Kanał RSS
Subskrybuj kanał - Doxa Przemysław Słomski
Subskrybuj
Sponsored Links
Kontakt z autorem …
... jest bardzo prosty ... przemyslaw malpeczka slomski kropeczka us
Liczniki długów
Dług publiczny Polski
 PLN

USA - Gross National Debt

Archiwum kategorii ‘Survival’

Przewrót

Tuesday, 24 January 2012

Światem rządzi wąska grupka najbogatszych grubych kotów. Prawo, jakie stanowią ich ludzie w parlamentach świata, mają na celu chronić ich władzę, przywileje oraz źródła przychodów. Przykładem są przepychane właśnie akty pomagające ‘walczyć z piractwem’. Piractwo i terroryzm to każdy akt polegający na próbie odebrania czegokolwiek oligarchom, tak już dziś można przedefiniować te pojęcia w Wiki.

Nieważne, ile trwać będą protesty. Ograniczanie wolności i tak się dokona, tyle że nieco później. Taka jest konieczność dziejowa, że pewna grupa ludzi musi zagarnąć wszystko, po to, aby reszta społeczeństwa została pozbawiona wszystkiego. Aż nie dojdzie to przewrotu.

Z tego zdają sobie już sprawę niektórzy najbardziej inteligentni członkowie społeczeństwa, co widzę czytając moje ulubione polskie blogi. Nastroje eskalują się coraz bardziej, polskie społeczeństwo ewidentnie zmierza coraz bardziej w stronę Arabskiej Wiosny.

Aby zrozumieć dalszy bieg wydarzeń trzeba zastanowić się przez chwilę nad wydarzeniami poprzedzającymi Stan Wojenny i przejęcie władzy przez juntę Jaruzelskiego. To pozwoli zrozumieć sposób działania i myślenia reagowania mas. Mieliśmy wtedy do czynienia ze społeczeństwem, w którym najbardziej brakowało wolności – politycznej jak i ekonomicznej. Czy do przewrotu doszło dlatego, że ludziom brakowało wolności politycznej? Nie, stoczniowcy i górnicy chcieli cofnięcia podwyżek cen żywności, wolnych sobót i ‘socjalizmu z ludzką twarzą’. Żądania wolności były tylko skromnym kwiatkiem u kożucha i nie dlatego obalano ustrój. To cena szynki i (nie)dostępność bananów skończyły PRL, a nie Michnik i KOR.

Przykład Chin również jest niezbędny do dalszych wywodów, pozwala zrozumieć funkcjonowanie społeczeństw. Wydawać by się mogło, że pod totalitarnym butem cały lud będzie marzyć o rewolucji. Oprócz garstki zapalczywych studentów z placu Niebiańskiego Spokoju społeczeństwo milczało. Dlaczego? Ano dlatego, że otrzymali swobodę gospodarczą, jakość życia pofrunęła w górę i nie było ani komu, ani dlaczego protestować. Po co im wolność, można sparafrazować Kazika, póki jeszcze jest to legalne i nie zamyka nas kancelaria ‘Malanowski i wspólnicy‘.

Co się będzie działo dalej nie trudno się domyśleć, o ile oczywiście zna się historię świata i potrafi się wyciągać wnioski z przeszłości. Widać ewidentnie dwa równoległe przebiegające zjawiska:

1. Ograniczanie wolności politycznej, charakteryzujące się likwidowaniem resztki wolności w Internecie, delegalizacja oprogramowania kryptograficznego (uczciwy człowiek nie ma nic do ukrycia), zmechanizowaną kontrolę korespondencji, rozmów telefonicznych i VoIP, powszechne CCTV, oraz łączenie poszczególnych baz danych, tak by na podstawie zdjęcia zrobionego przez kamerę w autobusie dało się wyodrębnić twarz terrorysty z bazy danych praw jazd, określić historię połączeń telefonicznych i ich treść, wyrysować mapę logowań do wież telefonii komórkowych, określić przychody i wydatki, IP domowego komputera i całą historię aktywności w sieci, w szczególności aktywność na portalach społecznościowych, oraz wiele innych. Dane te można pobrać z serwerów krajowych, jak również z serwerów państw należących do Interpolu. Zautomatyzowanie tych czynności pozwoli skrócić procedurę do kilku minut i z pewnością jest niezbędne, aby skutecznie walczyć z pedofilią w sieci.

Jako efekt uboczny pojawi się czarny rynek anonimowości. Będzie można nabyć specjalnie oprogramowany sprzęt wraz z dostępem do netu i instrukcją jak się nim posługiwać. Coś w stylu Małego Konspiratora, na miarę 21 wieku. Wiedza jak nielegalnie posługiwać się szczątkiem Internetu bez ściągnięcie sobie na głowę fiskusa/żandarmerii/ABW/policji/SWW będzie na wagę złota.

2. Czekające nas ograniczenie wolności gospodarczej przypominać będzie czasy końcówki NEP w Związku Radzieckim, kiedy po odwilży gospodarczej przyciśnięto śrubę i ludzie mieli możliwość zapłacenia podatku i zdechnięcia z głodu, albo niezapłacenia podatku i zdechnięcia w kazamatach NKWD.

Dzisiejsza sytuacja finansowa państw świata zachodniego wymaga podjęcia wyjątkowych i drastycznych działań dla zwiększenia przychodów budżetowych – mógłby powiedzieć rzecznik każdego rządu. Zapomina się tu o krzywej Laffera, z której wynika, że nie można podnosić w nieskończoność podatków bez spadku przychodów do budżetu. Po prostu jest pewna ilość pieniędzy, którą da się wycisnąć z danej gospodarki i ani centa więcej. Niestety, politycy są debilami i nie potrafią tego zrozumieć.

Widać to dziś po składkach na ZUS – chyba nikt nie uzna, że podniesienie tych składek o 10% spowoduje wzrost składek o 10%, prędzej wzrost bezrobocia o 10%. Podobnie jest z papierosami – obserwuje masowe rzucanie tego zgubnego nałogu. Czekam kiedy społeczeństwo pęknie z akcyzą na paliwa, obstawiam, że absolutny próg bólu znajduje się gdzieś w okolicach 8-9 zł/litr, czyli już niedługo. Czeka nas wiele nowości, jak ludzie kradnący nocą paliwo z zaparkowanych pojazdów, czy pierwsze zabójstwo pracownika stacji by zatankować samochód.

Fiskalizm jest zjawiskiem globalnym. Grecja publikuje listy dłużników, Niemcy kupują spis obywateli posiadających konta za granicą, Amerykanie robią to metodą brutal force, przykładając Szwajcarom pistolet do głowy, Włosi delegalizują obrót gotówkowy, Polacy proponują program Nie bądź jeleń, weź paragon:

Inwencja fiskusa w dobie techniki cyfrowej jest nieograniczona. Można podłączyć się bezpośrednio do serwerów Allegro i zassać całe dane dotyczące obrotu i porównać je z deklaracjami podatkowymi. Idę o zakład, że za rok czy dwa podobny mechanizm walki z terroryzmem zostanie zaimplementowany w odniesieniu do kont bankowych, po prostu każde większe uznanie konta będzie wymagało wyjaśnienia, czy dana operacja została opodatkowana.

Pamiętać trzeba, ze można być spytanym o wszystkie transakcje sprzed 5 lat, więc jeżeli nawet system wejdzie do użycia za powiedzmy 2 lata, to rozmowa zacznie się od roku 2009. Jedno potknięcie w formie kilku powtarzających się transakcji (czyli działalności gospodarczej bez jej zgłoszenia) skutkuje wylotem poza nawias społeczeństwa, utratę oszczędności, nieruchomości, pracy (nie opłaca się pracować, gdy komornik zabiera większość wypłaty) oraz wpisaniem na listę osób karanych. A cały proces można łatwo zautomatyzować, serwer przemieli dane i wypluje listę kilkuset tysięcy nazwisk, do których wystarczy rozesłać wezwania do złożenia kilku drobnych wyjaśnień. Jeżeli nie ma ich w Polsce, z pomocą może przyjść ENA i system rozpoznawania twarzy w londyńskim metrze.

Idąc krok dalej można wyobrazić sobie system, w którym banknoty zostaną całkiem wycofane, w imię walki ze sprzedażą narkotyków młodzieży i złymi bakteriami mogącymi zainfekować posiadaczy banknotów. Każda transakcja, oprócz drobnej opłaty dla oligarchów posiadających systemy transakcyjne, będzie obłożona podatkiem obrotowym ‘solidarności międzypokoleniowej’ (to nie żart, taki podatek PCC obowiązuje we Francji). Chcesz dać dziecku 5000 zł na lody, przelej mu środki na jego kartę, ale 500 zł bierze fiskus a 200 zł Visa.

I to właśnie będzie koniec systemu. Nie będzie co włożyć do gara, jak w roku 1980, ale tym razem dlatego, że wszystko trzeba będzie oddać w formie podatków. Wtedy społeczeństwo pęknie i wyjdzie na ulicę na dobre. Game over.

Share This Post

Miejska dżungla

Tuesday, 18 October 2011

Ludzie interesujący się tematem surwiwalu mogą kupić nóż z żyłką i haczykiem w rękojeści, udać się do najbliższego lasu i trenować sztukę przeżycia w głuszy. Problem w tym, że scenariusz w którym sztuka przetrwania będzie sprowadzać się do połowu ryb w strumyku jest dość mało prawdopodobna. Znacznie bardziej prawdopodobne jest wystąpienie kryzysu finansowego w stylu argentyńskim (financial meltdown) i jego trwanie przez wiele lat. Surwiwal oznacza dziś trwałą umiejętność przeżycia w miejskiej dżungli.

Dlatego właśnie zaopatrzyłem się w kilka rolek krugerrandów i udałem się do Aten. Celem było sprawdzenie, czy złoto da się zjeść i czy sprawdza się jako pieniądz w sytuacji kryzysu o takiej skali oraz jak można funkcjonować w państwie ogarniętym kryzysem o takiej skali.

To, co zobaczyłem przypomina mi realia PRL roku 1980/1 roku. Wszystko jest sparaliżowane strajkami, wygląda to jak kroczący strajk generalny. Można sobie sprawdzić jaki jest harmonogram strajków i wyobrazić sobie życie w takim kraju. Właściwie normalne życie jest niemożliwe dla każdego, kto korzysta z jakichkolwiek usług, szczególnie dotkliwe są strajki komunikacyjne.

Korzystając z okazji wziąłem udział w walce o słuszne prawa ludu greckiego, o licencje na wykonywanie każdego zawodu i o godne wcześniejsze emerytury, najlepiej na koszt podatnika niemieckiego czy słowackiego. Ponieważ ten blog to nie konkurs piękności lecz próba otworzenia oczu czytelnikom na zagrożenia katolicyzmem w Polsce, ocenzurowałem nieco fotki.

Tu wykrzykuję hasła na rzecz utrzymania przywilejów, znanych w Polsce jako ‘prawa nabyte’:

A tu uważnie studiuję manifest:

 

Do walki z reżimem oprócz mnie włączyli się również śmieciarze. Poprzez ‘odejście od kubłów’ wywierają stanowczy nacisk na władzę, która musi lawirować między stertami odpadów:

Wydaje się, że w Atenach tylko drzewa nie strajkują. Zarówno miejskie drzewa oliwkowe jak i limonkowe obwieszone są tonami dojrzałych owoców. Oczyma wyobraźni zobaczyłem te tony limonek zebrane i wystawione na targu warzywnym w Berlinie, po circa 3-4 ojro/kg. Kasa dosłownie wisi na drzewach, trzeba mieć tylko kilka licencji na zbiór, obróbkę, transport i rozpoznawanie owoców:

Tymczasem Grecy nie zasypują limonek w popiele. Trwa cichy ale masowy run na banki. Tak to wygląda na wykresie:

Coś za tę papierową kasę trzeba kupić. Na przykład złoto. Okazało się, że mimo że kruszce są niejadalne, to lud ciągle ich pożąda. Zachodzi tu chyba silna skłonność do tradycji i przesądów, obnażona niedawno przez prezesa Bernanke. Krugerrandy rozeszły się błyskawicznie, nikt nie pytał o cenę, raczej o dostępną ilość i możliwość dalszych dostaw. Co ciekawe, lokalną specyfiką okazały się suwereny, czyli złote funty, o możliwość dostawy pytał prawie każdy kontrahent. Padało też wiele pytań dotyczących możliwości przyszłych dostaw diamentów inwestycyjnych, rzeczy od której trzymałbym się maksymalnie daleko, najwyraźniej pożądanych przez lokalną klientelę.

Od dawna powiada się, że najlepsze interesy robi się wtedy, gdy jest krew na ulicach. Kraje PIIGS dojrzewają do tego momentu. Z jednej strony wciąż mają euro, za które w innych krajach głupi ludzie oddają złoto, a z drugiej strony obywatele zdają sobie sprawę, że może dojść do powrotu do walut narodowych. Niestety, specyfika branży wymaga od czasu do czasu odwiedzania takich łże-krajów, w których nic nie działa jak powinno, a koczowanie na lotnisku w oczekiwaniu na lot nie jest niczym przyjemnym.

Share This Post

Irenka

Friday, 26 August 2011

Do Nowego Jorku zbliża się spore tornado. Zapowiada się niezły hardkor – ewakuacja 22 szpitali i ośrodki opieki, przestaje działać komunikacja miejska i lotnicza, zamykane są mosty. Uderzenie żywiołu przewidziane jest na niedzielny ranek czasu lokalnego.

Share This Post

Bimber

Wednesday, 25 May 2011

Hans Klos dużo się rozpisuje o konsumpcji wszelkiego rodzaju alkoholu produkowanego w sposób alternatywny wobec Ministerstwa Finansów. Właściwie wyłącznie o tym jest jego blog. Skubany nigdy jednak nie informuje, jak ów spiryt wyprodukować, lecz popada w nudne dywagacje ekonomiczne. W związku z tym trzeba przyjść z pomocą.

Sprzęt jest powszechnie dostępny. To model o najwyższym współczynniku jakości do ceny:

Technologia produkcji jest śmiesznie prosta. Należy rozpuścić cukier w wodzie, dodać drożdże i poczekać kilka dni aż się zakończy fermentacja. Potem wystarczy przelać zacier do maszyny i przedestylować. Szczegóły zawarte są w kwitach dołączonych do kupionych drożdży i kolumny destylacyjnej. Na opakowaniu cukru niestety nic nie napisano.

A teraz czas na rozważania ekonomiczne, które według drogiego Hansa muszą być w każdym wpisie. W dużym przybliżeniu proces produkcji pochłania 7 kg cukru i wytwarza 5 litrów czystego spirytusu, prawie 13 butelek wódki. Z 30 złotych wydanych na substraty mamy 260 złotych w produktach.

Na koniec warto pamiętać o aspektach surwiwalowych pędzenia bimbru. Alkohol tradycyjnie funkcjonuje jako środek płatniczy i w zbliżających się ciężkich czasach taka funkcje będzie spełniał.

Share This Post

Terra P

Thursday, 17 March 2011

Recenzja dozymetru TerraP – 6 luty

Zakup dozymetru TerraP – 10 marca, po bojach z monopolistami z Paypal:

Trzęsienie ziemi w Japonii – 11 marca

Wyciek radioaktywny w mediach – 12 marca

Niedostępność dozymetrów Terra P – 15 marca

Czas na wnioski. Jutro należy do tych, którzy się do niego przygotowują już dziś.

Share This Post

Libijskie S

Saturday, 26 February 2011

Polacy są rozproszeni w różnych krajach świata jak nie przymierzając naród żydowski. Zdarzało mi się spotykać Polaków i na odludziu Kanady i w wielkich miastach Meksyku. W obecnych niestabilnych czasach dochodzi do sytuacji, gdy rodacy znajdują się w sytuacji gdy są w kraju ogarniętym rebelią i chaosem.

Wydarzenia w Libii są doskonałym laboratorium jak wygląda sytuacja WSHF gdy nie jest się we własnym kraju. Opcje ratunkowe bywają dużo bardziej ograniczone niż w przypadku kryzysu czy nawet wojny na swoim terenie.

Warto poddać analizie relację p. Chmieleckiego. Okazuje się, że sytuacja nagle potrafi się diametralnie odwrócić. Najpierw można być otoczonym przez miłych i spokojnych ludzi by w kilka dni później odróżniać się kolorem skóry od wściekłego tłumu. Jedyne miejsce ewakuacji może być wiele kilometrów dalej i do tego pełne ludzi w podobnie krytycznej sytuacji. Środki łączności nie będą działać a rząd w Polsce będzie twierdził, że nie ma żadnego zagrożenia dla bezpieczeństwa Polaków. Tak naprawdę nikt dziś nie wie, ilu Polaków zginęło w czasie wydarzeń libijskich. Nikt się nawet nad tym jeszcze nie zastanawia.

Dla ludzi z ulicy możemy wyglądać na katastrofistów-oszołomów. Fakt jest jednak taki, że właśnie doszło do takiej katastrofy, do jakiej się przygotowujemy. Ryzyko podobnej sytuacji w Polsce oceniam na niskie, ale pamiętajmy o pierwszym zdaniu tego wpisu – Polacy są wszędzie i z pewnością będą znajdować się w takiej sytuacji.

W moim odczuciu w największym bagnie są obywatele RP mieszkający w USA. Ten kraj z całą pewnością będzie popadał coraz głębiej w stan chaosu i anarchii, w raz z pogłębiającym się kryzysem i Peak Oil. Pamiętać trzeba, że USA ma w historii krwawe rozruchy i w kraju jest wiele milionów sztuk broni, a murzyni i Latynosi nie słyną z pokojowego nastawienia do białych. Dodatkowo problem potęguje fakt, że Polaków są tam miliony, często w związkach mieszanych. Przewiezienie miliona ludzi do Polski może być ‘trochę trudnym’ zadaniem logistycznym, szczególnie że kryzys o tej skali w USA oznaczać musi, że w Polsce jest również niestabilnie. Być może rządowi łatwiej będzie po prostu o tym zapomnieć, tak jak po wojnie zapomniano o Polakach mieszkających za wschodnią granicą.

A na razie, dopóki nic się tam nie dzieje, możemy sobie spokojnie oglądać programy rozrywkowe w TV. Wiadomo przecież powszechnie, że zamieszki w Stanach są niemożliwe i nigdy do nich nie dojdzie. To przecież najbogatszy bankrut świata.

Share This Post

Śnieg

Thursday, 3 February 2011

Przez Stany przewaliła się burza śnieżna. Jeżeli ktoś nie ogląda wiadomości w TV (jak ja), zawsze może przeczytać na wiki lub obejrzeć materiał na Youtube. Cały ten śnieg spadł w czasie jednej nocy:

Na Lake Shore Drive utworzył się zator w którym kierowcy utkwili nawet na 12 godzin. W świetle tego pakunek MRE, który zawsze mam w samochodzie, może nie być pozbawiony sensu.

Share This Post

Broń

Monday, 24 January 2011

W komentarzach toczyły się dyskusje na temat nabywania broni. Właśnie skończyły się prace nad nowelizacja Ustawy o broni i amunicji. Zachęcam do zapoznania się z treścią.

Niewykluczone, że niedługo staniemy się wszyscy kolekcjonerami. Ja winszuję sobie TT, to ciekawa i ładnie prezentująca się broń. Gdybym miał się kierować pragmatyzmem, moim wyborem byłaby broń Colt Detective, nawet rzeczywiście dość ‘kolekcjonowalna’, bowiem wypuszczona w 1927r.  Dla nas ogromną zaletą byłaby niezawodność (niezacinalność) i kompaktowość, cechy przydatne w sytuacji WSHTF.

Share This Post

Najniezbędniejszy sprzęt surwiwalowy

Sunday, 23 January 2011

Fajnie jest czytać serwisy surwiwalowe. Darzę je naprawdę dużą sympatią, ci ludzie jako jedyni zdają sobie sprawę z metastabilności tej cywilizacji i starają się zwiększyć swoje szanse przeżycia. Zabawne jest jednak w jaki sposób się do tego przygotowują, kolekcjonując najróżniejsze przedmioty w ciężkich plecakach, na przykład:

1. Puszka po jakiś kuleczkach z magnesami
2. Zestaw medyczny (plastry, tabletki, chusteczki alkoholowe itp.)
3. Światełko Inova
wtedy gdy wracamy nie oświetloną drogą do domu)
4. Zapalniczka Bic
5. Lupa
6. Zestaw do szycia (nici, igła, żyłki itp.)
7. Pęseta
8. Dwa kawałki kartki od drukarki z klejem
9. Malutkie nożyczki

Taaak, na pewno pęseta, lupa, puszka, magnesy i zestaw do szydełkowania będą bardzo potrzebne w sytuacji WSHTF.

Najpierw dokonajmy rozróżnienia – na sytuację która wystąpiła nagle (klęska żywiołowa czy epidemia) oraz na sytuację trwającą dłuższy czas (kryzys finansowy, stan wojenny, Peak Oil).

Ludzie zwyczajnie robią sobie sami krzywdę obciążając się plecakiem z toną zbędnych gratów i przygotowując się tylko do tego pierwszego rodzaju kataklizmu. W moim odczuciu należy podzielić sprzęt na dwie grupy:

- wyposażenie domowe, gdzie możemy trzymać wszelkiego rodzaju gadżety od generatorów spalinowych po lupy, należy też mieć zapas jedzenia na co najmniej pół roku

- wyposażenie plecaka, które powinno składać się w podstawowej wersji z:

- noża

- broni palnej

- kilku/nastu sztuk monet srebrnych/złotych

- jedzenia, najlepiej w postaci MRE

- butelki na wodę

To jest wersja podstawowa, do której dobieramy niezbędne przedmioty z półki. Jeżeli jesteśmy chorzy – dobieramy leki z naszej apteczki. Jeżeli spodziewamy się zatrucia źródeł wody – zabieramy filtr do wody. Pamiętamy, że wypchany plecak ogranicza nam ruchy i zachęca innych do sprawdzenia cóż tam fajnego przenosimy. Po drodze należy zdobywać wszelkie potrzebne przedmioty – spać i żywić można się ‘u chłopa’ płacąc srebrem, a jeżeli będą niezbędnie potrzebne inne przedmioty – po prostu wyjmuje się broń i się je zabiera.

Z drugiej strony nie jesteśmy też ‘białymi charakterami’ z westernu. Jeżeli ktoś w tłumie ma rozwolnienie to jest to jego własny problem. Wypakowywanie całego plecaka celem dotarcia do apteczki to gwarantowane kłopoty. A my nie chcemy strzelać się tylko chcemy spokojnie przejść z miejsca A do B. Życie jest bezwzględne i jeżeli ktoś ma problemy w takiej ekstremalnej sytuacji to jest to jego problem – trzeba było przygotować się zawczasu zamiast oglądać ‘taniec z gwiazdami’.

Nie chciałbym być źle zrozumiany. Po prostu nadzwyczajne czasy wymagają nadzwyczajnych rozwiązań. Tak właśnie toczyły się losy ludzi w sytuacjach nadzwyczajnych – albo byli w stanie zdobyć żywność albo umierali. Albo byli w stanie się obronić albo byli grabieni. Życie to nie bajka – ta prawda jest widoczna właśnie w takich momentach.

Gdy już wyjaśniliśmy kwestię pierwszego rodzaju zagrożeń przejdźmy teraz do rodzaju drugiego – przewlekłej katastrofy. Literatura surwiwalowa to zwykle bajki wyssane z palca, dotyczące tylko i wyłącznie zdarzeń nagłych. Lepiej czytać wspomnienia z czasu wojny – jak wyglądały realia, jak ludzie się adaptowali, jaka strategia przynosiła największe szanse przeżycia, jak działał system walutowy, na czym się dorabiano itd itp. To jest najbardziej cenna wiedza.

Z mojej perspektywy SHTF (typu drugiego) miało miejsce już dawno temu. Owszem, że bomby nie spadają nam na głowę, ale dla milionów bezrobotnych ludzi świat jaki znają wali się w posadach – nie mają co jeść i gdzie mieszkać. I tu nie pomoże żaden plecak z zestawem ewakuacyjnym, trzeba znaleźć się w rzeczywistości świata o coraz mniejszej produkcji energii i mniejszej dostępności dóbr konsumpcyjnych, ba, żywności.

Odnalezienie się w tych realiach i przeżycie najbliższych lat – to jest prawdziwy surwiwal.

Share This Post

Akwarystyka

Wednesday, 5 January 2011

Rząd każdego dnia martwi się o naszą pomyślność, o to aby na przykład nie przyszło nam do głowy pójść do apteki i najeść się zakupionych tam farmaceutyków. Troska ta jest tak daleko posunięta, że nie tylko wyeliminowano dostęp do środków trujących (jak arszenik) czy narkotycznych, lecz również mogących potencjalnie zaszkodzić przy przedawkowaniu lub niewłaściwym stosowaniu (jak zbyt szybko przerwana antybiotykoterapia). Czekam na zakaz zakupu witamin, na przykład toksycznej wit. D3 (kilka gram zabija człowieka) czy reglamentacji soli kuchennej, która zabija gdy zjemy jej 200 g, czyli pół szklanki (LD50 3 g/kg ciała).

W efekcie surwiwal sprowadza się również do przeżycia w starciu z własnoręcznie wybranym rządem. Chcąc zaopatrzyć się w zapas antybiotyku celem zabrania go na podróż na inny kontynent mamy kilka możliwości – okłamanie, przekupienie lub szantaż lekarza. Zakup leku ‘na podróż’ nie jest wystarczającym powodem otrzymania wymarzonej recepty.

Jeszcze gorzej mają Amerykanie. Ogromna rzesza nieubezpieczonych ludzi musi zapłacić pełną cenę wizyty u lekarza ($100), obejmującą koszt kredytów studenckich, składek ubezpieczenia OC i wynagrodzenia prawników wysysających system oraz pełną wyspekulowaną cenę leku ($100), wynikającą z oligarchicznego spisku na rynku leków w USA. Dla człowieka bez pracy wydatek $200 jest poważnym uszczupleniem w domowym budżecie, zdarza się że ludzie po prostu nie mają takich pieniędzy.

W takim przypadku pozostaje przemyt z Meksyku, gdzie recepta jest wynalazkiem nieznanym. Po prostu wchodzi się do apteki i prosi o potrzebny lek. I co zdumiewające, ludzie jakoś nie umierają z powodu zatrucia lekami, częściej zdarza się to z powodu zakazu posiadania narkotyków w Stanach i wojny gangów z tego żyjących, która ogarnia cały Meksyk.

Życie przynosi rozwiązania każdego problemu i zakazu narzucanego przez faszystowskie rządy, niezależnie czy jest on z Waszyngtonu czy z Warszawy. Otóż rozwiązaniem jest zakup leku …. dla rybek akwariowych. Składa się z takiej samej substancji, o tej samej czystości farmaceutycznej, z tej samej fabryki – różnica polega tylko na tym, że na opakowaniu napisano – UWAGA, NIE STOSOWAĆ U LUDZI. Terapia kosztuje $10 a nie $200 – jest to palec środkowy wycelowany wprost w oligarchów posiadających Big Pharmę.

Celem podsumowania pozwólmy wypowiedzieć się Homerowi na temat służby zdrowia w USA:

Share This Post