdego dnia Koreańczycy umierają w obozach koncentracyjnych.

Jakoś tą sytuację trzeba będzie rozwiązać. Na razie próbowano brać na przeczekanie, licząc, że Północ weźmie się głodem. Potem próbowano łapówek. Nic nie działa, oszołom nadal morduje swoich obywatali i straszy resztę świata. Teraz czekamy na jakiś głupi krok, typu odpalenie pocisków stronę okrętu USA. Lub może choćby tylko pretekstu, jakiegoś cienia na radarze, który będzie dobrym powodem. Na miejscu “wielkiego przywódcy” w tych dniach starałbym się mieć bezustannie nad głową co najmniej kilkadziesiąt metrów gruntu i unikać świeżego powietrza.

Skala skoncentrowanych sił jest bezprecedensowa. Najlepiej byłoby, gdyby Rosja, Chiny i Ameryka jakoś się ze sobą dogadały i wkroczyły z wszystkich stron do Korei, albo przynajmniej namierzyły i zlikwidowały watażkę. To jest scenariusz optymistyczny i mało prawdopodobny. W scenariuszu pesymistyczny dochodzi do wojny i odpalenia broni chemicznej lub / i atomowej. I mówiąc eufemistycznie, do dużych strat. Oby tylko na Półwyspie Koreańskim.

Z naszej perspektywy śmierć milionów Koreańczyków może nie mieć większego znaczenia. Ale oprócz potencjalnego początu wojny światowej, ma także ogromne znaczenie ekonomiczne. Korea jest znaczącym producentem elektroniki, więc przez co najmniej rok komponenty stamtąd będą drogie i trudno dostępne, aż nie zostaną przestawione fabryki w innych krajach Azji. To jednak będzie najmniejszy problem. Przez cały rynek finansowy przejdzie ogromny szok. Waluty obszarów peryferyjnych (zgadnij, do jakiego obszaru zalicza się Polska) stracą dużą część wartości w ciągu minut. Rano banki z obszarów peryferyjnych będą najechane przez klientów wycofujących twarde waluty. Te skończą się w ciągu paru godzin i konieczne będzie ‘tymczasowe’ wstrzymanie wypłat w walutach i przelewów międzynarodowych. Błyskawicznie zabraknie towarów z importu. Bez wymiany walutowej międzynarodowy handel i produkcja staną, ludzie masowo stracą pracę, zacznie się głęboka recesja.

W międzyczasie ropa, frank i dolar mocno w górę. Rynki finansowe będą zamknięte przez wiele dni, gdy się otworzą akcje i obligacje długo będą szukać dna. Złoto inwestycyjne  natychmiast przestanie być możliwe do nabycia, bo nie będzie żadnych sprzedawców, być może nawet sklepy jubilerskie zostaną wyczyszczone. Pod zamkniętymi siedzibami dilerów kruszców ustawią się długie kolejki i wszyscy będą mieli to samo pytanie – “jakim prawem jest zamknięte i nie sprzedajecie”?

Warto zwrócić uwagę na rosnące od paru tygodni ceny kruszców. Dawno nie widzieliśmy tak długiego rajdu i cen rosnących niemalże każdego kolejnego dnia. Wygląda to tak, jakby mocne ręce wykupywały wszystko co jest, niezależnie od cen.

Pamiętajmy, że w informacyjnym łańcuchu pokarmowym jesteśmy na samym końcu. Dowiemy się na końcu. Nikt nie powie w TV, że jutro wybuchnie atomówka nad Koreą.

Na szczęście tego bloga czytają osoby, które w większości już wiele lat temu zabezpieczyły się na taką ewentualność.

Share This Post

Płacidło

Ludzie sprzedają mi różne rzeczy wykonane z metali szlachetnych. Niektóre są w rodzinie od pokoleń. W moje ręce trafiło coś w rodzaju portmonetki… tylko, że do płacenia złotem.

Złotówka dla porównania wielkości.

Jest to oryginalny przedmiot z czasów wojny. Każde kółeczko jest ze złota 585, waży około 0,1 g, i pochodzi z rozebranej biżuterii. Za takie kółko dostawało się bochenek chleba albo 6 jajek.

To tak w temacie ‘złota się nie zje’. Natomiast obligacje RP ‘zysk bez ryzyka’ na pewno się zje z dużym smakiem, można przegryzać też banknotami.

Acha, zapomniałbym. Takie czasy już nigdy nie powrócą, ponieważ jesteśmy w UE i chroni nas V artykuł sojuszu NATO. W razie czego Amerykanie będą nas bronić z wszystkich sił.

Share This Post

Broń

W Rzeczpospolitej ukazał się artykuł o sprawie oczywistej, o której większość ludzi nie wie: broń legalnie posiadana jest bardzo rzadko używana do dokonania przestępstwa, przydaje się natomiast do obrony koniecznej. Przestępcy do popełnienia przestępstwa używają broni nielegalnej, bo użycie swojej broni legalnej, poprzez badania mechanoskopijne, w łatwy sposób doprowadziłoby do nich policję.

W Polsce bardzo łatwo kupić broń czarnoprochową, a mimo to nie mamy fali przemocy związanej z bronią. To przeczy postulowanej w mediach tezie, że gdyby Polakom dać broń, to w ciągu tygodnia wszyscy by się wzajemnie pomordowali.

W USA nie mamy tysięcy zabitych z powodu dużej ilości broni, tylko dlatego, że czarni Amerykanie kochają się mordować. Kilkanaście procent populacji odpowiada za 90% morderstw z udziałem broni. Tego nikt w mediach głównego nurtu (może oprócz Trumpa) wam nie powie.

Jestem głęboko przekonany, że czarny PR w odniesieniu do powszechnego dostępu do broni w Polsce płynie ze środowisk przestępczych, które mają swoich ludzi w policji i w parlamencie. Niewykluczone również, że uzbrojenie Polaków jest szalenie nie na rękę Rosjanom i Niemcom, a ci również mają swoich ludzi w każdym kolejnym rządzie. Jestem pewien, że wprowadzenie powszechnego dostępu do broni w Polsce zagroziłoby zbyt wielu osobom. Do tej spiskowej teorii przekonuje mnie przypadek Lesława Maleszki, za komuny aktywnego donosiciela, później pracownika Wyborczej, w której pisał artykuły przeciwko lustracji. Przekonuje mnie też przykład Michała Boniego, za komuny aktywnego donosiciela, później sejmowego przeciwnika lustracji. Komuś jest nie na rękę abyśmy byli uzbrojeni, tak samo jak tym dwom sprzedawczykom nie była na rękę lustracja.

Uważnie śledzę doniesienia prasowe dotyczące działań podejmowanych przez Ministra Obrony Narodowej zwanego jako ‘Szalony Antoni’. Jest wiele rzeczy, które można krytykować w jego resorcie, ale nic nie budzi takiego oburzenia mediów jak temat tworzenia Obrony Terytorialnej i rozdaniu ludziom broni do ręki wzorem Szwajcarii. Polskie media w Polsce szaleją z oburzenia, gdy może dojść do sytuacji wzrostu poziomu obronności kraju.

O tym jak przydatna jest legalna broń świadczy ten materiał:

Warto zauważyć, że w myśl bezprawia obowiązującego w Polsce większość broniących się osób trafiłaby do więzienia z racji przekroczenia obrony koniecznej i tzw. ekscesu.

Share This Post

Evac Inc

Wszelkie sprzedawane ubezpieczenia zawierają klauzulę, że nie obowiązują w sytuacjach ekstremalnych typu wojna, zamach stany, atak terrorystyczny czy najazd Marsjan. Nie można się ubezpieczyć od końca świata, a szkoda, bo właśnie przy okazji końca świata przydałoby się ubezpieczenie.

Można się przygotować samodzielnie. W krajach bogatych, gdzie mieszkają inteligentni i przewidujący ludzie, funkcjonuje ogromny rynek dla preppersów. Można nie tylko kupić złote monety, liofilizowaną żywność czy broń z amunicją. W samych Niemczech jest kilkadziesiąt firm zajmujących się budowaniem schronów, od wersji najprostszych (ziemianka), po wypasione systemy z niezależnym zasilaniem i umową o okresowej wymianie zapasów żywności.

W pewnym sensie preppersami są wszystkie rządy, w mniejszym czy większym stopniu. W razie komplikacji najważniejsze osoby są ewakuowane do zapasowego centrum dowodzenia czy nawet za granicę. Właśnie tak zadział rząd II RP – został wywieziony w miarę bezpieczne miejsce, co nie przypadek, z zapasami złota.

Gdybym miał prowadzić biznes w zakresie usług dla preppersów, to moja oferta polegałaby na ewakuacji za granicę w pewnych sytuacjach precyzyjnie określonych umową. Abonament roczny ustaliłbym na $1000 za pierwszą osobę i $200 za każdego kolejnego członka rodziny. Dodatkowo klient musiałby zdeponować w bezpiecznym kraju złoto, którego sprzedaż pokrywałaby koszt wykonania samej usługi – 50 oz za pierwszą osobę i 10 oz za każdego następnego członka rodziny.

Niewątpliwą przeszkodą w prowadzeniu takiego przedsięwzięcia jest to, że skoro ktoś wymaga ewakuacji, to znaczy, że nie może wyjechać sam. Zwykle takim ograniczeniem jest wprowadzenie stanu wojennego/wyjątkowego i prawne ograniczenie wolności obywateli. Wobec tego ewakuacja byłaby złamaniem tego prawa, które co zabawne same może być nielegalne, ale poparte jest przez dużą grupę panów z karabinami. Prowadzenie takiego biznesu wymagałoby dużej odwagi cywilnej.

Nie wiadomo co przyniesie przyszłość, czy nie skończymy jak dinozaury starte z powierzchni planety przez asteroidę. Jednak analiza dotychczasowej historii wskazuje na to, że przyczyną problemów zawsze są wydarzenia polityczne i że zmiana kraju zamieszkania jest najprostszą formą surwiwalu, lepszą niż budowanie szałasów w lesie i picia wody ze strumienia. Jeżeli weźmiemy jako przykład sytuację Polski pod okupacją hitlerowską, to wielu mądrych Żydów uciekło jeszcze przed wojną za granice (choćby pod pretekstem wystawy światowej w Nowym Jorku) albo przedarło się przez granicę Generalnej Guberni i ZSRR (co kończyło się zwykle Syberią ale i tak było lepsze niż Treblinka). Podobnie w czasach junty Jaruzelskiego ludzie robili co mogli by tylko prysnąć za granicę. Młodzież może sobie uświadomić jak te czasy wyglądały oglądając film “Ostatni Prom”.

Mam takie dziwne wrażenie, że mimo tego, że w Europie ludzie nie są już zjadani przez wilki, to nadal funkcjonuje dobór naturalny. Mądrzy ludzie potrafią uniknąć życia w parszywych systemach, a ci mniej cwani użyźniają swoimi kośćmi pola bitew Europy.

Share This Post

Okradanie uchodźców

Jak świat światem rozmaite rządy okradają uchodźców przemieszczających się przez jego terytorium. Warunkiem opuszczenia III Rzeszy przez Niemców wyznania żydowskiego było uzyskanie dokumentu potwierdzającego, że cały majątek (przedsiębiorstwa, akcje, nieruchomości, gotówka) zostały oddane.

Posiadanie kapitału podczas ucieczki z terenu zagrożonego wojną ma ogromne znaczenie. Dzięki temu możemy kupić sobie żywność, zamieszkać poza drutami kolczastymi ośrodka dla uchodźców, rozpocząć jakiś biznes, opłacić prawnika, skorumpować urzędnika, itp. Jest to także w interesie państwa ‘przyjmującego’ uchodźcę – w interesie tego państwa jest to, żeby uchodźca stanął jak najszybciej na nogi, odnalazł się w społeczeństwie. Tego nie da się przeprowadzić, gdy dana osoba nie ma pieniędzy.

Tymczasem państwa zachodnie, zasypane uchodźcami, wprowadzają iście faszystowskie regulacje narzucające rabunek przybyszów. Mają być oni przeszukani i konfiskacie ulegają środki powyżej pewnych limitów: 1300 euro (Dania), 350 euro (Badenia-Wirtembergia), 750 euro (Bawaria), 900 euro (Szwajcaria). W swojej dobroci oprawcy na razie pozwalają zatrzymać obrączki i złote zęby.

Z tych zdarzeń warto wyciągać wnioski, jeżeli nie wierzymy w zapewnienia rządu, że w ramach sojuszu NATO jesteśmy bezpieczni na następnych 1000 lat i że Amerykanie będą bardzo chętnie oddawać swoje życie za Gdańsk i Warszawę. Jeżeli wierzymy w potęgę naszej niezniszczalnej stutysięcznej Armii, to resztę tego oszołomskiego wpisu można sobie podarować.

Srebro kompletnie nie nadaje się ewakuacji kapitału, chyba, że mamy na myśli srebrny łańcuszek, który możemy docelowo wymienić na papierosa. Złote monety nie są złe, w niewielkich ilościach można je ukryć tak, że bez skrupulatnego prześwietlenia ciężko je będzie wykryć – a pamiętajmy, że oprawcy są zasypani uchodźcami, nie mają czasu na skrupulatne przetrząśnięcie każdej osoby. Kolejna rzecz do brylanty, które są idealne do tego celu. Łatwe do kupienia, niezwykle łatwe do przeniesienia, bardzo łatwe do sprzedania jubilerowi w każdym kraju świata. No i na koniec przypominam o możliwości przetopienia złota w przedmioty codziennego użytku, udające mosiądz, co opisałem niedawno subskrybentom.

Czytelniczkom zainteresowanym surwiwalem zwracam uwagę, że:

dmoty

Share This Post

Broń, mieć czy nie mieć, oto jest pytanie

Dobrem najważniejszym jest życie nasze i naszych rodzin. Dobro to musi być chronione przez państwo w sposób nadrzędny, między innymi poprzez uszanowanie przez ustawodawcę prawa obywateli do samoobrony. Z tej perspektywy ustawy delegalizujące posiadanie broni uważam za niezgodne z art 30 i 38 Konstytucji RP.

W nowoczesnym surwiwalu ciągle powraca kwestia posiadania broni na wypadek wojny. W przypadku mieszkańców USA recepta jest prosta – po prostu kup sobie broń i wyrób licencję na noszenie jej w miejscach publicznych, na zasadach obowiązującym w danym stanie.

W przypadku pozostałych krajów ‘zachodnich’, w tym Polski, sprawa jest trudna. Społeczeństwo jest rozbrojone i obywatel chcący bronić się przed kryminalistą/terrorystą sam staje się przestępcą. Jest to zaprzeczenie moralności/sprawiedliwości w stylu iście stalinowskim – tam przedsiębiorca (kułak) był przestępcą, a przestępca (rozkułaczający) stawał się bohaterem walki klasowej. Dziś przestępca jest ofiarą, a osoba broniąca rodziny jest przestępcą.

Uzyskanie licencji na posiadanie broni jest w Polsce bardzo trudne. Słyszałem o absurdalnej sytuacji, w której kantorowiec realnie zagrożony napadem nie dostaje pozwolenia na broń lecz radę, by zatrudnił sobie ochroniarza – tymczasem dochody z kantoru nie są w stanie pokryć takiego kosztu. Poza tym legalna broń nie ma zastosowania w godzinie W. W takiej sytuacji policja przyjdzie i zabierze, a jeżeli nie zdąży, to zrobi to okupant. Dokładnie tak stało się w październiku 1939 – niemieccy żandarmi skonfiskowali całą broń, która była zarejestrowana na policji.

Nie radzę kupować nielegalnej broni. W razie jej zatrzymania przez policję każda broń jest poddawana analizie balistycznej. Jeżeli kupiło się broń wykorzystaną wcześniej do przestępstwa można być oskarżonym o jego popełnienie. Już to ryzyko przekreśla sens podejmowania takiego kroku.

Inna sytuacja to posiadanie broni w rodzinie, jeszcze z czasów ostatniej wojny czy wycofywania się Sowietów z Legnicy. W takim przypadku broń trzeba konserwować, trzymać z dala od dzieci i trzymać buzię na kłódkę, również przed żoną, która może z czasem wyewoluować we wściekłą byłą żonę, szukającą sposobu jak się odegrać. Nic nie poprawi jej humoru lepiej niż donosik.

Najskuteczniejsza broń dopuszczona do posiadania bez zezwolenia to kopie czarnoprochowców. Co prawda jest to broń tak samo zabójcza jak współczesna, ale bardzo niepraktyczna. Nabijanie zajmuje mnóstwo czasu, przez co jej posiadanie nie ma większego sensu. Natomiast jest to najtańszy i najprostszy sposób na strzelanie sportowe. Sam osobiście bardzo lubię ten charakterystyczny delikatny odrzut starego Colta, dużo fajniejszy niż kopanie Glocka.

Szczęście w nieszczęściu jest takie, że wkrótce po destabilizacji sytuacji pojawia się w obrocie mnóstwo broni. W tej chwili w Polsce w wojskowych magazynach mamy 2 300 000 sztuk broni – wszystko to trafi w ręce żołnierzy, pospolitego ruszenia, a przede wszystkim handlarzy. Z drugiej strony dziś złoto jest w przystępnej cenie, legalne i dostępne. W godzinie W złoto zawsze zyskuje ogromną siłę nabywczą, staje się cenne i pożądane. Innymi słowy – dziś za monetę dostaje się 1 sztukę broni i ryzykujemy czy broń nie jest ‘brudna’. W oparciu o dane historyczne można powiedzieć, że godzinie W za taką samą monetę można kupić kilkadziesiąt sztuk broni. Obrót złotem, bronią czy żywnością trwał w każdej sytuacji, choćby na Karcelaku, a złoto jest środkiem płatniczym nawet wtedy, gdy banknoty zupełnie tracą siłę nabywczą. Jak ceny wyglądają w takich sytuacjach można się zapoznać w źródłach takich jak to – cena broni krótkiej dziś to kilkadziesiąt euro.

Reasumując, należy zachowywać się spokojnie, bez paniki, skupić się na poukładaniu sobie spraw w głowie. Jeżeli ktoś jest religijny, to warto się modlić, żeby pokój w Polsce trwał przez kolejne dziesiątki lat.

Share This Post